gabez1
04.11.07, 14:09
Witam,
Odkąd pamiętam, karmienie mojego 4 miesięcznego syna zawsze było trudne. Od
urodzenia Szymek był totalnym niejadkiem, najchętniej niejadłby w ogóle - i to
dosłownie. Odwiedzając wielu specjalistów, rwaliśmy sobie już włosy z głowy. W
3 tyg.życia, kiedy dziecko osiągnęło wreszcie wagę urodzeniową trafiliśmy do
szpitala, wyszła bakteria e coli w stężeniu 10^4, ale w Instytucie Matki i
Dziecka stwierdzono, że jest to wartość graniczna nie podlegająca leczeniu.
Tak zostało. Wyleczyliśmy anemię, w międzyczasie syn przeszedł na Nutramigen
i od I posiłku był płacz i prężenie przy jedzeniu. Jakieś 4 tyg. temu
przeszliśmy na Bebilon Sojowy i stał się cud- dziecko zaczęło więcej jeść.
Ale, żeby nie było za fajnie, przynajmniej, przy 2-óch karmieniach płacz
pozostał: po wypiciu ok 60 ml. synek zaczyna się prężyć i płakać. Jak załapie
smoczek, to potrafi wypić nawet do 160 ml, ale co to za karmienia: płacz syna
i łzy w moich oczach... Dziecko wypuszcza smoczek, po to, by za chwilę, z
płaczem znowu go złapać, i tak w kółko! Dziecko nie ma refluksu, miał robione
usg jamy brzusznej, nie podaję mu za ciepłego mleka, dbam o to, by roztwór był
letni..Już sama nie wiem. Przecież jedzenie ma być przyjemnością, nie
chciałabym go wychować na niejadka takimi karmieniami. Przez ostatnie dwa dni
wszystkie karmienia są koszmarem. Błagam o pomoc.