Dodaj do ulubionych

Friedrich der Große i Slask

IP: *.kdvz.de / *.kdvz-hellweg-sauerland.de 17.01.05, 10:06
Niewiem czy ten temat byl jusz kiedys na tym forum dyskutowany?
Mojim zdaniem rozwoj Slaska rospoczol sie dopiero po takzwanej wojnie
siedmioletniej.
Obserwuj wątek
    • szymon011 Re: Friedrich der Große i Slask 17.01.05, 10:45
      W szkolach polskich chyba tego nie nauczaja.
      www.jadu.de/berlin/fdg/
      • Gość: Ramon Re: Friedrich der Große i Slask IP: *.kdvz.de / *.kdvz-hellweg-sauerland.de 17.01.05, 10:58
        Friedrich der Große:
        "Es ist nicht nötig, daß ich lebe, wohl aber, daß ich meine Pflicht tue und für
        das Vaterland kämpfe, um es zu retten, wenn es noch zu retten ist"

        Proba przetlumachenia:
        "Nie jest koniecznoscia, ze ja zyje, ale, ze ja moj obowiazek spelniam i dla
        mojej ojczyzny walcze, aby ja ratowac, gdy jeszcze jest do uratowana"
        • szymon011 Re: Friedrich der Große i Slask 17.01.05, 13:12
          Dziwie sie ze dotychczas zaden z Polakow nie spytal o granice tego pojecia
          Vaterland.
          • Gość: ballest Re: Friedrich der Große i Slask IP: *.lbo.de.add / 62.138.243.* 17.01.05, 13:19
            "). W 1763 podjął próbę stworzenia systemu szkolnictwa podstawowego,
            wprowadzając przymus szkolny. Za jego panowania rozwinął się też nowy typ
            szkoły średniej nastawionej na umiejętności praktyczne (tzw. szkoła realna).
            Sam będąc agnostykiem, tolerował w swoim państwie różne wyznania, będąc bodaj
            pierwszych królem, który tak otwarcie dystansował się do spraw religii.

            Fryderyk był wieloletnim przyjacielem Woltera. Od lipca 1750 do marca 1752
            gościł go w Berlinie i Poczdamie. Sam wolał mówić po francusku niż po
            niemiecku - nie miał też dobrego zdania na temat ówczesnej literatury
            niemieckiej. Kochał muzykę. Sam grywał na flecie i pisywał własne utwory
            muzyczne. Z jego inicjatywy powstało wiele utworów muzyki kameralnej. Jego
            nadwornymi muzykami byli m.in. C.P.E. Bach i ówczesny ekspert od fletów Johann
            Joachim Quantz."


            Jedno jest pewne, rozwoj Slaska nastapil kiedy sie pruski stal a jego upadek ,
            jak zostal polski.
            • aqua Re: Friedrich der Große i Slask 17.01.05, 14:40
              Balest, ty kwadratowy kłamco, dlaczego fryc dokonał zaboru Ślaska? dla forsy,
              stary kłamco, dla forsy! Już w pierwszych latach panowania, Śląsk dał frycowi
              44% dochodu ze wszystkich prowincji prus.
              • jens11 Re: Friedrich der Große i Slask 17.01.05, 15:33
                A stopniowo dawał coraz więcej, rozwijając się przy tym w stopniu nieporównanie
                większym, aniżeli pod poprzednimi rządami. I nie chodzi tu jedynie o czasy
                Wielkiego Fryca - także jego następców. Faktem jest natomiast, że nastapił
                regres na niwie, nazwijmy to, "kultury wysokiej". Zrekompensowany chyba jednak
                z nawiązką utworzeniem sieci szkół elementarnych.
                Kim dla Śląska był Wielkie Fryc? Ano, na pewno nie dobrym wujkiem - był dobrym
                gospodarzem.
                • Gość: Ramon Re: Friedrich der Große i Slask IP: *.kdvz.de / *.kdvz-hellweg-sauerland.de 17.01.05, 16:27
                  jens11 napisał:>
                  Kim dla Śląska był Wielkie Fryc? Ano, na pewno nie dobrym wujkiem - był dobrym
                  gospodarzem.

                  onklow to Slonsk mo kupa na calym swiecie - porzondnego gospodouza nom cza!
              • Gość: ? upadek slaska IP: *.dip0.t-ipconnect.de 17.01.05, 18:47
                nie uwazasz, ze polska doprowadzila do upadku slaska?
                • Gość: Ramon Re: upadek slaska IP: *.kdvz.de / *.kdvz-hellweg-sauerland.de 18.01.05, 07:41
                  Gość portalu: ? napisał(a):

                  > nie uwazasz, ze polska doprowadzila do upadku slaska?
                  proste pytanie, ale odpowiec skaplikowana nanie.
                  Polska - w najwiekszej mierze,
                  Francja - z politycznych przyczyn,
                  Niemcy - poprzez nieumiejetnosc dyplomatyczna,
                  Anglja - dali go zniszczyc w zamian za Bliski Wschod,
                  Rosja - widza Slask jako podarunek dla Pl,
                  USA - do dzisiauj nie wiedza ze cos takiego jest,
                  Rzym - ...
                  Slazacy - bo niesa w stanie walczyc o swoje,
                  Luksemburg - jest niewinny
                  • Gość: Kaczor Re: upadek slaska IP: *.range217-42.btcentralplus.com 18.01.05, 09:50
                    W duzej mierze winne jest tez Hollywood.Nie napisali dla mnie jednej dobrej
                    roli.Moglem i chcialem propagowac idee slaskosci.


                    ..Kaczor Donald
                    • Gość: Pluto Re: upadek slaska IP: *.range217-42.btcentralplus.com 18.01.05, 09:57
                      Hollywood na zawsze slaski!!!!

                      ..Pies Pluto.........ja tez(Myszka Miki)
                    • Gość: Ramon Re: upadek slaska IP: *.kdvz.de / *.kdvz-hellweg-sauerland.de 18.01.05, 09:59
                      Napewno jako Zlota Kaczka z Toszka;-)
                      alle na serio, Hollywood jest najbardziej winien!
    • pistulka2 Der Alte Fritz 18.01.05, 11:11
      Jak widać, co poniektόrych dalej starsznie wzburza, że Teresie odbil Sląsk.
      Ktos tam pisze, że zrobił to dla forsy, myśle że bardziej dla rozbudowy państwa
      i swej potęgi, co było najnormalniejszą racją stanu każdego państwa w XVIII
      wieku.
      Dziś też nie jest inaczej tylko, że metody inne i lepsza propaganda
      Fritz zainicjował wiele reform wiele z nich ugrzęzło w admnistracji, po
      reorganizacji państwa początkiem XIX wieku stały się one podstawą do dalszych
      reform.
      Fritz jest dla mnie pozytywną postacią naszej historii, robil błędy ale się na
      nich uczył i prόbował je naprawiać, od wojny 7-letniej, poświecił się
      kompletnie rozwojowi swego państwa i polepszania bytu jego podwładnych.
      • szymon011 Re: Der Alte Fritz 18.01.05, 12:13
        Panstwo pruskie w pewnym, niebagatelnym zreszta, stopniu przyczynily sie do
        rozwoju Slaska, nie nalezy jednak zapomniec ze i cesarzowa Teresa nazywala Slask
        swa perla lub ogrodem.
        • Gość: Wasz Marjanek Re: Der Alte Fritz IP: *.dip.t-dialin.net 18.01.05, 19:07
          Tak calkym to to njy bolo z tom Marijkom Teresiom. Ale jak to kogos interesuje,
          to ciepna moj referat na tyn tymat - ale jest po njymiecku.
          Pyrsk !
          Wasz Marjanek
          • stefan_ems Re: Der Alte Fritz 18.01.05, 19:19
            Gość portalu: Wasz Marjanek napisał(a):

            > Tak calkym to to njy bolo z tom Marijkom Teresiom. Ale jak to kogos interesuje,
            >
            > to ciepna moj referat na tyn tymat - ale jest po njymiecku.
            > Pyrsk !
            > Wasz Marjanek

            To ciepni proszam, tukej abo mi na maila – chyntnie przeczytom

            A swoją drogą, momy w Opolu srogi młyn skirz tego Fryderyka:
            www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20050114/REPORTAZ/50114017
            www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20050117/REGION/101170110
          • Gość: Ramon Re: Der Alte Fritz IP: *.proxy.aol.com 18.01.05, 21:18
            Serwus Marianek,
            jou Cie tysz prosza uo tyn referat, a mozno byjs jeszcze poradziou napisac
            kedy,kaj i poczamu ejs tyn referat czimou abo pisou - no ja, jeny wtedy uowiela
            chcesz.
            Musza sie pszyznac, ze jou sie MT niy na tela interesowou wiela za FdG.
            Jyno jak ech bou we uonski rok we Yjsterajch ( mo byc Östereich auf schlesich;-)
            to ech stwierdziou ze cza sie byndzie barzi ze tom stronom intereswac.
          • jens11 Re: Der Alte Fritz 19.01.05, 15:47
            I na mojo postbiksa tyż! Niy przepomnij, Marjanek!
            Pyrsk
            Jens
        • szymon011 Re: Der Alte Fritz 18.01.05, 22:24
          Najlepiej daj go tutaj na forum, a jesli nie to prosze i na moja skrzynke wyslac.
          Dziekuje uprzejmie.
          • Gość: Wasz Marjanek Re: Der Alte Fritz IP: *.dip.t-dialin.net 19.01.05, 17:57

            Witom Wos szymon011,ramon i inni,
            ciepia czynsc referatu w kery stoji o Maryjce Teresce i Slonsku austyjackim.
            Skuli przepisow prawa autorskigo, nie moga na razie wciepnonc calego referatu,
            bo njy bol lon jeszcze publikowany, i bestosz by mi robili problymy.
            Ale tukej idzie noprzod o sprawa wplywu lobu mocarstw na Slons.
            Jak bydzie tak daleko, wciepna konsek o Slonsku jak bol prowincjom Prus.
            Pyrsk !
            Wasz Marjanek






            Dr. Marian-Heinrich Gembalski



            Schlesien nach dem Friedensvertrag vom 1742.


            Das aufkommende XIV. Jahrhundert bedeutet für Schlesien eine immer engere
            Zugehörigkeit zu Böhmen. Seit 1335 ist Schlesien rechtlich Teil der Krone
            Böhmens; 1344 bezeichnet sich Böhmens König Johann als „supremus dux
            slezianorum“.
            Die Zugehörigkeit zu Böhmen leitet die kulturelle Blüte Schlesiens ein, die
            erst durch die Oppelner Fehde, die Unruhen der Jahre 1437 – 1474 – abgeschwächt
            wird.
            Der ungarische König Matthias Corvinus, gab, als Herrscher über das ungarisch-
            böhmischen Reiches, Schlesien eine Verfassung. Er lässt regelmäßige Fürstentage
            für Gesamtschlesien, aber auch für Nieder- und Oberschlesien abhalte und setzt
            ständige Bevollmächtigte Oberlandeshauptleute für beide Teile Schlesiens. Das
            trägt dazu bei, dass die innerschlesische Auseinandersetzungen eingedämmt
            werden, die Rechtsunsicherheit im Lande verringert sich, was zu Folge hat, dass
            die schwache Wirtschaft sich zu heben anfängt.
            Die lokalen Herrschaftslinien in Schlesien üben weiter eigene Ansprüche über
            die Länder. Und so 1526, bei der Wahl Ferdinand von Habsburg zum böhmischen
            König regieren in Oberschlesien: die Oppelner Linie, die seit 1527 auch über
            die Länder Cosel-Beuthen und Ratibor herrscht; die Teschener Linie; der Bischof
            von Breslau im Bistumsland dem Fürstentum Neiße-Grottkau; die Premisliden im
            Erbfürstentum Troppau; Markgraf Georg von Ansbach im Fürstentum Jägerndorf und
            der Herrschaft Beuthen.
            Dazu gehören noch einige Freie Standesherrschaften wie Groß-Wartenberg;
            Militsch, Trachenberg , Pleß, oder später kommenden Beuthen (1697) und Bielitz
            (1751).
            Um 1700 gehören zwei Drittel Schlesiens, das eines der reichsten Habsburger
            Länder ist, zu den unmittelbar der Krone gehörenden Erbfürstentümern.

            Die Zugehörigkeit Schlesiens zur Habsburger Monarchie endet, als im Jahre
            1740 der König Friedrich II. von Preußen Erbansprüche – die aus einem Vertrag
            zwischen dem Herzog von Liegnitz, Grieg und Wohlau, und dem Kurfürsten Joachim
            II. von Brandenburg herbeigeleitet waren - auf Schlesien geltend machte, schlug
            die damalige Herrscherin der österreichischen Länder – Maria Theresia – die
            kurzweg ab.
            Auch wies sie alle Vermittlungsversuche zurück. So kam es zu Kämpfen.

            Friedrich II. überschritt – um den von seinen Vorfahren ererbten Ansprüche
            auf schlesische Fürstentümer Geltung zu verschaffen – am 16 Dezember 1740 mit
            seinen Armeen die schlesische Grenze.
            Am 9 Oktober 1741 in Klein-Schnelledorf im Falkenberger Kreis, wurde eine
            Konvention entworfen, die die Abtretung von ganz Niederschlesien an Preußen
            vorsah.

            1742, nach erneuten militärischen Aktionen Preußens verzichtet Maria
            Theresia „um des lieben Friedens willen“ auf fast ganz Schlesien, auf die
            Grafschaft Glatz und die mährische Exklave Kascher, behält nur noch Teile des
            Bistumslandes, das Fürstentum Troppau-Jägerndorf und das Fürstentum Teschen.

            Nach Beendigung des Krieges – wurde in dem in Breslau ausgehandeltem, und am
            11.Juni 1742 unterzeichnetem Präliminarfriedensvertrag – zusätzlich noch etwa
            zweidrittel von Oberschlesien – bis an den Fluss Oppa und das hohe Gebirge,
            einschließlich der Herrschaft Pleß, der nördlichen Teile von Oderberg, Troppau,
            Jägerndorf und der Enklave Katscher in teschener Land – Preußen zugesichert.
            Da aber im Artikel V. des Präliminarvertrags die Grenze nur allgemein mit
            dem „Oppau-Strom“ und „hohen Gebirgen“ bezeichnet war, entstanden bei der
            Grenzregulierung


            -2-

            bedeutende Differenzen. Und zwar schon mit dem Namen des Oppa-Flusses.
            Die preußischen Bevollmächtigten hielten das größere Gewässer im Fürstentum
            Jägerndorf, was aus der schwarzen und weißen, mittleren und kleinen Oppa bei
            Würbental zusammenströmt, für die Oppa. Dadurch würde die links des Flüsschen
            liegende Stadt Jägerndorf dem Preußenkönig zufallen.

            Die Österreicher dagegen behaupteten, dass der kleine Fluss bei Hermannstadt
            entspringt und über ein langes Tal nach Jägerndorf fließt und erst unterhalb
            dieser Stadt in die Oppa fällt. Dass Flüsschen wird meistens als Tropplowitzer-
            oder Gold- Wasser bezeichnet, gelegentlich Kleine Oppa genannt, und damit die
            eigentliche Grenze bildet. Somit fällt die Stadt Jägerndorf an die
            Österreichern.
            Die Argumentation der Österreicher bekam die Oberhand, so dass im
            Friedensvertrag die Städte Jägernhof und Troppau mit ihren auf dem linken Ufer
            der Oppa gelegenden Teilen, in Österreich blieben.
            Damit wurden im Friedensvertrag vom 28. Juli 1742 folgende Gebiete der
            preußischer Krone übergeben:
            - Oberschlesien bis an die Grenze des Fürstentums Teschen, die Herrschaft
            Pless, Fürstentum Ratibor und die Südhälfte der Herrschaft Oderberg.
            - Die bisher zu Mähren gehörende Enklave Katscher.
            - der links der Oppa gelegener Teil der Fürstentum Troppau und Jägernhof
            mit Ausnahme der Hauptstädten der Fürstentümer.
            - Nördliche Hälfte des Fürstentums Neiße.

            Dagegen blieb das Fürstentum Teschen mit den dazu gehörenden Herrschaften
            Bielitz, Freystadt, Roy; Peterwitz, Reichenwaldau und Friedeck, die
            Herrschaften Teutschleuten und Oderberg bis an die Olsa, bei der
            österreichischer Krone.

            Auch die schon erwähnten – rechts der Oppa und im Gebirge liegenden Teile der
            Fürstentümer Troppau und Jägernhof, einschließlich die beiden Hauptstädte - ;
            dann Olbersdorf, die Südhälfte des Fürstentums Neiße mit Zuckmantel,
            Nicklasdorf, Goldsdorf, Wedenau, Barsdorf, Johannisberg, Jauernick und
            Weißwasser – wurden weiter österreichisches Territorium.
            ....Städte Troppau und Jägerndorf hinauf bis an die mährische Enklave
            Hennersdorf, deren grenzen gegen Schlesien man nur zu erneuern hatte. In der
            Nähe der Bischofskoppe, auf einer steil emporsteigenden Bergspitze, hat man 110
            Säule errichtet. Bei der weiteren Grenzziehung, durch das Fürstentum Neisse war
            es maßgebend, dass Zuckmantel, Weidenau und Jauernick österreichisch blieben.
            Nach 20 anstrengenden Tagen kam man mit der Arbeit zu Ende, so das das Ergebnis
            der Grenzziehung unverzüglich von beiden Regierungen bestätigt werden konnte.
            Nachdem bereits am 7 November 1741 die Erblandeshuldigung Niederschlesiens
            nach Breslau erfolgt war, huldigen die Abgesandten der Städte Troppau und
            Jägerndorf, sowie die Städte der Fürstentum Oppeln und Rattibor am 18 März 1743
            zu Neisse.

            Wenn auch erst der Hubertusburger Friede von 1763, den schon 1742 und 1745
            erneut vereinbarten Gebietsstand festschrieb, so hatte doch Preußen bereits vor
            Beendigung des ersten Schlesischen Krieges im Dezember 1741, eine eigene
            Verwaltung für Preußisch-Schlesien installiert: mit einem Provinzialminister,
            mit zwei Kriegs- und Domänenkammern in Breslau und Glogau. Oberschlesien wurde
            in administrativer Hinsicht mit Niederschlesien vereinigt.
            Bei der 3.Teilung Polens 1795 wurde Oberschlesien um ein - seit 1443 zu
            Polen gehörigem Herzogtum Severien; konkret Kreise Siewierz und Pilica, unter
            dem Namen „Neuschlesien“ – vergrößert.
            1806 wurden jedoch die Gebiete an das Herzogtum Warschau abgetreten, was durch
            das Wiener Kongress 1815 als Bestandteil Königreiches Polen besiegelt wurde.

            -3-

            Während der weitaus größte Teil Oberschlesiens zu Preußen gehörte,
            verbliebende südlichen Randzonen weiter
            • szymon011 Re: Der Alte Fritz 19.01.05, 22:52
              Uprzejmie dziekuje i wydaje mi sie ze wyraze opinie wszystkich jesli powiem ze
              napisales to trafnie i rzeczowo, szkoda tylko ze nie mozemy przeczytac calosci.
              Jesli kogos interesuje ten temat szerzej i jesli moge wogole tutaj polecac jakas
              pozycje traktujaca o historii Slaska to polecam trzytomowe wydanie oficyny
              Thorbecke pt "Geschichte Schlesiens". Pierwszy tom to "Von der Urzeit bis zum
              Jahre 1526", drugi "Die Habsburger Zeit 1526 - 1740", i trzeci to "Preusisch-
              und Österreichisch-Schlesien 1740 - 1945". Calosc to 1630 stron i dodatkowo
              zalonczonych troche map i grafik. "Geschichte Schlesiens" bardzo dobrze opisuje
              te czasy i analizuje caly proces przejscia Slaska pod panowanie pruskie.
              Ostatnio czytalem, ktorys juz raz zreszta, "Schummels Reise durch Schlesien im
              Julius und August 1791", polecam wszyszkim zainteresowanym tymi czasami te
              ksiazke. Pozycja ta zawiera ciekawe opisy Gornego Slaska(nie tylko ale Gornego)
              i jest to juz za panowania pruskiego, ale stosunkowo niedawno po panowaniu
              wspominanej tutaj juz cesarzowej Teresy. Wydaje mi sie ze gliwiczan zainteresuja
              fragmety o Szalszy, o ojcu T. Kalidy, jak i warto sie zainteresowac
              wspominanym tam, przy okazji pobytu w Gliwicach, Kauschke Josephem. Postac ta w
              jakis sposob nawiazuje do tematu tej dyskusji.
              Dodam ze autor wyraza sie w tej ksiazce bardzo cieplo o Gornoslazakach. Jeszcze
              raz dziekuje Mariankowi i mam nadzieje ze poda nam kiedys adres gdzie mozna
              bedzie caly jego tekst przeczytac.
              • Gość: g Re: Der Alte Fritz IP: *.range81-154.btcentralplus.com 21.01.05, 03:56
                Kazimierz Kutz 10-09-2004 , ostatnia aktualizacja 10-09-2004 13:40



                Powinniśmy być wdzięczni dziennikarzom katowickiej "Gazety Wyborczej" za
                wywołanie dyskusji wokół mitu wieży spadochronowej w parku katowickim.
                Nareszcie miał miejsce spór wokół historii regionalnej, od dawna zaciemnianej i
                zakłamywanej. Historii Górnego Śląska, która dotąd nie została napisana, i nie
                zostanie napisana, póki nie znajdzie się historyk, który zdolny będzie na
                spojrzenie niezależne, uwolnione od doktrynalnych szańców niemieckiego i
                polskiego myślenia nadrzędnością interesu państwowego wobec Górnego Śląska.

                Patriotyzm staroświecki i rzewny

                Górny Śląsk od czasów Bismarcka traktowany jest przez polityków przedmiotowo: z
                chłodem, dystansem i utylitarnie, jak wszystko, co obce. I taki wyrobił się
                standard traktowania Górnego Śląska. Trwa do dziś i nikogo nie dziwi, bo
                utwardził się w świadomości powszechnej jak asfalt.

                Publiczna dyskusja o małym epizodzie ostatniej wojny jest także dlatego cenna i
                ciekawa, bo ujawnia poziom dzisiejszego pojmowania historii Górnego Śląska.
                Jest on staroświecki i rzewny, bo na poziomie przedwojennego, urzędowego
                patriotyzmu Michała Grażyńskiego, jego doktryny politycznej anektowania i
                repolonizowania Górnego Śląska na siłę. I z niej się wywodzi. Ja jestem
                z "korfanciorzy" i mnie ona nie satysfakcjonuje. Bo doktryna Grażyńskiego nie
                odbiegała daleko od praktyk niemieckich. Była rewersem tego samego myślenia i
                podobnego traktowania Ślązaków. Dla Niemców śląski węgiel, huty i tani śląski
                robotnik od połowy XIX wieku nabierały fundamentalnego znaczenia w gospodarce i
                realizacji agresywnej, prowojennej polityki zewnętrznej Niemiec. Z czasem
                interes Rzeszy nakazywał przekabacić Ślązaków na Niemców, co radykalnie
                przyśpieszyło przebudzenie narodowe i w efekcie doprowadziło do powstań.

                Cesarskie cięcie

                Dla Piłsudskiego powstania były wmanewrowaniem go w konflikt z Niemcami i
                związane z tym perypetie międzynarodowe, co burzyło jego plany i stało się
                zawadą w działaniach na Kresach Wschodnich. Kresy zachodnie były mu obce, a
                państwa polskiego nie stać było na wojnę na dwóch odległych frontach.
                Prawdopodobnie te racje legły u podstaw inicjatywy Romana Dmowskiego, który w
                imieniu polskiego rządu złożył na konferencji pokojowej w Paryżu propozycję
                umożliwiającą Niemcom urodzonym na Górnym Śląsku udział w plebiscycie. Był to
                najprostszy sposób zapewnienia Niemcom zwycięstwa i legalnego pozbycia się
                śląskich kłopotów. Dmowski zadowoliłby się tym, co kapnęłoby z paryskiego stołu
                konferencyjnego, a "kapnęło" zaledwie dwoma powiatami wschodnimi: katowickim i
                pszczyńskim. Można przyjąć poszlakę, że był to uzgodniony sposób Piłsudskiego,
                by mieć kłopot z głowy. Istotnie, dyplomatyczny scenariusz Dmowskiego powiódł
                się - Niemcy wygrali plebiscyt - ale skutki przyniósł odwrotne, bo doprowadził
                do gwałtownego wybuchu III powstania. Szeregi powstańcze od pierwszego
                powstania wzrosły czterokrotnie, a w trzecim wynosiły już 40 tys. Górny Śląsk
                wybrał swój los. Nie wiem, jak całą tę sprawę nazwać, ale posiłkując się
                terminologią ginekologiczną, nazwę powrót Górnego Śląska do Polski wymuszeniem
                porodu przez cesarskie cięcie.

                Odstawieni

                Polityka Grażyńskiego po przewrocie majowym, kiedy przejął władzę w Katowicach,
                była kontynuacją stanowiska ujawnionego w Paryżu. Przede wszystkim przystąpił
                do robienia porządków, czyli do rozprawienia się z Korfantym i jego zapleczem,
                i do likwidacji autonomii. Ten scenariusz także się udał: Korfanty rychło
                wylądował w więzieniu, a Ślązacy utracili swój autonomiczny samorząd. Zostali
                odstawieni i odtąd nie mogli już stanowić o sobie i swoich sprawach. Skończyła
                się demokracja i zaczęła się repolonizacja, bo Grażyński uważał, że Ślązacy są
                na tyle zniemczeni, że dla ich dobra trzeba nad ich polskością popracować i
                nimi rządzić. Zaczęła się powtórka z historii. Zasada była prosta: albo jesteś
                Polakiem, albo Niemcem. Poprzednio było odwrotnie. O jakiejkolwiek śląskości
                nie mogło być mowy.

                O piekle okupacyjnym nie ma co wspominać. Śląsk wcielono do Rzeszy i Niemcy
                brali odwet na miejscowych "spolonizowanych", a przede wszystkim na
                powstańcach. Każdy dowódca niemieckiej kompanii miał przy sobie książkę
                adresową wrogów, więc kiedy wchodził do zdobytej miejscowości, wiedział
                dokładnie, gdzie kogo szukać. Tubylców posegregowano w grupy narodowościowe:
                powstańców czekało "rozwiązanie ostateczne", reszta szła do swojej roboty albo
                do wermachtu.

                W 1945 roku przyszło kolejne piekło, tym razem koloru czerwonego. Liczne filie
                obozu w Auschwitz, ledwo co opuszczone, zapełniły się miejscową ludnością. Parę
                tysięcy Ślązaków - w majestacie pełnego bezprawia - straciło w nich życie. W
                tym także powstańcy. W Zabrzu, Bytomiu, Gliwicach i na Opolszczyźnie odbyły się
                wielkie łapanki na ludzi, których wywożono do ZSRR. Oblicza się, że uprowadzono
                200 tys. Dziś mówi się, że to było "nasze śląskie Jedwabne".

                Zrzucić głupotę z piedestału

                O wszystkich tych sprawach - które tu omawiam - do 1989 roku nie było wolno
                mówić. Nie było tych spraw. Przez całe siedemdziesięciolecie po aneksji Śląska
                powstała fałszywa wiedza o regionie, pisano zakłamane prace doktorskie,
                wydawano podłe podręczniki, urządzano idiotyczne sesje naukowe. Wszystko wedle
                politycznych receptur rządzących Śląskiem. Teraz żyjemy w wolnym kraju i
                zakazana wiedza, dzięki działalności Instytutu Pamięci Narodowej, zostaje
                ujawniana, ale jak dotąd nie znalazł się historyk, który wyzwoliłby się z
                historycznych dybów, z obręczy utrwalonych kłamstw, i był zdolny do napisania
                historii opartej na prawdzie o Górnym Śląsku i od strony losu jego mieszkańców.
                O tragedii manipulowania ludźmi. To jest wielki worek do przekłucia, w którym
                mieści się wszystko - począwszy od wojny siedmioletniej, aż po
                ostatnią "restrukturyzację górnictwa" pana Steinhoffa.

                Górny Śląsk jest nadal białą plamą, którą trzeba się zająć. W porzucaniu
                starych kostiumów i poczciwych stereotypów, w odwadze odsłaniana skrywanych
                prawd widzę źródło prawdziwego współczesnego patriotyzmu.

                Na koniec dodam, że sprawa mitu wieży spadochronowej nigdy mnie specjalnie nie
                podniecała, ponieważ nie lubię, kiedy dorośli wyręczają się dziećmi w
                uprawianiu wojny. Mieliśmy tu, nie tak dawno, do czynienia z trzema
                powstaniami. Była to zabawa ludzi dorosłych, którzy najpierw przeszli specjalne
                przeszkolenie w koszarach, potem przeżyli wojnę na wielu niemieckich frontach i
                jak z niej wrócili, także w proteście przeciw swoim wojennym gehennom, szli do
                powstań. Nigdzie nie natknąłem się na informację (zajmuję się tymi sprawami od
                lat), aby w śląskich powstaniach uczestniczyły dzieci. I to jest bardzo mądre.
                Bo na wojnę idzie się, aby zabijać lub być zabitym. Nie ma zbrodni większej niż
                zabijanie dzieci, ale także zbrodniczym jest posługiwanie się nimi w wojennych
                działaniach.

                W naszym kręgu cywilizacyjnym nie powinno być sprawy, która nakazywałaby
                dzieciom - Boże, nawet dziewczynkom! - uczestniczyć w procederach wojennych. To
                bardzo źle świadczy o dorosłych i ich państwie. To głupota, a głupoty polityków
                nie powinno wynosić się na piedestały.
                • Gość: g Re: Der Alte Fritz IP: *.range81-154.btcentralplus.com 21.01.05, 04:17
                  Kazimierz Kutz 27-08-2004 , ostatnia aktualizacja 27-08-2004 13:22



                  Miejscowi geodeci od patriotyzmu śląskiego w swoich sentymentalnych bojach o
                  sztywne granice pomiędzy pojęciami "powstania śląskie" a "wojna domowa" gotowi
                  są jeszcze przez następnych 50 lat nie wychodzić z okopów III powstania, by nie
                  zadać sobie pytania o następstwa powstań śląskich dla Górnego Śląska.
                  Mianowicie: co sanacja zrobiła z Górnym Śląskiem przed wojną, co komuniści
                  zrobili z nim po wojnie i co mamy teraz?

                  Pamięć niepotrzebna

                  Oczywiście patrzę na to z nieustannej perspektywy "chama", syna "chama" -
                  powstańca, bo śląskie powstania są dziełem poczciwości ludowej i z lepszym
                  towarzystwem niewiele mają wspólnego. Pojmowanie powstań jako efektu
                  dziewiętnastoletniej sielanki patriotycznej albo rytualno-doktrynalnego
                  obowiązku okolicznościowego jest najzwyczajniej jałowym anachronizmem.

                  Rzeczywistość jest taka, że pamięć o powstaniach nie jest dziś nikomu
                  potrzebna. Oto 14 sierpnia minęła kolejna rocznica wybuchu I powstania (86.!),
                  a prawie pies z kulawą nogą o tym nie wspomina. A jest to data o wiele
                  ważniejsza, niż się powszechnie wydaje. Korzystam więc z okazji, aby wrócić do
                  tragicznej problematyki Górnego Śląska i by choć na miarę felietonu skupić się
                  na magicznych sprawach związanych z trzema kluczowymi postaciami tamtych
                  czasów: Wojciechem Korfantym, Maksymilianem Iksalem i Romanem Dmowskim. Gdyby
                  nie oni, żylibyśmy dziś w zupełnie innej bajce.

                  Opuścić Śląsk

                  Przebudzenie narodowościowe było reakcją na doktrynę polityczną Ottona von
                  Bismarcka zgermanizowania Górnego Śląska. Wojciech Korfanty urodził się właśnie
                  wtedy, kiedy wchodziła w fazę realizacji. Jest rok 1873. Ale rzecz o znaczeniu
                  kluczowym ma miejsce 22 lata później, 14 sierpnia 1895 roku (to data magiczna,
                  bo 24 lata później rozpocznie się I powstanie). W tym dniu Wojciech Korfanty na
                  skutek policyjnego donosu, na rok przed maturą, usunięty zostaje z katowickiego
                  gimnazjum za uczestnictwo i antyniemieckie przemówienie na zebraniu Towarzystwa
                  św. Alojzego w Siemianowicach. Opuszcza swoje rodzinne strony, przenosi się do
                  Wielkopolski. Tam kończy szkołę średnią, potem studiuje we Wrocławiu i
                  Berlinie. Żyje z korepetycji, poznaje kręgi wielkopolskiego ziemiaństwa, a
                  nawet arystokracji (jest korepetytorem młodego Jundziłła), jeździ po Europie, a
                  w miesiącach letnich dorabia w kopalni. Włącza się czynnie w działalność
                  polskich towarzystw we Wrocławiu i Berlinie. Staje się działaczem narodowym i
                  dziennikarzem. Ukształtowany duchowo, wykształcony, wraca do Katowic.
                  Rozpoczyna działalność polityczną. W 1903 roku zostaje wybrany na posła do
                  parlamentu niemieckiego. Nadszedł czas spełnienia swojej misji dziejowej wobec
                  ziemi rodzinnej. Staje na czele przebudzenia. Potwierdza też regułę, że aby coś
                  dla Górnego Śląska zrobić, trzeba go najpierw opuścić.

                  Motyw rodzinny

                  Maksymilian Iksal, lokalny dowódca, wbrew nakazom zwierzchników podejmuje
                  decyzję o rozpoczęciu I powstania. Iksal zdaje się być wysłannikiem losu -
                  tajemniczym kamykiem, który uruchomi lawinę. Odwaga cywilna, a może brak
                  rozwagi 24-letniego mężczyzny, zmieni bieg historii. Jego niesubordynacja ma
                  głębokie podłoże osobiste i społeczne. Maksymilian Iksal nienawidził Niemców,
                  bo w Wehrmachcie zginęli jego dwaj bracia, a on sam z wojny ledwo uszedł z
                  życiem. Aby szukać odwetu, zapisał się do Polskiej Organizacji Wojskowej. Był
                  to czas rewolucji w Rosji i w Niemczech, które zradykalizowały śląski
                  proletariat, i kiedy komuniści zorganizowali strajk, doszło do masakry górników
                  w kopalni Mysłowice, bo wtedy Niemcy o wiele bardziej bali się rewolucji
                  społecznej niż rozruchów narodowościowych. Mysłowice w strukturze POW podlegały
                  Iksalowi. Jego nienawiść do Niemców - po wydarzeniach mysłowickich - spiętrzyła
                  się i potrzeba odwetu okazała się być silniejsza od nakazów zwierzchników. W
                  owym czasie (jak to sam Korfanty ocenił w 10. rocznicę I powstania) świadomość
                  narodowa Ślązaków nie przekraczała 30 proc. Nie znaczy to, że Iksal jej nie
                  miał, ale na podjęciu desperackiej decyzji bardziej zaważyły motywy rodzinne i
                  lokalne: do jego tragedii familijnej dodała się bowiem tragedia górników. Był
                  to jego spontaniczny akt odwetu na niemieckim terrorze. Nastąpiła detonacja na
                  całą Europę. A po niej druga.

                  Sygnał ostrzegawczy

                  Wielkość I powstania polega na tym, że nadało ono buntom społecznym na Górnym
                  Śląsku nominację narodowościową. Od tej chwili te dwa pierwiastki - socjalny i
                  narodowy - tworzyły jeden stop, dzięki czemu zmalała rola komunistów na Górnym
                  Śląsku. Pierwsze powstanie zrewoltowało świadomość zbiorową Ślązaków. Odtąd
                  będą musieli wybierać ojczyznę. I powstanie było także wielkim, zgoła
                  szokującym, zaskoczeniem dla Polaków. Na polskich salonach nikt się go nie
                  spodziewał. Oczywiście - jak zwykle - z kompletnej niewiedzy, czyli feudalnych
                  stereotypów. Ale obudziło się polskie społeczeństwo. Dla Europy powstanie było,
                  zwłaszcza dla konferencji pokojowej, sygnałem ostrzegawczym.

                  Przy stołach w Paryżu trwały obrady, ale zgodnie z obietnicami liczono, że cały
                  Górny Śląsk przypadnie Polsce, zwłaszcza że Piłsudski wykluczał jakiekolwiek
                  akcje zbrojne. Ale Niemcy stracili już obrzeża zachodnie, więc ze zdwojoną
                  energią walczyli o zachowanie drugiego centrum przemysłowego na wschodzie. W
                  gronie aliantów cieszyli się życzliwością Anglików i to dzięki nim - a także
                  sztywnemu stanowisku Piłsudskiego - zapadła decyzja o plebiscycie na Śląsku.

                  Głupota polityczna

                  I stało się coś, co wydaje się nieprawdopodobne, do dziś niewyjaśnione i
                  skrzętnie przemilczane. Oto Roman Dmowski, ideolog polskiego nacjonalizmu,
                  delegat polskiego rządu na konferencję pokojową w Paryżu, składa propozycję,
                  aby do udziału w plebiscycie mieli prawo Ślązacy zamieszkujący poza obrębem
                  plebiscytowym! Propozycja została przyjęta i Niemcy mogli z głębi Rzeszy
                  przetransportować do urn tysiące swoich i odnieść w plebiscycie zwycięstwo. Tak
                  więc przegrany plebiscyt na Górnym Śląsku jest dziełem polskiej dyplomacji!
                  Ten "sukces" Romana Dmowskiego to polityczne przestępstwo. Wywołuje ono na
                  Śląsku gniew i staje się przyczyną gwałtownego wybuchu III powstania. Miało już
                  ono znamiona wojny domowej.

                  Do dziś nie ujawniono, kto stał za haniebną propozycją Romana Dmowskiego, ale
                  prawdopodobnie głupota "lepszego towarzystwa", która zawsze rządziła Polską.
                  Pytam naszych lokalnych geodetów od patriotyzmu: czy w III powstaniu głównym
                  przeciwnikiem powstańców nie była aby głupota polityczna polskiego rządu? A
                  może była to uzgodniona transakcja z Niemcami? Wszystko jest możliwe. Tak czy
                  inaczej mamy do czynienia z ukrytą tragedią, na której osadzone są uczucia
                  Polski do Górnego Śląska.

                  Może nieco lepiej?

                  Reasumując: gdyby Wojciech Korfanty nie poszedł na zebranie Towarzystwa św.
                  Alojzego do Siemianowic, gdyby Niemcy nie zabili siedmiu górników w kopalni
                  Mysłowice i gdyby Roman Dmowski nie złożył swojej haniebnej propozycji w
                  Paryżu, historia Górnego Śląska potoczyłaby się zupełnie inaczej.

                  Może nieco lepiej. Ale zawsze jest pora, by podejmować starania o godniejszą
                  przyszłość Górnego Śląska.

                  • Gość: Ramon Re: Der Alte Fritz IP: *.kdvz.de / *.kdvz-hellweg-sauerland.de 21.01.05, 08:16
                    artykuly Kutza poisuja sytuacje (wojna domowa), ktorej glowna przyczyna bylo
                    sprowadzenie taniej sily roboczej z Galicji przed I.WS.
                    Naplyw tej ludnosci z Galicji zmienil calkowiccie oblicze niektorej
                    miejscowosci.
                    Nalezy takze wspomniec o cieszkiej sytuacji gospodarczej w Niemczech po I.WS w
                    skutek traktatu wersalskiego.
            • sloneczko1 Re: Der Alte Fritz 20.04.05, 10:43
              Witej Marjanku-------mozesz mi to przetłumaczyć na polski?ale cały referat?albo
              to jest za dużo żeby tłumaczyć?jest jakieś polskie wydanie tego
              referatu?--pozdrawiam
              • Gość: Wasz Marjanek Re: Der Alte Fritz IP: *.dip.t-dialin.net 22.04.05, 16:50
                Hallo sloneczko1,
                jak na razie nie moga Ci poslac tekstu w calosci - skuli prawa autorskigo i
                publikacyjnego.
                Na razie niy zrobiol ech go po polsku - ale wyglongo na to, co byda go
                tumaczol, coby w dyskuscji mogli tysz brac udzial ludzie, kerzy nie umiom
                njymieckigo.
                Pyrsk !
                Wasz Marjanek
                • sloneczko1 Re: Der Alte Fritz 24.04.05, 09:16
                  witej Nasz Marjanku--dziynkuja,że wziołes sie to do serca,tu dużo ludzi
                  przychodzi i tysz by chyntnie zabrali głos ,ale niy umiom za dobrze albo wcale
                  po niymiecku,a pozatym to jest ciekawe--pozdrowiom
                  • Gość: socer Re: Der Alte Fritz IP: 80.50.20.* 24.04.05, 10:29
                    Dzisaij mamy 24.IV.2005r. Naszą Śląską tragedię - tragedię tej ziemi po tych
                    wspaniałych artykułach Kazimierza Kuca odkrywamy od nowa. O ileż dzisiaj
                    jesteśmy mądrzejsi.
                    • Gość: Wasz Marjanek Re: Der Alte Fritz IP: *.dip.t-dialin.net 24.04.05, 20:41
                      Hallo socer,
                      obawiam sie, ze mimo "bagazu" doswiadczen, ma Slazacy nie jestesmy przez to
                      madrzejsi.
                      Juz taki jest nasz los - zawsze byc przez kogos wykiwany. Czy to powod by byc z
                      tego dumny, czy nalezy sie z tego wstydzic. Czy byc "dupa zyciowa" w sensie
                      ogolnym nalezy do cech pozytywnych, czy raczej takich, ktorymi nie nalezaloby
                      sie chwalic ??
                      Pyrsk !
                      Wysz Marjanek (tez jeden z tych "dupiatych"Slazokow).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka