ethelen Samookaleczenia 11.10.06, 18:59 Dziękuję za ten artykuł. Pomógł mi zrozumiec bliską mi osobę. Po tym jak przeprowadziłam się kontakt mieliśmy tylko dzięki internetowy. I to dzięki niemu wpadłam przez przypadek na blog tej osoby, w których opisuje swoją autoagresję. Dzięki temu i szczerej długiej rozmowie, mam nadzieję żąe od tego czasu jest dobrze. Musi być. Ale dziękuję, bo wreszcie zrozumiałam co mogła wtedy czuć. Odpowiedz Link Zgłoś
skroot_myslowy Niech się kaleczą, tylko nie leczmy ich z naszych 11.10.06, 19:35 podatków. Ich ciała, ich "broszka", mają prawo wycinać sobie otworki, ale wara od mkasy z moich podatków. Ja wolę płacić na chorych na raka. Odpowiedz Link Zgłoś
zosia17niebieska to nie tak, że one robią to bo lubią 11.10.06, 22:05 większość ludzi tego nie rozumie. moje koleżanki dziwiły się, dlaczego izka ma tyle blizn na rękach. dlaczego ona to robi? to jest tak, że jest jakieś zdarzenie, np śmierć kogoś najbliższego. z nikim nie zormawiasz, rodzice widzą, że zamykasz sie w sobie, ale nie próbują z tobą rozmawiać. oddalasz sie do swojego świata, świata bez innych ludzi. zamykasz sie w pokoju. coście boli od środka, gotuje sie w tobie. gniew, poczucie bezradności, brak bliskości drugiej osoby (bo nie chcesz z nikim rozmawiać). jesteś sam ze swoim ciałem przepełnionym goryczą, gniewem itd. i to ciało po tygodniu ciągłego płaczu zaczyna cie boleć. chcesz wydobyć ten ból na zewnątrz. przypominasz sobie o metodzie cięcia. czytałaś o tym w artykule wysokich obcasach. to proste, wystarczy żyletka. cokolwiek. wbijasz sie. krew ulatuje, a z nią cały ból z wewnątrz, cała frustracja. później zostaje poczucie winy. idziesz spać. nazajutrz to samo powraca, jeszcze dodatkowo winisz siebie za to , co sobie zrobiłaś. rodzice o niczym nie wiedzą, bo przecież oddaliłaś sie od nich.nie widzą żadnego problemu, tylko to, że zamknełaś sie w sobie. nie watro sie kaleczyć. nie warto zaczynać. trzeba mówić o swoich emocjach do skutku, aż zostaną zrozumiane. mam nadzieje że przynajmniej troche zrozumiecie teraz o co w tym chodzi Odpowiedz Link Zgłoś
illiterate Re: Niech się kaleczą, tylko nie leczmy ich z nas 11.10.06, 22:21 Na szczescie nie masz wplywu na to, kto leczy sie za Twoje pieniadze. Problem polega na tym, ze choroba moze dopasc i Ciebie, i ktoregos z Twoich bliskich. Dziewczyne, corke, brata. Odmowisz im wtedy wsparcia? Czytales ten tekst? Czy wynika z niego, ze ludzie tna sie dla przyjemnosci czy kaprysu? Odpowiedz Link Zgłoś
karoxxx4 Samookaleczenia 12.10.06, 21:27 tekst nie jest wcale ostry, jest bardzo prawdziw. zycie z autoagresja jest ostre, nie do niesienia. tabu ktorym jest owuane dodatkowo wzmacnia chorobe. chyba mi se udalo, ale U never know wroci nie wroci. blizny na nadgarstkach to ostrzezenie... dziekuje autorce Odpowiedz Link Zgłoś
lazy_lady Samookaleczenia 12.10.06, 21:44 ja tez kiedys się ciełam ,pierwszy raz gdy mmiałam 14-15 lat ..chyba wtedy popadłam w taka niby depresje ..to byl tez czas gdy zaczynałam brac narkotyki .Brałam wtedy sporo amfetaminy która doprawodzła a raczej bezzsennosc do stanow lekowych ..Bałam sie wysc z pokoju ,myslałm że rodzice mnie sledza..potem było coraz gorzej ..uzalezniłąm się od heroiny ..Gdy miałam 17 lat rodzice zmusili mnie do leczenia w osrodku(dziękuje im za to)tam bedzo przytyłam to noramlne a cięzko było mi wrócic do normalnej wagi nawet rok po leczeniu(trwalo ok.2lat)zaczełam wymiotować,środki przczyczajace itp..pewnego wieczoru dzięń po wigili pociełam się ..bardziej niz zawsze ..znalazła mnie przypadtkowo siostra...rodzice trochę przerazeni ale nic .parę dni z nimi i wszytstko dalej jak bylo ..norma..CZulam sie strasznie samotna ,moja rozrywka było nazreć sie i potem iśc to zwymiotować..po tym wszytskim mam popsute szkliwo..Po tym bo z bulimi wyleczyła mnie miłość..zkochałam sie ..lecz po 1,5 roku gdy on mnie zdradził ..znów zdarzyło si eto samo..Teraz jestesmy razem..Niby wszystko jest dobrze ale sama czuję ..boje sie tego co miało by sie stac..Wszyscy mnie maja z silna osobe ..tyle przeszla ale ja juz nie mam sił..Daje sobie rade ale jak długo ...nie wiem ..Ale nie umiem sie przyzanc do tego wszystkiego..Jesli chodzi o blulimie to jets dla mnie najgorszy wstyd nie potrafie o tym nikomu powiedziec..Tutaj jest mi łatwo nie znam adresta..znam konsekwecje ..wiem co to z choroba ale i tak nie bardzo wiem co zrobie gdy znów cos mi sie nie uda..gdy on mnie opuści..Nie wiem Odpowiedz Link Zgłoś
dijkman Ewenement znany tylko w świecie ludzi 14.10.06, 01:45 W myśl teorii Karen Horney samonienawiść jest efektem konfrontacji wyidealizowanego obrazu własnej osoby z rzeczywistością. Przyczyną tego jest agresja (jawna lub ukryta) oraz brak spontanicznych uczuć ze strony rodziców. Często maskują to nadopiekuńczością. Dziecko nie mogąc okazać swoich prawdziwych emocji buduje własny wizerunek tak aby przetrwać w niesprzyjającym środowisku rodzinnym. ,,Ja idealne” zastępuje ,,Ja prawdziwe”. To droga donikąd. Jedną z postaw jaką może ono przyjąć jest całkowita i bezwarunkowa uległość. Nawet w dorosłym życiu takie osoby są zupełnie bezbronne wobec ataków innych ludzi. Wewnętrzny nakaz karze im zawsze nadstawiać drugi policzek. Boją się powiedzieć, nawet najbliższym o swoich kłopotach, bez względu na to czy to będzie zwichnięcie palca, słaba ocena w szkole lub molestowanie seksualne.Zresztą doświadczenie uczy ich, że rodzice lub opiekunowie mogą być jak zwykle źli . Bardzo istotnym elementem opisywanych zaburzeń emocjonalnych jest duża skłonność do uzależniania się od innych ludzi, przede wszystkim od rodziców. Z tekstu wynika, że tak jest w przypadku Adeli. Brak reakcji ojca Mai na wiadomość o zgwałceniu własnej córki dobitnie świadczy o braku jakichkolwiek ciepłych uczuć do własnego dziecka. Trzeba odkryć prawdę, nawet tę najtrudniejszą, o sobie i swoich najbliższych. W razie konieczności wypłakać to z siebie. Nie można całe życie koncentrować uwagi wyłącznie na rodzicach. Odpowiedz Link Zgłoś
gadzina_1 Re: Samookaleczenia 28.10.06, 17:00 kiedyś miałam depresję i gradację zjawisk, wręcz życie było obok, a ja zamknięta w sobie. cięłam arbuza i się przecięłam przez przypadek, oczywiście wyszedł krwawy arbuz, ale to co odczułam to była ulga. widok krwi mnie nie przeraził, ale ulga, zawalanie się "ściany" oddzielającej mnie od życia, byłam szczęśliwa. oczywiście nikt z rodziny nie wiedział co przeżywam. tamto odczucie było przyjemne - nie zwykłe skaleczenie lecz uwolnienie, ostatnia walka - wygrany cios. cóż - na razie nie mam już takich stanów, ale i tak mam destrukcyjne zachowania - masa zajęć, brak snu i nie poddawanie się zmęczeniu, nie akceptowanie fizyczności - to wszystko jeszcze we mnie jest. nie wiem czy sięgnę po żyletkę, komórke mam do wysyłania sms-ów, ale może też być niezłym futerałem na narzędzie wolności. rozumiem osoby o których artykuł był, mam nadzieję że wszyscy z tego jeszcze wyjdziemy. Odpowiedz Link Zgłoś
lalalalalala6 Re: Samookaleczenia 19.11.06, 11:57 Polecam jeszcze przeczytac "Naciac sie na zycie" e-lama.pl/artykul.php? id=1119 Odpowiedz Link Zgłoś