1agfa
28.06.21, 00:38
Nie ma już, nie ma z nami buraski Mruczyńskiej, ongiś buszującej w trawach, kiedy to jedynym śladem jaki pozostawiała były pokładające się źdźbła tworzące kilwater, czasem tylko ogonek zdradziecko sterczał niby maszt, demaskując wędrującą.
Kotka wdrapująca się na modrzew, by oceniać z góry swoje włości i zasoby sąsiedzkiego stawiku i błyskające w nim rybki. Leniwie prażąca się w słońcu na drewnianej, nagrzanej ławie jak baba na przypiecku, a po chwili skacząca niczym odgięta sprężyna niepojęcie wysoko, ku przelatującemu owadowi.
Pełznąca w przygięciu ku polnej myszy, płosząca ją do ziemnej norki.
W domu na niemal każdym parapecie okiennym poduszka, na kuchennym komplet miseczek i naczynek - porcelana, szkło, żadnych plastików. Posłanka na krzesłach, fotelach - pozwalała z nich korzystać, tylko czasami na nich sypiając.