Dodaj do ulubionych

Warto dać się pokroić?

    • magulka2 Ja Państwu powiem dlaczego kobiety wybierają cc 09.10.08, 22:29
      Ja Państwu powiem dlaczego kobiety w Polsce wybierają CC.
      Nie z wygody (bo krótko i nie boli), tylko ze strachu, ze strachu
      przed personelem szpitala, który z klapkami na oczach, postępując
      według jakichś przestarzałych zasad, uśmierci albo w lepszym wypadku
      okaleczy ich dziecko, nie ponosząc przy tym jakiejkolwiek
      odpowiedzialności. Jestem w 8 tc, mam 30 lat i chciałabym
      rodzić "siłami natury", ale jak czytam wypowiedź eksperta, że poród
      może skończyć się i po trzech dobach, i że to zwykla fizjologia, to
      ja dziękuję za taki "ludzki poród". Przez takie podejście lekarzy, w
      zeszłym roku, w jednym z Warszawskich szpitali uśmiercili zdrowe,
      donoszone dziecko moich znajomych. Inna koleżanka, rehabilituje
      swoją córeczkę z porażeniem mózgowym. To jak ja mam się nie
      zastanawiać? Kobieta po to idzie RODZIĆ do szpitala, żeby ten
      zagwarantował jej jak najbezpieczniejszy poród, wykorzystując przy
      tym wszystkie możliwe osiągnięcia współczesnej MEDYCYNY. Idę do
      szpitala, bo oczekuję przy moim porodzie fizjologicznym pomocy
      medycznej. Inaczej rodziłabym na polu przy kamieniu (przynajmniej
      zdrowo, bo na świerzym powietrzu !), albo jak nomadka, w samotności
      na pustyni... Wiecie dlaczego kobiety w Holandii, mimo iż mają wybór
      rezygnują z cc? bo mają pewność, że żaden nawiedzony konował nie
      będzie im kazał przychodzić do szpitala codziennie przez 10 dni po
      terminie porodu, żeby sprawdzać, czy słychać tętno ich dziecka, czy
      może już nie, potem przekłuje im pęcherz płodowy, dalej będzie
      męczył 3 doby, a na koniec wyssie sine dziecko próżniociągiem. O
      znieczuleniu zewnątrzoponowym nie ma co marzyć, bo na początku to
      jeszcze za wcześnie, a potem to już za późno. Dlatego jak Polkę
      stać, to wybiera cesarskie cięcie. I koniec Państwa dyskusji.
      • tybetyia Re: Ja Państwu powiem dlaczego kobiety wybierają 03.02.10, 20:20
        zdecydowanie popieram te słowa. Mam nadzieję, że kolejne moje
        dziecię będę także rodzić w uk a nie w Polsce.
    • magulka2 Ja Państwu powiem dlaczego kobiety w Polsce wybier 09.10.08, 22:31
      Ja Państwu powiem dlaczego kobiety w Polsce wybierają CC.
      Nie z wygody (bo krótko i nie boli), tylko ze strachu, ze strachu
      przed personelem szpitala, który z klapkami na oczach, postępując
      według jakichś przestarzałych zasad, uśmierci albo w lepszym wypadku
      okaleczy ich dziecko, nie ponosząc przy tym jakiejkolwiek
      odpowiedzialności. Jestem w 8 tc, mam 30 lat i chciałabym
      rodzić "siłami natury", ale jak czytam wypowiedź eksperta, że poród
      może skończyć się i po trzech dobach, i że to zwykla fizjologia, to
      ja dziękuję za taki "ludzki poród". Przez takie podejście lekarzy, w
      zeszłym roku, w jednym z Warszawskich szpitali uśmiercili zdrowe,
      donoszone dziecko moich znajomych. Inna koleżanka, rehabilituje
      swoją córeczkę z porażeniem mózgowym. To jak ja mam się nie
      zastanawiać? Kobieta po to idzie RODZIĆ do szpitala, żeby ten
      zagwarantował jej jak najbezpieczniejszy poród, wykorzystując przy
      tym wszystkie możliwe osiągnięcia współczesnej MEDYCYNY. Idę do
      szpitala, bo oczekuję przy moim porodzie fizjologicznym pomocy
      medycznej. Inaczej rodziłabym na polu przy kamieniu (przynajmniej
      zdrowo, bo na świerzym powietrzu !), albo jak nomadka, w samotności
      na pustyni... Wiecie dlaczego kobiety w Holandii, mimo iż mają wybór
      rezygnują z cc? bo mają pewność, że żaden nawiedzony konował nie
      będzie im kazał przychodzić do szpitala codziennie przez 10 dni po
      terminie porodu, żeby sprawdzać, czy słychać tętno ich dziecka, czy
      może już nie, potem przekłuje im pęcherz płodowy, dalej będzie
      męczył 3 doby, a na koniec wyssie sine dziecko próżniociągiem. O
      znieczuleniu zewnątrzoponowym nie ma co marzyć, bo na początku to
      jeszcze za wcześnie, a potem to już za późno. Dlatego jak Polkę
      stać, to wybiera cesarskie cięcie. I koniec Państwa dyskusji.
    • vampgirl Re: Warto dać się pokroić? 09.10.08, 22:44
      słusznie rozmówcy zauważyli, że brak rzetelnej i mądrej edukacji seksualnej,
      poszerzonej o podstawy anatomii i fizjologii kobiety i mężczyzny przyczynia się
      do niewiedzy, strachu, rozsiewania plotek i obaw. Cięcie cesarskie może uratować
      życie matki i dziecka, sprawdza się gdy jest więcej płodów niż jeden bądź gdy
      potomek jest bardzo duży a warunki fizyczne matki małe (wąskie biodra, problemy
      hormonalne i do tego obawy ze strony psychicznej), ale jest to także operacja -
      każde otwarcie powłok brzusznych obarczone jest pewnym ryzykiem i jest poważną
      ingerencją. Błędnym wydaje mi się stwierdzenie, że astma jest chorobą dzieci
      urodzonych poprzez cesarkę - astma ma podłoże genetyczne i to jest dowiedzione.
      Podobnie jak niemal wszystkie choroby i cierpienia. Trzeba pamiętać, że kobieta
      i jej dziecko to nie są przypadki, to nie są przedmioty i inkubatory - to żywi
      ludzie, którzy potrzebują pomocy. Poza tym kobiety chcą rodzić w warunkach
      komfortowych dla siebie i dzieci, nie chcą odczuwać potem dolegliwości i to jest
      zupełnie zrozumiałe. Każdy przypadek musi być traktowany indywidualnie i rzetelnie.
    • ingeborg_1 Warto dać się pokroić? 10.10.08, 07:33
      Wolałabym, żeby o komfort rodzących walczył kto inny, a nie fundacja Rodzić po
      Ludzku. Pani Otffinowska wygłasza skrajne, trudne do zaakceptowania przez
      kobiety poglądy (np. o tym porodzie trwającym 3 doby, albo o niefarmakologicznym
      znieczuleniu - czy ona kiedykolwiek rodziła?). Jednocześnie ma przychylność
      mediów i kobiety, które chcą w końcu poprawy opieki podczas porodu, jednak ją
      popierają (nie znając zdradliwych szczegółów, które tkwią w pakiecie fundacji).

      PS. Sama 3 razy rodziłam przez cc, ze wskazań medycznych. Nie można powiedzieć,
      że cesarskie cięcie doprowadza do spustoszenia w organizmie kobiety. Jestem w
      stu procentach zdrowa, sprawna fizycznie itd, zdrowiu dzieci też nic nie można
      zarzucić (co to za dane z tą astmą, jaka jest skala tego zagrożenia? Trzeba
      spojrzeć raczej na to, co powiedział dr Południewski - że ryzyko uszkodzeń
      okołoporodowych dla noworodka wynosi 1 na 4000 przy cc i 1 na 1700 przypadków
      przy porodzie siłami natury).

      • agrafka.74 Re: Warto dać się pokroić? 10.10.08, 07:53
        tak wszystko prawda, ale zwróć uwagę, na inną część tego artykułu,
        że dużo więcej dzieci, które rodzą się poprzez cesarkę zapada na
        astmę, a to naprawdę paskudna choroba, dużo gorsza niż np. wybity
        bark.
        • iluminacja256 Re: Warto dać się pokroić? 03.02.10, 19:46
          Zdecydowanie lepiej mieć astmę niz zamartwicę i bonus w charakterze
          porazenie mózgowego czyli efekt wspomnainych 50-70 godzinnych
          porodów...
    • agrafka.74 Cesarskie cięcie: Warto dać się pokroić? 10.10.08, 07:50
      Myślę, że padła w tej całej dyskusji jedna prawda. Brak świadomości.
      Mam dwóch synów, których urodziłam naturalnie (może z lekkim
      wspomaganiem farmakologi, ale jednak) i byłam najszczęśliwsza na
      świecie, gdy po takiej ciężkiej pracy, jaką jest poród, zobaczyłam
      moich chłopaków. Podczas porodu klełam na czym świat stoi, ale po
      porodach kochałam wszystkich wokół i choć między porodami minęło 8
      lat, to oba wspominam bardzo serdecznie. Dodam, ze rodziałam w
      normalnych szpitalach państwowych. Tak, zdecydowanie kobiety trzeba
      uświadamiać i przerwać to pasmo straszenia się nawzajem. Poród to
      taka sama fizjologia, jak jedzenie, picie, czy nawet oddawanie
      stolca. Zrobiono wokół tego mega temat, zupełnie niepotrzennie.
      Kobietom potrzebna jest przede wszystkim rzetelna informacja, im
      wczesniej tym lepiej. Pozdrawiam
    • e.day Warto dać się pokroić? 10.10.08, 09:19
      Przeczytałam artykuł, komentarze, dodatkowo przeczytałam dzisiejsze wiadomości
      od minister zdrowia, że na refundowane znieczulenie porodowe budżetu nie stać i
      stać nie będzie.
      Tylko czy o kasę tu chodzi, czy nie przez przypadek o to podłe traktowanie
      kobiet, które mają "w bólach rodzić", bo tak gdzieś wieki temu napisał jakiś
      mizogin?
      Czemu ci wszyscy od polityki rodzinnej, nakłaniający kobiety do rodzenia dzieci
      i poprawiania współczynników dzietności i przytostu naturalnego nie odezwą się
      teraz? Nie chcemy być traktowane jak rzeźne świnie podczas przyjścia na świat
      naszych dzieci i tego już nikt nie zmieni. Tak trudno to zrozumieć?
      Osobiście miałabym ochotę na jeszcze jedno dziecko. Właściwie teraz upływają
      ostatnie lata na decyzję, za pięć lat na pewno będzie za późno. Ale nie
      zdecyduję się, bo nie chcę powtórki sprzed kilku lat: przekłuwania pęcherza,
      nacięcia krocza, golenia, końskich dawek oksy i werdyktu lekarza, że
      znieczulenia mi nie da, bo on ma światopogląd. A zresztą znieczulenia szkodzą
      dzieciom. Dziesięć godzin miotania się na plecach, nie ma mowy o zmianie pozycji
      czy przechodzeniu pierwszej fazy (bo byłam cały czas przypięta do KTG).
      Plus dziewięć miesięcy wcześniej traktowania mnie jako niedorozwiniętej
      histeryczki, której nie trzeba traktować poważnie. O kilku dość ciężkich
      miesiącach po porodzie nawet nie ma co wspominać, bo akurat pediatrę mieliśmy
      przecudowną i szczęśliwie tym razem to nie kwestie medyczne były przyczyną
      problemów.
      Na marginesie, dużo mniej bolesne sprawy są niejako z urzędu traktowane środkami
      przeciwbólowymi. Rodzące kobiety natomiast z zasady mają się męczyć, być
      upokarzane i traktowane jak rzeźne mięso.
      Dużo pracy przed nami
      • maj16 Re: Warto dać się pokroić? 12.10.08, 15:42
        > nie chcę powtórki sprzed kilku lat: przekłuwania pęcherza,
        > nacięcia krocza, golenia, końskich dawek oksy i werdyktu lekarza,
        że
        > znieczulenia mi nie da, bo on ma światopogląd. A zresztą
        znieczulenia szkodzą
        > dzieciom. Dziesięć godzin miotania się na plecach, nie ma mowy o
        zmianie pozycj
        > i
        > czy przechodzeniu pierwszej fazy (bo byłam cały czas przypięta do
        KTG).

        I to się nazywa poród "naturalny". Tak, drodzy dyskutanci w Wysokich
        Obcasach, wygląda przeciętny poród "naturalny" w Polsce. Czy
        decydenci naprawdę tego nie widzą? Czy naprawdę nie rozumieją
        dlaczego kobiety w Polsce domagają się CC na życzenie bądź
        znieczulenia? ODMEDYKALIZUJCIE PORODY!!! TO NIE KOSZTUJE ANI GROSZA
        Z PAŃSTWOWEJ KASY!!!
    • kulki strach o zdrowie dziecka 10.10.08, 09:34
      Za mało podkreślony został strach o zdrowie dziecka, a to ta pobudka myślę, że
      kieruje większością rodzących.
      Mówi się o małej wiedzy, strachu przed porodem, "widzimisię" - a kobiety
      zbierają doświadczenia sąsiadek, koleżanek i widzą co się dzieje w szpitalach.
      Jeśli mam ryzykować niedotlenienie dziecka, złamany obojczyk itp. to ja wybieram cc.
      • ml130676 A ja znam jeszcze inne argumenty... 10.10.08, 16:39
        Czysto prokobiece i estetyczne:
        1. Po porodzie naturalnym jakoby wagina robi się "jak wiadro" i nie
        wraca już do dawnych rozmiarów, co wpływa na brak satysfakcji
        seksualnej u partnera (teoria facetów wtłaczana do głów kobietom,
        dobre wytłumaczenie ewentualnej zdrady);
        2. Łechtaczka się rozciąga i deformuje (mhm, nie oglądałam
        się "przed" w lustrze);
        3. Nietrzymanie moczu - zdarza się, fakt, ale są podobno ćwiczenia
        wzmacniające te i owe mięśnie.
        4. Mnie rozwalił (i w zasadzie powinien być czynnikiem
        zniechęcającym) kwiecisty opis lekarza na temat parcia podczas
        porodu - "no wie pani, napnie się pani parę razy, tak jak do kupy".
        No i jak tu afirmować naturę, skoro sami lekarze obrzydzają ten
        najpiękniejszy moment? Pewne rzeczy mogliby zostawić dla siebie.
    • antham Warto dać się pokroić? 10.10.08, 09:41
      II ciąża, pierwszy poród - ze względu na dobro dziecka chciałam cc,
      ale nie byłam do tego przekonana, moja lekarka (chodziłam prywatnie)
      dała mi wybór, urodziłam prawie naturalnie (oksy)przed planowanym
      terminem cc i nie żałuję, potem leżałam na sali z kobietami po
      cesarkach, widziałam, jak każda z nich musiała leżeć plackiem przez
      12 godzin, na diecie, potem je "uruchamiano" - nigdy cc(chyba,że ze
      względu na dobro dziecka). Najważniejsze było pozbycie się lęku o
      dziecko ze względu na pewność przeprowadzenia cc, gdyby coś było nie
      tak...
    • betixx Cesarskie cięcie: Warto dać się pokroić? 10.10.08, 11:15
      Temat wzbudza kontrowersje bardzo słusznia. Ponad 6 lat temu po
      przeszło 10 godzinnych próbach urodzenia dziecka o własnych siłach
      poprosiłam o znieczulenie. Dopiero po czasi człowiek zastanawia się
      jakie konsekwencje mogły być. Gdyby nie fakt, że było przy mnie
      dwóch ginekologów, z których jeden upierał się przy porodzie o
      własnych siłach, a drugi (większy autorytet) wyraził zgodę na
      cesarskie ze znieczuleniem. Pamiętam jak pielęgniarka dająca mi
      zastrzyk powiedziała: wiedziałm, że Pani sama nie urodzi, zbyt wąski
      rzostaw bioder-nie było szans.
      Mój synek miał okropnie zniekształconą głowkę (na szczęście dzisiaj
      nie ma śladu).
      Co będzie jeśli zakaz znieczulania zacznie obowiązywać? Mogą być
      śmiertelne konsekwencje tej decyzji :-(

      Zaimponowała mi Pani Kopacz kilkoma pomysłami, ale tłumaczenie, że
      brak lekarzy, brak środków itd, wzbudziło moje oburzenie dla
      motywachi Min. Zdrowia.
      Mojej aprobaty dla tej decyzji nie ma, pomimo, iż w wielu
      kontrowersyjnych działanich przyklaskuję PO.
    • melagrana Warto dać się pokroić? 10.10.08, 11:40
      teraz tylko pare slow, bo jestem w biegu;;; i pod wrazeniem tego co
      sie dzieje w kwestii porodu w Polsce. Mieszkam we Francji i tam tez
      rodzilam ( w wieku "starczym" 35 lat!!), mialam doskonala opieke w
      czasie ciazy i programowana cesarke tylko ze wzgledu na to z moja
      coreczka pozostawala w pozycji siedzacej (glowka do gory). za nic
      nie musialam zaplacic nawet pol centa.opieka POLOZNEJ w czasie ciazy
      i podczas porodu nalezy do standartu, podobnie jak znieczylenie i
      caly szereg uslug... pisze to nie po to by Was zdolowac jeszcze
      bardziej, ale by zaswiadczyc o tym jak moze byc lepiej i do czego
      nalezy zdazac w Polsce. nie jest prawda, ze znieczulenie
      zewnatrzoponowe (kore we francji jest zawsze proponowane, za darmo)
      znieczulazupelnie, zalezy to wylacznie od zastosowanej dawki. w moim
      szpitalu (klinika les bluets w paryzu)stosowana takie dawki
      znieczulenia by rodzace mogly chodzic podczas porodu i przyjmowac
      dogodne dla siebie pozycje.na koniec polecam wspanialaksiazke
      klasyczna juz na zachodzie i we francji Frederic Le Boyer "pour une
      naissance sans violence" oraz wszystkie ksiazki dr i poloznego Odent
      (nie pamietam imienia), jesli jestescie zainteresowane opowiem o
      nich na formu... a esli znajdzie sie wydawca to chetnie
      przetlumacze... a apropos cesarki, to nigdy bym jej nie wybrala,
      mimo ze w moim przypadku wszystko rozegralo sie jak najpomyslniej
      (po cesarce nie macie sily chodzic przez conajmniej 2 tygodnie, nie
      mowiac juz o noszeniu dziecka tuz po porodzie...)pozdrawiam
      serdecznie
      • hajota Re: Warto dać się pokroić? 10.10.08, 23:16
        melagrana napisała:


        wszystkie ksiazki dr i poloznego Odent
        > (nie pamietam imienia), jesli jestescie zainteresowane opowiem o
        > nich na formu...

        Książka doktora Michela Odent "Odrodzone narodziny" ma się niedługo ukazać
        nakładem wydawnictwa Bela Med. Może będzie już do nabycia na Targach Książki w
        Krakowie pod koniec października.
        "Narodziny bez przemocy" Fredericka Leboyer były dwa razy wydane w Polsce, w
        1986 i 1997 roku.
    • gonia28b Cesarskie cięcie: Warto dać się pokroić? 10.10.08, 13:04
      w 100% zgadzam się z panią Anna Otffinowską.
      w polskich szpitalach, żeby kobiety mogły rodzić całkowicie
      naturalnie i bezstresowo jeste jeszcze bardzo długa droga.
    • redavec Cesarskie cięcie: Warto dać się pokroić? 10.10.08, 14:00
      www.akademiska.se/templates/webbislist.aspx?id=39957&pageno=3
      w 170 tys. uniwersyteckiej uppsali rodzi sie dziennie 10-15 dzieci. Kazdej
      kobiecie nalezy sie znieczulenie okolooponowe, ceasarek wykonuje sie ok. 20%.
      Anestezjolodzy przyjezdzaja z Polski
    • ludmilla pewnie ze warto sie pokroic!!! 10.10.08, 14:07
      dziewczyny nie sluchajcie zakompleksionych wymyslow pani
      Otffinowskiej i sp., pamietajcie: maci prawo wyboru!!!
      i jeszcze jedno: nie jest prawda ze cesarka wywoluje choroby -
      chorobe stwierdzam tylko u osoby co te bzdure wymyslila
      • inkwizytorstarszy Re: pewnie ze warto sie pokroic!!! 23.01.10, 05:49
        ludmilla napisała:

        > dziewczyny nie sluchajcie zakompleksionych wymyslow pani
        > Otffinowskiej i sp., pamietajcie: maci prawo wyboru!!!
        > i jeszcze jedno: nie jest prawda ze cesarka wywoluje choroby -
        > chorobe stwierdzam tylko u osoby co te bzdure wymyslila
        ......Popieram ! (tylko katoliczki niech uważają przy spowiedzi,nie ma
        przebacz!!!)
    • inguszetia_2006 Cesarskie cięcie: Warto dać się pokroić? 10.10.08, 14:09
      Witam,
      Ja się dałam pokroić i było mi bosko.
      Potem bolało jak diabli, ale to nic.
      Najważniejsze, że po kilku minutach zobaczyłam najpiękniejsze
      dziecko świata;-) Zdrowe i wrzeszczące.
      Depresji nie miałam, baby bluesa też nie.
      Szew mam mistrzowski, bo go nie widać.
      Acha, wskazania do c.c. były takie; wąska miednica, dziecko duże, 16
      dni po terminie i coś tam jeszcze.
      Pzdr.
      Inguszetia
      • heca7 Re: Cesarskie cięcie: Warto dać się pokroić? 10.10.08, 14:36
        Ja wypowiem się tylko za siebie. 3x rodziłam sn. Za pierwszym razem bez zzo- bo
        nie było potrzeby. Namawiano mnie na chodzenie ale nie chciałam,wolałam się
        zdrzemnąć na łóżku porodowym bo to noc była;)
        Za drugim razem chciałam zzo i dostałam, łaziłam, skakałam, stałam, siedziałam,
        czytałam gazetę:). Rodziłam na siedząco tak jak sobie wybrałam (tyłek niżej,
        głowa wyżej, mąż za mnie itd, porozstawaiłam towarzystwo) i zaczęłam rodzić. Jak
        mi poduszka spod głowy się zsunęła to stop! muszę się podciągnąć , nie było
        dyskusji ze mną:) Oksytocyna być musiała z innych powodów, bez niej pewnie
        byłaby cesarka a tego nie chciałam. Za trzecim razem nie zdążyłam znieczulenia
        dostać:) Nikt na mnie nie krzyczał ani nie dyskutował ze mną. Lewatywa? jest
        takie słówko, które opanował mój 1,5r synek NIE;) Zwisa mi i powiewa co tam
        jeszcze wypadnie. Ja nie na randkę idę tylko do porodu. Nie życzę sobie i już.
        Nie mam poszarpanej waginy, problemów z trzymaniem moczu, żylaków odbytu. Za nic
        oprócz zzo nie płaciłam w państwowym szpitalu. Takie są moje doświadczenia.Ale
        może ja za asertywna jestem:)
        • heca7 Re: Cesarskie cięcie: Warto dać się pokroić? 10.10.08, 14:37
          Ps: za 2 razem najpierw chodziłam itd, potem na koniec dostałam zzo oczywiście:)
    • szmydzik Warto dać się pokroić? 10.10.08, 16:24
      wcale nie jestem taka pewna czy w Holandii istnieje mozliwosc "ciecia na
      zyczenie". Raczej nie, tutaj lekarze wrecz zalecaja porod w domu, jezeli ciaza
      przebiega bez problemu (co moim zdaniem jest pomyslem, przepraszam za wyrazenie,
      poronionym)
      • maj16 Re: Warto dać się pokroić? 12.10.08, 15:51
        > wcale nie jestem taka pewna czy w Holandii istnieje
        mozliwosc "ciecia na
        > zyczenie". Raczej nie, tutaj lekarze wrecz zalecaja porod w domu,
        jezeli ciaza
        > przebiega bez problemu (co moim zdaniem jest pomyslem, przepraszam
        za wyrazenie
        > ,
        > poronionym)

        Moim zdaniem to pomysł fantastyczny!!! Po co rodzić w szpitalu,
        gdzie natychmiast ci medykalizują poród, po prostu urządzają
        tortury, kiedy spokojnie, pod opieką wybranej położnej można urodzić
        w domu. Jeśli ciąża przebiega bez powikłań, to czemu nie?
        Marzę o tym, żeby w Polsce też porody w domach były masowe. Wtedy
        rzeczywiście będą NATURALNE:)
    • wen_yinlu Warto dać się pokroić? 10.10.08, 21:28
      Nie wiem ilu z Was robiono pomiary miednicy podczas ciąży - mi nie. Dopiero na
      porodówce dowiedziałam się od położnej, po "obmacaniu" kości trwającym może 40
      sekund, że "ona tego nie widzi (znaczy porodu SN), że jak na jej gust to jest
      oczywiste wskazanie do cesarki". A później dodała "no cóż, pomęczymy się".
      Trudno sobie wyobrazić ten ból, jeszcze z kroplówą podłączoną do żyły i co jakiś
      czas "podkręcaną", bo rozwarcia jak nie ma tak nie było.
      Czytałam gdzieś, że w jakimś bardziej cywilizowanym kraju robi się rutynowo
      pomiary miednicy przed porodem, w różnych płaszczyznach, później jeszcze
      kalkuluje to z rozmiarami płodu i wydaje decyzję, czy poród SN nie jest za dużym
      ryzykiem.

      Miałam duże szczęście, że urodziłam zdrową córkę, choć był moment, że normalnie
      zaczynałam z bólu tracić świadomość. Tętno dziecka spadło poniżej 40, miała
      szyję owiniętą pępowiną, urodziła się bladosina i z problemami z oddechem, tak,
      że zaraz mi ją wyrwano, nie zdążyłam nawet przytulić. Zanim zrobiliby cesarkę
      gdybym jednak zemdlała, minęłoby trochę czasu... Ot takie czekanie do samego
      końca, z darciem mordy oczywiście na pacjentkę.

      Tak więc do wszystkich kobiet, które jednak chcą rodzić "naturalnie",
      przypilnujcie lekarza, żeby zmierzył wam dokładnie miednicę, bo ryzyko może być
      naprawdę zbyt duże. Wystarczy wyszukać cokolwiek na temat urazów okołoporodowych
      u dzieci... Gdyby moje dziecko było trochę większe (mała miała 52cm i 3400g) to
      strach pomyśleć co mogłoby nas obie spotkać przez zaniedbanie i rutynowe
      traktowanie przez innych.
      Porodu nie chcę powtarzać, żadnymi drogami. To było absolutnie najgorsze
      wydarzenie w moim życiu. Leżałam w pokoju ze szczęśliwą, szeroko-biodrową
      kobietą, która dziecię urodziła w 4 godziny... Niektóre z nas po prostu nie są
      stworzone do "zwykłego" porodu i strach przed nim jest jak najbardziej
      uzasadniony. Jeśli czujecie, że coś jest nie tak - nie ryzykujcie zdrowia
      swojego dziecka ani okaleczenia swojego ciała. I nie mówię tu o bólu, tylko o
      naprawdę poważnych konsekwencjach.

      • asiazlasu Re: Warto dać się pokroić? 21.01.10, 15:40
        Nie wiem ilu z Was robiono pomiary miednicy podczas ciąży - mi nie.
        Dopiero na porodówce dowiedziałam się od położnej, po "obmacaniu"
        kości trwającym może 40 sekund, że "ona tego nie widzi (znaczy
        porodu SN), że jak na jej gust to jest oczywiste wskazanie do
        cesarki". A później dodała "no cóż, pomęczymy się".
        Trudno sobie wyobrazić ten ból, jeszcze z kroplówą podłączoną do
        żyły i co jakiś czas "podkręcaną", bo rozwarcia jak nie ma tak nie
        było. Czytałam gdzieś, że w jakimś bardziej cywilizowanym kraju robi
        się rutynowo pomiary miednicy przed porodem, w różnych
        płaszczyznach, później jeszcze kalkuluje to z rozmiarami płodu i
        wydaje decyzję, czy poród SN nie jest za dużym
        ryzykiem.

        Tak sie robi w kazdym cywilizowanym kraju. Od conajmniej trzydziestu
        lat.
        Coz ....dodac ...?
        • wen_yinlu Re: Warto dać się pokroić? 23.01.10, 17:12
          Smutna sprawa - tym razem w rodzinie męża. Żona jego kuzyna rodziła naturalnie
          dziecko o wadze niemal 5 kilo (4800 bodajże) - nie została poinformowana ani
          razu o tym, że dziecko jest bardzo duże, ani o ryzyku... Pomimo iż było to
          drugie dziecko, poród oczywiście przedłużał się w nieskończoność... mały ma dziś
          niesprawną rączkę i prawdopodobnie nie odzyska w niej pełnej sprawności nigdy.
          A i tak mogło być dużo, dużo gorzej...

        • iamhier Re: Warto dać się pokroić? 03.02.10, 19:19
          do asia z lasu-swołocz potrzebuje bata.No i kasy...wiec swolocz powinna dostawac
          kase za kazdy porod legalnie,gdy kasa jest ,a niezadowolenie rosnie czas ma plan
          awaryjny-mordoklepanie,abo smarowanie kasa ze 20 lat..

          tylko to na nich dziala...
          nawet ochrona im nie pomoze....

          widac malo chorowalas,gdyby pochorowala wiedzialabys jak rozmaiwav z ta wredna
          dzicza.....

          no bo kto na te studia idzie w Polsce?
          same odpady i nieliczni dobrzy
    • gondra Re: Warto dać się pokroić? 11.10.08, 17:05
      Kobieta w ciąży to najbardziej ubezwłasnowolniona istota świata. Nie może
      zdecydować ani czy chce urodzić, ani nawet jak chcę urodzić.
    • niunia_167 Re: Warto dać się pokroić? 11.10.08, 21:54
      popieram, niestety byłam głupia i chciałam rodzić SN, do dziś dzień żałuję, że
      nie pomyślałam o cesarce, poród się przedłużał, dziecko owinięte pępowiną,
      wyciśnięte z brzucha w ostatniej chwili a i tak musieli je cucić bo nie oddychał
      po urodzeniu, więcej stresu, nerwów niż ten cały poród naturalny jest wart, do
      tego doszło zapalenie płuc, zachłysnął się wodami płodowymi i złamany
      obojczyk... 4 dni w inkubatorze, to ma być radość mamusi po urodzeniu... bałam
      się dziecka wciąć na ręce byłam taka wykończona :( porażka na maxa, za pół roku
      staramy sie o drugą dzidzię i choćbym miała iść do psychiatry, zrobić z siebie
      histeryczkę to nigdy więcej SN!!!!
    • maj16 Warto dać się pokroić? 13.10.08, 00:17
      Panie Cichocka, Frontczak, Otffinowska! Jeśli jeszcze raz Waszym
      rozmówcą będzie minister czy wiceminister zdrowia, to błagam - w
      pierwszej kolejności zażądajcie od niego takich zmian w procedurach
      szpitalnych by to decyzja kobiety, jak chce rodzić i czy zezwala na
      ewentualne zabiegi, była rzeczą świętą i bezdyskusyjną. Dlaczego
      rozmowa toczy się wokół cesarek i znieczuleń, jeśli lekarze i
      położne nie zaakceptowały etapu wcześniejszego - danie swobody
      kobiecie podczas rodzenia. Przecież decyzja o cesarce czy
      znieczuleniu często wynika z tego, że personel medyczny
      ubezwłasnowolnił kobietę niemal w izbie przyjęć, przywiązał ją do
      aparatury, unieruchomił, torturował podaniem oksytocyny czy
      przebiciem pęcherza. Jak w takiej sytuacji poród może rozwijać się
      normalnie? Z wielu wpisów na forum wynika, że cesarka była efektem
      bezmyślnego, rutynowego medykalizowania porodu! Przecież to błędne
      koło, które wytwarza sam personel medyczny!
      Zanim ministerstwo zdrowia zgodzi się na znieczulenia i cesarki na
      żądanie, w pierwszej kolejności musi się zgodzić, a właściwie
      nakazać szpitalom oddanie wolności kobiecie, by sama mogła
      decydować, czy chce leżeć czy chodzić i w jakiej pozycji ma rodzić.
      Mówię: "nakazać", bo skoro kilkanaście lat akcji "rodzić po ludzku"
      nie skruszyło betonowego podejścia większości położnych i lekarzy w
      tej oczywistej sprawie, to tylko krótki, konkretny nakaz jest w
      stanie coś zmienić. A już najbardziej obezwładnia twierdzenie
      położnych, że gdy np. poród nie przebiega prawidłowo, to tym
      bardziej kobieta musi leżeć. Wtedy cały czas jest podłączona do KTG.
      Położne nie potrafią pojąć, że leżąca kobieta trudniej oddycha,
      czyli jej dziecko również ma dyskomfort. W efekcie tętno spada,
      lekarze więc decydują o przyspieszeniu porodu przebijając pęcherz
      (dziecko często rodzi się wtedy niedotlenione) lub robią cesarkę. A
      przecież wystarczyłoby pozwolić kobiecie dreptać, kucać koło
      aparatury. I jej, i dziecku byłoby dużo lżej. Ale większość
      położnych i lekarzy w Polsce chyba nie miała do czynienia z
      przedmiotem o nazwie logika, stąd taki brak myślenia...
      • falka32 Re: Warto dać się pokroić? 13.10.08, 05:57
        A już najbardziej obezwładnia twierdzenie
        > położnych, że gdy np. poród nie przebiega prawidłowo, to tym
        > bardziej kobieta musi leżeć. Wtedy cały czas jest podłączona do KTG.
        > Położne nie potrafią pojąć, że leżąca kobieta trudniej oddycha,
        > czyli jej dziecko również ma dyskomfort. W efekcie tętno spada,
        > lekarze więc decydują o przyspieszeniu porodu przebijając pęcherz
        > (dziecko często rodzi się wtedy niedotlenione) lub robią cesarkę.

        dodam jeszcze jedno do tego, co napisałaś. Nie chodzi tylko o tętno, chodzi też
        o grawitację. Jeżeli kobieta po długim okresie skurczów jest zmęczona, a parcie
        "pod górę" jest faktycznie wysiłkiem porównywalnym z pchaniem tira na
        zaciągniętym ręcznym, to te dwa fakty mogą same z siebie powodować problem z
        wyparciem dziecka i w efekcie zabiegi typu kleszcze, próźniociąg, duuuże
        nacięcia, bardzo ryzykowne wypychanie łokciem przez lekarza. Za tym idą
        powikłania dla dziecka i matki, dłuższa rekonwalescencja, leki, zatem koszty - z
        punktu widzenia szpitala - również materialne. Podczas, gdy taki sam poród w
        pozycji wertykalnej odbywa się praktycznie bez wysiłku ze strony kobiety,
        samoczynny odruch parcia wystarcza, nie jest potrzebne nawet świadome parcie na
        komendę, czyli słynne "przyyyyyyj! teraaaaaaz!", żadne wybroczyny na twarzy,
        kanał rodny jest szerszy, niż przy leżeniu czy siedzeniu (podają, że nawet o
        30%) a dziecko rodzi się po prostu łatwo i na ogół bez urazu krocza.

        to paradoksalne podejście, o którym piszesz, spowodowało, że kiedy rodziłam
        pośladkowo pierwsze dziecko, w gotowości operacyjnej, na leżąco, połowę czasu
        podpięta wcześniej do oxy i do ktg - było to 15 lat temu - dziecko urodziło się
        podduszone, ze spadkiem tętna, na 0 punktów, lecz winą za to obarczono to, że
        był to poród z definicji ryzykowny i powikłany. Długo sądziłam, że jest to wina
        lekarza, że nie podjął decyzji o cesarce i miałam z tego powodu dużo żalu. Przy
        następnych porodach chciałam starannie wybierać lekarza, który nie będzie wahał
        zrobić się cesarki przy najmniejszej wątpliwości. Dopiero, kiedy zaczęłam się
        edukować w tym temacie, dotarło do mnie, że to nie cesarka była rozwiązaniem, bo
        poród pośladkowy, jako trudniejszy, jeżeli już idzie dołem, to TYM BARDZIEJ
        powinien być puszczony w pozycji wertykalnej i przy maksymalnej swobodzie matki
        (w każdym razie w moim przypadku, kiedy dziecko było ułożone nie najgorzej, było
        nieduże a moja miednica, starannie wymierzona, była wystarczająco pojemna).
        Pamiętam na przykład swoją bezradność, kiedy na najtrudniejszym etapie porodu,
        kiedy na zewnątrz już było ciało dziecka a główka, jako najszerszy (i, umówmy
        się - najważniejszy) element utknęła, lekarze nerwowo kazali przeć, a ja nie
        miałam...czym, bo parcie obejmuje mięśnie macicy i brzucha, a głowa dziecka była
        w kanale, nad nią nie było już nic i nie miałam zwyczajnie czym jej popchnąć (z
        tych mięśni, które miałam do dyspozycji). Skończyło się na sławetnym wypychaniu,
        ciągnięciu itp. a sam poród nieźle się przedłużył, choć tętno dziecka cały czas
        spadało. I teraz wiem, że tysiąc razy łatwiej, szybciej i bezpieczniej dla
        dziecka byłoby, gdyby w jego rodzeniu pomagała grawitacja i poszerzony na maksa
        kanał rodny.
        No ale... lekarze (położna była jedna, lekarzy trzech) musieliby pracować na
        klęczkach i być gotowi, żeby w razie czego przenieść mnie na kozetkę do cięcia
        na jodynę. Lampkę musieliby postawić na podłodze. No koszmar, w takich warunkach
        pracować. Nie mówiąc o tym, że w tych czasach "natychmiastowa gotowość"
        pacjentki do operacji (czyli już leży, ma wenflon) była postrzegana jako
        największy gwarant bezpieczeństwa, ważniejszy, niż spowodowanie powikłań i
        niedotlenienia dziecka poprzez tę gotowość.
        • falka32 Re: Warto dać się pokroić? 13.10.08, 06:14
          Nie mówiąc o tym, że w tych czasach "natychmiastowa gotowość"
          > pacjentki do operacji (czyli już leży, ma wenflon) była postrzegana jako
          > największy gwarant bezpieczeństwa, ważniejszy, niż spowodowanie powikłań i
          > niedotlenienia dziecka poprzez tę gotowość.

          Uzupełnię jeszcze swoją wypowiedź. Z wymienionego wyżej powodu, przy ostatnim
          porodzie, szukając jak każda matka największej pewności co do bezpieczeństwa
          swojego i dziecka, zapłaciłam za poród NATURALNY, czyli wybrałam położną, która
          umie go poprowadzić, szpital który nie stawia oporu i nie karze położnych
          dyscyplinarnie za rezygnację z medykalizacji, umówiłam się, że interwencje
          medyczne będą stosowane tylko w razie autentycznej konieczności a rodzić będę w
          pozycji wybranej przez siebie a położna zastrzegła, że nawet jakbym chciała
          rodzić na pająka, zaczepiona pod żyrandolem, to ona sobie poradzi. I był to
          pierwszy mój poród z trzech, przy którym się nie bałam o nic. Lekarza przez
          cały pobyt na porodówce widziałam na oczy raz, już po porodzie, jak zajrzał i
          zapytał, czy skończyłyśmy i czy wszystko ok :)
        • maj16 Re: Warto dać się pokroić? 13.10.08, 12:33
          > poród pośladkowy, jako trudniejszy, jeżeli już idzie dołem, to TYM
          BARDZIEJ
          > powinien być puszczony w pozycji wertykalnej i przy maksymalnej
          swobodzie matki

          No właśnie. Ale co zrobić jeśli do lekarzy i położnych nie może się
          przebić ta prosta, nieskomplikowana prawda o sile grawitacji. Wolą
          okrutnie zmęczyć rodzącą, dziecko i siebie, wolą SAMI tworzyć
          komplikacje, wręcz uszkadzać dzieci, dawać pracę neurologom
          dziecięcym. Nie wiem, dlaczego wykształceni ludzie nie potrafią
          logicznie myśleć. A może potrafią, ale zwycięża tu pewnie presja
          środowiska - "wszyscy tak robią, po co mam się wychylać"...
          • falka32 Re: Warto dać się pokroić? 14.10.08, 23:13
            A może potrafią, ale zwycięża tu pewnie presja
            > środowiska - "wszyscy tak robią, po co mam się wychylać"...

            Z mojej wiedzy wynika, że to jest kwestia obowiązujących PROCEDUR. Jeżeli
            procedura jest taka, że poród pośladkowy robi się tak i tak, w gotowości
            operacyjnej itp, to lekarz tak robi. Nieważne, czy gorąco wierzy w to, że robi
            słusznie i bezpieczniej dla pacjentki, bo tak go uczyli, czy też wie, że nie
            powinno się tak robić, ale są procedury i jeżeli się do nich będzie stosował,
            to w razie czego ma dupochron, a jak nie zastosuje się do procedur, to poleci z
            roboty, albo zrozpaczona matka, która wierzy w procedury, pozwie go do sądu za
            ich przekroczenie, sądząc, że to przez to przekroczenie doszło do nieszczęścia.
            Ja sama przez lata jedyną winę i jedyny czynnik decydujący o niepowodzeniu
            widziałam w zwlekaniu z cesarką. A sąd to potwierdzi, bo procedury nie wzięły
            się z nieba, tylko stworzyli je lekarze, więc są one punktem odniesienia i jako
            takie nie podlegają podważaniu.

            Podobnie jest z nacinaniem krocza. W procedurach figuruje jako zabieg, który
            m.in. chroni przed pęknięciem samoistnym (choć przed nim nie chroni). Więc
            jeżeli jest pacjentka nieuświadomiona, której próbowano chronić krocze i zaliczy
            duże pęknięcie z powikłaniami (na leżąco jak najbardziej prawdopodobne), to
            oskarży lekarza/położną o niewykonanie nacięcia, zamiast o wymuszenie pozycji
            prowokującej pęknięcia. I sąd to potwierdzi. Więc wykonanie nacięcia, nawet bez
            potrzeby, jest dupochronem.

            Dopóki nie zmienią się oficjalnie procedury, to tak będzie.
            • maj16 Kto odpowiada za procedury? 16.10.08, 19:40
              Czy wiesz, kto konkretnie tworzy PROCEDURY? Czy Ministerstwo
              Zdrowia? Jeśli tak, szkoda, że dziennikarki w rozmowie z
              wiceministrem nie docisnęły go by procedury jak najszybciej zostały
              zmienione. Najgorsza jest bezsilność: wszyscy wiedzą, że szpitalne
              porody bardzo często są psute przez niepotrzebne interwencje
              medyczne, wszyscy wiedzą, że pozycja leżąca jest najgorsza z
              możliwych, trwa ten absurd od kilkudziesięciu lat (wliczając komunę)
              i nikt i nic nie jest w stanie tego zmienić (nawet akcja "Rodzić po
              ludzku"). Wysyłanie e-maili do Ministerstwa Zdrowia nic nie da, bo
              wiadomo, że będą zignorowane. Jedynie jakaś masowa akcja z apelem o
              zmianę szpitalnych procedur miałaby szansę być zauważona...
              • falka32 Re: Kto odpowiada za procedury? 17.10.08, 10:03
                Ewa Kopacz zapowiadała na jesień opublikowanie nowych, obowiązujących standardów
                opieki okołoporodowej. Ta informacja umknęła nieco mediom, tzn z tej informacji
                wyciągnięto ochoczo uznanie cesarki na życzenie za błąd w sztuce, nazywając go
                "zakazem cesarek". Teraz doszło znieczulenie poza standardem. Natomiast o
                całości i koncepcji tych nowych standardów nie wiadomo NIC. Nie wiem, czy media
                nie chcą o tym pisać, bo nie ma z czego zrobić nagonki, czy standardy są
                nieciekawe i nic nie wnoszące. Ewa Kopacz przy kwestii cesarek powoływała się na
                zalecenia WHO i to jest jedyny trop (plus obecność Otffinowskiej w zespole
                konsultantów), który pozwala sądzić, że te nowe standardy będą miały jakiś sens.
                • maj16 Re: Kto odpowiada za procedury? 18.10.08, 00:05
                  Dziękuję za informację. Cała nadzieja w Otffinowskiej, że
                  przypilnuje, by w procedurach poród jawił się jako normalny, nie
                  psuty przez personel proces.
                • iamhier Re: Kto odpowiada za procedury? 03.02.10, 17:55
                  do falka32-prawda jest taka,ze bol porodowy to fanaberia kobiet...
                  co maja powiedziec kobiety z poronieniami?? Bol jest jeszcze gorszy
                  ponoc...parte bole nie bola....

                  z doswiadczenia napisze tyle-FANABERIA!!!!!bol jest dostoswanydo kobiety....

                  najgorsze w porodzie jest to,ze nie ma warunkow intymnosci...
                  ja nie akceptuje kobiet w zawodzie poloznika i poloznej wiec chyba wszystko
                  jasne,.....najgorsze podlew ku..jakie znam.....(i to przez nie kobiety boja sie
                  porodow).

                  ja sie lezy na dupie przed porodem a nie przebywa w pozycji stojacej,bo ciezko
                  to porod zawsze bedzie TRUDNIEJSZY I BARDZIEJ BOLESNY....

                  Nie jestescie jedyne w bólach!!Tylko u was konczy sie to happy endem
      • melagrana Re: Warto dać się pokroić? 24.10.08, 01:05
        brawo! proponuje wyslac Pani list oficjalnie i zbierac podpisy...
        choc czytajac rozmaite glosy na tym forum, obawiam sie ze wciaz zbyt
        duza niewiedza samych kobiet o sobie i o naturze porodu (stad tyle
        absurdalnej agresji wobec Pani Ofinowskiej)
    • kdziwi Cesarskie cięcie: Warto dać się pokroić? 13.10.08, 11:25
      Ja urodziłam dwoje dzieci (obecnie 4 i 6 lat)przez cc ze wskazań
      medycznych i .... załuję, że natura nie pozwoliła mi na poród
      naturalny. Też boję się bólu - jak wszystkie kobiety które były są
      czy bedą w ciązy bałam sie o moje dzieci ale mimo wszystko mysle, że
      świadoma ciaża i przygotowanie do porodu, sam poród z odpowiednią,
      przyjazną pomocą specjalistów jest lepszy od cesarki. Tylko gdzie ta
      przyjazna pomoc specjalistów?
    • maj16 Warto dać się pokroić? 13.10.08, 12:37
      Wypowiedź Ireny Chołuj, położnej od lat odbierającej porody w domu:

      "Co to właściwie jest poród naturalny?
      To poród, który przebiega siłami i drogami natury, w pozycji, jaką
      wybiera kobieta. To poród, w który medycyna nie ingeruje. Przez
      ingerencję rozumiem nie tylko cesarskie cięcie, ale także podanie
      oksytocyny, przebicie pęcherza płodowego, masaż szyjki macicy, a
      przede wszystkim układanie rodzącej na wznak w decydującym momencie
      wydawania dziecka na świat. Kiedyś już w izbie przyjęć kładziono ją
      na wózku! Dziś w pierwszym okresie porodu pozwala się jej chodzić,
      ale to nie wystarczy. Trzeba umożliwić kobiecie przyjmowanie
      dowolnej pozycji przez cały czas trwania porodu. Okaże się, że
      większość kobiet woli kucać, siedzieć albo klęczeć."

      Całość wywiadu na stronie:
      www.edziecko.pl/ciaza_i_porod/1,79332,3107798.html
    • mamina79 Cesarskie cięcie: Warto dać się pokroić? 13.10.08, 12:52
      Moja cała ciąża, jak i poród, była prowadzona w Anglii. Zanim zaszłam w ciążę
      byłam stałym czytelnikiem forum Dziecko starałam się wybrać najlepszą opcję
      dla mnie, jak i dla dziecka. Wybrałam Anglię ze względu na to, że nie trawię
      bycia traktowana jak bezmyślny worek kartofli. Przebieg ciąży:super, wykryto
      małemu wadę nerek-miałam szansę się z tym oswoić, nie było bezsensownych badań
      ginekologicznych, spotykałam się z moją położną. Zalecenia dbać o siebie i być
      dobrej myśli. Poród od odejścia wód trwał 42 godziny, w połowie zaczęto
      podawać mi oksytocynę, wdało się zakażenie, więc również antybiotyki.Dlaczego
      o tym piszę, bo ja chciałam urodzić naturalnie, siłami natury w pozycji na
      jaką mam ochotę, skończyło się jednak cięciem. Cały mój ból poszedł na marne
      pozostała czysta frustracja. "Oddałabym to cięcie"tym które tak o nim marzą,
      za normalny naturalny poród
    • poppy3 Warto dać się pokroić? 15.10.08, 10:03
      Ja myślałam o porodzie naturalnym, niestety okazało się, że mam za
      słabą siatkówkę i okulistka chciała mi dac skierowanie do "skrócenia
      drugiej fazy porodu" ja ją jednak wybłagałam o CC gdyż miałam w
      brzuchu bliźnięta i doprawdy urodzenie jednego nawet naturalnie z
      kleszczami czy coś wtym rodzaju, a drugiego przez cc to wizja
      koszmarna. Ha, Taka ciąża to doprawdy nic przyjemnego, przez
      pierwsze pół roku leżałam (w domu) a jak już mogły się urodzic to
      nie chciały. Miałam cholestazę, byłam spuchnieta jak balon z
      brzuchem jak wieloryb, nie mogłam już jeśc, błagałam o cc. W końcu
      lekarka kazał mi przyjśc w czasie kiedy miała dyżur. CC w
      znieczuleniu ogólnym ze względu na wyniki badań krwi (dramatycznie
      zmniejszała się ilośc płytek) Po CC było potwornie, przez kilka dni
      nie mogłam się podnosic, prosiłam o basen, czasem pielęgniarka za to
      na mnie krzyczała. Całe szczęście, że w tym szpitalu zajmowano się
      dziemi, że był oddział noworodkowy. dopiero po 9 dniach miałam
      pokarm, ale nie potrafiłam karmic bliźniąt. Wytrwałam w karmieniu 7
      miesięcy, było bardzo trudno. Po 3 miesiącach dopiero doszłam do
      siebie po cc.
      Następne CC w tym samym szpitalu, to smao wskazanie okulistyczne.
      Znieczulenie ZO, po porodzie trafiłam na oddział ginekologiczny bo
      nie było miejsc na położniczym i przez 2 dni nie widziałam dziecka.
      Pani Profesor była oburzona, ale te które rządzą, czyli pirlęgniarki
      nie dały zgody. Dopiero kiedy mąż skombinował wózek i mnie zawiózł
      zobaczyłam synka. Dostawałam leki przeciwbólowe, pokarm miałam od
      razu, po 3 dniach wyszłam ze szpitala, po dwóch tygodniach doszłam
      do siebie.
      • autorskie Re: Warto dać się pokroić? 29.11.08, 23:22
        bardzo chciałam rodzić naturalnie, na szkole świadomego macierzynstwa nakręcali
        mnie jakie to wspaniałe, ważne dla dziecka, dla mnie itp. W końcu okazało się że
        powinnam mieć cc ze wskazań ortopedycznych, nie zrobiłam wcześniej rtg miednicy,
        3 ortopedów było za sn, ale jeden w końcu za cc- uznałam że nie zaryzykuję
        kolejnych życiowych sensacji -sporo już przeszłam. CC miałam umówić blisko
        terminu sn, ale z tego luzu-jak to zwykle bywa, poród zaczął się sam, 2 tyg
        przed terminem, wody chlusnęły, pędem do najbliższego szpitala, nie do tego
        wymarzonego- generalnie sn live-koszmarne trakowanie, golenie,tysiące ankiet i
        pytań jak mnie co chwilę łapały konkretne skurcze i marzyłam o ciemnym kącie i
        świętym spokoju.Potem 3h męki pod ktg, bo były 2 cc ratujące życie i musiałam
        poczekać.sala porodowa koszmar, krzyki rodzących, żle wbity wenflon, co chwilę
        głupie pytania,wszędzie krew i kafle- skojarzenie: rzeźnia. W końcu wzięli mnie
        na cc, jak było prawie 8 cm, związali mnie i czekali na lekarza, miałam już
        takie skurcze, że oddałabym wszystko za przygaszenie światła i chwilę swobody
        ruchów na wygodne parcie...ale bałam sie ryzykować sn, tyle się nasłuchałam
        koszmarów. I NIE ŻAŁUJĘ.Mimo, że cc był już na narkozie, co mnie
        zasmuciło,chciałam powitać synka,mimo, że 1 dobę leżałam na przeciwbólach- nie
        wiem po co i nie pokazali mi synka..Generalnie - wstałam po 1 dobie (to bolało,
        koszmar) ale zaraz dostałam eneregii żeby opiekować się maluszkiem, mleka że by
        oddział wykarmił , o ranie zapomniałam.
        Tak naprawdę przeżyłam prawie 2 porody- wstęp był naturalny, końcówka cc. I
        myślę, że w tych czasach sn w szpitalu to fikcja. Stres, traktowanie, warunki,
        tryb życia potęgują ból i nie robią z tego fizjologii a koszmar.A cc wcale nie
        jest takie straszne, dzisiaj prawie nie ma śladu, martwi mnie że tyle muszę
        czekać na następną ciążę- chciałabym jednak cc, chyba że ktoś zagwarantuje mi
        zdrowy poród w domu, albo w warunkach domowych nieomal...
        prawo wyboru- ot co.
        • iamhier Re: Warto dać się pokroić? 03.02.10, 18:03
          do autorski-a nie łaska zapłacic za poród? Kto normalny pojdzie rodzic z ulicy?
          z ulicy to mozna bol brzucha leczyc..albo i nie....
    • liponi Warto dać się pokroić? 01.12.08, 04:11
      Wszystkie jesteśmy indywidualne mamy różną budowę ciała i różne nastawienie
      psychiczne dla tego nie można precyzyjnie określić który poród jest lepszy
      ponieważ dla jednej części będzie naturalny a dla drugiej cesarka.Ja ponieważ
      nie jestem za bardzo odporna na ból znalazłam se klinikę która zgodziła się na
      naturalny poród ze znieczuleniem zewnątrzoponowym, w sumie jednak z powodu
      bezpieczeństwa dziecka, które nie odwróciło się we właściwą stronę miałam
      cesarkę ze znieczuleniem podpajęczynówkowym i nie było to zupełnie miłe
      przeżycie większość czasu zabiegu miałam straszne mdłości ,uczucie szarpania
      kiedy wyciągali dziecko też nie należało do miłych.Podczas zabiegu bólu się co
      prawda nie czuje ale później odczuwa się dość silny z powodu rany, ciężko jest
      chodzić , no i podłączonym się jest całą dobę do cewnika i kroplówek. Dla tego
      według mnie jeśli się bardzo boicie i nie jesteście odporne na ból to lepiej
      jest wybrać poród naturalny ze znieczuleniem zewnątrzoponowym ponieważ cesarka
      nie jest błahostką tylko poważnym zabiegiem operacyjnym podczas którego
      przecinane jest wiele warstw brzucha i liczba zagrożeń i powikłań jest dużo
      większa niż podczas porodu naturalnego ze znieczuleniem i co może was jeszcze
      zaciekawić jest on tańszy od cesarki na życzenie mniej inwazyjny a równie
      skuteczny w znieczuleniu.
      • tazjaa Re: Warto dać się pokroić? 09.03.09, 03:33
        Ja kiedyś też miałam wątpliwości. Teraz już wiem że podczas porodu sn jest
        większe ryzyko dla dziecka a podczas porodu cc dla matki. Ja miałam cc ze
        znieczuleniem ogólnym i wspominam ja bardzo dobrze. A początkowo rodziłam sn i
        dobrze że w szpitalu w kŧórym po 6h braku postępu akcji porodowej zdecydowali
        się na cc. To uratowało życie mojej córeczce. Teraz w życiu już bym nie
        zaryzykowała sn. Choć oczywiście są szczęściary rodzące sn w 3h. Ale to jakieś
        5%. Ja oczywiście zakładałam że będę jedną z nich. Po cc dostałam po wybudzeniu
        córeczkę nakarmiłam ją piersią zresztą do dzisiaj karmię. Ze wstawaniem miałam
        problemy przez 2 dni ale nie z powodu bólu - byłam jeden dzień na środkach
        przeciwbólowych ale strachu i wymęczenia. Koleżanki rodzące sn natomiast nie
        mogły siedzieć dużo dłużej niż ja wstawać. Dzisiaj 2 miesiące po porodzie nic
        mnie nie boli i następnym razem wykupię sobie cc.
        • iamhier Re: Warto dać się pokroić? 03.02.10, 18:06
          do tazja---kochana wibrator w dlonie i jazda....

          wtedy porod to formalnosc.....
    • vodi4 Cesarskie cięcie: Warto dać się pokroić? 24.10.09, 22:46
      Mi wody odchodziły50 godz.Nie miałam skurczy choć byłam tydzień po terminie.W
      szpitalu po przyjęciu miałam szybkie usg samego dołu.Nikt nie wiedział,że moje
      dziecko waży 4300 bo poprzednie usg miałam 2 m-ce wcześniej.Dnia następnego
      przyszłą położna i powiedziała,że dziś rodzimy bo wody zaczynają być zielone.
      Ja nadal nie miałam skurczy.Pod pretekstem ktg zaczęto o 7 rano podawać mi
      oxytocynę.O 10 dzwoniłam po męża(już wtedy miałam podawane36 kropli).Po 7
      godzinach miałam 2cm rozwarcia.Kiedy mówiłam,że już nie mam siły,i że wcale
      nie czuję potrzeby parcia-usłyszałam,że nie mam tak źle bo kobieta,która jest
      obok właśnie rodzi martwe dziecko!!Nagle pojawił się nowy lekarz.Wyrzucono
      mojego męża nie tylko z sali ale z oddziału!!Zaczęło się
      wyciskanie.Lekarz,który mi to zrobił słynie z tego na cały Toruń (złamane
      barki itp).LEkarz wyglądał jak rzeźnik i taką miał też siłę.Dopóki on się nie
      pojawił wszystko z dzieckiem było w porządku.Ktg idealne.Drugi z lekarzy już
      dawno mówił,że to jest sztucznie pędzony poród! Zaraz po wyciskaniu zaczęła
      się zbierać w mojej sali większa ilość osób i okazało się,że trzeba szybko
      robić cesarkę!!W karcie napisano "wysokie proste parcie główki".Oczywiście o
      wyciskaniu ani słowa.Początek cesarki też był straszny.Ja nigdy nie miałam
      operacji i nie wiedziałam jak działa taki rodzaj znieczulenia.Sala była
      wychłodzona.Zaczęłam się trząść a w środku czułam gorąc.Miałam już gigantyczne
      skurcze,byłam po lekach narkotycznych,po których wymiotowałam a pani doktor
      kazała mi się wygiąć w kota do znieczulenia.Poprosiłam o chwileczkę
      cierpliwości bo właśnie miałam skurcz i siedząc na brzegu stołu oparłam się z
      tyłu ręka .Usłyszałam wtedy;"zabieraj tą łapę bo już mnie wkurzasz!"Za chwilę
      przyszło dwóch lekarzy i położna psikała mnie wodą,żeby sprawdzić czy
      znieczulenie działa.Ja byłam wyziębiona a zarazem leciał po mnie pot i w
      zasadzie nie wiedziałam co odpowiedzieć.Chwilę później zaczęłam krzyczeć,że
      czuję cięcie i rozwieraną skórę.Nikt mi nie powiedział co będę czuła więc się
      przestraszyłam.Dostałam zastrzyk i dalej nic nie pamiętam.Dodam tylko,że nie
      byłam w szpitalu ważona i nie wiem czy to co dostałam mogło wpłynąć na moje
      życie.Słynny Toruński lekarz ma na swoim koncie mnóstwo dziewcząt z
      traumą!!Dziewczynie,która cierpiała 1,5 tyg z bólu wsadził rękę w krocze po
      czym dostała takiego krwotoku,że oddział był postawiony na
      baczność..itp,itd.Mój syn ma 5 miesięcy a ja z porodu nie pamiętam żadnego
      bólu oprócz tego wyciskanego(mąż słyszał mnie za oddziałem).Zapomniałam
      dodać,że syn urodził się dopiero o 22:30 [sonda=]
      [/sonda]
      • iluminacja256 Napisz jego nazwisko 03.02.10, 19:39
        Po cholerę pisać taki długi post, skoro nei podajesz nazwiska tego
        goscia ? Napisz to nazwisko, nie bój się - przynajmniej komuś
        zaoszczedzisz skor...a

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka