Poprzedni wątek poświęcony tratowaniu Wolski przez pisony roztył się zbytnio - zatem inicjuję nowy zbieżny tematycznie - to temat wodospad milion razy większy od Niagary.
Zareagowali z Należytą Powagą.
Posłali do obozu ekipę antyterrorystyczną, która w kominiarkach i z identyczną psiarnią u nogi wtargnęła do obozu obrońców Puszczy Białowieskiej.
Powód? JEDENAŚCIE ANONIMOWYCH donosów sugerujących, iż obrońcy wolny od warcholenia czas spędzają na wąchaniu koki i wstrzykiwaniu se hery.
Dwie godziny myszkowali przetrząsając każdy kącik i każdą osobistą szmatkę - psy bojowe obwąchiwały teren - widocznie warchoły rozrzuciły w porę kilka kilosów pieprzu mielonego i psiaki te czworonożne i te bez mózgu niczego nie wyniuchały.
A tymczasem na Kaszubach ludzie walczą ze skutkami żywiołu.