Dodaj do ulubionych

Jacy sa Polacy

IP: *.dip.t-dialin.net 21.01.05, 00:40
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2504395.html
Obserwuj wątek
    • Gość: Gosc Re: Jacy sa Polacy IP: *.range81-154.btcentralplus.com 21.01.05, 03:52
      Kazimierz Kutz 10-09-2004 , ostatnia aktualizacja 10-09-2004 13:40



      Powinniśmy być wdzięczni dziennikarzom katowickiej "Gazety Wyborczej" za
      wywołanie dyskusji wokół mitu wieży spadochronowej w parku katowickim.
      Nareszcie miał miejsce spór wokół historii regionalnej, od dawna zaciemnianej i
      zakłamywanej. Historii Górnego Śląska, która dotąd nie została napisana, i nie
      zostanie napisana, póki nie znajdzie się historyk, który zdolny będzie na
      spojrzenie niezależne, uwolnione od doktrynalnych szańców niemieckiego i
      polskiego myślenia nadrzędnością interesu państwowego wobec Górnego Śląska.

      Patriotyzm staroświecki i rzewny

      Górny Śląsk od czasów Bismarcka traktowany jest przez polityków przedmiotowo: z
      chłodem, dystansem i utylitarnie, jak wszystko, co obce. I taki wyrobił się
      standard traktowania Górnego Śląska. Trwa do dziś i nikogo nie dziwi, bo
      utwardził się w świadomości powszechnej jak asfalt.

      Publiczna dyskusja o małym epizodzie ostatniej wojny jest także dlatego cenna i
      ciekawa, bo ujawnia poziom dzisiejszego pojmowania historii Górnego Śląska.
      Jest on staroświecki i rzewny, bo na poziomie przedwojennego, urzędowego
      patriotyzmu Michała Grażyńskiego, jego doktryny politycznej anektowania i
      repolonizowania Górnego Śląska na siłę. I z niej się wywodzi. Ja jestem
      z "korfanciorzy" i mnie ona nie satysfakcjonuje. Bo doktryna Grażyńskiego nie
      odbiegała daleko od praktyk niemieckich. Była rewersem tego samego myślenia i
      podobnego traktowania Ślązaków. Dla Niemców śląski węgiel, huty i tani śląski
      robotnik od połowy XIX wieku nabierały fundamentalnego znaczenia w gospodarce i
      realizacji agresywnej, prowojennej polityki zewnętrznej Niemiec. Z czasem
      interes Rzeszy nakazywał przekabacić Ślązaków na Niemców, co radykalnie
      przyśpieszyło przebudzenie narodowe i w efekcie doprowadziło do powstań.

      Cesarskie cięcie

      Dla Piłsudskiego powstania były wmanewrowaniem go w konflikt z Niemcami i
      związane z tym perypetie międzynarodowe, co burzyło jego plany i stało się
      zawadą w działaniach na Kresach Wschodnich. Kresy zachodnie były mu obce, a
      państwa polskiego nie stać było na wojnę na dwóch odległych frontach.
      Prawdopodobnie te racje legły u podstaw inicjatywy Romana Dmowskiego, który w
      imieniu polskiego rządu złożył na konferencji pokojowej w Paryżu propozycję
      umożliwiającą Niemcom urodzonym na Górnym Śląsku udział w plebiscycie. Był to
      najprostszy sposób zapewnienia Niemcom zwycięstwa i legalnego pozbycia się
      śląskich kłopotów. Dmowski zadowoliłby się tym, co kapnęłoby z paryskiego stołu
      konferencyjnego, a "kapnęło" zaledwie dwoma powiatami wschodnimi: katowickim i
      pszczyńskim. Można przyjąć poszlakę, że był to uzgodniony sposób Piłsudskiego,
      by mieć kłopot z głowy. Istotnie, dyplomatyczny scenariusz Dmowskiego powiódł
      się - Niemcy wygrali plebiscyt - ale skutki przyniósł odwrotne, bo doprowadził
      do gwałtownego wybuchu III powstania. Szeregi powstańcze od pierwszego
      powstania wzrosły czterokrotnie, a w trzecim wynosiły już 40 tys. Górny Śląsk
      wybrał swój los. Nie wiem, jak całą tę sprawę nazwać, ale posiłkując się
      terminologią ginekologiczną, nazwę powrót Górnego Śląska do Polski wymuszeniem
      porodu przez cesarskie cięcie.

      Odstawieni

      Polityka Grażyńskiego po przewrocie majowym, kiedy przejął władzę w Katowicach,
      była kontynuacją stanowiska ujawnionego w Paryżu. Przede wszystkim przystąpił
      do robienia porządków, czyli do rozprawienia się z Korfantym i jego zapleczem,
      i do likwidacji autonomii. Ten scenariusz także się udał: Korfanty rychło
      wylądował w więzieniu, a Ślązacy utracili swój autonomiczny samorząd. Zostali
      odstawieni i odtąd nie mogli już stanowić o sobie i swoich sprawach. Skończyła
      się demokracja i zaczęła się repolonizacja, bo Grażyński uważał, że Ślązacy są
      na tyle zniemczeni, że dla ich dobra trzeba nad ich polskością popracować i
      nimi rządzić. Zaczęła się powtórka z historii. Zasada była prosta: albo jesteś
      Polakiem, albo Niemcem. Poprzednio było odwrotnie. O jakiejkolwiek śląskości
      nie mogło być mowy.

      O piekle okupacyjnym nie ma co wspominać. Śląsk wcielono do Rzeszy i Niemcy
      brali odwet na miejscowych "spolonizowanych", a przede wszystkim na
      powstańcach. Każdy dowódca niemieckiej kompanii miał przy sobie książkę
      adresową wrogów, więc kiedy wchodził do zdobytej miejscowości, wiedział
      dokładnie, gdzie kogo szukać. Tubylców posegregowano w grupy narodowościowe:
      powstańców czekało "rozwiązanie ostateczne", reszta szła do swojej roboty albo
      do wermachtu.

      W 1945 roku przyszło kolejne piekło, tym razem koloru czerwonego. Liczne filie
      obozu w Auschwitz, ledwo co opuszczone, zapełniły się miejscową ludnością. Parę
      tysięcy Ślązaków - w majestacie pełnego bezprawia - straciło w nich życie. W
      tym także powstańcy. W Zabrzu, Bytomiu, Gliwicach i na Opolszczyźnie odbyły się
      wielkie łapanki na ludzi, których wywożono do ZSRR. Oblicza się, że uprowadzono
      200 tys. Dziś mówi się, że to było "nasze śląskie Jedwabne".

      Zrzucić głupotę z piedestału

      O wszystkich tych sprawach - które tu omawiam - do 1989 roku nie było wolno
      mówić. Nie było tych spraw. Przez całe siedemdziesięciolecie po aneksji Śląska
      powstała fałszywa wiedza o regionie, pisano zakłamane prace doktorskie,
      wydawano podłe podręczniki, urządzano idiotyczne sesje naukowe. Wszystko wedle
      politycznych receptur rządzących Śląskiem. Teraz żyjemy w wolnym kraju i
      zakazana wiedza, dzięki działalności Instytutu Pamięci Narodowej, zostaje
      ujawniana, ale jak dotąd nie znalazł się historyk, który wyzwoliłby się z
      historycznych dybów, z obręczy utrwalonych kłamstw, i był zdolny do napisania
      historii opartej na prawdzie o Górnym Śląsku i od strony losu jego mieszkańców.
      O tragedii manipulowania ludźmi. To jest wielki worek do przekłucia, w którym
      mieści się wszystko - począwszy od wojny siedmioletniej, aż po
      ostatnią "restrukturyzację górnictwa" pana Steinhoffa.

      Górny Śląsk jest nadal białą plamą, którą trzeba się zająć. W porzucaniu
      starych kostiumów i poczciwych stereotypów, w odwadze odsłaniana skrywanych
      prawd widzę źródło prawdziwego współczesnego patriotyzmu.

      Na koniec dodam, że sprawa mitu wieży spadochronowej nigdy mnie specjalnie nie
      podniecała, ponieważ nie lubię, kiedy dorośli wyręczają się dziećmi w
      uprawianiu wojny. Mieliśmy tu, nie tak dawno, do czynienia z trzema
      powstaniami. Była to zabawa ludzi dorosłych, którzy najpierw przeszli specjalne
      przeszkolenie w koszarach, potem przeżyli wojnę na wielu niemieckich frontach i
      jak z niej wrócili, także w proteście przeciw swoim wojennym gehennom, szli do
      powstań. Nigdzie nie natknąłem się na informację (zajmuję się tymi sprawami od
      lat), aby w śląskich powstaniach uczestniczyły dzieci. I to jest bardzo mądre.
      Bo na wojnę idzie się, aby zabijać lub być zabitym. Nie ma zbrodni większej niż
      zabijanie dzieci, ale także zbrodniczym jest posługiwanie się nimi w wojennych
      działaniach.

      W naszym kręgu cywilizacyjnym nie powinno być sprawy, która nakazywałaby
      dzieciom - Boże, nawet dziewczynkom! - uczestniczyć w procederach wojennych. To
      bardzo źle świadczy o dorosłych i ich państwie. To głupota, a głupoty polityków
      nie powinno wynosić się na piedestały.
      • Gość: Gosc Re: Jacy sa Polacy IP: *.range81-154.btcentralplus.com 21.01.05, 04:18
        Kazimierz Kutz 27-08-2004 , ostatnia aktualizacja 27-08-2004 13:22



        Miejscowi geodeci od patriotyzmu śląskiego w swoich sentymentalnych bojach o
        sztywne granice pomiędzy pojęciami "powstania śląskie" a "wojna domowa" gotowi
        są jeszcze przez następnych 50 lat nie wychodzić z okopów III powstania, by nie
        zadać sobie pytania o następstwa powstań śląskich dla Górnego Śląska.
        Mianowicie: co sanacja zrobiła z Górnym Śląskiem przed wojną, co komuniści
        zrobili z nim po wojnie i co mamy teraz?

        Pamięć niepotrzebna

        Oczywiście patrzę na to z nieustannej perspektywy "chama", syna "chama" -
        powstańca, bo śląskie powstania są dziełem poczciwości ludowej i z lepszym
        towarzystwem niewiele mają wspólnego. Pojmowanie powstań jako efektu
        dziewiętnastoletniej sielanki patriotycznej albo rytualno-doktrynalnego
        obowiązku okolicznościowego jest najzwyczajniej jałowym anachronizmem.

        Rzeczywistość jest taka, że pamięć o powstaniach nie jest dziś nikomu
        potrzebna. Oto 14 sierpnia minęła kolejna rocznica wybuchu I powstania (86.!),
        a prawie pies z kulawą nogą o tym nie wspomina. A jest to data o wiele
        ważniejsza, niż się powszechnie wydaje. Korzystam więc z okazji, aby wrócić do
        tragicznej problematyki Górnego Śląska i by choć na miarę felietonu skupić się
        na magicznych sprawach związanych z trzema kluczowymi postaciami tamtych
        czasów: Wojciechem Korfantym, Maksymilianem Iksalem i Romanem Dmowskim. Gdyby
        nie oni, żylibyśmy dziś w zupełnie innej bajce.

        Opuścić Śląsk

        Przebudzenie narodowościowe było reakcją na doktrynę polityczną Ottona von
        Bismarcka zgermanizowania Górnego Śląska. Wojciech Korfanty urodził się właśnie
        wtedy, kiedy wchodziła w fazę realizacji. Jest rok 1873. Ale rzecz o znaczeniu
        kluczowym ma miejsce 22 lata później, 14 sierpnia 1895 roku (to data magiczna,
        bo 24 lata później rozpocznie się I powstanie). W tym dniu Wojciech Korfanty na
        skutek policyjnego donosu, na rok przed maturą, usunięty zostaje z katowickiego
        gimnazjum za uczestnictwo i antyniemieckie przemówienie na zebraniu Towarzystwa
        św. Alojzego w Siemianowicach. Opuszcza swoje rodzinne strony, przenosi się do
        Wielkopolski. Tam kończy szkołę średnią, potem studiuje we Wrocławiu i
        Berlinie. Żyje z korepetycji, poznaje kręgi wielkopolskiego ziemiaństwa, a
        nawet arystokracji (jest korepetytorem młodego Jundziłła), jeździ po Europie, a
        w miesiącach letnich dorabia w kopalni. Włącza się czynnie w działalność
        polskich towarzystw we Wrocławiu i Berlinie. Staje się działaczem narodowym i
        dziennikarzem. Ukształtowany duchowo, wykształcony, wraca do Katowic.
        Rozpoczyna działalność polityczną. W 1903 roku zostaje wybrany na posła do
        parlamentu niemieckiego. Nadszedł czas spełnienia swojej misji dziejowej wobec
        ziemi rodzinnej. Staje na czele przebudzenia. Potwierdza też regułę, że aby coś
        dla Górnego Śląska zrobić, trzeba go najpierw opuścić.

        Motyw rodzinny

        Maksymilian Iksal, lokalny dowódca, wbrew nakazom zwierzchników podejmuje
        decyzję o rozpoczęciu I powstania. Iksal zdaje się być wysłannikiem losu -
        tajemniczym kamykiem, który uruchomi lawinę. Odwaga cywilna, a może brak
        rozwagi 24-letniego mężczyzny, zmieni bieg historii. Jego niesubordynacja ma
        głębokie podłoże osobiste i społeczne. Maksymilian Iksal nienawidził Niemców,
        bo w Wehrmachcie zginęli jego dwaj bracia, a on sam z wojny ledwo uszedł z
        życiem. Aby szukać odwetu, zapisał się do Polskiej Organizacji Wojskowej. Był
        to czas rewolucji w Rosji i w Niemczech, które zradykalizowały śląski
        proletariat, i kiedy komuniści zorganizowali strajk, doszło do masakry górników
        w kopalni Mysłowice, bo wtedy Niemcy o wiele bardziej bali się rewolucji
        społecznej niż rozruchów narodowościowych. Mysłowice w strukturze POW podlegały
        Iksalowi. Jego nienawiść do Niemców - po wydarzeniach mysłowickich - spiętrzyła
        się i potrzeba odwetu okazała się być silniejsza od nakazów zwierzchników. W
        owym czasie (jak to sam Korfanty ocenił w 10. rocznicę I powstania) świadomość
        narodowa Ślązaków nie przekraczała 30 proc. Nie znaczy to, że Iksal jej nie
        miał, ale na podjęciu desperackiej decyzji bardziej zaważyły motywy rodzinne i
        lokalne: do jego tragedii familijnej dodała się bowiem tragedia górników. Był
        to jego spontaniczny akt odwetu na niemieckim terrorze. Nastąpiła detonacja na
        całą Europę. A po niej druga.

        Sygnał ostrzegawczy

        Wielkość I powstania polega na tym, że nadało ono buntom społecznym na Górnym
        Śląsku nominację narodowościową. Od tej chwili te dwa pierwiastki - socjalny i
        narodowy - tworzyły jeden stop, dzięki czemu zmalała rola komunistów na Górnym
        Śląsku. Pierwsze powstanie zrewoltowało świadomość zbiorową Ślązaków. Odtąd
        będą musieli wybierać ojczyznę. I powstanie było także wielkim, zgoła
        szokującym, zaskoczeniem dla Polaków. Na polskich salonach nikt się go nie
        spodziewał. Oczywiście - jak zwykle - z kompletnej niewiedzy, czyli feudalnych
        stereotypów. Ale obudziło się polskie społeczeństwo. Dla Europy powstanie było,
        zwłaszcza dla konferencji pokojowej, sygnałem ostrzegawczym.

        Przy stołach w Paryżu trwały obrady, ale zgodnie z obietnicami liczono, że cały
        Górny Śląsk przypadnie Polsce, zwłaszcza że Piłsudski wykluczał jakiekolwiek
        akcje zbrojne. Ale Niemcy stracili już obrzeża zachodnie, więc ze zdwojoną
        energią walczyli o zachowanie drugiego centrum przemysłowego na wschodzie. W
        gronie aliantów cieszyli się życzliwością Anglików i to dzięki nim - a także
        sztywnemu stanowisku Piłsudskiego - zapadła decyzja o plebiscycie na Śląsku.

        Głupota polityczna

        I stało się coś, co wydaje się nieprawdopodobne, do dziś niewyjaśnione i
        skrzętnie przemilczane. Oto Roman Dmowski, ideolog polskiego nacjonalizmu,
        delegat polskiego rządu na konferencję pokojową w Paryżu, składa propozycję,
        aby do udziału w plebiscycie mieli prawo Ślązacy zamieszkujący poza obrębem
        plebiscytowym! Propozycja została przyjęta i Niemcy mogli z głębi Rzeszy
        przetransportować do urn tysiące swoich i odnieść w plebiscycie zwycięstwo. Tak
        więc przegrany plebiscyt na Górnym Śląsku jest dziełem polskiej dyplomacji!
        Ten "sukces" Romana Dmowskiego to polityczne przestępstwo. Wywołuje ono na
        Śląsku gniew i staje się przyczyną gwałtownego wybuchu III powstania. Miało już
        ono znamiona wojny domowej.

        Do dziś nie ujawniono, kto stał za haniebną propozycją Romana Dmowskiego, ale
        prawdopodobnie głupota "lepszego towarzystwa", która zawsze rządziła Polską.
        Pytam naszych lokalnych geodetów od patriotyzmu: czy w III powstaniu głównym
        przeciwnikiem powstańców nie była aby głupota polityczna polskiego rządu? A
        może była to uzgodniona transakcja z Niemcami? Wszystko jest możliwe. Tak czy
        inaczej mamy do czynienia z ukrytą tragedią, na której osadzone są uczucia
        Polski do Górnego Śląska.

        Może nieco lepiej?

        Reasumując: gdyby Wojciech Korfanty nie poszedł na zebranie Towarzystwa św.
        Alojzego do Siemianowic, gdyby Niemcy nie zabili siedmiu górników w kopalni
        Mysłowice i gdyby Roman Dmowski nie złożył swojej haniebnej propozycji w
        Paryżu, historia Górnego Śląska potoczyłaby się zupełnie inaczej.

        Może nieco lepiej. Ale zawsze jest pora, by podejmować starania o godniejszą
        przyszłość Górnego Śląska.

    • Gość: lowca jeleni lwowscy faszysci IP: *.dip.t-dialin.net 21.01.05, 10:48
      www2.nrk.no/meldingsadmin/webmelding.aspx?prosjektid=707&type=les
    • Gość: RODAK Re: Jacy sa Polacy IP: *.dip.t-dialin.net 21.01.05, 11:42
      POLSKI FASZYZM CORAZ SILNIEJSZY!!!!!!!!
      antyfaszysta [za] Wojciech Szacki 06-12-2004 14:07
      Radykalna mowa Giertycha do Młodzieży Wszechpolskiej

      Musimy iść do przodu i ciąć. Niech każdy dzień będzie dla naszych przeciwników
      coraz gorszy i niech każdego dnia chcą, żeby było wczoraj - mówił w sobotę Roman
      Giertych na zjeździe Młodzieży Wszechpolskiej
      Na 15-lecie reaktywacji MW do Warszawy zjechało kilkuset delegatów z całej
      Polski i wierchuszka LPR. Był honorowy prezes i założyciel dzisiejszej MW Roman
      Giertych (krótko, bo komisja śledcza), Janusz Dobrosz, kilku innych
      parlamentarzystów i eurodeputowanych.

      Bojowo nastawiony Giertych mówił do kilkuset Wszechpolaków z całej Polski -
      Biada leniwym. Ci, którzy myślą, że te miejsca LPR i MW w samorządzie, Sejmie,
      Parlamencie Europejskim nam wystarczą, niech odejdą. My musimy spalić za sobą
      mosty i iść do przodu. Żadnych okopów, żadnych synekur. Musimy iść do przodu i
      ciąć, to walka na noże. Inaczej przegramy. Jeśli się zatrzymamy, to oni nam
      wszystko odbiorą.

      Z dumą wspominał historię MW. - Za nami jest tradycja naszej przelanej krwi. To
      coś innego niż tradycja styropianu, tych, którzy rzekomo walczyli z komunizmem,
      tych z KOR-u i innych trockistów - mówił, a sala nagrodziła go brawami, które
      uciszył machnięciem ręki. I przeszedł do pogróżek pod adresem "niepewnych" we
      własnych szeregach.

      - Jeśli mamy być jedną siłą, jedną pięścią, to organizacja musi być sprawna. A
      będzie sprawna, tylko jeśli każdy będzie wykonywał polecenia. Jak ktoś tego nie
      rozumie, niech odejdzie. Nie chcemy żadnych czarnych owiec, ogniem i mieczem
      wypalimy to, co niepewne. Strzeżcie się pychy. Kim będziecie, jak przyjdzie
      dekret sądu koleżeńskiego o wykluczeniu? Bez organizacji będziecie niczym -
      groził Giertych. Dostał owację na stojąco i wybiegł z sali - spieszył się na
      przesłuchanie Leszka Millera przed komisją.

      - Wśród wielu skarbów wszechpolaków wymienię cztery: szkolenia, cotygodniowe
      spotkania, hierarchię i dyscyplinę oraz mobilność, dzięki której możemy
      organizować akcje w całym kraju. Jak wtedy, gdy obroniliśmy Polskę przed
      zboczeńcami i mordercami z holenderskiego statku - mówił prezes MW Radosław Parda.

      Mógł jeszcze dodać inne akcje: udział w starciach z demonstracjami lewicowymi i
      anarchistycznymi (najczęściej z okazji 1 Maja), akcję przeciwko wstępowaniu
      Polski do UE, protest przeciw filmowi "Złe wychowanie" Almodóvara, atak na
      majowy marsz równości w Krakowie, protesty przeciwko podobnym marszom w
      Warszawie i Poznaniu... I najbardziej spektakularną - sprzeciw wobec pochówku
      Czesława Miłosza na Skałce, gdyż "był poetą antypolskim".

      MW odgrywa coraz większą rolę w LPR, stając się politycznym zapleczem Giertycha.
      Jest najprężniejszą organizacją młodzieżową w Polsce (kilka tysięcy członków).
      Jej byli lub obecni działacze zasiadają we władzach samorządowych, Sejmie i
      Parlamencie Europejskim.

      W sobotę wszechpolacy nawoływał do jedności i karności. - Będziemy kroczyć w
      jednym szeregu i budować wielką katolicką Polskę - mówił ich prezes. Delegaci
      byli karni. Rzadko który wychodził z sali, mało było kuluarowych dyskusji.
      Panowała cisza i skupienie. Przeważały garnitury (panowie) i kostiumy (panie) i
      niewielu "łysych".

      Jakiej Polski chce MW? - Polska ma bogatą tradycję tolerancji religijnej i
      gościnności dla innych narodów, ale trzeba zachować umiar, by ta tolerancja nie
      stała się sprzeczna z narodowymi interesami. Nie chcemy w administracyjny sposób
      ograniczać pluralizmu. Nasza działalność sprowadza się do takiego wychowania
      młodzieży, żeby nie wybierano lewicowców i liberałów - mówi "Gazecie" Krzysztof
      Bosak, sekretarz MW.

      tekst ze strony Gazety Wyborczej
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,2430156.html
    • szymon011 co wy na to? 21.01.05, 11:55
      www.polonica.net/Czerwone_skunksy.htm
    • Gość: RODAK od Pilsudskiego do Dmowskiego i na powrot IP: *.dip.t-dialin.net 21.01.05, 12:32
      www.historycy.org/index.php?showtopic=1838
      • Gość: lowca jeleni Re: od Pilsudskiego do Dmowskiego i na powrot IP: *.dip.t-dialin.net 22.01.05, 09:31
        Piłsudski to zwykły złodziej (Bezdany - 29 XI 1908 - kradzież 200 tys rubli -
        napad z bronią w ręku)i Piłsudski to agent wywiadu austriackiego, za swoją
        działalność agenturalną pobierał wynagrodzenie. Za wypuszczenie z więzienia
        obiecał Niemcom, ze Polska nie będzie próbowała przyłączyż Wielkopolski.Wierny
        temu przyrzeczeniu nie robi nic aby wspomóc powstanie Wielkopolskie. A Dmowski
        pierwszy faszysta II Rzeczpospolitej, do dziś skin headzi Polscy oczywiście ci
        inteligentniejsi, uważają go za swego wieszcza to on wprowadził wśród swoich
        ziomków jeszcze przed Hitlerem pozdrowienie Rzymskie poprzez wyciągnnięcie przed
        siebie dłoni tzw późniejsze "zieg hail".
        • Gość: RODAK Re: od Pilsudskiego do Dmowskiego i na powrot IP: *.dip.t-dialin.net 22.01.05, 10:11
          www.republika.pl/adnikiel/faszyzm.html
          • Gość: lowca jeleni Re: od Pilsudskiego do Dmowskiego i na powrot IP: *.dip.t-dialin.net 22.01.05, 10:24
            Polska tylko dla Polaków

            Była to rzeczywiście skrajna organizacja, dla której głównym wzorcem
            organizacyjno - ideowym był włoski faszyzm. Jej program nastawiony był na
            możliwie szybkie przeprowadzenie "rewolucji narodowej" w postaci siłowego
            przejęcia władzy i dokonania radykalnych przemian w ustroju państwa.
            Najważniejszym postulatem OWP było uczynienie z Polski "państwa narodowego",
            które realizowałoby interesy wyłącznie Narodu Polskiego w sensie etnicznym, a
            nie wszystkich obywateli. Owym państwem rządzić według tej organizacji miała
            "elita polityczna i moralna Narodu" wyłoniona z jego "organizacji politycznej" -
            monopartii, grupującej, rzecz jasna, wyłącznie Polaków.

            Całkowicie wyłączeni z życia publicznego mieli być według OWP Żydzi. Nowością
            było stanowisko, że przyjęcie chrztu przez osobę pochodzenia żydowskiego nie
            zmieniałoby jej sytuacji formalnej. Program OWP zakładał konsekwentną
            polonizację mniejszości słowiańskich i stopniowe włączanie ich w nurt życia
            narodowego. Ponadto, silnie akcentowana była antyniemieckość. OWP formułowała
            dalekosiężny wówczas postulat odzyskania ziem zachodnich, obejmujących Górny i
            Dolny Śląsk, Zachodnią Wielkopolskę i Pomorze, a także Warmię i Mazury.

            I tylko dla Katolików

            Jak wszystkie organizacje należące do przedwojennego obozu narodowego, OWP
            silnie akcentowała swoje przywiązanie do religii katolickiej. Według tej
            organizacji, Polska powinna być państwem wyznaniowym, w którym istnienie wyznań
            innych niż katolickie winno być wprawdzie tolerowane, lecz w którym tylko Polacy
            - Katolicy mogą się cieszyć pełnią praw. W programie OWP czytamy m.in.

            "Wiara Narodu Polskiego, religia rzymskokatolicka musi zajmować stanowisko
            religii panującej, ściśle związanej z państwem i jego życiem, oraz stanowić
            podstawę wychowania młodych pokoleń. Przy zapewnionej ustawami państwowymi
            wolności sumienia - zorganizowany naród nie może tolerować, ażeby jego wiara
            była przedmiotem ataków lub doznała obrazy z czyjejkolwiek strony, ażeby religią
            frymarczono dla jakichkolwiek celów lub prowadzono zorganizowaną akcję w celu
            rozkładu życia religijnego narodu".

            Kontrola gospodarki

            W sferze gospodarczej OWP stopniowo odchodził od zakładanego początkowo
            ekonomicznego liberalizmu. Propagowane było upaństwowienie niektórych działów
            gospodarki, np. przemysłu ciężkiego.

            "Mieczyk Chrobrego"

            Sposób zorganizowania struktur organizacyjnych OWP wyraźnie nawiązywał do
            wzorców faszystowskich. Była to organizacja oparta na bezwzględnej dyscyplinie,
            karności i posłuszeństwie jej członków oraz hierarchicznych strukturach. Na wzór
            faszystowski wprowadzono strój partyjny - piaskowe koszule (lub kurtki
            mundurowe), granatowe spodnie i berety, pieśń organizacyjną "Hymn Młodych" na
            melodię "Warszawianki 1831", a także rzymskie (faszystowskie) pozdrowienie, i
            wreszcie tzw. "mieczyk Chrobrego" - miniaturkę Szczerbca owiniętą biało -
            czerwonym sztandarem.

            Trzeba powiedzieć, że tego rodzaju formy i zachowania organizacyjne nie były
            wówczas wyjątkiem - umundurowane bojówki tworzyła PPS, zaś w brunatnych
            koszulach paradował... żydowski Betar.

            Roman Dmowski

            Na czele OWP jako "Wielki Oboźny" stanął czołowy ideolog przedwojennego Obozu
            Narodowego - Roman Dmowski. On też wywarł największy wpływ na organizacyjny i
            ideowy kształt tej organizacji.

            Masowa organizacja

            Niewątpliwym sukcesem OWP było stworzenie autentycznie masowej organizacji,
            która w szczytowym okresie rozwoju liczyła 250 - 300 tys. członków, i która, co
            więcej zaczęła oddziaływać nie tylko na będące tradycyjnym elektoratem Endecji
            inteligencję i mieszczaństwo, lecz także na trudniące się handlem płodami
            rolnymi uboższe chłopstwo (konkurencja dla monopolu żydowskiego w tej
            dziedzinie) i proletariat, który z kolei czuł się zagrożony przez obcy kapitał.
            • Gość: RODAK Re: od Pilsudskiego do Dmowskiego i na powrot IP: *.dip.t-dialin.net 22.01.05, 10:43
              Pilsudskis Tod: "Großer Schlag für Hitler"

              Was haben Sie denn über Hitlers Haltung zu Polen erfahren bzw. von ihm selbst
              gehört?

              Herbert Döhring: 1935 trat für Hitler ein großer Schlag ein. Da ist ein guter
              Freund von ihm überraschend gestorben. Das war der damalige polnische
              Staatspräsident Pilsudski (Marschall Josef Pilsdudski, 1918 polnischer
              Staatsführer, Kriegsherr gegen Sowjetrussland 1919/20; ab 1926 erneut Machthaber
              in Warschau , schloss 1934 einen Pakt mit Deutschland ab; d. Red.). Der war zu
              der damaligen Zeit neben Hitler der größte Kommunistenhasser. Wenn dieser Mann
              am Leben geblieben wäre, das hat Hitler immer wieder im Laufe der folgenden
              Jahre betont, dann wäre alles anders gekommen. Dann hätten die Polen nicht auf
              England gehört, sondern sich mit uns zusammengetan. Der Krieg wäre gekommen,
              aber nicht im Westen, sondern gegen den Kommunismus. Davon bin ich heute noch
              überzeugt. Wenn Pilsudski an der Macht geblieben wäre und nicht überraschend
              gestorben wäre, wäre nie ein Krieg mit Polen gekommen - davon war Hitler
              felsenfest überzeugt, so lange ich bei ihm war. Und er hat das immer wieder
              angedeutet und bemerkt. Nach seinen Bemerkungen, die ich im Laufe der Jahre
              gehört habe, hat er immer wieder den Tod von Marschall Pilsudski bedauert. Er
              hat gesagt, dass die Polen in so einem Schlamassel hereingeraten und dass, wären
              die nach uns gegangen, Polen eines Tages so groß geworden wäre wie noch niemals
              in der ganzen Geschichte. Und Hitler spielte dabei auf einen Krieg gegen
              Russland an. Die Rote Armee zertrümmert, und Polen bekomme Land, so viel es
              haben wollte im Osten. Es ist aber alles Utopie geblieben und keine Wirklichkeit
              geworden.
    • builder Re: Jacy sa Polacy 22.01.05, 19:19
      biedni,
      jednak wiedza jak fason sie trzyma,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka