Gość: RODAK IP: *.dip.t-dialin.net 21.01.05, 00:40 wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2504395.html Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Gosc Re: Jacy sa Polacy IP: *.range81-154.btcentralplus.com 21.01.05, 03:52 Kazimierz Kutz 10-09-2004 , ostatnia aktualizacja 10-09-2004 13:40 Powinniśmy być wdzięczni dziennikarzom katowickiej "Gazety Wyborczej" za wywołanie dyskusji wokół mitu wieży spadochronowej w parku katowickim. Nareszcie miał miejsce spór wokół historii regionalnej, od dawna zaciemnianej i zakłamywanej. Historii Górnego Śląska, która dotąd nie została napisana, i nie zostanie napisana, póki nie znajdzie się historyk, który zdolny będzie na spojrzenie niezależne, uwolnione od doktrynalnych szańców niemieckiego i polskiego myślenia nadrzędnością interesu państwowego wobec Górnego Śląska. Patriotyzm staroświecki i rzewny Górny Śląsk od czasów Bismarcka traktowany jest przez polityków przedmiotowo: z chłodem, dystansem i utylitarnie, jak wszystko, co obce. I taki wyrobił się standard traktowania Górnego Śląska. Trwa do dziś i nikogo nie dziwi, bo utwardził się w świadomości powszechnej jak asfalt. Publiczna dyskusja o małym epizodzie ostatniej wojny jest także dlatego cenna i ciekawa, bo ujawnia poziom dzisiejszego pojmowania historii Górnego Śląska. Jest on staroświecki i rzewny, bo na poziomie przedwojennego, urzędowego patriotyzmu Michała Grażyńskiego, jego doktryny politycznej anektowania i repolonizowania Górnego Śląska na siłę. I z niej się wywodzi. Ja jestem z "korfanciorzy" i mnie ona nie satysfakcjonuje. Bo doktryna Grażyńskiego nie odbiegała daleko od praktyk niemieckich. Była rewersem tego samego myślenia i podobnego traktowania Ślązaków. Dla Niemców śląski węgiel, huty i tani śląski robotnik od połowy XIX wieku nabierały fundamentalnego znaczenia w gospodarce i realizacji agresywnej, prowojennej polityki zewnętrznej Niemiec. Z czasem interes Rzeszy nakazywał przekabacić Ślązaków na Niemców, co radykalnie przyśpieszyło przebudzenie narodowe i w efekcie doprowadziło do powstań. Cesarskie cięcie Dla Piłsudskiego powstania były wmanewrowaniem go w konflikt z Niemcami i związane z tym perypetie międzynarodowe, co burzyło jego plany i stało się zawadą w działaniach na Kresach Wschodnich. Kresy zachodnie były mu obce, a państwa polskiego nie stać było na wojnę na dwóch odległych frontach. Prawdopodobnie te racje legły u podstaw inicjatywy Romana Dmowskiego, który w imieniu polskiego rządu złożył na konferencji pokojowej w Paryżu propozycję umożliwiającą Niemcom urodzonym na Górnym Śląsku udział w plebiscycie. Był to najprostszy sposób zapewnienia Niemcom zwycięstwa i legalnego pozbycia się śląskich kłopotów. Dmowski zadowoliłby się tym, co kapnęłoby z paryskiego stołu konferencyjnego, a "kapnęło" zaledwie dwoma powiatami wschodnimi: katowickim i pszczyńskim. Można przyjąć poszlakę, że był to uzgodniony sposób Piłsudskiego, by mieć kłopot z głowy. Istotnie, dyplomatyczny scenariusz Dmowskiego powiódł się - Niemcy wygrali plebiscyt - ale skutki przyniósł odwrotne, bo doprowadził do gwałtownego wybuchu III powstania. Szeregi powstańcze od pierwszego powstania wzrosły czterokrotnie, a w trzecim wynosiły już 40 tys. Górny Śląsk wybrał swój los. Nie wiem, jak całą tę sprawę nazwać, ale posiłkując się terminologią ginekologiczną, nazwę powrót Górnego Śląska do Polski wymuszeniem porodu przez cesarskie cięcie. Odstawieni Polityka Grażyńskiego po przewrocie majowym, kiedy przejął władzę w Katowicach, była kontynuacją stanowiska ujawnionego w Paryżu. Przede wszystkim przystąpił do robienia porządków, czyli do rozprawienia się z Korfantym i jego zapleczem, i do likwidacji autonomii. Ten scenariusz także się udał: Korfanty rychło wylądował w więzieniu, a Ślązacy utracili swój autonomiczny samorząd. Zostali odstawieni i odtąd nie mogli już stanowić o sobie i swoich sprawach. Skończyła się demokracja i zaczęła się repolonizacja, bo Grażyński uważał, że Ślązacy są na tyle zniemczeni, że dla ich dobra trzeba nad ich polskością popracować i nimi rządzić. Zaczęła się powtórka z historii. Zasada była prosta: albo jesteś Polakiem, albo Niemcem. Poprzednio było odwrotnie. O jakiejkolwiek śląskości nie mogło być mowy. O piekle okupacyjnym nie ma co wspominać. Śląsk wcielono do Rzeszy i Niemcy brali odwet na miejscowych "spolonizowanych", a przede wszystkim na powstańcach. Każdy dowódca niemieckiej kompanii miał przy sobie książkę adresową wrogów, więc kiedy wchodził do zdobytej miejscowości, wiedział dokładnie, gdzie kogo szukać. Tubylców posegregowano w grupy narodowościowe: powstańców czekało "rozwiązanie ostateczne", reszta szła do swojej roboty albo do wermachtu. W 1945 roku przyszło kolejne piekło, tym razem koloru czerwonego. Liczne filie obozu w Auschwitz, ledwo co opuszczone, zapełniły się miejscową ludnością. Parę tysięcy Ślązaków - w majestacie pełnego bezprawia - straciło w nich życie. W tym także powstańcy. W Zabrzu, Bytomiu, Gliwicach i na Opolszczyźnie odbyły się wielkie łapanki na ludzi, których wywożono do ZSRR. Oblicza się, że uprowadzono 200 tys. Dziś mówi się, że to było "nasze śląskie Jedwabne". Zrzucić głupotę z piedestału O wszystkich tych sprawach - które tu omawiam - do 1989 roku nie było wolno mówić. Nie było tych spraw. Przez całe siedemdziesięciolecie po aneksji Śląska powstała fałszywa wiedza o regionie, pisano zakłamane prace doktorskie, wydawano podłe podręczniki, urządzano idiotyczne sesje naukowe. Wszystko wedle politycznych receptur rządzących Śląskiem. Teraz żyjemy w wolnym kraju i zakazana wiedza, dzięki działalności Instytutu Pamięci Narodowej, zostaje ujawniana, ale jak dotąd nie znalazł się historyk, który wyzwoliłby się z historycznych dybów, z obręczy utrwalonych kłamstw, i był zdolny do napisania historii opartej na prawdzie o Górnym Śląsku i od strony losu jego mieszkańców. O tragedii manipulowania ludźmi. To jest wielki worek do przekłucia, w którym mieści się wszystko - począwszy od wojny siedmioletniej, aż po ostatnią "restrukturyzację górnictwa" pana Steinhoffa. Górny Śląsk jest nadal białą plamą, którą trzeba się zająć. W porzucaniu starych kostiumów i poczciwych stereotypów, w odwadze odsłaniana skrywanych prawd widzę źródło prawdziwego współczesnego patriotyzmu. Na koniec dodam, że sprawa mitu wieży spadochronowej nigdy mnie specjalnie nie podniecała, ponieważ nie lubię, kiedy dorośli wyręczają się dziećmi w uprawianiu wojny. Mieliśmy tu, nie tak dawno, do czynienia z trzema powstaniami. Była to zabawa ludzi dorosłych, którzy najpierw przeszli specjalne przeszkolenie w koszarach, potem przeżyli wojnę na wielu niemieckich frontach i jak z niej wrócili, także w proteście przeciw swoim wojennym gehennom, szli do powstań. Nigdzie nie natknąłem się na informację (zajmuję się tymi sprawami od lat), aby w śląskich powstaniach uczestniczyły dzieci. I to jest bardzo mądre. Bo na wojnę idzie się, aby zabijać lub być zabitym. Nie ma zbrodni większej niż zabijanie dzieci, ale także zbrodniczym jest posługiwanie się nimi w wojennych działaniach. W naszym kręgu cywilizacyjnym nie powinno być sprawy, która nakazywałaby dzieciom - Boże, nawet dziewczynkom! - uczestniczyć w procederach wojennych. To bardzo źle świadczy o dorosłych i ich państwie. To głupota, a głupoty polityków nie powinno wynosić się na piedestały. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gosc Re: Jacy sa Polacy IP: *.range81-154.btcentralplus.com 21.01.05, 04:18 Kazimierz Kutz 27-08-2004 , ostatnia aktualizacja 27-08-2004 13:22 Miejscowi geodeci od patriotyzmu śląskiego w swoich sentymentalnych bojach o sztywne granice pomiędzy pojęciami "powstania śląskie" a "wojna domowa" gotowi są jeszcze przez następnych 50 lat nie wychodzić z okopów III powstania, by nie zadać sobie pytania o następstwa powstań śląskich dla Górnego Śląska. Mianowicie: co sanacja zrobiła z Górnym Śląskiem przed wojną, co komuniści zrobili z nim po wojnie i co mamy teraz? Pamięć niepotrzebna Oczywiście patrzę na to z nieustannej perspektywy "chama", syna "chama" - powstańca, bo śląskie powstania są dziełem poczciwości ludowej i z lepszym towarzystwem niewiele mają wspólnego. Pojmowanie powstań jako efektu dziewiętnastoletniej sielanki patriotycznej albo rytualno-doktrynalnego obowiązku okolicznościowego jest najzwyczajniej jałowym anachronizmem. Rzeczywistość jest taka, że pamięć o powstaniach nie jest dziś nikomu potrzebna. Oto 14 sierpnia minęła kolejna rocznica wybuchu I powstania (86.!), a prawie pies z kulawą nogą o tym nie wspomina. A jest to data o wiele ważniejsza, niż się powszechnie wydaje. Korzystam więc z okazji, aby wrócić do tragicznej problematyki Górnego Śląska i by choć na miarę felietonu skupić się na magicznych sprawach związanych z trzema kluczowymi postaciami tamtych czasów: Wojciechem Korfantym, Maksymilianem Iksalem i Romanem Dmowskim. Gdyby nie oni, żylibyśmy dziś w zupełnie innej bajce. Opuścić Śląsk Przebudzenie narodowościowe było reakcją na doktrynę polityczną Ottona von Bismarcka zgermanizowania Górnego Śląska. Wojciech Korfanty urodził się właśnie wtedy, kiedy wchodziła w fazę realizacji. Jest rok 1873. Ale rzecz o znaczeniu kluczowym ma miejsce 22 lata później, 14 sierpnia 1895 roku (to data magiczna, bo 24 lata później rozpocznie się I powstanie). W tym dniu Wojciech Korfanty na skutek policyjnego donosu, na rok przed maturą, usunięty zostaje z katowickiego gimnazjum za uczestnictwo i antyniemieckie przemówienie na zebraniu Towarzystwa św. Alojzego w Siemianowicach. Opuszcza swoje rodzinne strony, przenosi się do Wielkopolski. Tam kończy szkołę średnią, potem studiuje we Wrocławiu i Berlinie. Żyje z korepetycji, poznaje kręgi wielkopolskiego ziemiaństwa, a nawet arystokracji (jest korepetytorem młodego Jundziłła), jeździ po Europie, a w miesiącach letnich dorabia w kopalni. Włącza się czynnie w działalność polskich towarzystw we Wrocławiu i Berlinie. Staje się działaczem narodowym i dziennikarzem. Ukształtowany duchowo, wykształcony, wraca do Katowic. Rozpoczyna działalność polityczną. W 1903 roku zostaje wybrany na posła do parlamentu niemieckiego. Nadszedł czas spełnienia swojej misji dziejowej wobec ziemi rodzinnej. Staje na czele przebudzenia. Potwierdza też regułę, że aby coś dla Górnego Śląska zrobić, trzeba go najpierw opuścić. Motyw rodzinny Maksymilian Iksal, lokalny dowódca, wbrew nakazom zwierzchników podejmuje decyzję o rozpoczęciu I powstania. Iksal zdaje się być wysłannikiem losu - tajemniczym kamykiem, który uruchomi lawinę. Odwaga cywilna, a może brak rozwagi 24-letniego mężczyzny, zmieni bieg historii. Jego niesubordynacja ma głębokie podłoże osobiste i społeczne. Maksymilian Iksal nienawidził Niemców, bo w Wehrmachcie zginęli jego dwaj bracia, a on sam z wojny ledwo uszedł z życiem. Aby szukać odwetu, zapisał się do Polskiej Organizacji Wojskowej. Był to czas rewolucji w Rosji i w Niemczech, które zradykalizowały śląski proletariat, i kiedy komuniści zorganizowali strajk, doszło do masakry górników w kopalni Mysłowice, bo wtedy Niemcy o wiele bardziej bali się rewolucji społecznej niż rozruchów narodowościowych. Mysłowice w strukturze POW podlegały Iksalowi. Jego nienawiść do Niemców - po wydarzeniach mysłowickich - spiętrzyła się i potrzeba odwetu okazała się być silniejsza od nakazów zwierzchników. W owym czasie (jak to sam Korfanty ocenił w 10. rocznicę I powstania) świadomość narodowa Ślązaków nie przekraczała 30 proc. Nie znaczy to, że Iksal jej nie miał, ale na podjęciu desperackiej decyzji bardziej zaważyły motywy rodzinne i lokalne: do jego tragedii familijnej dodała się bowiem tragedia górników. Był to jego spontaniczny akt odwetu na niemieckim terrorze. Nastąpiła detonacja na całą Europę. A po niej druga. Sygnał ostrzegawczy Wielkość I powstania polega na tym, że nadało ono buntom społecznym na Górnym Śląsku nominację narodowościową. Od tej chwili te dwa pierwiastki - socjalny i narodowy - tworzyły jeden stop, dzięki czemu zmalała rola komunistów na Górnym Śląsku. Pierwsze powstanie zrewoltowało świadomość zbiorową Ślązaków. Odtąd będą musieli wybierać ojczyznę. I powstanie było także wielkim, zgoła szokującym, zaskoczeniem dla Polaków. Na polskich salonach nikt się go nie spodziewał. Oczywiście - jak zwykle - z kompletnej niewiedzy, czyli feudalnych stereotypów. Ale obudziło się polskie społeczeństwo. Dla Europy powstanie było, zwłaszcza dla konferencji pokojowej, sygnałem ostrzegawczym. Przy stołach w Paryżu trwały obrady, ale zgodnie z obietnicami liczono, że cały Górny Śląsk przypadnie Polsce, zwłaszcza że Piłsudski wykluczał jakiekolwiek akcje zbrojne. Ale Niemcy stracili już obrzeża zachodnie, więc ze zdwojoną energią walczyli o zachowanie drugiego centrum przemysłowego na wschodzie. W gronie aliantów cieszyli się życzliwością Anglików i to dzięki nim - a także sztywnemu stanowisku Piłsudskiego - zapadła decyzja o plebiscycie na Śląsku. Głupota polityczna I stało się coś, co wydaje się nieprawdopodobne, do dziś niewyjaśnione i skrzętnie przemilczane. Oto Roman Dmowski, ideolog polskiego nacjonalizmu, delegat polskiego rządu na konferencję pokojową w Paryżu, składa propozycję, aby do udziału w plebiscycie mieli prawo Ślązacy zamieszkujący poza obrębem plebiscytowym! Propozycja została przyjęta i Niemcy mogli z głębi Rzeszy przetransportować do urn tysiące swoich i odnieść w plebiscycie zwycięstwo. Tak więc przegrany plebiscyt na Górnym Śląsku jest dziełem polskiej dyplomacji! Ten "sukces" Romana Dmowskiego to polityczne przestępstwo. Wywołuje ono na Śląsku gniew i staje się przyczyną gwałtownego wybuchu III powstania. Miało już ono znamiona wojny domowej. Do dziś nie ujawniono, kto stał za haniebną propozycją Romana Dmowskiego, ale prawdopodobnie głupota "lepszego towarzystwa", która zawsze rządziła Polską. Pytam naszych lokalnych geodetów od patriotyzmu: czy w III powstaniu głównym przeciwnikiem powstańców nie była aby głupota polityczna polskiego rządu? A może była to uzgodniona transakcja z Niemcami? Wszystko jest możliwe. Tak czy inaczej mamy do czynienia z ukrytą tragedią, na której osadzone są uczucia Polski do Górnego Śląska. Może nieco lepiej? Reasumując: gdyby Wojciech Korfanty nie poszedł na zebranie Towarzystwa św. Alojzego do Siemianowic, gdyby Niemcy nie zabili siedmiu górników w kopalni Mysłowice i gdyby Roman Dmowski nie złożył swojej haniebnej propozycji w Paryżu, historia Górnego Śląska potoczyłaby się zupełnie inaczej. Może nieco lepiej. Ale zawsze jest pora, by podejmować starania o godniejszą przyszłość Górnego Śląska. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lowca jeleni lwowscy faszysci IP: *.dip.t-dialin.net 21.01.05, 10:48 www2.nrk.no/meldingsadmin/webmelding.aspx?prosjektid=707&type=les Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: RODAK Re: Jacy sa Polacy IP: *.dip.t-dialin.net 21.01.05, 11:42 POLSKI FASZYZM CORAZ SILNIEJSZY!!!!!!!! antyfaszysta [za] Wojciech Szacki 06-12-2004 14:07 Radykalna mowa Giertycha do Młodzieży Wszechpolskiej Musimy iść do przodu i ciąć. Niech każdy dzień będzie dla naszych przeciwników coraz gorszy i niech każdego dnia chcą, żeby było wczoraj - mówił w sobotę Roman Giertych na zjeździe Młodzieży Wszechpolskiej Na 15-lecie reaktywacji MW do Warszawy zjechało kilkuset delegatów z całej Polski i wierchuszka LPR. Był honorowy prezes i założyciel dzisiejszej MW Roman Giertych (krótko, bo komisja śledcza), Janusz Dobrosz, kilku innych parlamentarzystów i eurodeputowanych. Bojowo nastawiony Giertych mówił do kilkuset Wszechpolaków z całej Polski - Biada leniwym. Ci, którzy myślą, że te miejsca LPR i MW w samorządzie, Sejmie, Parlamencie Europejskim nam wystarczą, niech odejdą. My musimy spalić za sobą mosty i iść do przodu. Żadnych okopów, żadnych synekur. Musimy iść do przodu i ciąć, to walka na noże. Inaczej przegramy. Jeśli się zatrzymamy, to oni nam wszystko odbiorą. Z dumą wspominał historię MW. - Za nami jest tradycja naszej przelanej krwi. To coś innego niż tradycja styropianu, tych, którzy rzekomo walczyli z komunizmem, tych z KOR-u i innych trockistów - mówił, a sala nagrodziła go brawami, które uciszył machnięciem ręki. I przeszedł do pogróżek pod adresem "niepewnych" we własnych szeregach. - Jeśli mamy być jedną siłą, jedną pięścią, to organizacja musi być sprawna. A będzie sprawna, tylko jeśli każdy będzie wykonywał polecenia. Jak ktoś tego nie rozumie, niech odejdzie. Nie chcemy żadnych czarnych owiec, ogniem i mieczem wypalimy to, co niepewne. Strzeżcie się pychy. Kim będziecie, jak przyjdzie dekret sądu koleżeńskiego o wykluczeniu? Bez organizacji będziecie niczym - groził Giertych. Dostał owację na stojąco i wybiegł z sali - spieszył się na przesłuchanie Leszka Millera przed komisją. - Wśród wielu skarbów wszechpolaków wymienię cztery: szkolenia, cotygodniowe spotkania, hierarchię i dyscyplinę oraz mobilność, dzięki której możemy organizować akcje w całym kraju. Jak wtedy, gdy obroniliśmy Polskę przed zboczeńcami i mordercami z holenderskiego statku - mówił prezes MW Radosław Parda. Mógł jeszcze dodać inne akcje: udział w starciach z demonstracjami lewicowymi i anarchistycznymi (najczęściej z okazji 1 Maja), akcję przeciwko wstępowaniu Polski do UE, protest przeciw filmowi "Złe wychowanie" Almodóvara, atak na majowy marsz równości w Krakowie, protesty przeciwko podobnym marszom w Warszawie i Poznaniu... I najbardziej spektakularną - sprzeciw wobec pochówku Czesława Miłosza na Skałce, gdyż "był poetą antypolskim". MW odgrywa coraz większą rolę w LPR, stając się politycznym zapleczem Giertycha. Jest najprężniejszą organizacją młodzieżową w Polsce (kilka tysięcy członków). Jej byli lub obecni działacze zasiadają we władzach samorządowych, Sejmie i Parlamencie Europejskim. W sobotę wszechpolacy nawoływał do jedności i karności. - Będziemy kroczyć w jednym szeregu i budować wielką katolicką Polskę - mówił ich prezes. Delegaci byli karni. Rzadko który wychodził z sali, mało było kuluarowych dyskusji. Panowała cisza i skupienie. Przeważały garnitury (panowie) i kostiumy (panie) i niewielu "łysych". Jakiej Polski chce MW? - Polska ma bogatą tradycję tolerancji religijnej i gościnności dla innych narodów, ale trzeba zachować umiar, by ta tolerancja nie stała się sprzeczna z narodowymi interesami. Nie chcemy w administracyjny sposób ograniczać pluralizmu. Nasza działalność sprowadza się do takiego wychowania młodzieży, żeby nie wybierano lewicowców i liberałów - mówi "Gazecie" Krzysztof Bosak, sekretarz MW. tekst ze strony Gazety Wyborczej serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,2430156.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: RODAK od Pilsudskiego do Dmowskiego i na powrot IP: *.dip.t-dialin.net 21.01.05, 12:32 www.historycy.org/index.php?showtopic=1838 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lowca jeleni Re: od Pilsudskiego do Dmowskiego i na powrot IP: *.dip.t-dialin.net 22.01.05, 09:31 Piłsudski to zwykły złodziej (Bezdany - 29 XI 1908 - kradzież 200 tys rubli - napad z bronią w ręku)i Piłsudski to agent wywiadu austriackiego, za swoją działalność agenturalną pobierał wynagrodzenie. Za wypuszczenie z więzienia obiecał Niemcom, ze Polska nie będzie próbowała przyłączyż Wielkopolski.Wierny temu przyrzeczeniu nie robi nic aby wspomóc powstanie Wielkopolskie. A Dmowski pierwszy faszysta II Rzeczpospolitej, do dziś skin headzi Polscy oczywiście ci inteligentniejsi, uważają go za swego wieszcza to on wprowadził wśród swoich ziomków jeszcze przed Hitlerem pozdrowienie Rzymskie poprzez wyciągnnięcie przed siebie dłoni tzw późniejsze "zieg hail". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: RODAK Re: od Pilsudskiego do Dmowskiego i na powrot IP: *.dip.t-dialin.net 22.01.05, 10:11 www.republika.pl/adnikiel/faszyzm.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lowca jeleni Re: od Pilsudskiego do Dmowskiego i na powrot IP: *.dip.t-dialin.net 22.01.05, 10:24 Polska tylko dla Polaków Była to rzeczywiście skrajna organizacja, dla której głównym wzorcem organizacyjno - ideowym był włoski faszyzm. Jej program nastawiony był na możliwie szybkie przeprowadzenie "rewolucji narodowej" w postaci siłowego przejęcia władzy i dokonania radykalnych przemian w ustroju państwa. Najważniejszym postulatem OWP było uczynienie z Polski "państwa narodowego", które realizowałoby interesy wyłącznie Narodu Polskiego w sensie etnicznym, a nie wszystkich obywateli. Owym państwem rządzić według tej organizacji miała "elita polityczna i moralna Narodu" wyłoniona z jego "organizacji politycznej" - monopartii, grupującej, rzecz jasna, wyłącznie Polaków. Całkowicie wyłączeni z życia publicznego mieli być według OWP Żydzi. Nowością było stanowisko, że przyjęcie chrztu przez osobę pochodzenia żydowskiego nie zmieniałoby jej sytuacji formalnej. Program OWP zakładał konsekwentną polonizację mniejszości słowiańskich i stopniowe włączanie ich w nurt życia narodowego. Ponadto, silnie akcentowana była antyniemieckość. OWP formułowała dalekosiężny wówczas postulat odzyskania ziem zachodnich, obejmujących Górny i Dolny Śląsk, Zachodnią Wielkopolskę i Pomorze, a także Warmię i Mazury. I tylko dla Katolików Jak wszystkie organizacje należące do przedwojennego obozu narodowego, OWP silnie akcentowała swoje przywiązanie do religii katolickiej. Według tej organizacji, Polska powinna być państwem wyznaniowym, w którym istnienie wyznań innych niż katolickie winno być wprawdzie tolerowane, lecz w którym tylko Polacy - Katolicy mogą się cieszyć pełnią praw. W programie OWP czytamy m.in. "Wiara Narodu Polskiego, religia rzymskokatolicka musi zajmować stanowisko religii panującej, ściśle związanej z państwem i jego życiem, oraz stanowić podstawę wychowania młodych pokoleń. Przy zapewnionej ustawami państwowymi wolności sumienia - zorganizowany naród nie może tolerować, ażeby jego wiara była przedmiotem ataków lub doznała obrazy z czyjejkolwiek strony, ażeby religią frymarczono dla jakichkolwiek celów lub prowadzono zorganizowaną akcję w celu rozkładu życia religijnego narodu". Kontrola gospodarki W sferze gospodarczej OWP stopniowo odchodził od zakładanego początkowo ekonomicznego liberalizmu. Propagowane było upaństwowienie niektórych działów gospodarki, np. przemysłu ciężkiego. "Mieczyk Chrobrego" Sposób zorganizowania struktur organizacyjnych OWP wyraźnie nawiązywał do wzorców faszystowskich. Była to organizacja oparta na bezwzględnej dyscyplinie, karności i posłuszeństwie jej członków oraz hierarchicznych strukturach. Na wzór faszystowski wprowadzono strój partyjny - piaskowe koszule (lub kurtki mundurowe), granatowe spodnie i berety, pieśń organizacyjną "Hymn Młodych" na melodię "Warszawianki 1831", a także rzymskie (faszystowskie) pozdrowienie, i wreszcie tzw. "mieczyk Chrobrego" - miniaturkę Szczerbca owiniętą biało - czerwonym sztandarem. Trzeba powiedzieć, że tego rodzaju formy i zachowania organizacyjne nie były wówczas wyjątkiem - umundurowane bojówki tworzyła PPS, zaś w brunatnych koszulach paradował... żydowski Betar. Roman Dmowski Na czele OWP jako "Wielki Oboźny" stanął czołowy ideolog przedwojennego Obozu Narodowego - Roman Dmowski. On też wywarł największy wpływ na organizacyjny i ideowy kształt tej organizacji. Masowa organizacja Niewątpliwym sukcesem OWP było stworzenie autentycznie masowej organizacji, która w szczytowym okresie rozwoju liczyła 250 - 300 tys. członków, i która, co więcej zaczęła oddziaływać nie tylko na będące tradycyjnym elektoratem Endecji inteligencję i mieszczaństwo, lecz także na trudniące się handlem płodami rolnymi uboższe chłopstwo (konkurencja dla monopolu żydowskiego w tej dziedzinie) i proletariat, który z kolei czuł się zagrożony przez obcy kapitał. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: RODAK Re: od Pilsudskiego do Dmowskiego i na powrot IP: *.dip.t-dialin.net 22.01.05, 10:43 Pilsudskis Tod: "Großer Schlag für Hitler" Was haben Sie denn über Hitlers Haltung zu Polen erfahren bzw. von ihm selbst gehört? Herbert Döhring: 1935 trat für Hitler ein großer Schlag ein. Da ist ein guter Freund von ihm überraschend gestorben. Das war der damalige polnische Staatspräsident Pilsudski (Marschall Josef Pilsdudski, 1918 polnischer Staatsführer, Kriegsherr gegen Sowjetrussland 1919/20; ab 1926 erneut Machthaber in Warschau , schloss 1934 einen Pakt mit Deutschland ab; d. Red.). Der war zu der damaligen Zeit neben Hitler der größte Kommunistenhasser. Wenn dieser Mann am Leben geblieben wäre, das hat Hitler immer wieder im Laufe der folgenden Jahre betont, dann wäre alles anders gekommen. Dann hätten die Polen nicht auf England gehört, sondern sich mit uns zusammengetan. Der Krieg wäre gekommen, aber nicht im Westen, sondern gegen den Kommunismus. Davon bin ich heute noch überzeugt. Wenn Pilsudski an der Macht geblieben wäre und nicht überraschend gestorben wäre, wäre nie ein Krieg mit Polen gekommen - davon war Hitler felsenfest überzeugt, so lange ich bei ihm war. Und er hat das immer wieder angedeutet und bemerkt. Nach seinen Bemerkungen, die ich im Laufe der Jahre gehört habe, hat er immer wieder den Tod von Marschall Pilsudski bedauert. Er hat gesagt, dass die Polen in so einem Schlamassel hereingeraten und dass, wären die nach uns gegangen, Polen eines Tages so groß geworden wäre wie noch niemals in der ganzen Geschichte. Und Hitler spielte dabei auf einen Krieg gegen Russland an. Die Rote Armee zertrümmert, und Polen bekomme Land, so viel es haben wollte im Osten. Es ist aber alles Utopie geblieben und keine Wirklichkeit geworden. Odpowiedz Link Zgłoś
builder Re: Jacy sa Polacy 22.01.05, 19:19 biedni, jednak wiedza jak fason sie trzyma, Odpowiedz Link Zgłoś