szwager_ze_laband
19.08.05, 15:13
Na Śląsku coraz luźniej
Mam ostatnio coraz bardziej perwersyjną passę, a pod moim adresem używa się
coraz wykwintniejszych określeń i przymiotników. Ostatnio, na kanwie artykułów
"Autonomia na wodzie pisana" i "Autonomia zniesiona nielegalnie?" w "Gazecie
Wyborczej" (o spotkaniu liderów autonomistów Górnego Śląska i Kaszubów, i
chęci podjęcia walki o samodzielność obydwu regionów), na forum Gazeta.pl
kilkaset osób zabrało natychmiast głos, co dowodzi żywego zainteresowania
poruszoną sprawą.
Jak zostałem wicebaronem
Właśnie tam jeden respondent, nazywający siebie "Rozbiorowiec 1", ni z gruchy,
ni pietruchy pisze: "Folksdojcz Kutz podjudza jak może!!!" i stwierdza: "Coraz
agresywniejszą antypolską i antypaństwową działalność tego agenta powinien
wziąć pod lupę Urząd Ochrony Państwa".
Zaś "Dziennik Zachodni" ogłasza tego samego dnia wyniki plebiscytu na
najlepszego i najgorszego parlamentarzystę województwa. Moja osoba znalazła
się na dziewiątym miejscu tych gorszych, tuż za Andrzejem Szarawarskim.
Jeszcze nigdy nie byłem wicebaronem! Gdybym był małostkowy, śmiałbym
przypuszczać, że za tą zabawą stoją ludzie z tej samej antropologicznej i
politycznej nacji, którzy w taki sposób realizują swoje pobożne życzenia.
Zwłaszcza że idzie kampania wyborcza do parlamentu RP VI kadencji, w której
niżej podpisany ma zamiar startować. Zwykle w podobnych przypadkach myślę
sobie: "Niech im ziemia lekką będzie!".
I choć nic mi nie sprawia większej radości jak zejście łajdaka do piekieł, to
jako pogański chrześcijanin życzę im najdłuższego żywota. Sprawa ta ma jednak
szerszy kontekst polityczny i społeczny: złość tej nacji darmozjadów, trutni i
jemioł nie może doczekać się siłowego ukręcenia łba zjawisku przebudzenia się
dumy Ślązaków, którzy z plebsu przeobrażają się w obywateli. A praca na rzecz
przeobrażenia mentalności Ślązaków jest dziś sprawą o fundamentalnym
znaczeniu. Także dla Polski, bo będzie ona taka, jaka będzie jakość
świadomości jej mieszkańców. Ale ci istni w ogóle nie uznają śląskości jako
takiej i w głębi ducha marzą o tym, aby wszyscy Ślązacy pojechali sobie
któregoś dnia w diabły. Kiedy stykam się z podobną erupcją zatrutej żółci,
myślę sobie, wzdychając w gwiaździsty firmament: Boże, ilu ludzi niepotrzebnie
przychodzi na świat! Jaki byłby świat piękny bez Wilhelma II, Bismarcka,
Lenina, Hitlera, Stalina, a nawet Grażyńskiego, a także towarzysza Zdzisława
Grudnia i jego kundli! Jesteśmy tylko gośćmi na swojej ziemi i miast cieszyć
się życiem i doskonalić, kochać wszystko, co żyje i jest piękne, musimy znosić
te stare i nowe al Kaidy! Za jakie grzechy? - pytam.
Skarb wycieka na emigrację
Nie wiem, jak dzielą się procesy przebudzeniowe pokoleniowo, czy na sprawy np.
autonomii Śląska większą wrażliwość wykazuje pokolenie starsze, czy młodsze,
choć po żywej reakcji w internecie sądzić należy, że prym wiodą ludzie młodzi,
co jest pocieszające, choć nie należy sprawy przeceniać i wyolbrzymiać.
Polityka społeczna w Polsce jest taka, jak każdy widzi. Poziom bezrobocia
wypycha i będzie wypychał najmłodszą generację na emigrację, która może
przybierać formy trwałe. Młode pokolenie kształci się zachłannie, by na innych
"papierach" niż ich przodkowie uciekać do Europy i tam szukać swojego
szczęścia. Młodzi ludzie z wyższym wykształceniem, nawet bezrobotni, to nie
jest już materiał na górników w Zagłębiu Ruhry.
Górny Śląsk ze swoimi problemami postindustrialnymi - i nie tylko - może stać
się obszarem największego exodusu pokolenia wyżu demograficznego. Jest ono też
nazywane - o ironio! - pokoleniem Jana Pawła II. Właśnie oddajemy go Europie
niejako w podzięce, że otworzyła przed nami swoje podwoje. W ten sposób
wycieka z Polski jej największy skarb narodowy. Nie wiemy tylko, w jakim
procencie na zawsze.
Niestety, narodowościowa polityka państwa wobec odmienności etnicznej Górnego
Śląska taką tendencję wymusza. Jeśli przypomnieć, że jej założenia są prawnie
korzystniejsze dla mniejszości niemieckiej na Śląsku od tych ze świadomością
odrębności etnicznej, to trudno dziwić się młodemu pokoleniu, że szczęścia
szukać będzie w innych krajach. Choćby z poczucia dumy [Znałem wielu
emigrantów z 1968 roku, czyli naszych polskich Żydów, którzy z tego powodu
opuścili Polskę]. Istnieje więc obawa, że śląskość będzie się w przyszłości
rozpływać. Okoliczności obiektywne są ku temu, jak powiadam, sprzyjające. Może
być w dalszej perspektywie i tak, że problem śląskości i mniejszości
niemieckiej w Polsce stanie się sprawą reliktową. Analogiczny problem udało
się Czechom rozwiązać w osiemdziesiąt kilka lat. I oto zdaje się w Polsce
idzie. W położnictwie taki zabieg nazywany jest porodem ze wspomaganiem. A
Ślązacy - ci z mentalnością plebejuszy - od pokoleń nauczeni są schodzenia
silniejszym z drogi. Mają to w genach. Zwłaszcza, że ich nie tak dawne bunty
zbiorowe przynosiły efekty przeciwne od oczekiwanych.
Gdy Polacy będą bogatsi
Dodajmy i to, że prognozy demograficzne zapowiadają w najbliższych
dziesięcioleciach stałe obniżanie stanu ludności w Polsce. Katowice mają dziś
325 tys. mieszkańców, za 15 lat będą miały 270 tys., a w roku 2030 już tylko
229 tys. Ludność Śląska zmniejszy się o 420 tys., a Polski o trzy miliony.
Słowem - będzie luźniej. Przyszli obywatele Polski będą o wiele bogatsi i nie
będą już musieli dla samorealizacji i szczęścia osobistego uwijać się po
świecie. Dziesięć milionów ludzi urodzonych w Polsce będzie co roku do starego
kraju przyjeżdżało na urlopy, a w tym czasie syta Europa otworzy się na
Ukrainę i Białoruś, i młodzi ludzie stamtąd będą u nas dokładnie w takiej
samej sytuacji, w jakiej nasze młode pokolenie jest w dniu dzisiejszym.