Dodaj do ulubionych

Sfrustrowane panie domu

    • uknown a po co mieć aż 3 dzieci? 10.08.09, 00:43
      Czy jak się ma 1 to jest się gorszą mniej spełnioną kobietą? a może w ogóle
      nie mieć dzieci skoro się do tego nie dorosło mentalnie? może mąż również nie
      jest potrzebny bo to tylko kłopot, zajmuje czas, chce seksu i karmić trzeba?
      Dzisiaj można żyć tak jak komu wygodniej, być singlem albo rodziną
      wielodzietną, a decyzja o modelu życia powinna być podejmowana samodzielnie i
      bez presji otoczenia. Tymczasem mam wrażenie, że opisywane kobiety
      bezkrytycznie przyjęły model życia i rodziny, bo nie miały innych wzorców, bo
      tak zostały wychowane, bo tego oczekiwało otoczenie, bo tak każe kościół, bo
      koleżanki robiły podobnie ... a potem okazywało się że to nie dla nich, że się
      w tym nie odnajdują, że depresja od nadmiaru obowiązków ... A zróbcie sobie
      jeszcze kolejną 3 dzieci, weźcie jeszcze ze dwa etaty, jak być matką - polką
      to na całego, co się oszczędzać! A w nocy jeszcze chleb upiec, zrobić zapas
      domowych wędlin i konfitur, wyhaftować parę obrusów mereżką i pocerować mężowi
      skarpetki - chandra minie jak ręką odjął bo zwyczajnie już nie będzie siły
      myśleć! Po co same ubieracie się w ten kierat, dajecie sobie wmówić, że
      musicie wszystko robić na medal, że u was wszystko musi być super, że trzeba
      karmić piersią jak się nie znosi (dziecko umrze jak dasz mu butelkę i nie
      będziesz mieć wrzodów na cyckach?!). Wszystkiemu winny sposób wychowania
      kobiet, czerpanie wzorów kobiecości nieaktualnych już 50 lat, stawianie
      nierealistycznych oczekiwań wobec siebie i życia, uzależnianie swojej
      samooceny od realizacji obowiązków na rzecz innych ... Szczęśliwe kobiety żyją
      bez oglądania się na opinię innych, robią to co uznają za stosowne, nie
      dostosowują swego życia do wymagań mam, przyjaciółek, umieją mówić nie,
      potrafią obronić w sobie zdrowy egoizm. Tym kobietom wyraźnie przeszkadza duża
      rodzina i związane z tym obowiązki, ale nie robią nic aby ilość tych
      obowiązków zmniejszyć, znaleźć pomoc, nauczyć męża i dzieci samodzielności,
      mieć swoje hobby, szanować swoją pracę, tylko ganiają jak wściekłe aż wreszcie
      popadają w chorobę - a tymczasem może wystarczyłoby wziąć pomoc domową.
      • geehee Re: a po co mieć aż 3 dzieci? 10.08.09, 01:27
        Tym pani domu jest stworzony dla prostych kobiet, mało wykształconych i obytych,
        dla których model 3K czyli kinder, kuchen i kirsche był idealnym życiowym
        rozwiązaniem, bo innego modelu nie znały i nie byłyby zdolne realizować. A skoro
        paniami domu zostają kobiety po fakultetach z doktoratami w planach, często
        mające za sobą karierę zawodową, bogate życie towarzyskie, podróże, itp., to co
        tu się dziwić, że fiksują gotując codzienną zupę, podcierając tyłki dzieciom,
        kupując kurczaka w tym samym markecie n-ty raz z rzędu? Tym bardziej dziwi, że
        decydują się na to po raz 3 skoro wcześniej już dwukrotnie przekonały się że to
        im nie odpowiada? Dzisiejsza mała ilość dzieci w zachodnich społeczeństwach jest
        przecież spowodowana niechęcią kobiet do posiadania wielu dzieci, które
        zazwyczaj po jednej sztuce mają dosyć i wracają do pracy i dawnego życia
        przynajmniej w takim stopniu, żeby nie wpaść w depresję właśnie. A można chyba
        pokierować swoją dzietnością tak aby ilość dzieci była dostosowana do możliwości
        rodziny nie tylko ekonomicznie ale też emocjonalnie, organizacyjnie itp. i nie
        powodowała deficytów psychicznych u członków rodziny? Czy to tak trudno
        przewidzieć, że każde następne dziecko to kolejna porcja niewdzięcznej,
        nielubianej pracy i konieczność poświęcenia uwagi jeszcze jednej osobie kosztem
        czasu dla siebie, bo doba nie jest z gumy? Do tego nie trzeba doktoratu,
        wystarczy zdrowy rozsądek.
        • kyyriad Re: a po co mieć aż 3 dzieci? 10.08.09, 01:42
          "A można chyba pokierować swoją dzietnością tak aby ilość dzieci była
          dostosowana do możliwości rodziny nie tylko ekonomicznie ale też emocjonalnie,
          organizacyjnie itp. i nie powodowała deficytów psychicznych u członków rodziny?
          Czy to tak trudno przewidzieć, że każde następne dziecko to kolejna porcja
          niewdzięcznej, nielubianej pracy i konieczność poświęcenia uwagi jeszcze jednej
          osobie kosztem
          czasu dla siebie, bo doba nie jest z gumy? Do tego nie trzeba doktoratu,
          wystarczy zdrowy rozsądek."
          No chyba że ktoś opiera swoje wyobrażenia o życiu na lekturze tabloidów, gdzie
          celebrytki lekko łatwo i przyjemnie łączą macierzyństwo z karierą i w dwa
          tygodnie po ciąży prężą przed obiektywem superfigurę z fotoshopu. A mam
          wrażenie, że coraz więcej ludzi (nie tylko kobiet, facetów również) myśli, że
          małżeństwo i rodzicielstwo wygląda jak film z reklamy jogurtu i skosfrontowani z
          rzeczywistością czują, że ktoś im w mordę dał i paskudnie oszukał, bo miało być
          tak pięknie a jest szaro, nudno i pod górę, żona nie jest wysmukłą blondynką a
          on nie ma porsche i willi z basenem ...
        • lukas1492 Re: a po co mieć aż 3 dzieci? 10.08.09, 01:42
          Mądre kobiety to ok. 10% kobiet, tak samo jak mądrzy mężczyźni to ok. 10%
          wszystkich mężczyzn.

          Wniosek z tego taki, że 10% kobiet dla dobra ogółu i swojego (samorealizacja,
          własne projekty, rozwój nauki itp.) może się "spełniać". Reszta do garów, bo w
          pracy nie osiągną nic oprócz statusu przeciętnika na etacie i sfrustrowanej jak
          z artykułu.

          A teraz sobie mówcie o mnie "męska świnia" :)
          • ahhna Re: a po co mieć aż 3 dzieci? 10.08.09, 09:05
            Męska świnia :)
            Nie ma nic złego w statusie przeciętniaka na zajmowanym stanowisku, jeśli
            tylko to komus pasuje. A może właśnie tym 10 % mądrych zaproponować
            prokreację, żeby mądrzy ludzie zasiedlali ten świat?
            A jakie masz zastosowanie dla tych 90 % nieudacznych facetów? Czyżby na
            nic nie mogli się przydać..?
            Oj, Lukas, luki są w twoim wywodzie.
          • focus35 Re: a po co mieć aż 3 dzieci? 10.08.09, 15:23
            a ztym ponizszym to akurat sie zgadzam... malo jest madrych ludzi po
            prostu.

            A glupota boli i to bardzo;)))



            lukas1492 napisał:

            > Mądre kobiety to ok. 10% kobiet, tak samo jak mądrzy mężczyźni to
            ok. 10%
            > wszystkich mężczyzn.
            >
            > Wniosek z tego taki, że 10% kobiet dla dobra ogółu i swojego
            (samorealizacja,
            > własne projekty, rozwój nauki itp.) może się "spełniać". Reszta do
            garów, bo w
            > pracy nie osiągną nic oprócz statusu przeciętnika na etacie i
            sfrustrowanej jak
            > z artykułu.
            >
            > A teraz sobie mówcie o mnie "męska świnia" :)
            >
            >
    • ykb7 Sfrustrowane panie domu 10.08.09, 04:22
      JA tedz jestem w depresji i wlasnie mysle o przejsciu na wychowawcze
      chociaz dziecko ma juz rok i 3 miesiace. Do tej pory pracowalam i
      czekalam na czas, kiedy malec zacznie chodzic, z nadzieja, ze bedzie
      latwiej. Nic na latwejszy czas nie wskazuja. Jestem coraz bardziej
      zaganiana i tez mam wrazenie, ze niczego nie robie dobrze, bo nie
      mam czasu na perfekcje. do tego zaczely sie przerazliwe bole glowy
      (mojej) i trzy choroby dziecka w jednym miesiacu( goraczka do 40.5
      stopna). Wyplakalam morze lez i chociaz chlopak jest juz zdrowy,
      nadal placze. Wszysko robie automatycznie i tylko jemu przesylam
      moje usmiechy przez lzy.
    • oleandra65 Sfrustrowane panie domu 10.08.09, 08:49
      Chylę czoła przed mężem A.
      Mój, po postawieniu mi diagnozy "depresja" i przepisaniu leków udawał, że nic
      się nie dzieje, a choroba to moje widzimisię.
    • affera123 Mentalne garkotłuki i kwoki 10.08.09, 09:10
      Jak ktoś ma umysł kury domowej, to żadne studia, ani żadna pomoc ze
      strony męża, niańki, gosposi czy reszty rodziny nie pomoże. Mentalny
      garkotłuk to taka persona, co cały dzień spędza w garach i
      ubabranych pieluchach, a przy okazji ma pretensje do całego świata
      za to swoje "umęczenie". Jednakże podświadomie czuje się bezpiecznie
      w tym swoim świecie i lubi ten stan. Mentalna kwoka ma od początku
      jeden plan: uczepić się zaradnego samca, który zarobi na dom, a ją
      zwolni z myślenia. Przykładem jest moja macocha: 25 lat w domu,
      ciągłe żale i pretensje, że taka uwiązana i niedoceniana, że życie
      zmarnowała na wychowywanie dzieci, a jak padła konkretna propozycja
      wyrwania się z tego kieratu, to wpadła w taki popłoch i lament, że
      należało uznać, że "nie było tematu". Wychowała dzieci, które są już
      na studiach, a mimo to nadal próbuje swoich starych numerów, żeby
      tylko przypadkiem nie musieć się wykazać czymś innym niż gotowanie
      zupy i ładowanie bębna pralki. Jak już odpadł argument troski o
      dzieci, które najpierw były "bezbronnymi niemowlętami", potem
      wchodziły w ważny okres życia, jakim była zerówka i szkoła, potem
      była matura, a na sam koniec egzaminy na studia, obmyśliła kolejny
      plan zadręczania reszty rodziny swoją osobą i popadła w różne
      wyimaginowane choroby od słabego serca poczynając, na ciężkiej
      anemii kończąc. To nic, że jest zdrowa jak koń i niejednego by do
      grobu doprowadziła swoimi pretensjami, ważne, że zawsze znajdzie
      jakiś pretekst do tego, żeby jej inni musieli współczuć, choćby ze
      zwykłej grzeczności. Kobieta, jak chce zmienić swój los, zawsze
      znajdzie jakieś wyjście. Po pierwsze zaś, nie należy pakować się w
      związki, gdzie facet jest tradycjonalistą albo leniem śmierdzącym,
      który potrzebuje niańki, którą wcześniej była jego matka. Kobiety
      wiążą się zupełnie świadomie z osobnikami, których przemiany
      społeczne ominęły szerokim łukiem i głośno ośmielają się twierdzić,
      że baby to tylko do garów i dzieci, a potem płacz i zgrzytanie
      zębami. Z drugiej strony uwali się taka jedna z drugą, kwoczysko
      zapyziałe i krytykują te kobiety, które mają odwagę żyć inaczej, bo
      samotnie (wg kwoki są to stare panny, które "mają powodzenie, ale
      wzięcia już nie) albo zaopatrzone w dzieci i męża, ale autonomiczne
      (praca, mąż szanujący jej potrzeby, dzieci w żłobku i przedszkolu),
      tu diagnoza garkotłuka jest następująca: taka kobieta to wyrodna
      matka. Pytanie tylko, kto jest górą? Tłuste, zapuszczone babsko
      śmierdzące bigosem czy uśmiechnięta, niezależna dama, do której
      wzdycha mąż tejże matki-Polki z lekko przekrzywioną aureolą? Panie z
      artykułu ciężko zapracowały na swój los, a refleksja przyszła nieco
      za późno.
    • danwrc1 żałosne baba ma robic przy garach i tyle 10.08.09, 09:54
      feminizm to głupota kochane depresantki cz wasze babki gotowały dla swych
      mężów prały i nie miały depresji nie wymyślajcie głupot tylko bierzcie sie do
      roboty!
      • focus35 Re: gary to wierzcholek gory lodowej;) 10.08.09, 16:19
        glupich nie sieja danwrc1, sami sie rodza albo raczej rodza
        ich "kochane? desperatki" vel "zalosne baby"

        owe panie sfustrowane z artykulu nie sa feministkami - ich zycie
        jest zaprzeczeniem rownouprawnienia... zasuwanie na dwoch albo
        wiecej etatach bez udzialu (nie pomocy, bo nie chodzio pomoc a o
        udzial w rodzicielstwie czyli macierzynstwie i ojcostwie) innych,
        szczegolnie meza, ojca dziecka jest karykatura feminizmu


        danwrc1 napisał:

        > feminizm to głupota kochane depresantki cz wasze babki gotowały
        dla swych
        > mężów prały i nie miały depresji nie wymyślajcie głupot tylko
        bierzcie sie do
        > roboty!
    • oz_patryk Re: Sfrustrowane panie domu 10.08.09, 09:55
      już to widzę jak mojej żonie mówię żeby poszła do psychologa... znowu miał bym
      dwa tygodnie spokoju od zrzędzenia bo by się nie odzywała.

      obiadów nie gotuje, nigdy nie gotowała, lubiła za to patrzeć jak ja gotuje, bo
      lubię. ale szlak mnie trafia gdy dzwonie pytam się czy jak będę wracał z pracy
      to coś kupić - nie - wracam lodówka pusta, nawet mi się nie chce reagować, ręce
      mi już opadły, nie powie co kupić i sama nie kupi pomimo że sklep pod nosem, z
      zamrażalnika mięsa też nie wyciągnie. marudzi że siedzi w domu, ale nie wyjdzie
      na długi spacer z małym, bo... znajdzie miliard powodów żeby siedzieć w domu,
      rano jej się nie chce, bo to trzeba się z małym pobawić, wykapać się, nakarmić
      małego co 3 godziny i zjeść śniadanie , a bo mały śpi, potem jest za gorąco, a
      jak wrócę koło 18 z pracy to jest zmęczona i jej się nie chce, ale do sklepu na
      drugi koniec miasta już jej się chce ze mną jechać pomimo że nie chciało jej się
      iść do sklepu który jest przed blokiem, oczywiście obrażona że mało czasu
      spędzam z małym ale jak przyjdę z pracy i muszę zrobić zakupy i ugotować obiad
      bo ona woda na herbatę w czajniku elektrycznym potrafi przypalić to tego nie widzi.
    • magia_sieci A miało być tak pięknie.. 10.08.09, 11:40
      Bale..adoratorzy.i oczywiście książe na białym koniu.Niestety.rzeczywistość nie przystaje do Waszych wyobrażeń..Adoratorzy znaleźli swoje miłośći,bale są tylko w sylwestra i drogie, książęta na białym koniu zostali wytępieni przez Stalina.Dobrze ze chociać każdy murzyn z Nigerii to prince lub Love Star..Powodzenia życzę..:)))))
    • twojabogini Syndrom mężatki a nie depresja! 10.08.09, 11:53
      W literaturze o naturalnych metodach leczenia wpadłam na coś takiego
      jak "syndrom mężatki". Symptomy: stan zmęczenia, znużenia pracą
      (zawodową lub w domu przy dziecku) i stosunkami seksualnymi, bardzo
      duża nerwowość, bezsenność, bóle głowy i pleców. Podobne do
      depresji. Pani Dr Formica (Old Bridge, New Jersey) odkryła, że u
      kobiet dotkniętych takim syndromem występuje obniżony poziom soli
      potasowych i kwasu aminobursztynowego. Pani doktor nie wnikała co
      jest przyczyną, a co skutkiem (czy od siedzenia w domu spada poziom
      tych substancji, czy spada poziom substancji np. po ciązy i
      powoduje, ze babie się nie chce). 78 % pacjentek, którym uzupełniono
      niedobory po 4-6 tygodniach odzyskała swoją wesołość i radość życia
      i wyrwała się z błędnego koła. Czasem chroniczne zmęczenie ma jednak
      podłoże chorobowe i wtedy oczywiscie to nie skutkuje.
      Dla tych które borykają się z problemem - niedobór można uzupełnić
      spożywając miód (ma ten kwas) oraz sezam (potas i magnez): m.in.
      chałwę, ale tą prawdziwą z sezamu, oleju sezamowego i miodu (bez
      cukru i syropów kukurydzianych). Można też używac oleju sezamowego
      (nie nadaje się do smażenia).
      Może warto spróbować, organizm się zregeneruje i łatwiej będzie
      zadbać o siebie? Co ciekawe: chałwa i sezamki były uważane zawsze za
      słodycze dla młodych mężatek, mające podtrzymać u nich wigor i
      energię życiową.
      • basiek-to-ja Re: Syndrom mężatki a nie depresja! 20.04.10, 19:31
        Bardzo serdecznie dziękuję za ten tekst:)
        Uratował - mam nadzieję- małżeństwo mojego brata.
        Kilka paczek sezamek położone w widocznym miejscu sprawiły, że
        powróciła dawna dziewczyna, w której się zakochał.
        A i ona widzi świat w kolorowych barwach...
        A może to po prostu wiosna???
    • pxyz Babskie gadanie... 10.08.09, 12:06
      Celowo pisze "babskie" chociaz cokolwiek bym nie powiedzial i tak
      zostanę zjedzony... ;)

      z jednej strony rownouprawnienie, z drugiej feminizm, z trzeciej
      bezbronne zaszczute, niedowartosciowane i wiecznie cierpiące matki
      Teresy.

      Nie przeczę że to nie jest prawda co tutaj napisano - wrecz
      przeciwnie, ale czy na siłę musimy rozdzielac problemy plcia? czy to
      ze "wyroznia sie" tutaj kobiety oznacza ze sa lepsze? /gorsze?

      a oddani zyciu, domowi, ukochanej partnerzy? nie moga miec depresji?


      Nie podoba mi sie wlasnie od tej strony ten artykul, tak samo jak
      nie podoba mi sie ze dla "mody" sady zaczynaja na sile przyznawac
      opiekę nad dziecmi rozwodnikom...

      Nie dzielmy sie, nie porwonujmy na sile kto lepszy/gorszy, bo to nie
      ulatwia rozwiazywania problemow..
      I teraz 3/4 kobiet pojdzie z gazeta do meza i powie: "widzisz,
      napisali o mnie" na co polowa mezow powinna odpowiedziec: "widzisz,
      pisza tylko o kobietach, ale mam takie same objawy"...

      depresja w pędzącym na slepo swiecie to obecnie chleb codzienny, co
      nie znaczy ze mamy przymykać na nią oko...
      • bene_gesserit Re: Babskie gadanie... 14.08.09, 09:31
        pxyz napisał:

        > Celowo pisze "babskie" chociaz cokolwiek bym nie powiedzial i tak
        > zostanę zjedzony... ;)

        No popatrz, jakos nikt cie nie zjadl?

        > z jednej strony rownouprawnienie, z drugiej feminizm, z trzeciej
        > bezbronne zaszczute, niedowartosciowane i wiecznie cierpiące
        matki
        > Teresy.

        Nie ma trzeciej strony, bo feminizm jest po stronie kobiet. To
        feminizm walczy min o godnosc kobiet domowych i o poszanowanie
        pracy, ktora wykonuja kobiety, takze te pracujace na trzech etatach
        (firma-dom-dzieci).

        > Nie przeczę że to nie jest prawda co tutaj napisano - wrecz
        > przeciwnie, ale czy na siłę musimy rozdzielac problemy plcia? czy
        to
        > ze "wyroznia sie" tutaj kobiety oznacza ze sa lepsze? /gorsze?

        Nie rozdzielamy na sile plcia. To fakt, ze znakomita czesc
        pracy domowej jest wykonywana przez kobiety.

        > a oddani zyciu, domowi, ukochanej partnerzy? nie moga miec
        depresji?

        A ktos napisal, ze nie moga?

        > Nie podoba mi sie wlasnie od tej strony ten artykul,

        Mozesz wskazac konkretne cytaty?

        tak samo jak
        > nie podoba mi sie ze dla "mody" sady zaczynaja na sile przyznawac
        > opiekę nad dziecmi rozwodnikom...

        To nie jest prawda.

        > Nie dzielmy sie, nie porwonujmy na sile kto lepszy/gorszy, bo to
        nie
        > ulatwia rozwiazywania problemow..
        > I teraz 3/4 kobiet pojdzie z gazeta do meza i powie: "widzisz,
        > napisali o mnie" na co polowa mezow powinna
        odpowiedziec: "widzisz,
        > pisza tylko o kobietach, ale mam takie same objawy"...

        3/4 kobiet i prawie jedna czwarta mezczyzn ma depresje?!
        Nie sadze.

        Bez watpienia natomiast ponad 3/4 kobiet zapieprza na dwoch (firma-
        dom) albo trzech (firma-dom-dziecko) etatach. Mezczyzni nie maja
        takich objawow.

        > depresja w pędzącym na slepo swiecie to obecnie chleb codzienny,
        co
        > nie znaczy ze mamy przymykać na nią oko...

        No, a smieci sie same nie wyniosa, obiad sam nie ugotuje, a
        dzieciak sie sam nie wychowa.
    • ofiara_przemian To nie kwestia liczby dzieci! 10.08.09, 12:08
      Moja przyjaciółka z liceum pochodzi z wielodzietnej rodziny. Jej
      matka jest przykładem kobiety, która świetnie realizuje się w domu i
      poza nim, jest zadowolona, uśmiechnięta, nawet po rozwodzie (mąż
      zostawił ją z szóstką dzieci dla młodszej) zachowała dystans do
      wielu spraw i pogodę ducha. To kwestia charakteru. Ta kobieta
      rodziła dzieci, a w międzyczasie skończyła studia, zrobiła doktorat,
      pracowała w wydawnictwie i w szkole, udzielała się społecznie, a
      wszystko to bez pomocy niań, babć itp., to kwestia organizacji
      życia. Czasem bywa tak, że kobieta ma jedno dziecko i syf wokół
      siebie, a czasem w wielodzietnych rodzinach jest taki ład i
      szczęście, że aż dziw bierze, że to w ogóle możliwe. Kura domowa to
      stan ducha, matka mojej koleżanki nigdy nie pozwoliła sprowadzić się
      do poziomu sprzątaczko-pomywaczko-praczko-niańki, nie zrezygnowała z
      zainteresowań i przyjaciół, ja ją podziwiam. Dla niej macierzyństwo
      było przyjemnością, a teraz realizuje się jako kobieta wolna i
      babcia wnukom, traktując każdą ze swoich funkcji jak hobby, a nie
      przymus. Kobiety żyją w przeświadczeniu, że mają jakiś obowiązek
      wobec życia. Najpierw wykształcenie, potem małżeństwo, dziecko albo
      lepiej dwójka, a wszystko jakby na siłę, bez miejsca na radość z
      życia i tego, co staje się przymusem, a nie przyjemnością.
      • black_halo Re: To nie kwestia liczby dzieci! 10.08.09, 12:23
        Ja akurat mysle, ze to kwestia odpornosci psychicznej ale i tez
        wzrocow wyniesionych z domu. Jedni sa silni a inni slabi no i to nie
        jest zbyt zalezne od nas. Jedni radza sobie w takich sytuacjach
        lepiej a inni gorzej i trudno dac tu jakas konretna recepte.
        W rodzinach wielodzietnych duza pomoca sa starsze dzieci, ktore
        zawsze zajma sie mldoszymi, nastawia pranie, rozwiesza, obiora
        ziemniaki ale to oczywiscie jak juz chociaz troche podrosna. Moja
        mama wymagala od nas sprzatania po sobie, sprzatania w weekendy i
        robienia mnostwa rzeczy w domu bo jest przemeczona ale z perspektywy
        czasu to widze, ze siedziala na pupie i niewiele robila ciagle
        narzekajac, ze nikt nie szanuje jej pracy. Dlugo nie chciala isc do
        zadnej normalnej pracy, w koncu poszla i jej depresja nagle przeszla.
        Po latach siedzenia w domu nie miala nic do wyboru procz sprzatania i
        nagle okazalo sie, ze jak zobaczyla co to prawdziwa fizyczna robota
        to i przestaja jeczec, ze tak jej strasznie zle.
      • echtom Re: To nie kwestia liczby dzieci! 10.08.09, 12:51
        Po lekturze paru postów i na podstawie własnych doświadczeń zaczynam
        nabierać podejrzeń, że bez męża do obsługiwania może być kobiecie
        łatwiej :) W tej historii nie wierzę tylko, że kobieta dokonała tego
        wszystkiego bez pomocy babć i niań - chyba że zaprzęgła starsze
        dzieci do opieki nad młodszymi, a to niespecjalnie mi imponuje.
    • kellss Sfrustrowane panie domu 10.08.09, 12:36

      przestancie sie baby chlostac i podajcie namiary na dobrego psychologa w
      Lublinie. Faktycznie, historia jak moja, wiec go potrzebuje.
    • mimi9930 Sfrustrowane panie domu 10.08.09, 12:44
      chaotyczny ten artkuł, zamiast wymyslonych inicjałów mozna było
      nadać bohaterkom wymyslone imiona, a tak to ten artykuł po prostu
      nie przemawia do nikogo...
      • kellss Re: Sfrustrowane panie domu 10.08.09, 13:36

        no coz, widac dla ciebie to czysta abstrakcja,,, ehhhh, zazdroszcze:)))))
      • zinfandel30 Re: Sfrustrowane panie domu 10.08.09, 13:50
        już DEPRESJA...wrzucanie wszystkiego do jednego worka.
        trzeba się umieć zorganizować, albo podejść do życia od innej strony, a nie
        ciągłej męczennicy, matki polki...
        też mam dziecko, męża, dom, pracę i studia.
        ale nie popadam w paranoję z tym sprzątaniem, praniem, gotowaniem i cholera wie,
        czym jeszcze.
        rzadko gotuję, bo mąż robi to lepiej (choć póki gotowałam, to o tym nie
        wiedział), a jak jemu się nie chce gotować, to jemy na mieście.
        sprzątamy, kiedy jest brudno, a nie na wyrost, bo po co?
        zakupy, jak to zakupy...czasami się po nie jedzie, a czasami zamawiamy przez
        internet, ale codziennie po sklepach nikt za kawałkiem padliny nie biega.
        generalnie warto przestać szukać problemów tam, gdzie ich nie ma i naprawdę
        polecam ułatwianie sobie życia na wszystkie możliwe sposoby, a nie myślenie "oo
        jezu, jeszcze muszę obrać ziemniaki"...
        moja teściowa od lat nie pracuje, mieszka w dużym mieście, dzieci ma już dawno
        odchowane, jest zmotoryzowana, a nigdy na nic czasu nie ma i wiecznie jest
        zmęczona. powód prosty. tworzy sobie problemy typu...codzienne szorowanie
        podłóg, codzienny dwudaniowy obiad (właściwie tylko dla teścia, który i tak je w
        pracy), codziennie szukanie kurczaków w sklepie, wyjazdy na bazar po sałatę i
        temu podobne pierdoły, o których nawet nie potrafię myśleć.
        naprawdę trzeba mieć nierówno pod sufitem, żeby zwykłe obowiązki rządziły naszym
        życiem i jeszcze nas samych przerastały. noo baby, przestańcie się mazać i
        zacznijcie używać rozumu, bo chyba nie wyparował Wam od tego ciągłego stania nad
        garami.
    • transfery Sfrustrowane panie domu 10.08.09, 14:11
      Wincie sufrażystki - to one dały Wam, kobietom, trud i ciężar życia. To one Was upodliły do poziomu motłochu... a tak serio. Zamiast dać obowiązki mężowi, nauczyć nastawiać pralkę zamiast wyśmiewać, dać instrukcję do żelazka zamiast krzyczeć... Zamiast powiedzieć: "pomóż mi z tym" zatykacie swoje usta chorą, kobiecą dumą: "prędzej umrę niż pozwolu mu powiedzieć że jego matka jest lepsza" - kto Wam to każe ? Wy same. A wystarczy spokojnie powiedzieć że ma się mało czasu i dużo obowiązków i żeby zrobił to czy tamto, ale bez tej pieprzonej faszyzerii "ja gotuję to ty chociaż pozmywaj!". I nie w łóżku na koniec dnia.
      • bene_gesserit Re: Sfrustrowane panie domu 10.08.09, 14:22
        Sufrazystki daly nam mozliwosc dziedziczenia, osobowosc prawna,
        mozliwosc glosowania, pracy na stanowiskach wyzszych i
        odpowiedzialnych i nade wszystko - ksztalcenia.

        Nie wiem skad czeerpiesz przekonanie, ze kobiety 'dawniej' nie
        pracowaly. Nie pracowaly kobiety z warstw wyzszych - 5% narodu.
        Reszta pracowala jako robotnice, sluzace i rolniczki, oblslugujac
        jeszcze rodzine.

        Noi - to dziewczynki od niemowlectwa sa trenowane w kierunku:
        myslenia o innych i poswiecania siebie dla dobra, opiekowania sie,
        rozeznania w gospodarstwie domowym, gotowania, porzadkowania,
        ladnego wygladania. Chlopcy nie. Wiec to nie jest tak, ze 'my
        same', ale specyficzna kultura i ukierunkowany spoleczny trening.
        Oczywiscie - komus, kto nigdy tego nie doswiadczyl latwo z mina
        pelna wyzszosci wycedzic pogardliwie 'wystarczy spokojnie to-i-to,
        zamiast pieprzonej faszyznerii', ale wybacz - nie masz pojecia, o
        czym piszesz.
    • titta Sfrustrowane panie domu 10.08.09, 14:34
      Depresja?
      Jest typ czlowieka, ktorego nic nie zadowoli. Zawsze dazy do idealu
      (nieistniejacego) i zawsze be dzie sfrustrowany, nie mogac tego
      idealu osiagnac. Nie wazne czy sama praca, czy dzieci, czy dzieci i
      praca, czy maz pomaga, czy nie, czy go sie nie ma. Zawsze cos
      rozminie sie z oczekiwaniami no i frustracja gotowa. Latwo to
      sklasyfikowac jako "Depresja" dac leki. Usuwa sie skutek, ale nie
      przyczyne.
      Czasem to wynik zmeczenia, przepracowania. Czasem wrecz przeciwnie:
      nie robienia tego, co sie powinno (np. odkladania jakiejs decyzji,
      uciekania przed odpowiedzialnoscia). Czesto jest to jednak cos
      wyniesione z dziecinswa, zwiazane z niska samoocena, a skutkujace
      wiecznym poszukiwaniem potwierdzenia swojej wartosci w oczach innych.
      Tez tak mialam. Zanim nie zdalam sobie sprawe, ze nie wszystko musi
      byc tak jak ja chce i nie wszysto pod moja kontrola, a
      odpowiedzialnosc i obowiazki moga, a wrecz powinni przejmowac tez
      inni. No i nauczylam sie cieszyc chwila, skupiac na mlych
      drobiazgach, na tym co mam. Czekac na to cos fajnego, co stanie sie
      za chwile (nawet jak teraz jest do d*). Nie dawac sie zlym mysla.
      Zycie, relacje z innymi, kazda chwila jest zbyt cenna aby ja
      marnowac. A my, zbyt wartosciowi, aby kazdej z tych chwil w pelni
      nie kozystac.
      Ja robie wlasne wedliny: ale dlatego, ze LUBIE a nie dlatego, zeby
      moc w oczach swoich (lub innych) podniesc swoja wartosc. Ale zabralo
      mi kilka lat (porazek i frustracji) zeby zdac sobie z tego sprawe...
    • easz Re: Sfrustrowane panie domu 10.08.09, 15:26

      Świetny artykuł świetnie napisany!

      O czymś podobnym pisała nie tylko Atwood, również np. Cunningham w
      Godzinach i Lessing, choćby w Pokoju nr 19. Ale o wiele
      delikatniej. Natomiast te nigdy nie przetłumaczone na polski książki...

      Feminizm się zmienił, wciąż się zmienia, na pewno nie wygląda już tak, jak
      postrzega/ła to B. Ale może gdyby wspomniane książki przetłumaczono dla nas
      wcześniej, o wiele wcześniej (a przetłumaczonoby gdyby - błędne koło powodów i
      skutków), to zmiany w mentalności i 'co za tym idzie' dokonałyby się szybciej? A
      tak, to rzeczywiście, wystarczy poczytać, nie tylko na forum feminizm, jak na
      pomysły np. wyceny pracy domowej (czyli przede wszystkim wciąż pracy wykonywanej
      przez kobiety) reagują antykobieciści, nie feministki!. I to jest jedyny
      zgrzycik w artykule imo.
    • rozna Sfrustrowane panie domu 10.08.09, 22:06
      to po co te dzieci rodzicie? skoro sie nie nadajesz na rodzica , daj sobie
      spokoj. nikt nie mowil ze bedzie łatwo, rodzicielstwo rodzina to praca ciezka
      ale nie kazdy musi ja wykonywac
    • gazeta.mi.placi Sfrustrowane panie domu 12.08.09, 17:50
      Ach,ugotowanie zupy i zakup kurczaka to taka ciężka praca......
      Głęboko współczuję...
      Głupoty...
      • bene_gesserit Re: Sfrustrowane panie domu 14.08.09, 02:38
        Ach, bo kazdy maz wprost uwielbia rosol codziennie od wielu lat.
        Zeby zrobic rosol, nalezy
        a) kupic warzywa i kurczaka
        b) przytaskac to do domu
        c) obrac, umyc, pokroic
        d) ugotowac
        e) podac
        f) pozmywac
        g) posprzatac kuchnie
        h) wyniesc smieci, bo resztki z kurczaka przez noc zasmierdna

        Co bys wiedzial, gdybys to kiedykolwiek robil.
        I wiedzialbys rowniez, ze artykul jest o czyms zupelnie innym
        gdybys go przeczytal.
        • gazetowymail Re: Sfrustrowane panie domu 14.08.09, 17:57
          bene_gesserit napisała:

          > Ach, bo kazdy maz wprost uwielbia rosol codziennie od wielu lat.
          > Zeby zrobic rosol, nalezy
          > a) kupic warzywa i kurczaka
          > b) przytaskac to do domu
          > c) obrac, umyc, pokroic
          > d) ugotowac
          > e) podac
          > f) pozmywac
          > g) posprzatac kuchnie
          > h) wyniesc smieci, bo resztki z kurczaka przez noc zasmierdna
          >
          > Co bys wiedzial, gdybys to kiedykolwiek robil.
          > I wiedzialbys rowniez, ze artykul jest o czyms zupelnie innym
          > gdybys go przeczytal.
          >

          Znasz tylko tę jedną zupę?
          Współczuję...
          Chyba od codziennego karmienia Cię rosołem w dzieciństwie jesteś taka
          sfrustrowana...
          • bene_gesserit Re: Sfrustrowane panie domu 14.08.09, 22:21
            Skonczyly sie argumenty (nie - zaraz - nie zaczely sie :) - wiec
            zabierasz sie za wycieczki osobiste? Bez zaskoczen, bez odbioru.
            • gazeta_mi_placi Re: Sfrustrowane panie domu 17.08.09, 10:11
              Wycieczką osobistą nazywasz nawiązanie do Twojego poprzedniego postu?
              :)
              P.s.Twoje donosy jak widzisz nic nie dają.
              Do zobaczenia jeszcze nieraz :)
    • kwioletta Sfrustrowane panie domu 16.08.09, 19:32
      odnalazłam tu samą siebie i myślę . że większośc kobiet w Polsce
      czuje to samo
    • evenjo Sfrustrowane panie domu 20.08.09, 08:08
      "Gdy na dziewczynę zwołają "żono"-już ją żywcem pogrzebiono"- to z
      Mickiewicza. Zaprawdę był wieszczem...
      • wen_yinlu Re: Sfrustrowane panie domu 31.08.09, 18:06
        Mickiewicz była kobietą! ;)
    • dosia2308 Sfrustrowane panie domu 20.08.09, 15:16
      Zajebiście prawdziwe. Najciekawsze, że większość kobiet przeżywa podobną
      historię a jednocześnie brniemy przez to absolutnie same i nieświadome.
      Dlaczego nikt nam o tym nie mówi zanim nie wyjdziemy za mąż, urodzimy dzieci,
      zdecydujemy się na ten cyrk? Jestem po trzecim ślubie i mam roczne, trzecie
      dziecko. Ten ostatni rok, kiedy do opieki mam trójkę, w tym dwoje w szkole,
      był chyba najgorszy w mojej karierze mamy i pani domu. TO JEST KOSZMAR! Nie
      nadaję się. Przygotowanie codziennie trzech posiłków dla 5 osób przekracza
      moje możliwości. Szczególnie te psychiczne. Ja chcę być wolna. Nie chcę tak
      żyć. Jakie to jest banalne zawodzenie. Ale najprawdziwsze na świecie. Mój mąż
      mi pomaga. Ale jest zrozumiałe, że nie rzuci pracy żeby mnie wyręczać w
      odbieraniu dzieci ze szkoły, robieniu zakupów, gotowaniu. Oczywiście, że
      pomaga. Ale ogrom, całość, ogarniam ja. My, kobiety.
      • gazeta_mi_placi Re: Sfrustrowane panie domu 20.08.09, 18:11
        dosia2308 napisała:

        > Zajebiście prawdziwe. Najciekawsze, że większość kobiet przeżywa podobną
        > historię a jednocześnie brniemy przez to absolutnie same i nieświadome.
        > Dlaczego nikt nam o tym nie mówi zanim nie wyjdziemy za mąż, urodzimy dzieci,
        > zdecydujemy się na ten cyrk? Jestem po trzecim ślubie i mam roczne, trzecie
        > dziecko. Ten ostatni rok, kiedy do opieki mam trójkę, w tym dwoje w szkole,
        > był chyba najgorszy w mojej karierze mamy i pani domu. TO JEST KOSZMAR! Nie
        > nadaję się. Przygotowanie codziennie trzech posiłków dla 5 osób przekracza
        > moje możliwości. Szczególnie te psychiczne. Ja chcę być wolna. Nie chcę tak
        > żyć. Jakie to jest banalne zawodzenie. Ale najprawdziwsze na świecie. Mój mąż
        > mi pomaga. Ale jest zrozumiałe, że nie rzuci pracy żeby mnie wyręczać w
        > odbieraniu dzieci ze szkoły, robieniu zakupów, gotowaniu. Oczywiście, że
        > pomaga. Ale ogrom, całość, ogarniam ja. My, kobiety.

        Przygotowanie 3 posiłków dla rodziny Cię przerasta?
        Sorry,ale nawet dziewczyny po szkołach specjalnych sobie z tym radzą.
        • dosia2308 Re: Sfrustrowane panie domu 20.08.09, 19:50
          Cieszę się, że zwróciłeś uwagę szczególnie na ten wybrany fragment mojej
          wypowiedzi.... Twoje ograniczenie nie dostrzega pewnej przenośni dotyczącej
          fragmentu o przygotowywaniu 3 posiłków dla 5cio osobowej rodziny. Na szczęście,
          ktoś wcześniej już napisał, że przygotowanie posiłku to też czynności przed i po
          takie jak zakupy, taskanie toreb, myślenie setki razy co gotować, sprzątanie
          kuchni po i powtarzanie tej czynności grubo ponad 1200 razy w roku. Domyślam
          się, że Ty robisz to z większą wprawą i nie musiałeś kończyć nawet szkoły
          specjalnej. Jestem mega szczęściarą: mam piękny dom, mój facet świetnie zarabia,
          mam Panią do dziecka, moja mama mi pomaga, jeżdżę na wakacje kilka razy w
          roku.... Po prostu gdybym została z tym wszystkim sama, jak niektóre dziewczyny,
          to nie wpadłabym w depresję a raczej wylądowałabym na oddziale zamkniętym. I
          życzę Ci żeby Twoja partnerka założyła sobie na lata chomonto z uśmiechem na
          ustach i jeszcze wieczorami zmieniała się dla Ciebie w rozkoszną flirciarę. Już
          jej współczuję:)
          • gazeta_mi_placi Re: Sfrustrowane panie domu 20.08.09, 23:15
            Zakupy to nie jest ciężka harówka-sam kiedyś robiłem jak mieszkałem sam
            i nawet to polubiłem.Teraz nie ma kolejek jak za komuny,duży wybór produktów,jak
            czegoś zapomnisz nie ma tragedii bo większość sklepów jest czynna nawet do 22-iej.
            Jadłospis na cały tydzień możesz rozpisać w jednym dniu aby nie myśleć "setki razy".
            Podczas komuny to był problem co wymyślić :ale teraz jak masz na każdym rogu
            nawet owoce morza i inne specjały nie mówiąc już
            o zwykłym jedzeniu-tym bardziej.
            W dodatku nawet na głupim necie setki przepisów.W czym problem?
            Sprzątanie kuchni w dobie zmywarek? Nie rozśmieszaj mnie-najwyżej przetarcie
            blatu (chyba,że nie masz zmywarki).
            Współczuję braku organizacji i zwykłego lenistwa.

            • echtom Re: Sfrustrowane panie domu 21.08.09, 11:01
              > Zakupy to nie jest ciężka harówka-sam kiedyś robiłem jak mieszkałem sam i nawet to polubiłem

              Dla 5 osób?
              • gazeta_mi_placi Re: Sfrustrowane panie domu 21.08.09, 11:41
                Dla dwóch-siebie i współlokatora.
                Kiedyś kobiety też robiły zakupy dla 5 osób i nie wracały z nich po godzinie do
                domu tylko po sześciu godzinach stania i jakoś nie rozpaczały nad tym.
                • agni71 Re: Sfrustrowane panie domu 22.08.09, 22:10
                  gazeta_mi_placi napisał:

                  > Dla dwóch-siebie i współlokatora.
                  > Kiedyś kobiety też robiły zakupy dla 5 osób i nie wracały z nich
                  po godzinie do
                  > domu tylko po sześciu godzinach stania i jakoś nie rozpaczały nad
                  tym.

                  A ja wiem, ze rozpaczały.

                  • gazeta_mi_placi Re: Sfrustrowane panie domu 22.08.09, 22:27
                    agni71 napisała:

                    > gazeta_mi_placi napisał:
                    >
                    > > Dla dwóch-siebie i współlokatora.
                    > > Kiedyś kobiety też robiły zakupy dla 5 osób i nie wracały z nich
                    > po godzinie do
                    > > domu tylko po sześciu godzinach stania i jakoś nie rozpaczały nad
                    > tym.
                    >
                    > A ja wiem, ze rozpaczały.

                    To wobec tego nijak Wam dogodzić: były pięciogodzinne kolejki za głupim mięsem
                    za komuny -źle.
                    Nie ma kolejek,wszelkie zakupy można w sklepie zrobić w kwadrans -też źle.
                    Jesteście wiecznie niezadowolone lenie-ot co!
                    >
                    • dosia2308 Re: Sfrustrowane panie domu 24.08.09, 09:28
                      Twoje ograniczenie jest zabawne. Jesteś śmieszny z tą Twoją blokadą umysłową.
                      Nawet na forum OGRÓD tworzysz jakieś chore, zacięte i agresywne posty. Lecz się
                      człowieku. A o temacie prowadzenia domu g....no wiesz. Po prostu. I sam to
                      przyznajesz. Więc co cię tak rusza moje lenistwo?
    • jennifer77 Sfrustrowane panie domu 23.08.09, 09:29
      czy ja mam depresje? mam dwoje dzieci 7i9 lat cały dzień siedzą mi
      na głowie,nie mają zajęcia nudzą się ,mój mąż ciągle głodny nawet w
      nocy wstaje jeść i budzi mnie w ten sposob.nie ma mowy o tym że nie
      będzie obiadu ! i to musi być konkretny obiad ,żadne tam spagetti ,
      czy coś . koniecznie schaby, gulasze suróweczki i zupa koniecznie .
      jak kupię czasem pierogi gotowe to boli go brzuch ,ma biegunkę ,je
      lekarstwa przezemnie !mi wystarczy 20 dkg krówek dziennie ,tak jem
      je od dwóch lat .jak nie mam jestem chora .
      mąż moj pracuje ,ja nie ,więc zajmuje się domem dziecmi ,i psami .on
      jest zdziwiony czym ja mogę być zmęczona że wieczorem 21,00 już
      śpię .
      • liliankaa77 Re: Sfrustrowane panie domu 23.08.09, 13:31
        1) Znajdź pracę zawodową (wtedy podzielicie się obowiązkami w domu albo
        zatrudnicie kogoś do nich)
        2) Zmień męża
        3) Jedno i drugie.
    • alina1977 Sfrustrowane panie domu 23.08.09, 16:16
      medal , pierwsze miejsce w gotowaniu ,
      sprzątaniu,wychowywaniu ,zaradzaniu, łagodzeniu,plastrowaniu
      dziecięcych kolanek , prasowaniu , czyszczeniu , w usuwaniu kamienia
      i rdzy , bieganiu po urzędach ,lekarzach , bankach , pocztach,
      polerowaniu , pucowaniu ........
      Stoję na podium ściskając nerowowo swoje trofeum w dłoni.
      Brązowy medal ...... przegrywam z meczem , zawodami żużlowymi ,
      kolegami , męskimi ważnymi sprawami........ja - kobieta
      wielofunkcyjna , wersja standardowa- wyprany mop zamiast mózgu

      • manekineko Re: Sfrustrowane panie domu 24.08.09, 00:10
        > kolegami , męskimi ważnymi sprawami........ja - kobieta
        > wielofunkcyjna , wersja standardowa- wyprany mop zamiast mózgu
        >

        A czemu do cholery nikt Ci nie pomaga?
    • akinofem Sfrustrowane panie domu 24.08.09, 15:28
      Przeczytałam ten artykuł i wydrukowane w gazecie komentarze.
      Wszystko to jest jak mlaśnięcie rybą w twarz. Stanęłam, zaparłam się
      i niemal histerycznie odmawiam udziału w tym wszystkim. Ale jak się
      wydostać?
      Dziecko, praca, konkubent. Obowiązek. Nieograniczony obowiązek.
      Tylko mój obowiązek. No bo rzeczywście dziecko przeżyje na spacerze
      z tatą bez tego, że spakuję jej bluzeczkę i picie. Przezyje, tylko
      przyjdzie zmarźnięte, spragnione i zmęczone. Bo tata nie pomyślał,
      że może sie zrobić zimno, że dziecku pić się zachce, że wolno
      chodzi.
      Starałam się odpuścić sobie- nie przejmować się zapleśniałymi
      garnkami, włosami kręcącymi sie na podłodze w łazience,
      błyskawicznie zarastającym domem, paproszkami, brudnymi szybami,
      niepodlanymi kwiatami, zepsutą lampką, śmierdzącym kiblem. No bo
      jeżeli nie widział tego naszego wspólnego bródu mój konkubent,
      ekolog-ideowiec, dlaczego ja to miałam widzieć?
      Nauczy się, myślałam. Wskazywałam. Wyjaśniałam. Zauważy. Przewidzi.
      Poradzi. W końcu łamałam się. Czyściłam, albo wrzeszczałam. Jedno i
      drugie. I miałam pretensje. Wieczne pretensje.
      Jako kobieta jestem pilowana, przez sąsiadów, przez rodzinę. Za ten
      bród, to tylko do mnie się ma pretensję. Za brak obiadu też. Za brak
      zakupów też. Za brak pieniędzy też.
      I to wszystko jest podtrzymane przez moją matkę, która sama przeżyła
      40 lat upupienia w domu i w pracy. Jej pytania do mnie-
      Dlaczego w tej kuchni jest taki nieporządek?
      Co zrobiłaś na obiad?
      O której odbierasz dziecko z przedszkola? Dlaczego tak późno?
      Na miejscu K bym od ciebie odeszła, jak on znosi ten rozgardiasz?

      MOja własna matka pilnuje mojego kieratu! Ze złością więc odpowiadam
      po raz 101- po pierwsze to nie twoja sprawa, po drugie odpowiedz mi-
      dlaczego ja mam to robić?
      • wen_yinlu Re: Sfrustrowane panie domu 31.08.09, 18:27
        > MOja własna matka pilnuje mojego kieratu! Ze złością więc odpowiadam
        > po raz 101- po pierwsze to nie twoja sprawa, po drugie odpowiedz mi-
        > dlaczego ja mam to robić?

        Tak, to kobiety są najgorsze w stosunku do innych kobiet... zauważyłam to już
        jako dopiero-co-nastolatka i postanowiłam, że nie mam innego wyjścia jak
        pokazywać język i być coraz gorszą. Czepianie się urody/jej braku, okrutne
        żarty, oczekiwanie usługiwania wszystkim dookoła, w mojej rodzinie jeszcze
        kościółek co niedziela.
        W tamtym momencie absolutnie nikt nie traktował mnie poważnie, więc zostawało mi
        zachowywanie się "jak chłopak", bezczelny chłopak...
        Co robię do dziś dzień gdy tylko ktoś włoży mi kij w oko, chociaż mam już swoją
        rodzinę.

        Zdarzają się docinki, owszem, ale nigdy się nie ugięłam - w końcu złośliwy teść
        stwierdził, że "musicie oboje zasuwać na sprzątaczkę w takim razie". Taki
        zresztą mamy plan :)

        Grunt to nie robić krzywdy swoim córkom, siostrzenicom, młodszym siostrom, nie
        tresować od dziecka - nie każda zdołałaby się postawić i zaryzykować ciągły
        ostrzał i niechęć innych kobiet z rodziny. Tyle dziewczyn położy uszy po sobie i
        będzie harować żeby zasłużyć na akceptację innych, będąc pod ciągłą obserwacją,
        wytrzymując ciągłą krytykę tak czy inaczej, bo wszystko da się zrobić lepiej.
        Teoretycznie.

        Mam nadzieję, że moja córeczka nie będzie mieć takich problemów. A jeśli by
        miała kiedyś zmierzyć się z agresywną teściową to zjem tamtą kobietę żywcem.

    • ewaberg Sfrustrowane panie domu 29.08.09, 11:48
      Pobralismy sie przed 13 laty w pieknym, zagranicznym (k)raju. Urodzilo
      sie 2 synow, zbudowalismy dom, byla opiekunka do dzieci, po prostu
      fantastycznie..... Od 5 lat biore antydepresanty, rok temu maz znalazl
      sobie inna, ja wyladowalam u psychiatry. Teraz rozpoczelismy terapie
      malzenska, on musi sie przeprogramowac, jeszcze nie zdecydowal czy do
      mnie wroci... A mialo byc tak pieknie, tylko mnie sie w glowie
      poprzewracalo....
    • ixi22 Sfrustrowane panie domu 29.08.09, 13:51
      Witam!
      W najnowszym artykule piszecie że sfrustrowane matki nie mówią o tym
      co czują. Cóż, ja próbowałam o tym powiedzieć kolejno mężowi,
      rodzicom, koleżankom, nawet na jakimś forum dla młodych matek w
      internecie - i spotkałam się z kompletnym niezrozumieniem, a nawet
      krytyką, większość zareagowałą tak: masz rodzinę, dziecko, dom,
      pracę którą lubisz - więc czego ci brakuje? Albo: zobacz, przecież X-
      ska ma 3 dzieci i jest zadowolona - a ty masz tylko jedno.
      Najbardziej zrozumiana byłam przez osoby które same dzieci nie mają.
      Mówienie nic nie daje, a tylko zwiększa poczucie wyobcowania i
      frustracji, pani psycholożko!
      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka