diabollo
24.04.10, 12:05
Pokaz mody kościelnej i militarnej
Z Adamem Wiedemannem rozmawia Jaś Kapela
23.04.2010
Jaś Kapela: Jesteś w Polsce od soboty, gdy rozbił się samolot? Jak ci się
podoba ten czas?
Adam Wiedemann: Nie ma tu nic do podobania się. Moją pierwszą reakcją po
usłyszeniu wiadomości o tej katastrofie było uczucie wstydu. I to się tylko
stopniowo pogłębia.
Kiedy się dowiedziałeś o katastrofie pod Smoleńskiem? Co sobie pomyślałeś?
Obudził mnie telefon Sergiusza Kowalskiego. Ja jeszcze kompletnie zaspany, a
Sergiusz opowiada o jakimś wydarzeniu baśniowym, z dziedziny fantastyki, jak z
powieści jakiegoś Ziemkiewicza. Pomyślałem: no to mamy kolejną przygodę narodu
polskiego. I: znowu świat się dowie, jakie z nas niedorajdy.
A dlaczego Twój wstyd się pogłębia?
No cóż, najpierw to była kwestia czysto techniczna, organizacyjna, że
wszystkie te szychy leciały jednym samolotem. Potem doszły komentarze, zresztą
zwłaszcza niestety biskupów. Ten absurdalny, pośpieszny pogrzeb na Wawelu przy
jednoczesnym zatajaniu zawartości czarnych skrzynek (znów nie radzimy sobie z
prawdą, trzeba ją będzie odpowiednio spreparować – stawiam na to, że wygra
wersja o pilocie, który chciał popełnić spektakularne samobójstwo w dobrym
towarzystwie). No i na koniec reakcje „poetyckie”.
Czyli rozumiem, że czytałeś wiersze Wencla i Rymkiewicza? Co sądzisz o tego
rodzaju twórczości?
Zapomniałeś o Babuchowskim, he he. Myślę, że odpowiedź będzie oczywista, są to
utwory okolicznościowe od razu tak spreparowane, by przedostać się do
podręczników, zresztą paradoksalnie spełniające postulat zaangażowania poezji
wysuwany przez środowisko Krytyki Politycznej. Nic tu nie zaskakuje, wypadek
lotniczy wynikający prawdopodobnie z czyjejś dezynwoltury natychmiast zostaje
„pokryty” przez pseudoromantyczną retorykę z jej płytką antyrosyjskością,
przekonaniem o konsolidującym sensie krwawych ofiar, no i wizją spełnienia
Bożego planu, zgodnie z sugestią kardynała Dziwisza, by Bóg potraktował tę
tragedię jako powtórzenie ofiary Chrystusowej. Te wiersze świetnie wpisują się
w proces mitologizacji, jaki ma miejsce prawie we wszystkich mediach.
Celowo pominąłem Babuchowskiego, bo nie sądzę, żeby czytelnicy Krytyki musieli
wiedzieć, kto to taki. Ale rzeczywiście. On też napisał wierszyk. A co jest
złego w mitologizacji? Czy nie żyjemy w świecie mitów? Jakoś nie
podejrzewałbym cię o obronę racjonalizmu.
Celowo wspomniałem o Babuchowskim, bo on jeszcze z trojga złego najlepszy,
stworzył ciekawą wizję rodem z Matrixa – nawet i grafomania bywa stopniowalna.
To ciekawe i symptomatyczne, że dla poetów prawicowych całe to wydarzenie jest
w gruncie rzeczy korzystne, ma swój głęboki sens, wpisuje się w dostępną im
myślowo strukturę i w sam raz uaktywnia ich możliwości warsztatowe. Podczas
gdy dla mnie jest to wydarzenie równie głupie, jak głupie są i będą jego
konsekwencje. W świecie mitów może i żyjemy, ale nawet mity robione są z
różnych materii, tutaj w grę wchodzi materia nader wątpliwej jakości, nie
podoba mi się budowanie tożsamości narodowej na zbrodni, jaką było powstanie
warszawskie, ani na przypadkowej śmierci kilkudziesięciorga osób pod
Smoleńskiem. Tu rzeczywiście wychodzi ze mnie racjonalista, a nawet pozytywista.
Czy lubisz uroczystości? Doceniasz zbiorowe wzruszenia? Potrafisz je przeżywać?
Nie, absolutnie. Jest mi to obojętne. Oczywiście, jestem w stanie zrozumieć
ludzi, dla których pokłon przed trumną Kaczyńskiego był formą osobistego
udziału w Historii – takie możliwości nie zdarzają się zbyt często. Ale nie
wierzę w żal, w tę tłumną rozpacz. To raczej forma niezdrowej ekscytacji
nadzwyczajnością.
Z tego, co wiem, wierzysz w Boga i chyba nawet uważasz się za katolika? Jak to
możliwe? Wydaję mi się, że światopogląd, jaki można wyczytać z twoje
twórczości, nijak się nie ma do tego, co uważamy za katolicyzm.
Cóż, sam nie wiem, jak to możliwe, prawdopodobnie jest to rodzaj cudu (o,
właśnie wiatr przewrócił słup ogłoszeniowy! na moich oczach). No więc tak,
jestem katolikiem, choć raczej uważam się za chrześcijańskiego materialistę
(co wyjaśniam w jakimś innym wywiadzie). Kościół Katolicki jest, jak każdy
inny Kościół, obiadem z wielu dań, pośród których są też trujące, trzeba umieć
wybrać. Może ma w tym swój udział kampowy aspekt katolicyzmu, ale też jego
intelektualne aspekty są dla mnie atrakcyjne. Nie znam osobiście zbyt wielu
księży (i często ich wypowiedzi przyprawiają mnie o ból głowy), ale przyjaźnię
się z księdzem Andrzejem Lutrem i prawdę mówiąc nie ma między nami zbyt wielu
ideologicznych różnic, mimo że czasami ostro się spieramy. Ważne jest też dla
mnie świadectwo wiary Moniki Szewc, ex-dominikanki i mojej dobrej koleżanki,
która zdecydowała się opuścić klasztor, ale jednak pozostała w Kościele. Mam
dużo sympatii do obecnego papieża. I tak dalej. Wiara jest przygodowa, ateizm
jest nudny.
Czy potrafisz sobie wyobrazić, że taka żałoba w Polsce wyglądałaby inaczej?
Bez tego medialnego i politycznego festiwalu hucpy i hipokryzji. A jeśli tak,
to jak?
Taka żałoba wyglądałaby inaczej w każdym kraju. W Polsce musiała tak. To
kwestia naszej obrzędowości, silnej tradycji, bo do żałób narodowych jesteśmy
przyzwyczajeni. I tak poszło to zdumiewająco gładko, bez ekscesów i nawet
dosyć skromnie, spodziewałem się gorszych okropności. Żałoba ma to do siebie,
że jest pokazem mody kościelnej i militarnej, prowokuje też do wypowiadania
chwytliwych zdań, które są potem „spontanicznie” i „od serca” powtarzane. Nie
mówię, że społeczeństwo „zdało egzamin z żałoby”, to raczej ona została
skrojona na jego potrzeby, no i nie zawiodła ich, dostarczyła odpowiednich
wzruszeń i atrakcji. Kto chciał, mógł się modlić przed ołtarzem „stu
męczenników polskich”, a kto inny mógł w domu podumać nad losem tych paru osób
dobrych i niewinnych, które tam leciały.
www.krytykapolityczna.pl/Wywiady/-Wiedemann-Pokaz-mody-koscielnej-i-militarnej/menu-id-77.html