aleebaba
09.07.05, 17:05
jakiś czas temu byłam bardzo zafascynowana filozofią Ayn Rand.
'Źródło' uświadomiło mi jak ważne jest, żeby szanować samego siebie i robić
to, co się lubi. był to autentycznie przełom w moim życiu. moje polskie
wychowanie wpoiło mi bardziej destrutywne wartości, spod których się
wyzwoliłam.
wtedy zaczęłam pożyczać tą książkę innym... to zaskakujące, jak każdy inaczej
ją odebrał. Niektórzy stawiali na bycie hipersumiennym, inni na hiperegoizm,
narcyzm i prawo dżungli. jeszcze inni mówili, że książka to płytka powieść
bez wartości. a mojej wietnamskiej koleżance najbardziej spodobała się postać
tej dziewczyny keatinga, która później zamienia się w zimną żmiję.
stwierdziła, że ta dziewczyna jako jedyna okazuje prawdziwe uczucia.
widać, że każdy wykorzystał powieść do utwierdzenia siebie w swoich
dotychczasowych wartościach i jeszcze nadał im swoiście bibilijny wymiar.
wiele rozmawialiśmy o Źródle. myślę, ze jest to ksiązka wartościowa. jednak
nie ma wsparcia w realiach, w psychologii... w życiu bohaterów nie ma w ogóle
etapu uczenia się, roark w ogóle nie popełnia błędów. urodził się taki i już.
zdaje się nie mieć żadnych potrzeb społecznych. czy roark byłby taki
szczęśliwy, biorąc pod uwagę, ze prawie nikt go nie rozumiał? raczej
wyizolowany.
Ayn Rand określa wszystkich nie-roarków jako rotten albo lousy. Na tych co
stają roarkowi na drodze nie pozostawia suchej nitki. Nie mają oni żadnej
pozytywnej cechy, są przejaskrawieni, słabi, lękliwi.
ani w Źródle ani w Atlasie nie ma miejsce na rodzinę, dzieci, wychowanie. o
tym sie Ayn Rand nie wypowiada. Widać, że psychologią też się nie
interesowała. książka jest moim zdaniem tak skonstruowana, że wyjaśnia
wszystko, ale tylko w obrębie swojej fabuły.
Ayn Rand zdaje sie wyznawać maksymę 'każdy ma to, na co zasłużył'. katastrofa
pociągowa zabijająca masę ludzi jest kwitowana stwierdzeniem, że nie było to
przypadkowe i po kolei krytykowani są wszyscy pasażerowie (w Atlasie). no to
ciekawe jakby A.R. zareagowała na 11 września.
a wyznanie Dagny do Johna Galta i ich wzajemna miłość oparta na podziwie, że
oboje są po prostu tacy czyści, mądrzy i 'antysystemowi' jest po prostu
naiwna. i śmieszne jest to, że Dagny zarabia gotując Johnowi, żeby zapłacić
za mieszkanie u niego. To jeśli pojadę do kuzynki na tydzień, to też mam jej
gotować? to jest kapitalizm, żadnej bezinteresowności. wszystko ma swoją
cenę, nawet miłość. trzeba na nią 'zapracować'.
Roarcy w ogóle nie wątpia, nie stawiają pytań, tylko na wszystko znają
odpowiedzi. ale w zasadzie co jest ta odpowiedzią? praca? egoizm?
Samowystarczalność?
fajnie mieć wolność do bycia niezależnym, kreatywnym pracoholikiem i
gromadzenia pieniędzy, ale to jeszcze nie czyni mnie szczęśliwym człowiekiem.
Raczej samotnym na „szczycie”.