Dodaj do ulubionych

Ciężka pokusa patriarchy

01.07.05, 22:36
Blisko mi do myśli: "ateizm jest koniecznym elementem wiary. Żeby nauczyć się
dojrzale wierzyć, trzeba przejść przez ateizm, przez bunt skierowany przeciwko
ofierze z niewinnego".

Dobrze jest mieć tę odwagę, by przepuścić przez siebie wszelkie wątpliwości,
łacznie z totalnym zwątpieniem. Bez względu na to, co się z tego narodzi.
beta
Obserwuj wątek
    • henryk.log Re: Ciężka pokusa patriarchy 02.07.05, 09:26
      jabeta napisała:

      > Blisko mi do myśli: "ateizm jest koniecznym elementem wiary. Żeby nauczyć się
      > dojrzale wierzyć, trzeba przejść przez ateizm, przez bunt skierowany przeciwko
      > ofierze z niewinnego".
      >
      > Dobrze jest mieć tę odwagę, by przepuścić przez siebie wszelkie wątpliwości,
      > łacznie z totalnym zwątpieniem. Bez względu na to, co się z tego narodzi.
      > beta

      Zawsze uważałem Prof. Tischnera za bardzo niebezpiecznego(dla mnie, bardziej
      agnostyka niż ateisty) "przeciwnika":)

      -------------------------------------------
      "ateizm jest koniecznym elementem wiary. Żeby nauczyć się dojrzale wierzyć,
      trzeba przejść przez ateizm, przez bunt skierowany przeciwko ofierze z niewinnego"
      --------------------------------------------

      Gdybyż więcej "Tischnerów" w Polskim KK??.

      Nie mnie "przerabiać" myśl Profesora przez Panią zacytowaną!
      Na swój użytek rozważyłem owo zdanie zmieniając kolejność słów: ateizm;
      wiara.??? -i!!!!

      > Dobrze jest mieć tę odwagę, by przepuścić przez siebie wszelkie wątpliwości,
      > łacznie z totalnym zwątpieniem. Bez względu na to, co się z tego narodzi.
      > beta

      Pozdrawiam :)
      henryk
      • andzia.to Re: Ciężka pokusa patriarchy 02.07.05, 10:17
        "Wydaje mi się, że znam dobrze i od dawna dziwne, niejasne i niepokojące
        poczucie, że naprawdę nie jest tak, jak nam mówią o Bogu i jak my sami na co
        dzień mówimy o Nim za innymi, że to wszystko ostatecznie nie jest prawdą - a
        przynajmniej nie jest taką prawdą o Bogu, jaką (zdawało się nam) być powinno.
        Czy przestrach i obawa przed mówieniem o tym niepokojącym poczuciu nie bierze
        się z mocno i głęboko tkwiącego w nas przekonania, że jeśli Bóg nie zechce być w
        naszym bezpośrednim i osobistym doświadczeniu taki, jaki (w bardzo uproszczonym
        mniemaniu wielu) być powinien, to będzie gorszy; że wtedy okaże się może tylko
        naszym samozłudzeniem, niemądrą wymówką, beznadziejną próbą ukrycia się przed
        prawdą o nas samych i o naszym świecie - że więc pokaże się wtedy raz na zawsze
        z ostateczną i nieubłaganą pewnością, że już naprawdę nie ma na co czekać:
        niczego lepszego, niczego piękniejszego, niczego bardziej wzniosłego, niż to
        biedne i głupie, co wciąż na nowo widzimy w sobie samych i wokół siebie, nie ma,
        nigdy nie było i nie będzie ...
        Są i zawsze byli ludzie zdolni mówić o tym głośno. Zawsze też innym, nie
        przeżywającym tego rodzaju trudności, łatwo było uznać ich za biednych,
        pogubionych, godnych litości, choć czasem może i szacunku, czasem próby dyskusji
        albo po prostu świadectwa, że naprawdę jest inaczej, niż oni myślą.
        Czy jednak to, że są tacy ludzie i że dzisiaj jest ich wokół nas wcale nie mało,
        załatwia cokolwiek w nas samych? Przecież tego, co oni mówią głośno lub tylko
        dają nam do zrozumienia swoją postawą, naprawdę nikt nie musi nam osobno
        przedstawiać i uświadamiać, przecież nikt nie musi nam tego wyjaśniać w mniej
        lub bardziej przenikliwych traktatach o przyczynach i nieuchronności ateizmu
        albo pokazywać w niespokojnych świadectwach sztuki wykrzykującej ból i
        zagubienie człowieka pozostawionego samemu sobie, albo przypominać przez
        codzienną odmowę przyznania się do zwyczajnego porządku naszej wiary. My to
        wiemy sami w sobie samych, a jeśli to naprawdę wiemy, wiemy to też naprawdę
        wszyscy i wiemy od zawsze - zazwyczaj tylko nie zdając sobie z tego sprawy.
        To wszystko brzmi może przesadnie, niepotrzebnie patetycznie czy nawet
        tragicznie, ale przecież jest tak tylko dlatego, że w sposobie myślenia, który
        każe nam tak patrzeć na tę sprawę, od samego początku tkwi pewne bardzo trudne
        do uniknięcia nieporozumienie. Bo to wcale nie jest prawdą, że Bóg, jeśli nie
        zechce być w naszym doświadczeniu taki, jaki według nas być powinien, tym samym
        okaże się gorszy. Jednakże nie jest to prawdą wcale nie dlatego, że On musi
        okazać się lepszy zgodnie z prostą regułą, według której Bóg jest zawsze i z
        zasady lepszy, niż to, co o Nim myślimy. Cała ta sprawa w ogóle nie ma prawie
        nic wspólnego z tym, co o Bogu myślimy (albo nie), co o Nim potrafimy powiedzieć
        (albo nie), czego się po Nim spodziewamy (albo nie). O co zatem chodzi? Tylko o
        to jedno: że Bóg przychodzi naprawdę nie z naszych myśli o Bogu i nie z naszej
        nadziei na Boga i nie z naszych pytań o Niego, ale zawsze stamtąd, skąd się Go
        wcale nie spodziewamy. A jeśli tak, to musi to przecież znaczyć także coś
        bezpośrednio i rzeczywiście dostępnego teraz i zawsze dla nas samych."
        Tak
        • henryk.log Ot i cały Prof.Tischner:)-1.-ogarek; 2.-świeczka:) 02.07.05, 10:38
          1.
          - >Cała ta sprawa w ogóle nie ma prawie
          nic wspólnego z tym, co o Bogu myślimy (albo nie), co o Nim potrafimy powiedzieć
          (albo nie), czego się po Nim spodziewamy (albo nie). O co zatem chodzi? Tylko o
          to jedno: że Bóg przychodzi naprawdę nie z naszych myśli o Bogu i nie z naszej
          nadziei na Boga i nie z naszych pytań o Niego,
          2.-
          ale zawsze stamtąd, skąd się Go
          wcale nie spodziewamy. A jeśli tak, to musi to przecież znaczyć także coś
          bezpośrednio i rzeczywiście dostępnego teraz i zawsze dla nas samych."
          Tak<
          • andzia.to Re: Ot i cały Prof.Tischner:)-1.-ogarek; 2.-świec 02.07.05, 10:50
            Jeśli i ogarek i świeczka świeci, to światło jest to samo. Jeśli nie, to cóż ...
            Wiele wisi na jednym małym "jeśli".
            A poza tym to nie są słowa o Bogu, ale o nas. A przynajmniej o mnie.
            • henryk.log Re: Ot i cały Prof.Tischner:)-1.-ogarek; 2.-świec 02.07.05, 12:07
              andzia.to napisała:

              > Jeśli i ogarek i świeczka świeci, to światło jest to samo. Jeśli nie, to cóż ..
              > .
              > Wiele wisi na jednym małym "jeśli".
              > A poza tym to nie są słowa o Bogu, ale o nas. A przynajmniej o mnie.

              Pani "andziu"!- całkowicie zgadzam się, iż słowa Prof.Tischnera do nas, ludzi,
              były skierowane!

              Tak od siebie:)-Prof. Tischner to chyba z "noszących" czarne ubrania, jedyny dla
              mnie autorytet! :))
            • teresa81 Abraham 03.07.05, 23:48
              Problem ofiary z Izaaka jest tym, z którym zawsze zmagała się tradycja żydowska,
              ze względu na obraz Boga. Wiele komentarzy rabinackich tłumaczy to w kategoriach
              pokusy. Teologowie żydowscy zauważają, że:
              - Abraham schodzi z góry sam, i powraca do Beer Szewy tylko ze swoim sługą; co
              stało się z Izaakiem?
              - Bezpośrednio po tej opowieści następuje opowieść o śmierci Sary; czy to nie ma
              związku?
              - Izaak, jako jedyny z Patriarchów (i nieliczna z postaci biblijnych) traci
              wzrok na starość; jako jedyny z Patriarchów nie opuścił z Palestyny; trauma?
              Ciekawym jest także zmiana imienia Boga w tym opowiadaniu. Tym który nakazuje
              Abrahamowi złożyć syna na ofiarę jest Elohim; tym, który go powstrzymuje od
              zabicia syna jest Posłaniec Jahwe; na koniec Jahwe potwierdza wcześniej złożone
              obietnice!
              Czy to jest jeden i ten sam Bóg? Z pewnością tak. Dokonujące się w tekście
              utożsamienie nakazuje rozumieć, że chodzi o jednego i tego samego Boga;
              rozróżnienie imion wskazuje na różne aspekty – Elohim, to Bóg całego świata;
              Jahwe, to Bóg Przymierza.
              Być może, że opowiadanie to ukazuje trudność rozpoznania Boga – tego, który jest
              mocą stojącą za istnieniem świata, rozpoznawanym w "mądrości" przyrody; i tego,
              który objawia się jedynie poprzez osobistą relację do człowieka, przez osobiste
              wezwanie, przez obietnice.
              Pozostaje pytanie, o obiektywne możliwości poznania Boga.
              • andzia.to Re: Abraham 04.07.05, 00:05
                Historia Izaaka jest wciąż na nowo przywoływana jako jedno z najważniejszych
                odniesień duchowych naszego świata. Warto się zastanowić, czego te zazwyczaj nie
                zauważane elementy opowiadania hebrajskiego wymagają od najczęściej powtarzanych
                interpretacji "ofiary Izaaka". Z całą pewnością jesteśmy przez nie bliżsi istoty
                sprawy między człowiekiem a Bogiem, niż kiedy o nich nie wiemy i nie myślimy.
              • jabeta Re: Abraham 04.07.05, 00:28
                Bardzo to interesujące, pani Tereso, ta zmiana imion boga. Bóg całego świata-
                bogiem bezwględnego wymagania, bóg przymierza- bogiem miłosiernym. Między jednym
                a drugim rozpościera się przestrzeń walki życia i śmierci. Wygrywa życie na mocy
                umowy- następuje przełamanie mordu rytulnego ( mordu założycielskiego)-
                przełamanie koncepcji R. Girarda.

                Ale i tak nie ma to już większego znaczenia, bo owo życie naznaczone zostało
                śmiercią ( wystawieniem na próbę). Prawdziwym przełamaniem byłoby całkowite
                odejście od rytu ofiary i samej próby. Wtedy śmierć zostałaby przełamana.

                Ale i tak- krok naprzód.
                • andzia.to Re: Abraham 04.07.05, 00:50
                  Może to właśnie trzeba teraz rozumieć, że historia Izaaka nie skończyła się
                  "dobrze" w zwyczajnie przyjmowanym sensie tego słowa, ale że skończyła się
                  wymaganiem nierównie większym niż to, od którego się zaczęła. Chciałabym je
                  zrozumieć i przyjąć.
                  • andzia.to Re: Abraham 04.07.05, 01:37
                    Czy to nie On przejrzał (jire'eh) na tym miejscu?
                  • andzia.to Re: Abraham 04.07.05, 01:43
                    Chodzi mi oczywiście o Rdz 22,14.
                  • teresa81 Re: Abraham 06.07.05, 17:19
                    Tak. Ta historia skończyła się tak, że została naznaczona cierpieniem innym, co
                    nie znaczy mniejszym lub większym, ale z zupełnie innego świata.
                    Ofiara z pierworodnego syna - choć musiała być dla ojca zawsze bolesna - przez
                    rozumienie jej jako uczestnictwo w wielkiej tajemnicy istnienia świata, zawsze
                    mogła być przyjęta jako "normalna" rzeczywistość; tak jak każdy kataklizm.
                    Sądzę, że to co spotkało Abrahama, to było przeniesienie jej w przestrzeń
                    takiej tajemnicy, której on sam już ogarnąć nie potrafił; to już przekraczało
                    cały świat, który znał i rozumiał.
                    I czasem zastanawiam się, czy ta jego wielka wiara, to nie jest właśnie zgoda
                    na ten niezrozumiały świat; i tego niezrozumiałego boga.
                    • andzia.to Re: Abraham 06.07.05, 22:30
                      Dzięki za te słowa. Myślę, że tak właśnie było i BĘDZIE. Myślę też, że dotknęło
                      to nie tylko Abrahama za sprawą przeniesienia poza zrozumiały dla niego świat,
                      ale też Boga (elohim) za sprawą wiary Abrahama. Coś się raz na zawsze skończyło
                      i nic już nie jest tak, jak dotąd zdawało się być. Dlatego pozostaje już tylko
                      takie Imię, które nie mówi o stałym porządku świata, ale o tym nigdy dotąd nie
                      widzianym przez człowieka, co teraz przychodzi. Czy nie dlatego: JHWH jire’eh –
                      BĘDZIE widzi?
                      I to Abraham nazwał tak to miejsce, bo tylko on mógł to wtedy powiedzieć. Kiedy
                      tak się to rozumie, jest też bardziej zrozumiałe dopowiedzenie Rdz 22,14b o
                      ukazywaniu się JHWH na wzgórzu.
                      • teresa81 Re: Abraham 07.07.05, 17:05
                        I jeszcze muszę dopowiedzieć słowo do "andzi". Zastanawiałam się, jak wiara
                        Abrahama mogła "dotknąć" BOga. Myślę, że wiąże się to z "miejscem" z którego
                        pytamy o to, kim jest Bóg? Jakim On jest?
                        Jeśli chcemy w Nim widzieć "Wszechmocnego Stwórcę świata", to takie
                        stwierdzenie jest albo herezją, albo głupotą - w zależności od płaszczyzny z
                        której oceniamy. Jeśli jednak zgodzimy się, że "Bóg jest Miłością", to wtedy
                        takie stwierdzenie jest jaknajbardziej zrozumiałe i logiczne; nigdy w miłości
                        nie jest tak, abyśmy nie pragnęli "być bliżej, i poznać lepiej". Jednocześnie,
                        poznająć ukochaną osobę, zawsze poznajemy siebie; inaczej być nie może.
                        Natomiast nie rozumiem ostaniego zdania; spróbuj powiedzieć coś więcej!
                        • andzia.to Re: Abraham 07.07.05, 17:57
                          Odpowiadam niżej Tobie i Becie razem.
                        • andzia.to Re: Abraham 07.07.05, 18:14
                          Z tym ostatnim zdaniem to mniej ważne. Chodzi tylko o to, że dopowiedzenie:
                          dlatego się mówi „na wzgórzu Jahwe się ukazuje” jest bardziej logiczne, kiedy
                          się przyjmie moje tłumaczenie nazwy tego miejsca, którą dał Abraham.
                          • andzia.to Re: Abraham 07.07.05, 18:14
                            Miejsca (Makom hahu).
                    • jabeta Re: Abraham 07.07.05, 14:45
                      Pani Tereso, ja się często zastanawiam, czym jest owo "oczekiwanie" przez boga
                      (?)(w naszym ludzkim rozumieniu) człowieczego uczestnictwa w tej tajemnicy. I
                      zawsze dochodzę do wniosku, że jest w tym cos tak GŁĘBOKO nie w porządku, że
                      łamie wszelkie sensy. A jednak to właśnie to jest podstawą rytu- uczestnictwo w
                      tajmnicy i owo "musicie uwierzyć" (że jest w tym sens)- i to mnie preraża, gdyż
                      nie powinno być to motywacją do czegokolwiek. A jest.
                      Ma pani rację, że to owa zgoda (lub jej brak)na niezrozumiały świat jest tą
                      barierą , która odgradza wierzących od niewierzących. Tylko dlaczego została
                      umieszczona właśnie w tym miejcu? Dlaczego nie w miejscu sensu? Przecież owo
                      miejsce bezsensu, niezrozumienia, upokarza człowieka. O co tu chodzi? O swoiste
                      "ćwiczenie" bezwarunkowej zależnosci?
                      Nadto- sposób, jaki został wybrany, by sprawdzic uległość Abrahama, podważa
                      zarówno człowieczeństwo patriarchy, jak i boskość "boga". Nie ma gorszego
                      złamania, niż wymusić zgodę rodzica na śmierć dziecka własnego dziecka. Abraham,
                      wyrażając taka zgodę, unicestwił się i niczego nie uratował. Możliwe zresztą, że
                      "bóg" wystawiając go na tę próbę pokazał proces stwarzania szatana. Czyżby
                      Abraham stał się szatanem, a ryt, który zapoczątkował, rytem szatańskim?

                      Abraham, gdyby odmówił "bogu" uratowałby siebie i "boga". Możliwe, że to, co
                      dziś przyjmujemy za zwycięstwo Abrahamy, było w istocie jego klęską.
                      • teresa81 Re: Abraham 07.07.05, 16:53
                        Droga Ty? Beto? Pozwól, że będę używała formy TY, zamiast Pani; i miło mi
                        będzie, gdy i Ty zechcesz tak do mnie się zwracać.
                        Chciałabym odpowiedzieć na twój list. Pojawia się tu kilka wątków. Zacznę od
                        kwestii najprostszej, tzn. właściwego odczytywania tekstu. Opowieść o Abrahamie
                        powstała w kulturze, w której składanie ofiary z pierworodnego syna było taką
                        oczywistością, jak dla nas jedzenie ryby w Wigilię; z tą różnicą, że rozumiano
                        to jako akt religijny (a nie tylko element tradycji). Można wobec tego postawić
                        pytanie, czy religijność (którą odróżniam od wiary) zawsze ujawnia prawdę o
                        Bogu. Moja odpowiedź brzmi – tak, ale jest to jedynie prawda cząstkowa. O
                        poznanie Prawdy, o poznanie Boga, musimy się zmagać wszyscy – niezależnie od
                        tego czy określamy siebie jako „wierzący”, czy „niewierzący”; uważam zresztą,
                        że taki podział jest sztuczny. Linie podziału przebiegają wzdłuż
                        osobistego „głodu Prawdy”.
                        Mówiąc o "zgodzie na niezrozumiały świat, i niezrozumiałego Boga", mówiłam o
                        zgodzie na szukanie Prawdy; o niezgodzie na zastane przeświadczenia,
                        przyzwyczajenia, slogany, obyczaje; o konieczności osobistego zaangażowania w
                        przeżywanie swojego własnego życia – z całą odpowiedzialnością za to wszystko
                        co ode mnie zależy i z całą odwagą przyznania się do siebie. W takim spojrzeniu
                        brak miejsca na podział jako „wierzący” i „niewierzący”; wszyscy
                        zostajemy „poddani próbie wiary”.
                        Piszesz o sprawdzaniu uległości Abrahama. Tylko czy „uległość” dla twórcy tej
                        opowieści znaczy bezmyślne posłuszeństwo? Piękne jest to, co napisała „andzia” -
                        "I to Abraham nazwał tak to miejsce, bo tylko on mógł to wtedy powiedzieć".
                        • andzia.to Re: Abraham 07.07.05, 17:57
                          Dzięki Beto i Tereso. Chcę spróbować powiedzieć jaśniej, co już usiłowałam w
                          poprzednich postach. Powiem to dwa razy. Raz z wnętrza opowiadania – to znaczy
                          traktując je jako opis wydarzeń, który można oglądać z różnych stron, rozumieć i
                          komentować. Drugi raz z pozycji kogoś, kto to opowiada, wcale nie zakładając, że
                          najpierw się wydarzyło. To pierwsze jest stosunkowo łatwe, co nie znaczy, że to
                          opowiadanie jest łatwe. Bo nie jest. Jest w nim więcej trudnych pytań niż się w
                          pierwszej chwili wydaje, i nie dotyczą one tylko tego najstraszniejszego w nim
                          momentu, ale są jego cieniem rzuconym na wszystko co jest dalej. To drugie jest
                          bardzo trudne, ale już się nie ugniemy przed trudnościami.
                          1’ Kiedy Abraham szedł na górę Moria z swoim synem, stały się dwie rzeczy:
                          jedna Abrahamowi i jego synowi. Taka, której nie da się przyjąć i uznać za
                          dobrą, nawet jeśli wiemy, że to był taki świat, w którym składano ofiary z
                          dzieci. Jej skutki widać po części już w tym opowiadaniu, po części poza
                          opowiadaniem. Zwróciła na to uwagę Teresa: Gdzie jest Izaak, kiedy Abraham
                          schodzi z góry? Co się z nim stało? Dlaczego zaraz potem mowa o śmierci Sary?
                          Dlaczego to sługa musiał Izaakowi przywieźć żonę – Rebekę – i dlaczego "kiedy
                          sługa opowiedział Izaakowi o wszystkim, czego dokonał, Izaak wprowadził Rebekę
                          do namiotu Sary, swej matki. Wziąwszy Rebekę za żonę, Izaak miłował ją, bo była
                          mu pociechą po matce (Rdz 24,66-67)"? Dlaczego wracał wtedy smutny od studni
                          Lachai Roi, czyli "Żyjącego, który patrzy na mnie" – tej samej, przy której
                          przedtem Hagar, upokorzona i wygnana przez Sarę, umierała ze swoim synem
                          Izmaelem, synem Abrahama, i tam została uratowana? (Większość przekładów tej
                          nazwy w ogóle nie tłumaczy. Dlaczego? Bo nie widzą?) Same pytania. Ale to one
                          właśnie pozwalają powiedzieć, że w tym opowiadaniu stała się jeszcze jedna
                          rzecz; nie Abrahamowi, ale Elochim – że teraz już się nie liczy Bóg porządków
                          kosmicznych i rytuałów, a liczy się tylko JHWH=BĘDZIE. O tym napisałam dwa razy
                          wyżej. Teraz to drugie:
                          2’ Ten, który to opowiada (a MOŻE nim być każde z nas), wie coś, czego nie można
                          powiedzieć inaczej, niż opowiadając tę historię z całą jej grozą. Powiem to
                          teraz bardzo zwięźle. Kto nie zrozumie, uzna mnie za szaloną, ale to nic. Nie ma
                          boga elochim, który postawił takie wymaganie, choć jest to, co się stało
                          Abrahamowi i Izaakowi, podobnie jak to, co się stało Hagar i Izmaelowi, i to, co
                          się stało Sarze i Rebece (żona kochana jako pociecha po matce) i są ludzie,
                          którzy wciąż na nowo wiążą takie rzeczy z obecnością i wymaganiami Boga. Już
                          teraz tak nie! Teraz może być mowa już tylko o Bogu, który jest cały
                          przyszłością i niczym więcej. „Niczym w tym świecie, wszystkim dla tego świata.”
                        • jabeta Re: Abraham 10.07.05, 10:42
                          droga Tereso, miło mi przejść "na Ty". Dziękuję.
                          Od razu ważna rzecz- nie uznaję, jak Ty, ze religijność jest wyrazem prawdy o
                          bogu. Napisałam o tym dzisiaj kilka postów niżej,do Andzi, ale powtórzę: to nie
                          o boga w tym chodziło. Gdyby miał w tym udział bóg-mielibyśny do czynienia z
                          przełamaniem w kierunku dobra, a ja tego nie widzę.
                          Piszesz, że Abraham przełamał ówczesne zowyczaje-nie widzę tego. Zgodził się
                          poświęcić "pierworodnego" (pomijając rzeczywistego pierworodnego). Gdzie tu
                          przełamanie? Czy bił się chociaż z myślami? Czy cierpiał? Gdyby odmówił- to
                          byłoby przełamanie.
                          Co to za bóg? Wyganiający z raju, odzierający z człowieczeństwa ( które sam
                          takim ustanowił), karzący, znęcający się.

                          Może ja czegoś nie rozumiem. Nie jestem teologiem. Ale wydaje mi się, ze
                          interpretacja Biblii powinna być dostępna w takim wymiarze, w jakim ja- nie
                          teolog- jestem w stanie ją rozumieć. A nie rozumiem. Pytań jest wiele: kto
                          wymagał od Abrahama ofiarowania Izaaka? Czy rzeczywiście bóg? Kim jet ów bóg?
                          Dlaczego to robi? Dlaczego Abraham wypełnia polecenie?

                          I pytanie bardziej uniwersalne: co pozostaje z tego dla nas?
                      • andzia.to Re: Abraham 07.07.05, 23:04
                        Muszę jeszcze jedną rzecz dopowiedzieć, która wiąże się mocno z tym, o czym
                        napisała Beta. W opowiadaniu o Abrahamie i Izaaku jest jeszcze jedno
                        niepokojące zdanie - Rdz 22,18: "Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć
                        szczęścia takiego, jakie jest udziałem twego potomstwa, dlatego że posłuchałeś
                        mego głosu." Dosłownie: "szczęścia w twoim potomstwie". Jakie to szczęście jest
                        w potomstwie Abrahama?
                        Można to zdanie tłumaczyć tradycyjnie: potomstwo Abrahama jest "wzorcowo"
                        błogosławione. Ale czy naprawdę? Jeśli poważnie traktujemy to, o czym mówi ta
                        historia i cały dramat człowieka i Boga, który ona pokazuje, to trzeba inaczej:
                        potomstwo Abrahama, to jest Izmael wypędzony i pozbawiony dziedzictwa, a później
                        razem z matką uratowany na pustyni, i Izaak, któremu wszystko umarło, do końca
                        życia samotny, a na końcu życia ślepy i w ślepocie udzielający błogosławieństwa
                        temu synowi, któremu błogosławić nie chciał.
                        • teresa81 Re: Abraham 08.07.05, 11:07
                          Jeżeli tak, to każde nasze wyobrażenie o Bogu - i jego błogosławieństwie -
                          trzeba potraktować inaczej. Nie ma tu wiele miejsca na nasze koncepcje
                          szczęścia i nasze projekty na pozyskanie tegoż błogosławieństwa, bo nie ma
                          miejsca na koncepcję BOga, jakim Go sobie wyobrażamy.
                          Teraz lepiej rozumiem, to co napisałaś wcześniej, że "Bóg jest niczym w tym
                          świecie, a wszystkim dla tego świata"; życie, każdy jego krok i każdy przejaw,
                          jest bardziej wiarą i z wiary, niż nam się wydaje.
                        • teresa81 Re: Abraham 08.07.05, 11:46
                          "Nie ma boga elohim, który postawił takie wymaganie..."
                          Piszesz, Andziu, że za takie zdanie ktoś może uznać Cię za szaloną, ale chyba
                          podjęłaś niezmiernie ważny problem - rozumienia wołania (wezwania), które
                          pochodzi od Boga (lub nie od NIego).
                          wydaje mi się, że kiedy człowiek w głębi swojego bólu (który zawsze mocno
                          zaślepia!) szuka ratunku, szuka go zawsze w tym, co od niego większe, i co
                          zazwyczaj nazywa "bogiem". Odpowiedź, która przychodzi - przychodzi skąd? dokąd
                          prowadzi?
                          Tak postawiony problem jest pytaniem o prawdziwego Boga, tego który "jest
                          wszystkim dla świata", a więc także wszystkim dla mnie; od którego pochodzi
                          moja przyszłość.
                          A to jest ten sam Bóg, który błogosławił Abrahama, dlatego "że posłuchałeś mego
                          głosu"; ten sam, któy uratował Ismaela, Izaaka, który dał potomstwo bezpłodnej
                          Rebece. Ale to także ten sam Bóg, który patrzył - i nadal patrzy - na ludzi
                          którym "wszystko umiera", którzy przez pomyłkę czynią to, "czego nie chcą".
                          Bóg, "Żyjący, który widzi", i który "jest widziany na górze"
                          • andzia.to Re: Abraham 08.07.05, 20:13
                            Ja się zastanawiam, czy Izaak i Izmael zostali uratowani? Przed czym? Przed
                            nagłą śmiercią może tak, ale przed tym, o czym pisała Beta, nie: że ojciec
                            prowadził na Izaaka śmierć i był gotów zabić, a Izmaela wygonił na pustynię.
                            A jeśli tak, to czy można powiedzieć, że ktoś czuwał nad nimi i nie dopuścił
                            nieszczęścia? Myślę,że nie. A w każdym razie nie tak łatwo, jak to sie zazwyczaj
                            robi. W obu wyapdkach na pomoc przychodzi anioł czyli zwiastun. Zwiastun to jest
                            zwiastun. To nie jest ani nic pewnego, ani ktoś, kto jest tu i czuwa od zawsze.
                            To jest tylko zapowiedź, kogoś, kto ma przyjść, ale sam nie przychodzi.
                            • andzia.to Re: Abraham 08.07.05, 20:22
                              Godot?
                        • andzia.to Re: Abraham 10.07.05, 00:42
                          Coś muszę tu znów dopowiedzieć. Ktoś fachowy zwrócił mi uwagę na jeszcze jedną
                          zaskakującą rzecz, związaną z postępowaniem Abrahama. Otóż w stosunku do obu
                          swoich synów: Izmaela i Izaaka, Abraham przekroczył niepisane, ale powszechnie
                          przestrzegane reguły świata, w którym żył. Nie wolno było w tym świecie wypędzać
                          niewolnika na pustynię, a Abraham wypędził Izmaela wraz z jego matką. Natomiast
                          składanie ofiar z pierworodnych synów, oczywiste w tamtym świecie, jak napisała
                          Teresa, dotyczyło pierworodnego syna ojca - było związanym z kultem płodności
                          hołdem składanym bogu za ujawnioną właśnie męską płodność. Tymczasem Abraham
                          poprowadził na śmierć pierworodnego syna Sary, a nie swojego pierworodnego. Jego
                          pierworodnym był Izmael. Zobaczcie, że gdzie nie dotknąć, pojawiają się trudne
                          pytania. W ich świetle gładkie komentarze do tego tekstu, których tak wiele,
                          wydają się ślepe i naiwne. Warto zauważyć ludzi, którzy chociaż widzą, że jest
                          problem: serwisy.gazeta.pl/kosciol/1,64868,2810830.html
                          • jabeta Re: Abraham 10.07.05, 09:09
                            Między przykazaniami miłości boga i bliźniego nie może byc sprzecznosci"- kończy
                            swą odpowiedź Turnau.

                            Pewnie tak. Tylko, że Stary Testament przekonuje nas o czyms innym, i to nie
                            tylko w historii Abrahama- mnie starczy wygnania z raju, by zwątpić w sensowność
                            tych treści i tego języka. Dlatego w moim myśleniu staram się nie mieszać boga (
                            transcendencji) z językiem cywilizacyjnym- dla mnie historie te nie są wyrazem
                            więzi ludzi z bogiem, lecz wyłącznie śladem ówczesnej kultury. Kultury
                            okrucieństwa- taka była i pewnie nie mogła być inna. Jeżeli historia o bogu nie
                            była w stanie tego przełamać, to po co nam ona? Dla potwierdzenia barbarzyństwa
                            tamtych czasów? Mówienie językiem tegoż barabarzyństwa? Andzia zwraca uwagę na
                            postępowanie Abrahama, który w imię "wyższych racji" przekracza nawet to, co
                            zwyczajowo w tym względzie dostępne.

                            Nie może być na to zgody.

                            • andzia.to Re: Abraham 10.07.05, 10:31
                              Ja mówię tylko, że przekracza. Nie mówię o "wyższych racjach". Tak nie chcę już
                              mówić.
                              To przekroczenie praw zwyczajowych pokazuje tylko jedno. Tej historii nie da się
                              zbyć, wpisując ją w jakikolwiek system zły albo dobry.
                              To, co napisał Turnau, jest nie do przyjęcia z najprostszego względu: nie można
                              tego wiedzieć w taki sposób, w jaki on udaje, że wie. On coś zakłada, na
                              zasadzie: a bo tak. A tego tu nie wolno.
                        • jabeta Re: Abraham 10.07.05, 10:53
                          Dziękuję Andziu za to ważne pytanie: co z potomstwem Abrahama. Kto poniósł
                          klęskę, a kto żył szczęśliwie. dlaczego jedne dzieci sa parwe, drugie nie? Gdzie
                          był bóg, kiedy to się działo, te podziały i ich skutki? Dlaczego ówczesny bóg
                          tego nie przełamał? Dlaczego to sankcjonował swym imieniem, każdym z imion?

                          Wiele można tłumaczyć istotą i językiem ówczesnej kultury- wszak obrazy muszą
                          być adekwatne. Ale czy rzeczywiście muszą? I co z nimi dla nas dzisiejszych?

                          Stoimy dziś przed ogromnym problemem - ST w mojej ocenie nie broni się.
                          • andzia.to Re: Abraham 10.07.05, 11:05
                            Daleka droga przed nami. Nie ma łatwych odpowiedzi i łatwych rozwiązań. Ale
                            przynajmniej zostały w naszej rozmowie nazwane rzeczy, które w wielu innych
                            objaśnieniach tej sprawy nazywane nie są. Przemilczane? Czasem może tak,
                            częściej niedostrzegane w naszej tępocie. A to przecież nie jest jakaś tam
                            sprawa, ale od wieków punkt odniesienia dla wielu i jeszcze większe wyzwanie.
                            Teresa słusznie pisze, że teraz chodzi o niezgodę na zastane przeświadczenia,
                            przyzwyczajenia, slogany, obyczaje; o konieczność osobistego zaangażowania w
                            przeżywanie swojego własnego życia – z całą odpowiedzialnością za to wszystko co
                            ode mnie zależy i z całą odwagą przyznania się do siebie. Ja dodam, że nie tylko
                            do siebie. Do innych też.
                            • teresa81 Re: Abraham 15.07.05, 10:31
                              Kochani. wyłączyłam się w chwili, kiedy dyskusja zaczyna nabierać znaczenia -
                              ot złośliwość rzeczy martwych to sprawiła. Wracam, i mam nadzieję, że
                              spróbujemy dalej porozmawiać.
                              Spróbuje odpowiedzieć na te myśli, które wnieśli Jabeta i Andzia. Zacznę od
                              powiedzenia tego, co już i tak jakoś widać - jestem teologiem i zajmuję się
                              religią starożytnego Izraela; pewne kwestie rozważam zatem bardzo teoretycznie.
                              Ale jestem też - nie mniej, i nie inaczej niż każdy z Was - człowiekim, który
                              szuka, pyta i cierpi, a cierpiąc pyta i szuka.
                              ten tekst - tylko jedna z bardzo wielu opowieści biblijnych - prowokuje wciąż
                              na nowo pytania i bunt. "Daleka droga przed nami. Nie ma łatwych odpowiedzi i
                              łatwych rozwiązań".
                              Jabeto, buntując się przeciwko takiemu rozumieniu Boga, jak top zostało ukazane
                              w tej opowieści, popełniasz błąd na płaszczyźnie hermeneutyki - czy możesz tak
                              samo spoglądać na dzieło Rafaela i Hasiora? Zgadzam się natomiast, że wilką
                              krzywdę wyrządzają naszemu myśleniu płytkie i pobożne komentarze, nie ukazujące
                              całej grozy, trudności, a nawet niemożności zinterpretowanie tego tekstu.
                              kim jest Bóg, który żąda takiej ofiary? Andzia napisała "nie ma takiego
                              Elohim". Tak nie ma takiego Boga; i jest taki Bóg. Ilekroć zadajemy ból sobie i
                              naszym bliskim poprzez zwykłe codzienne wybory, możemy powiedzieć, że "Bóg tak
                              właśnie chciał" (skoro inaczej nie było można; skoro tak wyszło), ale można też
                              powiedzieć "tego właśnie Bóg nie chciał" (pomimo, że innego wyjścia nie
                              widziałam).
                              Pomyśl nad swoimi wyborami i ich konsekwencjami! I pomyśl o tym, że w
                              zależności od postawy wobec świata, ludzie mówią: Bóg tak chciał; ja sam(a)
                              ponoszę za to odpowiedzialność.
                              Gdzie zatem jest Bóg? Gdzie jest, kiedy cierpimy, kiedy wyrządzamy innym
                              krzywdę, kiedy niczego nie rozumiemy z otaczającego świata?
                              Żeby odczytać wielkie dzieła malarstwa, muzyki, trzeba znać "język" w którym
                              zostały napisane; tak samo z Biblią. Ale każde wielkie dzieło potrafi przemówić
                              bezpośrednio do serca, z pominięciem informacji. Przeczytaj tę opowieśc raz
                              jeszcze, i pomyśl, że jest to także opowieść o twoim życiu, i o Bogu, którego
                              spotykasz i nie umiesz spotkać, że kiedy już coś o Nim wiesz, to okazuje sie,
                              że to już nie Bóg, tylko coś innego. Piszę "Ty ...", ale mam prawo tak
                              powiedzieć dlatego, że wpierw było "ja ...".
                              • jabeta Re: Abraham 17.07.05, 11:14
                                Witajcie.
                                Z małym opóźnieniem, bo ja urlopowa teraz.

                                Tereso, dziękuję za odpowiedź.
                                To nie do końca tak z tym teologiem, którym nie jestem ( choć swego
                                czasu "liznęłam" teologii)- moja uwaga wynika ze świadomego założenia- niezgody
                                na interpretację zagadnień, które tu poruszamy, narzędziami wyłącznie "zawodowo
                                teologicznymi". Jestem humanistką i zajmuję się pewnymi zagadnieniami
                                religioznawczymi pełnoprawnie do zawodowej teologii- taki pełnoprawny punkt
                                widzenia.
                                Nie mogę też zgodzić z Twoją uwagą, iż popełniam błąd natury hermeneutycznej-
                                owszem, możliwe jest porównawcze badanie dzieł Hasiora i Rafaela- jeśli tylko
                                znajdzie się dla nich wspólny mianownik, a to nie jest aż tak bardzo
                                nieprawdopodobne ( choć nie chcę teraz tego rozważać). Założeń metodologicznych
                                jest wiele,znacznie więcej, niż się, w egzegezie katolickiej zwłaszcza,
                                dotychczas przyjmowało ( oczywiście pod warunkiem przestrzegania reguł).

                                Tak Tereso, mnie idzie o koncepcję boga, który krzywdzi. Stwierdzenie: "bóg tak
                                chciał" jest prostym, zgoda że nazbyt prostym, odzwierciedleniem tego. Niemniej
                                prawdziwym. Nie dla mnie oczywiście, ale dla samej możności tego twierdzenia.
                                Gdyż nie istnieje "prawda obiektywna"- to jest dopiero przesąd, również natury
                                metodologicznej.

                                Niczego tak naprawdę nie wiemy, Tereso. Możemy koncypować, tworzyć misterne,
                                koherentne konstrukcje. Po to, zdaje się, jesteśmy. Jako ludzie, jako bogowie,
                                jako ci, jakimi sami pragniemy być. Wszystko zależy od założenia. Zapewniam
                                Cię, że myślę o tym aż tak, że czasami zdaje mi się, iż wyłącznie o tym. I że
                                nie pomijam jezyków "dzieł", nad którymi dumam- aż taką ignorantką nie jestem.
                                A jednak pytań więcej niż odpowiedzi. Coraz więcej odpowiedzi i coraz większa
                                samodzielność, Tereso.

                                Jedną z wielu koncepcji może być i ta, ze konstrukcja idei boga jest wyłacznie
                                natury ludzkiej. Jest też możliwa i ta andzina, iż wszystko odbywa się
                                (rozwiązuje się) w przyszłości. Że prawda istnieje w "BĘDZIE". Wszystko możliwe.
                                Mnie interesuje, co wynika z tego dla nas- ludzi. A wynika różnie. Owo różnie-
                                może mieć naturę zmienną historycznie- i to właśnie chciałam powiedzieć przy
                                historii z Abrahamem- że taki bóg, jaki sie objawił patriarsze, jest niemożliwy.
                                Dwa powyższe rozwiązania: że jest to historia ludzka i że wyjasni się w
                                przyszłości są mozliwe. Jest też możliwa i ta, ze nalezy parwidłowo odczytać
                                ludzki język boskiej historii- niestety, idą c tym tropem odczytałam włąśnie
                                to,że taki bóg jest niemożliwy, bo nie jest sobą. Chyba, ze idzie tu o anty-
                                opowieść. Opowieść o niszczeniu, o stwarzaniu szatana ( ale tu już się
                                powtarzam).

                                Jeszcze uwaga natury praktycznej. Jezeli do odczytania historii biblijnych
                                konieczne są przypisy- to -na bogów- niech będą zamieszczane! Jak juz pisałam,
                                zainteresowało mnie podane przez Ciebie tłumaczenie nazw. Może zasadnym byłoby
                                podawanie czytelnikowi przy tak rozpaczliwie trudnych interpretacyjnie tekstach
                                choćby "rybki", czyli podstawowego materiału translacyjnego w języku oryginału.
                                To też wyraz wolności hermeneutycznej. Każdy z nas moze być dla siebie
                                hermeneutą.

                                Serdecznie pozdrawiam.
                                • jabeta Re: Abraham 17.07.05, 11:24
                                  sprostowanie do siebie samej:
                                  w czwartym akapicie zamisat zdania: "Coraz więcej odpowiedzi i coraz większa
                                  samodzielność, Tereso", winno być: "Coraz więcej pytań i coraz większa
                                  samodzielność, Tereso".

                                  Możliwe też, że ta pomyłka ma jednak swoje znaczenie. Może i odpowiedzi jest
                                  coraz więcej.

                                  • andzia.to Re: Abraham 17.07.05, 13:01
                                    Witam Was serdecznie i tak bardzo się cieszę, że nasza rozmowa nie gaśnie. Bo to
                                    przecież nie jest rzecz, o której można przestać myśleć i rozmawiać. Strasznie
                                    dużo jeszcze mamy do przemyślenia i do powiedzenia. I pytań jest coraz więcej i
                                    więcej, i - myślę - odpowiedzi też. Ale najpiękniejszą odpowiedzią wobec naszych
                                    najtrudniejszych pytań są ludzie, którzy rozumieją, dlaczego tak pytamy, którzy
                                    chcą stawiać nasze pytania z nami i być z nami, także wtedy, kiedy ciężko jest.
                                    Dziękuję Wam za to.
                                    Rok temu dramatycznie żegnałam się z rozmową w karawanie. Teraz szczęśliwie
                                    jesteśmy tu znowu razem i rozmawiamy, choć wciąż tak bardzo brak nam tych,
                                    którzy kiedyś byli z nami - i tęskno za nimi. Dzisiaj znowu muszę się pożegnać,
                                    ale tym razem tylko na chwilę. Będę pochłaniała przestrzeń i badała czas i
                                    słuchała głosów i myślała o tym wszystkim, co już się z nami stało, i co jeszcze
                                    ma z nami być. Do usłyszenia, kochani.
                                    • jabeta Re: Abraham 17.07.05, 14:53
                                      Ano, Andziu kochana,
                                      tęskno ogromnie. Ale wierzę, że jeszcze karawaniarze się znajdą.
                                      Przeszliśmy kawał drogi. Pożytecznej drogi.
                                      Teraz wakacje. Niech będą dla Ciebie jak najlepsze. Dla nas wszystkich także.
                                      Wrócimy z naręczem pytań. A może i odpowiedzi.
                                      Szerokich przestrzeni Ci życzę- beta.
                                • teresa81 Re: Abraham 22.07.05, 09:48
                                  Dzięki, Jabeto, że chciało Ci się komentować moje uwagi. Czuję, że zraniłam Cię
                                  moimi szorstkimi słowami, chociaż ja nie twierdzę, że brak Ci umiejętności
                                  myślenia – pod tym względem z pewnością mnie przewyższasz. Niemniej, upieram
                                  się, że każdy tekst domaga się czytania zgodnego z kontekstem w którym powstał,
                                  i dlatego kwestie hermeneutyki nie są dodatkowym luksusem, ale warunkiem
                                  podstawowym. Co do twojej uwagi, że należałoby podać jakieś wskazówki dotyczące
                                  odczytywania Biblii – to ja popieram całym sercem; krew mnie zalewa jak widzę
                                  ile błędów popełnia się przy interpretacji. Ale to już inna kwestia, i dotyczy
                                  nie tylko Biblii!!!, niestety.
                                  Stawiasz ważne pytania o Boga – kim jest, jaki jest, co możemy wiedzieć? Chce
                                  mi się zacytować twoje zdanie „jest coraz więcej pytań (pytań, a nie
                                  odpowiedzi) i coraz więcej wolności”. Sądzę, że w tym właśnie miejscu, i tylko
                                  w tym, naprawdę mówić o Bogu – tam, gdzie są pytania, i tam, gdzie jest wolność
                                  stawiania pytań. I nie tyle chodzi o odpowiedź, ile o odwagę zapytywania. Kto
                                  sądzi że zna odpowiedź, ten właśnie mija się z Bogiem. (jestem jeszcze pod
                                  wrażeniem przeczytanej na nowo „Imię róży” i to dodatkowo współgra z twoim
                                  komentarzem, pełnym pytań i wątpliwości, który właśnie dlatego jest uczciwy).
                                  Co nam zatem daje taka opowieść, jak ta o Abrahamie? „Kim jest Bóg który żąda
                                  zabójstwa”? dlaczego w tym tekście chcemy widzieć objawienie? Gdyby sam z
                                  siebie miał prezentować Boga, wtedy należałoby mu postawić takie pytania. Ale
                                  opowieść ta przynależy do znacznie szerszego kontekstu i tylko w nim może być
                                  właściwie wyjaśniana.
                                  Ponieważ o Boga możemy pytać tylko i wyłącznie z perspektywy świata w którym
                                  żyjemy, są dwa porządki tego zapytywania – kosmiczny ład i ludzka historia; lub
                                  inaczej – natura i kultura. Wszystkie religie, a co za tym idzie wyobrażenia
                                  Boga, mieszczą się w jednym z nich; a dokładniej: tradycja judeo-chrześcijańska
                                  odwołuje się do ludzkiej historii jako miejsca mówienia o Bogu, pozostałe
                                  religie odpowiedzi na pytania o Boga szukają w porządku natury. Opowieść o
                                  człowieku który zrozumiał, że Bóg chce aby zabił swojego syna na ofiarę, jest
                                  opowieścią o człowieku uplątanym w historię. Ponieważ był on człowiekiem tak
                                  jak i my, dlatego jego pytania, wahania, myślenie nie jest nam obce. Ale on żył
                                  w innym kulturowo świecie!
                                  Nie jest Ci obcy świat myślenia ludzkiego i jego transformacje. Spróbuj
                                  spojrzeć z innej perspektywy. Chętnie usłyszę znów Twoje słowa, które mnie
                                  także prowokują do stawiania pytań. A wierzę w to mocno – tam, gdzie są pytania
                                  o Boga, tam jest Bóg prawdziwy!

          • andzia.to Re: Ot i cały Prof.Tischner:)-1.-ogarek; 2.-świec 02.07.05, 11:27
            Henryku, jeszcze muszę dodać, że mocno uśmiechnęłam się nad tytułem Twojego
            poprzedniego postu :)
            • henryk.log Re: Ot i cały Prof.Tischner:)-1.-ogarek; 2.-świec 02.07.05, 12:09
              "Re: Ciężka pokusa patriarchy" - był tytułem mego poprzedniego postu! :))))
              Pzdr
              • andzia.to Re: Ot i cały Prof.Tischner:)-1.-ogarek; 2.-świec 02.07.05, 12:23
                Nieprecyzyjnie się wyraziłam. Chodziło mi o "Ot i cały Prof. Tischner". Dlaczego
                się śmieję, niech pozostanie tajemnicą tego uśmiechu. Wszystkie słowa są
                oczywiście do nas ludzi, ale te ponadto o czymś w nas, co mi się wydaje ważne.
                • wera7 Re: Pozdrawiam cala trojke! 02.07.05, 13:57
                  I po trzykroc Tak!, dla kazdego z Was: dla Bety, Andzi i Henryka.

                  Czas goni. Wiecej na razie nie moge.
                  Pozdrawiam! Wera
                  • henryk.log Re: Pozdrawiam cala trojke! 02.07.05, 14:14
                    Dzięki! - P."wer7"-o:)) w imieniu "ostatniego" z "trójki" :))

                    Kiedy będzie "Wiecej" ??? :)
                • henryk.log Re: Ot i cały Prof.Tischner:)-1.-ogarek; 2.-świec 02.07.05, 14:08
                  Precyzyjnie!..precyzyjnie!! :)) P."andziu" :))

                  >"Re: Ciężka pokusa patriarchy" - był tytułem mego poprzedniego postu!< :))))

                  Zechce Pani zwrócić na końcówkę zdania! - >:))))<

                  Ja, jak mi z kims "po drodze" i owszem lubię nieco pożartować :))
                  Pzdr.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka