sorel.lina
27.05.15, 22:46
Czy zdołamy kiedyś ( kiedy?) uwolnić się od ciężaru naszej trudnej historii...?
W drugiej turze wyborów prezydenckich Polska powiatowa podzieliła się niemal na dwie równe części.
Najbardziej wyraźne podziały wciąż przebiegają na granicach dawnych zaborów, a także wcielonych do Polski po II wojnie światowej Ziem Odzyskanych.
Wschodnia i południowa Polska, czyli tereny byłych zaborów rosyjskiego i austriackiego, gremialnie poparły kandydata PiS. W leżących na południe i wschód od Krakowa powiatach Andrzej Duda uzyskiwał z reguły poparcie przekraczające 70 proc., a często zbliżające się nawet do 80 proc.
- Podhale i Sądecczyzna to epicentra polskiego konserwatyzmu, ale ta tradycja jest silna na całym obszarze kontrolowanym kiedyś przez Austrię. Wyjątkiem jest tylko bardzo liberalny Kraków – mówi politolog, dr hab.Rafał Chwedoruk.
Tradycje konserwatyzmu odziedziczyła także Lubelszczyzna, która wchodziła w skład zaboru rosyjskiego. – To region, w którym silne jest poczucie wspólnoty, którego nie dotknęły praktycznie żadne migracje, obszary przede wszystkim wiejskie, często bardzo biedne – mówi Chwedoruk. Poparcie dla Dudy w województwie lubelskim wyniosło 66,37 proc.
Na Opolszczyźnie Bronisław Komorowski uzyskał najwyższe poparcie spośród wszystkich województw (57,67 proc.). – Okolice Opola to pewien fenomen – biedne regiony, które zawsze głosują przeciwko prawicy i za liberałami.
Komorowski triumfował w województwach dolnośląskim, lubuskim, zachodniopomorskim i warmińsko-mazurskim, czyli w regionach położonych na Ziemiach Odzyskanych. – Taki wynik to skutek mentalności mieszkańców tych terenów. (...) Ci wyborcy są liberalni i nie będą głosować na prawicę – tłumaczy Chwedoruk.
Na obszarze ziem odzyskanych wyraźnie wyróżnia się jedynie zagłębie miedziowe – przede wszystkim powiaty polkowicki i lubiński, w których Andrzeja Dudę poparło ponad 60 proc. wyborców. – To bardzo specyficzny rejon, zamożny, ale uzależniony od losów KGHM Polska Miedź. Jedną z głównych motywacji zamieszkujących go wyborców jest paniczny strach przed prywatyzacją KGHM. Dlatego zawsze głosują przeciwko partiom, które w programie mają choćby wzmianki o prywatyzacji, szczególnie przeciwko gospodarczym liberałom – komentuje Chwedoruk.
Jak widać wynikające z historii, przyczyn ekonomicznych i społecznych polityczne motywacje są bardzo mocno uzależnione od miejsca zamieszkania. Co więcej okazują się niezwykle trwałe mimo upływu czasu. Wszystko wskazuje na to, że będą decydować o wyniku jeszcze wielu wyborów. Najbliższe już jesienią – ciekawe jak zagłosują Lubin, Hajnówka, Janów i Opole.
/ źródło: Newsweek/