Dodaj do ulubionych

Łaska małżeńska

27.11.06, 12:26
moja opinia jest taka - szukaj dlugo, az znajdziesz te jedyna, pilnuj jej, ale
i nie dawaj powodow do konfliktow. ciesz sie ta co masz i rob dla rodziny jak
mozesz najwiecej.
ja nie mam powodu ani zamiaru sie rozwodzic. obydwoje nad tym pracujemy. Ale
najwazniejsze to znalezc czlowieka, ktoremu sie ufa, przyjaciela, bo jestesmy
i bedziemy ze soba jeszcze wiele lat.
Malzenstwo to nie jest sprawa na kilka dni czy nawet lat.
Obserwuj wątek
    • sanv Łaska małżeńska 27.11.06, 14:25
      ale bzdury... nie moge tego czytac.
    • voltri Re: Łaska małżeńska 27.11.06, 16:15
      1.Co to jest JAWNA ZDRADA? Rozumiem ze jak zdrada jest niejawna (czyli sasiedzi
      nie wiedza)), to nie nastepuje uniewaznienie malzenstwa i kobieta musi dalej
      NIESC SWOJ KRZYZ...
      2.Wspolne zamieszkanie jest bardzo waznym elementem przygotowania do
      malzenstwa. Przynajmniej wiadomo dokladnie, jakiego czlowieka bierze sie sobie
      na glowe i mozna podjac ODPOWIEDZIALNA decyzje.
      oczywiscie KK musi jakos sprzedac swoja wersje.
      • hermenegilda_zenia Re: Łaska małżeńska 27.11.06, 16:40
        A ja uwielbiam tych ekspertów teoretyków w sutannach, co najchętniej (nomen
        omen) rozwodzą się o rzeczach, których nigdy nie doświadczyli i raczej nie
        doświadczą. Jak zawsze, czuję tylko niesmak.
        • boski_odys Re: eksperci w sutannach 27.11.06, 17:03
          Znałem księdza, który był bardzo dobrym (choć niełatwym) spowiednikiem i
          doradcą w sprawach małżeńskich. Był wdowcem z kilkudziesięcioletnim stażem
          małżeńskim. Ale ten pewnie dla ciebie, hermenegilda_zenia, byłby tylko starcem,
          a przecież Dylan mówił "nie wierz nikomu po 30" (mówił to, póki sam nie
          skończył 30).

          Co więc powiesz o komentatorach sportowych? Oni też wciąż gadają o dziedzinach,
          których nie praktykują?
          A o psychologach, specach od przemocy w rodzinie? Muszą bić żony?
          A o specach od uzależnień? Muszą ćpać i chlać?
          Czy mechanik musi być robotem, żeby mówić o maszynach?!

          Ksiądz ma być specem od relacji międzyludzkich i człowieczo-boskich. Wie o nich
          więcej, niż może wiedzeć niejeden psycholog - dzięki spowiedziom, a w dodatu
          nie przekłada na Twój przypadek swoich doświadczeń (porażek) małżeńskich.
          • sheep2 Re: eksperci w sutannach 26.02.07, 18:06
            tak a propos komentatorow sportowych - jak sma nazwa wskazuje: komentuja, a nie
            doradzaja i nie mowia co jest sluszne, a co nie, co dobre dla sportowca, a co
            nie.. owszem zdazaja sie tzw" doradcy", ale to juz jest wykraczanie poza
            kompetencje komentatora. takowy ma zdawac relacje z widowiska sportowego i
            tyle. zreszta porownanie sprawozdawcy sportowego do ksiedza i jego roli wzyciu
            jest malo udane...
        • ana-green Re: Łaska małżeńska 27.11.06, 17:06
          Ooo tak! I jeszcze 'lubię' ludzi, którzy maja monopol na jedyną, służną prawdę,
          wszystkich ustawiają w jednym rzędzie (w sensie, że wszyscy powinni postępować
          podobnie i doświadczać zbliżonych sytuacji) oraz sądzą, że rozwiązanie zawsze
          jest takie samo.
          Czasami warto walczyć o związek, czasami warto sie rozstać. Sytuacje w życiu są
          różne - halo! Ale mieszkanie przed ślubem jest be (co za bzdura), a jeśli nie
          wyszedł pierwszy związek to nie dlatego, że akurat te dwie osoby nie powinny byc
          razem i moze lepiej spróbować szczęścia z kims innym, tylko dlatego, że na 100%
          popełniono błedy i będzie popełniać się je w kolejnym związku. Tak jest zawsze,
          u wszystkich - zdaniem tego pana.
          Co za wąskie horyzonty. Ledwo doczytałam do końca.
          • ana-green Re: Łaska małżeńska 27.11.06, 17:07
            * słuszną
          • tmirkowi3 Re: Łaska małżeńska 29.11.06, 05:25
            Moze przeczytaj jeszcze raz. Ja czesc rzeczy zrozumialem inaczej. Co do waskich
            horyzontow...
            • lucusia3 Re: Łaska małżeńska 29.11.06, 08:21
              Zgadzam się z tmirkowi3. Myślę, tylko, że przeczytanie jeszcze raz nic nie da. Taki typ jak ana-green ma zapewne problemy z analizowaniem swojego postępowania i swoich zachowań nie wiąże z niepowodzeniami. Obserwując wiele związków z mojego dalszego i bliższego otoczenia, mam wrażenie, że rzeczywiście wiele ludzi ciągle powtarza się swój model postępowania, ktory sie już raz, drugi, trzeci, nie sprawdził.I zawsze winni sa ci drudzy.
              Daleko mi do Kościoła, ale sądzę, że gość mówił dużo mądrych rzeczy, nad którymi się warto zastanowić.
              Nie zgadzam sie tylko z tym, że mieszkanie razem przed ślubem szkodzi. Jeśli to trwa za długo, może, nie wiem. Nie sprawdzałam. Może wtedy po ślubie ludzie zaczynają traktować się nawzajem jak swoją własność.
              Sprawdziłam krótkie pomieszkiwanie. Zadziałało doskonale. Od 15 lat jestem w bardzo udanym związku, choć dużo pracy oboje włożyliśy by był udany.
              • stoova Re: Łaska małżeńska 29.11.06, 14:29
                Zdarzyć się jednak może, że kobieta dostaje od mężusia po mordzie, bo zupa była
                za słona, albo nie dała mu d... wróć - nie wypełniała swoich obowiązków
                małżeńskich - po powrocie z pracy i przygotowaniu obiadu.
                Rzeczywiście - z pewnością popełniła jakieś błędy... np. po co pchała się do
                roboty, jak wiadomo, że doma dzieci i mąż czekają głodni.

                Podobnie facet zdominowany totalnie przez swoją żonę, którego potrzeby liczą się
                w stopniu zerowym, czekający tylko na awanturę o byle pierdołę, traktowany przez
                żonę jak bankomat, którego winą jest to, że chce obejrzeć mecz zamiast telenoweli.

                Dla obojga mąż/żona może i byli kiedyś najważniejszą osobą na świecie, ale ze
                zrozumiałych przyczyn przestali. Wątpię też, że ktokolwiek godzi się na upadek
                związku i o niego nie walczy. Każdy popełnia w swoim życiu błędy - czasem tak
                podstawowe jak wybór małżonka i z takim niewłaściwym wyborem trzeba się czasem
                pożegnać.

                Pewni ludzie nie nadają się w ogóle do związków, bo czy do związku nadaje się
                facet, który potrafi uderzyć kobietę - tę jedyną, najukochańszą?

                Problem polega na tym, że czasem kościół i jego zasady przysparzają takim
                ludziom cierpienia. Ludzie ciągną toksyczne związki, bo ksiądz tak doradził.
        • thorn5 Re: Łaska małżeńska 28.11.06, 03:29
          To że lekarz nigdy nie leczył się na raka płuc to nie znaczy, że się na tym nie
          zna i że nie może pomóc innym.
      • boski_odys Re: o odpowiedzialności 27.11.06, 17:12
        Znam kilka udanych małżeństw (w tym moje), gdzie narzeczeni nie mieszkali razem
        przed ślubem. Znam też kilku kolegów, którzy wciąż zamieszkiwują "na próbę".
        Kolejny raz. Bawią się w małżeństwo, do momentu, kiedy nie zaczną choćby lekko
        dotykać rzeczywistości takiego związku.

        Rozumiem, że moja decyzja nie była odpowiedzialna? Cóż, ja to oceniam inaczej.
        Ale ci moi znajomi nie są podjąć ŻADNEJ decyzji. Poza tą o zamieszkaniu "na
        próbę". Te próby pzostawiają trwałe ślady w życiorysie. Ale to jest, jak
        rozumiem, odpowiedzialne.

        Dodam, że po kilku latach znajomości, w tym 2 narzeczeństwa, wiedzieliśmy na
        czym stoimy i czego możemy oczekiwać. Nie jesteśmy zaskoczeni ani zawiedzeni.

        A wspomniani koledzy wciąż mówią, że to nie tak miało być, że nie wyszło, ale
        że nowa miłość przynosi im wiele nadziei i optymizmu. W końcu wyjdzie.
        To jest odpowiedzialność?
        • nowamam Re: o odpowiedzialności 27.11.06, 17:47
          dlamnie związek małżeński jest kwestia wazną. Ślub wezme w nadchodzacym roku.Zgadzam się z tym,że nad każdym związkiem trzeba pracować, zarówno związkach przyjaźni miłości itp. itd.
          szanuja decyzje ludzi dotyczące miszkania ze sobą przed slubem, bez wzgledu jakie one są.
          I nie są to jakieś tam wymysły duchownych. Mówią o tym psychologowie, terapeuci filozofowie, nic sie samo nie stanie-jesli pozwolimy by związek umarł to tak bedzie.
          • echtom Re: o odpowiedzialności 29.11.06, 10:38
            Wypowiedź tego księdza kojarzy mi się z książką Fromma "O sztuce miłości",
            którą czytałam wiele lat temu. A o ile pamiętam, Fromm księdzem nie był.
        • cachetano Re: o odpowiedzialności 27.11.06, 19:44
          Co to znaczy "dotykać rzeczywistości związku"? To co za rzeczywistość? Jakaś
          inna niż ta, którą znamy? Mistyka małżeństwa czy co? Przecież małżeństwo jest
          tylko umową społeczną. Ile społeczeństw, tyle różnych wzorów umowy. Czego tu
          dotykać? Albo się ze sobą jest, albo nie, trzeciego wyjścia nie ma.
    • kawiarniany.filozof Jak się nie da czegoś narzucić siłą dogmatu... 27.11.06, 18:39
      to zawsze można sięgnąć po język pseudonaukowy i "naukowców" z KUL, UKSW i paru
      innych instytucji. I nagle okazuje się, że bicie dzieci jest dobre, seks
      przedmałżeński i masturbacja powodują choroby psychiczne, że istnieje coś
      takiego jak "syndrom poaborcyjny", że kobieta jest z samej natury przeznaczona
      do służenia, uległości, milczenia...
      Ciekawe, czy jest coś w tym kraju, czym księża katoliccy się nie zajmują?
      • cachetano Re: Jak się nie da czegoś narzucić siłą dogmatu.. 27.11.06, 19:46
        Racja, wyglądają na ekspertów od wszystkiego. Ciekawe dlaczego tylu z nich "lubi
        dzieci" i wpada w alkoholizmy i inne takie, i to nie od dziś, ale od lat i
        stuleci. I dlaczego każdy ksiądz ma "gosposię"? Może stąd czerpią wiedzę na
        temat wszelkich patologii życia społecznego?
    • panna20 A po co pracować nad czymś, co nie ma sensu? 27.11.06, 19:14
      Może w tym czasie można by znaleźć coś, co ma sens?
      • ningpo Re: A po co pracować nad czymś, co nie ma sensu? 27.11.06, 20:43
        Zostawmy zycie księzy w spokoju. Raczej spytajmy w jaki sposób stworzyć dobre
        małzeństwo i co to jest dobre małżenstwo.
    • cachetano Łaska małżeńska 27.11.06, 19:39
      Co może wiedzieć o małżeństwie facet, który żyje w celibacie? To tak, jakby
      uczył pływać ktoś, kto nigdy nie pływał, tylko z książek wyczytał, jak to należy
      robić.
      • kassad Re: Łaska małżeńska 27.11.06, 20:49
        A dlaczego specjalistami od nauki Kościoła Katolickiego są niewierzący, którzy
        nigdy nie mieli w ręku katechizmu? Ludzie, nie usprawiedliwiajcie swojego
        egoizmu najazdem na kościół, nikt was nie zmusza żebyście tak żyli.

        Jednak jeśli celem życia miałoby być osiągnięcie jakiegoś rodzaju własnego
        szczęścia, to śmiem przypuszczać, że łatwiej byłoby je znaleźć w małżeństwach
        jak najbardziej tradycyjnych. Może ktoś kiedyś zrobi takie badania.
        • voltri Re: Łaska małżeńska 28.11.06, 12:53
          Co to u diabla jest TRADYCYJNE MALZENSTWO?! Puknij sie w ten glupi leb!
        • szoszan Re: Łaska małżeńska 28.11.06, 13:38
          A dlaczego specjalistami od rozwodów i małżeńskich mediacji mają być katoliccy
          duchowni?I to w demokratycznym kraju,który ma w konstytucji zapisany rozdział
          kościoła(jakiegokolwiek)od państwa i jego organów władzy?
          Osobiście wolałabym, aby w ramach demokracji WO przeprowadziły wywiad z
          kierownikiem Rodzinnych Ośrodków dop.Opiekuńczych, duchownym luterańskim i
          zielonoświątkowym kaznodzieją na ten przykład. Protestanckie małżeń stwa też
          się rozpadają, jednak nikt tam nie ma odwagi mówić o "unieważnieniu
          sakramentu", zwłaszcza gdy ślub został zawarty w obecności świadków i
          skonsumowany. Cały ten asekurancki wywiad z dominikaninem, wsparty domorosłą
          psychologią dla ubogich jest obłudną ściemą katolickiego kleru, zwłaszcza gdy
          historia kościoła od dawna mówi o kupowaniu małżeńskich unieważnień wśród
          możnych tego świata i co znamiennitszych fundatorów kościoła.
          I dlaczego ten dominikanin nie ma odwagi powiedzieć o zaleceniach Jezusa, a
          potem AP.Pawła:"...żony nie opuszczaj", "kto opuszczoną bierze cudzołoży"
          i "żony, bądźcie pddane mężom swoim jako Panu"?
          • hajdi78 Re: Łaska małżeńska 23.02.07, 20:29
            Kupione unieważnienia??? Nawet jesli mozna je kupic, to zadowoliłoby Cie to?
            Sumienia nie kupisz... A Ty bys wiedzial ze go nie uzyskales a kupiles sobie...
            Lepiej kup sobie klocki lego...
    • oliwka-sliwka Łaska małżeńska 27.11.06, 21:27
      Jak zawsze kościół wydaje się mieć monopol na orzekanie co to jest szczęście,
      rodzina, miłość, spełnienie itd. A to dziwne, bo wydawało by się, że w XXI
      wieku grupka podstarzałych, seksualnie sfrustrowanych mężczyzn powinna utracić
      swój autorytet
      • gzwolinski cha cha cha 28.11.06, 17:11
        cha cha cha ... próbuję czytać dalej wasze biedne komentarze ...
    • anais_ Re: Łaska małżeńska 27.11.06, 22:36
      a co to znaczy: Nie była w stanie znieść subtelnej, ale realnej przemocy.
      • jasna77 Re: Łaska małżeńska 27.11.06, 22:51
        Tez ledwo dotrwalam do konca artykulu-jak zwykle chodzi o rzad dusz.
        • kopytnik Re: Łaska małżeńska 27.11.06, 22:56
          A ja ciekawa jestem bardzo, jakie byłyby komentarze gdyby w nagłówku wywiadu
          nie pojawiła się informacja, że rozmówca dziennikarza jest dominikaninem. Czy
          gdyby był opis, że rozmówca jest psychologiem, pojawiłyby się pytania o stan
          cywilny/staż małżeński/dzieci/doświadczenia seksualne itd? Czy kogokolwiek te
          kwestie by interesowały?
          • oliwka-sliwka Re: Łaska małżeńska 27.11.06, 23:53
            Zadalas bardzo ciekawe pytanie. Problem w tym, ze kazda osoba, ktora wyraza sie
            na takie tematy, a ktorej dane jest wyrazac swoja opinie na forum publicznym,
            czerpie swoj autorytet z jakiegos zrodla. W przypadku psychologow, nie tylko sa
            to studia poswiecone ludziom, ale tez najczesniej badania naukowe + odpowiednia
            praktyka. Oczywiscie, sam tytul naukowy o niczym nie swiadczy i uwazam, ze
            osoba mogaca pochwalic sie dlugim stazem malzenskim jest bardziej wiarygodna
            gdy wypowiada sie na temat malzenstwa. Ale nie bardzo rozumiem jak do tej
            sprawy ma sie dominikanin. Caly jego autorytet w tych sprawach opiera sie na
            monopolu moralnosci, tj. prawie do decydowania o tym co jest dobre, a co zle. A
            ja nie chce takiego monopolu mu przyznac. Bo reszta, czyli np. praktyka w
            rozmowach z parafianami to takie doswiadczenie, ktorym i moja Babcia moze sie
            pochwalic. W koncu tez doradza rodzinie i sasiadkom, a jakos nikt z nia wywiadu
            nie przeprowadza...
            • visenna2 Re: Łaska małżeńska 28.11.06, 17:17
              A skąd wiesz że dominikanin nie jest też psychologiem?
            • zbychuk Re: Łaska małżeńska 30.11.06, 16:57
              wydaje mi sie, ze zasadniczo sie mylisz. Akurat czlowiek, ktory ma
              doswiadczenia malzenskie jest prawdopodobnie nie najlepszym autorytetem, chyba
              ze potrafi oddzielic wlasne doswiadczenia od obiektywnej rzeczywistosci.
              Ksieza i zakonnicy poswiecaja lata na przemyslenie relacji miedzy ludzmi i
              miedzy czlowiekeiem i Bogiem.
              Jesli uwazasz, ze trzeba miec doswiadczenie, zeby doradzac, to oznaczaloby ze
              najlepsi pilkarze by byli najlepszymi trenerami, tylko zgwalcone osoby moglyby
              wypowiadac sie o gwaltach itd. W rzeczywistosci wlasnie spojrzenie z boku na
              ogol (nie zawsze) jest duzo lepsze i o wiele bardziej obiektywne.
              Czy na prawde wierzysz, ze kobieta, ktora byla bita przez malzonka alkoholika
              potrafi kilka lat pozniej obiektywnie spojrzec na problemy innej pary i
              dostrzegac ze w tym zwiazku wlasnie kobieta stwarza problemy. Nie uwazasz ze
              mniej lub bardziej bedzie sie identyfikowac z jedna ze stron?
              Nie sadze, ze Twoja Babcia czy Ty macie takie doswiadczenie jak czlowiek, co
              temu poswiecil zycie. Poza tym jesli ten zakonnik udziela spowiedzi, to ma
              wiedze o rzeczach o ktorych ludzie nigdy by nie powiedzieli ani Tobie ani
              Twojej Babci
    • rosi26 straszny rozwod 28.11.06, 00:34
      moi rodzice tez sie niedawno rozwiedli. moj tata stwierdzil, ze on ma dosc
      posiwecania sie dla mnie i dla mojej mamy, bo cale zycie na nas pracowal (moja
      mama tez pracowala i zarabila pieniadze, ale to chyba nie bylo dla niego wazne).
      Powiedzial, ze wreszcie chce ZYC SWOIM ZYCIEM! co jak sie poznije okazalo,
      sypianie z roznymi kobietami. Choc mam 25 lat bardzo to przezylam, tym bardziej,
      ze powiedzial, ze nie chce miec ze mna zadnego kontaktu, bo ma tego dosc i czas
      zebym sobie znalazla chlopaka, ktory zastapi mi ojca. Powiedzcie czy to
      normalne? chyba nie, biorac pod uwage, ze jestem jego dzieckiem a chlopka i
      ojciec to nie to samo...... dol
      • myslacyszaryczlowiek1 Po promocji pedalstwa będzie promocja rozwodów 28.11.06, 11:21
        Bo prawda jest taka że najwięcej cierpią dzieci.
        A wzrastająca ilość rozwodów - to skutek kilkunastoletniej ciężkiej pracy mediów
        wychowywania sobie osobników podatnych na sugestie, reklamy i bezkrytyczne
        przyjmowanie poglądów dyskretnie sugerowanych lub kreowanych przez jedynie słuszne
        media,ktoś wydawał po kosztach te "Dziewczyny" " "Brawa". Pedalstwo jest cool,
        rozwód jest cool - przecież ta ohydna Polska jest taka zaściankowa, mamy tak
        mało imigrantów, rozwodów i widocznych pedałów i lesbijek. Ważne jest posiadanie
        odpowiedniego znaczka firmowego na ubraniu, reklamowanego samochodu i stanie się
        niewolnikiem banku na 30 lat bo to takie trendy. Przecież to nie przypadek że
        w USA jest najwięcej rozwodów. Taki samotny osobnik jest bardzo mobilny i zawsze
        gotów się przeprowadzić za pracą, dużo kupuje drogich i niepotrzebnych rzeczy bo
        chce się jakoś dowartościować i jest bardzo dobrym odbiorcą reklam z których
        żyją media. To takie samonapędzające się ekonomiczne perpetum mobile - robienie
        kasy z niczego a przy okazji sprawowanie realnej kontroli i władzy nad
        społeczeństwem. To dlatego tak wściekłe ataki na niszowe radyjko, na rządzących
        polityków którzy nie są na łasce i niełasce wiodących mediów i nie mają wobec
        nich długu wdzięcznośći.
        Mogę się założyć że w zapowiadanej dyskusji będzie bardzo wiele pozytywów na
        temat rozwodów, co już widać w powyższym wywiadzie, biorąc pod uwagę rozmówcę. A
        dla mnie rozwód to takie
        sku..s.. wobec własnych dzieci. Dawniej tacy ludzie byli odrzucani i mieli
        chociaż moralnego kaca.
        • voltri Re: Po promocji pedalstwa będzie promocja rozwod 28.11.06, 13:00
          Rozwod czesto jest dobrym rozwiazaniem WLASNIE DLA DZIECKA. Prawdopodobnie nie
          miesci Ci sie to w glowie, ale tak czesto jest.Jezeli w domu pare razy w
          tygodniu zdarzaja sie awantury, krzyki, pretensje a dziecko nie moze w spokoju
          zrobic lekcji- to rozwod jest wlasnie dla niego dobrym wyjsciem.
          oczywiscie rozwod dla mlodej dupy, bo stara sie znudzila jest skrajnym egoizmem
          i postepowaniem godnym potepienia, to jednak w sytuacjach nienawisci i agresji
          w zwiazku- rozwod jest dobrym rozwiazaniem.
    • lolabekele Łaska małżeńska 28.11.06, 10:20
      ten artykuł jest stary- taka rozmowa z tym księdzem juz dawno temu się ukazała w WO
    • cezary_muh Łaska małżeńska 28.11.06, 14:24
      Nie lubię, nieee lubię! jak o małżeństwie wypowiadają sie duchowni. Nie widzicie w tym nic wręcz perwersyjnie bezsensownego?
      I nie rozumiem przeciwników rozwodów jako takich - co za prymitywna banda bez wyobraźni. Scyzoryk mi się w kieszeni otwiera.
    • wj_2000 A ja jestem pesymistą 28.11.06, 16:17
      Całe miliardy lat ewolucja działąła tak, że promowała BEZWZGLĘDNIE tych
      osobników, te populacje, te gatunki, które wkładały maksymalny wysiłek i
      maksymalnie skutecznie w produkowanie i chowanie potomstwa.

      Mimo tego, iż liczba płodzonych dzieci (u prostszych organizmów to bywają setki
      tysięcy na jedną parę, u dużych ssaków kilkanaście w ciągu życia samicy) jest
      tak olbrzymia, liczebność gatunku jest albo ustabilizowana na przestrzeni setek
      pokoleń, albo wzrasta dość nieznacznie.
      Rodzić i opiekować się! Rodzić i opiekować się!
      Byli osobnicy, pojawiały sie populacje nie dość mocno starające się w tym
      zakresie. Wobec szalonej rywalizacji (przeżywa 1 na 100 000 rybek, 1 na 10
      niedźwiadków czy słoniątek) tacy "odmieńcy" błyskawicznie byli eliminowani.
      U ludzi, których sukces biologiczny jest związany z rozwojem mózgu i życia w
      grupie, konieczność długiego "programowania" a więc długotrwałej -
      rozciągającej się na wiele sezonów - konieczności opieki nad potomstwem,
      doprowadziło to do ukształtowania się modelu zbliżonego do monogamii. Obarczona
      kilkorgiem niedołężnych dzieci kobieta, nie mogłaby wzorem niedźwiedzicy
      odchować tych dzieci bez stałej współpracy ojca. (Podobnie samica ptasia
      siedząc na jajach zdechłaby z głodu, gdyby małżonek w tym czasie jej nie
      karmił).
      Spoiwem małżeństwa nie jest Bóg, Sakrament, ludzka opinia tylko wręcz
      biochemiczna konieczność. Gdy własne dziecko kwili z głodu, rodzic odczuwa
      wręcz FIZYCZNY ból. Nie w głowie mu wtedy chęć do kopulacji, szczególnie z
      sąsiadką, a chęć przyniesienia temu dziecku jedzenia!!!

      (Gdy dzici syte i zadowolone, próba złożenia nasienia w łonie sąsiadki to
      naturalny i oczywisty odruch. Z biologicznego punktu widzenia byłoby idealnie,
      gdyby wszystkie kobiety rodziły co roku, wszyscy mężczyźni chowali dzieci, ale
      by płodzili je najokazalśi!!! To nie jest możliwe, ale umairkowany zakres zdrad
      małżeńskich jest strategią dla gatunku optymalną.)

      Od kilku pokoleń dzieci już nie umierają! Deficyt żywności został zlikwidowany.
      Choroby zakaźne pod kontrolą. W związku z tym wiele kobiet nie rodzi dzieci
      wcale, inne decydują się na jedno, może dwoje. Bez dzieci, czy po odchowaniu
      jedynaka, DAWNY sens trwania małżeństwa upada. Ludzkość jest na rozstajach. Co
      z tego wyniknie za 50 czy 100 lat?
      Najgorsze w tym wszystkim jest to, iż te zanik rywlizacji między potomstwem i
      brak eliminacji słabszych prowadzi do wykładniczego rozprzestrzeniania się wad
      wrodzonych. Gatunek ludzki się degeneruje. Już 50% to alergicy. 30% ma problemy
      z przemianą materii i tyją bez końca. Dysleksja, dyskalkulia, etc. etc.
      CIEMNOŚĆ WIDZĘ.
      • k.grzywna Re: A ja jestem pesymistą 28.11.06, 17:18
        Uwielbiam wypowiedzi, ktorych polowa czytajacych nie zrozumie :) prawda (?)
        jest taka, ze tylko dwa gatunki malp na swiecie ma W GENACH monogamie. U ludzi
        to wlasciwie rzadkie i funkcjonuje raczej jako wymysl spoleczny, jest pomocne w
        egzystencji w zbiurokratyzowanym swiecie. Malzenstwo sluzy nam do tego, zeby
        nie bylo problemow z testamentami, dziedziczeniem itp. i do pewnego stopnia tez
        po to, zeby uchronic kobiety (heh) przed przemoca ze strony mezczyzn. Wiem,
        brzmie szowinistycznie, ale dla mnie w sumie to ma sens.
        Dla mnie problem tkwi w tym, ze troche inne wartosci sa dla nas wazne niz to
        mialo miejsce 50 lat temu. Pokolenie moich dziadkow (roczniki 1930-40) zupelnie
        inaczej patrzy(lo) na swiat, czego innego szukalo w drugim czlowieku. Moze
        idealizuje, ale wazna byla przyjazn, umiejetnosc rozmawiania, szacunek dla
        drugiego czlowieka, poczucie, ze jest sie szczesliwym, bo po prostu jest sie z
        ta druga osoba, niekoniecznie trzeba bylo miec dobra prace, wazne, zeby byl
        ktos, kto wszystko zrozumie a nie tylko pozwoli rozladowac napiecie w
        ledzwiach. Splycamy chyba troche funkcje zwiazku/malzenstwa. Rozumiem, ze sa
        inne czasy, inna rzeczywistosc, inne wartosci, co innego jest wazne. Ale wydaje
        mi sie, ze ludzie az tak sie nie zmieniaja, ze nasze potrzeby sa jakby
        zaprogramowane i czasem nam sie wydaje, ze je zagluszymy. Ale trzeba nam po
        prostu zrozumienia, poczucia bezpieczenstwa i tego, zeby nas ktos bezwarunkowo
        kochal, nawet jak jest ciezko. A ze ciezko jest czesto, mamy taka a nie inna
        ilosc rozwodow i patologii. Na ogolna rzeczywistosc zbyt duzego wplywu nie mamy
        ale na te najblizsza owszem. Trzeba z siebie wykrzesac troche sily i uzmyslowic
        sobie, co jest naprawde wazne. Nie ma gotowych scenariuszy, ktore dla
        wszystkich moglyby sie sprawdzic. Kazdy ma swoj ogrodek :) i oby umial go
        uprawiac jak najlepiej. pozdrawiam
        • marta.wieleba Re: A ja jestem pesymistą 29.11.06, 00:50
          No tak ale co z tego wynika?Zwiazek to taki twor ktory wymaga pewnego poswiecenia, a poswiecenie wymaga pewnego wysilku, by ten wysilek podjac bodzce(zakochanie) musza byc wystarczjaco silne..a ich sila z czasem zanika..ludzie maja rozne talenty i nie wszyscy sa jednakowo biegli w sferze uczuc czy zycia duchowego..byc moze tu tkwi ten element przrywajacy lancuch?ze ludzie w pewnym momencie skonfrontowani z wygasnieciem silnych bodzcow i szarosci zycia, nie wiedza jak sie zabrac za to zeby na nowo uatrakcyjnic sobie zwiazek i najprostsza dostepna metoda wydaje sie go przerwanie i zwiaznie sie z osoba ktora jawi sie jako bardziej atrakcyjna..wydaje mi sie ze ten sam mechanizm dziala przez wieki, a nasze czasy wykazuja sie jedynie wieksza dla niego tolerancja.Dlaczego czlowiek grzeszy?byc moze dlatego ze jest slaby, ze gubi priorytety, bo nie jest tylko "duchowy" lecz takze "cielesny", uwiklany w rzeczywistosc, ktora czasem faworyzuje szybsza przyjemnosc(grzech) niz stopniowa gratyfikacje(cnote) a przeciez ta ostatnia daje wiecej szczescia.Tylko cierpliwosci brak by na nia czekac..zreszta jaki sens mialoby nasze istnienie na tym swiecie gdybysmy zawsze byli tak madrzy i dojrzali by podejmowac jedynie sluszne decyzje?
          Kasieńka, skoro nie jestesmy zaprogramowani na monogamie to skad tak wielka w nas potrzeba jej?skad ta tesknota by byc z kims jednoscia, by przez chwile moc sie zatrzymac w biegu i oprzec o kogos, kto w tym czasie zmaga sie z rzeczywistoscia za nas, a przynajmniej z nami ten wysilek dzieli?
          Nie dawaj sie uwiesc latwym schematom,wytartym cliches:)
          Mam nadzieje ze nie brzmi zbyt przemadrzale;)
          Pozdruffka.
    • hong2 Łaska małżeńska 28.11.06, 16:45
      Spotkalem dziewczyne o wygladzie 19-latki i super figurze, powiedziala mi ze ma 5 cioro dzieci. Jak to
      robi? proste - uprawia balet.
      • mikronezja Sądząc z ilości dzieci, w tym wieku to raczej ... 04.12.06, 13:46
        chodzi o "balety" ;))))))))))))))))))))
    • elk84 Ksiądz wypowiadający się o przyczynach rozpadu ... 28.11.06, 16:56
      małżeństwa i udzieljący porad w tym zakresie jest jak instruktor nauki jazdy bez
      prawa jazdy!

      Krzysztof
      • visenna2 Re: Ksiądz wypowiadający się o przyczynach rozpad 28.11.06, 17:20
        Onkolog leczący chorych na raka też?
        • mikronezja Re: Ksiądz wypowiadający się o przyczynach rozpad 04.12.06, 13:47
        • mikronezja Nietrafiony przykład ... 04.12.06, 13:48
          !!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • gzwolinski proszę, może przeczytajcie jeszcze raz artykuł... 28.11.06, 17:23
        bo mam wrażenie, że większość nic nie zrozumiała, tylko zareagowała jak byk na
        czerwoną szmatkę: "AAAA ksiądz!! w dodatku GW!! ratuj się kto może" Ludkowie!
        jeśli nie odpowiada wam katolicki punkt widzenia małżeństwa to nikt was nie
        zmusza - róbta co chceta, jak mówi pewien mądrala. Czy ten ksiądz was obraził,
        ubliżył, że tak szczekacie? Spróbujcie zrozumieć o czym mówi... szczególnie na
        początku wywiadu, gdy tłumaczy przyczyny rozpadu małżeństw.
      • remax2 Re: Ksiądz wypowiadający się o przyczynach rozpad 28.11.06, 17:24
        a może lekarz onkolog, który nigdy nie był chory na raka to tez instruktor nauki
        jazdy baz nauki jazdy ??
        nóż w kieszeni się otwiera czytając takie brednie...
        • stoova Re: Ksiądz wypowiadający się o przyczynach rozpad 29.11.06, 15:34
          remax2 napisał:
          > a może lekarz onkolog, który nigdy nie był chory na raka to tez instruktor nauk
          > i
          > jazdy baz nauki jazdy ??
          > nóż w kieszeni się otwiera czytając takie brednie...

          sam brednie piszesz.
          lekarz ma leczyć a nie chorować. lekarz zdobywa doświadczenie w inny sposób.
          nie miałbym zaufania do chirurga, który nie miał skalpela w ręku. doświadczenie
          w chirurgii, chemioterapii, terapii radiacyjnej, immunoterapii etc. jest
          niezbędne przy leczeniu raka.
          • mjacek3 Ksiądz a chirurg 30.11.06, 09:38
            Nie widzę tu istotnej różnicy. Chyba że na Twoją niekorzyść ;-).

            O. Pilśniak (lub inna osoba duchowna lub zupełnie świecka zajmująca się chorymi
            małżeństwami) <==> chirurg który widział wiele przypadków choroby, poznał w
            praktyce metody leczenia, widział ich skutki (dobre i złe).

            Przeciętny małżonek (lub już rozwodnik) <==> pacjent, który wiele przeszedł,
            widział przypadek własny i ewentualnie współpacjentów.


            A jak komuś (kto ma mózgu więcej niż ratlerek) przeszkadza habit zakonny o.
            Pilśniaka, to są dwa wyjścia:

            1. "Ksiądz niech doradza swoim owieczkom" - owieczki też czasem czytają GW, i
            nawet WO. Nie-owieczki po prostu mogą nie czytać tego artykułu, tak jak owieczki
            omijają artykuły na temat ######.

            2. "Ksiądz jest specjalistą od tej sprawy z uwzględnieniem okoliczności bycia
            owieczką" - a nie-owieczki mogą popatrzeć, czy pewne doświadczenia mimo
            odmienności światopoglądowej mogą być uniwersalne.


            A z ratlerkami szkoda dyskutować.
            • stoova Re: Ksiądz a chirurg 06.12.06, 11:11
              Nie ja się zacząłem bawić w uproszczenia.
    • perotin Dlaczego ci, co mieszkają razem przed ślubem... 28.11.06, 17:30
      ...tak często się rozwodzą? Ja stawiam na to, że przed ślubem razem mieszkają ludzie, dla których rozwód nie jest tabu, jest w ich środowisku czymś do przyjęcia. Sugerowanie na podstawie tak uproszczonej statystyki, że wspólne mieszkanie sprzyja rozwodom, to szczyt naiwności.
      • stoova Re: Dlaczego ci, co mieszkają razem przed ślubem. 29.11.06, 15:34
        perotin napisał:

        > ...tak często się rozwodzą? Ja stawiam na to, że przed ślubem razem mieszkają l
        > udzie, dla których rozwód nie jest tabu, jest w ich środowisku czymś do przyjęc
        > ia. Sugerowanie na podstawie tak uproszczonej statystyki, że wspólne mieszkanie
        > sprzyja rozwodom, to szczyt naiwności.

        jak często? jakieś dane?
      • meg303 Re: Dlaczego ci, co mieszkają razem przed ślubem. 09.12.06, 12:40
        Tylko mieszkanie z kimś przez 24 godz na dobę przed ślubem moze stać się
        miernikiem tego,czy to na pewno właściwa osoba.Można sie obserwować wkażdej
        sytuacji,w zdrowiu i chorobie wmakijażu i bez.Na randkach każdy gra kogoś
        lepszego niż jest.
    • mw1969 K L E C H A specem od problematyki małżeńskiej... 28.11.06, 19:21
      ... ten kraj już kompletnie schodzi na psy. Jak facio w habicie/sukience,
      żyjący w wymuszinym przez wierchuszke KrK celibacie, w ogóle śmie pouczać
      ludzi "cywilnych" w kwestiach małżeńsko-rodzinnych?!
      Co taki zadufabny i beztroski, żerujący na "parafiańszczyźnie" pasożyt może
      wiedzieć o prawdziwym zyciu i prawdziwych problemach?!
    • kolombinka Re: Łaska małżeńska 03.12.06, 11:50
      ej kochani a powiedzcie mi prosze czy to normalne ze ludzie ktorzy przezyli ze
      soba 35 lat rozstaja sie?... bo tak wlasnie robia teraz moi rodzice. i wcale
      nie maja zamiaru pozostac przyjaciolmi, wcale nie jest sympatycznie, gdy- sila
      rzeczy- czasami musza sie spotkac. powodow niby tysiace a tak naprawde
      wszystkie nic nie warte... nie dlatego ze znalezli sobie nowych kandydatow na
      malzonkow. czytajac inne posty i tak uwazam ze jestem szczesliwa w nieszczesciu
      bo wobec mnie sa w porzadku (choc zdarza im sie palnac takie slowa ze czuje sie
      tak jakby mnie ktos przekluwal na wylot), bo mialam szczescie widziec ich razem
      w naprawde wspanialym zwiazku, bo (...). mam 17 lat, przez 15 lat zylam w
      utopii a od 2och wszystko sie stopniowo rozpada, roztapia, roztrzskuje z
      hukiem... w to naprawde trudno jest uwierzyc. to naprawde trudno jest zniesc.
      przetrzymac- prawie niemozliwe, a ta scharatana rana... nie wiem czy sie zagoi.
      ale trzymam sie.
    • testman Re: Łaska małżeńska 03.12.06, 14:54
      mogę się tylko cieszyć, że nie jestem członkiem tej sekty...
      • meg303 Re: Łaska małżeńska 09.12.06, 12:34
        Witaj w klubie!:)Ja też się cieszę,z pełną politowania ciekawością czytam takie
        wywiady.
    • tiusza68 Re: Łaska małżeńska 04.12.06, 11:20
      drażni mnie mit miłości romantycznej-połówki muszą się odnaleść a potem to już długo i szczęśliwie...
      prawda w małżeństwie...Jesteśmy zakochani(początek),to stan odurzenia prawie narkotycznego(no w chemi mózgu różnicy nie ma),w tym stanie nie widzisz osoby którą poślubiłeś(tylko jakąś wizję-wierzę,że cudną).Po dwóch,trzech latach narkotyczna mgła opada i doznajesz prawdy.O tym mówił ojciec Pilśniak.Prawda może być szokiem,rozmijać się z marzeniami,ale jest ciekawa.Dopiero tu zaczynamy budować związek.Od odwagi mowienia o brudnych skarpetkach(o tym co nas drażni i czego oczekujemy,ale tylko o pragnieniach i uczuciach-nie próbujmy nikogo przerobić!).
    • sociopata Laska Malzenska 05.12.06, 08:30

      ja rozumiem ze to jest sprawa miedzy dwojgiem ale dlaczego wywleka sie to na
      forum publiczne? Nigdy nie rozumialem wulgarnosci kobiet w sprawach
      seksualnych. Fuj, jak mozna!
    • egard1 Łaska małżeńska 18.02.07, 00:16
      Niestety, nie zawsze mediatorami sa tacy doświadczeni psychologowie. Mój obecny
      mąż, który własnie wniósł pozew o rozwód ze mną po 33 latach małżeństwa, ze
      swoją kochanką są mediatorami i to w sprawach rozwodowych. Czy to nie zgroza!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka