Witam

Niedoczynnośc tarczycy stwierdzono u mnie po raz pierwszy jak miałam
12 lat. Do 16r. ż. dostawałam L-tyroxin(czy jakos tak...) 25mg.
później odstawione przez endo, "bo już jest w porządku". no i temat
tarczycy "padł". Odkąd pamietam czułam sie źle- wieczne migreny,
omdlenia, zaburzenia rytmu serca, bardzo niskie cisnienie. O skokach
wagi nie wspominajac...(raz 52kg raz 74...). Kilka pobytów w szpitalu
jeszcze w ogólniaku(po utratach przytomności)- jedyna "mądra"
diagnoza to... nerwica.No i astma- zdiagnozowana jeszcze jak byłam w
podstawówce(alergia na pyłki, sierść, kurz).
Pierwsza ciąża- podtrzymywana od 12hbd, urodziłam w 32. po niej
"incydent reumatyczny" i krwiomocz, z rozpoznaniem z biopsji-
nefropatia Iga. Później dwa poronienia i donoszony, zdrowy synek.
od ponad dwóch lat czuje sie fatalnie... Nie mam na nic siły, ciągle
spie, nie zapamietuje, nie kojarze... ciągle mam zapalenia nerwów...Z
testu waszego- 39pkt.
kilka miesiecy temu byłam u internisty po kolejnych omdleniach. TSH-
5,9(norma do 4,2 podana przy wyniku), ft3 i ft4- nie pamietam, ale
niskie były(powtórze jeszcze w tym tygodniu). TPO- 1086, te drugie
przeciwciała- 790. Z usg- obraz limfocytowego zapalenia tarczycy,
objetość 34ml. Endo, do której trafiłam olewa wszystko. Jako badanie
kontrolne tylko TSH. Pyta jak sie czuje- mówie, że źle- wzrusza
ramionami...cały czas biorę euthyrox 50mg.
Mam wrażenie, że tarczyca jeszcze się powiększyła- mam troche problem
z przełykaniem, "czuję" ja i widac (a wcześniej nie było...). Co mamz
robic? Powtórze TSH, ft3 i ft4, ferrytyne i co jeszcze?
Przepraszam, że tak sie rozpisałam...