Witajcie,
mam 38 lat, historię tarczycową i następujące aktualne z nią kłopoty:
odebrałam właśnie wynik USG tarczycy zrobionego pod koniec lutego. W kraju, gdzie mieszkam, większość wyników trafia do lekarza i do pacjenta pocztą, ale jakoś nie dostałam ich wcześniej, a lekarz pierwszego kontaktu był na wakacjach itd., bardzo to się opóźniło.
Oto opis mojej tarczycy w badaniu: "niepowiększona, obraz nie pozwala na stwierdzenie wola. Płat prawy: 17x14mm, wysokość 49 mm; lewy: 17x16, wys. 51mm.
Twór hypogeniczny (cysta? guz?) w płacie lewym, wymiary 8x4, wys. 11mm. Zalecana cytopunkcja".
Dziś moja lekarka skierowała mnie do endokrynologa. Z tą specjalnością jest jednak w Belgii (jak i w PL) kłopot i będę musiała swoje odczekać.
Moje ostatnie wyniki z krwi:
TSH - 2,3
FT3 - 2,9 (2,0-4,0) - 45%
FT4 - 1,13 (0,8-1,76) - 36%
jak widać, nierewelacyjne.
W teście na niedoczynność mam 44 punkty. Co więcej, w wieku 19 lat zdiagnozowano u mnie wole młodzieńcze, byłam na Eltroxinie przez 4 lata. Wyjaśnię jeszcze, że nigdy nie zrobiono mi badań krwi (sic! brawo Kraków!). Potem, czyli po studiach, nie zostałam nigdzie skierowana, wróciłam do rodzinnego miasta i skończyło się leczenie. Standardowo co rok fundowałam sobie badanie TSH lub TSH i FT3 i 4, zależnie od finansów. Wyniki były w normach, ale wtedy nie miałam pojęcia o ich umowności, nie śledziłam też zmian ich poziomów. Czułam się nieźle, wola nie było.
Od listopada ub. roku mam jednak poczucie przeszkody w gardle, puchną mi palce i powieki, a przede wszystkim szybko się męczę, wzrósł mi bez powodu cholesterol (i tak mam rodzinnie podwyższony, a skoczył o 50 jednostek). Objawy są stałe, samo nie chce przejść

.
Teraz wiadomo, że guz jest bezdyskusyjny, ale tyroksyny nie dostałam. Moja dr jest Angielką, Anglicy patrzą na normy, nie na samopoczucie pacjenta, a ja trzymam się norm. Wydębiłam od niej preparat żelaza (moja ferrytyna wynosi 25, norma 20-180), ale naprawdę nie wiem, jak dotrwam do spotkania z endo. Myślę o różnych rzeczach, biorę pod uwagę Hashimoto i leczenie do końca życia, ale na razie to życie jest kiepskie -mówiąc krotko, ledwo żyję.
Pocieszcie... A może ktoś poleci endo z (okolic) Brukseli?
Pozdrowienia.