Dodaj do ulubionych

Whitney Houston

12.02.12, 14:27
No i kolejna wielka artyska (po Amy) przedawkowała akohol albo dragi.

Na forum czcigodniej Marii przeczytałem najglupszy możliwy komentarz - żeby jej Bóg wybaczył.

Wszak Bóg - o ile istnieje ma sporo za uszami w kwestii Whitney, a nie odwrotnie.
Właśnie Bóg - o ile istenieje - jest odpowiedzialny za stworzenie śmiertelenej choroby psychicznej zwanej uzależnieniem i jeszcze zaaplikowanie tej choroby Amy czy Whitney...

Tak na fali refleksji tekstu pana Vargi można brawurowo zapytać:

Czy można wybaczyć Bogu takie kurestwo?

Kłaniam się nisko.
Obserwuj wątek
    • grzespelc Re: Whitney Houston 12.02.12, 18:33
      Nie polubiłem Whitney po tym, jak marudziła, że we wrześniu w Polsce zimno (a było 19 st., a nie żadne tam zimno). Gwiazdorskich manier nie trawię. Oczywiście pani WH miała talent, ale i miała też trochę szczęścia, łatwiej się robi karierę, jak się ma wpływową rodzinę. Z drugiej strony - prywatnie jej się nie układało.

      > Czy można wybaczyć Bogu takie kurestwo?

      Że zrobił coś takiego tak religijnej osobie?
      Nie wiem, nie wdaję sie w tego typu rozważania, to bez sensu.
      • uff.o Re: Whitney Houston 12.02.12, 19:48
        no cóż, wielcy geniusze (może Bogowie też, jako odzwierciedlenie ludzkiej psychiki) posiadają zarówno wielkie dary, cnoty, jak też wielkie wady. Przyznam że nigdy jej nie lubiałem i nie słuchałem, ponieważ pomimo rzeczywiście ogromnej skali ekspresji jaką niewątpliwie posiadała jest ona (i była od samego początku) dla mnie przykładem ofiary komercyjnej maszynerii biznesowej. A muzyka jaką do jej Wielkiego głosu komponowali różni magowie komercjalizmu, była dla mnie toną iluzorycznego cukru....białego.
        Wyobrażam sobie jednakże jak trudno w takiej sytuacji kiedy ktoś zostaje postawiony na szczycie popularności, stworzyć sobie zaufane otoczenie, bezustannie radzić sobie z tłumem fałszywych przyjaciół, wampirów i wampirków żądnych wyssać choćby kropelkę zysku, materialnego, psychicznego czy emocjonalnego. Poza tym lata 80/90 w Ameryce to było apogeum zmysłowości i materializmu, 'śmierć Ameryki', jak to ogłosił A. Ginsberg jeszcze w latrach 70-ątych. Używało się wówczas narkotyków i trunków bez umiaru i bez żadnego idealizmu duchowego jaki przynajmniej towarzyszył czasom hipisowskim. Zarówno ona jak i wielu mniejszych Bogów czy Bogiń pop padło. Zbieramy żniwo.
        Inna rzecz iż niechcący zrobiło mi się takie daleeeeeko naciągane porównanie z....zeszłym w zaświaty ś.p. prezydentem Lechem, któremu w obliczu totalnej krytyki i ewidentnego niepowodzenia w zbliżających się wyborach, zrobił z siebie tym aktem odwagi strzeliście samobójczej mięczennika wawelskiego. Natomiast Whitney, która kilka dni przed śmiercią błąkała się jak pijana po różnych imprezach i kompromitowała swój artystyczny wizerunek, zarówno skandalikami jak i mocno już fałszującym głosem, krytykowanym od dłuzszego już czasu (jej ostatnie turne było totalnym fiaskiem) stawała w obliczu nadchodzącej katastrofy utraty wizerunku...gwiazdy świetlistej na niebiosach, podczas zbliżającej się gali Grammy (stres z tego powodu mógł być zabójczy, liznąłem trochę takiego stresu w młodości kiedy muzykjowałem publicznie)a zatem cóż pozostało jeśli nie zmitologizowanie się? Nie mówię iż działo się to z zimną kalkulacyjną determinacją, nie, w takich sytuacjach różne siły, świadome i nieświadome, kierują desperacją człowieka.... Na taki stres zresztą jak 'radzili mi' doświadczeni muzycy zawsze bierze się jakieś 'rozluźniające' używki. O przedawkowanie nietrudno. Jednak znowu sprawdza się zasada iż pozycja autorytetu (w danej dziedzinie) zobowiązuje do bycia gwiazdą globalnego szołu za wszelką cenę. Teraz wszyscy na klęczkach będą czołgać się do trumny ze szczątkami świętej, znów niepokalanej, a pochowają ją w Muzoleum Gwiazd Niepokalanych, obok Króla Popu. (sorry, ale nie mogę się powstrzymać od grobowego sarkazmu). Nie wiem, może innym artystom, w innych dziedzinach, trochę łatwiej niż artystom...estradowym. Można się schować, ba, zazwyczaj, nie przypadkiem, taki Bóg artystyczny, zdobywał sławę dopiero po.....życiu w ciągu którego klepał biedę na co dzień, dzięki czemu chroniła go ona od nadmiaru pasożytów i krwiopijców.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka