Dodaj do ulubionych

New Age off..

21.02.16, 19:18
Sięgnąłem dziś do "podziemnej" biblioteczki. Notesowe wydawnictwa, liczące kilkadziesiąt stronic.
Resztki tuszu ubrane w niejednokrotnie rozmywające się i trudne do odczytania wyrazy/zdania.
Krakowskie wydawnictwo ABC kolportowało w maju 1981roku w ramach "Archipelagu Wolnej Myśli" esej Grigorija Pomeranca "Człowiek znikąd", a także "Z dziennika więziennego" Edwarda Kuźniecowa.
Pozornie nie powiązane ze sobą tematycznie, jako całość stanowią próbę analizy przemian społecznych w porewolucyjnych Sowietach.
Niech będą zatem punktem wyjścia do naszych tu poszukiwań wzorców "Rewolucji a'la pis"
Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie o świat w jakim błąka się i w jakim uwięzła psyche tego, którego marzeniem było Zbawienie Polski i śmierć w aureoli spełnionego mesjanizmu.

Obserwuj wątek
    • wscieklyuklad Re: New Age off.. 21.02.16, 20:04
      Rozważania nad Grigorija Pomeranca "Człowiekiem znikąd".

      Dzisiejsza polska junta, po raz kolejny utrwala w świadomości społecznej wyznawany od zawsze podział. Dwie - rozdzielne pod każdym (z wyjątkiem anatomii - choć i to nie do końca jest prawdą) grupy, prezentują odmienny światopogląd.
      Pierwsza - wspierająca despotów - wywodzi się z kręgów Patriotyczno-Chrześcijańsko-Narodowych i wedle jej patronów jest reprezentantem Zdrowej Polskości, która w zdeklarowany odgórnie sposób jest gotowa bronić Wartości.
      Druga - wyrażająca sprzeciw wobec modelu rządzenia - jest klasyfikowana w kategorii czegoś pośredniego między Homo Sapiens, a światem zwierzęcym - zbieżnym nie tylko pod względem przynależności do gatunku ssaków, lecz i mentalnie.
      Mimo, iż większość z tej pierwszej grupy zapewne nigdy nie doświadczyła naocznie reakcji świni, której odbierają koryto, to jednak - wobec pejoratywnego charakteru tego porównania - wyraźnie słyszy rzekomy kwik "Sztucznych" (wedle nich to naturalna a zarazem wielce zabawna a wrażeniowo asertywna dla "Prawdziwych" reakcja buntu wobec faktu odebrania "przywileju żarcia i tuczenia się na kredyt).
      Porównania oscylują także wokół spadku popańszczyźnianego - "Sztuczni" mają być dziedzicznie (???) skażeni genem nie tylko narodowej zdrady i nieudacznictwa, ale i wielbić knut, jakim batożą go obcy - postkolonialni i neoimperialistyczni krwiopijcy. Nie czują przy tym bólu ani pleców, ani też kolan, na jakich tkwią z wiernopoddańczym (pańszczyźnianym) oddaniu, gdyż podległość mają w naturze. I choć "Prawdziwi" nie wykluczają, iż taka aspołeczna i apatriotyczna postawa jest dla "Sztucznych" normalką, to jednak oburza to ich i śmieszy, gdyż nic tak nie przydaje szyku, jak poczucie wartości własnej (rab ma być wedle "Prawdziwych" apriorycznie jej wyzbyty).

      Swe rozważania Grigorij Pomeranc rozpoczyna od wołogodzkiego (wiejskiego!!) obrzędu weselnego - już w Wyzwolonej spod rządów caratu Rosji.
      Patrząc na całość zdać by się mogło, iż nic nie uległo zmianie. Oto goście weselni wcielają się w archaiczne i przydzielone im role (tradycja!), oto wodzirej (choć Żyd) z prawdziwym kunsztem zabawia gości. Rankiem wszyscy rozejdą się do domów - zadowoleni z ciągłości folkloru. Nikomu nie przyszłoby do głowy, iż ceremonia mogłaby potoczyć się wedle nowych standardów - obrzęd przekazywany przez stulecia z pokolenia na pokolenie - trwa.
      Jednak w czasach nowego państwa wszystko to nabiera cech egzotycznych, klasyfikując się w sferze zabawy - właściwie bezmyślnej.
      Chłopstwo porewolucyjne wciąż poświęca swoje życie ziemi. Inteligenci tymczasem postrzygają jabłonki w sadzie. To pierwsze z zajęć - element tradycji - jest wieczna sztampą. Drugie - jak i wspomniane wesele - to element zabawy.
      W zabawie widzi autor więcej elementów twórczości, niż w całodziennej, umysłowej pracy.
      Chłop miałby tedy bezmyślnie kierować traktor wzdłuż tych samych kolein między poszczególnymi bruzdami - cel, jaki osiąga - zyskany w mozole i pocie jest od zabawy odległy. Mimo jednak, iż wymagający niewielkiego nakładu umysłowego - jest to cel twórczy.
      Konsument - w tym intelektualista - spożywa chleb wypieczony przez tych, których z przyzwyczajenia (określenie autora) zwiemy chłopstwem. Pomeranc zauważa jednak, iż naród nie żyje już w społeczności chłopskiej! W Ameryce, gdzie w rolnictwie zatrudnionych jest ledwie 7% ludności, spożycie mleka na głowę mieszkańca wynosi (naturalnie w czasach mu współczesnych) - 200 litrów. W Indiach gdzie rolnictwem para się 80% ludności - spożycie to wynosi 6 litrów. Poszukując źródeł tej dysproporcji, autor stwierdza, iż farmer amerykański nie jest już chłopem a "pracownikiem rolnym w społeczeństwie naukowo-przemysłowym".
      Chłopstwo zanika - dodaje - pozostawiło ono jednak głęboki ślad w moralnej i estetycznej świadomości ludzkości, stając się niejako pomostem między strukturą plemienną a czymś co dopiero się tworzy.
      Dostrzegając zaskakującą ewolucję tej struktury społecznej (a właściwie jej nieunikniony zanik) Pomeranc dostrzega nieuchronną deprecjację pojęć. Czymś oczywistym wydaje się bowiem nierozłączność pojęć lud-społeczeństwo. Lu i historia są bowiem związane ze sobą na zawsze, zatem tam, gdzie istnieje społeczeństwo i historią musi istnieć i lud.
      Gdzie szukać teraz tego ludu? - pyta autor. Ludu z prawdziwego zdarzenia -z jego tańcami, przypowieściami, tkającego koronki.
      Ten lud już zanika - stwierdza z żalem. Topnieje, niczym resztki wiosennego śniegu, niczym opisany na wstępie obrzęd. Zanika lud, który stanowił przecież siłę historyczną, stos pacierzowy kultury, źródło natchnienia artystów.
      • wscieklyuklad Re: New Age off.. 21.02.16, 20:21
        Lud został wyparty przez miejski i wiejski proletariat. Od robotników niczego dziś się nie oczekuje - są pomocni jedynie, gdy trzeba... obić kolejnego inteligenta. Ta klasa - która stworzyła przecież struktury tak potrzebne, jak rady czy strajki cechuje się pewną solidarnością w walce z uciskiem.
        NIE ZDOŁA JEDNAK STWORZYĆ NIC POZYTYWNEGO - NIC, CO POZOSTAWIŁOBY TRWAŁY, NIEZATARTY ŚLAD.
        Pod względem duchowym, proletariat nie różni się niczym od pozostałej części zurbanizowanego społeczeństwa. Jest najniższą i w gruncie rzeczy pozbawioną jakichkolwiek perspektyw warstwą.
        W pierwszych latach po rewolucji śpiewano rewolucyjne pieśni ułożone przez inteligentów, narodników i marskistów. Potem tworzono pieśni obozowe (GUŁAG) - pełne grypsery. To były pieśni ludzi stojących poza nawiasem społeczności "proletariackiej"
        Nadchodzą czasy folkloru inteligenckiego - stwierdza, jako przyczynę podając potrzebę uświadomienia sobie swej istoty duchowej bez konieczności rezygnacji z pełnionego zawodu naukowca czy bycia intelektualistą. Widzi w tym tworzenie się zalążków nowego ludu - warstwy, która stanie się nosicielem ponadludowej prawdy i pieśni. Jak lud wzastąpił skutecznie plemię, tak nowa warstwa udale zastąpi lud. Nie ma racji chłop, który jako świętokradztwo traktuje wyzwolenie się spod władzy ziemi, wyzwolenie od więzów krwi, pokrewieństwa i "wiary ojców". Kultura - niczym żmija - zrzuca swą skórę. Martwy lud zalegnie w kurzu historii. "Tradycyjne chłopstwo" ma rację bytu jedynie w dżungli. Wobec wzajemnego uzależnienia grup w całościowym społeczeństwie ŻADNA Z GRUP NIE MA PRAWA UWAŻAĆ SIĘ ZA RDZENNĄ.
        Kończąc ten wątek, Pomeranc pyta: która grupa osiągnąwszy swe cele jest w stanie zmienić na lepsze całe społeczeństwo? Chłopstwo? Inteligencja?

        cdn.
        • wscieklyuklad Re: New Age off.. 21.02.16, 20:46
          Warto zatrzymać się nad rozważaniami Pomeranca sprzed lat ponad 50-ciu a w blisko 50 od Wielkiej Rewolucji Październikowej.
          Dzisiejszy podział na wymienione w poście wstępnym grupy, doskonale wpisuje się w przemyślenia Pomeranca, uzmysławiając nam, iż podział ów jest logicznie uzasadnialny, lecz logicznie niespójny a nawet sprzeczny.
          Oto propaganda opiera swe wartości na hasłach tak doskonale korelujących z "ludyzmem" w ujęciu Pomeranca. Tradycja przekazywana z dziada pradziada, nieustanne odwoływanie się do wartości chrześcijańskich, tradycji historycznej (odtworzenie "prawdziwej" historii "narodowej") jest przecież bliższe środowiskom wiejskim, niż industrialnym. Zarzut zachowań typowych dla chłopstwa popańszczyźnianego, kwik z wiejskiej obórki, bliższy jest tradycji wyznawanej przez "Prawdziwych", niż "Sztucznych" - kwik można tu powiązać z ludycznym lękiem "Prawdziwych" przed kolejny i kto wie, czy aby już nie ostatecznym oderwaniem od koryta dopiero co zdobytej władzy.
          Propaganda dokonała specyficznej dewiacji pojęć. Pomijając tradycję i historyczną ciagłość, ograniczyła się do inwektywy, w której zawarła okrojone pojęcie "ludyzmu" - oponent, który oderwał się od narodowej tradycji - jest kalekim potomkiem prawdziwego Piasta Kołodzieja - wypasionym kułakiem (zmutowanym poprzez bogactwo potomkiem chłopa pańszczyźnianego), którego - jak widzimy na archiwalnych filmach poświęconych rewolucji radzieckiej - należy prowadzić pod odbezpieczonym pistoletem w kierunku nieznanym.
          Mentalnością więc ideolodzy "Prawdziwych" tkwią w czasach sprzed lat stu - o czym zresztą wspominają media dziś niezależne (tzw. polskojęzyczne). Odległa od refleksji, jaka winna towarzyszyć analizie całego zła, jakie niósł ze sobą komunizm, ideologia ta przenosi nas ku walce klasowej, w której przeciwnik (czyli "Sztuczni") jest tym słabszy i łatwiejszy do pokonania, im do niższej klasy społecznej zostanie wyjściowo zaliczony - chłopstwo byłoby tu warstwą wręcz wymarzoną, gdyby nie fakt, iż dzisiejsze sioła pełne są willi, nowoczesnych bryk i satelitarnej telewizji/internetu, dzięki którym tamtejsza "zabawa ludowa" została wyparta przez intelektualne poszukiwania. Z tego też względu określenia o tkwieniu na kolanach w pokornym hołdzie wobec suzerena musi wywołać dziś jedynie uśmiech politowania i wzgardliwe wydęcie warg.
          Te ostatnie są jednak tylko grymasami twarzy i jako takie nie niosą w sobie zalążka prawdziwego oporu. Machnięcie ręką jest niczym innym, jak wywołaniem powiewu, który przeminie - jest dobre dla ochłody w upalny dzień, lecz nieprzydatne w dążeniach ku prawdziwemu wyzwoleniu.
          Z tego, co chłopskie musimy zatem czerpać nie smak bata na plecach, nie dotkliwość dziesięciny, prawo pierwszej nocy czy przywiązanie do ziemi w charakterze lennika, ale choćby tę wołogską radość weselnych hołubców, inicjowanych choćby i przez żydowskiego wodzireja.
          Prawdziwym problemem jest bowiem każdy podział społeczny będący zalążkiem rozłamu i wzajemnej wrogości. Celem zaś tworzenie społeczeństwa spójnego jednoczącego się wokół wspólnych (najlepiej szczytnych -choć brzmi to pewnie patetycznie) - celów.
          Nim spróbujemy poszukać takiej alternatywy, sięgniemy jeszcze do eseju Pomeranca.
          Zatem - do usłyszenia.
          • wscieklyuklad Re: New Age off.. 22.02.16, 20:02
            Zatem "ludyzm" - pojęcie wedle wyznawców pisięczyzmu mające służyć kategoryzacji negatywnej, okazuje się być - w ujęciu historyczno-socjologicznym, wartością samą w sobie, godną pielęgnowania, jako, że zrośnięta z najszczytniejszymi wartościami osobowymi tego, kto identyfikuje się ze swoim krajem. "Ludyczni" - a to już chichot historii są także i "Prawdziwi", tyle, że to oni prezentują nie omówione powyżej pozytywy (które wyśmiewają u "Sztucznych"), lecz właśnie nieokiełznany i najbardziej prymitywny lęk pańszczyźnianego chłopa, którego los jest nierozerwalnie związany z panem-despotą, który za najdrobniejsze przewinienie może obatożyć lub dowolnie inaczej ukarać. Póki ziemia - łaskawie udostępniona do uprawy - będzie wydawać owoce, a Pan i Władca, łaskawie podzieli się efektem trudu, póty jakiekolwiek doznane rany na ciele i duszy nie będą doskwierać. Rewolucja zaczyna się jednak tam, gdzie kończy przełyk. Pusty żołądek i ubywające siły, trwonią także wyjściową cierpliwość i zgodę na ustępstwa. Przekroczenie granic wytrzymałości (=tolerancji społecznej) musi skutkować wybuchem - i nie jest istotne czy w charakterze zbliżonym do buntu parafian oburzonych występkami lub bezwzględnością proboszcza, rzezi pod wodzą Jakuba Szeli, czy wreszcie Wiosny Ludów.

            cdn.
            • wscieklyuklad Re: New Age off.. 22.02.16, 20:49
              Możemy jednak - dla zachowania sensu narracji - założyć, iż cechy "ludyczne" to wartość na tyle kusząca, iż warta pielęgnacji. Tradycja - także historyczna- może sama w sobie stanowić wartość dodaną i być elementem, którego trwanie i przekazywanie z pokolenia na pokolenie, zapewnia narodową tożsamość.
              W ujęciu Pomeranca, sam "ludyzm" nie jest jednak cechą, którą - jako wyłączną - należy stawiać za wzorzec.
              Cóż, jeśli chłop pańszczyźniany od świtu do nocy uprawia rolę, by ta zrodziła plony - źródło nie tylko zawodowej satysfakcji, ale i szansę pokonania głodu, jeśli w dowolnym momencie dozorujący ekonom może przeciągnąć batem po jego grzbiecie drąc skórę do krwi?
              Cóż, jeśli inteligent - dziś mocno zdać by się mogło zniewieściały i trawiący swe przemyślenia w zaciszu domostw, zarzucił umiłowanie weselnych igraszek, wieszanie na ścianach świętych obrazów i wszystko to, co z ludyzmem się łączy?
              Cóż, jeśli inteligent ów wywodzi się nawet z "wiejskiej linii" a jego przodek/prapraprzodek przeczytawszy dowolny utwór z czasów polskiego pozytywizmu udał się do "obcego mu świata w tych samych ojczystych granicach" w poszukiwaniu chleba", by po dziesięcioleciach społecznie awansować, jako "popańszczyźniany wyzwoleniec"?

              Inteligencja - podkreśla Pomeranc - może być wprawdzie się faktycznym "nosicielem" wszystkich znanych grzechów (oczywiście w sensie potocznym, a nie wywiedzionych z dekalogu), ale TYLKO INTELIGENCJA WYSTĘPUJE Z ŻĄDANIEM WOLNOŚCI SŁOWA.

              Kiedy czytamy tezę Pomeranca stajemy oto oko w oko i to po raz kolejny, z kategoryzacją klas, jaką próbuje się narzucić nam tu i współcześnie. Rozpowszechniana teza - tak żarliwie podchwytywana przez zidiociałego suwerena - okazuje się być sprytną manipulacją psychologiczną.
              Jeśliś spadkobiercą pokolenia popańszczyźnianego, to nie jesteś Inteligentem Czystej Krwi!
              A skoro tak, to nic w tobie z inteligenta. A jeśli tak, to nie walczysz o wartości demokratyczne, lecz... ochłapy ze stołu.
              Jeśli na manifestacjach KOD-u wkładasz na siebie futra ze skór zwierzęcych, toś nie inteligent, lecz zmutowany kontynuator tradycji kułackiej - ludycznej zatem. I jako taki nie jesteś inteligentem - manifestujesz w upragnieniu zachowania przywilejów, które stoją w sprzeczności z Prawdziwą Sprawiedliwością Społeczną.
              Jeśli wykrzykujesz hasła protestu, nie jesteś inteligentem, co uzmysłowić ma ci porównanie do - jakże bliskiej tradycji "ludycznej" - opasłej, hodowlanej świni, taplającej się w wiejskich kałużach na błoniu, żrącej własne odchody, jako wyzbytej stosownej Zwierzętom Wyższym (upragniony, acz nieosiagalny dla nich wzorzec "Prawdziwych") estetyki.
              Jako świnia jesteś "brudny" tak zewnętrznie (co nieudanle pokrywasz futrami, spod których aż cuchnie na odległość) jak i wewnętrznie - brak ci hamulców charakteryzujących Człeka Kulturalnego.
              Symbolika - jak widać odgrywa tu rolę podstawową, a słowa - zdać by się mogło wyłącznie obelżywe - nabierają znaczeniowego sensu - ta inwektywa, powtarzana bez końca i przy lada okazji, ma gniewać ich adresatów wiodąc do bezsilnego buntu - gdy dopada takie uczucie, rozsądek działania traci wyrazistość, a istotne problemy zostają rozmyte - obrzucony inwektywą skupia się bowiem na proteście i próbie odpowiedzi nie powiązanych z ideą wyjściową, jaka doprowadziła do buntu, lecz z taką, którą stworzono ad hoc - pod wpływem chęci odpłacenia pięknym za nadobne.
              Takie reakcje są zaś sukcesem drugiej strony - koszulki, transparenty nawiązujące do celowych obelg prowadzą do stępienia wymowy protestu - skaczą sobie ludzie gorszego sortu (=świnie - zwierzęta gorszego sortu).

              A przecież w tych inwektywach możemy też doszukać się zbieżności z analizą Pomeranca, który pisze - Dlaczego uczony czy intelektualista ma się wstydzić "dziewczyny-dojarki"? Czemu jego praca - często wcale nie lżejsza fizycznie, ma być źródłem wstydu? Teraz w społeczeństwie porewolucyjnym podtrzymuje się ludowy przesąd o nierozłączności pracy umysłowej i wielkopańskości. Stalinowska tradycja polityczna zakłada, iż:
              1. każdy posiadacz wiecznego pióra jest inteligentem
              2. nienawiść ludu do posiadaczy wiecznych piór rozkłada się na wszystkich po równi.
              3. w chwilach krytycznych, niektórzy właściciele piór tychże taktownie zapominają, że sami siebie nazywali inteligentam i juz jako "słudzy ludu" SZCZUJĄ MASY PRZECIWKO PRAWDZIWEJ INTELIGENCJI, SZUKAJĄCEJ CZEGOŚ LEPSZEGO.

              Ileż prawdy jest w rozważaniach Pomeranca i jakż wpasowują się one w naszą rzeczywistość.
              "Cała Polska z was się śmieje - inicjuje wodzuś, a jego przyboczny wykrzykuje "komuniści i złodzieje"", co publika zgromadzona na "marszu" przyjmuje rechotem (bo się śmiać ma) i burnymi apładismientami - a przecież to właśnie widoczny przejaw "ludycznej" jakże zabawy z wołgogskiego wesela!

              Komunista może być inteligentem. Założywszy, iż opłacany bywa nienachalnie wysoko - może także zwędzić coś ze sklepowej półki. Generalnie jednak unika bycia komunistą i grabieżcą.
              Taka kategoryzacja deprecjonuje zatem potencjał "Sztucznych", gdy chodzi o walkę o prawa.
              Nie będąc inteligentem - idąc za tokiem rozważań Pomeranca - trudno o protest oparty na wartościach. Zabieg więc iście genialny z psychologicznego punktu widzenia.
              "Jesteście przypadkową i w pełni ainteligencką bandą" - to mamy zapamiętać.
              "Są przypadkową i w pełni prymitywną bandą bez prawa do miana "inteligent" " - to przekaz dla zgromadzonych. Ci - słysząc te słowa - wzbudzają w sobie spokój pańszczyźnianego chłopa.
              "Prawdziwych" koi przekonanie, iż ze strony takiej hałastry nic im nie grozi.

              cdn.
              • wscieklyuklad Re: New Age off.. 22.02.16, 21:23
                Pustka duchowa jako zagrożenie.

                Ogrzewany chlew (sic!!!) z lodówką, automatycznymi karmnikami, zielone łąki na ekranie telewizora, całkowicie zaspokajają potrzeby świni, lecz człowiek, który już się w tym raju znalazł nie jest szczęśliwy. Pracuje wydajnie i sporo konsumuje, ale stopniowo zaczyna mieć tego wszystkiego dość. I wówczas ogarnia go ochota rozwałki całej tej automatyzacji, za którą... tak wielu innych tak sporo by dało. - tak można streścić wywody Pomeranca.
                Osiągnięcia naukowe nic nie powiedzą proletariuszowi o rytmie obłoków, wschodzie słońca.
                Nie nauczą go wygrywania melodii świtu na fujarce, tak jak to robił pastuch w zgrzebnych portkach, który tych naukowych opracowań nie widział.
                Sensu życia - jako pojęcia bezprzedmiotowego - nie da się zabrać w schemat, ani sformalizować, a przy geometrycznie rosnącej liczbie uczonych mamy coraz to mniej mędrców.
                Zgrabnie iz pewną dozą naukowego zacięcia odpowiadamy na dokładnie sformułowane pytania, gdy rozwiązania całościowe coraz bardziej nas przerastają.
                Pewnie w tym tkwi sedno populizmu. Pewnie dlatego gładkie słówka i obietnice kupujemy tak chętnie.

                Ekonomię uznano za gałąź najważniejszą - zauważa Pomeranc - budujemy huty, gdy warto postawić na chemię. Rozwijamy chemię, zapominając o funkcji estetyki.
                Ta ostatnia pobudza pracę szarych komórek - deprecjacja estetyki wyprowadziła nasze mózgi na manowce.

                Historiograficznie przeszliśmy od epoki rolniczej, poprzez przemysłową, aż po naukowo techniczną. Technicyzacja naukowa wyeliminowała jednak "powszechną twórczość umysłu".
                Przestaliśmy rozwiązywać problemy na zasadzie zabawy. Wszystko traktujemy śmiertelnie poważnie, gdy - za Huxleyem - "mistyka jest tak samo niezbędna dla zdrowia, jak mycie zębów". Wiedza zawładnęła nami niepostrzeżenie i ostatecznie. Panuje nad nami. A przecież nic bardziej słusznego nad przeświadczenie, iż żadna władza (tu "wiedza" ) nie daje szczęścia.
                Czy daje ją zatem.. zapomnienie? Czy daje czas wolny - choćby w tak długo wyglądany weekend?
                "Cywilizacja wolnego czasu" jest rozłączna z cywilizacją nauki.
                Jednak - by powrócić do naszych rozważań nad sytuacją kraju - trwałość każdej kultury z jednej strony, a wewnętrzna spójność osobowości z drugiej - wymagają umiejętności balansowania między pracą a świętowaniem. No tak, ale jak ten balans zachować?
                Jak potencjalizować w sobie działania by nie zaprzepaścić kontemplacji?

                "To jest dobre" - tak Stary Testament prezentuje boskie wnioski odnoście wartości pracy.
                Tyle, że nie jesteśmy bóstwami, by działając w każdej chwili kontemplacji jednocześnie kontemplować w każdej chwili działania.

                Zakończmy dzisiejsze rozważania wspomnieniem Fausta. Logos zamienione w działanie.
                Słowo zamienione w czyn. Najoczywistsza z oczywistości?
                Filozofia stara się objaśniać rzeczywistość (logos). Tymczasem właściwe zadanie polega na tym, by ją zmieniać (czyn).

                Zatem na początku winno być nie słowo, lecz czyn.
                To właśnie winniśmy mieć w pamięci maszerując ulicami weekendowych miast.
                Weekendowa kontemplacja pod sztandarami czynu. Weekendowy czyn z Logos na sztandarach. I oto paradoks o jakim dyskutowaliśmy powyżej staje się czymś "ubóstwionym"...

                Do jutra!
    • wscieklyuklad Re: New Age off.. 25.02.16, 17:14
      W formie przerywnika - zaraz wrócę do wątku zasadniczego.
      Ostrzegam - artykuł dłuższy niż do Włady Wostoku.
      • wscieklyuklad Re: New Age off.. 25.02.16, 17:19
        studioopinii.pl/waldemar-sadowski-pozegnanie-poddanstwa-czyli-my-narod/
        • wscieklyuklad Re: New Age off.. 25.02.16, 18:36
          Analizując wydarzenia marcowe 1968 w Polsce, Pomeranc zauważa, iż zaistniała oto faktycznie godna pożałowania, acz z matematycznego punktu widzenia piękna (gdyż każdy tragizm jest estetycznie piękny) sytuacja. Po jednej stronie barykady znalazła się inteligencja - jak twierdzi przytłoczona XX-wieczną dekadencją, po drugiej zaś stronie cała reszta, nie godząca się na to, by "szlachta", sama nie wiedząca czego chce, godziła w "chłopski sposób zarządzania kulturą".
          Przewaga tych ostatnich musiała doprowadzić do klęski pierwszych, jako że dążenia duchowe by się ziścić muszą mieć zawsze wsparcie "materialnego sojusznika" (tu burżuazji/proletariatu).
          Siła inteligencji -wykształconej społecznej elity, tkwi w kształtowaniu duchowego rozwoju. Ten - łamiąc stare zasady lub wartościując je w sposób ewolucyjny, jest źródłem postępu (w ujęciu filozoficznym postęp ten winien prowadzić od "bestii"(prymitywu) do Boga (doskonałości).
          Ten ferment jest motorem napędowym postępu, musi jednak trafiać na podatny grunt, by nie stać się wartością samą w sobie i nieprzydatną. By tak się stało musi zaistnieć "gałązka"z której będą pączkować nowe odnogi. Pomeranc i tu stawia na inteligencję - jego rozważania są przecież wcześniejsze do naszego lata 1980 roku. Rdzeń duchowy o jakim pisze Pomeranc z którego ma się krystalizować nowe społeczeństwo nie musi być przecież - czego dowodzi nasze doświadczenie - wytworem inteligentów. Trzeba pamiętać, iż esej powstawał w wyniku przemyśleń związanych z radzieckimi realiami - tam rola inteligencji została sprowadzona do podeszwy buta wzutego na stopę dyktatorów robotniczo-chłopskich, a tak naprawdę dyktatury partyjnej a wreszcie jednoosobowej tyranii Stalina - być może wziąwszy to pod uwagę Pomeranc dzieliłby się z nami innymi tezami.
          Przywołując myśl carskiego ministra spraw wewnętrznych von Plehwe'a: "Inteligencja jest częścią naszego wykształconego społeczeństwa, KTÓRA Z ROZKOSZĄ PODCHWYTUJE KAŻDĄ NOWINKĘ CZY CHOĆBY PLOTKĘ DYSKREDYTUJĄCĄ WŁADZĘ PAŃSTWOWĄ LUB KOŚCIELNĄ, całą resztę natomiast traktuje obojętnie." - łechta nasze poczucie bycia inteligentami, gdyż obecne marsze pod sztandarami KOD-u okazuje się być oto nie protestem oderwanych od koryta świń, postkomuchów, złodziei itd. itp., ale przejawem zachowań inteligenta, tym bardziej, jeśli skonstatować, iż słownik Webstera podaje definicję zbieżną!
          Toż nikt inny, jak Iwanow-Razumnik uznaje inteligencję za warstwę zdolną do tworzenia własnych przekonań i trwania przy nich mimo wszelkich zabiegów propagandy.
          Naturalnie można polemizować z takim wywodem, gdyż przypisanie takich wartości inteligentom, nie wyklucza przecież zdolności innych warstw społecznych do identycznych zachowań - wydaje się jednak, iż konsekwencja w postawach jest tu decydującym czynnikiem wartościującym. Tak czy inaczej stawia się w ten sposób wyrazistą linię podziału między inteligencją a "drugą stroną".

          cdn.
          • wscieklyuklad Re: New Age off.. 25.02.16, 19:19
            Kiedy uzmysłowimy sobie głęboki sens takiego podziału, w jakże innym świetle jawią nam się inwektywy padające pod adresem tych, którzy co kilka tygodni jednoczą się wokół idei obrony demokracji i państwowości nie w znaczeniu demagogicznym, lecz realnym, nie patetycznym, lecz znaczeniowo prostym.
            Oto sprowadzenie protestu do czegoś, co zainicjowano w imię obrony "przeszłego zła", nazwanie ludzi świniami kwiczącymi po oderwaniu ich od żłoba/koryta, marionetkami pociąganymi za sznurki przez grupkę cwaniaków manipulującą "ciemną masą" ma jeden cel: deprecjację naszej zdolności do myślenia twórczego, fermentu o jakim mowa w poście poprzednim.
            Powtarzanie tej tezy (a pisięcy suweren-tuman w nią naturalnie wierzy z emocją z pogranicza orgazmu) ma nas pozbawić tożsamości a zarazem wprowadzić niejako "trzeci element" do tej społecznej układanki.
            Jeśli bowiem utracimy prawo do miana "inteligent", to - idąc za myślą Pomeranca i zacytowanych osób, to siłą rzeczy i całkiem logicznie winno się nas zaliczyć do "drugiej strony barykady". Ale tam są przecież ci, którzy są wobec nas w opozycji - warstwa gardząca nami jako inteligencją czy grupą ludzi o poglądach nam zbieżnych. Tak więc tamta grupa potraktuje nas jak kasta pariasów, popychadła, "bezpaństwowców/apaństwowców" - stąd tak częste uwagi o ludziach gorszego sortu/donosicielach/targowiczanach.
            Mamy być w ten sposób wyrzuceni poza granice społecznej tożsamości: nie inteligencja, nie "Prawdziwi" - nasza "Sztuczność" ma być śmieszna i deprecjonująca.
            Zadaniem współczesnego opozycjonisty wobec rządom masakry państwa jest więc obrona i manifestacja wartości intelektualnych. Pokojowy charakter manifestacji jest jednym z tego przejawów. Wartości tych nie trzeba bronić rozpaczliwie - jak piszą w memach - zabijemy/upieczemy kaczkę śmiechem - satyra jest pewnie najokrutniejszą z broni, jednak dorobek intelektualny nie może ograniczać się wyłącznie do niej.

            Powróćmy tu do rozważań Pomeranca.
            Strukturę warstw wykształconych określa on następująco:
            1. kadra zrośnięta z aparatem władzy państwowej i dbająca o jego interesy jak o własne = aparat władzy (w IV RP tę grupę można od razu skreślić - wykształconych tam nie ma, a kadry rekrutują się w pogodnych dementów i życiowych, naukowych, zawodowych, społecznych, rodzinnych nieudaczników-dyletantów)
            2. Filisterstwo - obojętnie nastawione do spraw publicznych, dbając wyłącznie o własne interesy. (byłby to modelowy opis pisiąt, gdyby uwzględnić posiadanie dyplomów wyższych uczelni przez wszystkich tych nieudaczników)
            3. Inteligencja, zajmująca się tym co nie należy - CO NIE JEST PODPOWIEDZIANE PRZEZ MEDIA W ŻADNEJ POSTACI!!!

            Od czasu eseju i w naszej rzeczywistości taki podział jest już jedynie historycznym.
            Ciekawa jest natomiast grupa ostatnia. W niej tkwić winna nasza siła. Zwłaszcza w dobie sieczki serwowanej przez publikatorżnictwo na usługach taniej propagandy pisięcej.
            Nasz opór nie może wynikać z ignorowania tych "przekazów", wychodzenia na spacer w godzinach emisji "wiadomości", czy omijania artykułów takich tuzów yntelektu jak matkaokurkamać, ziemkiewicz czy terlikowskie.
            Winniśmy chłonąc łapczywie to bredzisławienie (choć to dla umysłu intelektualisty dotkliwie bolesne) po to, by opracowywać strategię inteligentnego przeciwdziałania - przemyślenia niech się staną "fermentem", o jakim wspomina Pomeranc. Wroga nie zwalczy się bez "zwiadu" i "rozpoznania" - jego trzeba miażdżyć logiką kontrpropozycji.

            cdn.

            • wscieklyuklad Re: New Age off.. 26.02.16, 19:30
              W poszukiwaniu nowych wartości.

              W swych rozważaniach Pomeranc wprowadza pojęcie "inteligencji bez granic", którą porównuje do specyficznej "energii promienistej" mającej swój ośrodek, maksymalną intensywność promieniowania o nieograniczonym zakresie.

              To oczywiście utopia, tym bardziej, iż tyczyć ma nie warstwy społecznej, lecz garstki ludzi - swoistych pionierów dążących od "bestii do Boga". Ów wąski krąg ludzi miałby być zdolny do samodzielnego odkrywania wciąż nowych "świętości" WARTOŚCI KULTURY ZAGUBIONYCH W CODZIENNYM POŚPIECHU. Sama umiejętność krytycznego myślenia nie wystarczy.


              To ważna uwaga. Protest nie może bowiem - a na to zwraca uwagę Pomeranc -polegać na kontestacji rzeczywistości wynikającej z analizy faktów. Przemyślenia - jeśli prowadzą do negacji, muszą zarazem stanowić punkt wyjścia do nowych rozwiązań, którymi należy się dzielić. Nie wystarczy zatem podskakiwać w trakcie demonstracji z okrzykiem: "kto nie skacze ten za PiS-iem", nie wystarczy zapewniać "obronimy demokrację" czy inną istotną społecznie wartość, gdyż znaczy to dreptanie w miejscu - nikogo nie jest tak łatwo stłamsić, jak tkwiących w bezruchu. Ferment musi demonstrować sposoby nie negacji bestii, nawet nie jej tresury - musi natomiast prezentować metody służące zachowaniu wartości, a także znaczenie ich dla postępu. Pomiędzy bestią a Bogiem istnieje szereg etapów pośrednich - jednak poniżej bestii jest już nie dekadencja, ale faktyczna zagłada.
              Ruch, który nie podejmuje takich wysiłków z góry skazuje się na alienację, na nieuchronny podział na "inteligencję ożywioną", której przyświeca krzewienie wartości wywiedzionych z kultury, sztuki religii, prawdy i sprawiedliwości (nie każdy "inteligent ożywiony" musi wywodzić przemyślenia z podejścia uniwersalnego do wymienionych powyżej składowych, ale jako "suma" będą "układanką doskonałą") oraz "inteligencję nieożywioną", która pod względem etycznym jest identyczna i wyznająca identyczne wartości, lecz zarazem zdolna do ich jawnej akceptacji głównie wtedy gdy w parze z niewielkim niebezpieczeństwem z tym związanym idzie w parze określona korzyść.
              Ta ostatnia grupa - choć jest znakomitym zapleczem dla działań, kieruje się trendami "mody": gdy jest zapotrzebowanie na postawę inteligencką , "nieożywieni" otaczają swych "mistrzów" snobistycznym uwielbieniem a w salonach wiesza reprodukcje Van Gogha. Wzgardzona, przyswaja sobie mentalność żubra, wznosi komory gazowe, do których wysyła swych "upadłych idoli" a Van Gogha zastępuje "Trzema mocarzami" Wasniecowa (poniżej)

              https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/dd/Die_drei_Bogatyr.jpg/300px-Die_drei_Bogatyr.jpg
              • wscieklyuklad Re: New Age off.. 26.02.16, 19:41
                Pojawia sie zatem pytanie na jakim jesteśmy etapie i czy w dobie dyktatury ciemniactwa spod sztandarów IV RP, dostrzegamy podobny podział w szeregach inteligencji?
                A jeśli tak, to która z tych grup (i z jakich motywów) uczestniczy w protestach?
                Czy tkwimy w erze poszukiwania "mistrzów", czy też siłą inercji stapiamy się w grupę ewolucyjnie odmienną? Czy niezbędny jest "mistrz", który dzierżąc w dłoni ster przywództwa ukierunkuje dalszy bieg wydarzeń?
                Sam marsz - choćby settysięczny pod względem frekwencji, niczego nie zmieni. Sam protest - prześmiewczy czy epatujący gniewem niczego nie zmieni, jeśli nie pójdą za nim propozycje obnażające szkodnictwo obecnej władzy.
                Siłą stoczniowego strajku nie tkwiła przecież w przywództwie Wałęsy.
                Ona promieniowała z tablicy, na której spisano postulaty - te dowodziły jedności bez względu na przynależność do warstwy społecznej. Te godziły w dotychczasowe stosunki polityczne, ekonomiczne, zawodowe itd,itp, narzucone przez rządy aparatczyków.
                Dziś, gdy brutalnie i w niszczycielski sposób narzucono nam obce demokracji a i logice wartości, konieczne jest nie sygnalizowanie problemu, ale jego demaskacja. Sygnalizowanie od demaskacji różni się siłą wyrazu i pełnią treści - jest zaledwie łaskotaniem tam, gdzie trzeba drapać pazurami.

                cdn.
                • wscieklyuklad Re: New Age off.. 26.02.16, 19:57
                  Wypada zatem ponowić pytanie: czy potrzebna jest nam "kadra kierownicza"?

                  Sięgnijmy ponownie do przemyśleń Pomeranca.

                  Kadra kierownicza ulega wedle niego stopniowej "intelektualizacji", wskutek czego przeradza się w specjalistów-administratorów. Wiedzie to nieuchronnie ku zatracie aspiracji duchowych.
                  Ale istnieje zagrożenie znacznie większe: (vide nasze Podwórkowe rozważania o Rewolucji Francuskiej) - oto pojawia się ryzyko, iż ruch niosący na sztandarach hasła wolności, przerodzi się w tyranię/inną patologię. Połowę faszystowskich gauleiterów stanowili wszak nauczyciele.
                  Czy jeśli ktoś powie: tak, ale większość z nich rekrutowała się spośród w-f-istów, uspokoi tym samym nasze obawy o ryzyko "zbłąkania inteligenta'?
                  Iluż dyktatorów było nieudacznikami.
                  Hitler - malarz-beztalencie.
                  Naser - pisarz-grafoman.
                  Stalin - studnia bez dna mierności, która doprowadziła do tragedii.
                  kaczelnik - ze swym przegranym życiem na każdej niwie.
                  I jego pogodnie lub smutnie dementywne otoczenie miernot i przegranych życiowo, którzy odgrywają się na losie, który skopał im tyłki.

                  Platon w jego "Uczcie" i "Państwie" dostrzegał groźbę utopii totalitarnej.


                  • wscieklyuklad Re: New Age off.. 26.02.16, 20:14
                    Jaki zatem typ myślenia zaproponować?
                    Czy ocenę "całości"? A może dostrzeganie szczegółów, które następnie podlegać będą abstrakcyjnej kategoryzacji?
                    Uwzględniać, czy odrzucać tradycję na drodze do postępu?
                    Widzieć w bliźnich siebie zmieniając świat od wewnątrz?
                    Czy też kierując się kryteriami "czystej inteligencji" (jakże często duchowo płytkiej) dzielić ludzi np. na mądrych (tożsamych z nami) i głupich, których należy ukierunkować na naszą modłę i naturalnie wyłącznie dla ich dobra, a więc zmieniać "od zewnątrz"?

                    Taką oto walkę obserwujemy obecnie na forach społecznościowych.
                    Jeśli oczywiście przyjąć, iż korzystają z nich potencjalni "inteligenci" przyjmujący te dwie powyżej przytoczone formy reakcji - widzenia świata, siebie i innych na tym tle.
                    Anonimowość zatraciła to, co ważne: bawę przed zerwaniem z tradycją (w rozumieniu choćby Tewje Mleczarza). Wolność słowa kryje w sobie wartości wyższe.
                    Ryzyko? Nowa i straszliwsza od poprzedniej... niewola.
                    Wolność intelektualna porównuje Pomeranc do energii atomowej. Może służyć dobru lub złu.
                    Może być bliska Bogu lub Antychrystowi.
                    Może uratować lub zniszczyć świat.

                    Siłą tradycji jest opieranie się na wartościach realnych i dalekich od patosu.
                    Dzisiejszym dyletantom trzeba to uzmysławiać przy każdej okazji.
                    Tradycja nie jest wyłącznie chrześcijański światopogląd. Tradycją nie jest wyłącznie idiotyczna śmierć ofiar katastrofy smoleńskiej. Tradycją nie jest wyłącznie czyn Żołnierzy Wyklętych.

                    Tradycją jest bowiem obrona wartości żmudnie budowanych przez stulecia.
                    Tradycją jest bowiem sprzeciw wobec zła.
                    Tradycja jest bowiem obrona słabszych i tolerancja.
                    Tradycją jest bowiem wyciąganie właściwych wniosków także i z klęsk.
                    Tradycją jest uczciwość, sumienność i szacunek do własnej historii - szczytnej czy wstydliwej.

                    W przeciwnym razie negujemy sens walki Boga z Upadłym Aniołem.

                    Do usłyszenia!
                    • wscieklyuklad Re: New Age off.. 26.02.16, 20:22
                      Tradycja...

                      https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/hphotos-xfp1/v/t1.0-9/12688064_180473842319745_6975012769420010795_n.jpg?oh=23c6d4b515d5eaa3cba66b1b9f88dbaf&oe=5758A6FE
                      • wscieklyuklad Re: New Age off.. 27.02.16, 13:31
                        Patrząc na fotografię powyżej chciałoby się ucałować tradycję. Chciałoby się usiąść przy wiejskim stole w chatynce z drewnianych i mocno już rozeschniętych desek i jeść przaśny, jeszcze ciepły chleb. Jego okruchy, ziarnka maku są niczym piach Abrahama z obietnicy Boga - Twój lud będzie tak liczny.
                        Przyroda splątana z dziejami człowieka. Człowiek wplątany w przyrodę, od której uczy się tego, co przydatne. Ucząc się zaś wzbogaca o nowe. To pozwala nam powstać z pozycji na zwierzęcych czworakach. Ale przecież tym samym niekoniecznie wydobywamy się z wiejskich czworaków, niekoniecznie otrząsamy dłonie z grud ziemi obiecującej obfite żniwa.
                        Dziś stawia się nas w szeregu spadkobierców tej starowinki. Mamy dziedziczyć po niej mentalność pańszczyźnianą i uwielbienie do... przyjęcia pozycji na czterech łapach - świńska mentalność utożsamiona z przeraźliwym kwikiem zwierzęcia. Prymitywni jak odór tamtych epok.
                        Gustowanie w prymitywizmie jest potąd bezpieczne, póki uznaje się prawo innych do niego. Póki człowiek nie zaczyna nienawidzić obcej kultury - zamiłowanie do prymitywu nie grozi upadkiem. Jednak umiłowanie współziomków tak łatwo prowadzi do degeneracji - do takich "propatriotycznych" postaw szybko przyłączają się populiści, którzy schlebiając tłumom walczą o jego poparcie, potem wykorzystując jego nastroje usuwa przeciwników z ciepłych posadek.
                        Widzimy dziś jasno te nikczemne zachowania - Pomeranc ostrzegał przed nimi dziesiatki lat wstecz.
                        Naród - wedle Pomeranca - jest dobry, póki zachowuje spokój, dopóki nie wciąga go historia. Zbałamucony, zbuntowany naród TRACI WŁASNĄ OSOBOWOŚĆ, STAJE SIĘ MASĄ, PODATNĄ GLINĄ W RĘKU BEZDUSZNYCH POPULISTÓW.

                        Jakże te słowa pasują do dzisiejszej junty.
                        Poczucie jedności z narodem krzepi, jak "setka" przed wojskową szarżą. Problem w tym, co potem...

                        cdn.
                        • wscieklyuklad Re: New Age off.. 27.02.16, 13:47
                          Inteligencji nie wolno przechodzić obojętnie obok wydarzeń politycznych godzących w jej zmysł moralny - podkreśla Pomeranc. Niezależnie od formy, jaką przybierają polityczne kroki (manifestacja, inna forma protestu), mają one swoją logikę wewnętrzną. Oddanie sprawie grozić może jednak utratą świadomości, iż istnieją wartości wyższe, w porównaniu z którymi wygrana polityczna czy też porażką niewiele znaczą.
                          Szczególne zagrożenie widzi Pomeranc tam, gdzie inteligencja nie ma dostępu do władzy. W warunkach normalnych - pisze - naukowiec, pisarz, czy reżyser wcale nie dążą do tego, by zdobyć ministerialną tekę. Wolą się oni zajmować zwykłą codzienną pracą. Jednak zakazany owoc kusi. W pogoni za nim część inteligencji staje się polityczną kontrelitą.
                          Pomeranc widział takie zagrożenie w przyszłości Rosji.

                          Inteligencja stopniowo i w sposób nie podlegający dyskusji, jest zastępowana dziś u nas ekipą matołów i nieudaczników po to właśnie, by nie stanowiła politycznej kontrelity, by wyzbyta wpływu na sposób kierowania państwem, stała się nic nie znaczącą grupa społeczną.
                          Budząc odruchową niechęć w innych klasach, wydaje się być z góry skazana na klęskę, tym bardziej iż prymitywna i populistyczna propaganda uzmysławia Ciemnemu Ludowi, iż ta właśnie grupa jest "winna" wszelkich nieprawości, których efektem jest bieda pozostałych.
                          Ci ostatni kupują taką wizję wroga ludu bez sprzeciwu. Cieszą się wręcz z szansy rewanżu o wydźwięku zemsty, która zatraca cel zasadniczy jakim winien przyświecać każdemu - postęp.

                          cdn.
                          • wscieklyuklad Re: New Age off.. 27.02.16, 14:48
                            Stopniowo, acz - jak uczy historia rewolucji - nieuchronnie, ci sami ludzie, jacy walczyli z despotyzmem, przyswajają sobie prawa tyranów,a ich autokratyczna postawa w stosunku do reszty niczym już się nie różni od postępowania satrapów. To właśnie cała ta reszta przyjmująca postawy przesiąknięte tchórzostwem i - choćby sztucznym - służalstwem, kształtuje despotę.

                            Pomeranc sugeruje, by inteligencja -sama nie uczestnicząc w sprawowaniu władzy (zwłaszcza wykonawczej) w organizowała się w zrzeszenia wypowiadające się za pośrednictwem własnego organu politycznego (prasa? - tego KOD niestety się nie dorobił!). Tym samy inteligencja unika walki o władzę lub pokusy jej zagarnięcia.
                            Utopijnie - jak się zaraz okaże - wierzy, iż jedyna drogą jest DIALOG Z WŁADZĄ, stwarzający szansę formułowania zasad, na których władza będzie określać kierunek rządów.
                            Innymi słowy - królestwo władzy i królestwo ducha winny być rozłączne.

                            Utopia!
                            Nasze realia dowodzą czegoś zupełnie odmiennego. W pojęciu satrapy nie istnieje pojęcie "dyskusja", "konsensus", "dialog".
                            Satrapa ma w nosie postulaty i choćby nie wiem jak rozsądne propozycje.
                            Satrapa żąda bezwzględnego posłuchu, a oponentów równa z ziemią - i metody przy tym stosowane (prześladowania, szykanowanie, bojkot, więzienie, czy pozbawianie życia) są nieistotne.
                            Dziś w Dumie upada propozycja uczczenia rocznicy śmierci Niemcowa, gdyż także i pośmiertnie jest traktowany przez władzę jako wróg ponadczasowy. Oczywiście przy okazji dostajemy dowód, jak despota reaguje na propozycje godzącego w jego sposób interpretacji zjawiska dowolnego.
                            Rozsądna inteligencja nie może prowadzić wobec satrapy polityki na klęczkach, składania próśb, błagań i odwoływania się do przyzwoitości w rozumieniu społecznym/państwowym.
                            Satrapa zawsze wzgardzi tak miernym przeciwnikiem. Satrapa zasługuje na walenie w szczękę, a nie wadowicką kremówkę z paczką Neski w prezencie, jako zachętę do pojednawczego dialogu.
                            Satrapa - póki nie sprowadzi się z pozycji decydenta do roli słuchacza (choćby przymusem) - zawsze wygra.
                            cdn.
                            • wscieklyuklad Re: New Age off.. 27.02.16, 14:58
                              Rola moralnego odrodzenia.

                              Moralna "urawniłowka" jest abstrakcją.
                              Pomeranc podkreśla rolę przemyśleń, które umożliwiają spojrzenie "w głąb siebie", co może stać się źródłem wykrzesania sił niezbędnych do stawienia oporu przeciw naciskom zewnętrznym.
                              Ponieważ uniwersalizm tego typu postaw jest wykluczony, Pomeranc sugeruje "grupowość" - już jedna warstwa (znów rekrutowana spośród inteligencji) gruntując zachowania moralne, parająca się z przeciętnymi przeciwieństwami i nie dążąca do sławy, może na drodze przykładu wpływać na standardy zachowań społecznych.

                              Jest to w jakimś stopniu zbieżne z wydarzeniami u nas. Liczba manifestujących w ramach KOD-u pozwala żywić nadzieje, że ów ruch odrodzenia już wyjściowo jest wystarczająco silny, ważne natomiast jest skanalizowanie działań i ujednolicenie dążeń, które należy doprecyzować i krzewić.

                              cdn.
                              • wscieklyuklad Re: New Age off.. 28.02.16, 12:31
                                Żyjemy nie w jednym, lecz kilku równoległych światach duchowych - już wtedy zauważa Pomeranc. I choć w żadnym z nich nie czujemy się wyalienowani, to jednocześnie nigdzie też nie jesteśmy całkiem "swoi". W naszej świadomości są one niczym góry lodowe skupiając w sobie elementy wielu kultur. JEDNO WYZNANIE WIARY, TRADYCJI WYKLUCZA INNE! Narody nie potrafią znaleźć wyjścia z tego chaosu. Nie znały ich NIGDY - z matni wyprowadzali je PROROCY!

                                Tylko gdzie teraz ich szukać - warto spytać. I czy są autentycznie niezbędni, gdy społeczeństwa są już na tyle świadome i "ugruntowane" w lokalnych zwyczajach (tradycji), iż same decydują o charakterze potrzeb i drogach ich realizacji przez rządy, które - dziś już nie mistycznie i legendarnie (jak wędrówka Mojżesza z ludem przez pustynię) - wyparły proroków?
                                Prorokiem jest dziś wyłącznie kandydat "do koryta" - to on roztacza przed "narodem wybranym" ale zarazem "narodem wyborców" wizje Arkadii, Utopii i wszystkiego, co piękne acz najczęściej mało realne.
                                Dziś - wobec nawałnicy uchodźców - docierających nie przez pustynie, lecz morza, których "prorokiem" jest sternik statku/pontonu, a Rajem - bogaty kraj zachodnioeuropejski, ta teza Pomeranca wydać się może historyczną, pod względem wniosku. Jednak z drugiej strony ścieranie się różnych światów duchowych i chaos wewnątrzeuropejski, każe ponownie zadać pytanie: gdzie szukać Proroka, który wyprowadzić Zjednoczoną Europę z tej matni?

                                Gdzie szukać "ideału inteligenta"?

                                Na pierwszy rzut oka zdać by się mogło, iż to ktoś obdarzony wyłącznie pozytywami.
                                Pomeranc jako ideał prezentuje tymczasem osobowość pośrednią między "bogactwem i nędzą duchową". Wyłączne bogactwo cechuje bowiem albo książkowego mola, albo faryzeusza (dziś snoba i intelektualistę). Nędza duchowa cechuje zaś... nawiedzonego.

                                Pomeranc widzi więc w inteligencie "wiecznego tułacza" który na drodze rozwoju zawsze znajduje się w połowie drogi do celu. Zatrzymanie się na jednej idei, tradycji, dogmacie prowadzi do destrukcji inteligencji.
                                Nieuchronnie jednak część inteligencji nie utożsamia się z takim "zawieszeniem" w próżni dążeniowej - odruchowo poszukuje symbolu.
                                Gdzie zatem szukać symboli?

                                Szczęśliwe narody na dorobku! Takie, w których wieź między społecznymi grupami o różnym poziomie wykształcenia nie uległa rozpadowi. Tylko w krajach będących "jednym organizmem" inteligencja może skupiać się na oświacie mas, a nie pobudzania wojowniczości tejże. Symbole jedności narodowej nie są w tych krajach równoznaczne z nagonką na słabszych.
                                Niestety - w większości krajów "ludomania" wspiera agresywny nacjonalizm. Tam naród można przebudzić wyłącznie hasłami "bij Żyda, cyklistę, uchodźcę" Tylko w takich krajach dla "ratowania milionów" warto sekować tysiące.
                                Przerabialiśmy to na własnym grzbiecie w czasach czystek stalinowskich, moczarowskich czy gomułkowskich czasach. Kto wie, czy współczesna Europa nie staje oto oko w oko z taką perspektywą.
                                Talent współczesnego człowieka nie jest już talentem dawnych ideologów-intelektualistów, a więc tych, którzy bez reszty i do dni swych kresu oddawali się "sprawie", bez względu na okoliczności i konsekwencje, bez zahamowań gdy chodziło o łamanie świętości/tabu.
                                Człowiek współczesny łaknie sukcesu. Aby go osiągnąć musi uginać kark ryzykując spodleniem. I w swym spodleniu pragnie zachować twarz - szlachetność, niezależność, swobodę wyboru (w określonych granicach wynikających z podległości zasadom/prawu/ludziom/tradycji), osobowość i egzystencjalizm. Talent "ideowca" zastąpiony został więc nierzadko przez talent "konformisty" - być może taki właśnie scenariusz przerabiamy obecnie w oparciu o "teczki Bolka"?

                                cdn.
                                • wscieklyuklad Re: New Age off.. 28.02.16, 13:26
                                  Wartość politycznej spekulacji.

                                  Spekulacja polityczna nie wymaga autentyzmu. A im go mnie, tym łatwiej uniknąć moralnego wyboru, tym łatwiej przyciągnąć odbiorcę lub spodobać zwierzchności. Nigdy jednak taka postawa nie służy interesom ogólnym.
                                  Tu pewnie zawarta jest część odpowiedzi na pytanie zadane przez Vidavila na innym wątku: więc kto w takim razie zagłosował na pis?
                                  Zagłosował ten, który uwierzył politycznym spekulantom. Tym, którzy stosując wyborcze sztuczki w postaci nierealnych w spełnieniu obiecanek-cacanek, wyzbyty moralnych wyborów -dla nich bowiem władza jako taka była czymś "moralnie najdoskonalszym" i godnym "moralnych nadużyć". To nowa odmiana "socjalizmu o ludzkiej twarzy", gdy nowa ekipa "pochyla się nad losem Narodu" po wyciągnięciu wniosków z błędów popełnianych przez przeciwników. Ta nowa władza nie zadaje jednak pytania Gierka: "Pomożecie?" zastępując je groźnym: "Nie przeszkadzajcie!".
                                  "Nowa polska polityka historyczna" - mająca mieć w sobie nośny przekaz trafiający wprost do Serc Polskiego Suwerena jest w jakiejś mierze spadkiem po przemyśleniach Pomeranca.
                                  Przed takim modelem myślenia ostrzega Pomeranca, który pisze: potrzebna jest idea trafiająca do serca nie tylko Rosjan. Naród stanowiący ośrodek wielkiego systemu nie może jednak utrzymać swej pozycji za pomocą rakiet (obecna polska polityka zagraniczna oparta na obrzucaniu wszystkich europejskich oponentów handgranatami) ustrojonych w kokoszniki i sarafany (uroczysty ubiór ludowy). Polska polityka historyczna jest dziś ubierana we flagi wyłącznie polskie, niepodległościowe hasełka na potrzeby nacjonalistów, którzy są zdeklarowanym obrońcą takiej właśnie rzondowej postawy w międzynarodowych kontaktach a ina wewnętrzny użytek, gdy pragnie się odbudować idee narodowej megalomanii.

                                  Pomeranc ostrzega, iż taki sposób rządzenia centrali przenosi się w teren, zaś siłą odśrodkowa może być większa od dośrodkowej. FUNKCJONOWANIE NA ZASADZIE PROWINCJI DUCHOWEJ (I NIE TYLKO), DOPROWADZI ROSJĘ DO TEGO, ŻE I W SENSIE POLITYCZNYM STANIE SIĘ ONA ŚWIATEM ZABITYM DECHAMI - ostrzega.

                                  Cóż dodać do tych słów? Wystarczy zastąpić Rosję pojęciem "Polskę", a wtedy pojmiemy ponadczasowość przekazu Pomeranca, a jednocześnie uzmysłowimy sobie w jakim pojęciowym zaścianku już nawet nie zasługującym na miano "intelektualnego", tkwią ci, którzy szermują hasłami Dobrej Zmiany.

                                  Inteligencji nie wolno dać się pogrążyć w prymitywnym nacjonalizmie - apeluje Pomeranc. Inteligencja nie może żyć spokojnie w kraju NIENAWIDZONYM PRZEZ CAŁE KONTYNENTY, nie może też nie pojmować, iż taka sytuacja jest z gruntu rzeczy śmiertelnie niebezpieczna.
                                  Inteligencja szuka idei UNIWERSALNEJ, która uzasadniałaby SYSTEM PONADNARODOWY albo STAJE PO STRONIE MAŁYCH NARODÓW WALCZĄCYCH O ZACHOWANIE SWEJ ODRĘBNOŚCI.

                                  Którą z dróg Pomeranca wybrać? Którą z tych ścieżek dążyć?
                                  Postawić na internacjonalizm (niekoniecznie przecież wyłącznie w oparciu o "Międzynarodówkę"), czy walczyć o własną odrębność - tak dla nacjonalistów kuszącą?

                                  Wzrost ponad miarę potęgi narodu staje się... wrogiem życia narodowego. Tylko filister - jak pisze Pomeranc - NIE ODCZUWA NIGDY WINY WŁASNEJ, I TWIERDZI, ŻE SKORO "ONI" "NAS" NIE LUBIĄ TO SĄ SWOŁOCZAMI, KTÓRE NALEŻY ZNISZCZYĆ.

                                  Pomeranc nie napawa nas optymizmem - dzisiejsze wypowiedzi pisięcych dementów (smutny dement żalek, który w maszerujących wczoraj "osobnikach" widział jedynie spadkobierców UB,SB, nie zaś Polaków, czy niejakie piotrowski - niegdyś socjalistyczny prokurator, które widziało w manifestacji bunt przeciw państwu prawnemu) zdają się potwierdzać jego tezę, iż wzajemne zrozumienie inteligenta i filistra jest wykluczone! Ponad głowami nacjonalistycznych społeczeństw możliwa jest jednak międzynarodowa solidarność inteligenckich mniejszości.

                                  Niewielkie to pocieszenie, zważywszy, iż banda dementywnych filistrów rzondzoncych obecnie Polską w głębokim jelicie grubym ma "opinie" tej międzynarodowej mniejszości inteligenckiej , która może im co najwyżej naskoczyć a najlepiej niech odwali się od od nas raz i na zawsze.
                                  Jedyna pociechą jest inny układ geopolityczny i inny - niż za czasów , gdy Pomeranc pisał swój esej,stopień zależności tak politycznej, jak i ekonomicznej. Polska nie jest krajem Rad (choć w takim kierunku zmierza) - jest częścią Unii Europejskij, z którą tak czy tak musi się liczyć. Jest związana sojuszem z USA, które mogą "dokręcić śrubę" psychopatom...

                                  Zagubienie, opuszczenie, lęk, strach i troski -ot nasza codzienność skupiona w słowie "egzystencjalizm". To, o czym tak dosadnie pisał Franz Kafka...
                                  Dzisiejsza inteligencja jest bezsilna i słaba. Polityka skupia się na metodach panowania nad społeczeństwem (u nas ostatnio także - co śmieszy, ale i przeraża - nad światem) izachowania prestiżu (u nas już wyłącznie wewnętrznego).

                                  Inteligencja musi wyjść poza swój krąg i pociągnąć za sobą masy - stwierdza Pomeranc.
                                  Ale - nim się posoli, trzeba samemu stać się solą, by oświecać trzeba samemu stać się światłem, zaprzestać być jednym z wielu - cząstką ciemnoty.
                                  Zatem mniejszość? A jeśli tak, to z jakimi szansami w osiągnięciu celu? Czy taktyka notorycznej mniejszości nie jest - jak pisze Pomeranc - "krzykiem jednostki niezdolnej zmienić cokolwiek?"
                                  Wszystkie wielkie uczynki inicjowała mniejszość - dodaje na pocieszenie. Nawet jednostka, byle nie chciała "wyć z wilkami placów" (określenie Cwietajewej).
                                  Masa stanowi odwrotna stronę narodu. Grecy dlatego potępili "niemoralność" Sokratesa, a Żydzi ukrzyżowali Chrystusa.
                                  Głos Narodu, to głos Boga. To próbują nam dzisiaj sprzedać w pisięcym przekazie.
                                  Głos masy jest wedle nich głosem osła w znaczeniu logiki, a świni w znaczeniu motywów działania.

                                  Który z proroków był dumny ze swego narodu? Któryż go nie chłostał?
                                  Mieszczaństwo chce nazywać siebie narodem, dąży do podporządkowania się "prorokowi" a zarazem podporządkować sobie inteligencję.
                                  Nie zna ono prawdziwej tradycji duchowej narodów, obce są mu wzloty.
                                  Dziś w dobie internetu i wymiany myśli nie wiadomo już kogo uznać za inteligenta.
                                  Ale pozostaje nam zakończyć smutnym podsumowaniem: zgrzybiałe tezy muszą się przeobrazić, by narodziło się nowe.
                                  Najlepiej by doszło do tego metodą inną, niż in vitro.
                                            • wscieklyuklad Re: New Age on... 28.02.16, 17:17
                                              Idź tedy, mijając dwugarbne wielbłądy,
                                              które jak Titanic zatoną w morzu ruchomych wydm,
                                              nim napotkasz oazę wody zatrutej językiem populisty,
                                              z palmami objuczonymi skwaśniałym owocem.
                                              Tam gdzie jaszczurka zakopana w pierzynie piasku
                                              ucieka przed blaskiem prawdy...
                                                • wscieklyuklad Re: New Age... 06.03.16, 10:07
                                                  Edwin Bendyk: – Kto w Polsce sprawuje władzę? Układ? Oligarchia?
                                                  Tomasz Zarycki: – Inteligencja. Inteligencja tworzy elitę, która ma decydujący wpływ na to, co dzieje się w naszym kraju.

                                                  Ale przecież inteligencja miała zniknąć w wyniku transformacji, miała ją zastąpić klasa średnia, rodzima burżuazja?
                                                  Stało się inaczej, transformacja kapitalistyczna umocniła historyczną dominację inteligencji w Polsce. To sytuacja unikatowa na tle innych państw, również regionu, ale całkowicie zgodna z historycznym wzorcem, jaki się ukształtował w naszym kraju jeszcze w XIX w.

                                                  To może w takim razie zdefiniujmy inteligencję, czym ona jest?
                                                  Nie sposób jednoznacznie zdefiniować inteligencję, najlepsze, choć z pozoru tautologiczne, określenie mówi, że inteligent to człowiek, którego inteligencja uznaje za inteligenta. Chodzi o to, że do inteligencji nie można w prosty sposób kupić biletu, idąc np. na studia do elitarnej wyższej uczelni. W ten sposób tworzą się elity we Francji – nawet jeśli jesteś parweniuszem, ale skończysz ENA lub którąś z Grands Écoles, dyplom staje się przepustką do elity. By stać się częścią inteligencji, trzeba zdobyć jej uznanie, a proces kooptacji nie jest jasno skodyfikowany. Inteligent to przynależność do określonego, choć często bardzo nieformalnego środowiska i styl życia, snobizm kulturowy. To przywiązanie do etosu, którego istotna część polega na przekonaniu jednocześnie o wyjątkowości i uniwersalności inteligenckiej misji dającej prawo do mówienia w imieniu całego społeczeństwa, ale też edukowania tego społeczeństwa zgodnie z pewnym, zdefiniowanym oczywiście przez inteligencję kanonem. Dlatego dominujące wzorce kulturowe, czczeni bohaterowie narodowi pochodzą z inteligenckiego, a nie np. chłopskiego repertuaru.

                                                  To wszystko pachnie XIX w., jak to się stało, że ten właśnie model elity zyskał hegemonię w XXI w. Czy nie wierzyliśmy, że kapitał będzie pełnił funkcję modernizującą i przekształci naszą strukturę społeczną do bliższej zachodniej?
                                                  Po pierwsze, nie ma jednego modelu funkcjonowania elity na Zachodzie. We wspomnianej Francji dominującą rolę odgrywają elity gospodarczo-państwowe, z dominującą rolą państwa i elit polityczno-administracyjnych, które są „wytwarzane” i legitymizowane we wspomnianych elitarnych uczelniach wyższych. W systemie francuskim olbrzymie znaczenie mają intelektualiści, ale ich rola i pozycja jest inna niż polskiej inteligencji. Owszem, są częścią establishmentu, ale, jak pisał o francuskich intelektualistach socjolog Pierre Bourdieu, stanowią „ zdominowaną część klasy dominującej”.

                                                  W Stanach Zjednoczonych dominujący wpływ na rzeczywistość ma elita kapitału i finansów, w Niemczech mimo kataklizmów dwóch wojen światowych utrzymuje się dominująca pozycja starych rodów przemysłowych. To są jednak kraje światowego centrum gospodarczego, w których kluczowym mechanizmem kontroli jest kontrola nad kapitałem. Polska jest krajem półperyferyjnym, bez własnej burżuazji, którego gospodarka niemal całkowicie zależy od kapitału zagranicznego. Transformacja tego nie zmieniła, bo elity inteligenckie zdołały zahamować proces oligarchizacji, czy to w modelu postkomunistycznego uwłaszczenia nomenklatury, czy też dalszego kapitałowego rozwoju prywatnej inicjatywy, która próbowała sił jeszcze w PRL. Sojusz inteligencji z zewnętrznym kapitałem wobec słabości państwa okazał się optymalną strategią utrzymania swoich wpływów i dominacji za pomocą najważniejszego dla inteligencji kapitału – kapitału kulturowego.

                                                  Pachnie to kompradorstwem.
                                                  Pojęcie elity kompradorskiej, wysługującej się dla własnych korzyści kolonizatorom, znane z badań nad systemami kolonialnymi, ma zdecydowanie negatywne konotacje, dobrze jednak oddaje pewien, niekoniecznie negatywny, mechanizm, z jakim mamy do czynienia w krajach półperyferyjnych. Półperyferyjność oznacza, że w Polsce, na Słowacji czy Węgrzech nie ma szansy na autonomię w kształtowaniu rozwoju gospodarczego, bo ten zależy od globalnych przepływów kapitałowych i decyzji inwestycyjnych podejmowanych w światowych centrach. Część polskiej inteligencji zamiast bezskutecznie „kopać się z koniem”, weszła w symbiozę z kapitałem, tworząc coś, co czeski badacz Jan Drahokoupil nazywa „kompradorskim sektorem usług”. To różnego typu doradztwo, usługi analityczne i badawcze, generalnie obsługa interesów wchodzącego na rynek kapitału poprzez firmy i instytucje zatrudniające inteligencję: firmy konsultingowe, instytuty, ośrodki akademickie. Warto zaznaczyć, że to sytuacja nienowa, bo pisał o niej w odniesieniu do sytuacji w II Rzeczpospolitej Józef Chałasiński, twierdząc, że „inteligent polski stawał się rezydentem obcego kapitalizmu w Polsce, tak jak przedtem był rezydentem folwarku-dworku pańszczyźnianego”.

                                                  Widać, że jedyne opiniotwórcze forum GW jest czytane przez elity.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka