igor.mal Doktorat to drogie hobby za pieniądze podatnika! 18.11.10, 18:28 Doktoraty to drogie hobby za pieniadze podatnika. To, że mamy tylu darmozjadów doktorantów wynika z tego, ze nasza gospodarka nie generuje wartościowych miejsc pracy. Powierzylismy nasza gospodarke liberałom, którzy nie wiedzą, że najistitniejszą w niej sprawa są miejsca pracy - i sprawnie je likwidują. Dlaczego w Los Angeles może być 20000 firm high-tech a w Polsce okolo 10. A Obama nie spi -czeka az Polacy za swoje pieniadze wyprodukuja nauczycieli dla biednych murzynków w USa czy Afryce - bo tam doktoranci, którzy nie dostana pracy w Polsce pojada. Odpowiedz Link Zgłoś
atomasz Doktorat to nie fanaberia 18.11.10, 18:51 W potężniejącej dyskusji na temat doktoratów jakoś nikt nie chce pamiętac o doktorantach w specjalnościach przyrodniczych lub technicznych. Ich badania są częścią obszernych programów badawczych Katedr i Instytutów, co niekoniecznie przekłada się na dopływ środków na aparaturę, odczynniki lub kontakty ze światem. Doktorant jest wykonawcą planów naukowych promotora i dobrze byłoby, żeby na to wykonawstwo sam znalazł środki (np. sponsora?). Tzw. grant doktorancki można uzyskac dopiero wtedy, gdy ma się otwarty przewód doktorski, czyli conajmniej 2 liczące sie publikacje w w czasopismach naukowych, najlepiej zagranicznych, W OPARCIU O WYNIKI WŁASNYCH BADAŃ. A tych wyników bez pieniedzy nie będzie. Doktoratu z chemii lub biologii nie da się napisać na desce sedesowej! To często wielogodzinne eksperymenty (znam takich, którzy nie wychodzili z laboratorium przez wiecej niż 24 godziny!). I nie ma żadnej gwarancji, że tak ciężka praca zakończy się sukcesem - przecież hipoteza promotora mogła byc błędna. W takiej sytuacji nie ma nie tylko szans, żeby gdzies pracować (oczywiście w tajemnicy przed promotorem) , ale fizycznie doba jest na to za krótka. Trzeba też jeść, mieszkać itp. Są promotorzy, którzy przyszłemu doktorantowi zadają kluczowe pytanie: Kto pana utrzymuje? Rodzice, Żona? Odpowiedz Link Zgłoś
igor.mal Doktorat to kara za głupotę! 18.11.10, 19:04 Doktorat to kara za głupotę! Kto nie może znaleźć pracy w przemyśle (bo go liberałowie zlikwidowali) ten trwoni czas na doktorat marnując pieniądze podatnika i swoje lub swojej rodziny. Those who can - do! Those who can not - teach! I nie łuźmy się, że w swiecie Obamy jest miejsce dla rodziny doktora - tylko przez adopcję biednego murzynka! Odpowiedz Link Zgłoś
gandalph Doktoraty to temat zastępczy 18.11.10, 19:50 Zapaść szeroko pojętej edukacji w Polsce jest ilustracją , jak również przyczyną i zarazem skutkiem, totalnej degrengolady społeczeństwa polskiego, któremu w szybkim tempie grozi zapaść cywilizacyjna. Rzecz jasna, najwyraźniej widać to na przykładzie jakości szkolnictwa wyższego w Polsce, studiów doktoranckich, a przede wszystkim jakości kadry naukowej (raczej naukawej) i nauki w ogóle. Jeśli wziąć pod uwagę rozkład IQ w społeczeństwie, to nie od rzeczy będzie parę pytań: 1. Dla kogo jest doktorat (o profesurze już nie wspomnę)? 2. Dla kogo są studia wyższe? 3. Dla kogo jest matura? itd. A tak przy okazji, to braki kadrowe w Polsce w niektórych dziedzinach są porażające. Kiedy 20 lat temu odchodziłem z instytucji związanej z górnictwem metali nieżelaznych, w całej branży było 5 (słownie pięciu) mineralogów (mam na myśli rasowych mineralogów, nie zaś przekwalifikowanych chemików!). Wszyscy byli w wieku tuż przedemerytalnym lub pracującymi emerytami. A za nimi była dwu-/trzypokoleniowa dziura! Nie sądzę, aby coś się od tego czasu zmieniło. Tymczasem, bez mineraloga nie obejdzie się żadna kopalnia, żaden zakład wzbogacania rud, żadna huta. Już nie mówię o zakładach doświadczalnych i badawczych. To tylko jeden przykład. Co z inżynierami elektrykami, elektronikami, chemikami, mechanikami itd. itd.? Jeszcze parę lat a Polska będzie dostarczycielem siły roboczej do najprostszych prac, bo nasze dyplomy będą diabła warte. Ale też nie za bardzo, bo Chińczycy są i tańsi, i bardziej pracowici. Odpowiedz Link Zgłoś
oloros Re: Doktorat to nie fanaberia 18.11.10, 19:58 po doktoracie - pierwsza rzecza jaka musialem zrobic - to odejsc z pracy - musialem sie sam zwolnic! i dobrze wowczas po raz pierwszy wyjechalem z Polski - to byla bardzo trafiona decyzja i nie mialem zadnego stypendium Odpowiedz Link Zgłoś
nostryfikacja Doktorat to fanaberia 18.11.10, 20:17 Po co komu dzis w Polsce doktorat, skoro zgodnie z zaleceniami IMF i Banku Swiatowego, Polska ma byc krajem LOW-TECH, krajem sprzataczek i hydraulikow? Odpowiedz Link Zgłoś
nostryfikacja Doktorat to dziś w Polsce fanaberia! 18.11.10, 20:18 Ja np. zdecydowałem się na (ponowną) emigrację, nie widząc dla siebie miejsca w Polsce, choćby z tego tylko powodu, iż w Polsce nie uznaje się zachodnich magisteriów i doktoratów, a ja mam magistra ekonomii (Masters) z The University of Melbourne i doktorat (PhD) z nauk politycznych z Monash University. Mimo iż oba należą do ścisłej czołówki australijskich uniwersytetów i są w pierwszych setkach światowych rankingów, to odmówiono mi nostryfikacji tychże dyplomów w Polsce, a moje skargi na tak jawną dyskryminacje spotkały się w Polsce tylko z szyderstwami i niewybrednymi komentarzami na temat mej osoby. Może to i dobrze, gdyż w relatywnie biednej Portugalii (najbiedniejszy kraj tzw. starej Unii i Zachodniej Europy) zarabiam dokładnie 10 (słownie dziesięć) razy tyle, co w Polsce, na praktycznie tym samym stanowisku, czyli adiunkta (przy praktycznie tych samych cenach co w Polsce). Odpowiedz Link Zgłoś
pfg Re: Doktorat to dziś w Polsce fanaberia! 18.11.10, 20:30 nostryfikacja napisała: > a ja mam magistra ekonomii (Masters) z The Univers > ity of Melbourne i doktorat (PhD) z nauk politycznych z Monash University Lesiu, nawet gdybyś tego nie napisał, po samej liczbie postów wiedziałbym, że to ty :-) Odpowiedz Link Zgłoś
nostryfikacja Re: Doktorat to dziś w Polsce fanaberia! 18.11.10, 20:44 Czesc! A co mam innego do roboty? Pieniedzy na badania nie mam. Referat na konferencje czy artykul do jakiegos pisma pisze metoda CUT & PASTE w 2-3 dni (wczesniej zgromadzilem dosc spora baze danych statystycznych, ktora wciaz aktualizuje). Staram sie ciagle o prace na naprawde dobrej wyzszej uczelni, z funduszami na badania, ale sam wiesz, jak o taka posade jest trudno. Wiec zostaje mi to forum... Pozdr. Kagan Odpowiedz Link Zgłoś
tajemniczy_don_pedro Re: Doktorat to dziś w Polsce fanaberia! 19.11.10, 04:09 > A co mam innego do roboty? Pieniedzy na badania nie mam. W pytaniu kryje się odpowiedź: masz do roboty napisanie paru porządnych wniosków o granty, żeby mieć te pieniądze. Odpowiedz Link Zgłoś
nostryfikacja Re: Doktorat to dziś w Polsce fanaberia! 19.11.10, 11:17 Zartujesz chyba. Pisalem kiedys te wnioski. To idiotyczna, wrecz otepiajaca robota, powodujaca natychmiastowy spadek poziomu IQ. Piszac te wnioski, trzeba bowiem zejsc na poziom IQ okolo 90, czyli na sredni poziom IQ urzednikow, ktorzy te granty rozpatruja... A poza tym, to pisanie tych wnioskow nie ma sensu, gdyz zanim konkurs jest ogloszony, to juz z gory wiadomo, kto ten grant dostanie. Konkursy sa bowiem (w 90% conajmniej) ustawiane pod tych, ktorzy maja je wygrac... Odpowiedz Link Zgłoś
tajemniczy_don_pedro Granty 19.11.10, 20:37 > Zartujesz chyba. Pisalem kiedys te wnioski. To idiotyczna, wrecz otepiaj > aca robota, powodujaca natychmiastowy spadek poziomu IQ. Nie żartuję. To konieczna droga, a to, czy na nią ponarzekasz, czy nie, jest obojętne. Płacz i pisz, jak chcesz te pieniądze na badania mieć. A jak pisać nie chcesz, to nie biadol, że nie masz. :) (mnie nie trzeba mówić, jakie to idiotyczne i niewdzięczne; ale w końcu wyszarpałem, mam i sam sobie jestem szefem) Odpowiedz Link Zgłoś
nostryfikacja Re: Granty 20.11.10, 00:19 Wole nie miec tych grantow i nie ponizac sie do pisania tych idiotycznych i oglupiajacych aplikacji... Odpowiedz Link Zgłoś
tajemniczy_don_pedro Wolisz nie mieć - wspierasz selekcję negatywną 20.11.10, 01:32 Recenzentami następnych grantów zostają ci, którzy mają/mieli własne, bo to "rytuał dojrzałości", jak w Polsce habilitacja. Ci, co grantów nie mają, głosu nie mają też. Ja za te wszystkie debilizmy w recenzjach będę mógł odpłacić - pierwsze posiedzenie study section w NIH będzie moim ostatnim, bo więcej mnie nie zaproszą, ale tego jednego długo nie zapomną. Czepię się każdziuteńkiej idiotycznej recenzji, a jej autora publicznie nazwę imbecylem... Nie mogę się doczekać! :) Odpowiedz Link Zgłoś
nostryfikacja Doktorat to w dzisiejszej Polsce jest fanaberią! 18.11.10, 20:20 Polecam też wywiad w gazecie Prawnej z prof. Wojciechem Stecem, jak by nie było wiceprezesem PAN, p.t. „Za dużo studentów za publiczne pieniądze”: praca.gazetaprawna.pl/wywiady/463183,za_duzo_studentow_za_publiczne_pieniadze.html Zgadzam się tu z Profesorem W. Stecem tylko co do tego, iż: „stan polskiej nauki jest zatrważający, zawód naukowca ze względu na niskie uposażenia przestał być atrakcyjny, pogłębia się luka pokoleniowa, a ilustracją jest brak konkurencyjności polskich zespołów w zdobywaniu grantów międzynarodowych oraz miejsce polskich uczelni w różnych rankingach. W ostatnio opublikowanym rankingu The Times na liście dwustu najlepszych uniwersytetów na świecie nie ma żadnej polskiej uczelni.” Ale nie zgadzam się, iż można poprawić tę sytuację zwiększając w obecnej sytuacji nakłady na polską naukę, gdyż jakakolwiek zmiana w systemie polskiej nauki i wyższej edukacji musiałaby się zacząć od usunięcia wpływu na nią obecnej polskiej profesury, wykształconej i uformowanej w PRLu i przez ludzi wykształconych i uformowanych w PRLu. A do tego, to potrzebna jest rewolucja, zgodnie z tym, co głosił V. Pareto. Polska profesura, a za nią docenci, adiunkci, asystenci, doktoranci i studenci głoszą więc potrzebę zwiększenia nakładów na polską naukę i polskie szkolnictwo wyższe, choć w obecnej sytuacji praktycznie kompletnej zapaści owej nauki i owego szkolnictwa, należałoby, z punktu widzenia interesów gospodarstwa narodowego, zmniejszyć owe wydatki do zera, gdyż w obecnej sytuacji to każdy grosz wydany na polską naukę i polskie szkolnictwo wyższe jest DZIŚ groszem straconym. Odpowiedz Link Zgłoś
nostryfikacja Doktorat w dzisiejszej Polsce jest fanaberią! 18.11.10, 20:23 Co więc robić? Moim skromnym zdaniem nauce polskiej potrzebna jest dość radykalna, a więc i bolesna reforma. Aby ją uratować przed kompletną zapaścią, należy więc: 1. Zlikwidować wreszcie te dożywotnie, ‘belwederskie’ profesury - przeżytek nie tyle nawet PRLowski, jak iście feudalny. 2. Zlikwidować habilitację, kolejny feudalno-„komunistyczny” przeżytek, powodujący iście feudalne stosunki w polskiej nauce i polskim szkolnictwie wyższym, a jednocześnie zweryfikować nadane już doktoraty i podwyższyć wymogi ich uzyskiwania. 3. Nie uznawać dyplomów z podejrzanych uczelni (np. ze Słowacji), choćby były one unijne, a natomiast uznawać dyplomy czołowych wyższych uczelni świata, niezależnie od kraju, w którym zostały one uzyskane. 4. Wprowadzić uczciwe, otwarte konkursy na stanowiska od asystenta do profesora, w których jury składałoby się z cudzoziemców, wylosowanych przez komputer z puli ekspertów (na to musza się znaleźć fundusze) – inaczej grozi nam chów wsobny naukowców i związana z tym degeneracja kadry naukowej. 5. Wprowadzić w Polsce jako prawo Europejska Kartę Naukowca oraz Kodeks Postępowania przy Rekrutacji Pracowników Naukowych: 64.233.183.132/search?q=cache:lXz9qRRQ4OUJ:europa.eu/eracareers/pdf/kina21620b8c_pl.pdf+karta+naukowca&hl=pl&ct=clnk&cd=1&gl=pl 6. Zlikwidować autonomię uczelni państwowych - są one finansowane przez podatników, więc przed podatnikami muszą one odpowiadać. Autonomia oznacza przecież także finansową niezależność i odpowiedzialność. 7. Wprowadzić ostre ograniczenia w wieloetatowości naukowców, gdyż nie można prowadzić poważnych badań naukowych i wysokiej jakości zajęć dydaktycznych na więcej niż jednym etacie. 8. Zlikwidować PAN (dyrekcję, nie instytuty, które powinny być połączone z uczelniami wyższymi) jako kolejny przeżytek feudalno-PRLowski. 9. Zamiast rozpraszać fundusze na finansowanie małych laboratoriów, przeznaczyć je na udział Polski w takich instytucjach międzynarodowych jak CERN czy ESA. W ten sposób polscy naukowcy będą mieli może jakiś kontakt z nauką światową. 10. Przestać w kółko gadać o tej reformie, a zacząć ją wreszcie wdrażać! Problem polega więc głównie na tym, że w Polsce nie ma dziś absolutnie żadnych motywacji do dalszego rozwoju osobistego po habilitacji, dlatego też rozwija się chów wsobny, tworzą się towarzystwa wzajemnej adoracji i koterie, które grają doktorantami i asystentami oraz adiunktami jak pionkami na szachownicy. Zakłamanie, kumoterstwo i dekadencja określają dziś polskie środowisko naukowe. A później załamuje się ręce, że doktoraty są słabe i że nie ma polskich wyższych uczelni w czołówce światowej! Hipokryzja środowiska tzw. samodzielnych pracowników nauki przekracza (niestety) dziś w Polsce wszelkie granice. lech.keller@gmail.com Odpowiedz Link Zgłoś
nostryfikacja Re: Doktorat w dzisiejszej Polsce jest fanaberią! 18.11.10, 20:24 I dalej. A co z nostryfikacją? Uważam, ze należy koniecznie znieść konieczność nostryfikacji w Polsce dyplomów czołowych światowych uczelni wyższych, a szczególnie z czołowych uczelni wyższych w USA, W. Brytanii, Kanady, Australii, Niemiec, Francji i Skandynawii, czyli z krajów, które mają dziś najlepsze uniwersytety na świecie i które „produkują” najwięcej Noblistów. Przykładowo, to mnie w Polsce nie uznają doktoratu z nauk politycznych z Monash University w Melbourne, który jest na 45 miejscu na świecie i 34-35 miejscu tegorocznej światowej listy THES (THE-QS) jeśli chodzi o nauki społeczne i ekonomię. Natomiast uznaje się dziś w Polsce doktoraty z takich „potęg” naukowych jak Libia i habilitacje ze Słowacji, gdzie zresztą ostatnio gościła P. minister Kudrycka. Nieuznawanie zagranicznych doktoratów i wymóg habilitacji, izolują polską naukę od nauki światowej, i powodują ów chów wsobny, który, jak wiadomo, prowadzi do degeneracji, którą tak łatwo można dziś zaobserwować na polskich wyższych uczelniach i w PAN. Poza tym, to mamy dziś w Polsce po prostu za dużo uczelni wyższych, za dużo naukowców i za dużo studentów. Przykładowo: w roku akademickim 1937-1938 studiowało w całej Polsce 48 tysięcy studentów i nadawano wówczas niewiele ponad 200 doktoratów na rok. Habilitacje można było wtedy policzyć na palcach jednej, góra dwóch rak. Zaś w roku akademickim 2008-2009 studiowało w całej Polsce prawie dwa miliony (dokładnie 1,928 tysięcy) studentów, w tym ponad 32 tysiące na studiach doktoranckich i nadano wtedy w ciągu jednego jedynego roku 2008 ponad 5 tysięcy doktoratów i prawie tysiąc habilitacji. Biorąc wiec pod uwagę, ze w roku 1938 było nas 35 milionów a w roku 2008 tylko o 3 miliony więcej (38 mln), należy stwierdzić ogromną INFLACJĘ wyższego wykształcenia, szczególnie, iż gospodarka RP jest dziś tak samo zacofana w stosunku do czołówki światowej jak w roku 1938, a wiec nie potrzebujemy wcale aż tylu wysokiej klasy specjalistów. Po prostu studia wyższe, w tym tez i doktoranckie, są dziś w Polsce (i nie tylko) głównie sposobem na opóźnienie wejścia młodych ludzi na mocno niezrównoważony rynek pracy. Chodzi więc tu nie o wiedzę, a głównie o zmniejszenie oficjalnej stopy bezrobocia. Odpowiedz Link Zgłoś
nostryfikacja Re: Doktorat w dzisiejszej Polsce jest fanaberią! 18.11.10, 20:25 Prawdziwa rola tzw. uniwersytetów w polskim społeczeństwie to dziś niestety, ale nie działalność naukowa i naukowo-dydaktyczna, ale: 1. dla młodych ludzi; - „dorosłe” wakacje na koszt państwa oraz - rynek matrymonialny. 2. Dla władzy: - sposób na walkę z bezrobociem, szczególnie wśród młodzieży, - sposób na walkę z bezrobociem wśród fizyków i archeologów, - dyspozycyjny „autorytet” polityczny; na skinienie palcem, - przechowalnia dla polityków chwilowo na bocznym torze, - podkładka i przykrywka pod przekręty (...naukowo udowodniono...). 4. Dla gospodarki: - nakręcanie rynku wynajmującym mieszkania i firmom produkującym środki antykoncepcyjne. 3. Dla pracowników owych „wyższych” uczelni: - płatnik ZUSu dla urodzonych w niedziele, - biuro podróży (tzw. konferencje), - pretekst do towarzyskiej afirmacji (...jak wykładałem/byłem na Oxfordzie...). (forum.gazeta.pl/forum/w,245,102112498,102176585,W_wiezy_z_kosci_slonioniowej.html). Tyle, ze w krajach z realną stopą bezrobocia dobrze ponad 10%, a wiec w dzisiejszej Polsce, to jednak jest to głównie sposób na walkę z bezrobociem, szczególnie wśród młodzieży. A to można robić taniej i uczciwiej niż przez niszczenie polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego… lech.keller@gmail.com Odpowiedz Link Zgłoś
tajemniczy_don_pedro Habilitacja 19.11.10, 20:47 Istnienie habilitacji prowadzi do takiego debilizmu, że uczelnia w Polsce nie mogłaby zatrudnić (na odpowiednim do doświadczenia stanowisku) amerykańskiego NOBLISTY, bo ów nie ma habilitacji. Odpowiedz Link Zgłoś
micro5 Polskiej nauce konieczna jest rzetelna reforma a 18.11.10, 20:38 Polskiej nauce konieczna jest rzetelna reforma a nie dywagacje 1) Likwidacja dożywotnich belwederskich profesorów, profesor to stanowisko na uczelni a nie dożywotni tytuł jest to relikt komuny, a wiedza zmienia się galopujaco w niektórych dziedzinach, że profesorowie belwederscy za nią nie nadążają 2)Praca tylko na jednej uczelni a nie objazdowy dydaktyk bo liczy się do możliwości funkcjonowania, 3)Funduszy na naukę i badania nie jest potrzeba bo jest ich dosyć tylko są marnowane przez osoby nie kompetentne kierujące uczelniami o ministerstwie nie wspomnę, uczelnią powinien zarządzać ekonomista a nie koleś wybierany ze swojego grona, co w okresie kadencji uczy się zarządzać i zapewnia byt swoim wyborcom i koteriom. 4) Wszelkie fundusze na badania powinny być w formie kredytu który poręcza uczelnia , obecnie zespoły utytułowanych wzajemnie się adorują przyznawaniem i przyjmowaniem tematów badawczych, tak jeżeli nic nie osiągnięto zespół zwraca otrzymane fundusze co świadczy że nie orientuje się w tym temacie. 5) Wykładowcami w naukach technicznych powinny być a szczególnie na stanowiskach profesorskich osoby posiadające uprawnienia budowlane , eksploatatorskie lub projektowe z danej dziedziny. Śmiesznym jest kiedy specjalność prowadzą osoby nie mające żadnego kontaktu z rzeczywistością a posługują się tylko starymi notatkami. 6)Kandydat na studia powinien otrzymywać ze świadectwem maturalnym bon edukacyjny , który pozwoli na to że fundusze idą za studentem a nie wg algorytmu wówczas naprawdę dobre uczelnie przygotowujące do zawodu szczególnie techniczne będą docenione bo te wszystkie algorytmy są gó... warte premiują układziki 7) powinny być stosowane zasady: jedną uczelnię się kończy na drugie doktoryzuje a na trzeciej pracuje lub tworzy habilitacje które są zbędną bo służyły i służą do eliminacji osób z wiedzą . 8) Na uczelni nie może być rodzinnych katedr jak to jest w szczególności w Lublinie gdzie tata pilnuje syna aby ukończył studia , później u kolesiów doktoryzuje , a następnie rehabilituje i rodzinka powraca na feudalna katedrę. 9)Uczelnia ta normalna działalność gospodarcza i wszelkie badania naukowe powinny być finansowane w postaci kredytu zaciąganego przez zespół , poręczanego przez uczelnię. W przypadku błędnych założeń koszty ponosi zespół. Takie są normalne zasady działalności gospodarczej , a nie charytatywne finansowanie z naszych podatków. Fundacje czy firmy mogą w ramach odpisów podatkowych finansować dowolną działalność naukowa szczególnie w naukach humanistycznych czy politycznych Odpowiedz Link Zgłoś
nostryfikacja Polskiej nauce konieczna jest rzetelna reforma 18.11.10, 20:54 Ogolnie zgadzam sie z Toba, micro # 5! Szczegolnie podoba mi sie ten pomysl z funduszami na badania w formie kredytu, ze uczelnią powinien zarządzać ekonomista albo zawodowy menedzer z sektora prywatnego, bon edukacyjny, zasada, iz jedną uczelnię się kończy na drugiej doktoryzuje a na trzeciej pracuje (ja tak robilem), ze nie może być rodzinnych katedr (pracowalem na UMCS, to wiem, znam tez chore uklady na tzw. PL) i ze "Uczelnia ta normalna działalność gospodarcza i wszelkie badania naukowe powinny być finansowane w postaci kredytu zaciąganego przez zespół , poręczanego przez uczelnię. W przypadku błędnych założeń koszty ponosi zespół. Takie są normalne zasady działalności gospodarczej , a nie charytatywne finansowanie z naszych podatków. Fundacje czy firmy mogą w ramach odpisów podatkowych finansować dowolną działalność naukowa szczególnie w naukach humanistycznych czy politycznych. POZDRAWIAM! lech.keller@gmail.com Odpowiedz Link Zgłoś
jpsi Na calym swiecie to profesorowie utrzymuja student 18.11.10, 22:13 studentow, i to oni powinni placic stypendia Odpowiedz Link Zgłoś
matt7893 USA torturami zmusza do nostryfikacji w Polsce 19.11.10, 05:36 USA torturami kradzieza mienia i wysiedleniem etnicznym zmusza do nostryfikacji najwyzszego stopnia naukowego USA, PhD w Polsce nie umiejacej nawet produkowac elektroniki o wielkiej skali integracji na uczelniach z technologia ponizej technologii III Rzeszy w latach 30tych najprawdopodobniej aby falszywie promowac nauke ZSSR w USA w celu przesluchiwania naukowcow Rosyjskich metoda interaktywna tzn. ich zatrudniania w objektach USA i z nich pracy wnioskowania o poziomie badan wojskowych Rosji i otaczania ich narodowosciami z bylych krajow Ukladu Warszawskiego dla kamuflazu ze nie jest to jedyna narodowosc z tych krajow: mkk.blox.pl Odpowiedz Link Zgłoś
xavmato Doktorat to nie fanaberia 19.11.10, 06:40 Doktorat pisze się przede wszystkim po to, by przekonać się o realiach polskiej rzeczywistości. To znaczy, że bez znajomości, mamy na uczelni czy innych układów etat to marzenie. Moja praca była doceniona za granicą, w kraju nikt nawet nie chciał o tym rozmawiać. Podobnie z pomocą przy zdobywaniu materiałów: zagranica z entuzjazmem, sporo materiałów otrzymałem za friko, po prostu z ludzkiej życzliwości, za to z polskich autorytetów nikt się nie odezwał, a jeśli już, to traktował mnie jako konkurencję. Odpowiedz Link Zgłoś
mokotowiak29 Dostałem po studiach propozycję asystentury 19.11.10, 08:11 Dostałbym 1500 zł na rękę stypendium. Gdybym ją przyjął, byłbym dziś doktorem i zarabiałbym 2 tys. A tak na start dostałem 3500 w biurze projektowym, a dziś zarabiam dużo więcej. Polska nauka nierządem stoi - żeby coś osiągnąć, trzeba wchodzić w tyłek leśnym dziadkom, które zatrzymały się na technologii z czasów króla ćwieczka (z czasów, gdy pisali doktorat). Polscy naukowcy nigdzie się nie liczą (chlubne wyjątki to archeolodzy i astronomowie). W Polsce nie opłaca się robić doktoratu, bo nie będzie się miało dostępu do potrzebnego sprzętu, będzie się bitym po głowie przez leśnych dziadków w czerwonych togach i przez większą część życia będzie się zarabiać mniej od fryzjera. Gdybym miał szansę robić doktorat za granicą, już by mnie tu nie było i zająłbym się nauką na poważnie Odpowiedz Link Zgłoś
darek781 Doktorat to nie fanaberia 19.11.10, 08:38 Doktorat to nie fanaberia, ale z jednej strony jest nadprodukcja doktoratów. Jeśli chodzi o nauki społeczne to widać ten trend. Wydaje mi się że specjalności techniczne i biotechniczne, medyczne mają byt zapewniony. W kwestii pomocy, to wydaje mi się, że pewna delikatna pomoc ze strony uczelni przydała by się. Wszelkie wyjazdy na staże, utrzymanie się na nich musiałem pokrywać sam. O grantach promotorskich nie miałem co marzyć, prośby o dofinansowanie chociażby biletów kolejowych żeby dojechać na staż (do naszych sąsiadów) były z miejsca wyrzucane do kosza, a odpowiedź zawsze ta sama "brak jakiegośtam formularza", podpisu, pieczątki, zła tabela kursów walut. Po zapytaniu o jaki formularz chodzi dano mi odpowiedź żebym wszystko sobie znalazł w sieci. Ja cieszę się, że obroniłem się. Miałem fajnego promotora i każdemu życzę takie super profesora. Gdy starałem się o pracę musiałem ukrywać ten fakt i pisać, w CV że mam wykształcenie średnie, bo gdy przyszły pracodawca usłyszał że mam doktorat urywał rozmowę i ładnie się żegnał recytując ceremonialną formułkę "proszę czekać na telefon". Lepiej sobie studiować dla uzupełnienia wykształcenia, robić mgr czy potem doktorat i pracować. Wiem jest ciężko, ale przynajmniej nie wypada się z rynku pracy ma się jakieś doświadczenie, a wiedza zdobyta w ten sposób wykształcenie i tak zaprocentuje. (tak myślę ;) ) Odpowiedz Link Zgłoś
lililimarlene Doktorat to nie fanaberia 19.11.10, 10:26 Przeczytałam większość negatywnych komentarzy i z wieloma mogę się zgodzić, m.in. tym że młodzi ograniczają się robiąc mgr, dr, hab., prof. w obrębie tego samego instytutu (jestem zwolenniczką systemu niemieckiego: każdy stopień trzeba uzyskać gdzieś indziej), że jest równanie w dół, że trudno z zatrudnieniem, że nie ma się rodziny bo cały czas przeznacza się na pracę. Jednak ciągle chce zrobić dr, głównie dla siebie, teraz to wiem po 2 latach od skończenia studiów. Chcę go zrobić w zupełnie innym instytucie niż mgr, właśnie dlatego że mam dość układów i układzików. Nie wiem czy nadaję się na takiego prawdziwego naukowca, ale wiem że nadaję się do zarządzania badaniami, ale w PL żeby zarządzać badaniami naukowymi trzeba mieć dr. Nie sądzę, że bym miała szansę dostać stypendium, w tym jak się dostaje stypendium dr to nie można podejmować zatrudnienia w pełnym wymiarze godzin i jest obowiązek prowadzenia zajęć - co jest nie warte tego tysiaka. Plus tak w ramach zmiany środowiska życia to chciałabym wyjechać na Erasmusa (na mgr nie miałam możliwości), teraz zaś wiem, gdzie chce wyjechać i po co, czyli by zrobić badania do dr, przygotowuje się do tego ucząc się nowego języka, bo to nie jest kraj anglojęzyczny. I liczę na to, że mi się uda :) Odpowiedz Link Zgłoś