Tematem

16.11.18, 19:29
dokształtu było: Metody wychodzenia z halucynacji.
Zaprezentowano okoliczne, choć jeszcze nie zbudowane gdyż wzniesione dopiero
w DWUDZIESTYM DRUGIM WIEKU ruiny zamku uwiecznione przez doznającą halucynacji uczestniczkę dokształtu.
Metoda wyjścia była prosta, stąd i dokształt krótki.
Zalecono - bez liczenia na sukces - leki anty halucynogenne.
Zaproponowano temat szkolenia kolejnego:
Dlaczego za sto lat w Ałstrii będzie się wznosić ruiny?
Wykład uzupełniający będzie dotyczył wpływu sprawowania funkcji opiekunki niepełnosprawnych na ryzyko halucynacji.
    • wscieklyuklad Re: Tematem 16.11.18, 19:41
      No tak, pisonie samki tak już mają - halucynują, halucynują i halucynują.
      Bo raz prawdziwek a raz psilocybe.

      – Ani skandal, ani afera. To był jakiś wypadek przy pracy – powiedziała w rozmowie z money.pl Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii o doniesieniach na temat afery wokół Komisji Nadzoru Finansowego.
      • wscieklyuklad Re: Tematem 16.11.18, 20:07
        A co niewzniesionych jeszcze ruin zamku w Ałstrii, to my tu też mamy niczego sobie REALNE, WIELOWIEKOWE a nie będące wynikiem halucynacji ruiny.
        Oto na ten przykład zamek Tropsztyn.

        https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/38658543_299436527457352_6986069361291165696_o.jpg?_nc_cat=101&_nc_ht=scontent.fwaw3-1.fna&oh=669481628c3c97ed8dc8f6a3923a8368&oe=5C7A32B3

        Historia zamku Tropsztyn.

        Zamek powstał przypuszczalnie na początku XIII wieku z inicjatywy rodu Ośmiorogów. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 1231 roku.

        Rycerz herbu Ośmioróg-Gierałt brał zwycięski udział w turniejach rycerskich na wielu dworach, w tym na dworze Filipa Luksemburskiego i Filipa Dobrego w Burgundii. Opiewano go w eposie rycerskim Antoine’a de Salle’a (1368–1464) /z okresu 1421–1426 / „Le petit Jean de Saintree”. Pisano o nim le Seigneur de Terg h Osmaróg" o krzyżu wyciętym w przeźrocze". Epos ten śpiewany był na dworze Jadwigi i Jagiełły w Krakowie. Z tego też czasu pochodzi herb Roch III Gierałtowski własny.

        Inna wzmianka pochodzi z 1390 roku i mówi o własności rycerza Chebdy z Tropsztyna herbu Starykoń (?) ożenionego z Zochną Gierałtówną herbu Ośmioróg-Gierałtów. Ród ten władał zamkiem przez 300 lat. W 1535 roku zamek został przymusowo oddany (nakaz królewski – kontrreformacja) przez Prokopa Chebdę kasztelanowi sandomierskiemu Piotrowi Kmicie. W 1541 roku zamek był własnością Robkowskich (spokrewnionych po kądzieli z Gierałtami). W 1556 roku był własnością rodu Gabańskich herbu Janina. W 1574 roku, w okresie kontrreformacji, zrujnowany przez właścicieli Rożnowa w związku z „napadami prowadzonymi z zamku”. W 1581 roku należał do Łyczków, a w XVII wieku do Zborowskich. Już w 1608 roku zamek był opisywany jako ruina. W 1863 roku sądecki historyk Szczęsny Morawski przeprowadził na zamku pierwsze wykopaliska archeologiczne. W 1970 roku właścicielem zamku został Andrzej Benesz. Po 1993 roku przeprowadzono odbudowę zamku, a następnie udostępniono go zwiedzającym.

        Na wzgórzu, na którym stoi zamek rosną wyłącznie kozaki.
        W zamku jest też sala konferencyjna do wynajmu na dokształty.
        • wscieklyuklad Re: Tematem 16.11.18, 20:24
          Spyta ktoś pewnie dlaczego przybliżam akurat zamek Tropsztyn, gdy w Polsce (nazwa historyczna - obecnie Wolska) jest tyle równie starych i pięknych zamków?
          Ano ze względu na poniższą legendę go przywołuję.

          Mgnieniem w historii zamku jest odnotowane jednoroczne panowanie na nim rodziny Stadnickich w 1615 roku. To tutaj baron Mikołaj Berzewiczy ożenił się z Jadwigą Stadnicką, co zostało zapisane w księgach metrykalnych kościoła w Tropiu, gdzie także urodził się Ferdynand, dziadek Sebastiana Berzewiczego, który to właśnie Sebastian jest głównym bohaterem naszej opowieści. Urodził się on w roku 1698 i dożył blisko stu lat.

          Pisze w 1947 r. Jalu Kurek: "Jeden z Berzewiczych - Sebastian - poślubił Indiankę peruwiańską z wymierającego już wówczas narodu Inków. Córka tego stadła, Umina, wyszła za Amaru, potomka królewskiego rodu Atahualpy. z tego całkiem egzotycznego małżeństwa pozostał syn Antonio z dodatkową nazwą Inkas, albowiem z pochodzenia w stu procentach przedstawiciel krwi wytraconego narodu tubylców peruwiańskich. Antoni - Antonio mieszkał na zamku w Niedzicy. Jego prawnukiem jest (...) obywatel Bochni - Andrzej Benesz..."

          Znów pojawiło się nazwisko Andrzeja Benesza - był przecież właścicielem Tropsztyna od 1970 roku do tragicznej śmierci w 1976 r. Dlaczego człowiek o wysokiej pozycji społecznej energicznie stara się zakupić ruiny tak odległe od jego miejsca zamieszkania (był mieszkańcem Wybrzeża i prezesem Polskiego Związku Żeglarskiego) i z tak niewygodnym dla siebie dojazdem? Kimże więc jest ów Andrzej Benesz? Przede wszystkim wicemarszałkiem Sejmu PRL w latach 1971 - 1976. Może jednak wprzódy należałoby napisać, że był w prostej linii potomkiem Tupaca - Amaru II - wodza powstania narodowego ludów andyjskich zjednoczonych przez Inków, tworzących państwo Tawantinsuyu? Państwo peruwiańskie (Tawantinsuyu) było rozgrabiane przez najeźdźców hiszpańskich od 1532 roku. Peruwiańczycy powstawali przeciw swym ciemiężcom kilkadziesiąt razy - niestety zawsze bezskutecznie.

          w tym okresie (w drugiej połowie XVII w.) przebywał w Peru Sebastian Berzewiczy, wżenił się w arystokrację inkaską i miał córkę Uminę, która została żoną bratanka Tupaca Amaru II. Po kolejnym nieudanym powstaniu grupa arystokracji peruwiańskiej wraz z rodziną Sebastiana uchodzi do Wenecji, gdzie ginie zamordowany przez Hiszpanów ojciec Antonia. Wtedy jego dziadek Sebastian zabiera go wraz z matką Uminą do zamku krewnych w Niedzicy nad Dunajcem. Tutaj także dopadają ich Hiszpanie i mordują Uminę. Antonio staje się ostatnim potomkiem królewskiego rodu inkaskiego. Sprawą pierwszej wagi dla Sebastiana - dziadka Antonia - jest ustrzeżenie wnuka przed eksterminacją. Znajduje na to sposób. Ukrywa go na Morawach w wielodzietnej rodzinie krawca Benesza, który adoptuje Antonia. Dla Hiszpanów ślad został skutecznie zatarty, czego najlepszym, dowodem jest potomek Antonia w kolejnym pokoleniu Andrzej Benesz, nasz wicemarszałek Sejmu. On też w archiwach rodzinnych odnalazł dokument, w którym zloklalizowano miejsce ukrycia słynnego pisma węzełkowego kipu - które to pismo miało wskazać trzy kryjówki, w których ukryto złoto Inków - złoto potrzebne do odtworzenia państwowości inkaskiej - złota okrytego klątwą kapłanów. Tylko Rada Inków może zezwolić na wykorzystanie kosztowności, inni znalazcy zginą.

          Andrzej Benesz w lipcu 1946 roku oficjalnie za zgodą władz i w obecności świadków rozpoczął poszukiwania na zamku w Niedzicy i odnalazł pod stopniem schodów zamkowych zwój pisma węzełkowego kipu zamknięty w ołowianej rurze. Niestety nie odczytał pisma, tak jak do tej pory nie dokonał tego nikt na świecie, pomimo odnalezionych licznych sznurów tego pisma. Poszukiwanie pisma kipu (i próba jego odczytania w Peru), zakup ruin zamku Tropsztyn i penetrowanie go - wszystko to wskazuje, że Andrzej Benesz wielkim nakładem środków czegoś szukał i z całą pewnością nie ujawnił wszystkich tajemnic zawartych w archiwach rodzinnych. Można z dużym prawdopodobieństwem zaryzykować tezę, że szukał skarbów Inków, niepomny, że są one obłożone klątwą i być może właśnie ona była przyczyną jego tragicznej śmierci?

          Faktem jest, że uciekinierzy z Peru dysponowali sporymi zasobami, jako że do Niedzicy przybyli orszakiem kilku powozów i furmanek. Dziadek Sebastian ulokował Antonia u ubogich Beneszów, którzy wkrótce wybudowali kamienicę (!) w centrum Krumlowa na Morawach. Dlaczego jednak A. Benesz szukał złota i kosztowności w ruinach Tropsztyna, który nabył od Skarbu Państwa?

          Trzeba mieć świadomość, że Inkowie nigdy nie przechowywali kosztowności w miejscu zamieszkania. Zamek Tropsztyn wtedy w ruinie, ale na wyniosłej skale (obecnie od strony wody robi imponujące wrażenie, a lustro Dunajca od tego czasu, wskutek spiętrzenia wody przez zaporę w Czchowie, podniosło się aż o 14 metrów!), posiada wewnątrz komory powietrzne - jaskinie, groty, jest w pół dnia drogi Dunajcem od Niedzicy i na dodatek tutaj urodził się dziadek Sebastiana - Ferdynand! Swojska okolica.

          Powie ktoś, że to tylko hipotezy, ale hipotezami nie są jednakowe wyniki badań trzech niezależnych od siebie radiestetów o dużej renomie, które potwierdzają istnienie na głębokości 14 - 15 m skupiska metali i kamieni szlachetnych o znacznych rozmiarach, a także zwoje sznurów ozdobione metalem (pismo kipu?). Należy tu dodać, że dostęp do podziemi zamku, poza udostępnionymi do zwiedzania, podczas prac odtworzeniowych został zalany kilkuset tonami cementu.

          Swoje badania nad skarbem Inków Aleksander Rowiński, autor książki "Pod klątwą kapłanów", skąd także czerpaliśmy powyższe wiadomości, tak chciałby zakończyć, gdyby mógł przemówić do Andrzeja Benesza:

          " - Jest pan, panie marszałku, pra-pra-pra-prawnukiem Inki (...) Tupaca Amaru po mieczu, zaś pra-wnukiem Sebastiana Berzewiczego. Beneszem natomiast stał się man z przypadku. Płynie w panu pomieszana krew inkaska z węgiersko - polską, z Moraw pan nic nie ma. Wacławowi Beneszowi może pan jedynie podziękować za wzorową opiekę nad dzieciństwem pańskiego pradziadka Antonia i za użyczenie mu nazwiska."

          I koło się zamknęło. Grzybki halucynogenne rosną sobie bowiem powszechnie w Peru a ich niebywałe działanie odkryli Europejczycy uczestniczący w Inkaskich rytuałach.
          Nie jest zatem wykluczone, iż wśród przywiezionych do zamku indiańskich skarbów znajdowały się same grzybki lub ich zarodniki!
          To mogłoby tłumaczyć łatwość halucynacji, jakim ulega ludność Małopolski głosująca powszechnie na pisony.
          W jaki sposób grzybki te zawędrowały w okolice jeszcze nie zbudowanych ruin zamku ałstriackiego tego dotychczas nie ustalono.
          Nie da się jednak wykluczyć, iż kolejny dokształt wyjaśni tę zależność.
          • wscieklyuklad Re: Tematem 16.11.18, 20:43
            A toto też z pewnością wtrynia grzybki halucynogenne.

            https://cdn.natemat.pl/ecbacb6251241422a8dcf3f934605ae1,780,0,0,0.jpg

            Nowy projekt antyszczepionkowców - stworzenie „alternatywnych izb lekarskich” (cokolwiek to znaczy), które zrzeszałyby m.in. przeciwników szczepień. Dzięki temu uniknęliby odpowiedzialności zawodowej.

            Przeciwko odrzuceniu projektu głosowało zaledwie dziesięciu!!!! posłów, a szesnastu!!!! wstrzymało się od głosu.

            Jak te głosowania mają się do faktu, że niedawno Sejm odrzucił projekt zakładający zniesienie obowiązku szczepień?

            To z pewnością musi stać się przedmiotem co najmniej dwudniowego dokształtu.
            • dunajec1 Re: Tematem 16.11.18, 21:59
              No to juz wiem dlaczego straszylo na zamku w Niedzicy swego czasu, a dosc glosno bylo o tym ze cos znalezli pod schodami.
Pełna wersja