szwager_ze_laband
21.09.05, 13:17
Rozmowa ze slonskim slusarzem
W lazience cos sie zatkalo, rura chrapala przerazliwie az do przeciaglego
wycia, woda zas kapala ciurkiem. Po wypróbowaniu kilku domowych srodków
zaradczych (dlubanie w rurze szczoteczka do zebów, dmuchanie w otwór, ustna
perswazja itp.) - sprowadzilem slusarza.
Slusarz byl chudy, wysoki, z siwa szczecina na twarzy, w okularach na ostrym
nosie. Patrzyl spode lba wielkimi niebieskimi oczyma, jakims zalzawionym
wzrokiem. Wszedl do lazienki, pokrecil krany na wszystkie strony, stuknal
mlotkiem w rure i powiedzial - Ferszlus trzeba roztrajbowac.
Szybka ta diagnoza zaimponowala mi wprawdzie, nie mrugnalem jednak i
zapytalem - A dlaczego?
Slusarz byl zaskoczony moja ciekawoscia, ale po pierwszym odruchu
zdziwienia, które wyrazilo sie w spojrzeniu sponad okularów, chrzaknal i
rzekl - Bo droselklapa tandetnie blindowana i ryksztosuje.
- Aha - powiedzialem - rozumiem. Wiec gdyby droselklapa byla w swoim czasie
solidnie zablindowana, nie ryksztosowalaby teraz i roztrajbowanie ferszlusu
byloby zbyteczne.
- Ano, chyba... A teraz pufer trzeba lochowac, czyli dac mu szprajc, zeby
stender udychtowac.
Trzy razy stuknalem w kran mlotkiem, pokiwalem glowa i stwierdzilem - Nawet
slychac.
Slusarz spojrzal dosc zdumiony - Co slychac?
- Slychac, ze stender nie udychtowany. Ale przekonany jestem, ze gdy pan mu
da odpowiedni szprajc przez lochowanie pufra, to droselklapa zostanie
zablindowana, nie bedzie juz wiecej ryksztzosowac i co za tym idzie,
ferszlus bedzie roztrajbowany. I zmierzylem slusarza zimnym, bezczelnym
spojrzeniem.
Moja fachowa wymowa oraz nonszalancja, z jaka sypalem zaslyszanymi po raz
pierwszy w zyciu terminami, zbila z tropu ascetycznego slusarza. Poczul, ze
musi mi czyms zaimponowac. Ale teraz nie zrobie, bo holajzy nie zabralem. A
kosztowac bedzie reperacja - wyczekal chwile, by zmiazdzyc mnie efektem
ceny - kosztowac bedzie... 7 zlotych i 85 groszy.
- To nieduzo - odrzeklem spokojnie. - Myslalem, ze co najmniej dwa razy
tyle. Co zas dotyczy holajzy, to doprawdy nie widze potrzeby, aby pan mial
fatygowac sie po nia do domu. Spróbujemy bez holajzy.
Slusarz byl blady i nienawidzil mnie, usmiechnal sie drwiaco i powiedzial -
Bez holajzy? Jak ja mam bez holajzy lochbajtel krypowac? Zeby trychter byl
na szoner robiony, to tak. Ale on jest krajcowany i we flanszy zulajtungu
nie ma, to na sam abszwerwentyl nie zrobie.
- No, wie pan - zawolalem rozkladajac rece - czegos podobnego nie
spodziewalem sie po panu. Wiec ten trychter wedlug pana nie jest robiony na
schoner? Cha, cha, cha! Pusty smiech mnie bierze. Gdziez on na litosc Boga
jest krajcowany?
- Jak to, gdzie? - warknal slusarz - Przeciez ma kajle na iberlaufie.
Zarumienilem sie po uszy i szepnalem wstydliwie - Rzeczywiscie. Nie
zauwazylem, ze na iberlaufie jest kajla. W takim razie zwracam honor: bez
holajzy ani rusz.
I poszedl po holajze. Albowiem z powodu kajli na iberlaufie trychter
rzeczywiscie robiony byl na szoner, nie zas krajcowany, i bez holajzy w
zaden sposób nie udaloby sie zakrypowac lochbajtel w celu udychtowania pufra
i danie mu szprajcy przez lochowanie stendra, by roztrajbowac ferszlus,
który dlatego zle dziala, ze droselklape tandetnie zablindowano i teraz
ryksztosuje.