Gość: E-WeRk
IP: *.icm.edu.pl / *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl
22.08.02, 23:32
Pewnie kazdy z nas kiedys rozwišzywal zagadki na spostrzegawczosc majac dwa bardzo podobne rysunki miał wskazac roznice między nimi, na poczatku owe zadanie zwykle bywało trodne pozniej jednak wraz ze wzrastajšca wprawa takie zgadki stawaly sie coraz latwiejsze i często w sposob intuicyjny szybko odszukiwalismy roznice. Podobnie jest z historia czesto nam Slazakom wpycha sie rozne klamstwa ktore nam mieszkancom tej ziemi zyjancym od pokolen kaze sie wyznawac, czy napewno w naszym interesie?. Ci slazacy co sa bardziej swiadomi mechanizmow widza ze to nieprawda, co z tego skoro nie maja argumentow by walczyc z tymi propagandowymi bredniami no coz na Slasku rzadzi polska telewizja,polska prasa, polskie radio, polska szkola, polskie nazwy ulic, polscy bohaterowie, wszystko to kluje w oczy nas Slazakow, jak dlugo jeszcze.To nowy polski Kulturkampf tym razem Leszka Milera przedtem AWS-u, kiedy to przerwiemy.
Chcialbym przedstawic artykul ktory wpadl mi w rece ktory demaskuje polska polityke wobec Slaska i Slazakow, ktora wyczuwamy intuicyjnie, zas nam Slazakom dostarczy argumentow w ewntualnych slownych potyczkach z polanami.
///////////////////////////////////////////////////
-----------------------------------------CUT HERE---------------------------------------------------------------
Kto kontroluje przeszło�ć, ten programuje przyszło�ć - to nie jest oczywistem profesorskim aforyzmem, lecz wyraża twarde nastawienie polityczne)
Cytat z ksišżki Valentin Falin'a "Zweite Front"
W odniesieniu do innych państw europejskich mieszkańców Polski cechuje wysoki stopień �wiadomo�ci historycznej. Nie zawsze jednak �wiadomo�ć ta oparta jest o fakty, a często jedynie odzwierciedla manipulowany przez dziesišciolecia obraz historii. Gdzie szukać przyczyn tego zjawiska i czy ma to jaki� wpływ na sytuacje dzisiejszš �lšska i na szansę jego dalszego rozwoju?
Na niektóre skutki podtrzymywania przestarzałych argumentacji pseudohistorycznych wskazuje Ludwik Stomma w artykule "Polityki" z dnia 15.7.1995: "Przemy�l a sprawy ważniejsze", w którym rozpisuje się na temat dzisiejszych nastrojów ludno�ci Przemy�la. Lektura tego artykułu pozwala przynajmniej w czę�ci zrozumieć przyczyny występujšcych dzisiaj nie tylko w rejonie Bieszczad napięć narodowych. Stomma rozpoczyna słowami: "Ludno�ć Przemy�la nie lubi Ukraińców", po czym fragmentarycznie nakre�la zarys konfliktów polsko-ukraińskich ostatnich czterystu lat. I tak, "od końca XVI wieku wybuchajš na Ukrainie raz po raz rozpaczliwie powstania kozackie" (w roku 1592, 1595, 1625, 1630, 1637, 1638, powstanie Chmielnickiego w roku 1648). Do tych cišgle powtarzajšcych się zrywów, w których kozacy najczę�ciej ginęli, "nie mogło przecież dochodzić bez żadnego powodu. Tym bardziej że majšce zastraszyć represje polskie przybierały tragiczne rozmiary. W kapitulujšcym pod Sołonicš taborze kozackim wymordowano na przykład około o�miu tysięcy Kozaków, ich żon i dzieci...". Pisarz narodowy Sienkiewicz "o kozackich rozpisujšc się bez miary, zbrodnie polskie ogranicza do kilku ekscesów wspaniałego skšdinšd Jeremiego Wi�niewskiego." W roku 1768 dochodzi do strasznej rzezi szlachty polskiej, na co w odwecie odziały polskie "urzšdzajš krwawš ła�nię na całej Kijowszczy�nie i Bracławszczy�nie. Jeńców odsyłano w głšb Rzeczypospolitej, gdzie nie patyczkowano się z nimi długo."
W tej tradycji stała też walka oddziałów UPA z oddziałami polskimi po roku 1945. "Nikt nie zaprzecza, że partyzanci z UPA dokonywali pacyfikacji polskich wiosek, jak i indywidualnych, działaniami wojskowymi nieusprawiedliwionych morderstw. Nie bez wzajemno�ci jednak." Nie miejsce tu, aby powtarzać za autorem fakty wskazujšce na terror wojsk polskich i masakry dokonywane na oddziałach ukraińskich i ludno�ci cywilnej. "Tylko do maja 1945 z ršk Wojsk Wewnętrznych i Wojska Polskiego padło ponad 1000 Ukraińców przy stratach własnych 18 zabitych; przy tej proporcji gros strat ukraińskich musieli stanowić pomordowani, a nie polegli." Stomma wylicza wiele tysišcy ofiar, po czym w podsumowaniu zaznacza, że "większš odpowiedzialno�ć ponosi Polska jako kraj silniejszy i majšcy przez wieki w stosunku do Ukrainy (a nie odwrotnie!) ambicje imperialne." Tego stwierdzenia jednak w dzisiejszej Polsce "proklamować się nie da. Stałoby to bowiem w sprzeczno�ci z podstawowym dogmatem dziejów polskich, który tak ostatnio sformułował senator Henryk Goryszewski: Przez tysišc lat nie byli�my agresorami. Mniejsze o Goryszewskiego, niech sobie Goryszewski mówi co chce. Tego samego jednak uczyły podręczniki okresu międzywojennego, to samo perswadowano mi w złej komunistycznej szkole, to samo wykłada się dzisiaj w IV Rzeczpospolitej. Polacy zawsze pacyfistycznie uspodobieni i zawsze przelewajš krew, a okrucieństwem się brzydzš. ... A wnioski z narodowego dogmatu sš oczywiste: skoro my�my nigdy agresorami nie byli, a tymczasem dzieje w podręczniku to bezustanny cišg wojen, oznacza to, że byli�my wcišż napadanii i krzywdzeni niewinnie. ... Czy można się więc dziwić mieszkańcom Przemy�la?" Stomma wskazuje dalej na potrzebę "głębokiej zmiany spojrzenia na własnš naszš historię. Dora�ne łatanie zapomnień i przeinaczeń daleko nie prowadzi. Owszem sš zbrodnie, które piętnować i przypominać należy, po�ród nich jednak, a może przede wszystkim - te nasze. Bo narody sprawiedliwe nie istniejš."
To co Stomma zauważyć w odniesieniu do polskich sšsiadów ze wschodu, możnaby spróbować rozcišgnšć na stosunek Polski do swojego zachodniego sšsiada. W historii kontaktów i konfliktów polsko-niemieckich również spotykamy się z fenomenem występowania głęboko zakorzenionych przesšdów, legend czy długo niekorygowanych niedomówień. O rozpowszechnionym nadal w Polsce stareotypie my�lowym �wiadczš chociażby słowa Jerzego Pomianowskiego, zaczerpnięte z tego samego wydania "Polityki", który stwierdza, że dzisiaj Niemcy porzuciły doktrynę rozrostu kosztem sšsiadów. Oczywi�cie jego sformuowanie o "zamachu na cudzš niepodlegfo�ć i ... sięganiu po cudze ziemie" odnosi się do historycznej doktryny Niemiec. Nikomu przecież w Polsce nie przyjdzie do głowy skojarzyć tych słów z historycznš postawš Polski wobec jej sšsiadów ze wschodu jak i zachodu, chociaż już np. proste porównanie etnicznego rozmieszczenia ludno�ci polskiej na poczštku wieku XX z granicami Polski lat międzywojennych lub po roku 45, powinno każdego pobudzić do (samo)kytycznej refleksji. Należałoby dodać, że wspieranie tego typu stereotypów informacyjnych i wypaczeń, nie wspiera pojednawczej funkcji Górnego �lšska, regionu o bogatej, zróżnicowanej, zawsze wielojęzykowej i nigdy jednolitej kulturze. Jego szansę na przyszło�ć leżš w rozbudowie współpracy na polu trójkšta polsko-�lšsko-niemieckiego. Pole to jest do dzisiaj zachwaszczone wieloma nieprzyjaznymi, cudzymi uprzedzeniami i dlatego tak �le owocuje.
Skierujmy uwagę na "przekręcenia" wiedzy z dziedziny historii stosunków polsko-�lšsko-niemieckich. Niektóre elementarne problemy interpretacyjne omawia Sigismunda Freiherr von Zedlitz w atrykule "Polnische Mythen", który opublikowany został w "Schlesische Nachrichten" 12/95. W czasie obchodów 50 rocznicy zakończenia drugiej wojny �wiatowej ponownie w Polsce używano starych sloganów propagandowych. Mówiono np. o "wyzwoleniu �lšska", o "powrocie do macierzy", o "etnicznie staropolskiej ziemi" i o "powrocie na ziemie ojców". Takie okre�lenia nie były tylko typowymi zwrotami polskiej propagandy komunistycznej, lecz także sš zro�nięte z polskš mistykš państwowš, która powstała w 120 latach polskich rozbiorów. Zwroty te zostały spopularyzowane przez Mickiewicza, Słowackiego, Sienkiewicza i innych. Słuszne dšżenie narodu polskiego do odzyskania niepodległo�ci doprowadziło do wytworzenia się mitów i symboli, które heroizowały często odległe okresy historyczne i odwoływały się do bohaterskich czynów, aby czerpać z nich siłę stawiania oporu. To oddziaływuje jednak po dzień dzsiejszy i nadal kształtuje obraz historii dużej czę�ci Polaków, w tym także przekonani