Dodaj do ulubionych

ZAKŁADNICY FRANCJI I NIEMIEC

IP: *.dip.t-dialin.net 18.07.04, 11:51
Euro, chociaż jeszcze na dobre nie zadomowił o się w świadomości obywateli
Europy, okazuje się czynnikiem raczej osłabiającym niż pobudzającym
gospodarkę. Europejskie ożywienie gospodarcze, zapowiadane od kilku lat przez
polityków, nie nadciąga. USA podźwignęły się z recesji i notują trzy, cztery
razy szybszy wzrost PKB niż państwa strefy euro. Kraje należące do unii
walutowej równają poziom wzrostu PKB do słabnących gospodarek Niemiec i
Francji. - Przyjmując euro, stajemy się zakładnikami koniunktury w Niemczech
i Francji - potwierdza prof. Witold Orłowski, szef zespołu doradców
prezydenta. - Polska nie powinna się spieszyć z wejściem do strefy euro -
uważa Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha. -
Przystąpienie do unii walutowej jest korzystne, gdy dotyczy krajów o
zbliżonym poziomie rozwoju gospodarczego. W wypadku Polski i państw
zachodnich to odległa perspektywa - dodaje Sadowski.
Wspólna waluta jest znakomitym pomysłem. Kłopot w tym, że nie ma ona racji
bytu w sytuacji, gdy jeden kraj jest w stanie zdestabilizować wspólny
pieniądz, zwiększając wydatki, w imię na przykład zbliżających się wyborów
parlamentarnych. Euro, które przeżywa dziś kryzys, może się z niego
podźwignąć. Wystarczy, by przeciętny Niemiec wolniej powiększał swój
bierbauch (brzuch piwny), przeciętny Francuz zrezygnował z refundowania
środków przeczyszczających z budżetu państwa, a przeciętny Włoch częściej niż
raz na kilka lat płacił podatki. To wszystko jest możliwe, ale mało
prawdopodobne. Nasi politycy opowiadający się za jak najszybszym przyjęciem
euro, a tym samym skazujący nas na tempo wzrostu gospodarczego Francji i
Niemiec, powinni o tym pamiętać.

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka