Dodaj do ulubionych

5000 męskich wojen

16.02.11, 10:35
O kobietach z NKWD też tam jest?
Obserwuj wątek
    • smetek_pstry Re: 5000 męskich wojen 16.02.11, 19:20
      A NKWD to rosyjskiej armii podlegało ?
      • kapitan.kirk Re: 5000 męskich wojen 17.02.11, 15:08
        smetek_pstry napisała:

        > A NKWD to rosyjskiej armii podlegało ?

        Czasami tak (tj. oczywiście radzieckiej, a nie rosyjskiej). Istniały frontowe oddziały NKWD, pod względem operacyjnym nierzadko podporządkowywane właściwemu miejscowo dowództwu wojskowemu. Trochę podobna sytuacja jak w przypadku SS i Wehrmachtu po drugiej stronie frontu, tyle że jednostki NKWD rzadko walczyły na pierwszej linii
        Pzdr
        • hrusovsky Re: 5000 męskich wojen 03.03.11, 08:16
          kapitan.kirk napisał:
          > Czasami tak (tj. oczywiście radzieckiej, a nie rosyjskiej)

          Armii Czerwonej. Dopiero od 1946 r. nazywała się Radziecka (Сoветcкaя aрмия)
          • kapitan.kirk Re: 5000 męskich wojen 03.03.11, 22:07
            Oczywiście masz rację; przeoczyłeś jednak, że właśnie dlatego napisałem "radzieckiej" (tak samo jak "rosyjskiej") z małej litery, tj. nie jako nazwy własnej, ale dla określenia przynależności państwoej - na tej samej zasadzie, jak np. piszemy "Wojsko Polskie" (jako nazwę własną konkretnej siły zbrojnej), ale też "armia polska" (w znaczeniu w ogóle sił zbrojnych danego państwa).
            Pozdrawiam
    • sinhuesinhue Re: 5000 męskich wojen 17.02.11, 13:45
      przeczytaj jeszcze raz ze zrozumieniem może Ci sie uda.
    • kapitan.kirk 5000 męskich wojen 17.02.11, 15:38
      Wywiad bardzo ciekawy i mocny, acz oczywiście nie obejdzie się bez czepiania z mojej strony ;-)

      1.) Słowa "fizylier" nie ma w języku rosyjskim nie tylko w rodzaju żeńskim, ale i w męskim. Rosyjskim odpowiednikiem tego słowa jest po prostu "striełok" lub bardziej z cudzoziemska "jegier".
      2.) W Armii Czerwonej oczywiście nikt nie zwracał się do pułkowników i generałów (ani w ogóle do nikogo) per "pan" :-)
      3.) Zdjęcie przedstawiające samitariuszkę i jest ewidentnie upozowane. I nie chodzi tu nawet o jej minę czy ciągnięcie "rannego" za luźno narzucony na plecy płaszcz, ale po prostu o to, że nikt o zdrowych zmysłach przecież nie robiłby z góry zdjęcia ludziom czołgającym się od strony bliskich nieprzyjacielskich pozycji...
      4.) Kolejne zdjęcie z całą pewnością nie pochodzi "z sierpnia 1941 r." - przedstawione na nim panienki-snajperki trzymają karabiny Mosin wz. 91/30 z celownikiem optycznym PU, które weszły do produkcji dopiero we wrześniu 1942.
      5.) Również źle zadatowane jest nastepne zdjęcie, które nie może pochodzić "z października 1941 r.), gdyż przedstawione na nim panie obsługują samolot myśliwski Jak-1B, który wszedł do produkcji dopiero w rok później.

      Pozdrawiam
      • hektor_wektor Re: 5000 męskich wojen 17.02.11, 17:37
        kapitan.kirk napisał:

        > Wywiad bardzo ciekawy i mocny, acz oczywiście nie obejdzie się bez czepiania z
        > mojej strony ;-)

        [...]

