sss9
03.10.05, 15:40
(...)W ogóle można powiedzieć, że człowiek czysty jest pracowity.
Na przykład pół roku temu kolej malowania sieni przypadła na Jankowskiego.
Przyniósł więc z kantyny, która z kopalni otrzymała czerwoną farbę po niższych
cenach, od razu kilka wiader więcej, bo co się ma, to się ma, i zaraz po
fajerancie zaczął u góry malować. Najpierw czyściutko listewki u podłogi.
Pozwalał farbie ściekać za listwy, żeby wszystkie pluskwy pozdychały. Potem
pociągnął dylówkę, wyrównał dziury kitem szklarskim i na koniec położył klocki
i deski, by łatwiej było chodzić. Ale zostało jeszcze trochę farby, więc
pomalował też parapety okienne. Czerwone z czerwonym zawsze się zgodzi.
Pomalował też ramy okienne, żeby zanadto nie odbijały od reszty. Z farby
olejnej, która jeszcze została, wymalował wzdłuż sieni piękną lamperię. To
napewno nie zaszkodzi, bo farba olejna się tak nie brudzi jak farba robiona na
kleju roślinnym. Zostało jeszcze trochę farby, więc podwyższył lamperię o parę
centymetrów, trzykrotnie, aż doszedł do sufitu. Sufitu nie chciał malować, bo
to nie bardzo pasuje, sufity na czerwono. Resztą farby wypacykował drzwi
Pelce. Naturalnie za jego zgodą, jego baba nie miała tu nic do powiedzenia.
Pelka wlał mu za to parę sznapsów, a potem zaczęli obaj malować. Najpierw
drzwi Wondrasza, który też im nalał kilka głębszych, a potem drzwi Świętkowej,
bo o sobie uczciwy człowiek myśli na końcu. Ponieważ u Pelki parapety, ramy i
drzwi między pokojami też już były wytarte, więc wszystko pomalowali, a farbie
ciągle nie było końca. Pomalowali więc Pelce ściany pięknie na czerwono, a gdy
Pelka zaczęła beczeć, wypędzili ją na dwór. Dzieci były całe czerwone, bo
czegóż się można po takich smarkaczach spodziewać ? Smarowały po ścianach, gdy
matki nie było, i w ogóle używały sobie. Farby wystarczyłoby jeszcze na drzwi
Koenigów, ale tu już czuwała Świętkowa, aby Koenigowa nie odniosła jakiejś
korzyści z Jankowskiego. O północy Pelka z Jankowskim zasnęli, a resztą farby
Jankowski wysmarował następnego dnia latrynę od zewnątrz, od wewnątrz i sedes,
a Świętkowa umyślnie nie powiedziała o tym Koenigowej. Sądząc po odcisku tyłka
, musiała to być Koenigowa, która się tam przykleiła. I słusznie się stało !
Z farby, która pozostała, mógł jeszcze Jankowski swobodnie całą izbę
wymalować, dobrze to wyglądało. (...)
Janosch: Cholonek czyli dobry Pan Bóg z gliny, s.45-46, wyd.II, "Sląsk".