Dodaj do ulubionych

Doceńmy Polskę

IP: *.dip.t-dialin.net 24.12.03, 16:55
W każdym kraju można spotkać polonofilów. W czasach komunizmu w krajach
zwanych wtedy "demoludami" sporo ich było wśród krytycznie nastawionych
intelektualistów i dysydentów. Uczono się polskiego, bo zapewniał dostęp do
świata, do informacji. Język polski i polska kultura były rozsadnikiem idei
wolności. Społeczeństwa nie zawsze akceptowały oficjalnie zarządzoną
przyjaźń. Po 1989 r. stosunki z Czechami czy Węgrami nie poprawiły się tak
bardzo, jak można by się spodziewać. Zapanowała dziwna konkurencja, kto jest
bardziej "zachodni", kto najszybciej wyrwie się ze Wschodu. Dla naszych
wschodnich sąsiadów - Litwinów, Ukraińców i Białorusinów - jesteśmy już
Zachodem. Tu sympatia wzrosła, pozytywnie patrzy się na wspólne dziedzictwo
Rzeczypospolitej.
Zdecydowanych polonofobów spotyka się rzadko. Na zachodzie Europy wśród
postaw nieprzyjaznych przeważają raczej hamowane poprawością polityczną
uprzedzenie i skrywane lekceważenie. Wydaje mi się, że największymi
polonofobami są sami Polacy. Pełni kompleksów, zarazem żądni sukcesów,
rzadko szanują się nawzajem. Raczej wstydzą się swego kraju, niż go kochają.
Oczywiście, w żadnym kraju nie brak sceptyków i krytyków. W Polsce jednak
ten sceptycyzm i niewiara obejmuje także klasy, które gdzie indziej są
nośnikiem spontanicznego patriotyzmu. Amerykanie z niższych warstw i z
małych miast są żarliwymi patriotami. To oni walczyli w Wietnamie, gdy
dzieci z klas wyższych na uniwersytetach protestowały przeciw tej wojnie.
Niemcy z warstw niższych, mimo lat publicznego samobiczowania się za
nazistowską przeszłość przez lewicowych polityków i intelektualistów, są
przekonani, że są najbardziej pracowici, efektywni, najlepiej zorganizowani
(choć to już dawno przestało być prawdą), po prostu - lepsi. A ich kraj jest
najlepszym miejscem pod słońcem. Natomiast Polacy często mają negatywny
autostereotyp i zdecydowanie zaniżone oceny swego kraju.
A przecież, mimo wszystkich trudności i negatywnych zjawisk, od 1989 r.
dokonuje się awans Polski i Polaków. Zmienia się nasze miejsce na owej
wyimaginowanej mapie sentymentu i prestiżu. Coraz bardziej przesuwamy się w
stronę ciepłą, kultywowaną, normalną, dodatnio ocenianą. Jeszcze parę
miesięcy temu szokiem kulturowym dla wielu Europejczyków była wiadomość, że
Polacy mają zarządzać jedną ze stref w Iraku, a potem, że Hiszpanie mają się
znaleźć pod polskim dowództwem. Teraz jednym tchem mówi się o Polsce i
Hiszpanii. Mówi się krytycznie, ale fakt, że postrzegani jesteśmy w jednej
kategorii z Hiszpanią, sam w sobie jest wielką europejską rewolucją
świadomościową. Przecież jeszcze na początku lat 90. na konferencjach
naukowych przyjmowano z niedowierzaniem wiadomość, że Polska chciałaby
zostać członkiem NATO.
Powoli wracamy na miejsce nam należne. I jest to powód do dumy. Tym bardziej
że nikt niczego nie dał nam za darmo. Demokracji nie przynieśli nam Niemcy,
wolności - Francuzi, a poprawy sytuacji materialnej - Unia Europejska.
Polska, mierzona normalnymi miarami, a nie utopijnymi wyobrażeniami o
Europie czy Ameryce, jest krajem, który może przysparzać radości, prestiżu,
zasługiwać na ciepłe uczucia. Mamy Kraków - miasto kultowe na europejską
skalę. Warszawa tętni życiem. Odbudowaliśmy Wrocław i Gdańsk. Cudzoziemcy,
którzy przełamali barierę języka, wiedzą, jak żywe jest polskie życie
intelektualne. Mamy niezwykle inteligentnych młodych ludzi, często bijących
na głowę studentów niemieckich czy nawet amerykańskich. Zasługują oni na
znacznie lepsze uniwersytety. Wszyscy zasługujemy na znacznie lepsze państwo
i znacznie sprawniejszą gospodarkę. Lecz jeśli chcemy zmian, polubmy,
doceńmy i szanujmy siebie. Doceńmy Polskę. Pielęgnujmy nasze cnoty i zalety.
A innych lubmy bez przymilania się, bez niewolniczej imitacji i wymachiwania
białą flagą. Wtedy i oni nas bardziej polubią.
Obserwuj wątek
    • lech_niedzielski Re: Doceńmy Polskę 27.12.03, 22:15
      Transformacja ustroju politycznego Polski w latach 1944-1948
      prof. dr hab. Stanislaw Ciesielski

      Rozważania o transformacji ustrojowej dokonanej w Polsce w latach 1944-
      1948 wymagają poczynienia kilku uwag istotnych dla zakresu dalszych refleksji.
      Sprawa pierwsza to ustalenie co stanowi punkt wyjścia procesu transformacji,
      czy też mówiąc inaczej - jaki stan ustroju politycznego będzie brany pod uwagę
      jako to, co transformacji podlegało. Wbrew pozornej oczywistości tytułowego
      sformułowania możliwe są tu co najmniej dwa ujęcia. Pierwsze mieć będzie na
      uwadze transformację dokonaną pod hegemonią komunistów w stosunku do stanu
      sprzed uchwycenia przez nich władzy, a zatem punktem odniesienia czynić będzie
      ustrój Polski przedwrześniowej (ze zmianami dokonanymi w nim w czasie wojny).
      Ujęcie drugie stanowić może odpowiedź na pytanie: jaki był i jakim
      przeobrażeniom ulegał ustrój polityczny Polski już pod rządami obozu
      zdominowanego przez komunistów. Nie przeciwstawiając tu bynajmniej tych ujęć i
      nie przesądzając różnic w ich konkluzjach, trzeba wskazać, że wyznaczają one
      odmienne perspektywy postrzegania problemu: w pierwszym wypadku system budowany
      po 1944 r. zostaje zestawiony z systemem z gruntu komunistom obcym,
      postrzeganym przez nich jako przedmiot negacji i odrzucenia; w drugim wypadku
      uwaga badacza koncentruje się na tym, co działo się w obrębie systemu, którego
      kształt w decydującym stopniu wyznaczali komuniści.
      Gdy latem 1944 r. komuniści i ich sojusznicy-satelici na wyzwolonych spod
      okupacji niemieckiej terenach rozpoczynali budowę organizmu państwowego
      formalnie obowiązywały tam regulacje II Rzeczypospolitej, bowiem okupacja nie
      położyła kresu istnieniu państwa polskiego, jego instytucji i zasad
      ustrojowych. Legalne władze państwowe działające na obczyźnie i w okupowanym
      kraju, jakkolwiek w znacznej części wywodziły się z przedwojennej opozycji,
      stały na stanowisku ciągłości konstytucyjnej państwa, jednocześnie wielokrotnie
      deklarując, iż o przyszłym ustroju politycznym i społeczno-gospodarczym naród
      swobodnie zadecyduje po wojnie (1). Ośrodki partyjne i międzypartyjne
      stanowiące bazę tych władz w czasie wojny prowadziły prace programowe
      zmierzające do nowych regulacji ustrojowych po usunięciu okupantów. Ich
      najogólniejszą przesłanką było zapewnienie państwu trwałej niepodległości i
      stabilności. Na lewicy oraz wśród ugrupowań centrowych silne było dążenie do
      demokratyzacji ustroju zarówno w sensie politycznym, jak i społeczno-
      ekonomicznym. Część tych projektów o socjalistycznej i ludowcowej inspiracji,
      cechował spory radykalizm społeczny, jednakże zakorzenione one były w
      demokratyczno-parlamentarnej tradycji myśli politycznej i w zasadzie
      respektowały zasady legitymizmu, jakkolwiek wprost do konstytucji kwietniowej
      się nie odwoływały.
      Ustanowienie Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, a w pewnym sensie
      już powołanie do życia Krajowej Rady Narodowej - która sama siebie uznała za
      organ władzy, powołując się przy tym na wolę najszerszych mas społeczeństwa
      polskiego (2) - stanowiło złamanie dotychczasowych zasad ustrojowych. Jest
      tutaj rzeczą raczej drugoplanową czy złamanie owo miało charakter aktu
      rewolucyjnego, jak utrzymywała dawniejsza literatura o opcji prokomunistycznej,
      czy było formą obcej ingerencji, jak twierdzili przeciwnicy komunistów.
      Odczuwając jednak najwyraźniej potrzebę legitymizacji nie tylko poprzez
      swoiście definiowane racje narodowe (3), ale także przez nawiązanie do
      wcześniejszej formy państwa, komuniści odwołali się do konstytucji z 1921 r.
      Manifest PKWN stwierdzał: "Krajowa Rada Narodowa i Polski Komitet Wyzwolenia
      Narodowego działają na podstawie konstytucji z 17 marca 1921 roku, jedynie
      obowiązującej konstytucji legalnej, uchwalonej prawnie" (4). Był to zapis w
      oczywisty sposób sprzeczny z przywoływaną konstytucją, ta bowiem nie
      przewidywała istnienia KRN i PKWN, ani nawet możliwości powstanie tego rodzaju
      instytucji, nie mogły zatem one działać na jej podstawie. Ponieważ względów
      praktycznych, i z powodów doktrynalnych niemożliwe było mechaniczne
      przywrócenie obowiązywania ustawy zasadniczej z 1921 r., przeto jako podstawę
      ustroju nowej Polski wskazano jedynie jej "główne założenia", nie precyzując
      zresztą co to miało oznaczać. Przez wiele lat toczono później spory prawne i
      polityczne o sens tego sformułowania i o zakres obowiązywania konstytucji
      marcowej w powojennej Polsce (5). Rację jednak miał Konstanty Grzybowski,
      zwracając uwagę na dwa istotne momenty: 1) sformułowania Manifestu PKWN nie
      były normą prawną, a jedynie deklaracją, iż kompetencje i sposób działania
      organów państwowych "będą mniej więcej odpowiadały kompetencjom, sposobowi
      działania i wzajemnemu stosunkowi analogicznych organów z konstytucji marcowej"
      oraz 2) "Konstytucja marcowa obowiązuje nie dlatego, że została nielegalnie
      uchylona [...], ale dlatego, że taka jest wola nowych rządzących. Mamy do
      czynienia z pierwotnym powstaniem nowej władzy, a nie z powstaniem jej
      pochodnym, opartym na istniejącym i formalnie obowiązującym (choć gwałtem
      usuniętym) porządku prawnym" (6). Ustawodawstwo KRN wielokrotnie przy tym
      popadało w sprzeczność z konstytucją marcową i jej zasadami tak istotnymi, jak
      zasada zwierzchnictwa narodu czy podziału władzy państwowej. Odwołanie do
      konstytucji marcowej umożliwiało natomiast przechodzenie do porządku nad
      kwestią norm konstytucji kwietniowej, a zwłaszcza uprawnień instytucji przez
      nią ustanowionych. Komuniści i ich sojusznicy-satelici, uznawszy (m.in. w
      Manifeście PKWN) konstytucję z 1935 r. za nielegalnie narzuconą, a
      więc "bezprawną", nadto "faszystowską" w swej treści, z proklamacji tej czynili
      doniosłą przesłankę odmawiania prezydentowi Rzeczypospolitej, rządowi polskiemu
      oraz jego agendom prawa do wykonywania władzy (7). Miało to bezpośredni związek
      z prowadzoną podówczas walką polityczną o sposób rozstrzygnięcia sprawy
      polskiej. W toku negocjacji moskiewskich ze Stanisławem Mikołajczykiem jednym z
      poruszanych problemów było pytanie kto i na jakich zasadach powoła nowy rząd
      polski (8). Powierzenie tego zadania prezydentowi RP w myśl propozycji
      polskiego premiera było dla komunistów nie do przyjęcia nie tylko dlatego, że
      wiązało się z przyznaniem im w gabinecie statusu, jaki później w rządzie
      jedności narodowej miało PSL, ale przede wszystkim dlatego, że wpisywało ich w
      porządek prawno-ustrojowy, którego nie zamierzali respektować i w ramach
      którego słusznie nie widzieli szans na realizację swych zamysłów. Organy tego
      porządku - a także ludzie będący ich funkcjonariuszami - od początku znajdowały
      się po drugiej stronie barykady i były przez komunistów zwalczane. Odrzucając
      konstytucję z 1935 r., jako nielegalnie narzuconą społeczeństwu, można było
      nawiązywać do oskarżeń wysuwanych wobec obozu sanacyjnego przez przedwrześniową
      opozycję, odwoływać się do postaw jej zaplecza społecznego. Przede wszystkim
      zaś przynajmniej pozór legalizmu zyskiwała usilnie propagowana teza, iż polskie
      władze państwowe działające na podstawie owej "bezprawnej" konstytucji
      stanowiły władzę "nielegalną" i "samozwańczą". Dotyczyło to głównych instytucji
      cywilnych, istniejących na terenie kraju w podziemiu i ujawniających się wraz z
      likwidacją okupacji niemieckiej, i instytucji wojskowych, tzn. Armii Krajowej,
      a następnie Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj.
      Następne zagadnienie wiąże się z pytaniem o charakter interesującej nas
      tu cezury końcowej i o stan ustroju politycznego Polski w tym momencie.
      Odpowiedź na pierwszą część tego pytania musi przy tym brać pod uwagę zarówno
      wymiar doktrynalny, jak i materialny dokonywanych do 1948 r. przeobrażeń. Rok
      1948 r. tylko częściowo i tylko z pewnego punktu widzenia może być uznany za
      przełomowy ze względów ustrojowych. Zakres tego uznania zależny jest od
      rozpoznania konstyt
      • lech_niedzielski Re: Doceńmy Polskę 27.12.03, 22:17
        Zakres tego uznania zależny jest od rozpoznania konstytutywnych cech systemu
        politycznego budowanego od lipca 1944 r. pod przewodem komunistów, a z tego
        wynikać z tego musi dyrektywa wskazania doktrynalnego celu ustrojowego, do
        materializacji którego ci ostatni zmierzali.
        Nie może budzić wątpliwości, że punktem odniesienia wszelkich zamierzeń
        ustrojowych PPR był system radziecki (9) - jedyny zrealizowany wzorzec ustroju
        socjalistycznego, a jak niekiedy się sądzi w ogóle jedyny możliwy do
        zrealizowania (10). Było tak niezależnie od tego czy i w jakim stopniu
        poszczególni działacze (czy ich grupy) skłonni byli mechanicznie kopiować ten
        wzorzec w Polsce. W interesującym nas tu okresie niektórzy działacze PPR z jej
        sekretarzem generalnym Władysławem Gomułką na czele głośno mówili o "polskiej
        drodze do socjalizmu". Bez obawy popełnienia większego błędu można jednak
        stwierdzić, iż w haśle tym akcent padał na słowo droga, a nie na słowo
        socjalizm. Dyskusje toczone wewnątrz elit przywódczych PPR wskazywały, że nie
        było pełnej zgodności co do interpretacji charakteru przemian już dokonanych i
        dokonywanych w Polsce, ich zgodności z radzieckimi wzorami i doświadczeniami.
        Kontrowersje wywoływał sens pojęcia "demokracja ludowa" i jego odniesienie do
        dyktatury proletariatu (11). Odmiennie widziała te kwestie przynajmniej część
        działaczy PPS (12), ale niezależnie od ich wkładu intelektualnego w koncepcję
        socjalizmu, ostatecznie nie oni rozstrzygali o praktycznych posunięciach.
        Naczelną zasadą ustroju politycznego realizowaną przez komunistów w Polsce
        od 1944 r., choć przed 1948 r. rzadko publicznie artykułowaną, była hegemonia
        partii marksistowsko-leninowskiej (13). To partia owa - a PPR rezerwowała
        wyłącznie dla siebie miano takiej właśnie partii (14) - miała wytyczać kierunki
        rozwoju politycznego i społeczno-ekonomicznego kraju zgodnie z przyjętym przez
        siebie celem - zbudowaniem społeczeństwa socjalistycznego. Ona tylko uprawniona
        była do interpretowania tego celu, określania metod i tempa jego realizacji,
        wyznaczania grup i osób odpowiedzialnych za wykonywanie zadań na tej drodze.
        Wyjątkowo otwarcie i jednoznacznie przedstawił to Gomułka na wrześniowym plenum
        KC PPR w 1946 r.: : "Rzecz jasna, że tych wszystkich przemian nie byłoby, tak
        samo, jak nie byłoby pogłębienia, ustalenia tego reżimu, który dziś istnieje,
        gdyby nie nasza partia. Wszystko to jest wyłącznie zasługa naszej partii,
        wszystko to mamy do zawdzięczenia temu, że nasza partia posiada hegemonię.
        Gdyby nie ten warunek, nie mogłoby być mowy o ustanowieniu istniejącego reżimu
        politycznego, a jeszcze mniej o jego utrzymaniu. A zatem Polska może kroczyć po
        drodze rozwoju, Polskę można poprowadzić do ustroju socjalistycznego tylko pod
        jednym warunkiem, a mianowicie, gdy rolę hegemona, rolę przodownika obozu
        demokratycznego spełniać będzie nasza partia" (15). Działaniu partii miały być
        podporządkowane instytucje państwa, spełniając funkcje służebne i wykonawcze.
        To partia komunistyczna, a nie instytucje państwa realnie wytyczała cele i
        kierunki działania państwa. Partia sprawowała wobec tych instytucji
        zwierzchnictwo od zewnątrz i od wewnątrz, poprzez swoich członków i komórki
        zainstalowane w tych instytucjach, ale równocześnie nie przyjęto norm prawnych
        regulujących tę zależność. Formami swymi instytucje te mogły nawiązywać do
        systemu demokracji parlamentarnej, faktycznie ich treść była zmieniana.
        Dotyczyło to tak podstawowych instytucji jak parlament, rząd, samorządy, wymiar
        sprawiedliwości, aparat przymusu. Oczywiście na przestrzeni lat 1944-1948
        zaszły pod tym względem pewne zmiany. Od lipca 1944 r. do czerwca 1945 r.
        pozycja PPR w systemie władzy była pozycją hegemona. Po porozumieniu
        moskiewskim i utworzeniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej sytuacja nieco
        się zmieniła, ale trudno tę zmianę uznać za zasadniczą: pojawienie się
        specyficznej opozycji uczestniczącej jednak formalnie w sprawowaniu władzy nie
        wyeliminowało faktycznego zwierzchnictwa PPR wobec instytucji państwa, a co
        najwyżej w przypadku niektórych z nich (i to nielicznych) nieco ją ograniczyło.
        W rządzie, KRN i w aparacie administracyjnym obecni byli przedstawiciele sił
        politycznych niezależnych od komunistów, ale wpływ Mikołajczyka i jego
        stronników na decyzje ustrojowe i ważniejsze posunięcia polityczne był nader
        ograniczony (mechanizm podejmowania tych decyzji zasługuje zresztą bez
        wątpienia na odrębną analizę). Być może trafniejsze dla okresu od połowy 1945
        r. do 1947 r. byłoby określanie pozycji PPR w systemie władzy mianem dominacji,
        a nie hegemonii (16).
        W polskich warunkach partia komunistyczna nie stawiała wówczas przed sobą
        zadania pełnej monopolizacji sceny politycznej w tym sensie, iżby zniknąć z
        niej miały wszelkie inne ugrupowania. Charakterystyczne było natomiast
        zakreślenie wyraźnych ram ich działania. Przemawiając na I zjeździe PPR w
        grudniu 1945 r. Gomułka ujął to następująco: "Za skarb bezcenny uważamy ten
        klimat polityczny, który wytworzył się między partiami wchodzącymi w swoim
        czasie w skład PKWN. Za zdobycz bezcenną polskiej demokracji uważamy odrodzenie
        tych partii na nowej podstawie, na podstawie rewizji ich przeszłości. [...]
        Dlatego szanując różnice ideologiczne i programowe poszczególnych partii,
        bronić będziemy tego klimatu polskiej demokracji, jako gwarancji jej siły i
        zwycięstwa; dlatego bronić jej będziemy przed przesączaniem się miazmatów
        przedwrześniowych, które w prostej linii prowadza do tego, by przekształcić
        partie demokratyczne w narzędzie reakcji, prowadzą do rozkładu demokracji"
        (17). PPR akceptowała nawet - przynajmniej do czasu - istnienie ugrupowań
        opozycyjnych, wszelako spełniających określone warunki. Natomiast od początku
        wykluczono istnienie partii politycznych, którym przypisano atrybut
        reprezentowania interesów klas wywłaszczanych w toku zasadniczych przemian
        ekonomicznych. Posługiwano się wobec tych ugrupowań rozmaitymi etykietkami, nie
        stroniąc od nazywania ich nawet faszystowskimi. Sekretarz generalny PPR w
        czerwcu 1946 r. tak wyjaśniał to swoim partyjnym towarzyszom: "Nie znaczy to,
        że w warunkach polskich założyliśmy możliwość istnienia opozycji, partii, która
        by reprezentowała interesy wywłaszczonych warstw wielkokapitalistycznych. Myśmy
        w Manifeście Lipcowym powiedzieli, że w Polsce dla tego rodzaju partii miejsca
        nie będzie, czyli założywszy istnienie pewnej opozycji w Polsce, zakreśliliśmy
        jej pewne ramy, w których może istnieć i obracać się. Ta opozycja nielegalna,
        faszystowska, która istniała od pierwszej chwili w naszych warunkach, skazana
        jest na zniszczenie [...]" (18).
        Kierownictwo PPR dzieliło istniejące w kraju siły polityczne na trzy
        zasadnicze kategorie: 1) "siły ludowe, konsekwentnie demokratyczne",
        zmierzające do socjalizmu, 2) siły "liberalno-ludowe" i "liberalno-
        burżuazyjne", 3) ugrupowania "reakcyjno-faszystowskie" (19). Te ugrupowania i
        ośrodki polityczne, które zyskały kwalifikację do ostatniej grupy pozbawiono od
        razu możliwości legalnego działania. Warto jednak zwrócić uwagę, iż prawa do
        legalnej działalności odmówiono także ugrupowaniu, któremu tego rodzaju szyldu
        przypisać w żaden sposób nie było można, a mianowicie Polskiej Partii Socjalno-
        Demokratycznej, której pragnął utworzyć Zygmunt Żuławski. Zawęziwszy w ten
        sposób zdecydowanie spektrum istniejących partii politycznych, następnie PPR
        dążyła do zwasalizowania lub wyeliminowania zalegalizowanych rzeczywistych i
        potencjalnych przeciwników (PSL i SP). Jeszcze w końcu 1945 r. Gomułka
        wskazywał, że o ile siły te konsekwentnie nie poprą PPR i jej linii
        politycznej, to nieuchronnie będą musiały staczać się na pozycje współpracy
        z "reakcją" (20). W kontekście dyrektywy nieubłaganej walki z ową "reakcją",
        którą komuniści od początku konsekwentnie realizowali, perspektywa eliminacji
        • lech_niedzielski Re: Doceńmy Polskę 27.12.03, 22:19
          Gomułka wskazywał, że o ile siły te konsekwentnie nie poprą PPR i jej linii
          politycznej, to nieuchronnie będą musiały staczać się na pozycje współpracy
          z "reakcją" (20). W kontekście dyrektywy nieubłaganej walki z ową "reakcją",
          którą komuniści od początku konsekwentnie realizowali, perspektywa eliminacji
          tych ugrupowań nie mogła budzić wątpliwości. Z całą ostrością stanowisko to
          zaprezentowano zresztą Mikołajczykowi w toku rozmów w sprawie bloku wyborczego
          (21). Trzecim kierunkiem działania komunistów w zakresie "porządkowania" sceny
          politycznej było dążenie do marginalizacji sojuszników. Każdy z tych kierunków
          charakteryzował się pewną specyfiką form i metod postępowania. Nie pretendując
          tu do ich pełnej charakterystyki, warto jednak np. wskazać, iż
          wobec "zalegalizowanych" przeciwników z całą bezwzględnością zastosowano
          szeroki wachlarz metod administracyjnych, w tym przemoc fizyczną posuniętą do
          zabójstw, ale co najmniej równie ważne były rozmaite zabiegi socjotechniczne,
          zmierzające do pozbawienia ich bazy społecznej, wewnętrznej dekompozycji,
          złamania woli oporu. SL i SD kontrolowano od początku, m.in. za pomocą
          rozbudowanego systemu tzw. wtyczek usytuowanych zarówno w gremiach
          kierowniczych, jak i w terenie. Ugrupowania te w istocie nie stanowiły żadnego
          zagrożenia dla hegemonii komunistów, a przeciwnie - poprzez oddziaływania
          środowiskowe hegemonię te ułatwiały. Odmiennie rysowała się metoda działania
          wobec PPS, która będąc sojusznikiem, i to najsilniejszym, zarazem postrzegana
          była przez kierownictwo PPR jako konkurent, a momentami wręcz jako przeciwnik.
          Poniekąd było to zresztą uzasadnione, zwłaszcza postawami wcale licznej części
          działaczy średniego i niskiego szczebla. Zarówno ze względów doktrynalnych, jak
          i praktycznych PPS musiała zniknąć z polskiej mapy politycznej, a ukoronowaniem
          specyficznego postępowania komunistów wobec tej partii było tzw. zjednoczenie
          ruchu robotniczego (22). Co by o tym zjawisku nie powiedzieć, miało ono
          doniosłe znaczenie ustrojowe, przede wszystkim z uwagi na wspomniana zasadę
          hegemonii partii marksistowsko-leninowskiej. I jest to ważki argument za
          traktowaniem roku 1948 jako momentu znaczącego z punktu widzenia przemian
          ustroju politycznego Polski.
          Zasada kierowniczej roli partii marksistowsko-leninowskiej przekładała
          się na rzeczywistość polityczną na wiele sposobów. Kwestią podstawową było
          wykluczenie perspektywy oddania władzy przez tę partię, wyrażone ekspresis
          verbis w znanej wypowiedzi Gomułki (23). Była to fundamentalna zasada nowego
          ładu politycznego, której przyjęcie oznaczało drastyczne ograniczenie reguł
          swobodnej walki politycznej, kreowania władz państwowych poprzez akty wyborcze
          oraz rzeczywistej kontroli społecznej nad elitami władzy. Pociągała za sobą
          faktyczne zignorowanie mandatu społecznego wyrażanego w tradycyjnych formach
          demokracji parlamentarnej. Ponieważ równocześnie nie rezygnowano z form
          parlamentarnych i instalowano formalnie przedstawicielski system władzy,
          nieuniknione było dopuszczenie fałszerstw wyborczych jako metody realizacji
          wspomnianej zasady. Zwraca uwagę, iż nawet wśród działaczy PPS zdobyło sobie
          prawo obywatelstwa szczególne nastawienie do wyborów parlamentarnych. Już po
          ich sfałszowaniu Julian Hochfeld, akceptując to, co się stało, stwierdzał: "nam
          tych wyborów przegrać nie wolno, bo to byłaby katastrofa dla kraju, a
          odpowiedzialne ruchy polityczne nie mogą pozwolić sobie na luksus
          pięknoduchostwa" (24). Fałszerstwo wyborcze w imię ugruntowania tzw. władzy
          ludowej stawało się w istocie - wbrew nadziejom socjalistów pokroju Hochfelda -
          dopuszczalną normą a nie złamaniem normy, stawało się więc rozwiązaniem
          systemowym. Wykluczenie ewentualności oddania władzy zdecydowanie ograniczało
          realizację demokratycznych praw obywatelskich, nawet jeśli formalnie pojawiały
          się one w deklaracjach politycznych, bądź zapisach ustawowych. Dyrektywą dla
          aparatu państwowego było hasło: "Nie ma demokracji dla wrogów demokracji", przy
          czym to siła kierownicza, a ściślej jej elita decydowała o tym, kto jest, a kto
          nie jest wrogiem demokracji, wobec kogo zatem następuje wyłączenie
          standardowych uprawnień. Wbrew oczekiwaniom w omawianym tu okresie wachlarz
          owych wyłączeń bynajmniej się nie zmniejszał.
          Wspomniane wykluczenie oddania władzy niosło w konsekwencji drastyczne
          ograniczenie mechanizmów właściwych tradycyjnym systemom parlamentarnym.
          Ścieranie się przeciwstawnych sił politycznych przy takich założeniach musiało
          być postrzegane jako zjawisko zagrażające reżimowi. Gdy nie było jeszcze
          możliwe pełne wyeliminowanie tego zjawiska, komuniści starali się je
          przynajmniej ograniczyć nie dopuszczając do legalnej działalności niektórych
          ugrupowań, krępując swobodę działania innych, forsując ideę bloku wyborczego.
          Zapewniwszy sobie stabilizację panowania, przystąpili zaś do całkowitego
          usuwania rzeczywistej konkurencji między ugrupowaniami politycznymi, także
          sojuszniczymi. W połowie 1947 r. praktycznie zakończył się spór programowy
          między PPR a PPS i w interesującym nas okresie było to zamknięcie publicznej
          konfrontacji różnych programów politycznych, wizji ustrojowych i propozycji
          metod działalności politycznej (25). Samo kwestionowanie przywództwa partii
          marksistowsko-leninowskiej, a nie dopiero działanie na rzecz odebrania jej
          władzy, stawało się ostatecznie przestępstwem.
          Niektórzy historycy skłonni byli przypisywać PPR początkową wolę
          realizacji możliwie szerokiego porozumienia społecznego w imię zasady: "kto nie
          jest przeciwko nam, jest z nami". Dopiero opór materii społecznej, a przede
          wszystkim dyrektywy Stalina miały skłonić ich do zaostrzenia kursu, co
          przybrało postać tzw. zwrotu październikowego. Tak kategoryczne stawianie tego
          problemu nie wydaje się jednak zasadne. Nie ulega wątpliwości, że Stalin
          naciskał na kierownictwo PPR w kierunku zwiększenia stopnia sterroryzowania
          społeczeństwa, zasadnie chyba obawiając się, że w innym przypadku mogą powstać
          kłopoty z ustabilizowaniem władzy komunistów w Polsce. Warto jednak zauważyć,
          że wiele posunięć w tym kierunku PPR wykonała jeszcze przed wizytą swych
          liderów w Moskwie i przed sławetna reprymendą ze strony kremlowskiego
          dyktatora. Faktycznie bowiem partia ta od początku sprawowania władzy stała na
          gruncie trwałej i bezwzględnej eliminacji wszystkich sił i ośrodków, które nie
          mieściły się w promowanej przez nią formule ustrojowej. Dał temu później wyraz
          Gomułka w przytaczanej wyżej wypowiedzi na plenum KC w czerwcu 1946 r., ale
          wystarczy choćby prześledzić poczynania legislacyjne z sierpnia i września 1944
          r. by tezę tę uznać za zasadną. 31 sierpnia wydany został dekret "O wymiarze
          kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się
          nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego". Aczkolwiek
          do procesów żołnierzy i działaczy polskiego podziemia niepodległościowego
          oskarżanych z tego właśnie dekretu doszło dopiero później (najgłośniejszą stała
          się sprawa Emila Fieldorfa), to jednak traktowanie przez propagandę PKWN rządu
          polskiego na obczyźnie, jego krajowych ekspozytur oraz AK jako pomocników
          Hitlera czy narzędzia faszystowskich Niemiec nie pozostawiała wątpliwości
          przeciw komu będzie używana penalizacja zdrady narodowej. Do sądzenia tych
          przestępstw dekretem z 12 września 1944 r. powołano sądy specjalne. Dekret ów
          stwierdzał m.in. niewymagalność uzasadnienia aktu oskarżenia i wykluczał
          sprzeciw wobec tegoż aktu. 23 września - również na mocy dekretu PKWN - wszedł
          w życie Kodeks Karny Wojska Polskiego. Obejmował on m.in. zbrodnie stanu takie
          jak: usiłowanie pozbawienia państwa polskiego niepodległego bytu lub części
          terytorium, usiłowanie zmiany ustroju przemocą, działania przeciw jedności
          sojuszniczej Polski z państwem sprzymierzonym, publiczne znieważanie i
          wysz
          • lech_niedzielski Re: Doceńmy Polskę 27.12.03, 22:21
            Obejmował on m.in. zbrodnie stanu takie jak: usiłowanie pozbawienia państwa
            polskiego niepodległego bytu lub części terytorium, usiłowanie zmiany ustroju
            przemocą, działania przeciw jedności sojuszniczej Polski z państwem
            sprzymierzonym, publiczne znieważanie i wyszydzanie ustroju państwa,
            pochwalanie faszyzmu i tworzenie organizacji faszystowskich. Każda z tych
            zbrodni zagrożona była karą śmierci. Kodeks poprzez ogarnięcie tak szerokiego
            zakresu działań uznawanych za przestępcze przy jednoczesnej znacznej swobodzie
            interpretacji sensu poszczególnych zapisów mógł stanowić - i jak pokazała
            praktyka stanowił - instrument karania osób uprawiających działalność
            polityczną sprzeczną z linią PKWN. Tego samego dnia weszło w życie "Prawo o
            ustroju sądów wojskowych i prokuratury wojskowej". Oba te dekrety przewidywały
            możliwość objęcia ich działaniem także osób cywilnych, a wbrew zapisom drugiego
            z nich sprawy polityczne wobec cywilnych obywateli podlegały tym sądom nie
            tylko do końca wojny, ale aż do 1955 r. (26) Ukoronowaniem zainicjowanego w
            sierpniu procesu przekształcania prawa karnego w instrument władzy politycznej
            stał się osławiony dekret o ochronie państwa z 30 października 1944 r. Dekret
            penalizował działania takie jak: tworzenie organizacji mających na celu
            obalenie demokratycznego ustroju pastwa i uczestnictwo w nich lub udzielanie im
            pomocy, utrudnianie realizacji reformy rolnej lub nawoływanie do takich czynów,
            zamachy na polskie jednostki wojskowe i jednostki armii sprzymierzonych,
            działania o charakterze sabotażu i dywersji, posiadanie i handel aparatami
            radiowymi, tworzenie związków mających na celu przestępstwo i przynależność do
            takich związków, zabór mienia przy użyciu broni lub groźby jej użycia,
            uchylanie się od świadczenia osobistego lub rzeczowego oraz utrudnianie takich
            świadczeń, zaniechanie doniesienia władzom o wymienionych przestępstwach
            niezwłocznie po uzyskaniu o nich informacji. Z wszystkich jedenastu artykułów
            dekretu, obejmujących zarówno przestępstwa polityczne i przeciw porządkowi
            publicznemu, jak i gospodarcze, można było wymierzyć karę śmierci. Przestępstwa
            objęte dekretem październikowym objęte były kompetencją sądownictwa wojskowego,
            a dochodzenie w tych sprawach prowadziły urzędy bezpieczeństwa publicznego. W
            listopadzie 1945 r. dekret ów został zastąpiony dekretem o przestępstwach
            szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa, w którym rozszerzony
            został jeszcze wachlarz przestępstw zagrożonych drakońskimi karami i
            podlegających sądownictwu wojskowemu. Wreszcie w czerwcu 1946 r. wprowadzony
            został tzw. mały kodeks karny, konsumujący większość przepisów wymienionych
            dekretów i nadający im trwały charakter. Ustawodawstwo to, które słusznie bywa
            określane mianem ustawodawstwa stanu wyjątkowego (27), czerpało bez wątpienia
            inspirację z osławionego 58 artykułu kodeksu karnego Rosyjskiej Federacyjnej
            Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Miało to nie tylko swoistą wymowę w
            odniesieniu do problemu polskiej suwerenności, ale wskazywało także na
            konsekwentne włączanie - na wzór radziecki - prawodawstwa karnego i
            administracyjnego w orbitę działań stricte politycznych i podporządkowanie ich
            zadaniu zniszczenia przeciwników politycznych i ich społecznego zaplecza.
            Dotyczyło to wszystkich sił i ośrodków uznanych za wrogie, niezależnie od ich
            oblicza społecznego i politycznego, od tego czy były prawicowe, czy lewicowe.
            Lata 1944-1948 były z tego punktu widzenia okresem nie tyle ewolucji założeń,
            co zmiany warunków, w jakich założenia te urzeczywistniano. Latem 1948 r.
            odsunięto od władzy (a później represjonowano) tych, którzy ów program
            realizowali, okazało się bowiem, że proponowane przez nich tempo i zakres
            dalszych poczynań nie odpowiadały nowym warunkom.
            Dopuszczenie metod administracyjnych oraz przemocy jako środków walki
            politycznej miało oczywisty wymiar ustrojowy, nawet jeśli towarzyszyło temu -
            zwłaszcza ze strony PPS - eksponowanie przejściowości takiego postępowania, a
            poniekąd i wstrętu do nich. Sankcjonowanie tego poprzez odwołania do "logiki
            rewolucji", interesu szerokich mas itp. właśnie ten ustrojowy wymiar
            podkreślało. Nie miejsce tu na szczegółową analizę form i zakresu stosowania
            metod administracyjnych i policyjnych czy też wprzęgnięcia aparatu państwa w
            mechanizm terroryzowania społeczeństwa. Trzeba jednak stwierdzić, że zjawiska
            te nie miały charakteru incydentalnego, przypadkowego, lecz stanowiły
            ideologicznie uzasadniany składnik systemu, współdecydujący o jego obliczu.
            Zasada hegemonicznej roli partii marksistowsko-leninowskiej musiała być
            zakotwiczona w doktrynalnej wykładni określonego interesu społecznego,
            zdefiniowanego - właśnie z uwagi na takie oblicze ideologiczne tej partii - w
            kategoriach klasowych. Komuniści polscy w pierwszych latach po wojnie starali
            się unikać publicznego definiowania klasowego stanowiska, chętniej odwołując
            się do haseł narodowych. Jednakże nie ulega wątpliwości, iż kierowali się
            swoistą interpretacją klasowej treści państwa, wielokrotnie definiowali nowy
            reżim jako "władzę robotników i chłopów". Jakkolwiek wielokrotnie posługiwano
            się wówczas sformułowaniami odwołującymi się do racji narodowych,
            charakteryzującymi państwo jako instytucję całego narodu, a nawet głoszono, że
            PPR stała na czele całego narodu, to przecież pojęciu narodu nadawano zarazem
            określony sens polityczny i społeczny, najprościej ujęty przez Gomułkę, który
            stwierdził, że lud pracujący "wyłącznie ma prawo nazywać siebie narodem" (28).
            W obrębie mas pracujących (ludu pracującego) istniała charakterystyczna
            gradacja. "najlepszą część narodu" stanowiła klasa robotnicza i jej przypaść
            musiała czołowa rola społeczna w nowej Polsce. Dalej dopiero szły inne warstwy
            ludu pracującego. Plastycznie wyrażała to treść odezwy 1-majowej z 1947
            r.: "Kamieniem węgielnym Polski Ludowej i źródłem siły całego naszego narodu i
            państwa jest jedność klasy robotniczej [...] Polska Ludowa opiera swój byt o
            sojusz robotniczo-chłopski. [...] Tylko wspólny wysiłek i wspólna praca
            robotnika i chłopa polskiego cementują fundament władzy ludowej [...] Siła
            narodu polskiego - to łączność robotnika i chłopa polskiego z inteligencja
            pracującą. [...] Klasa robotnicza, która przewodzi w walce o niepodległość i
            przewodzi dziś w odbudowie kraju, wzięła wspólnie z chłopem i inteligentem
            pracującym odpowiedzialność za losy całego narodu" (29).
            Zasada suwerenności ludu pracującego (choć nie od początku artykułowana)
            była uzasadnieniem dla politycznego różnicowania statusu poszczególnych grup
            społecznych, a ściślej dla ograniczania praw tych grup, które pojęciem ludu
            pracującego objęte nie były. Zakres tego pojęcia mógł zaś być i rzeczywiście
            był traktowany elastycznie, co widoczne było szczególnie w odniesieniu do
            chłopstwa, którego części były wyłączane poza obręb "ludu pracującego", w
            następstwie czego uruchamiane były procesy dyskryminacyjne, a niekiedy i
            represyjne. Ograniczenie praw politycznych tych grup, które "ludem pracującym"
            nie były z racji posiadania środków produkcji, przekładało się w języku
            polityki i propagandy na oskarżenia o reakcyjność, wrogość wobec władzy ludowej
            itp. Na tej podstawie drastycznie okrojono na samym wstępie polską scenę
            polityczną, odmawiając prawa do legalnej działalności obozowi narodowemu i
            części obozu socjalistycznego, marginalizując Stronnictwo Pracy, wreszcie
            rozbijając ruch ludowy i zwalczając Polskie Stronnictwo Ludowe.
            Demokrację ludową określano początkowo (po zwrocie dokonanym latem 1948
            r. uległo to bowiem zmianie) chętnie jako formę ustrojową odmienną od dyktatury
            proletariatu, której właściwą realizację na ogół widziano w ustroju radzieckim.
            Nie miejsce tu na rozważania o rzeczywistych różnicach i podobieństwach między
            dyktaturą proletariatu utożsamianą z u
            • lech_niedzielski Re: Doceńmy Polskę 27.12.03, 22:23
              Nie miejsce tu na szczegółową analizę form i zakresu stosowania metod
              administracyjnych i policyjnych czy też wprzęgnięcia aparatu państwa w
              mechanizm terroryzowania społeczeństwa. Trzeba jednak stwierdzić, że zjawiska
              te nie miały charakteru incydentalnego, przypadkowego, lecz stanowiły
              ideologicznie uzasadniany składnik systemu, współdecydujący o jego obliczu.
              Zasada hegemonicznej roli partii marksistowsko-leninowskiej musiała być
              zakotwiczona w doktrynalnej wykładni określonego interesu społecznego,
              zdefiniowanego - właśnie z uwagi na takie oblicze ideologiczne tej partii - w
              kategoriach klasowych. Komuniści polscy w pierwszych latach po wojnie starali
              się unikać publicznego definiowania klasowego stanowiska, chętniej odwołując
              się do haseł narodowych. Jednakże nie ulega wątpliwości, iż kierowali się
              swoistą interpretacją klasowej treści państwa, wielokrotnie definiowali nowy
              reżim jako "władzę robotników i chłopów". Jakkolwiek wielokrotnie posługiwano
              się wówczas sformułowaniami odwołującymi się do racji narodowych,
              charakteryzującymi państwo jako instytucję całego narodu, a nawet głoszono, że
              PPR stała na czele całego narodu, to przecież pojęciu narodu nadawano zarazem
              określony sens polityczny i społeczny, najprościej ujęty przez Gomułkę, który
              stwierdził, że lud pracujący "wyłącznie ma prawo nazywać siebie narodem" (28).
              W obrębie mas pracujących (ludu pracującego) istniała charakterystyczna
              gradacja. "najlepszą część narodu" stanowiła klasa robotnicza i jej przypaść
              musiała czołowa rola społeczna w nowej Polsce. Dalej dopiero szły inne warstwy
              ludu pracującego. Plastycznie wyrażała to treść odezwy 1-majowej z 1947
              r.: "Kamieniem węgielnym Polski Ludowej i źródłem siły całego naszego narodu i
              państwa jest jedność klasy robotniczej [...] Polska Ludowa opiera swój byt o
              sojusz robotniczo-chłopski. [...] Tylko wspólny wysiłek i wspólna praca
              robotnika i chłopa polskiego cementują fundament władzy ludowej [...] Siła
              narodu polskiego - to łączność robotnika i chłopa polskiego z inteligencja
              pracującą. [...] Klasa robotnicza, która przewodzi w walce o niepodległość i
              przewodzi dziś w odbudowie kraju, wzięła wspólnie z chłopem i inteligentem
              pracującym odpowiedzialność za losy całego narodu" (29).
              Zasada suwerenności ludu pracującego (choć nie od początku artykułowana)
              była uzasadnieniem dla politycznego różnicowania statusu poszczególnych grup
              społecznych, a ściślej dla ograniczania praw tych grup, które pojęciem ludu
              pracującego objęte nie były. Zakres tego pojęcia mógł zaś być i rzeczywiście
              był traktowany elastycznie, co widoczne było szczególnie w odniesieniu do
              chłopstwa, którego części były wyłączane poza obręb "ludu pracującego", w
              następstwie czego uruchamiane były procesy dyskryminacyjne, a niekiedy i
              represyjne. Ograniczenie praw politycznych tych grup, które "ludem pracującym"
              nie były z racji posiadania środków produkcji, przekładało się w języku
              polityki i propagandy na oskarżenia o reakcyjność, wrogość wobec władzy ludowej
              itp. Na tej podstawie drastycznie okrojono na samym wstępie polską scenę
              polityczną, odmawiając prawa do legalnej działalności obozowi narodowemu i
              części obozu socjalistycznego, marginalizując Stronnictwo Pracy, wreszcie
              rozbijając ruch ludowy i zwalczając Polskie Stronnictwo Ludowe.
              Demokrację ludową określano początkowo (po zwrocie dokonanym latem 1948
              r. uległo to bowiem zmianie) chętnie jako formę ustrojową odmienną od dyktatury
              proletariatu, której właściwą realizację na ogół widziano w ustroju radzieckim.
              Nie miejsce tu na rozważania o rzeczywistych różnicach i podobieństwach między
              dyktaturą proletariatu utożsamianą z ustrojem ZSRR a demokracją ludową. Trzeba
              wszelako stwierdzić - a ma to z interesującego nas tu punktu widzenia
              absolutnie podstawowe znaczenie - że w obu przypadkach misja realizacji zasad
              ustrojowych wyznaczała partii marksistowsko-leninowskiej szczególne miejsce.
              Dlatego właśnie zasadę jej hegemonicznej roli należy uznać za podstawową dla
              rzeczywistego funkcjonowania ustroju.
              Zasada suwerenności ludu pracującego realizować się miała poprzez system
              sprawowania władzy określany jako przedstawicielski. W interesującym nas
              okresie system ów przeszedł zmiany, jednakże trudno je uznać za jakościowe. Do
              wyborów styczniowych rolę organu parlamentarnego spełniały Krajowa Rada
              Narodowa i jej Prezydium. O charakterze tej instytucji przesądziły okoliczności
              jej utworzenia - KRN powstała z inicjatywy komunistów i pod ich dyktando.
              Działacze niekomunistyczni, którzy znaleźli się w pierwotnym składzie Rady nie
              dysponowali ani osobistym autorytetem, ani szerszym zapleczem politycznym.
              Najpoważniejszą grupę spoza PPR tworzyli działacze Robotniczej Partii Polskich
              Socjalistów z rozłamowej grupy Edwarda Osóbki-Morawskiego, ale przecież i oni
              nie dysponowali znaczniejszymi wpływami społecznymi. Późniejsze zmiany,
              przeprowadzane na drodze kooptacji, uzgadniane były w toku rokowań elit
              politycznych i nie naruszyły w istotny sposób początkowego układu, zapewniając
              komunistom i ich stronnikom możliwość przeprowadzania pożądanych przez nich
              decyzji prawodawczych. Nie zmieniło tego ani wprowadzenie do składu Rady
              działaczy socjalistycznych, ani nawet przedstawicieli PSL, nie byli oni bowiem
              w stanie ani przeforsować własnych propozycji, ani zablokować inicjatyw
              komunistów.
              W istocie dotyczyło to także Sejmu Ustawodawczego wyłonionego w wyniku
              sfałszowanych wyborów w styczniu 1947 r. Utworzenie parlamentu czyniło zadość
              formalnym wymogom demokracji i dowodzić miało stabilizacji sytuacji w kraju.
              Faktycznie zaś było istotnym krokiem na drodze do utrwalenia systemu, który z
              demokracją parlamentarną poza fasadami miał niewiele wspólnego i w orbicie
              którego demokracja taka wcale nie była istotną wartością. Utrzymywanie takiej
              fasady paradoksalnie dowodziło jednak potrzeby osadzenia się w tradycji
              demokratycznej i demonstrowania szacunku dla mechanizmów życia politycznego i
              państwowego, które faktycznie po stronie komunistów miano w głębokiej
              pogardzie.
              Manifest PKWN, proklamując KRN jako jedyne legalne źródło władzy w Polsce
              zarazem sytuował sam PKWN jako organ władzy wykonawczej. Charakter relacji
              między KRN a PKWN wywoływał niejednokrotnie polemiki, szczególnie w kontekście
              rozważań o zasadach podziału władzy czy też jego braku. Nie wchodząc tu w
              zawiłości prawniczych dywagacji na ten temat, odnotować należy dwa podstawowe
              zjawiska, istotne dla ówczesnego ustroju politycznego Polski. Po pierwsze - w
              warunkach toczącej się jeszcze wojny, a następnie odbudowy niebywale
              zniszczonego kraju, odbudowy połączonej z głębokimi przemianami ludnościowymi i
              ekonomicznymi, naturalna była preponderancja egzekutywy nad legislatywą. Po
              drugie - nie istniały początkowo normy prawne regulujące odniesienia między KRN
              a PKWN, a wspomniane wyżej zasady konstytucji marcowej mogły stanowić jedynie
              ogólną wskazówkę w zakresie, co trafnie odnotował w cytowanej wypowiedzi
              K.Grzybowski. Istotniejsze wydaje się, że intencją kierownictwa PPR bynajmniej
              nie było odtwarzanie tradycyjnych reguł systemu parlamentarno-gabinetowego
              także i w tym zakresie. PKWN formalnie został powołany na mocy ustawy KRN z 21
              lipca 1944 r., choć faktycznie współuczestniczyli w tym jedynie nieliczni
              członkowie Rady, a źródłem decyzji była wola Stalina. KRN dopiero ex post
              nadała tej decyzji ramy prawne. W praktyce PKWN od początku był czymś wiecej
              niż tylko organem wykonawczym i jego działania "tylko incydentalnie i tylko w
              rozmiarze nader skromnym mogły być poddane dyrektywom oraz kontroli Krajowej
              Rady Narodowej, a raczej jej Prezydium" (30). 15 sierpnia 1944 r. na swej
              pierwszej sesji w Lublinie KRN uchwaliła ustawę o trybie wydawania dekretów z
              mocą ustaw, na podstawie której PKWN mógł wydawać dekrety we wszystkich
              sprawach o
              • lech_niedzielski Re: Doceńmy Polskę 27.12.03, 22:26
                W praktyce PKWN od początku był czymś wiecej niż tylko organem wykonawczym i
                jego działania "tylko incydentalnie i tylko w rozmiarze nader skromnym mogły
                być poddane dyrektywom oraz kontroli Krajowej Rady Narodowej, a raczej jej
                Prezydium" (30). 15 sierpnia 1944 r. na swej pierwszej sesji w Lublinie KRN
                uchwaliła ustawę o trybie wydawania dekretów z mocą ustaw, na podstawie której
                PKWN mógł wydawać dekrety we wszystkich sprawach objętych regulacją ustawową w
                myśl konstytucji marcowej, za wyjątkiem ratyfikowania umów międzynarodowych
                oraz powołania rządu. Tryb ten obowiązywał przez cały interesujący nas tu
                okres, a więc także po zakończeniu wojny, której tokiem motywowano jego
                wprowadzenie. Oznaczało to drastyczne uszczuplenie w praktyce kompetencji
                legislatywy na rzecz rządu i jednoczesne znaczące zatarcie podziału władzy na
                ustawodawczą i wykonawczą. Istota zagadnienia tkwiła jednak w tym, że
                rzeczywiste centra decyzyjne znajdowały się poza obu tymi organami władzy i nie
                podlegały żadnym formom społecznej kontroli, choćby w postaci aktu wyborczego,
                ten bowiem przy poważnym traktowaniu zasady wykluczenia oddania przez
                komunistów władzy stać się musiał maskaradą.
                Zasadnicze znaczenie miało uczynienie z KRN władzy zwierzchniej w
                stosunku do terenowych rad narodowych. Warto w tym kontekście zwrócić uwagę, iż
                strukturę i zakres działania KRN uregulowano tym samym aktem prawnym, który
                traktował o terenowych radach narodowych, co wyrażało ideę traktowania
                wszystkich tych organów jako jednolitego systemu. Po zakończeniu działalności
                przez KRN jej funkcje w tym zakresie przejęła Rada Państwa. Jeśli wziąć pod
                uwagę tendencję do upartyjnienia państwa wynikającą w oczywisty sposób z
                dyrektywy kierowniczej roli partii marksistowsko-leninowskiej, to nie będzie
                ulegało wątpliwości zasadnicze przeobrażenie ustroju politycznego dokonane w
                tym właśnie zakresie.
                W Manifeście PKWN stwierdzono, że Komitet sprawuje swą władzę poprzez
                wojewódzkie, powiatowe, miejskie i gminne rady narodowe, a więc organy z mocy
                Statutu Tymczasowego Rad Narodowych podporządkowane KRN. Koncepcja ta,
                zakładająca powierzenie pełni władzy radom narodowym, została bardzo szybko
                zarzucona. Już 21 sierpnia 1944 r. PKWN w drodze dekretu ustanowił jednoosobowe
                organy administracji w postaci wojewodów i starostów, poddając je tylko w
                ograniczonym stopniu kontroli rad, a ściślej ich prezydiów. System rad
                narodowych jako jednolitych organów władzy, wyraźnie wzorowany na radzieckim,
                został w ten sposób na pewien czas zachwiany i dopiero w 1950 r. powrócono do
                pierwotnej koncepcji. Rady narodowe zgodnie z ustawą z 11 września 1944 r.
                pozostały natomiast jednolitym systemem organów nominalnie przedstawicielskich,
                choć ich kształt z rzeczywistym przedstawicielstwem obywateli nie miał wiele
                wspólnego z racji kooptacyjnego mechanizmu kształtowania ich składu. Terenowe
                rady narodowe uznane zostały następnie (na podstawie dekretu PKWN z 23
                listopada 1944 r.) za organy uchwałodawcze samorządu terytorialnego, a wydziały
                wojewódzkie i powiatowe oraz zarządy wiejskie i miejskie czyli organy
                wykonawcze samorządu terytorialnego za organy wykonawcze rad narodowych
                odpowiednich szczebli. Samorząd terytorialny w ten sposób stał się elementem
                aparatu państwa, tracąc swój lokalny i samorządny charakter. Nastąpiło rzecz by
                można upaństwowienie samorządu. Biorąc pod uwagę hierarchiczny charakter
                systemu rad narodowych oraz traktowanie ich nie jako reprezentacji lokalnych
                interesów, lecz wyraz woli całego ludu pracującego, trudno zapisane w dekrecie
                listopadowym uznanie samorządu terytorialnego za korporację prawa publicznego
                określić inaczej niż jako fasadowe.
                Rady narodowe nie były jedynym nowym tworem w polskim systemie tego
                okresu. Ważką rolę nie tylko polityczną, ale i ustrojową odegrały też inne
                instytucje życia społecznego, powołane lub przeobrażone z inicjatywy
                komunistów. Warto wskazać przede wszystkim dwa tylko, ale znaczące przykłady.
                Pierwszy to sposób podejścia do ruchu spółdzielczego. PPR od początku nastawiła
                się na unifikację ruchu spółdzielczego i przekształcenia go w podporządkowany
                sobie instrument oddziaływania społecznego. Wobec wpływów socjalistów i
                ludowców w istniejących już organizacjach spółdzielczych, komuniści podjęli
                inicjatywy, które umożliwiłyby im osiągnięcie zamierzonego celu. W odniesieniu
                do wsi przybrało to formę Związku Samopomocy Chłopskiej, któremu od początku
                stawiano jasne cele polityczne, zwłaszcza zadanie stworzenia warunków do
                przebudowy gospodarki rolnej (31). ZSCh uzyskał rychło szerokie kompetencje,
                jego przedstawiciele z mocy przepisów zasiedli w różnych instytucjach i
                gremiach mających bezpośredni wpływ na życie wsi. W 1947 r. Samopomoc Chłopska
                stała się niemal monopolistą na terenie wiejskim, a pozostając formalnie
                organizacją społeczną wmontowana została w znacznym stopniu w mechanizmy
                działania aparatu państwa. Szczególnym tego przejawem było powierzenie jej z
                dniem 1 stycznia 1947 r. funkcji wykonywanych dotąd przez rozwiązane izby
                rolnicze. Jednoznacznie tę rolę ZSCh zaprezentował wiceminister rolnictwa
                S.Tkaczow oświadczając: "Samopomoc Chłopska z biegiem czasu musi być egzekutywą
                Ministerstwa Rolnictwa w wykonaniu pewnych zadań" (32).
                Przykład drugi to powołanie 23 września 1946 r. do życia Rady Szkół
                Wyższych przy premierze, która uzyskała niezwykle szerokie kompetencje w
                powołującej ją ustawie, rozszerzone jeszcze rozporządzeniem wykonawczym Prezesa
                Rady Ministrów z 23 września 1946 r. Rada stała się de facto drugim
                ministerstwem, skutecznie przyczyniając się do ograniczenia autonomii wyższych
                uczelni i umożliwiając dalszy proces przemian strukturalnych w szkolnictwie
                wyższym i jego podporządkowanie władzom politycznym (33). Oba wymienione
                przykłady pozornie nie mieszczą się bezpośrednio w sferze rozwiązań polityczno-
                ustrojowych, faktycznie jednak wskazane w nich instytucje poprzez przypisane im
                atrybuty miały właśnie poważne znaczenie ustrojowe.
                W lutym 1947 r. wyłoniony na podstawie sfałszowanych wyborów Sejm
                Ustawodawczy uchwalił dwa akty określające podstawy funkcjonowania państwa. 19
                lutego przyjęto ustawę konstytucyjną o ustroju i zakresie działania najwyższych
                organów Rzeczypospolitej Polskiej, zwaną Małą Konstytucją. W części odwoływała
                się ona do zapisów konstytucji z 1921 r. jako nadal obowiązujących, w części
                wprowadzała nowe regulacje. Najważniejsze z nich to ustanowienie Rady Państwa
                (złożonej z prezydenta RP, marszałka i wicemarszałków sejmu, prezesa Najwyższej
                Izby Kontroli, a w czasie wojny także naczelnego dowódcy Wojska Polskiego, oraz
                ewentualnie z innych członków wybranych przez sejm), którą uznano za organ
                władzy wykonawczej oraz powierzenie sejmowi zadania określania "zasadniczego
                kierunku polityki Państwa". Zdania na temat roli tzw. Małej Konstytucji są
                wśród historyków podzielone i to zarówno w odniesieniu do roli przypisywanej
                jej przez władze, jak i rzeczywistego znaczenie ustanowionych przez nią norm.
                Wydaje się, że absolutyzowanie jakichkolwiek zapisów konstytucyjnych, a zapisów
                ustaw zasadniczych w państwach socjalistycznych (budujących socjalizm) w
                szczególności, nie prowadzi do trafnego rozpoznawania konstytutywnych cech
                istniejącego tam ustroju. Konstytucja radziecka, tzw. stalinowska, zawierała
                wszak regulacje mogące stanowić wzór rozwiązań demokratycznych. Nie wynikało
                jednak z tego wiele dla rzeczywistego funkcjonowania systemu radzieckiego.
                Krystyna Kersten uznała, że tzw. Mała Konstytucja "zachowując pozory utrzymania
                parlamentarnego gabinetowego systemu rządów, sankcjonowała nowa strukturę w
                postaci rad narodowych oraz Rady Państwa [...] tkwiła między zasadami
                ustrojowymi demokracji parlamentarnej a zasadami radzieckiego systemu
                politycznego" (34), zarazem jednak "zbliżała ustrój polski do us
                • lech_niedzielski Re: Doceńmy Polskę 27.12.03, 22:28
                  Mała Konstytucja "zachowując pozory utrzymania parlamentarnego gabinetowego
                  systemu rządów, sankcjonowała nowa strukturę w postaci rad narodowych oraz Rady
                  Państwa [...] tkwiła między zasadami ustrojowymi demokracji parlamentarnej a
                  zasadami radzieckiego systemu politycznego" (34), zarazem jednak "zbliżała
                  ustrój polski do ustroju radzieckiego, co prawda w sposób ograniczony jeszcze i
                  przesłonięty tradycyjnymi formami ustrojowymi" (35). Powołanie do życia
                  instytucji Rady Państwa zdecydowanie łamało zasadę trójpodziału władzy, a z
                  wypowiedzi w toku sejmowej dyskusji nad projektem konstytucyjnym wnosić można,
                  iż czyniono to w pełni świadomie, traktując to jako nadanie ustrojowi
                  specyficznej cechy. Ale nie mniej ważne było z tego punktu widzenia było
                  wspomniane wcześniej wyposażenie rządu w niemal nieograniczone prawo
                  dekretowania. Można zgodzić się z tezą, iż powołanie do życia instytucji Rady
                  Państwa było elementem sowietyzacji Polski, ale przecież trudno byłoby już
                  udowodnić, że było tej sowietyzacji nieodłączną cechą. Mała Konstytucja nie
                  zamykała procesu kształtowania się ustroju nowej Polski, wahać się można nawet
                  przed uznaniem jej za zwieńczenie bądź otwarcie jakiegoś ważnego etapu tego
                  procesu. Była głównie propagandowym instrumentem legitymizacji władzy, która
                  mogła teraz, po sfałszowanych wyborach, wykazać się formalnie doniosłym krokiem
                  na drodze porządkowania państwa. Uchwalona trzy dni później deklaracja praw i
                  wolności obywatelskich obejmowała szeroki ich zestaw i z punktu widzenia kanonu
                  demokracji trudno jej cokolwiek zarzucić. Gwarantowała obywatelom równość wobec
                  praw, nietykalność osobistą, ochronę życia i mienia, swobodę sumienia i
                  wyznania, prawo wybierania i bycia wybieranym do organów przedstawicielskich,
                  tajemnicę korespondencji, a także we wcześniejszych ustawach zasadniczych nie
                  występujące prawo do pracy, ochrony zdrowia, opieki nad rodziną. Pozostawała
                  jednak tylko deklaracją stanowiącą "wewnętrzny dokument izby" (36) i już choćby
                  sam ten fakt - a rzeczywistość była przecież o wiele bardziej wymowna -
                  wskazywał na wagę, jaką przywiązywali do tej problematyki sternicy nawy
                  państwowej. Na wniosek komunistów wprowadzono też do niej formułę, która dawała
                  władzy nieskrępowane prawo ograniczania i selektywnego traktowania przyjętych w
                  deklaracji zapisów. Formuła ta głosiła: "Równocześnie Sejm stwierdza, że
                  wyzyskiwanie praw i wolności obywatelskich do walki z demokratycznym ustrojem
                  Rzeczypospolitej Polskiej winny zapobiegać ustawy" (37). Realizację praw
                  obywatelskich ujmowano więc w sposób podobny, jak czynił to w zupełnie innych
                  okolicznościach Manifest PKWN, sankcjonując w ten sposób całokształt omawianego
                  wyżej prawodawstwa skierowanego w rzeczywistości przeciw wolnościom
                  obywatelskim.
                  Zasada kierowniczej roli partii marksistowsko-leninowskiej miała także
                  dalekosiężne konsekwencje ustrojowe na skutek przenoszenia na grunt państwa i
                  jego aparatu reguł obowiązujących wewnątrz owej partii. W miarę jak postępowało
                  faktyczne integrowanie się partii z aparatem państwowym i tworzenie partii-
                  państwa mechanizmy kierowania partią coraz bardziej stawały się mechanizmami
                  zarządzania państwem. Od samego początku PPR starała się zawłaszczyć kluczowe
                  elementy aparatu państwa i uczynić z nich powolne sobie narzędzia (38). W
                  pierwszej kolejności dotyczyło to wojska, milicji i aparatu bezpieczeństwa. Ten
                  obszar został wyłączony spod tak czy inaczej rozumianej koalicyjności rządów.
                  Nawet najbliższy sojusznik, jakim była PPS, nie został praktycznie dopuszczony
                  do oddziaływania na te instytucje (39). System, nazwany później nomenklaturą,
                  był stopniowo rozbudowywany, a konieczne w wyniku porozumień moskiewskich pewne
                  (nie tak znowu wielkie) ustąpienie pola ludowcom Mikołajczyka czy przetargi z
                  PPS o obsadę stanowisk państwowych były tylko czasowym hamulcem tego procesu.
                  Niezwykle charakterystyczne było przy tym uzurpowanie sobie przez komunistów
                  prawa do ingerencji w obsadę stanowisk w partiach nominalnie sojuszniczych. W
                  szczególnie jaskrawy sposób zademonstrowali to jesienią 1944 r. wobec SL, ale
                  próby tego rodzaju - z różnym wprawdzie skutkiem - podejmowane były także wobec
                  znacznie silniejszej i bardziej niezależnej PPS, co prowadziło do zadrażnień, a
                  nawet lokalnych konfliktów.
                  Z kolei zasada tzw. centralizmu demokratycznego, porządkująca stosunki
                  wewnątrzpartyjne zyskiwała transmisję na obszar działania aparatu państwa. Było
                  to istotne z co najmniej dwóch powodów. W praktyce działania partii
                  komunistycznych tzw. centralizm demokratyczny oznaczał, że decyzje ogniw
                  usytuowanych wyżej w hierarchii partyjnej miały dyrektywny charakter dla
                  poczynań ogniw niższych, niezależnie od tego, jakie było stanowisko tych
                  ostatnich w tej czy innej sprawie. Przy właściwej tym partiom tendencji do
                  przesuwania kompetencji decyzyjnych ku organom wykonawczym poszczególnych
                  szczebli ścisłe kierownictwo partii stawało się dyktatorską wyrocznią. Wobec
                  upartyjnienia państwa rozciągało się to siłą rzeczy na całe państwo. Działo się
                  to przy tym w sytuacji, gdy w wyniku głębokich przeobrażeń w sferze życia
                  ekonomicznego i społecznego państwo owo stawało się czynnikiem omnipotentnym.


                  Przypisy:
                  1. Zob. m.in.: Orędzie Rządu Rzeczypospolitej Polskiej z 18 grudnia 1939
                  r., [w:] Wizje Polski. Programy polityczne lat wojny i okupacji 1939-1944,
                  oprac. K.Przybysz, Warszawa 1992, s.22-23; Założenia programowe Rządu
                  Rzeczypospolitej Polskiej z 24 lutego 1942 r., [w:] Programy..., s.86-88.
                  2. Polska Partia Robotnicza. Dokumenty programowe 1942-1948, pod red.
                  M.Malinowskiego, Warszawa 1984, s.529-532.
                  3. Zob. na ten temat: M.Zaremba, Próba legitymizacji władzy komunistycznej
                  w latach 1944-1947 poprzez odwołanie się do treści narodowych, [w:] Polska
                  1944/45-1989. Studia i materiały, pod red. K.Kersten, t. II, Warszawa 1996,
                  s.35-61.
                  4. Polska Partia Robotnicza..., s.555.
                  5. K.Działocha, J.Trzciński, Zagadnienie obowiązywania konstytucji
                  marcowej w Polsce Ludowej 1944-1952, Wrocław 1977.
                  6. K.Grzybowski, Ustrój Polski współczesnej 1944-1948, Kraków 1948, s.13,
                  15.
                  7. Polska Partia Robotnicza..., s.555.
                  8. K.Kersten, Narodziny systemu władzy. Polska 1943-1948, Poznań 1990,
                  s.77.
                  9. Polska Ludowa 1944-1950. Przemiany społeczne, pod red. F.Ryszki,
                  Wrocław 1974, s.31.
                  10. Zob. np. M.Malia, Sowiecka tragedia. Historia komunistycznego imperium
                  rosyjskiego 1917-1991, Warszawa 1998, s.532.
                  11. Obszernie na ten temat: J.Jagiełło, O polską drogę do socjalizmu.
                  Dyskusje w PPR i PPS w latach 1944-1948, Warszawa 1983.
                  12. S.Ciesielski, J.Juchnowski, Dylematy i poszukiwania. Studia nad polską
                  myślą socjalistyczną 1939-1948, Wrocław 1991, s.234-306.
                  13. G.Górski (Kształtowanie się nowego ustroju w Polsce w latach 1944-
                  1952, "Czasy Nowożytne", t.VI/1999, s.20) uznał, iż pierwszoplanowe znaczenie
                  przypisać należy zasadzie suwerenności ludu pracującego miast i wsi, a dopiero
                  na drugim miejscu lokuje zasadę kierowniczej roli partii komunistycznej,
                  wszelako bardziej odpowiada to deklarowanym niż faktycznym zasadom ustrojowym.
                  14. Protokół plenarnego posiedzenia Komitetu Centralnego [PPR] odbytego w
                  Warszawie w dniu 18 września 1946 r., [w:] Archiwum ruchu robotniczego, pod
                  red.F.Tycha, t.X, Warszawa 1986, s.327.
                  15. Ibidem, s.328.
                  16. Zob. na ten temat: J.Wrona, System partyjny w Polsce 1944-1950.
                  Miejsce - funkcje - relacje partii politycznych w warunkach budowy i utrwalania
                  systemu totalitarnego, Lublin 1995, s.17-24, gdzie podana jest też szersza
                  literatura przedmiotu.
                  17. W.Gomułka, Artykuły i przemówienia, t.1: styczeń 1943-grudzień 1945,
                  Warszawa 1962, s. 485.
                  18. Stenogram plenarnego posiedzenia Komitetu Centralnego Polskiej Partii
                  Robotniczej w dniu 2 czerwca 1946 r., [
                  • lech_niedzielski Re: Doceńmy Polskę 27.12.03, 22:29
                    18. Stenogram plenarnego posiedzenia Komitetu Centralnego Polskiej Partii
                    Robotniczej w dniu 2 czerwca 1946 r., [w:] Archiwum..., t.X, s.257.
                    19. W.Gomułka, op.cit., s. 513.
                    20. Ibidem, s. 514.
                    21. Protokoły rozmów w sprawie bloku wyborczego między przedstawicielami
                    PPR i PPS oraz PSL w lutym 1946 r., [w:] Archiwum..., t.IX, Warszawa 1984.
                    22. O stosunkach między PPR a pozostałymi partiami szczegółowo zob.:
                    J.Wrona, op.cit.
                    23. Rozmowy polityczne w sprawie utworzenia Tymczasowego Rządu Jedności
                    Narodowej (czerwiec 1945 r.), [w:] Archiwum..., t.IX, s.110.
                    24. Sprawozdanie stenograficzne z 4 posiedzenia Sejmu Ustwodawczego 8 II
                    1947 r., Warszawa 1947, łam 71.
                    25. S.Ciesielski, J.Juchnowski, op.cit., s.234-306.
                    26. Zob. szerzej: M.Turlejska, Te pokolenia żałobami czarne... Skazani na
                    śmierć i ich sędziowie 1944-1954, Londyn 1989, s.36-39; Z.A.Ziemba, Prawo
                    przeciwko społeczeństwu. Polskie prawo karne w latach 1944-1956, Warszawa 1997,
                    s.73-98, 340-344.
                    27. M.Turlejska, op.cit., s.45.
                    28. W.Gomułka, op.cit., s.427.
                    29. Polska Partia Robotnicza..., s.588-589.
                    30. Krajowa Rada Narodowa, pod red. A.Burdy, Wrocław 1976, s.69.
                    31. M.Nadolski, Komuniści wobec chłopów w Polsce 1941-1956. Mity i
                    rzeczywistość, Warszawa 1993, s.183-186.
                    32. M.Ordyłowski, Wieś dolnośląska w latach 1945-1956. Władza a
                    społeczeństwo, Wrocław 1999, s.41.
                    33. Szerzej zob.: Cz. Lewandowski, Kierunki tak zwanej ofensywy
                    ideologicznej w polskiej oświacie, nauce i szkołach wyższych w latach 1944-
                    1948, Wrocław 1993; P.Hübner, Nauka polska po II wojnie światowej - idee i
                    instytucje, Warszawa 1987.
                    34. K.Kersten, op.cit., s.307.
                    35. Ibidem, s.309.
                    36. A.Ajnenkiel, Polskie konstytucje, Warszawa 1982, s.364.
                    37. Sprawozdanie stenograficzne z 8 posiedzenia Sejmu Ustwodawczego w dniu
                    22 II 1947 r., łam 45.
                    38. O charakterze tych poczynań i sposobie podejścia liderów
                    komunistycznych do kwestii obsady stanowisk aż nazbyt dowodnie przekonują
                    protokoły Biura Politycznego KC PPR.
                    39. Faktyczne pozbawienie możliwości działania H.Wachowicza jako
                    wiceministra bezpieczeństwa publicznego dowiodło tego w stopniu co najmniej
                    takim samym, jak teoretyczne tylko kompetencje socjalistycznego premiera w
                    zakresie nadzoru nad tymi sektorami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka