Dodaj do ulubionych

no to mamy Jezuitę z aspiracjami

13.03.13, 23:40
Franciszkańskimi. Nie dość że Jezuici to najbardziej wężowy rodzaj w tym gnieździe żmij, trzymający w garści całą administrację, i znienawidzony przez inne zakony, to jeszcze zobowiązany przysięgą absolutnej wierności i lojalności względem Papy. A w przyjęciu owego imienia św. Franciszka, odziewają się w skórę wszechogarniającej panteistycznej miłości wobec wszelkich istot. (Hmm, czyżby wobec pedofilów też? Wszak wedle kategorii kościelników, pedofil to nie to samo co ksiądz-pedofil. Bo ksiądz-pedofil to przecież również namaszczony pośrednik między Bogiem a plebsem) Nie dość że KK przywłaszczył sobie postać św. Franciszka, którego mało nie wyrzucił ze swojego Łona, głoszącego swoje idee pod wpływem tradycji Gnozy, to teraz chce udawać posługę biednym, wzmacniając struktury hierarchiczne. He,he.he. No cóż, konserwa górą, z parawanem odnowy. A jeszcze jego wiek. Przerażające. Z wyglądu, przypomina mi jakiegoś mafiozę.
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: no to mamy Jezuitę z aspiracjami 14.03.13, 08:09
      Bardzo ciekawy wybór.
      No i rzeczywiście jezuita z Ameryki Południowej awansowanay na stopień kardynała przez pana Wojtyłę - Wielkiego Inkwizytora wobec tzw. "teologii wyzwolenia" - będzie budził kontrowersje.

      Kłaniam się nisko.
      • diabollo Re: no to mamy Jezuitę z aspiracjami 14.03.13, 08:16
        Na szczęście sprawdziły się moje przepowiednie o hardcorowym konserwatyście:

        "Co do podziału na postępowych i konserwatystów, jego historia nie pozostawia wątpliwości, że jest wśród tych drugich. - Konserwatystą przyszłości rodziny - nazwał go arcybiskup Paglia, wspominając spór o małżeństwo, w jaki wszedł z Cristiną Fernandez de Kirchner, prezydent Argentyny, która przeforsowała małżeństwa gejowskie. Kardynał Bergoglio potępiał homoseksualizm, choć według arcybiskupa Paglii jego postawa w tej kwestii wzbogaciła się o element zrozumienia. Niejasny jest jego stosunek do krwawych rządów argentyńskiej junty w latach 1976-83: komentatorzy sugerują, że angażował się tylko w obronę duchownych, a nie lewicowych działaczy mordowanych i katowanych przez reżim."

        wyborcza.pl/1,75477,13557640,Przeciwnik_malzenstw_gejowskich__konserwatysta__ale.html
        • uff.o Re: no to mamy Jezuitę z aspiracjami 14.03.13, 09:10
          tak, też słyszałem o tym sporze z prezydentem Argentyny. Kostucha F1 jak się patrzy. Ale pewnie abdykuje za chwilę i dołączy do BXVI. Dzisiaj jedzie do tego kochanka załatwić sobie pryczę i wsadzić na konto bankowe następny miliard. Dobrze że chociaż nie jest następnym Pijusem.
        • grzespelc Re: no to mamy Jezuitę z aspiracjami 14.03.13, 10:15
          > Na szczęście sprawdziły się moje przepowiednie o hardcorowym konserwatyście:

          Tja, podobno przydatność do zawodu udowodnił wydając juncie księży sprzeciwiających się reżimowi.

          Zaśpiewajmy jeszcze raz: fuck the motherfucker...itd.
          • uff.o Re: no to mamy Jezuitę z aspiracjami 14.03.13, 17:29
            F1 jak taki Glemp do kwadratu, który za czasów komuny zabronił Popiełuszce kazań otwarcie sprzeciwiających się i krytykujących reżym komunistyczny i stan wojenny,, a gdy ten nie uległ, zesłał go na prowincję, gdzie łatwiej było go się pozbyć.


            wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13561914,_Nie_moze_byc___Prezydent_Argentyny_niezadowolona.html#BoxSlotI3img
    • diabollo Okres reform w Kościele możemy uznać za zamknięty 14.03.13, 17:58
      Sprawdziły się przewidywania realistów: Watykan wybrał kompromis.

      Jakub Majmurek: Nowemu papieżowi zarzuca się, że współpracował z juntą generała Videli, donosząc na niepokornych lewicowych księży. Jak ocenia pani wiarygodność tych oskarżeń?

      Agnieszka Zakrzewicz: Franciszek, czyli jeszcze do niedawna kardynał Bergoglio, arcybiskup Buenos Aires i przewodniczący Konferencji Episkopatu Argentyny, był oskarżany o to, że zdradził dwóch swoich zakonników, jezuitów Orlanda Yorio i Francisca Jalicsa, których porwano i torturowano. Działo się to w okresie krwawych represji junty wojskowej, gdy Bergoglio był prowincjałem jezuitów w Argentynie. Obaj porwani zakonnicy pracowali z biednymi w jednej ze wspólnot podstawowych w dzielnicy Bajo Flores w Buenos Aires. Podejrzewano, że sympatyzują z teologią wyzwolenia. Według wojskowych prowadzili działalność rewolucyjną i podburzali ludzi. Oddziały specjalne ich uprowadziły, ale nie zabiły, gdyż podobno sam Bergoglio się temu przeciwstawił, bojąc się konsekwencji. Yorio i Jalics zostali w końcu zwolnieni i otrzymali zgodę na opuszczenie Argentyny. Yorio już nie żyje, Jalics natomiast w 1995 roku wydał książkę Ejercicios de meditación (Ćwiczenia medytacyjne), w której wszystko opowiedział.

      Bergoglio zawsze twierdził, że to nieprawda. W rzeczywistości są na to świadkowie i dokumenty. W 2010 roku Horacio Verbitsky opublikował artykuł pt. Mentiras y calumnias (Kłamstwa i oszczerstwa), który ukazał się zarówno w argentyńskim dzienniku „Página/12”, jak i w hiszpańskim „El País”. Potwierdza w nim, że to Bergoglio doniósł na swoich księży reżimowi wojskowemu. Jezuici do tej pory nie mogą tego wybaczyć Bergogliowi. Nie cieszy się on szacunkiem w swoim zakonie.

      W Argentynie od lat toczy się publicznie gorzki spór o odpowiedzialność Kościoła za tuszowanie zbrodni dyktatury. Przez cały czas wychodzą nowe dokumenty. Ubiegły rok był pod tym względem szczególnie ważny – w maju zrobiło się głośno o opublikowanym przez Verbitsky’ego dokumencie, z którego wynikało, że episkopat Argentyny wiedział o tym, co dzieje się z desaparecidos [osobami zaginionymi bez wieści w trakcie rządów argentyńskiej junty, na ogół skrytobójczo mordowanymi – red.]. Verbitsky napisał wstrząsającą książkę El silencio. De Paulo VI a Bergoglio. Las relaciones secretas de la Iglesia con Esma (Cisza. Od Pawła VI do Bergoglia. Sekretne związki Kościoła z ESMA). Udzielił też ciekawego wywiadu argentyńskiemu dziennikowi „Tiempo”, w którym powiedział, że w Argentynie był jedyny obóz koncentracyjny na terenach kościelnych (na wyspie El Silencio, do którego przewieziono więźniów ze Szkoły Mechanicznej Marynarki Wojennej podczas inspekcji Międzynarodowej Komisji Praw Człowieka w 1979 roku). O tym wszystkim można przeczytać w mojej książce Głosy spoza chóru .

      Czy wszystko to może zaszkodzić Kościołowi i przyszłemu papieżowi?

      Kolegium kardynalskie wie doskonale, kogo i dlaczego wybrało na papieża. Jeżeli Duch Święty natchnął tak kardynałów, to znaczy, że Bóg chce, aby cały świat poznał historię argentyńskich desaparecidos. Do tej pory gorąca dyskusja toczyła się tylko w Argentynie, teraz temat milczenia Kościoła wobec zbrodni reżimów latynoamerykańskich będzie poruszany przez media całego świata.

      Kardynał nie był wymieniany wśród faworytów. Co zadecydowało o jego wyborze? Jakie kościelne frakcje go poparły?

      To nieprawda, że kardynał Bergoglio nie był wymieniany wśród faworytów, niektórzy doświadczeni watykaniści wspominali o nim kilka razy. Po prostu polskie media są zbyt powierzchowne w analizie i interpretacji tego, co się dzieje za Spiżową Bramą, i mało uważne. Kto zna dialektykę watykańską, potrafił odczytać odpowiednie znaki. Jorge Maria Bergoglio jest „rezerwowym” papieżem od 2005 roku. Na konklawe po śmierci Jana Pawła II to on, zaraz po Ratzingerze, zdobył najwięcej głosów. Podobno wtedy kardynał Angelo Sodano był przeciwny jego kandydaturze i poparł wybór na papieża ówczesnego dziekana kolegium kardynalskiego. Tym razem było odwrotnie – to właśnie Sodano był „sponsorem” Bergoglia. Nie zapominajmy, że Sodano zna bardzo dobrze Amerykę Łacińską, gdyż był nuncjuszem w Chile podczas reżimu Pinocheta i to on prowadził zabiegi dyplomatyczne w jego obronie, gdy dyktator został zatrzymany w Wielkiej Brytanii.

      Przed wyborem nowego papieża kolegium kardynalskie podzieliło się na „reformatorów” i na „partię rzymską” związaną z Kurią. W pierwszym obozie znaleźli się kardynałowie zagraniczni przybyli do Rzymu, bardzo zaniepokojeni tym, co dzieje się wewnątrz Watykanu, i chcący reform w duchu Ratzingerowej „przejrzystości”. Ich faworytem był kardynał Angelo Scola. W „partii rzymskiej” zjednoczyli się natomiast kardynałowie Tarcisio Bertone (sekretarz stanu za Benedykta XVI) i Angelo Sodano (sekretarz stanu za Jana Pawła II), którzy do tej pory byli wielkimi wrogami walczącymi o zdobycie przewagi w Kurii Rzymskiej. Ich faworytem był kardynał brazylijski Odilo Pedro Scherer, związany z bankiem watykańskim IOR. Czwartym prawdziwym papabilim był kanadyjski kardynał Marc Ouellet. Kiedy już po drugim głosowaniu okazało się, że nie ma jednego mocnego kandydata i że ani Scola, ani Ouellet nie są w stanie zebrać wystarczającego poparcia, wybrano kompromis – czyli Bergoglia

      To na niego wskazał Sodano, który z racji wieku nie brał już udziału w konklawe, podczas mszy Pro Eligendo Pontefice, mówiąc, że „potrzeba papieża, który będzie głosił Ewangelię i będzie miłosierny”. O Bergoglio nie mówiło się tak głośno jako o papabilim, gdyż wszyscy myśleli, że tym razem w Kościele nastąpią wreszcie wielkie zmiany, że zostanie wybrany papież, który będzie prawdziwym reformatorem i poprowadzi Kościół w XXI wiek. Klimat przed tym konklawe był naprawdę pełen entuzjazmu, powiało duchem odnowy, jaki towarzyszył Soborowi Watykańskiemu II. Tymczasem sprawdziły się przewidywania realistów. Wielu włoskich watykanistów twierdziło przed konklawe, że w zaistniałej sytuacji zostanie wybrany trzeci kandydat, który pogodzi interesy „reformatorów” i „partii rzymskiej”.

      CDN...
      • diabollo Re: Okres reform w Kościele możemy uznać za zamkn 14.03.13, 17:59
        Co oznacza ten wybór z punktu widzenia układu sił w kurii rzymskiej?

        Istnieje słynne włoskie powiedzenie: „Tutto deve cambiare perché nulla cambi” (Wszystko musi się zmienić, aby nic się nie zmieniło) pochodzące z Lamparta Giuseppe Tomasiego di Lampedusy. To sens wyboru Bergoglia na papieża. Prawdziwym zwycięzcą tego konklawe jest kardynał Angelo Sodano, lider tak zwanej „partii dyplomatycznej”, który umocni znowu swoją pozycję w Kurii, zachwianą za pontyfikatu Benedykta XVI, także poprzez rywalizację z kardynałem Bertonem.
        Głównym zadaniem nowego papieża ma być ewangelizacja. Najdotkliwszą konsekwencją odrzucenia teologii wyzwolenia i unikania krytyki dyktatur przez Jana Pawła II był wielki exodus wiernych latynoskich, którzy zaczęli szukać w innych religiach i Kościołach odpowiedzi na swoje duchowe potrzeby. Dziś Ameryka Łacińska – najbardziej katolicki kontynent świata – boryka się z problemem ucieczki wiernych do Kościołów ewangelickich. Wybór Argentyńczyka na papieża ma temu zaradzić. Czy tak się stanie? Zobaczymy.

        Franciszek na pewno będzie jeździł wiele po świecie, tak jak robił to Jan Paweł II. Zarządzanie Kurią pozostawi więc tym, którzy robili to przez ostatnie pół wieku. Okres „przejrzystości” i reform, jakie zainicjował Benedykt XVI, chyba możemy uznać już za zamknięty. Przypomnijmy jeszcze tylko, że to kardynał Sodano stał na czele tak zwanych „negacjonistów”, czyli tej części hierarchii watykańskiej, która do końca opierała się ujawnieniu prawdy o skandalu pedofilii.

        Jak wybór papieża wpłynie na politykę Kościoła w kwestiach obyczajowych i społecznych? Czy możemy spodziewać się kontynuacji konserwatywnej linii Benedykta i Jana Pawła II?

        Choć Franciszek jest przedstawiany jako reformator, wszyscy wiedzą, że jest konserwatystą pod względem doktryny moralnej. W Watykanie nie ma już reformatorów posoborowych, są tylko konserwatyści, i to od najniższego do najwyższego szczebla. Może entuzjazm z powodu wyboru papieża z Ameryki Łacińskiej zahamuje na moment exodus wiernych na tamtym kontynencie, nie wiadomo jednak, czy Franciszek będzie potrafił znaleźć receptę na zatrzymanie sekularyzacji Zachodu. To brak oczekiwanych reform w Kościele, zwłaszcza tych obyczajowych, jest głównym powodem „dechrystianizacji” Europy i Stanów Zjednoczonych.

        Nowy papież znany jest z wypowiedzi krytykujących egoizm bogatych i upominania się o biednych. Czy przełoży się to jakoś pani zdaniem na politykę Kościoła? Czy papież stanie się krytykiem współczesnego kapitalizmu?

        Mam nadzieję, że Franciszek powróci do idei Kościoła ubogich, o którym tyle się mówiło podczas Soboru Watykańskiego II i który był tak bliski Pawłowi VI. Wiemy jednak, że Bergoglio był jednym z pierwszych, którzy w Ameryce Łacińskiej zaczęli walczyć z teologią wyzwolenia już na Konferencji Biskupów w Puebli w 1979 roku. Od samego początku stanął nie po stronie Kościoła biednych, lecz wybrał „kościół władzy”, jaki stworzył i uosabiał Karol Wojtyła.

        Jaki będzie Kościół papieża Franciszka? Pomoże wreszcie wyjść ubogim z opresji, czy będzie z biednymi po to, aby nadal pozostali biednymi? Poznamy go po jego czynach. Przed nami chyba długi i bez wątpienia interesujący pontyfikat, który przyniesie na pewno wiele niespodzianek i być może wiele dobrego. Pozwólmy Franciszkowi zacząć rządzić Kościołem.

        Agnieszka Zakrzewicz – dziennikarka specjalizująca się w tematyce kościelnej i watykańskiej, mieszka w Rzymie. Nakładem wydawnictwa Czarna Owca wkrótce ukaże się tom jej krytycznych rozmów o współczesnym Kościele katolickim, Głosy spoza chóru .

        www.krytykapolityczna.pl/artykuly/swiat/20130314/zakrzewicz-okres-reform-w-kosciele-mozemy-uznac-za-zamkniety
    • z2006 Dlaczego w Was tyle nienawiści? n/t 14.03.13, 18:00
      • diabollo Re: Dlaczego w Was tyle nienawiści? n/t 14.03.13, 18:05
        Czcigodny Arcykrze, witam Cię serdecznie.

        To nie jest żadna nienawiść, może tylko czasem sarkazm, ale zwsze realizm.

        Proszę Cię, nie rób z nas "nienawistników", to wszak nie my posługujemy się barbarzyńskimi inwektywami typu "Cywilizacja Śmierci", "Mordercy Dzieci", "Sodomici", o sympatycznie brzmiących "lewakach" czy też "neobolszewikach" to już nie ma nawet co się obruszać.

        Kłaniam się nisko.
        • uff.o Re: Dlaczego w Was tyle nienawiści? n/t 14.03.13, 18:34
          To dziwna teza z perspektywy z jakiej osobiście patrzę na Kościół Katolicki, jako instytucję ucieleśnieniającą wszystko tylko nie Miłość (ani uczciwą tolerancję wobec inności). A zresztą moja wizja miłości z pewnością jest inna niż Twoja Arcysiu. A zatem dosiego Jajka Węża, życzę.
      • gaika Re: Dlaczego w Was tyle nienawiści? n/t 15.03.13, 20:13
        Kiedy mam okazję zwiedzam stare kościoły. Kościół protestancki -cegła i parę drewnianych ławek. Wygląd kościoła katolickiego, z całym przepychem, przywodzi na myśl słowo hipokryzja. Tłustym drukiem.

        Mam znajomych, którzy na apel swojego proboszcza z wybudowanego nowego kościoła, o konieczności sfinansowania witraży, przekazali kwotę, za którą utrzymałaby się przez miesiąc rodzina w małym mieście. I to jest demoralizujące, wyciąganie łap po kasę, żeby było jeszcze suciej, jeszcze więcej kościołów(choć wiernych ubywa) i jeszcze większy procent wysyłany do Watykanu.

        Dotacje z UE na złoty płotek i marmurowe schody, choć podobno kraj w potrzebie, a dziatki nie dojadają. A taki Rydzyk wyciąga od biednych emerytów ostatni grosz. Bez żenady.

        Coś tu się jednak z wartościami porąbało, czyż nie? Nienawiść nic do tego nie ma.
    • diabollo Wybór Bergoglio może być przełomem 16.03.13, 08:16
      Pan Obierek:

      www.krytykapolityczna.pl/artykuly/swiat/20130315/obirek-wybor-bergoglio-moze-byc-przelomem
      • uff.o Re: Wybór Bergoglio może być przełomem 16.03.13, 10:20
        Jezuici to kościelne KGB, a Papa Franio to kościelny agent Putin.
      • gaika Re: Wybór Bergoglio może być przełomem 16.03.13, 10:31
        Czyli, jak to w polityce, niczego nie możemy być pewni, wszystko się może zdarzyć. Może będzie lepiej, a może tak samosmile

        Zastanawiam się, czy to Obirka młodzieńcze fascynacje odbijają się w tej rozmowie, czy rzeczywiście autentyczna wiedza i wgląd w postać Franciszka jako gotową, a przynajmniej zdolną do autentycznego poruszenia skorupy. Jak zwykle pożiwiom, uwidzim.
      • grzespelc Re: Wybór Bergoglio może być przełomem 16.03.13, 13:17
        W pierwszej homilii papież Franciszek zabrzmiał jednak dość konserwatywnie. „Kto nie modli się do Boga, modli się do diabła”

        Ja panu Franciszkowi mogę odpowiedzieć tylko krótkim żołnierskim " Wyp...".
    • diabollo Tomasz Piątek jest złotą kuleczką 16.03.13, 23:12
      Proszę Państwa, Tomasz Piątek jest złotą kuleczką, ponieważ Tomasz Piątek właśnie ogłosił, że jest złotą kuleczką. Tak sobie myślę, kiedy wchodzę na różne prawicowe portale, widzę nagłówki: „Papież niewinny współpracy z dyktaturą” a potem klikam i czytam: „Watykan właśnie ogłosił, że papież jest niewinny współpracy z dyktaturą”.

      Dobrze, OK, rozumiem, że dla katolików papież jest nieomylny – jednak tylko wtedy, gdy mówi ex cathedra o sprawach moralności i wiary (to swoją drogą bardzo śmieszne, bo to tak, jakby ogłosić, że sułtan Bahrajnu jest nieomylny w kwestii demokracji i monogamii). Ale co ja się czepiam szczegółów: przecież Franciszek może ogłosić ex cathedra, że jego rzekoma niewinność jest jedną z prawd wiary. I biedne katolickie dzieci, recytując Credo na lekcjach religii, będą musiały dukać: „Wierzę w świętych obcowanie, grzechów odpuszczenie, ciała zmartwychwstanie, papieża Franciszka z dyktaturą niewspółpracowanie, jego całkowicie czym innym się zajmowanie”.

      No cóż, sprawa wygląda mętnie. Wychodzi na to, że Bergoglio doniósłna dwóch lewicowych księży, którzy zostali aresztowani i torturowani. Tłumaczenia papieża i jego obrońców brzmią bardzo podejrzanie, mniej więcej tak: „Ależ skąd, wręcz przeciwnie, Bergoglio tych nieszczęśników ratował, a tak w ogóle to Kościół argentyński w ogóle nie współpracował z dyktatorem. Pozwolił mu założyć obóz koncentracyjny na swoim gruncie przez pomyłkę, biskupi myśleli, że to będzie park zabaw”. Ludzie od dawna grzebią w tym temacie, a teraz będą to robić jeszcze intensywniej i coraz więcej wygrzebywać. To może się skończyć kolejną abdykacją. Nie byłoby źle. Nie byłoby źle, gdyby kolejni papieże zaczęli jeden po drugim spadać z tronu. Wtedy dla wszystkich stałoby się jasne, że papież jako taki nie ma racji bytu.

      Ja jednak dziwię się tym wszystkim, których tak podnieca myśl, że nowy papież może mieć na sumieniu jedną czy dwie zbrodnie. Przecież to reguła. I teraz pozwolę sobie na litanię. Rzecz jak najbardziej na miejscu, skoro o katolikach mowa.

      Damazy I, uznany przez katolików za świętego, po wyborze na papieża razem ze swoimi ludźmi wymordował stu sześćdziesięciu zwolenników kontrkandydata (kiedyś to były konklawe, nie to co teraz – wyobrażacie sobie relację w CNN?).

      Symmach obiecywał niebo swoim bojówkarzom, nawet tym, którzy gwałcili zakonnice.

      Sabinian podniósł ceny zboża, skazując rzymskich biedaków na śmierć głodową.

      Teodor, podpisując dekret skazujący na śmierć heretyków, maczał swoje pióro w „przeistoczonym” winie mszalnym (czyli we krwi Chrystusa, w jego pojęciu).

      Stefan III kazał wyłupić oczy konkurentowi i jego zwolennikom (być może to jest jakiś pomysł na przyszłość, jeśli chodzi o powstrzymanie ucieczki wiernych: katolikiem przecież można być tylko wtedy, jeśli się nie widzi, co Kościół katolicki wyprawia).

      Paschalis I („święty”wink zamieszany był w okaleczenie i zamordowanie dwóch księży (ochronił ich morderców przed sądem).

      Eugeniusz II wyprzedził Busha: wymyślił podtapianie ludzi w charakterze „sądu Bożego”.

      Jan VIII kazał wymordować muzułmanów w Neapolu (na szczęście nikt go nie posłuchał).

      Stefan VI kazał wykopać z grobu swojego poprzednika Formozusa, posadził go na ławie oskarżonych i wytoczył mu publiczny proces (a mówi się, że Watykanem rządzą trupy).

      Jan XII gwałcił tak często i spektakularnie, że jak wieść gminna niesie, kobiety przestały pielgrzymować do Rzymu ze strachu przed papieżem-ogierem. Wykastrował jednego ze swoich diakonów i obciął mu rękę (czyżby w ramach tradycyjnej katolickiej walki z onanizmem?).

      Bonifacy VII zamordował swojego poprzednika i uciekł ze skarbami do Konstantynopola, aby potem wrócić i zamordować swojego następcę, Jana XIV. Ciekawa odmiana: papież dwusieczny. Wali tego przed sobą i tego po sobie.

      Grzegorz V obciął swojemu konkurentowi nos i uszy, wyłupił oczy i w takiej postaci obwoził po Rzymie na ośle.

      Benedykt IX otruł Damazego II.

      Urban VI kazał torturować sześciu kardynałów, których podejrzewał o niedostateczną lojalność (co tam dwóch zakonników!).

      Eugeniusz IV skazał na śmierć 200 Rzymian (znowu poszło o niedostateczną lojalność).

      Sykstus IV ze swoimi synami podniósł ceny zboża, skazując rzymskich biedaków na śmierć głodową (jak widać, to też część katolickiej tradycji).

      Aleksander VI Borgia – wiadomo. Serial killer.

      Klemens VII głosił, że ewangelizacja może być prowadzona wojennymi środkami i konsekwentnie kazał wymordować 9000 mieszkańców Ceseny, włącznie z małymi dziećmi.

      Paweł III bez skrupułów zgodził się na udział w wojnie przeciwko luteranom: jedyne, co go obchodziło, to zapewnienie swojemu synowi księstwa Parmy. Piętnastoletniego wnuka mianował kardynałem.

      Dla odmiany, jego następca Juliusz III mianował kardynałem swojego czternastoletniego kochanka (hej, tradycja, tradycja).

      Paweł IV, promotor inkwizycji, kazał zamknąć Żydów w getcie i nosić im żółte znaki (hej, tradycja, tradycja – od Pawła Czwartego do Adolfa w Ząbek Czesanego).

      Pius IV pobił rekord, bo zrobił kardynałem trzynastolatka (krewnego).

      Sykstus V był bardziej banalny: wygnał sąsiadów z ich domów, które zburzył, aby powiększyć sobie prywatny pałac i zrobić wygodny dojazd.

      Klemens VIII zabronił Żydom sprzedawania nowych, nieużywanych towarów (mój mózg odmawia analizy tego śmiałego manewru ekonomicznego).

      Paweł V domagał się bezkarności dla księży-trucicieli (no bo ksiądz po to jest, żeby truł, jak nie z ambony, to w potrawce).

      Aleksander VII protestował przeciwko zakończeniu wojny trzydziestoletniej, która doprowadziła do wymordowania połowy populacji niemieckich krain (no bo jak można zawierać pokój z heretykami? Kill 'em all).

      Pius VII potępił kółka biblijne jako zagrożenie dla społeczeństwa.

      Pius IX zaakceptował porwanie sześcioletniego chłopca z żydowskiego domu, ochrzczonego wbrew własnej i rodziców woli. Papież trzymał go sobie w Watykanie, w końcu zrobił z niego księdza.

      Pius XII, jak wiadomo, miał „neutralno-ambiwalentny” stosunek do hitleryzmu. Za jego pontyfikatu Watykan pomagał ukrywać się hitlerowskim zbrodniarzom.

      A do tego niezliczone wojny prowadzone przez papieży, krucjaty, inkwizycja, tortury, palenie na stosach, prześladowanie innowierców i uczonych, czyli te wszystkie rzeczy, o których kiedyś uczono w szkole (teraz jakoś mniej). Jak widać, Jan Paweł II pięknie wpisał się w papieską tradycję, na przykład przyczyniając się do morderczej epidemii AIDS poprzez zakaz prezerwatyw. Wpisze się w tę tradycję także Franciszek. Nie mam tu na myśli tylko tych dwóch torturowanych zakonników. Mam na myśli to, co Franciszek jeszcze zrobi. Bo że zrobi, jestem pewien. Tradycja zobowiązuje.

      Dlatego wszystkich tych, którzy zachwycają się papieżem-biedaczyną, może czekać niejedna niespodzianka. „On jeździ autobusem” — płaczą ze wzruszenia, zapominając, że i w autobusie można spotkać niezłego buraka. Jestem ciekaw, dlaczego wszyscy ci komentatorzy zignorowali następujące oświadczenie Bergoglia : „Kobiety są z natury niezdolne do pełnienia funkcji politycznych. Porządek naturalny i fakty uczą nas, że mężczyzna jest bytem politycznym z definicji. Pismo Święte uczy nas, że kobieta może być wsparciem dla mężczyzny, myśliciela i działacza – ale niczym więcej, jak tylko wsparciem”. Drogi Franku! Pismo Święte uczy nas między innymi, że gdy Burak-Holofernes próbuje zaprowadzić swoją tyranię, to zupełnie samodzielna i autonomiczna Judyta może mu odciąć buraczaną głowę.

      Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. Mam dzisiaj urodziny, więc jeśli chcecie wysłać mi jakiś prezent, poproszę o złote kuleczki.

      <a href="
      • diabollo Re: Tomasz Piątek jest złotą kuleczką 16.03.13, 23:13
        www.krytykapolityczna.pl/felietony/20130316/tomasz-piatek-jest-zlota-kuleczka
    • diabollo Czy Kościół Franciszka będzie chrześcijański? 18.03.13, 18:02
      Cezary Michalski

      Nie potrafię jeszcze rozstrzygnąć, jak to robią liczni publicyści katoliccy i antyklerykalni, czy Franciszek będzie Breżniewem, Andropowem, Czernienką, Gorbaczowem, czy kimś zupełnie innym (Marksem? Fourierem?). Stalinem raczej nie będzie, bo to nie te czasy, na moim kontynencie i w moim kraju Kościół nie ma już takiej władzy wykonawczej, jak mu się zdarzało. Na razie informacje są sprzeczne, zarówno na temat intencji nowego papieża, jak też jego przeszłości. Jeździł metrem, zamiast dawać się wozić w lektyce. Nieźle, czyli raczej Gorbaczow albo przynajmniej późny Andropow (ten z lat 80., między Breżniewem i Czernienką, a nie ten, który tłumił powstanie na Węgrzech). Jeden z dwóch jezuitów, którzy mieli być przez niego zadenuncjowani i poddani torturom przez juntę, jak tysiące innych Argentyńczyków w tamtym czasie, ten który dożywa swoich dni w klasztorze jezuitów w Niemczech, nie mając chyba specjalnie wyboru, podpisał dokument odczytany następnie drewnianym głosem rzecznika Watykanu, z którego wynika, że Bergoglio nie tylko, że go nie zadenuncjował, ale pomagał, jak tylko mógł. Z kolei siostra nieżyjącego już drugiego torturowanego wówczas jezuity, która nie dożywa swoich dni w żadnym katolickim domu zakonnym, więc ma wybór, twierdzi, że jej brat do końca życia powtarzał, iż Bergoglio współpracował z juntą. Komu wierzyć, komu wierzyć... Metafizycy zawsze wiedzą, ja jednak należę do obozu umiarkowanych empirystów, więc nie mam pewności.

      Ważne, a nawet niepokojące jest coś zupełnie innego. Nawet najbardziej „dobrzy ludzie” (cyt. zwyczajowo za Bertolt Brecht) dzisiejszego Kościoła, jak np. najbardziej medialny polski zakonnik o. Knabit z Tyńca, poza rzucaniem w eter błyskotliwych stwierdzeń w rodzaju „Argentyna dowaliła Włochom - jak w piłce nożnej”, powtarzają, zgodnie z prawdą, ale bez cienia etycznej świadomości tego, co mówią, że ze wszystkich władz argentyńskich, z którymi przyszły papież Franciszek miał do czynienia jako hierarcha argentyńskiego Kościoła, największe jego oburzenie budziły władze demokratyczne, a szczególnie władza obecnej prezydent Cristiny Kirchner. Legalizację przez nią małżeństw homoseksualnych nazwał publicznie „działaniem diabelskim” i wezwał do „boskiej wojny” z argentyńskim rządem. Niezależnie od tego, co robił albo czego nie robił prywatnie w czasach junty, publicznie nigdy takich określeń pod adresem generałów nie używał, ani do „boskiej wojny” przeciwko ich władzy nie wzywał. Choć byli wówczas w Argentynie księża, zakonnicy, a nawet biskupi, którzy takiego języka wobec junty używali, ale tak się jakoś złożyło, że z tego właśnie powodu wielu z nich rządów generałów nie przeżyło i w ostatnim konklawe nie mogło wziąć udziału ani jako wybierający, ani jako wybrani.

      Jeśli jakaś instytucja religijna i ukształtowani przez nią ludzie uznają, że legalizacja małżeństw homoseksualnych jest większym „diabelstwem” niż zrzucanie ludzi z helikopterów do morza, tortury i masowe morderstwa (o ile za masowość uznamy w naszych czasach „około 10 000 ofiar”wink, warto się zastanowić, czy taki Kościół jest kościołem chrześcijańskim, czy wyłącznie Kościołem Wielkiego Inkwizytora trzymającym Jezusa przykutego do ściany w piwnicy. Carl Schmitt uważał, że Kościół katolicki nie jest Kościołem Chrystusa, lecz Kościołem Wielkiego Inkwizytora, ale właśnie i wyłącznie z tego powodu ów „jurysta Hitlera” (jak go nazywali złośliwcy) Kościół katolicki cenił.

      Prałat Opus Dei bp Javier Echevarría, na wieść o wyborze papieżem jezuity (stosunki pomiędzy Zakonem, a Dziełem nie zawsze układały się idealnie w przeszłości) natychmiast wysłał do Franciszka list, w którym wyraża „pełną uległość osobie i posłudze Papieża, pewien że przekazuje też odczucie wszystkich wiernych Opus Dei”. W ten sposób w starożytnym Egipcie (tym, z którego Żydzi UCIEKLI w poszukiwaniu wolności i Boga) korespondowali kapłani Seta z kapłanami Ozyrysa, kiedy się dowiadywali, że ci drudzy uzyskali właśnie większe wpływy na dworze faraona i mogą spowodować, że kapłani Seta wylądują teraz en masse w wielkiej sadzawce ze specjalnie głodzonymi świętymi krokodylami. „Pełna uległość...” – to nie jest język Jezusa, który nigdy „pełnej uległości” nie okazał ani żadnemu człowiekowi, ani nawet do żadnemu bogu (za to go lubimy). A mówił też przecież, by go naśladować, w miarę możliwości. Ileż powstało przez wieki małych czarnych książeczek z „naśladowaniem Chrystusa” w tytule.

      Czy Franciszek będzie naśladował samego siebie z czasów, kiedy był hierarchą Kościoła argentyńskiego, czy będzie naśladował Chrystusa? Czy jako papież też będzie uważał, że zrzucanie ludzi z helikopterów, tortury i masowe morderstwa to mniejszy grzech, mniej wymagające napiętnowania „diabelstwo” władzy świeckiej, niż legalizacja przez nią małżeństw homoseksualnych? Wolałbym, żeby nie. Taką też nadzieję wyraża w Dzienniku Opinii Krytyki Politycznej Stanisław Obirek , a na łamach „Spiegla” jeden z najwybitniejszych reprezentantów teologii wyzwolenia, wypchnięty z Kościoła przez poprzednich papieży były ksiądz Leonardo Boff. Jeśli tacy ludzie mają nadzieję, że Franciszek coś w Kościele zmieni na lepsze, ja byłbym małym inkwizytorem albo Terlikowskim, gdybym jej nie miał. Mam zatem nadzieję, tak jak wielu innych, choć niestety, tak jak wielu innych, nie mam żadnej pewności.

      Dlaczego to dla mnie takie ważne? Bo żyję w Polsce, która po jednej stronie ma premiera codziennie ogłaszającego w mediach bezwarunkową aksjologiczną kapitulację świeckiego państwa w tym kraju. A po drugiej stronie mam Kościół (od paru dni kierowany przez papieża Franciszka), który codziennie ogłasza, że chce w tym kraju wszystkiego – szkoły, mediów, wpływu na stanowienie prawa, monopolu na kształtowanie przestrzeni publicznej. Premier mojego kraju przeczytał Hobbesa, ale chyba co drugą stronę, albo w ogóle tylko dwie. Hobbes uważał bowiem, że suweren nie może w rządzonym przez siebie państwie oddać silnym nieograniczonej władzy nad słabymi (ani w ekonomii, ani w świecie Ducha), bo wówczas powrócimy do przedpolitycznego stanu natury, w którym ludzie zamieniają się w bestie. Tymczasem nasz premier uznał, że jako suweren powinien oddać silnym, czego silni żądają (np. oddać im w posiadanie świecką szkołę albo kodeks pracy), a słabych może mieć „w głębokim poważaniu” i wyśmiewać ich tęsknoty za „salonową rewolucją” (cyt. za Donald Tusk). Natomiast on, jako suweren, powinien się zajmować w poniedziałki i środy szarpaniem za uszy Schetyny, we wtorki i czwartki Gowina, przeznaczając pozostałe dni tygodnia na szarpanie za uszy innych wybranych ministrów swego rządu i baronów partii.

      W tej sytuacji jakość Kościoła jest – chcąc, nie chcąc – jakością świata, który będzie otaczał mnie i ludzi mi bliskich. Czy będzie to Kościół chrześcijański, czy antychrześcijański – staje się to dla mnie w tej sytuacji kwestią życia i śmierci. Przynajmniej tak długo, dopóki nikt nie zbuduje w tym kraju siły równej sile Kościoła, a o wektorze skierowanym przeciwnie. Nie antyreligijnie, ale w stronę stworzenia liberalnej przestrzeni i aksjologii świeckiej, w której katolicy, protestanci, ateiści, agnostycy, buddyści, a także hetero i homoseksualiści, a wreszcie (last but not least) pracodawcy i pracownicy – będą mieli te same prawa, będą równo traktowani przez państwo, urzędy i szkoły.

      www.krytykapolityczna.pl/felietony/20130318/czy-kosciol-franciszka-bedzie-chrzescijanski
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka