Dodaj do ulubionych

No to jak było

10.10.04, 14:10
Było miło - co już w Bardzo miłym wątku zaznaczyłem. Siedziałem sobie
przy stole blisko orkiestry, więc dostęp do dań miałem w pierwszej
kolejności. :-D Z menedżerem zespołu sobie pogadałem o muzyce weselnej
dawniej i dziś (zresztą część repertuaru zespół wiedział jak zagrać dzięki
mojej pomocy - dostali melodie do posłuchania jakiś czas temu). Trzon zespołu
to dużo młodszy ode mnie był. I dobrze, bo przynajmniej grali normalnie i
trzeźwo do końca. Zaś dodatki w stylu perkusista to już po obiedzie nie
nadawały się do użytku. Dzieci sobie trochę pobawiłem. I w końcu koło 22
przymuszony chcąc - nie chcąc musiałem zacząć tańczyć. :-( Ale na szczęście z
rzadką częstotliwością. :-D Raz, dwa razy na godzinę. Trochę sobie
posiedziałem. Trochę muzyki posłuchałem. I tak jakoś zeszło. Świeżo
poślubionych małżonków do domu odwiozłem po imprezie (jako jeden z niewielu w
pełni trzeźwych się ostałem :-D ). Pełniłem funkcję gorącej linii - tzw.
dyżur pod telefonem (wezwania do rodzciów gdy dzieci nie chciały w domach
spać). Kilka SMS-ów wysłałem - jako relacja na żywo z wesela dla jednej
znajomej osoby. I tak zeszło.
Obserwuj wątek
    • qwerty.tarnow Re: No to jak było 10.10.04, 14:18
      Największy obciach to oczywiście odgrywki, przyśpiewki i "zabawy" drużby
      weselnego. No horror po prostu! Dobrze, że mi normalnie coś tam zaśpiewał, bo
      jakby jakimś głupim tekstem zajechał, to bym odwinął po prostu.
      Znaczy: organizatorom i pozostałym weselnikom się podobało - i dobrze, bo to
      ich zabawa. Ale ja to w życiu! To jest ta kategoria zwyczajów ludowych, które
      dla mnie mogą zaniknąć jak najszybciej.
      • qwerty.tarnow Re: No to jak było 10.10.04, 14:25
        O! Poznałem nową wersję zabawy "Mam chusteczkę haftowaną". Powiem, że ta nawet
        milsza i przyjemniejsza była (znów coś do miłego wątku :-D ). Bo zwyczajna, to
        jest bieganie w kółeczku z chustką i szukanie "ofiary" (raz jako nieletni to mi
        się trafiło uczestnictwo w wersji że zamiast chustki to była flaszka i
        kieliszek i na mnie musiało trafić - ale ja byłem twardy i się nie dałem). A tu
        była lepsza wersja. Dwa kółeczka podzielone na płcie, jedno w drugim. Obracane
        w przeciwnych kierunkach. I jak było "stop", to każdy mógł coś miłego w
        policzek dostać :-D (pod warunkiem, że akurat było po równo przedstawicieli obu
        grup). No i mi 2x Pani Młoda się trafiła, 2x siostra moja i tam po razie
        jeszcze jakieś mężatki (jakbym był żonaty, to bym pewnie później ładne wymówki
        miał "dla" i "od" :-P ).
        • qwerty.tarnow Re: No to jak było 10.10.04, 14:33
          No i normalnie już (ale z jakim wielkimi nerwami i stresem) odbyło się
          zwyczajowe "rzucanie wiankiem" (znane też pod nazwą "rzucania mięsem" ;-)
          Oczywiście mój krok znacznie przyspieszał jak znajdowałem się w punkcie "0" -
          byle tylko dalej być (po zupełnie przeciwnej stronie najlepiej). Wtedy to stres
          się wyraźnie zwiększał. Ale pomogło jedno - uważne patrzenie na orkiestrę. I ów
          wyraźny znak "chłopaki, kończymy" zastał mnie na szczęście 90 stopni od miejsca
          zero. Ufff, urat(d)owany byłem. (Choć i tu nie można być pewnym niczego -
          zdarzają się wprawdzie ambitni, co jak ich dziewczyna złapie wianek, to potem
          jako punkt honoru mają by też złapać krawat, ustawiają się wtedy specjalnie i
          czekają na rzut - wówczas nie ma problemu - wiadomo kto "zwycięży" i całe nerwy
          przechodzą; są jednak przypadki, że Pan Młody zrobi na złość i rzuci takiemu
          ustawionemu krawat zupełnie w przeciwną stronę - a wtedy to już gorzej mogłoby
          być. Na szczęście tutaj odbyło się bez takich numerów.)
          • qwerty.tarnow Re: No to jak było 10.10.04, 14:53
            P.S. Jeszcze jedno: nad ranem okazało się, że wszyscy przeliczyli się
            możliwościami chłonnymi gości, więc będą poprawiny. :-D
            • 1gomez Re: No to jak było 10.10.04, 16:36
              wiejskie wesela sa piekne:).bywalo sie bywalo.i gosciem sie bywalo i
              kibicem.dawniej zdarzalo mi sie switem bladym jechac na ryby rowerem tak
              okolo godziny 3-4 w nocy w porze kiedy ostatni zawodnicy spadaja pod stoly
              lubilem przystanac w bezpiecznym oddaleniu i obserwowac walke z wlasna
              slaboscia i wypita gorzala.do dzis pamietam weselnika z klikowej (bylo to
              latem .wesele bylo na polu)jaka straszliwa walke stoczyl usilujac wyjsc z pod
              stolu pod ktory wpadl.wtedy to chyba pojalem ze zycie sklada sie nie tylko z
              wzlotow ale i upadkow.teraz mi sie juz nie chce jezdzic rowerem a jadac autem
              wiele sie traci
              • teklat Re: No to jak było 10.10.04, 17:18
                Qwerty! Po przeczytaniu Twojej relacji stwierdzam, że zachowujesz sie jak panna
                na wydaniu, co to "i chciałaby i boi się" ... Skoro już się zrujnowałeś na
                wytworny strój, zainwestowałeś w modną fryzurę i resztę elegancji, to czemu
                gadałeś z orkiestrantami, a nie rzuciłeś sie w tan? A jak już, to trzeba pewnie
                Cie było wołami wyciągać. I to robienie uników podczas ludowych obyczajów...
                No nie! Żeby mieć co wspominać na stare lata, trzeba teraz coś robić, a nie
                siedzieć w kącie... Ja Ci to mówię.
                • qwerty.tarnow Re: No to jak było 10.10.04, 22:41
                  Jaki garnitur takie towarzystwo. ;-)
                  Ale nie, bo chłopaki (te młode) to naprawdę fajne byli.
                  Co do uników odnośnie ludowych zwyczajów - lepsze to niż potem mieć "wieczną"
                  pamiątkę w postaci zapisu wideo i przedmiotem docinków od innych.
                  P.S. I wołami to mnie nie wyciągali - jak już to sam z własnej i
                  nieprzymuszonej woli. a że rzadko - no cóż. Takie życie. Jak się samemu idzie...
                  • qwerty.tarnow Re: No to jak było 10.10.04, 22:58
                    Jeszcze może rozwinę to powyższe "jak się samemu idzie" bo mi się dostanie
                    zaraz, że się nie starałem.
                    Otóż z moim szczęściem to: jak dostawałem zaproszenie "z kimś" to nikogo nie
                    miałem nigdy z kim mógłbym pójść; a jak już być może mógłbym z kimś iść, to
                    zaproszenie było pojedyncze. I takie to dzieje... Choć tego czy rzeczywiście
                    miałbym z kim iść w tym ostatnim przypadku to na 100% nie wiem, bo pytanie
                    decydujące z mojej strony nigdy nie padło - zawczasu nie warto, a jak wyszło że
                    okazji nie będzie, to i niestosownym by pytać się było. A tym samym i szansa
                    stracona - innej zaś nie było. No i wszystko jasne...
              • lobuzek1 Re: No to jak było 10.10.04, 21:52
                Oj, pamiętam ja kilka wiejskich wesel...
                Jest co wspominać, a kac do końca życia pozostanie w pamięci. Ale zabawa była
                przednia... To se ne wrati...
                • qwerty.tarnow Re: No to jak było 10.10.04, 22:45
                  lobuzek1 napisał:

                  > Oj, pamiętam ja kilka wiejskich wesel...Jest co wspominać, a kac do końca
                  > życia pozostanie w pamięci.

                  A mi pozostanie satysfakcja, że sobie posiedziałem i popatrzyłem jak inni
                  padli. A ja nie! :-D
              • qwerty.tarnow Re: No to jak było 10.10.04, 22:48
                Wesela są ładne. Takie bardziej jakoś naturalne. Bo jak się idzie do
                restauracji w mieście to przychodzi pora i lokal zamykają i finito - po weselu.
                A tu jak jest wynajęte pomieszczenie to czy posiedzą godzinę czy dziesięć -
                wszystko jedno. I klimat inny.
                Restauracje zwyciężają tylko pod względem przygotowań, których jest praktycznie
                zero. I minimum troski. A tu jednak trzeba samemu wszystko kupić, o wszystko
                zadbać...
            • qwerty.tarnow Re: No to jak było 10.10.04, 22:51
              O! I dziś się pojawiły takie dwie ładne, młode dziewczyny z czyjejś rodziny
              które pomagały nosić do stołu. Tylko znów się potem okazało, że oferta
              nieaktualna. Coraz młodziej te dziewczyny za mąż wychodzą. Co jest?
              • teklat Re: No to jak było 10.10.04, 23:50
                Ty, Qwerty, z tymi wszystkimi niebieskimi blondynkami to jesteś jakiś
                wywoływacz pechów...I piętrzyciel trudności. Podszedłbys wreszcie na luzie do
                zagadnienia. Nie mogłeś od niechcenia spytać tej z niebieskimi, co to blisko
                gdzieś sie kręci, czy by nie polazła z Tobą na imprezkę?
                • qwerty.tarnow Re: No to jak było 10.10.04, 23:52
                  No to napisałem - że studiuje w weekendy. Poza tym jak się kogoś zna od 3 dni,
                  to ciężko jest go od razu zapraszać na wesele... :-P
                  • teklat Re: No to jak było 10.10.04, 23:58
                    A co Ci szkodziło właściwie zapytać?
                    A poza tym - nie koncentruj się na tej jednej... Świat jest pełen niebieskich
                    blondynek.
                    Chyba już całe forum Ci kibicuje, a Ty nic! I jeszcze do Krakowa Ci za
                    daleko... Ach, ta dzisiejsza młodzież....
                    • qwerty.tarnow Re: No to jak było 11.10.04, 00:00
                      Co się będę pytał, jak wiem, że wykłady ma. Nauka ważniejsza od zabawy.
                      A w Krakowie za 8 godzin będę. I to do tego niewyspany. :-(
                      • teklat Re: No to jak było 11.10.04, 00:08
                        Do - to spanka...!!! Paciorek, siusiu,,,,
                        Dobranoc! :)))
                        • qwerty.tarnow Re: No to jak było 11.10.04, 17:11
                          No już wróciłem. Choć ciężko było wytrwać. Tak się spać chciało.
                          A dodatkowo wczoraj to jak siadłem przy stole, jak mnie zagadali, jak jedzenie
                          przynieśli, to przez bite 2 godziny jadłem i jadłem. Ale nawet nic mi nie
                          było. :-D
    • qwerty.tarnow Re: No to jak było 14.10.04, 21:34
      Opisując wydarzenia zapomniałbym jeszcze o inicjatywnie by uczcić panie z
      kuchni, które dostały swoją dedykację od orkiestry oraz dwa tańce. :-D
      • qwerty.tarnow Re: No to jak było 14.10.04, 21:35
        A dziś jedną z tych pań nawet nie uwierzycie gdzie spotkałem. :-D
        • lobuzek1 Re: No to jak było 14.10.04, 22:09
          Haha! Pewnie w sądzie:-)
          • qwerty.tarnow Re: No to jak było 14.10.04, 22:11
            Eeee, nie! Gdzie tam. Zresztą nawet bym nie napisał tego!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka