Dodaj do ulubionych

Biografie kontra idee

08.04.10, 07:58
Biografie kontra idee
Paweł Mościcki

Cezary Michalski „dając świadectwo prawdzie” o swym kontakcie z papieżem za
młodu, reprodukuje schemat zachwytu nad Wojtyłą-człowiekiem. Tak jakby
zapomniał, że Wojtyła po wybraniu go na papieża, po namaszczeniu przez Polaków
na nowego Chrystusa, człowiekiem przecież pozostał. Dlatego próba oddzielenia
bałwochwalczego stosunku do JPII różnych Karłowiczów i Terlikowskich od
zdrowego szacunku dla człowieka, którego spotkało się kiedyś w dawnych
czasach, jest jałowa. Bo właśnie na takim schemacie opiera się polski kult
Jana Pawła. Czym bowiem jest ta nieustanna ekscytacja jego kwiatkami, gestami,
cudami, słowami, jeśli nie próbą oderwania ich od instytucjonalnego kontekstu?
Próbą ukrycia faktu, że Wojtyła to nie był jakiś jurodiwy z polskiej prowincji
tylko zwierzchnik jednej z najbardziej wpływowych organizacji na świecie?
Która w dodatku głosi jakieś poglądy, i to czasami zupełnie niedorzeczne.
Michalski chce uratować uczciwość swojego świadectwa, zapominając, że
najczęściej właśnie w tych najbardziej szczerych momentach powtarzamy
wyświechtane klisze i ideologiczne schematy. Każdy ma takiego swojego
absolutnie prywatnego Wojtyłę, szkoda tylko, że najczęściej tworząc sobie jego
portret, posiłkuje się tymi samymi albumami i filmami na DVD, co inni.

I tu dochodzimy do drugiej kwestii, która pokazuje dlaczego, jak stwierdza
Michalski, prawica nawet najgłupsza jest w Polsce wciąż bardziej atrakcyjna
niż mądra lewica. Dlaczego Wojtyła jako bożek voodoo ciągle elektryzuje
miliony Polaków a Krytyka Polityczna nie? Myślę, że odpowiedź jest bardzo
prosta. KP wygrała w konkursie lokal na rogu Nowego Światu i Świętokrzyskiej,
uważając to (słusznie) za ogromny sukces. Ale nie ma jeszcze lokalu na każdym
rogu ulicy, gdzie co niedziela karnie idą miliony owieczek, żeby słuchać
wykładów o krytyce kapitalistycznej gospodarki. KP nie prowadzi w każdej
szkole zajęć pod nazwą „myśl krytyczna w Polsce” i nie ściąga co roku takich
pieniędzy na tacę (również z budżetu) jak miłościwie nam panujący. „Kościół
jest silniejszy od KP, bo wciąż są przy nim ludzie”. Racja, dodajmy tylko, że
są to ludzie wpływowi. I nie zmieni się to dopóki zamiast rzetelnego sporu na
argumenty czołowi dziennikarze w tym kraju kochać się będą w potyczkach na
miny, biografie, autorytety i bon moty.

Hasło „poglądy to są głupie małpy” też nie brzmi dla mnie jakoś szczególnie
wywrotowo, podobnie jak postulat, żeby zamiast idei poszukiwać ich genealogii,
źródeł w osobistym doświadczeniu. Dlaczego? Bo to jest ogólna zasada
prowadzenia dziś sporów politycznych w mediach. Zamiast idei wymienia się
swoje doświadczenia, dobre lub złe karty opozycyjne, rodzinne koneksje, żonę,
dzieci, dwa miesiące w więzieniu albo kilka lat studiów za granicą. Politycy
zamienili się już bez reszty we własne biografie i wizerunki, podobnie jak
papież zmienił się w swoje urocze gesty wobec dzieci witających go kwiatami na
lotnisku. Przypadłość ta dosięgła nawet co poniektórych profesorów, gotowych
zająć się pisaniem własnych autobiografii zamiast prac naukowych. Im bardziej
postępuje ten proces, tym trudniej mówić o ideach, tym bardziej są one
nieważne. I publicyści, którzy domagają się nieustannie „więcej biografii” w
polityce, dokładają do tej sytuacji swoje trzy grosze. Niech się potem nie
dziwią, że w kraju panuje kult jednostki, a nie ożywiona dyskusja.

Genealogiczne podejście pozwala Michalskiemu po raz kolejny zachować pozycję
kogoś zaangażowanego, ale bez przesady. Przesadą jest posiadanie jednych
poglądów i nieposiadanie innych. Można objechać Karłowicza za kult JPII, ale
dla równowagi, na drugą nóżkę, trzeba przypomnieć też o antyklerykalnym
szaleństwie Senyszyn. Jeśli zajmujemy się tym, dlaczego ona nie lubi Kościoła,
a on uwielbia, to oczywiście nie musimy odpowiadać na pytanie, jak oceniamy
miejsce tej instytucji w życiu publicznym i jego wpływ na losy wielu ludzi.
Jednym słowem: za czym się opowiadamy. Tylko dzięki temu biografie stają się
naprawdę ciekawe.

Dlatego trudno mi uniknąć wrażenia, że fascynacja „seksualnym życiem idei” w
gruncie rzeczy dotyka głównie tych, których same idee już nie uwodzą. Wolą
spierać się z biografiami niż argumentami, opowiadać ciekawostki o własnym
życiu, zamiast krytykować zastaną rzeczywistość. Ta antyintelektualna postawa
jest dziś pierwszym przykazaniem zarówno w telewizji śniadaniowej, jak i w
publicystyce politycznej. A przekonanie, że mówienie w pierwszej osobie jest
uczciwe, szczere i bardziej świadome różnych uwikłań dyskursu jest tak samo
naiwne, jak wiara w autentyzm hasła „bądź sobą, wybierz Pepsi”. Dodajmy gwoli
ścisłości, że wywiedzione od mistrzów podejrzeń zainteresowanie genealogią
występuje u Michalskiego w wersji pop. Niby ideami rządzą biografie i różne
stłumione popędy, a Michalski mimo wszystko oczekuje, że ukrytą prawdę usłyszy
od samych zainteresowanych. Otóż z definicji o genealogii poglądów Karłowicza
na pewno nie dowiemy się od niego samego. Chyba że chodzi nam o taką
genealogię, którą sprzeda nam każdy uczciwy obywatel, gdy tylko uda mu się
zawiesić te wszystkie bezsensowne ideowe spory. Ale wtedy nie należy nawoływać
do tworzenia biografii tylko profili na Facebooku.

Na przykład ja chętnie bym się wreszcie dowiedział nie o tym, co Michalski
robił na ulicy w latach osiemdziesiątych, co na emigracji, jak go pałowało
ZOMO, a potem Adam Michnik. Nie chcę już słuchać eposów o jego pokoleniu.
Chciałbym, żeby Michalski powiedział, co myśli o różnych sprawach tu i teraz,
i wziął za to odpowiedzialność. Stanął przez chwilę na jednej nóżce,
ryzykując, że może się przewrócić. Bo w Polsce na dwóch nóżkach można dziś
tylko stać w miejscu.

www.krytykapolityczna.pl/Opinie/Moscicki-Biografie-kontra-idee/menu-id-197.html
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka