Warto chronić swój wizerunek.
Nie wolno dzielić się swą podobizną, bo jakby co, to Rodzina albo inszy Przyjaciel zajrzy i zadrży oburzony.
Bo nawet nie posądzał cię o to, że możesz gdzieś bywać, z kimś gadać, spierać się lub zgadzać.
A jak już taki wizerunek zamieścisz, to ktoś tam ktoś tam jeszcze cię obśmieje, zwłaszcza jak słitfocia nie będzie od dupy strony a 90% całości nie przysłoni potargana szopa na łbie.
Autosłitfocia potrafi nieźle narozrabiać.
Ja np. jako żywo pamiętam dostrzeżoną mimochodem i gdzieś tam gdzieś tam słitfocię, na której postać w klasycznym półprzysiadzie w jednej grabie dźwiga grabie, w drugiej grabie dźwiga coś tam coś tam a wyraz lica zdaje się mówić oglądającemu ową scenę coś w rodzaju: o Jezu znowu popuściłam w gacie.
Scena ta w pierwszym odbiorze wywoała we mnie nić współczucia - no faktycznie w takim półprzysiadzie i esofloresowatym półwygięciu można doznać prolapsu.
Ale gdym spojrzał bliżej gleby - wpłynęło na mnie Niebiańskie Uspokojenie.
Postać obuta była w gumowce.
Gumowce pełne były siana, które z gumowców nie wystawało, ale które się niemal namacalnie czuło.
Postać popuściła więc na siano.
I wszystko w nie nieodwracalnie wsiąkło!
Dramatyzm słitfoci uleciał w oka mgnieniu.
I wszystko stało się jasne.
Wklejam własną słitfocię, zrobioną pod wpływem pierwszego impulsu po obejrzeniu słitfoci "Ogrodniczki co w gumiaki się zlała i wilgoć czując pokręceniu uległa".
Popatrzcie co "Strassen" emocja potrafi zrobić z Człowieka Renesansu!