zetkalg
18.01.06, 22:40
Oto treść artykułu z dzisiejszego "SE":
Doktor Pomyłka krąży
Strzeżcie się: lekarz zawieszony w Warszawie, pracuje w Legionowie
Andrzej M. (59 l.), lekarz pogotowia, który stwierdził zgon u 19-latka rannego
w wypadku, a potem zmienił zdanie i stwierdził, że chłopak jednak żyje, na
pewno nie będzie już pracował w warszawskim pogotowiu. Ale doktor wpadką
najwyraźniej się nie przejmuje. Dalej jeździ w karetce, tyle tylko że w
podwarszawskim Legionowie. Oto dowód!
Wczoraj, około południa. Spod pogotowia przy ul. Sowińskiego w Legionowie
wyjeżdża na sygnale karetka pogotowia. W niej jedzie kierowca i doktor Andrzej
M., ubrany w charakterystyczną czerwoną kurtkę pogotowia. Pół godziny później
karetka wraca pusta do bazy. Udzielała tylko doraźnej pomocy.
Ucieka wstydliwie
Andrzej M. z czarną teczką pod pachą wysiada z auta. Na widok naszego
fotoreportera chowa się w korytarzu pogotowia. Gdy prosimy w recepcji, by do
nas wyszedł i porozmawiał, zostajemy odesłani do dyrekcji. Jak się jednak
okazuje, pani dyrektor jest nieobecna, ale zastępuje ją mężczyzna, który nie
chce się przedstawić i nie godzi się na cytowanie swoich wypowiedzi. Przyznaje
jednak, że doktor M. ma w legionowskim pogotowiu 2-3 dyżury w miesiącu. Nie
widzi też problemu w tym, że lekarz M. tu pracuje, bo, jak twierdzi, nikt nie
odebrał mu prawa wykonywania zawodu. Na pytanie, czy w legionowskim pogotowiu
nadal będą zatrudniać Andrzeja M., odpowiada, że nie wie. A poza tym dodaje:
doktor M. nie ma sprawy.
Prokurator w akcji
- Toczy się postępowanie w sprawie nieudzielenia pomocy przez lekarza Andrzeja
M. - informuje nas z kolei Mariusz Piłat, zastępca prokuratura rejonowego na
Pradze Południe. Zarzuty dla medyka nie zostały jeszcze postawione i nieprędko
to nastąpi. Muszą zostać przesłuchani wszyscy świadkowie, zebrana dokumentacja
medyczna, powołany biegły. Andrzejowi M. grozi do trzech lat więzienia.
Tym jednak najwyraźniej w legionowskim pogotowiu się nie przejmują. My uważamy
jednak, że do czasu wyjaśnienia okoliczności wypadku Andrzej M. nie powinien w
ogóle jeździć w karetce. O zdanie pytamy samego Andrzeja M., z którym w końcu
kontaktujemy się telefonicznie.
Proszę o spokój
- Jestem w szpitalu i proszę mi dać spokój, dobrze? - rzuca lekarz.
Do tragicznego wypadku i pomyłki lekarza doszło na początku stycznia. Hubert
N. (19 l.) jechał skodą ul. Płowiecką w kierunku centrum.
- Stracił panowanie nad autem, najechał na krawężnik. Samochód wyskoczył w
powietrze i zatrzymał się na słupie energetycznym - opowiada jeden z
policjantów. Gdy energetycy odłączyli prąd, lekarz pogotowia Andrzej M.
stwierdził zgon chłopaka. Po 41 minutach policjanci zauważyli jednak, że
chłopak się rusza. Lekarz zmienił więc zdanie... 19-latek trafił do szpitala.
Do dziś pozostaje w śpiączce.
autor: Agata Rowińska, Piotr Borowiec
Zapraszam do udziału w dyskusji na w/w temat.