qwerty.tarnow
10.10.04, 14:10
Było miło - co już w Bardzo miłym wątku zaznaczyłem. Siedziałem sobie
przy stole blisko orkiestry, więc dostęp do dań miałem w pierwszej
kolejności. :-D Z menedżerem zespołu sobie pogadałem o muzyce weselnej
dawniej i dziś (zresztą część repertuaru zespół wiedział jak zagrać dzięki
mojej pomocy - dostali melodie do posłuchania jakiś czas temu). Trzon zespołu
to dużo młodszy ode mnie był. I dobrze, bo przynajmniej grali normalnie i
trzeźwo do końca. Zaś dodatki w stylu perkusista to już po obiedzie nie
nadawały się do użytku. Dzieci sobie trochę pobawiłem. I w końcu koło 22
przymuszony chcąc - nie chcąc musiałem zacząć tańczyć. :-( Ale na szczęście z
rzadką częstotliwością. :-D Raz, dwa razy na godzinę. Trochę sobie
posiedziałem. Trochę muzyki posłuchałem. I tak jakoś zeszło. Świeżo
poślubionych małżonków do domu odwiozłem po imprezie (jako jeden z niewielu w
pełni trzeźwych się ostałem :-D ). Pełniłem funkcję gorącej linii - tzw.
dyżur pod telefonem (wezwania do rodzciów gdy dzieci nie chciały w domach
spać). Kilka SMS-ów wysłałem - jako relacja na żywo z wesela dla jednej
znajomej osoby. I tak zeszło.