        Z tymi zdjęciami to ciekawa sprawa. Ja na przykład nie znam się na "militariach" i nie mam bladego pojęcia czy zdjęcie jest 'prawdziwe' czy nie. Dzięki za objaśnienie, choć tu zdjęcia wydają się mieć charakter wyłącznie poglądowy.
      • axenrolle Re: 5000 męskich wojen 17.02.11, 22:39
        Wywiad jest mocny ? Przeczytaj książkę a będziesz mógł powiedzieć że przeczytałeś coś mocnego i być może przstaniesz zwracać uwagę na duperle typu niewłaściwy celownik
        • kapitan.kirk Re: 5000 męskich wojen 18.02.11, 10:22
          Akurat w tym przypadku owe duperele mają bezpośrednie przełożenie - być może zresztą bez intencji autorki - na treść merytoryczną. Po prostu w okresie, w którym rzekomo miały być robione owe zdjęcia (sierpień-październik 1941) w Armii Czerwonej nie było jeszcze wcale szczególnie większej liczby kobiet niż kiedykolwiek wcześniej. Jakkolwiek bowiem w pierwszych miesiącach wojny, z wielu różnych przyczyn - a przede wszystkim fatalnego dowodzenia i wyszkolenia oraz braku woli walki - straty Sowietów były hekatombiczne (w październiku 1941, u progu Bitwy o Moskwę, szacowano że z armii wystawionej do boju w czerwcu pozostało w linii zaledwie 8% żołnierzy), to nadal jeszcze mieli oni rezerwy ludzkie na tyle duże, by dało się je uzupełniać stosunkowo młodymi mężczyznami - studentami, zwolnionymi więźniami łagrów czy "opołczeńcami", czyli członkami pospiesznie zorganizowanego pospolitego ruszenia terytorialnego. Dopiero kolejne milionowe straty (i kolejne, i kolejne...) spowodowały, że trzeba się było "przeprosić" z innymi rozwiązaniami - wcielać do wojska szesnasto- i sześćdziesięciolatków, organizować oddziały cudzoziemskie, a także zezwolić na służbę liniową kobiet. Jednak zauważalnie wyższa obecność tych ostatnich na froncie tak naprawdę zaznacza się dopiero w drugiej połowie 1942, a samodzielne kobiece oddziały strzeleckie, lotnicze, pancerne etc. to w największej mierze dopiero lata 1943/44. Dlatego też stosunkowo łatwo wyjaśnić, dlaczego - jak twierdziły szacunkowe statystyki z lat 80. - oddziały żeńskie poniosły procentowo dużo mniejsze straty bojowe od męskich (średnio 3,5 raza), choć przecież walczyły na tym samym froncie i nie mniej dzielnie. Nie wynikało to bynajmniej z jakiejś szczególnej uważności czy innych rzekomych zalet psychofizycznych żołnierek, co po prostu z faktu, że w okresie gdy Armia Czerwona poniosła ponad 3/4 swoich najcięższych strat ludzkich (tj. do jesieni 1942, a przede wszystkim w pierwszych 4-5 miesiącach wojny) kobiet na froncie było jeszcze stosunkowo niewiele.

          Pozdrawiam
          • axenrolle Re: 5000 męskich wojen 18.02.11, 11:26
            Bardzo ładnie to wyjaśniłeś tylko nikt nie postawił takiego problemu i nie wiem czy to że udział kobiet w stratach był mniejszy jest to dobrze czy źle?Nie bardzo wiem co chcesz udowodnić , to że na początku było ich mniej ? Zawsze w wojsku było ich mniej i dlatego siłą rzeczy mniej ich ginęło ale ginęły. A może że zdjęcia były upozowane? To prawda większość zdjęć i nie tych dotyczących kobiet i nie tylko w ACz było bardziej czy mniej starannie wyreżyserowane. Ale co z tego? Na pewno nie o to chodzi w tym wywiadzie tak samo jak nie o to chodzi w tej książce. Gdybyś ją przeczytał to z wypowiedzi bohaterek byś się dowiedział że praktycznie przez cały okres wojny kobiety były zniechęcanie wszystkimi sposobami do uczestnictwa w wojnie a już na pewno te które chciały walczyć bezpośrednio na froncie. A mimo wszystko przez cały okres wojny szły do wojska po to by walczyć i walczyły.

            Pozdrawiam.
            • kapitan.kirk Re: 5000 męskich wojen 18.02.11, 11:43
              axenrolle napisał:

              > Bardzo ładnie to wyjaśniłeś tylko nikt nie postawił takiego problemu i nie wiem
              > czy to że udział kobiet w stratach był mniejszy jest to dobrze czy źle?

              Omawianej książki (jeszcze) nie czytałem, więc istotnie nie wiem, czy owo zagadnienie jest w niej wspomniane. A spotkałem się z nim na jednym z forów "branżowych", gdzie szacunki tego rodzaju niektórzy usiłowali przedstawić jako dowód na rzekomo wyjątkowe walory umiejętnościowe i psychofizyczne żołnierek w porównaniu z ich męskimi kolegami. Co jest wg mnie hipotezą nieuzasadnioną.

              > Nie bar
              > dzo wiem co chcesz udowodnić , to że na początku było ich mniej ? Zawsze w woj
              > sku było ich mniej i dlatego siłą rzeczy mniej ich ginęło ale ginęły.

              Chodziło mi o wielkość strat wyrażaną procentowo, a nie w liczbach bezwzględnych.

              > A może że
              > zdjęcia były upozowane? To prawda większość zdjęć i nie tych dotyczących kobie
              > t i nie tylko w ACz było bardziej czy mniej starannie wyreżyserowane. Ale co z
              > tego?

              Nic szczególnego - po prostu jeśli książka jest nader realistyczna (a sądząc z cytatów, nawet naturalistyczna), a zarazem zilustrowana zdjęciami w większości propagandowymi, to trzeba wystrzegać się łatwego utożsamiania jednych z drugimi. Wojna bowiem w istocie jest dużo brzydsza od zdjęć propagandowych, nawet tych starannie zaplanowanych jako "brzydkie".

              > Na pewno nie o to chodzi w tym wywiadzie tak samo jak nie o to chodzi w t
              > ej książce. Gdybyś ją przeczytał to z wypowiedzi bohaterek byś się dowiedział
              > że praktycznie przez cały okres wojny kobiety były zniechęcanie wszystkimi spos
              > obami do uczestnictwa w wojnie a już na pewno te które chciały walczyć bezpośre
              > dnio na froncie. A mimo wszystko przez cały okres wojny szły do wojska po to b
              > y walczyć i walczyły.

              Prawda - i za to dla nich wielki szacun (niezależnie od kwestii ideologicznych). A ksiązkę z pewnością przeczytam, więc moje uwagi proszę traktować na razie jako marginalne czepianie się po prostu ;-)
              Pozdrawiam
              • axenrolle Re: 5000 męskich wojen 18.02.11, 12:45
                > . A ksiązkę z pewnością przeczytam, więc moje uwagi proszę traktować na razie jako marginalne czepianie się po prostu ;-)

                I tak to traktuję. Książkę bardzo Ci polecam , jest wstrząsająca . W swoim życiu przeczytałem wiele książek o wojnie ale czegoś takiego jeszcze nigdy.

                Pozdrawiam
                • miguell Re: 5000 męskich wojen 03.03.11, 08:40
                  Będę musiał przeczytać

                  Kiedyś publikowali listy żołnierzy Wehrmachtu idących na Stalingrad.
                  Bardzo dużo miejsca poświęcają oni wyczerpującemu podejściu pod samo miasto.
                  Rubieży Stalingradu broniły wtedy czerwonoarmistki.
                  Niemcy musieli walczyć o każdą ziemiankę i każdą dziurę w ziemi. Nie wzięli żadnego jeńca bo one nie oddawały się podobno do niewoli.
              • hajota Re: 5000 męskich wojen 21.02.11, 20:49
                kapitan.kirk napisał:


                > Nic szczególnego - po prostu jeśli książka jest nader realistyczna (a sądząc z
                > cytatów, nawet naturalistyczna), a zarazem zilustrowana zdjęciami w większości
                > propagandowymi, to trzeba wystrzegać się łatwego utożsamiania jednych z drugimi


                W książce nie ma ani jednego zdjęcia, z wyjątkiem fotografii dziewczyny na okładce. Wszelkie pretensje o dobór materiału ilustracyjnego do wywiadu z Aleksijewicz należy więc kierować do redakcji WO, a nie do autorki.
      • fawad Re: 5000 męskich wojen 17.02.11, 23:00
      • fawad Re: 5000 męskich wojen 17.02.11, 23:04
        > 4.) Kolejne zdjęcie z całą pewnością nie pochodzi "z sierpnia 1941 r." - przeds
        > tawione na nim panienki-snajperki trzymają karabiny Mosin wz. 91/30 z celowniki
        > em optycznym PU, które weszły do produkcji dopiero we wrześniu 1942.

        I to zdjęcie jest upozowane. Aparat fotograficzny a więc i głowa fotografa znajduje się na wysokości wystawionego na wabia hełmu.

        - TomiK
      • milafromv Re: 5000 męskich wojen 18.02.11, 00:22
        echo.msk.ru/blog/echomsk/677783-echo/
        Rozumiem że są zdjęcia upozorowane ale chyba nie wszystkie. Zobacz też slide show.
        • kapitan.kirk Re: 5000 męskich wojen 18.02.11, 09:50
          Dzięki za ciekawego linka, niektóre zdjęcia bardzo interesujące, np. znane mi dotąd tylko w pokolorowanej i retuszowanej formie zdjęcie szóste od góry (nr 24 w slajdach), przedstawiające żołnierki zmobilizowane do obrony Moskwy jesienią 1941, kiedy kobiet w wojsku nie było jeszcze zbyt wiele - w przerobionych męskich mundurach, cywilnych butach i z niemieckimi karabinami... Jest i mały błąd merytoryczny - panie przedstawione na slajdzie nr 9 to nie Sowietki, ale Amerykanki: pierwsze cztery kobiety, które w 1944 ukończyły elitarną szkołę lotniczą w Lockbourne i zostały dopuszczone do pilotowania "superfortec" B-17 (co prawda tylko poza polem walki). To właśnie te samoloty - nigdy nie używane w ZSRR - widać na drugim planie (zwraca uwagę "seksistowska" nazwa własna samolotu Pistol Packin' Mama spotykana na wielu maszynach od marca 1944, kiedy to magazyn Esquire opublikował seksowną sesję obrazkową z nazwaną tak na cześć znanej piosenki country modelką-kowbojką :-)

          Pozdrawiam
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl System popiera równouprawnienie, społeczeństwo nie 18.02.11, 08:17
        @kapitan.kirk i upozowane zdjęcia.
        Bo to są zdjęcia propagandowe. Celowo po to robione, żeby władza radziecka pokazała, że jest równouprawnienie i kobiety też walczą.

        Nasuwa się tu refleksja na bardzo ogólny temat:

        Milion ochotniczek poszło do armii. Tak wychowano je w szkole (element systemu politycznego). Propaganda polityczna ukazywała je na zdjęciach. Kiedy jednak skończyła się wojna, te same kobiety były przez społeczeństwo traktowane jak prostytutki i dziwadła.

        Jest to skrajny przykład, jak system polityczny popiera równouprawnienie kobiet, a zwyczaje społeczne - mimo to - wręcz przeciwnie. "Idź gdzie indziej, bo twoje siostry nie wyjdą przez ciebie za mąż."

        Dlatego sceptycznie traktuję rozwiązania prawne dające przywileje kobietom. Np. kwoty na listach wyborczych. Może się okazać, że nacisk tradycji społecznych będzie silniejszy od odgórnych przywilejów.
        • kapitan.kirk Re: System popiera równouprawnienie, społeczeństw 18.02.11, 10:24
          Doskonała diagnoza.
          Pzdr
    • art.usa Wojny prowadzą i wygrywają mężczyźni, kołami wojen są kobiety 17.02.11, 22:40
      Prawda zabiera słowa.
      Kobiety na wojnie mają dużo gorzej niżeli mężczyźni.
      Ale na uznanie za swą służbę, niech nie czekają.
      Były gwałcone, wykorzystywane seksualnie przez przełożonych
      i żołnierzy i inne brudy, o których dziś jak i wczoraj nikt o'tym nie mówi.

      W wojnie 30 letniej, ciągnęły kobiety razem z wojskiem,
      opierały obszywały i leczyły swych mężczyzn żołnierzy, miały dzieci z nimi,
      i po śmierci żołnierza, były dawane dalej do następnego żołnierza.
      • smetek_pstry Re: Wojny prowadzą i wygrywają mężczyźni, kołami 18.02.11, 01:41

        art.usa napisał:

        > swych mężczyzn żołnierzy, miały dzieci z nimi,
        > i po śmierci żołnierza, były dawane dalej do następnego żołnierza.

        To już jest naciąganie. Za wojskiem w dawnych czasach ciągnęły markietanki. Zajmowały się handlem i różnymi usługami, ale na pewno nie były niczyją własnością.
        • art.usa Re: Wojny prowadzą i wygrywają mężczyźni, kołami 18.02.11, 07:28
          smetek_pstry napisała:

          >
          > art.usa napisał:
          >
          > > swych mężczyzn żołnierzy, miały dzieci z nimi,
          > > i po śmierci żołnierza, były dawane dalej do następnego żołnierza.
          >
          > To już jest naciąganie. Za wojskiem w dawnych czasach ciągnęły markietanki. Zaj
          > mowały się handlem i różnymi usługami, ale na pewno nie były niczyją własnością

          Były.
          Pogrzeb proszę trochę głębiej.
          • smetek_pstry Re: Wojny prowadzą i wygrywają mężczyźni, kołami 18.02.11, 19:23
            Pokaż mi te źródła, gdzie tak twierdzą.
            • art.usa Re: Wojny prowadzą i wygrywają mężczyźni, kołami 18.02.11, 20:22
              smetek_pstry napisała:

              > Pokaż mi te źródła, gdzie tak twierdzą.

              Gwarantuje jest już dziś w google.
              Czyli zapytaj parę razy, wojna 30 letnia historie do tego.

              Popytaj proszę w innych językach,
              ja osobiście w języku Polskim, rzadko albo lepiej w ogóle nie pytam.
    • spesz 5000 męskich wojen 17.02.11, 23:09
      Co niektórzy nie zrozumieli,że ta książka jest antywojenna i dalej pieprzą o swoich karabinach.Coraz częściej skłaniam się ku temu,że byłoby lepiej gdyby światem rządziły kobiety.
      • kapitan.kirk Re: 5000 męskich wojen 18.02.11, 10:07
        Książka jest niewątpliwie antywojenna i chwała jej za to, bo wojen nikt nie lubi (pewnie nie uwierzysz, ale żołnierze bodaj najmniej). Natomiast słuszna teza i sprawny warsztat Autorki nie zwalniają jej od obowiązku zachowania wierności faktograficznej. Przykładowo, walka z rakiem szyjki macicy jest niewątpliwie sprawą ważną i chwalebną, ale co byś powiedział, gdyby świetnie napisana książka na ten temat była zilustrowana zdjęciami przypadków raka prostaty? Moim zdaniem taki błąd należałoby wytknąć i skorygować, nawet gdyby przeciętny odbiorca niekoniecznie był w stanie odróżnić od siebie zdjęcia jakichś tam tkanek. Tego po prostu wymaga szacunek dla czytelnika.

        Co do świata rządzonego przez kobiety, to przecież historia (także polska) zna niemałe obszary i niekrótkie okresy władania kobiet - i konia z rzędem temu, kto nie znając skądinąd płci władcy, byłby w stanie odgadnąć ją po metodach lub rezultatach jego rządów (czy pamiętasz, kto władał dwoma z trzech mocarstw zaborczych pod koniec XVIII wieku...?). Zresztą i teraz przecież ma to miejsce - były wszak i są liczne rządy, resorty, urzędy, przedsiębiorstwa, organizacje oraz wydziały rządzone (a czasem i w większości obsadzone) przez kobiety. I powiedz szczerze, czy styl i metody rządzenia nimi różni się jakoś zasadniczo od stylu i metod wypełnionych testosteronem samców - np. są łagodniejsze, bardziej wyrozumiałe dla konkurentów/konkurentek, bardziej humanitarne w kwestii odnoszenia się do pracowników...? Wolne żarty; vox populi - także damski - często głosi zgoła, że jest wręcz przeciwnie (być może tendencyjnie). By zresztą za daleko nie odchodzić od tematu, spójrz jeszcze raz na kobiety opisywane przez Aleksijewicz: poszły one wszak do wojska z własnej woli (podczas gdy facetów brano przymusowo), walczyły nie gorzej - czytaj: nie mniej zabójczo - od nich (czego najlepszym dowodem jest fakt, że przeżyły), a i pytane o to po wojnie najwyraźniej nie tyle wstydziły się czy żałowały swego w niej udziału, ale raczej miały (słuszne) pretensje o niesprawiedliwe traktowanie ich przez społeczeństwo i władze... I jakkolwiek nie miałem zaszczytu znać osobiście żadnej z nich, to jestem w stanie bez żadnej obawy dać Ci niniejszym uroczyste słowo honoru, że dla nich samych z całą pewnością nie było ze względów ideologicznych nieważne, z jakim karabinem, czołgiem czy samolotem mają do czynienia, bo gdyby tak było, to nie przeżyłyby pierwszej minuty pierwszego starcia z nieprzyjacielem.

        Pozdrawiam
        • iluminacja256 Re: 5000 męskich wojen 19.02.11, 14:07
          Czytałeś w ogóle tę ksiązkę? Albo inaczej - miałeś ją w ręce? To moze najpierw weź do reki, a potem pisz.
        • immoderata Re: 5000 męskich wojen 02.03.11, 21:05
          > Książka jest niewątpliwie antywojenna i chwała jej za to, bo wojen nikt nie lub
          > i (pewnie nie uwierzysz, ale żołnierze bodaj najmniej). Natomiast słuszna teza
          > i sprawny warsztat Autorki nie zwalniają jej od obowiązku zachowania wierności
          > faktograficznej. Przykładowo, walka z rakiem szyjki macicy jest niewątpliwie sp
          > rawą ważną i chwalebną, ale co byś powiedział, gdyby świetnie napisana książka
          > na ten temat była zilustrowana zdjęciami przypadków raka prostaty? Moim zdaniem
          > taki błąd należałoby wytknąć i skorygować, nawet gdyby przeciętny odbiorca nie
          > koniecznie był w stanie odróżnić od siebie zdjęcia jakichś tam tkanek. Tego po
          > prostu wymaga szacunek dla czytelnika.

          A czy Pan Szanowny nie zauważył, że parę postów wyżej jest już wyjaśnienie? To nie są zdjęcia z książki. Tam w ogóle nie ma ilustracji. Jeśli więc uczyć kogoś szacunku do czytelnika, to fotoedytorów i redaktorów WO, którzy ściągnęli kilka pierwszych z brzegu zdjęć z eastnewsa i tyle. Typowa redakcyjna praktyka. Dobrze, że im się wojny nie pomyliły. Tu, owszem, szacunek się przyda.
          Autorkę natomiast zostawmy w spokoju, bo obrywa niesłusznie. Kłania się tu, niestety, stara prawda, że aby zacząć krytykować, należy się najpierw wnikliwie z przedmiotem krytyki zapoznać. I proszę to uczynić, bo warto.
          • kapitan.kirk Re: 5000 męskich wojen 03.03.11, 22:08
            immoderata napisała:

            > A czy Pan Szanowny nie zauważył, że parę postów wyżej jest już wyjaśnienie? To
            > nie są zdjęcia z książki.

            Zauważył i przyjął do wiadomości :-)
            Pzdr
      • dlugpubliczny Re: 5000 męskich wojen 19.02.11, 01:00
        Coraz częściej skłaniam się ku temu,że byłoby lepiej gdyby światem rządziły kobiety.

        Może lepiej by było gdyby rządzący byli wybierani w demokratycznych wyborach? Określenia typu: lepiej by rządzili światem (lol) mężczyźni, kobiety, katolicy, niepełnosprawni są objawem myślenia stereotypowego i przejawem dyskryminacji.
      • dlugpubliczny Re: 5000 męskich wojen 19.02.11, 01:11
        Co niektórzy nie zrozumieli,że ta książka jest antywojenna i dalej pieprzą o swoich karabinach.

        I co z tego, że książka jest 'antywojenna' (cokolwiek by to miało znaczyć)?

        Idealistyczne podejście do świata nie sprawi, że zniknie jakiś Sasza, który będzie miał ochotę zobaczyć wyraz twojej twarzy gdy obcina twojemu dziecku kończyny i gwałci nimi żonę i zrealizuje ten zamiar tylko dlatego, że będzie posiadał 'swój pieprzony karabin' a ty będziesz posiadał jedynie swój naiwny infantylizm.
    • piotrpsp 5000 męskich wojen 18.02.11, 00:51
      Znakomity artykul! Takie artykuly czynia Wyborcza czyms znakomitym. Zal ze wiecej takich nie ma.
      "Swiat oczyma kobiet" - to powinien byc temat lekcji historii w szkolach srednich in na studiach i zamiast lekcji religii. Tak samo powinien byc pokazany "Swiat oczyma mezczyzn" i uczniowie powinni zobaczyc roznice. Mlodzi ludzie powinni byc przygotowani to zycia z ludzmi innymi niz oni sami.
      Ponadto ONZ powinien wprowadzic Swiatowy Dzien Dezertera (oczywiscie z armii).
    • strefabikini Wojny sa swietne. 18.02.11, 01:05
      Lubie wojny, gdyz wtedy mam wieksza szanse.
    • nawojka21 5000 męskich wojen 18.02.11, 18:14
      Spektakl się jednak nie udał. Bo on trzy razy nabijał broń i prosił: 'Powiedz, że Stalin to gó...'. A ona nie powiedziała. I została rozstrzelana. Nie wyobrażam sobie dziś młodego człowieka, dla którego powiedzenie 'Putin to gó...' stanowiłoby jakiś problem. Dlatego, że dziś ceni się życie, a nie ideologię albo państwo. Tak tanio nikt już nie będzie umierał.

      Czyli teraz panstwo/ojczyzna nie jest wazna, wazne tylko - zeby ocalic swoj tylek? Nie jestem pewna czy to dobra rzecz... Zreszta jak pomysle o tych wszystkich 'nowych ruskich' w Londynie tez nie wyobrazam sobie zeby wazne dla nich bylo cokolwiek poza dobrami materialnymi, a na pewno nie Rosja
      • kapitan.kirk Re: 5000 męskich wojen 19.02.11, 08:38
        nawojka21 napisała:

        > Spektakl się jednak nie udał. Bo on trzy razy nabijał broń i prosił: 'Powied
        > z, że Stalin to gó...'. A ona nie powiedziała. I została rozstrzelana. Nie wyob
        > rażam sobie dziś młodego człowieka, dla którego powiedzenie 'Putin to gó...' st
        > anowiłoby jakiś problem. Dlatego, że dziś ceni się życie, a nie ideologię albo
        > państwo. Tak tanio nikt już nie będzie umierał.


        Ideologia ideologii nierówna, a Putin to jednak mimo wszystko nie Stalin. Niewątpliwie trudno byłoby dzisiaj o osoby tak zakochane w Stalinie czy innym osobniku podobnego pokroju, iż wolące wybrać śmierć niż werbalne znieważenie jego samozwańczej świętości - ale mnie osobiście ten fakt wydaje się raczej optymistyczny...
        Pzdr
    • gregoson 5000 męskich wojen 02.03.11, 17:49
      Gdyby nie niemieckie świnie te kobiety nie musiały by walczyć i nigdy nie miałyby takich przeżyć. Po prostu - tej wojny i tych ofiar by nie było gdyby nie bestie zza Odry. Mimo tego co zrobili spokojnie dożyli późnej starości i dogorywaja w domach starców pielęgnowani przez polskich i rosyjskich potomków tych, których nie udało im się zamordować. Wyroki szkopskich sądów na zbrodniarzy wojennych były żenujące - 10 lat więzienia i wolnośc po 5 latach ze względu na stan zdrowia. A wy się podniecacie, że kobiety były w NKWD.....
      • tymon99 Re: 5000 męskich wojen 02.03.11, 18:41
        ekhm.. ile najdłużej związek sowiecki potrafił przetrwać bez wojny???
      • coppermind Re: 5000 męskich wojen 03.03.11, 06:58
        niemieckie kobiety wychowały swoich synów do nienawiści a następnie
        z radością wysłały na wojnę. To one są prawdziwym sprawcą śmierci
        dziesiątek milionów ludzi. Prosty, nieuświadomiony instynkt walki o przestrzeń
        do rodzenia kolejnych młodych działa w samicach tak samo dziś jak miliony lat
        temu. i dlatego tyle w samicach agresji i nienawiści, której uczą swoje dzieci.

        bez myślącego ojca w domu rosną kolejne pokolenia zwierząt zdolnych zabijać
        w interesie jajników swoich matek.
      • a_weasley Wojna, której nie było 03.03.11, 09:47
        Gregoson napisał:

        > Gdyby nie niemieckie świnie te kobiety nie musiały by walczyć i nigdy nie miały
        > by takich przeżyć. Po prostu - tej wojny i tych ofiar by nie było

        Byłaby inna. Wielka Wojna Wyzwoleńcza, w ramach której Armia Czerwona wyzwoliłaby proletariat całej Europy z imperialistycznego jarzma. A przynajmniej bardzo by się starała.
        A jak takie wyzwolenie mogłoby wyglądać, pokazała wojna bolszewicka.

        > A wy się podniecacie, że kobiety były w NKWD.....

        Sęk w tym, że NKWD nie zajmowało się ani tylko, ani przede wszystkim Niemcami.
    • coppermind 5000 męskich wojen 02.03.11, 20:03
      od początku świata wojny to wyłącznie realizacja babskich instynktów rękami ich synów
      nie wychowanych przez ojców na ludzi.

      facet w swojej naturze niema żadnej potrzeby nikogo zabijać - to instynkty samic -
      walki o przestrzeń do rodzenia, zasoby do karmienia i zagryzanie niechcianych/nadmiarowych/obcych dzieci.

      Samice gonią swoje dzieci na wojny i polowania. Każdy kto twierdzi inaczej myśli nie własnym mózgiem a jajnikami swojej mamusi!
      • wojna71 Re: 5000 męskich wojen 03.03.11, 00:26
        Chyba jesteś facetem, to ci teraz feministki i pacyfiści dadzą popalić.
        • iluminacja256 Re: 5000 męskich wojen 03.03.11, 11:16
          Mój drogi, z chorymi psychicznie się nie polemizuje. Jeśli przeczytasz jakikolwiek inny wpis tego osobnika zawsze przeczytasz to samo - gdyby wybić wszystkie kobiety świat byłby szczęśliwy, bo to one odpowiadają za całe zło i wszystkie wojny.
    • a_weasley Szczegóły i żony polowe 03.03.11, 09:41
      "Mówiono, że prostytutki". A co, może nie mieli sowieccy generałowie czy nieraz i oficerowie "żon polowych"? Że nie wszystkie takie, że większość nie taka była? A pewnie. Ale może by tak choć słowem się zająknąć, że się takie teksty nie wzięły z powietrza?

      A co do szczegółów, których nie ma w męskich wspomnieniach z wojny, to chyba p. Aleksijewicz mało czytała.
      • kocia_noga Święto faceta 05.03.11, 17:12
        kazasza.wordpress.com/2011/02/23/dzisiaj-wielki-dzien/
        nie ma mowy o kobietach. Po cichu można tylko, jak pzredmówca, oblać je pomyjami.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka