ulisses-achaj
18.12.15, 02:26
Z forum:
"
aba_kkus 2 godziny temu
Oceniono 63 razy 57
Gdynia 17 grudnia 1970 roku.
Pamiętam.
Dzień był lekko mglisty, bezśnieżny, bardziej ponuro-listopadowy niż grudniowy.
Na długo zanim świt nastał rozpaczliwe wycie syren przeplatane warkotem krążących w górze helikopterów, detonacjami petard, suchymi szczeknięciami pojedynczych wystrzałów i terkotem krótkich serii broni maszynowej - odgłosy wystrzałów brzmiały wręcz niewinnie, sztucznie, zupełnie niepodobne dobrze znanym mi z filmów wojennych dźwiękom.
Z okna kamienicy przy ul. 10-go Lutego ujrzałem pochód brzydkich, ponurych ludzi - szli ławą, całą szerokością ulicy - na przedzie sześcioro niosło "coś" na drzwiach.
To "coś" przypominało męski manekin z wystawy sklepu odzieżowego, ale jakiś niechlujny, wokół jego głowy widać było strużki krwi.
Tej chwili i tego obrazu nigdy nie zapomnę.
Byłem dzisiaj rano pod pomnikiem - jak od wielu lat.
Nigdy nie składam kwiatów, nie zapalam znicza.
Przychodzę, składam w hołdzie swą pamięć i odchodzę.
Dzisiaj rano w tym miejscu usłyszałem słowa wstrętne, słowa które wyszły z ust człowieka mieniącego się być Prezydentem Wszystkich Polaków.
Słuchałem tych słów i spoglądałem na twarze otaczających mnie ludzi.
Milczeli.
Nikt nie buczał, nie wył, nie protestował.
Rozeszliśmy się do swoich codziennych, przyziemnych spraw.
I tylko było nam jakoś obrzydliwie... "
Nie będę tego komentował, nie ma takiej potrzeby ..................