Dodaj do ulubionych

Nie każdy liberalny były minister finansów...

28.01.11, 17:34
... i prof. ekonomii jest takim tępakiem jak pan prof. Balczerowicz, niektórzy potrafią utrzymać kontakt z rzeczywistością i korygować poglądy ekonomiczne wraz ze zmieniającymi się warunkami otoczenia.

Okazuje się, że wśród wykształciuchów głupota pana Balcerowicza w cale nie jest taka oczywista.

Miłej lektury:

www.polityka.pl/kraj/rozmowy/1512298,1,rozmowa-z-doradca-prezydenta-prof-jerzym-osiatynskim.read

Lepsze kawałki:

"To oznacza wzrost udziału podatków w dochodzie narodowym. A wciąż słyszymy, że im wyższe podatki, tym wolniejszy rozwój gospodarczy.
Są kraje, które w długich okresach szybko się rozwijają mając wysokie podatki. Na przykład Skandynawia czy Daleki Wschód. Niemcy szybko się rozwijały mając wysokie podatki, a mając niższe, rozwijają się wolniej. Są też kraje, gdzie podatki są wysokie, a wzrost bardzo niski – na przykład Japonia. I są takie, gdzie jest niski wzrost przy niskich podatkach. Zwłaszcza w Trzecim Świecie. Teza, że niskie podatki dają szybki wzrost, nie znajduje jednoznacznego potwierdzenia w ekonomicznej empirii. Ale wzrost wydatków na leczenie nie musi oznaczać podnoszenia podatków.

Nie musi?
Jeżeli dzięki opiece zdrowotnej więcej osób dłużej i efektywniej pracuje, to zwiększa się dochód narodowy i wpływy z podatków rosną bez podwyższania stopy opodatkowania. Gdybyśmy mieli taki współczynnik aktywności zawodowej, jaki średnio ma Unia Europejska – czyli o 8 punktów procentowych wyższy – trzy czwarte tegorocznego deficytu by znikło.

Kiedy pan słyszy „reforma finansów publicznych”, zapala się panu lampka „poziom zatrudnienia”?
Jak słyszę „reforma finansów publicznych”, to myślę: znów będą tylko pomysły na cięcia. Bez namysłu, ile ma być państwa w państwie. I dlaczego. O to zawsze będzie polityczny spór. Podobnie jak będziemy się spierali, ile ma być państwa w gospodarce.

Kto w tej sprawie ma rację: Bielecki czy Balcerowicz?
Jestem bliżej Bieleckiego.

Mogą na polskim gruncie istnieć dobre państwowe przedsiębiorstwa?
PKO BP od wielu lat osiąga najlepsze wyniki w całym sektorze bankowym, a nadal państwo w nim dominuje, kontrolując firmy z dominującą własnością Skarbu Państwa, które mają akcje PKO BP. Jednak dla wyników firmy państwowej istotna jest nie tylko formalna struktura właścicielska, ale też jej kultura korporacyjna i także kultura ministerstwa, które je nadzoruje w imieniu Skarbu Państwa. Żeby przedsiębiorstwo mogło się zachowywać zgodnie z regułami rynku.

W sektorze bankowym to łatwe, bo regulacje są bardzo restrykcyjne. Da się wprowadzić równie wysokie standardy w mniej regulowanych branżach?
W Niemczech, Francji, Skandynawii się daje. Nie mam powodu sądzić, że polscy menedżerowie mają genetyczną skazę, uniemożliwiającą dobre kierowanie państwowymi firmami. Zresztą w bankach też można mniej lub bardziej pilnować kosztów.

To dlaczego w Niemczech kolej działa, a w Polsce nie?
Bo u nas – inaczej niż w Niemczech czy Francji – zwyciężył pogląd, że ważny jest tylko transport samochodowy. Nie inwestowaliśmy w kolej. I trudno było nam przyjąć do wiadomości, że kolej może zarabiać na frachcie, ale do regionalnych przewozów osobowych na ogół się dopłaca, traktując to jako inwestycję w rynek pracy i jego elastyczność.

Znów zbyt optymistycznie uwierzyliśmy w pararynek państwowych spółek kolejowych?
Podobnie jak w energetyce. Przez 20 lat niemal zamroziliśmy inwestycje w sieci energetyczne, nie mówiąc o budowie nowych bloków."

"A w OFE co zawiodło?
Trochę to samo. Ale też rodzi się nas mniej i żyjemy dłużej. To silnie wpływa na wysokość emerytur. Bez względu na to, czy jest pan w systemie solidarnościowym, czyli w ZUS, gdzie dzieci płacą na rodziców, czy w kapitałowym, czyli OFE, gdzie pan oszczędza na swoją emeryturę i od tych oszczędności narastają odsetki. Bo tak czy inaczej wypłaty emerytur muszą płynąć z bieżącego PKB. Mieliśmy nadzieję, że system kapitałowy zachęci ludzi, żeby pracowali dłużej, i że praca dla nich będzie, więc większy będzie PKB. Ale to samo można osiągnąć przez wprowadzenie indywidualnych rachunków emerytalnych i przejście od systemu zdefiniowanej wielkości emerytury do systemu zdefiniowanej składki w samym systemie ZUS. OFE nie są do tego potrzebne. I zresztą nie widać, żeby zachęciły ludzi do dłuższej pracy. Więc garnek z pieniędzmi się dzięki tej reformie nie zwiększył. A jakkolwiek byśmy liczyli, w skali państwa wydatki na powszechny system emerytalny muszą się równać liczbie pracujących razy średnia płaca razy procentowa składka emerytalna. Cudów nie ma.

To po co nam były OFE?
Żeby rozwiązać problem niekontrolowanego wzrostu udziału wydatków na emerytury w PKB. Bo kiedy silnie i trwale zwiększa się liczba emerytów w stosunku do liczby pracujących, utrzymanie równowagi między wypłatami emerytur a zgromadzonymi składkami wymaga zmniejszenia proporcji emerytury do ostatniej płacy albo zwiększenia składki, albo jakiejś kombinacji jednego i drugiego. Oczywiście trzeba tę tendencję hamować, m.in. podnosząc wiek emerytalny, ale po pierwsze, trzeba mieć dla ludzi pracę, a po drugie, nie można tego wieku podnosić bez końca. Więc – z OFE czy bez OFE – system staje się niestabilny.

To po co w 1999 r. głosował pan za stworzeniem OFE?
Bo w systemie solidarnościowym decyzję o obniżeniu stopy zastąpienia lub podniesienia składki musi podjąć rząd. Politycy muszą zdecydować, że średnia emerytura nie będzie wynosiła, jak dotąd, powiedzmy 65, ale 50 proc. ostatniej płacy. Niech mi pan pokaże rząd, który to zrobi.

A emerytów przybywa i ich siła polityczna rośnie.
W systemie kapitałowym to nie ma znaczenia. Decyzję podejmie rynek. Jego niewidzialna ręka. W odniesieniu do części składki inwestowanej na giełdzie to rynek wyceni środki na pana koncie emerytalnym. Demografia wskaże, ile życia ma pan statystycznie przed sobą. Komputer wyliczy, ile pan dostanie co miesiąc. Tu już żadnej polityki nie trzeba.

Czyli przyczyna była polityczna, nie ekonomiczna?
Wiedzieliśmy, że stopa zastąpienia musi być obniżona o jakieś 7–8 punktów procentowych. Z 67–68 do mniej więcej 60 proc. Ale nie docenialiśmy tempa niekorzystnych zmian demograficznych. Dziś wiele wskazuje, że średnia emerytura może wynosić mniej niż połowę średniej płacy.

Kto zarabia trzy tysiące miesięcznie, ten dostanie półtora?
Mówimy o przeciętnej. To znaczy, że wiele osób dostanie jeszcze mniej.

OFE nie pomogą?
Jak mogą pomóc, skoro źródłem problemu nie jest sposób wyjmowania pieniędzy z PKB, ale demografia, na którą OFE nie mają wpływu? Zmiany demograficzne stanowią wyzwanie, którego rozwiązanie wymaga zawarcia nowej umowy społecznej."
Obserwuj wątek
    • oby.watel Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 28.01.11, 18:00
      To po co w 1999 r. głosował pan za stworzeniem OFE?

      Bo w systemie solidarnościowym decyzję o obniżeniu stopy zastąpienia lub podniesienia składki musi podjąć rząd. Politycy muszą zdecydować, że średnia emerytura nie będzie wynosiła, jak dotąd, powiedzmy 65, ale 50 proc. ostatniej płacy. Niech mi pan pokaże rząd, który to zrobi.


      A dzisiaj? Kieruje się pan najlepszą wiedzą?

      Oszalał pan? Przecież jestem doradcą prezydenta. Chciałby pan, żebym stracił pracę? Uzasadniam zasadność poczynań rządu...
      • diabollo Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 28.01.11, 18:25
        oby.watel napisał:

        > To po co w 1999 r. głosował pan za stworzeniem OFE?
        >
        > Bo w systemie solidarnościowym decyzję o obniżeniu stopy zastąpienia lub podnie
        > sienia składki musi podjąć rząd. Politycy muszą zdecydować, że średnia emerytur
        > a nie będzie wynosiła, jak dotąd, powiedzmy 65, ale 50 proc. ostatniej płacy. N
        > iech mi pan pokaże rząd, który to zrobi.

        >
        > A dzisiaj? Kieruje się pan najlepszą wiedzą?
        >
        > Oszalał pan? Przecież jestem doradcą prezydenta. Chciałby pan, żebym stracił pr
        > acę? Uzasadniam zasadność poczynań rządu...
        >

        Czcigodny Oby.watelu,
        Proponuję przeczytaj całość.

        Dzisiaj zbliżamy się ze sztucznie wywołanym długiem publicznym do 55% progu konstytucyjnego.
        A z resztą chuj z tym arbitralnie przyjętym progiem - za wysoki dług publiczny może Polskę zdniszczyć, bo za wykupienie naszego długu tzw. rynki finanasowe mogą zażądać dużo większych pieniędzy (oprocentowania) i wtedy wpadniemy w spiralę, przy czym dla nas raczej nikt nie będzie rozwijał takich siatek ochronnych jak dla Grecji czy innych państw tzw. PIGS.

        Wiem, że nas dług i tak jest śmiesznie mały przy ich długach, tylko, że my nie jesteśmy "starą Europą", granica przy której nasze finanse tzw. rynki finansowe mogą zeżreć i wysrać jest dużo niżej. Niektórzy uważają, że Polska balansuje nad tą granicą:

        wyborcza.biz/biznes/1,100896,9017925,Barclays_Capital__Polska_moze_zbankrutowac.html
        (Jak Polska nie ma przy tym pikusiowym długu publicznym "wiarygodnego planu naprawy finansów publicznych" to co mówić o krajach zachodnich?)



        Bez tych idiotycznych OFE (nigdzie nie wprowadzonych w strefe EURO) dług publiczny nie wynosiłby dzisiaj pięćdziesiąt parę procent tylko czterdzieści parę (nie mówiąc o ciężkich miliardach prowizji wydanych na prowizje dla zarzadów funduszy przy jednoczesnym tak, czy siak niezbędnym do utrzymania takim samym ZUSie).

        Kłaniam się nisko.
        • oby.watel Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 28.01.11, 19:30
          W swojej niechęci do OFE zdajesz się nie dostrzegać, że zmiana zasad księgowania nie rozwiąże problemu długu publicznego, tylko osiągniecie progu przesunie w czasie. Ja rozumiem, ze niektórzy mogą odczuwać osobistą satysfakcję, coś na kształt orgazmu na myśl, że rząd "utrze nosa" tym pazernym prezesem. Tyle, że - zgodzisz się chyba ze mną - rząd nie jest od przycierania nosa, a od rozwiązywania problemów. A takie działanie nie rozwiąże żadnych problemów. Natomiast będzie miało katastrofalne skutki - rozpierdoli budowana przez ponad dziesięć lat reformę emerytalna i zniszczy i tak już wątłe zaufanie obywateli do władzy. Już teraz niektórzy uważają, że rząd kłamie nawet wtedy, gdy milczy.

          Szkoda, że p. premier, który w każdym przemówieniu wspomina o odwadze, standardach, rozwadze nie jest w stanie wznieść się ponad dotychczasowa tradycję i opuścić fotela z podniesiona głową, tylko wpisuje się całą plejadę premierów, którzy owszem - zaczynali jak mężczyźni, a kończyli żałośnie żałośni.
          • diabollo Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 28.01.11, 19:43
            oby.watel napisał:

            > W swojej niechęci do OFE zdajesz się nie dostrzegać, że zmiana zasad księgowani
            > a nie rozwiąże problemu długu publicznego, tylko osiągniecie progu przesunie w
            > czasie. Ja rozumiem, ze niektórzy mogą odczuwać osobistą satysfakcję, coś na ks
            > ztałt orgazmu na myśl, że rząd "utrze nosa" tym pazernym prezesem. Tyle, że - z
            > godzisz się chyba ze mną - rząd nie jest od przycierania nosa, a od rozwiązywan
            > ia problemów. A takie działanie nie rozwiąże żadnych problemów. Natomiast będzi
            > e miało katastrofalne skutki - rozpierdoli budowana przez ponad dziesięć lat re
            > formę emerytalna i zniszczy i tak już wątłe zaufanie obywateli do władzy. Już t
            > eraz niektórzy uważają, że rząd kłamie nawet wtedy, gdy milczy.
            >
            > Szkoda, że p. premier, który w każdym przemówieniu wspomina o odwadze, standard
            > ach, rozwadze nie jest w stanie wznieść się ponad dotychczasowa tradycję i opuś
            > cić fotela z podniesiona głową, tylko wpisuje się całą plejadę premierów, którz
            > y owszem - zaczynali jak mężczyźni, a kończyli żałośnie żałośni.
            >

            Otóż, rząd najwyraźniej widzi te zagrożenia i podejmuje działania, właśnie przycięcia transferów finansowych do OFE.
            A wyrzucone miliardy prowizji dla zarządzających funduszami oczywiście zostały bezpowrotnie wyrzucone w błoto i powiększyły dług publiczny.

            Alternatywą, z resztą słabą i często za sprawą praw nabytych niewykonalną, byłyby drastyczne cięcia wydatków budżetowych, ale to z kolei - o czym wie każdy student ekonomii po kursie "makroekonomia" - spowodowałoby właśnie spowolnienie gospodarcze, a co za tym idzie jeszcze mniejsze wpływy budżetowe. Mogłoby to spowodować dla finansów publicznych płynne przejście od dżumy do cholery. Nie mówiąc już o dramatach społecznych i związanych z nimi kosztach trudnych do oszacowania. Wtedy kryzys mielibyśmy jak w banku.

            Kłaniam się nisko.
            • oby.watel Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 28.01.11, 19:49
              Jakie miliardy prowizji dla zarządzających? Co znaczy "stracone"? Wydali te pieniądze na Księżycu? Nie zapłacili od nich podatków? Demagogia w czystej postaci. Utrzymanie ZUS-u tez kosztuje miliardy.
              • diabollo Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 28.01.11, 21:17
                oby.watel napisał:

                > Jakie miliardy prowizji dla zarządzających? Co znaczy "stracone"? Wydali te pie
                > niądze na Księżycu? Nie zapłacili od nich podatków? Demagogia w czystej postaci
                > . Utrzymanie ZUS-u tez kosztuje miliardy.
                >

                Czcigodny Oby.watelu, utrzymanie ZUS tak czy inaczej kosztuje, OFE tych kosztów nie zmniejszyło, wręcz przeciwnie: dodało ZUS więcej roboty, więc zwiększyło koszty ZUS.

                A to, co banki, które stoją za funduszami zrobiły z tłustymi prowizjami - nie wiem.
                Część z nich jest zagraniczna, więc można przypuszczać, zyski trafiły do centrali.
                Raczej zawsze trafiły do bogatych ludzi, którzy nie musieli dostawać tych pieniędzy od polskich płatników składek ubezpieczeniowych. W tym sensie zostały zmarnowane.

                Poza tym luksusowe wydatki najbogatszych - czy ich nadwyżka, która czyni ich bogaczami - nie są najszczęśliwszymi wydatkami dla gospodarki, przynajmniej polskiej.

                Kłaniam się nisko.
                • oby.watel Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 28.01.11, 22:05
                  Coraz bardziej skłaniam się ku tezie, że socjalizm tak, wypaczenia nie. Wygląda na to, że właściciele OFE wyrządzili Ci osobista krzywdę, skoro nie przeszkadzają Ci miliardowe dotacje do praktycznie wszystkich branż, na czele z górnictwem i kolejami, nie przeszkadza Ci brak reform, ale cieszysz się, że komuś władza coś zabrała. Jak władza ludowa zabrała jednym, żeby dać drugim. Tyle, że od zabierania niczego nie przybywa, tylko następuje zmiana właściciela.

                  Cały czas mówisz o prowizjach ale ani słowem nie zająkniesz się jakie korzyści z takiego manewru odniesie państwo poza czysto księgowym manewrem obniżającym bieżący deficyt. Niezreformowane finanse publiczne dalej będą generowały dług w dotychczasowym tempie. A tu jeszcze trzeba wypłacić po 250.000 na łeb każdemu udziałowcowi katastrofy smoleńskiej. To są kolejne miliony przepompowane z budżetu do prywatnych kieszeni.
                  • diabollo Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 29.01.11, 10:33
                    Kończąc ten wątek (choć napewno nie temat), chciałbym tylko zauważyć, czcigodny Oby.watelu, że owe branże przemysłowe (z górnictwem i kolejami na czele) coś istotnego do rozwoju gospodarczego wnoszą.
                    Ba, cała gospodarka od nich wręcz zależy. W Łomiankach pod Warszawą nie dałoby się sprowadzić wielkiej zagranicznej fabryki, gdyby nie możliwość doprowadzenia do niej energii elektrycznej... z węgla.
                    Przypomina mi się demonstracja 20 lat temu przeciwko rozbudowie elektrowni Opole (i modernizacji dramatyczie redukującej emisje siarczanów i azotanów do atmosfery) - był tam transparent: "Po co nam nowa elektrownia, skoro prąd mamy w gniazdku".

                    Co do wątku o Śląsku, to znowu pozwolę sobie stanąć po stronie czcigodnego Grzespelca - Polska bogactwom Śląska zawdzięcza sporą część swojej pozycji ekonomicznej. A nie odwrotnie.
                    To znaczy bliżej nie znane są jakieś twarde argumenty o tym, co Śląsk zawdzięcza Polsce.

                    Dlatego więcej szacunku dla braci Hasynów.

                    Kłaniam się nisko.
                    • oby.watel Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 29.01.11, 11:14
                      Kraje bogate są bogate nie dlatego, że eksploatują rabunkowo swojej bogactwa naturalne, ale dlatego, ze rozwijają naukę i przemysł precyzyjny. A to co piszesz, to argumenty typu "dzięki wynalazkowi Łukasiewicza mamy jasno w domach". Poza tym pisząc o czymś warto dysponować choćby minimalna wiedzą - węgiel do wielu polskich elektrowni pochodzi z Rosji i innych źródeł. Bo jest tańszy od śląskiego i dostarczany na czas w odróżnieniu od niego.
                      • grzespelc Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 29.01.11, 21:45
                        > Kraje bogate są bogate nie dlatego, że eksploatują rabunkowo swojej bogactwa
                        > naturalne, ale dlatego, ze rozwijają naukę i przemysł precyzyjny.

                        Tak, Katar i Norwegia mają przemysł precyzyjny...

                        A propos, jaki to przemysł precyzyjny ma reszta Polski, a Śląsk nie ma?
                        • oby.watel Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 29.01.11, 23:07
                          grzespelc napisał:

                          grzespelc napisał:

                          > Tak, Katar i Norwegia mają przemysł precyzyjny...

                          Tak. Norwegia i Katar swoje bogactwo zawdzięczają węglowi. Podobnie jak Polska.

                          > A propos, jaki to przemysł precyzyjny ma reszta Polski, a Śląsk nie ma?

                          Nie wiem. A Ty?
                          • grzespelc Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 29.01.11, 23:23
                            > > Tak, Katar i Norwegia mają przemysł precyzyjny...
                            >
                            > Tak. Norwegia i Katar swoje bogactwo zawdzięczają węglowi.

                            Surowcom naturalnym. Kurna, facet, ogarnij się i przestań się kompromitować.
                            • oby.watel Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 29.01.11, 23:36
                              grzespelc napisał:

                              > Surowcom naturalnym. Kurna, facet, ogarnij się i przestań się kompromitować.

                              Ale nie węglowi. Surowcom naturalnym, które teraz są w cenie. Więc bądź łaskaw nie porównywać Księżyca z ogórkiem, bo to nie ma sensu. Opierając gospodarkę na węglu zbliżymy się do Gabonu, a nie do Norwegii czy Kataru.

                              Miło się z Tobą rozmawia, ale cosik mi się widzi, że jesteś na nie, bo nie, ze względu na rozmówcę, a nie ze względu na temat. I zaczynają puszczać nerwy, bo coraz bardziej się zacietrzewiasz, a coraz mniej racjonalne argumenty padają. Czy obrazisz się, jeśli zaproponuje, byś sobie poszukał innej ofiary?

                              Zacząłem wątek od tego, że niezależnie czy pieniądze są, czy pracodawcę stać, czy kopalnia wydobywa kamienie czy węgiel górnikowi się należy i nie ma zmiłuj. A jak się mu należy, to budżet mu da. A żeby mu dać emerytom zabierze... A Ty? Co chcesz wykazać? Że Śląsk się z węgla utrzyma, skoro rosyjski, a nawet australijski jest tańszy i to wliczając koszty transportu?
                              • grzespelc Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 30.01.11, 11:49
                                > Ale nie węglowi

                                Sam napisałeś o surowcach naturalnych, więc nie wykręcaj teraz kota ogonem.

                                > Co chcesz wykazać? Że Śląsk się z węgla utrzyma, skoro rosyjski, a nawet austra
                                > lijski jest tańszy i to wliczając koszty transportu?

                                Nigdy nie słyszałem o choćby kilogramie węgla australijskiego w Polsce. Śląsk się utrzyma, nie tylko z węgla. Chcę uświadomić Ci, że:
                                - pieniądze, które wracają na Śląsk są niższe, niż podatki płacone stąd do budżetu,
                                - wszelakie dotacje do samych spółek węglowych, są niższe niż podatki przez nie płacone, które idą w miliardy,
                                - dzięki temu, że górnicy mają wysokie pensje, pieniądze tutaj wypracowywane nie przepływają przez budżet państwa, tylko zostają na miejscu,
                                - nie tylko na Górnym Śląsku górnicy maja przywileje, mają je także na Dolnym Śląsku, w Bełchatowie i Lublinie, a to i tak nic w porównaniu z energetyką,
                                - większą kasę, niż górnictwo dostają z budżetu stocznie i huty (poza Śląskiem), ogromne dotacji w postaci zwolnień podatkowych dostało wiele branż, i to głównie w innych częściach kraju,, a do nich nikt się nie dopierdala, tylko wszyscy do kopalń.
                                • oby.watel Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 05.02.11, 21:35
                                  grzespelc napisał:

                                  > Sam napisałeś o surowcach naturalnych, więc nie wykręcaj teraz kota ogonem.

                                  Oby.watel napisał:

                                  > Kraje bogate są bogate nie dlatego, że eksploatują rabunkowo swojej bogactwa na
                                  > turalne, ale dlatego, ze rozwijają naukę i przemysł precyzyjny.

                                  Jak widać napisałem o surowcach naturalnych. Dzięki Bogu nie napisałem o dupie.

                                  > Nigdy nie słyszałem o choćby kilogramie węgla australijskiego w Polsce.

                                  Wybiórcza utrata słuchu. CytatUbiegłoroczny import do Polski - według szacunków analityków Węglokoksu - po listopadzie osiągnął już ok. 12,2 mln ton wobec ponad 10,8 mln ton w całym 2009 roku. Najwięcej węgla (ponad 7 mln ton) napłynęło z Rosji oraz Czech (ponad 2 mln ton) i USA (1,7 mln ton). Mniejsze ilości sprowadzono m.in. z Ukrainy i Kazachstanu, a także np. z Kolumbii.


                                  Około 2,9 z 12,2 mln ton importowanego surowca to węgiel koksowy, sprowadzany m.in. z USA i Kolumbii. Jego import ze Stanów Zjednoczony wzrósł w ubiegłym roku około dwukrotnie. Pozostała część importu to węgiel energetyczny - zauważalnie wzrósł jego import z Rosji i Czech.


                                  > Śląsk się utrzyma, nie tylko z węgla. Chcę uświadomić Ci, że:
                                  > - pieniądze, które wracają na Śląsk są niższe, niż podatki płacone stąd do
                                  > budżetu,

                                  A jak to sobie wyobrażasz, tuzie ekonomiczny? Że pieniądze wpłacone do budżetu w cudowny sposób się rozmnożą i wrócą w podwójnej wysokości? Powiedz mi, czy na Śląsku działa policja? Administracja rządowa? Szkoły, przedszkola, żłobki? Urzędy? Bo wiesz, jak będziecie wolni, samorządni i niepodlegli to trzeba se będzie gliniarzom, belfrom i urzędasom płacić samemu, bez ogladania się na Warszawkę. No i swojemu prezydentowi i parlamentowi, bo jaka to autonomia bez władz autonomii? Będziecie do Warszawy jeździć zapalić opony, czy na żebry?
                                  • grzespelc Oj, człowieku 05.02.11, 22:08
                                    > Jak widać napisałem o surowcach naturalnych. Dzięki Bogu nie napisałem o dupie.

                                    Na jedno wyszło.

                                    > > Nigdy nie słyszałem o choćby kilogramie węgla australijskiego w Polsce.
                                    >
                                    > Wybiórcza utrata słuchu.

                                    No i gdzie tam masz Australię?

                                    Powiedz mi, czy na
                                    > Śląsku działa policja? Administracja rządowa? Szkoły, przedszkola, żłobki? Urz
                                    > ędy? Bo wiesz, jak będziecie wolni, samorządni i niepodlegli to trzeba se będzi
                                    > e gliniarzom, belfrom i urzędasom płacić samemu, bez ogladania się na Warszawkę

                                    Skoro działają, chociaż m,usimy sie dokladać do innych regionów, to tym lepiej będą działać, kiedy nie bdziemy musieli.

                                    > . No i swojemu prezydentowi i parlamentowi, bo jaka to autonomia bez władz autonomii?

                                    Na pierwszego spokojnie starczy po likwidacji stanowisk wojewody i marszałka. Na posłów się trochę dorzuci, i tak mamy sejmik.
                                    • oby.watel Re: Oj, człowieku 07.02.11, 12:04
                                      grzespelc napisał:

                                      > Na jedno wyszło.

                                      Dało się zauważyć, że nie odróżniasz jednego od drugiego.

                                      > No i gdzie tam masz Australię?

                                      Australia to była przenośnia. Chodziło o wykazanie, że węgiel sprowadzany z drugiego końca świata jest tańszy niż czarne śląskie złoto i drogie kamienie. Teraz jaśniej?

                                      > Skoro działają, chociaż m,usimy sie dokladać do innych regionów, to tym lepiej
                                      > będą działać, kiedy nie bdziemy musieli.

                                      To nie ulega wątpliwości. Zwolnicie przedstawicieli okupanta i zatrudnicie swoich.

                                      > Na pierwszego spokojnie starczy po likwidacji stanowisk wojewody i marszałka.
                                      > Na posłów się trochę dorzuci, i tak mamy sejmik.

                                      To są akurat stanowiska rządowe, które są opłacane z budżetu. Resztę se sami wybieracie, ale po odzyskaniu niepodległości wybierzecie se lepszych. Tera nie mogą kandydować, bo pilnują, żeby zgadzała się ilość węgla na hałdach i w papierach. A po odzyskaniu niepodległości zrobicie korektę jednostek miar. Wystarczy że tona będzie miała 500 kg zamiast 1000 i już wydobycie wzrośnie dwukrotnie bez żadnych nakładów. Niech żyje wolny, niepodległy, niezawisły, samorządny i autonomiczny Ślunsk! Niech se sam do kopalni dopłaca!

                                      P.S. Jak Polaczki nie będą chcieli kupować waszego autonomicznego czarnego złota, tylko będą kupować w Rosji tańszy węgiel, to wypowiecie Polsce Wojnę! Przyjedziecie zapalic oponę pokoju?
                                      • grzespelc Re: Oj, człowieku 07.02.11, 19:47
                                        > To są akurat stanowiska rządowe, które są opłacane z budżetu.

                                        Marszałek i sejmik?? Łaaaał....

                                        Niech żyje wolny, niepodległy, niezawisły, samorządny i auto
                                        > nomiczny Ślunsk!

                                        Ja chopie, mosz recht!
                                        • oby.watel Re: Oj, człowieku 07.02.11, 20:33
                                          grzespelc napisał:

                                          > Marszałek i sejmik?? Łaaaał....

                                          Nie. Wojewoda.
    • diabollo Off topic... 28.01.11, 19:05
      Z tym wprowadzaniem OFE to mam ciekawe wspomnienia - historię opowiedzianą przez jedną nasza bliską przyjaciółkę.
      To był dla mnie bardzo emocjonujący czas w Polsce - pakowałem się, żeby wyjechać na drugi koniec świata, bo właśnie podpisałem umowę o pracę na dwa lata za granicą. Tak się jakoś złożyło, że od tamtego wyjazdu nigdy do Polski do pracy nie wróciłem...

      Wracając do historii tej naszej przyjaciółki, poznała ona jakiegoś przystojnego chłopaka na uczelini.
      "Mówię, wam, super facet, przystojny, czarujący, inteligentny, zaczął się koło mnie kręcić, ja cała szczęśliwa, on mnie bajeruje, coraz bardziej, namawia, żebyśmy się umówili, no więc ja jeszcze szczęsliwsza, a jak przyszło co do czego, to się okazało, że jemu, kurwa, chodziło o mój drugi i trzeci filar!"

      Kłaniam się nisko.
    • grzespelc Diabollo... 29.01.11, 02:06
      Proszę, nie nazywaj Balcerowicza tępakiem.

      A pan Osiatyński nie jest liberałem, kiedy był ministrem finansów "oskarżano" go o bycie socjalistą. Ma dużo racji, z wyjątkiem jednej rzeczy: zawieszenie progu na kilka lat byłoby co kilka lat przedłużane, a dług by rósł.
      • diabollo Re: Diabollo... 29.01.11, 10:13
        grzespelc napisał:

        > Proszę, nie nazywaj Balcerowicza tępakiem.

        Czcigodny Grzespelcu, dla Ciebie oczywiście muszę przestać. Nie będę go już tak tytułował.

        Czyniłem to oczywiście z emocji. Drażni mnie populizm. Populizm Leppera był irytujący, ale populizm faceta z tytułem profesora jest dla mnie wkurwiający.

        Kłaniam się nisko.
        • oby.watel Re: Diabollo... 29.01.11, 10:27
          Populizm ministrów magistrów jest dużo bardziej strawny.
    • gaika Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 29.01.11, 13:23
      diabollo napisał:

      > ... i prof. ekonomii jest takim tępakiem jak pan prof. Balczerowicz,

      Kiedyś świadkowałam, że się tak wyrażę, panelowi ekonomistów (łącznie z noblistami) po amerykańskim krachu i konkluzja mniej więcej była taka, że ekonomia to wróżenie z fusów(i za to dają Noble). Więc ja przyjmuję, że różne opcje wróżą wg własnych wierzeń. I zakładam w związku z tym, że dobrze wysłuchać różnych racji, tym bardziej, że nie widzę, aby każda ze stron wyłącznie bzdurzyła.

      Ty naprawdę nie masz wątpliwości, Diabollo? Jedna z wielu w moim przypadku dotyczy odbicia się od ściany do ściany w tak krótkim czasie. Np. Michał Boni pod koniec minionego roku piał peany na temat OFE i bronił ich jak lew. I nagle, z dnia na dzień, stał się starym, wykastrowanym, wyleniałym kocurem. Takich cudów nie ma. Wynik=moje ograniczone zaufanie.

      Rząd chce na dziurę w spodniach naszyć marną łatę, która może nie przetrwać zbyt długo i narobi lekkiego obciachu (młodym w szczególności), opozycja (ekonomiczna) chce nowych spodni (być może nie stać nas na szybki ich zakup). Czy nie trzeba się gdzieś spotkać wpół drogi?
      • diabollo Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 29.01.11, 20:28
        Czcigodna Gaiko,
        Oczywiście ekonomia to nie nauka ścisła lecz społeczna, różnice w strategiach i celach makroekonomicznych mogą się różnić w tę czy w tamtą stronę.

        Niemniej jeżeli przychodzi populista-Lepper i mówi, że trzeba wydać rezerwy walutowe państwa i rozdać zadłużonym rolnikom, albo przychodzi czcigodny Oby.watel i mówi, że sklepikarze w Polsce ledwo przędą, bo ich przygniatają ogromne podatki (najniższe w EU), albo przychodzi Wielki Dogmatyk i mówi, że dług publiczny i fananse państwa uratują tylko cięcia już i tak dramatycznie niedoinwestowanej sfery publicznej, natomiast sztuczne powiększanie długu publicznego przez transfery OFE jest kul - to wtedy to już nie jest żadna makroekonomia tylko populizm i ja wtedy "wysiadam".

        W przypadku Ojca Polskiej Transformacji jest to tym gorsze, bo znowu nie ważne co się mówi, ale kto to mówi, a "Ojciec" dla niektórych jest Wielkim Autorytetem.
        Nie wiem z czego to u niego wynika. Nie mam natury PISSdeusza, który będzie go podejrzewał o sprzyjaniu bankowych grup interesu. Raczej sądzę, że "Ojciec" przez ostatnie 20 lat był pod ogromnym obstrzałem, więc mu urosła gruba skóra jak hipopotamowi, ten długotrwały obstrzał doprowadził go do skrajnego zjawiska socjologicznego: tzw. utwierdzenia postaw.
        Ta skóra hipopotama najwyraźniej uniemożliwa mu też kontakt z rzeczywistością.

        Kłaniam się nisko.
        • oby.watel Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 29.01.11, 21:20
          diabollo napisał:

          > albo przychodzi czcigodny Oby.wateli mówi, że sklepikarze w Polsce ledwo przędą, bo ich
          > przygniatają ogromne podatki (najniższe w EU)...

          Ażeby wypłacić sklepikarzowi 1500 zł pracodawca musi zgromadzić na wszystkie podatki, składki i opłaty 2441 zł. Czyli obciążenie płacy wynosi 38,565573770%.

          Rozumiem że teraz czcigodny Diabollo poda przykłady krajów europejskich pobierających więcej, żeby nie być posadzonym, że po prostu zmyśla, lub kłamie mówiąc, że w Polsce obciążenia są najniższe w Europie. Bo koszty pracy, to nie tylko gołe podatki, ale także wszelkiego rodzaju inne składki, jak składka emerytalna, składka rentowa, składka chorobowa, składka zdrowotna oraz - płacone przez pracodawcę - składka na ZUS, składka na Fundusz Pracy i składka na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.
        • gaika Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 29.01.11, 22:38
          diabollo napisał:

          > Oczywiście ekonomia to nie nauka ścisła lecz społeczna, różnice w strategiach i
          > celach makroekonomicznych mogą się różnić w tę czy w tamtą stronę.

          Nawet przyjmując Twoją diagnozę, że Ten który Musi Odejść utwardził się, bo np. przywiązał się do swojego dziecka i trudno mu się rozstać, to jednak gdy patrzy się na argumenty drugiej strony często-gęsto przypominają na razie klecenie kiepskiej tratwy ratunkowej, która z dużym prawdopodobieństwem rozleci się, kiedy już będzie na środku wzburzonego morza.

          Masz rację, że są kraje, w których wysokie podatki i wysokie świadczenia socjalne idą w parze, ale mimo wszystko nie zapominałabym, że wysokość pensji, od których te wysokie podatki się pobiera, jest wciąż kiepsko porównywalna z ojczyźnianymi.

          Nie zarzucam rządowi, że dokonuje skoku na kasę emerytów, ale że nie myśli perspektywicznie i nie o wszystkich członkach społeczeństwa w podobny sposób. I że z jednakowym zapałem zachwala i namawia do czegoś, co za pięć minut miesza z błotem.

          Że mamy sfery niedofinansowane-prawda. Ale jeśli powiesz, że to służba zdrowia, to ja zapytam gdzie są na to dowody? Na razie są dowody na dramatyczny brak umiejętności zarządzania tą działką. Ktoś racjonalnie wyliczył koszta usług medycznych? Ktoś nauczył lekarzy zestawu słów niezbędnych do komunikacji z pacjentem(w pakiecie ze studiami wyższymi medycznymi opłacanymi przez pana, panią oraz społeczeństwo)? Jestem przeciwna inwestowaniu w machinę, która niezmiennie produkuje buble.

          Ostatnia refleksja jest taka-z doświadczeń oraz obserwacji(bardziej micro niż macro, ale nie całkiem micro) wynika, że radykalne reformy, wielkie zmiany są w efekcie bardziej kosztowne niż naprawa elementów tego co zmieniono w wyniku wcześniejszej rewolucji. Wywracanie do góry nogami systemu jest kosztowne finansowo i w sensie ludzkim. Wywracanie częste pomnaża te koszta. Taniej, sensowniej zmieniać te kółka zębate, które się wyszczerbiły, co na skutek wnikliwej obserwacji i superwizji powinno być łatwe do zauważenia. Wtedy nikt się nie budzi z ręką w nocniku.

          Na przykład-w ciągu 10 lat nie załamała się fenomenalna do tej pory dzietność Polaków, ani też Polska nie podlegała jakimś odmiennym niż inne kraje mechanizmom w tym względzie(korzystanie z cudzych doświadczeń-ważny motyw) więc teraz argument, że demografia nas zaskoczyła, brzmi po prostu...infantylnie.
          • diabollo Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 05.02.11, 20:47
            gaika napisała:

            > Nawet przyjmując Twoją diagnozę, że Ten który Musi Odejść utwardził się, bo np.
            > przywiązał się do swojego dziecka i trudno mu się rozstać, to jednak gdy patrz
            > y się na argumenty drugiej strony często-gęsto przypominają na razie klecenie k
            > iepskiej tratwy ratunkowej, która z dużym prawdopodobieństwem rozleci się, kied
            > y już będzie na środku wzburzonego morza.

            Kwestia liryki, która opisuje to samo zdarzenie, czcigodna Gaiko. Można mówić o kiepskiej tratwie ratunkowej, można o też mówić o obraniu kursu okrętu omijającego zderzenie z górą lodową.

            > Masz rację, że są kraje, w których wysokie podatki i wysokie świadczenia socjal
            > ne idą w parze, ale mimo wszystko nie zapominałabym, że wysokość pensji, od któ
            > rych te wysokie podatki się pobiera, jest wciąż kiepsko porównywalna z ojczyźni
            > anymi.

            Tak, to podstawa "konkurencyjności" polskiej gospodarki. Niske płace.
            To powoli się zaczyna zmieniać, choć raczej... rozjeżdżać, to znaczy na takich jak paru moich kolegów z liceum i ze studiów w Ojczyźnie, którym sam pracując w Niemczech na ciepłej posadce kierowniczej mógłbym pozazdrościć realnych dochodów i ich dostatku oraz rzesz tyrających za równowartość 400 euro netto, często mających do utrzymania za to rodziny.

            > Nie zarzucam rządowi, że dokonuje skoku na kasę emerytów, ale że nie myśli pers
            > pektywicznie i nie o wszystkich członkach społeczeństwa w podobny sposób. I że
            > z jednakowym zapałem zachwala i namawia do czegoś, co za pięć minut miesza z bł
            > otem.

            Dzisiejszy świat się szybko zmienia, rządowi w kwestii korekty OFE można zarzucać to, że nie wytłumaczył społeczeństwu o co mu chodzi.
            Natomiast wąska, forsiasta grupa, której owa korekta nie jest na rękę - wytoczyła ciężkie działa.
            Naszej polskiej kulturze brakuje ciągle zwyczaju debaty - i nie jest to moje usprawiedliwienie dla rządu.

            > Że mamy sfery niedofinansowane-prawda. Ale jeśli powiesz, że to służba zdrowia,
            > to ja zapytam gdzie są na to dowody? Na razie są dowody na dramatyczny brak um
            > iejętności zarządzania tą działką. Ktoś racjonalnie wyliczył koszta usług medyc
            > znych? Ktoś nauczył lekarzy zestawu słów niezbędnych do komunikacji z pacjentem
            > (w pakiecie ze studiami wyższymi medycznymi opłacanymi przez pana, panią oraz s
            > połeczeństwo)? Jestem przeciwna inwestowaniu w machinę, która niezmiennie produ
            > kuje buble.

            Z tą służboą zdrowia to nie chcę się wypowiadać. Niech się wypowie czcigodny Witold17, albo z czcigodnym WitekJS

            > Ostatnia refleksja jest taka-z doświadczeń oraz obserwacji(bardziej micro niż m
            > acro, ale nie całkiem micro) wynika, że radykalne reformy, wielkie zmiany są w
            > efekcie bardziej kosztowne niż naprawa elementów tego co zmieniono w wyniku wcz
            > eśniejszej rewolucji. Wywracanie do góry nogami systemu jest kosztowne finansow
            > o i w sensie ludzkim. Wywracanie częste pomnaża te koszta. Taniej, sensowniej z
            > mieniać te kółka zębate, które się wyszczerbiły, co na skutek wnikliwej obserwa
            > cji i superwizji powinno być łatwe do zauważenia. Wtedy nikt się nie budzi z rę
            > ką w nocniku.

            Chodzi właśnie o korektę.

            > Na przykład-w ciągu 10 lat nie załamała się fenomenalna do tej pory dzietność P
            > olaków, ani też Polska nie podlegała jakimś odmiennym niż inne kraje mechanizmo
            > m w tym względzie(korzystanie z cudzych doświadczeń-ważny motyw) więc teraz arg
            > ument, że demografia nas zaskoczyła, brzmi po prostu...infantylnie.

            Cóż, chyba lepiej późno niż w cale powiedzieć prawdę Narodowi?

            Kłaniam się nisko.
            • gaika Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 07.02.11, 11:02
              diabollo napisał:

              > Kwestia liryki, która opisuje to samo zdarzenie, czcigodna Gaiko. Można mówić o
              > kiepskiej tratwie ratunkowej, można o też mówić o obraniu kursu okrętu omijają
              > cego zderzenie z górą lodową.

              Niech będzie góra. Ale może uczciwie byłoby powiedzieć wprost, że chodzi tylko o tę, którą w tej chwili mamy przed nosem.


              > Tak, to podstawa "konkurencyjności" polskiej gospodarki. Niske płace.
              > To powoli się zaczyna zmieniać, choć raczej... rozjeżdżać, to znaczy na takich
              > jak paru moich kolegów z liceum i ze studiów w Ojczyźnie, którym sam pracując w
              > Niemczech na ciepłej posadce kierowniczej mógłbym pozazdrościć realnych dochod
              > ów i ich dostatku oraz rzesz tyrających za równowartość 400 euro netto, często
              > mających do utrzymania za to rodziny.

              Ale widzisz, jak statystyki i analizy eksperckie pokazują, rozwarstwienie w Polsce nie jest duże i wcale nie rośnie. Jeśli to niezbędne, wywlokę źródła.

              > Dzisiejszy świat się szybko zmienia, rządowi w kwestii korekty OFE można zarzuc
              > ać to, że nie wytłumaczył społeczeństwu o co mu chodzi.
              > Natomiast wąska, forsiasta grupa, której owa korekta nie jest na rękę - wytoczy
              > ła ciężkie działa.

              Szczerze mówiąc, nie widzę, żeby to wąska grupa była. Szczególnie, że osoby, które wcale nie są przeciwne temu ruchowi podkreślają jego doraźność i 'nieperspektywiczność'.

              > Z tą służboą zdrowia to nie chcę się wypowiadać. Niech się wypowie czcigodny Wi
              > told17, albo z czcigodnym WitekJS

              Tak, tylko Witkowie dwaj to jedna strona medalu. To trochę tak jakbyś powiedział, że na pewne, dość powszechnie występujące tu tematy, może się wypowiadać jedynie ksiądz.

              > Chodzi właśnie o korektę.

              Korektą nazwałabym poprawę funkcjonowania OFE, zmuszenie do konkurencyjności, obniżenie kosztów obsługi...Stwierdzenie, że nagle, z dnia na dzień stały się do bani, nie brzmi jak korekta.

              > Cóż, chyba lepiej późno niż w cale powiedzieć prawdę Narodowi?

              Prawdy to jeszcze definitywnie nie powiedzieli-a prawda jest taka, że dali d...(kolejne rządy rzecz jasna), bo zamiast wdrażać mechanizmy zabezpieczające przed zapaścią, bojaźliwie ich unikali. Teraz nie ma wyjścia, bo wyrwa rośnie.

              Bo na pewno nie jest prawdą, że w ciągu dwóch miesięcy cudowne OFE stały się strasznymi OFE.
              • diabollo Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 07.02.11, 18:18
                gaika napisała:

                > Ale widzisz, jak statystyki i analizy eksperckie pokazują, rozwarstwienie w Pol
                > sce nie jest duże i wcale nie rośnie. Jeśli to niezbędne, wywlokę źródła.

                Czcigodna Gaiko, krótki google prowadzi nas do takich rewelacji:

                ******
                Na początek objaśnienie indeksu Giniego w skrócie: miara rozkładu zmiennej losowej opisująca nierówności społeczne, przyjmująca wartości od 0 do 1. Gdy wartość tego indeksu wynosi 0 - cały dochód w kraju jest podzielony po równo. Natomiast wartość 1 oznacza, że całe bogactwo kraju znajduje się w rękach jednej osoby. Oto spis krajów (wraz z odpowiadającym im indeksem Giniego) en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_income_equality Pobieżne wnioski, jakie można wyciągnąć: Indeks Giniego 0.2-0.3 - kraje te mają stosunkowo małe rozwarstwienie dochodów, wzrostowi PKB towarzyszy wzrost poziomu zamożności mieszkańców. Do listy tej można zaliczyć kraje o modelu welfare state (państwo opiekuńcze). Przykłady krajów: Szwecja (0.23), Finlandia (0.25), Czechy (0.26), Austria (0.26) Niemcy (0.28), Francja (0.28), Węgry (0.28), wartość 0.3-0.45 - średnie rozwarstwienie dochodów, wzrost PKB przekłada się na wzrost siły nabywczej dużej części społeczeństwa, jednak zaczyna pojawiać się grupa ludzi wykluczonych z życia społecznego. np: Ukraina (0.31), Włochy (0.33), Polska (0.36), Portugalia (0.38), Rosja (0.41), Wenezuela (0.42 - 2008r), USA (0.45) wartość 0.45-0.7 - wysokie lub bardzo wysokie rozwarstwienie dochodów, ze wzrostu gospodarczego korzystają nieliczni, dzielnice biedy/slumsy na porządku dziennym. np: Meksyk (0.46), Chiny (0.47), Argentyna (0.49), Chile (0.54), Boliwia (0.59) Warto wspomnieć przy okazji, że pod koniec okresu PRL mieliśmy ten współczynnik na poziomie 0.25 (dzisiejsze kraje skandynawskie). Neoliberalna (częściowo) polityka ostatnich 20 lat dała się mocno we znaki. Zmniejszano wydatki na cele społeczne, jednocześnie "uciskając" przedsiębiorców absurdalnymi przepisami. W efekcie Polska jest także krajem o małej wolności gospodarczej - zajmuje 82. miejsce, co jest najgorszym wynikiem wśród wszystkich krajów UE: www.heritage.org/Index/Ranking.aspx Przyjęło się powszechnie uważać, że wysokie podatki i wysokie wydatki na cele społeczne hamują rozwój gospodarczy (który jest częściowo zależny od tego indeksu). Patrząc na przykład np. Szwecji czy Niemiec, okazuje się, że tzw. "ucisk fiskalny" jest jedynie drobną składową ogólnego wyniku. Najważniejszy jest swobodny przepływ kapitału oraz przejrzystość przepisów prawnych dla przedsiębiorców, w czym Polska niestety kuleje, za sprawą naszych polityków oczywiście.
                **********

                Jeżeli indeks Giniego w Polsce wzrósł o 44% to chyba nie ma co udawać, że problemu nie ma?

                Jeszcze parę linków:

                www.portalspozywczy.pl/praca/wiadomosci/oecd-zauwaza-duze-rozwarstwienie-spoleczne-w-polsce,7962.html
                gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90442,6120722,Porownanie_zarobkow_najbogatszych_i_najbiedniejszych.html
                Kłaniam się nisko.
                • oby.watel Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 07.02.11, 18:40
                  I co z tego wynika? Że należy zabrać bogatym i dać biednym? Ciekawe dlaczego nie podają prawdy o Korei Północnej. Przecież wiadomo, że tam wskaźnik wynosi -1, bo ukochani przywódcy oddają ludowi wszystko ca mają.
                  • diabollo Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 07.02.11, 20:11
                    oby.watel napisał:

                    > I co z tego wynika? Że należy zabrać bogatym i dać biednym? Ciekawe dlaczego ni
                    > e podają prawdy o Korei Północnej. Przecież wiadomo, że tam wskaźnik wynosi -1,
                    > bo ukochani przywódcy oddają ludowi wszystko ca mają.

                    Czcigodny Oby.watelu, przeczytaj jeszcze raz powyższą demagogię, a może zrozumiesz dlaczego dialog z Tobą staje się niemożliwy.

                    Kłaniam się nisko.
                    • oby.watel Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 07.02.11, 20:37
                      Zalecam to samo. Cytujesz całe artykuły różnych ludzi, których bezstronność jest problematyczna i obrażasz się na odmienne opinie. Rozwarstwienie jest faktem. I co z tego? Trzeba wzorem komunistów wprowadzić punkty za rozwarstwienie, czy pracować nad poprawieniem ogólnego poziomu życia? I kto to ma robić, skoro biedny posłowi wczasów na Majorce z wdzięczności nie fundnie, a bogaty i owszem.
                      • grzespelc No i widzisz 07.02.11, 22:47
                        Diabollo p0isze CI to samo, co ja. To co Ty piszesz, to nie są opinie ani polemiki, tylko imputowanie drugiej stronie poglądów.
                        • oby.watel Re: No i widzisz 08.02.11, 00:43
                          grzespelc napisał:

                          > Diabollo p0isze CI to samo, co ja. To co Ty piszesz, to nie są opinie ani polem
                          > iki, tylko imputowanie drugiej stronie poglądów.

                          No i co z tego wynika? Diabollo próbuje jakoś argumentować. Jego argumenty do mnie nie trafiają, podobnie zresztą jak moje do Niego, niestety. Mógłbyś podlinkować swoje, skoro uważasz, że stanowisz z Diabollo duet?
                • gaika Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 07.02.11, 20:25
                  diabollo napisał:


                  > Czcigodna Gaiko, krótki google prowadzi nas do takich rewelacji:

                  Wolę dłuższe google smile, żeby nie było pokusy dla uproszczonej argumentacji. Nie o to chodzi, że nie ma w Polsce rozwarstwienia czy biedy, ale nic nam to nie mówi bez przyjęcia kontekstu, perspektywy i bliższego przyjrzenia się. Nie jest to po prostu zasadniczy problem.


                  Rozpiętość dochodów mierzymy przy pomocy wskaźnika Giniego. Gdyby wszyscy mieli jednakowe dochody, wynosiłby on 0, gdyby jeden człowiek miał wszystkie dochody, a pozostali  - żadnych, wskaźnik by wyniósł 1,0. Posłużmy się więc tym wskaźnikiem, uzupełnionym o wielkość Produktu Krajowego Brutto w dolarach na mieszkańca; 

                                         Wskaźnik Giniego            PKB na głowę ( tys. dol. USA, 2008) 
                   
                  Polska              - 0,35 (2005)              13,8  
                  Meksyk            -  0,48 (2006)              14,2
                  Francja            -  0,33 (2008)              48,0
                  Hiszpania         - 0,32  (2005)              35,2
                  Włochy             - 0,32 (2006)               38,7
                  W. Brytania      - 0,34 (2005)               45,7  
                   
                  Polska, z mniej więcej takim poziomem PKB na głowę jak Meksyk, ma  rozpiętość dochodów na poziomie kilku rozwiniętych krajów Europy. Więc co tu głupio gadać o III świecie! 
                  Ustalenia Eurostatu, urzędu statystycznego UE (co prawda, za rok 2004, ale rewolucji od tego czasu nie było) obalają mit o dwóch Polskach;  garstki bogaczy i spauperyzowanej większości. Dochody 20 procent najwyżej uposażonych gospodarstw domowych były 6,6 razy wyższe niż dochody 20 procent najniżej uposażonych. Pomiędzy tym dwiema grupami znajduje się jednak jeszcze 60 procent społeczeństwa. Więc raczej piramida dochodów, a nie  izolowana wyspa bogactwa w morzu nędzy.  
                  Pięć lat temu Eurostat badał również ubóstwo. Dochód przypadający na dorosłą osobę w gospodarstwach domowych  wynosił wówczas 13 716 złotych rocznie. 11 467 złotych wyniosła mediana, - wartość środkowa. Za ubogich uznano tych, których dochody nie przekraczały 60 procent mediany i stanowili oni 21 procent ogółu. Teraz progi są wyższe, a więc tak samo liczony procent ubogich jest zbliżony, choć mają oni więcej niż kilka lat temu. 
                  Spójrzmy teraz na  nowsze dane GUS, za rok 2008. Dotyczą one nie wszystkich dochodów, ale jedynie płac. Sporo jednakże mówią. 10 procent najlepiej wynagradzanych pracowników zarabiało miesięcznie  ponad 5376 złotych. 10 procent najniżej uposażonych - poniżej 1307 złotych. Stosunek zarobków najwyższego decyla do najniższego wynosił 4,11, podczas gdy dwa lata wcześniej wyniósł 4,36. Wcześniej, przez okres transformacji, rósł. Być może proces ten zatrzymał się i nawet zaczął się cofać. Być może jest to chwilowa przerwa. Ożywienie gospodarcze po kryzysie, wdrażanie nowych technologii, może zwiększyć zapotrzebowanie na menedżerów i specjalistów i znowu powiększyć rozpiętość zarobków. 
                  Przeciętne wynagrodzenie wyniosło rok temu 3232 złote. 65,3 pracujących mieściło się poniżej tego.1896 złotych złotych zarabiali przeciętnie zatrudnieni przy pracach prostych, wykwalifikowani pracownicy - 2674, specjaliści - 3979,  a kierownicy i wyżsi urzędnicy - 7219. Powyżej 10  tysięcy miesięcznie zarabiało wówczas jedynie 2,08 proc. zatrudnionych, a kominy przekraczające 50 tysięcy miało 0,02. Czyli klasyczna piramida i w zasadzie skala płac odpowiada wartości pracy. Warto przypomnieć, że w PRL prosty robotnik zarabiał niekiedy więcej od specjalisty i było to nieraz przedstawiane jako triumf sprawiedliwości społecznej. 
                  Skończył się również czas, w którym najgorsza inicjatywa prywatna przynosiła dochody bez porównania wyższe niż najlepszy  etat państwowy. Obecnie dochody olbrzymiej większości przedsiębiorców są porównywalne z płacami, a  niekiedy znacząco niższe.  Szczegóły niekiedy mogą być lepiej znane spowiednikom niż urzędnikom skarbowym, ale własna działalność gospodarcza to nie jest już automatycznie eldorado i obarczona bywa niekiedy większym ryzykiem niż praca najemna. 
                  Dane GUS sprzed transformacji były gromadzone inaczej, lecz pozwalają na  jakieś bardzo orientacyjne porównanie. W 1988 roku, ostatnim pełnym roku PRL, w 21,2 proc. gospodarstw domowych dochód na osobę nie przekraczał 2000 złotych. A w 21,6 proc. gospodarstw wynosił ponad 4400 złotych. ( W zaledwie 5 proc. gospodarstw przekraczał 6 tysięcy złotych.) W rozkładzie dochodów całkowitego przewrotu więc raczej w III RP nie było. 


                  alfaomega.webnode.com/pa%C5%84stwo/e-skalski-biedni-i-bogaci-iii-rp/


                  Wzrostowi rozwarstwienia między biednymi i bogatymi towarzyszyła jednak duża mobilność gospodarstw domowych i osób na drabinie dochodów; zaledwie od 50 do 60 proc. pozostawało w okresie dwóch lat na tym samym szczeblu drabiny. Reszta albo się w stosunku do innych bogaciła albo ubożała, przy czym dochód gospodarstw i osób należących w poprzednim okresie do grupy 25 proc. najuboższych rósł szybciej niż dochód gospodarstw i osób należących wcześniej do grupy 25 proc. najbogatszych (wykres 1). Oznacza to, że mimo ogólnego wzrostu rozwarstwienia ekonomicznego w Polsce między kategoriami dochodowymi nie zachodzi zjawisko pogłębiania się różnic między dochodami poszczególnych gospodarstw i osób. Gospodarstwa i osoby, które awansują do wyższych grup dochodowych, bogacą się szybciej od tych, które zajmują ich miejsce na niższych szczeblach drabiny dochodów, a także od tych, które pozostają na tym samym szczeblu. Przez to zwiększają się różnice między grupami. W istocie osobom, które między 2007 i 2009 r. awansowały do wyższej ćwiartki dochodów, dochód wzrósł ponad dwukrotnie, tym zaś, które nie zmieniły grupy dochodowej, dochód wzrósł o 11 proc., a tym, które spadły do niższej ćwiartki dochodów, dochód obniżył się o 42 proc. (patrz wykres 2). Awansujących było o 10 proc. więcej niż osób, które spadły do niższej kategorii dochodowej, i przeważali wśród nich lepiej wykształceni i młodsi (do 35 r.ż.), oraz mieszkańcy wsi i małych miast

                  Coraz łatwiej jest Polakom wiązać koniec z końcem. Odsetek gospodarstw, które radzą sobie finansowo z wielką trudnością spadł o 3 pkt. proc. w stosunku do 2007 r. i o 12 pkt. proc. w stosunku do 2000 r., a odsetek gospodarstw, które radzą sobie łatwo i raczej łatwo wzrósł odpowiednio o 3 i 13 pkt. proc. (wykres 3). Tę tendencję stałej poprawy subiektywnego wskaźnika materialnych warunków życia widać jeszcze wyraźniej w dłuższym horyzoncie czasowym w rozkładzie odpowiedzi na pytanie, czy stałe dochody pozwalają zaspokoić bieżące potrzeby. Odsetek gospodarstw, których stałe dochody nie pozwalają zaspokoić bieżących potrzeb, spadł ponad dwuipółkrotnie od 1993 r., z 74 do 28 proc. (wykres 4).



                  www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/pts/PTS_diagnoza_spoleczna_2009_konferencja_150709.pdf

                  www.youtube.com/watch?v=2tdkLPHGepU

                  www.polityka.pl/kraj/223100,1,polak-wnowych-czasach.read
                  • diabollo Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 07.02.11, 21:02
                    Najwyraźniej cytujesz stare dane z 2005 czy wypowiedź pana prof. Czaplińskiego z 2007.

                    Co może prowadzić do jeszcze bardziej pesymistycznych wniosków, skoro w 2005 było jeszcze tak wspaniale.

                    Oczywiście, że dochody realne bardzo wzrosły od 2005, to fajnie, choć rozwastwienie - prowadzące do napięć społecznych - się powiększyło (a to w 2005 PISSda wygrała hasłem o "Polsce solidarnej", aż strach myśleć kto znowu wygra i jakimi hasłami zajmując miejsce PISS).


                    gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90442,6120722,Porownanie_zarobkow_najbogatszych_i_najbiedniejszych.html

                    Kłaniam się nisko.
                    • gaika Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 07.02.11, 21:35
                      diabollo napisał:

                      > Najwyraźniej cytujesz stare dane z 2005 czy wypowiedź pana prof. Czaplińskiego
                      > z 2007.
                      >
                      > Co może prowadzić do jeszcze bardziej pesymistycznych wniosków, skoro w 2005 by
                      > ło jeszcze tak wspaniale.
                      >
                      > Oczywiście, że dochody realne bardzo wzrosły od 2005, to fajnie, choć rozwastwi
                      > enie - prowadzące do napięć społecznych - się powiększyło

                      Ej, Diabollo. Dane są z szeregu lat, również z ostatnich. Zmiany pokazuje się na przestrzeni. Diagnoza jest z 2009 roku.

                      Mówisz do napięć, ale zadowolenie Polaków radykalnie wzrosło, warunki życia się poprawiły...no nie można udawać, że jest inaczej skoro rzetelne badania to pokazują. Jeszcze raz podkreślam, że problem biedy istnieje, ale rozwarstwienie nie jest w tej chwili zasadniczym problemem społecznym.
                  • diabollo Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 07.02.11, 21:11
                    GDP per capita według Fucktbook CIA:

                    Polska 18,000 dularów na pysk

                    Meksyk 13,800 dularów na pysk


                    Choć chyba lepiej porównywać się do sąsiadów, którzy startowali z podobnego poziomu:

                    Republika Czeska 25,600
                    (Gini index 26 (2005))

                    www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/rankorder/2004rank.html
                    Kłaniam się nisko.
                    • diabollo Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 07.02.11, 21:14
                      diabollo napisał:

                      > GDP per capita według Fucktbook CIA:
                      >
                      > Polska 18,000 dularów na pysk
                      >
                      > Meksyk 13,800 dularów na pysk
                      >
                      >
                      > Choć chyba lepiej porównywać się do sąsiadów, którzy startowali z podobnego poz
                      > iomu:
                      >
                      > Republika Czeska 25,600
                      > (Gini index 26 (2005))
                      >
                      > www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/rankorder/2004rank.html
                      > Kłaniam się nisko.

                      Oczywiście w linkowanych danych znajdziemy 18,800 USD per capita polskiego GDP.

                      Kłaniam się nisko.
                    • grzespelc Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 07.02.11, 22:54
                      > Choć chyba lepiej porównywać się do sąsiadów, którzy startowali z podobnego
                      > poziomu:

                      > Republika Czeska

                      Mylisz się. Czesi startowali z poziomu, który Polska osiągnęła - jeśli się nie mylę - w 2005 czy 2006 r. W każdym razie pisano z 2-3 lata temu, że przeskoczyliśmy poziom Czech z 1989 r. Oczywiście po 89 r. PKB w Czechach na chwilę spadło, ale to samo działo się w Polsce.
                      • diabollo Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 08.02.11, 07:44
                        grzespelc napisał:

                        > > Choć chyba lepiej porównywać się do sąsiadów, którzy startowali z podobne
                        > go
                        > > poziomu:
                        >
                        > > Republika Czeska
                        >
                        > Mylisz się. Czesi startowali z poziomu, który Polska osiągnęła - jeśli się nie
                        > mylę - w 2005 czy 2006 r. W każdym razie pisano z 2-3 lata temu, że przeskoczyl
                        > iśmy poziom Czech z 1989 r. Oczywiście po 89 r. PKB w Czechach na chwilę spadło
                        > , ale to samo działo się w Polsce.

                        Masz rację czcigodny Grzespelcu, Republika Czeska cywilizacyjnie zawsze stała wyżej, ot jeżeli nawet weźmiemy społeczne zapotrzebowanie (śladowe w porównaniu do Ojczyzny) na zbiorowe zabobony.

                        Niemniej Czesi startowali z podobnego poziomu rozwarstwienia jak Rodacy (tylko Czesi na tym samym poziomie rozwarstwienia pozostali).

                        Kłaniam się nisko.
                        • grzespelc Re: Nie każdy liberalny były minister finansów... 08.02.11, 16:51
                          Miałem na myśli PKB. Rozwarstwienie pewnie było w Czechahc podobne, a możę mniejse że względu na wyzszy stopień upaństowowienia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka