Jarczewski oświadcza

IP: *.centrum.gliwice.pl 05.07.12, 15:27
Jarczewski oświadcza (2012-07-05)

Andrzej Jarczewski, były klucznik Radiostacji, dwa lata temu zwolniony ze stanowiska przez dyrektora Muzeum, a obecnie wygrany w sądzie pracy (pisaliśmy o tym na naszym portalu wczoraj), wydał oświadczenie:

"Sąd Okręgowy przywrócił mnie do pracy w Radiostacji wyrokiem z 4 lipca 2012. Tym razem nie fatygowałem Państwa zaproszeniem na ogłoszenie wyroku. Po pierwsze dlatego, że ostateczny wynik był oczywisty, a po drugie dlatego, że do Sądu Okręgowego nie sięgają długie ręce prezydenta Frankiewicza, stąd całkowicie zrezygnowałem z jakichkolwiek happeningów czy aktów, które mogłyby być odczytane jako wyraz braku zaufania do Sądu Okręgowego.

Przypomnę istotę rzeczy. Otóż po 9 grudnia 2010, natychmiast po ogłoszeniu, że Zygmunt Frankiewicz został wybrany na kolejną kadencję, wszyscy pracownicy samorządowi, którzy ośmielili się kandydować z list konkurencyjnych względem „Koalicji dla Frankiewicza”, zostali natychmiast wyrzuceni z pracy. Dotyczyło to osób bezpartyjnych, startujących z list PO i PiS, a także osób niekandydujących (np. red. Zbigniew Lubowski), które nie wspierały Wodza w kampanii. Pretekst do zwolnienia - dowolny. W moim przypadku były to wcześniejsze o rok(!) słowa krytyki, dotyczące polityki kulturalnej prezydenta, wypowiadane przeze mnie w roli radnego, przewodniczącego Komisji Kultury w Radzie Miejskiej. Generalnie chodziło mi o sprowadzenie (finansowanej z budżetu miasta) kultury w Gliwicach do roli klakiera w propagandzie sukcesu prezydenta Frankiewicza, dalej: o obsadzanie stanowisk decyzyjnych w kulturze (wiceprezydent, naczelnik wydziału, dyrektor) osobami niekompetentnymi oraz o faktyczne przekształcenie Wydziału Promocji Miasta w Wydział Promocji Prezydenta Miasta.

Sprawa toczyła się najpierw w gliwickim Sądzie Rejonowym, który wykazał się demonstracyjną spolegliwością względem oczekiwań prezydenta i oddalił moje odwołanie. Po apelacji – kompromitujący wyrok Sądu Rejonowego został uchylony w II instancji i sprawa powróciła do ponownego rozpatrzenia. Sąd Rejonowy nie wykonał jednak konkretnych wskazań sądu II instancji i dał wyrok jeszcze bardziej kompromitujący, łatwy do obalenia, bo zupełnie nietrzymający się kupy.
Ten ping-pong trwał ponad półtora roku. Mnóstwo rozpraw, setki stron dokumentów. Występowałem zawsze sam, bez pomocy prawnej. Nie zależało mi na tym, żeby „mój” adwokat pokonał „ich” adwokata, bo ostateczny rezultat jest od dwudziestu lat zawarty w ustawie o samorządzie gminnym i nie mógł być inny. Konstytucja Rzeczypospolitej gwarantuje bowiem wolność słowa, a ustawa o samorządzie nakazuje radnemu występować w obronie interesu publicznego i zapewnia mu ochronę, zwłaszcza przed wyrzuceniem z pracy (gdy jest to karą za odważne wypełnianie mandatu radnego).
Dla mnie najważniejsze było zbieranie materiałów do kolejnej książki o patologii, rozwijającej się w samorządowej kacykozie, czyli w takim ustroju, w którym prezydent miasta może dożywotnio sprawować władzę absolutną, deprawując przy tym absolutnie siebie i swoją kamarylę.

Oczywiście – nie czekałem na rozstrzygnięcie z założonymi rękami. Otworzyły się ciekawe pola zawodowe i nie jestem pewien, czy do Muzeum wrócę. Rządzi tam dyrektor Grzegorz Krawczyk, do którego nie mam pretensji. To jest słaby człowiek, który nie zna Gliwic i został najęty w funkcji wykidajły. Starał się jak mógł, ale już przegrał trzeci proces z prawa pracy. Nie mając muzealnych kompetencji, dostał tę posadę dzięki protekcji swojej konkubiny, która zarządza propagandą sukcesu prezydenta jako sekretarz redakcji „MSI” – przykład nepotyzmu typowego dla kamaryli Z. Frankiewicza.
Gwoli pogłębienia absurdu – Sąd Rejonowy utajnił postępowanie, więc za dużo nie mogę pisać o tej sprawie, bo grożą mi 2 lata więzienia. Ale o samym sądzie pisać mogę, więc przytaczam fragment mojego ostatniego pisma procesowego.

TAK RODZI SIĘ MAFIA
(...) Sąd Rejonowy w Gliwicach utrzymuje – doświadczone przeze mnie – standardy PRL-owskie. Teraz nawet ławników przydzielono do sprawy z pogwałceniem Art. 44 kpk. Przecież pan Marek Sowa jest mężem Krystyny Sowy, która zeznawała w sprawie jako świadek, a politycznie pilnuje interesów prezydenta jako członek Klubu Radnych „Koalicja dla Gliwic Zygmunta Frankiewicza”. Pan Marek Sowa został zaprotegowany na stanowisko ławnika właśnie przez panią Krystynę Sowę. Zostało to następnie sformalizowane uchwałą Rady Miejskiej z 13 października 2011, której odnośny fragment załączam. Na liście wprowadzonych tą uchwałą do sądu pracy ławników znajduje się również pani Zofia Sokalska, uczestnicząca w paru rozprawach.
Nie podnoszę tego uchybienia formalnego, by zakwestionować wyrok Sądu Rejonowego. Ten wyrok nie powinien się utrzymać z ustrojowej wagi względów merytorycznych. Pokazuję tylko stopień zblatowania rejonowej władzy sądowniczej z wła­dzą wykonawczą. Tak właśnie rodzi się mafia, gdy te władze nie są przewietrzane zbyt długo. Przy okazji – kolejny przykład kumoterstwa w otoczeniu prezydenta Frankiewicza (...).
Na zakończenie miło mi poinformować Państwa, że nie zmarnowałem hojnego stypendium tfurczego, ufundowanego mi przez prezydenta Frankiewicza. Nie tylko miałem czas, by aktywnie przygotowywać referendum, w którym odwołamy tak hojnego prezydenta, ale mogłem też pisać książki. Najnowsza (pt. „Selma i magiczne korale”) właśnie teraz wyszła z drukarni. O promocji zawiadomię Państwa osobno, a na razie – dla orientacji – załączam okładkę, będącą estetycznym zaprzeczeniem poważnych okładek wszystkich moich wcześniejszych książek. Rzecz ma 400 stron i jest debiutem powieściowym niżej podpisanegoJ
Andrzej Jarczewski, 5.07.2012, 7.30"

Oświadczenie zacytowaliśmy w całości, bez jakichkolwiek skrótów.
www.nowiny.gliwice.pl/wydarzenia,476,0?PHPSESSID=j96ghtq1kvkidnvhrb22jl2rk2
Pełna wersja