1agfa
03.11.18, 14:02
Kiedyś w TV prowadził wywiady, posługując się metodą (manierą?) inną niż pozostali dziennikarze - metodą zadziwienia rozmówcą, jego słowami i omawianymi zdarzeniami i zjawiskami z życia tegoż rozmówcy. Zadziwienia pozytywnego. Tym samym powodował że ludzie otwierali się i - chyba - mówili swobodnie i szczerze, zapominając o bytności w studiu. Zaczął pisać książki, nowele, opowiadania itp. Znam wprawdzie tylko Gottland (naprawdę dobre! oczywiście ocena subiektywna), o świecie tuż za miedzą, przez co wartym poznania a jednak mało znanym, a tu już coś następne, kolejne pisanie...
Intrygujące i jakby na czasie słowa w tych dniach zadusznych, dniach które w najstarszych, jeszcze przedchrześcijańskich kulturach, wiązały życie i śmierć w jeden węzeł, ciąg węzłów - początek i koniec. Jedno wynikające z drugiego i nierozerwalne...
"...Nie używam słów: strata, brak, śmierć. Zamiast nich: nie ma. Jak człowiek przekracza czterdziestkę, pięćdziesiątkę, to jest coraz więcej tego „nie ma” i jakoś musi sobie z tym radzić. Stan "nie ma" jest stanem naturalnym, permanentnym i powinniśmy umieć z nim żyć. A stan „ma” jest tymczasowy i szybko przemija. ..."
Jednak nie sposób nie powiedzieć: strata - o stracie.
ksiazki.wp.pl/mariusz-szczygiel-mam-klopot-z-tym-ze-ludzie-klecza-i-sie-modla-6311836460349057a