Dodaj do ulubionych

Bolesny szpagat PiSS

10.06.13, 08:07
Agata Kondzińska

Politycy PiS chwalą się, że chronią Polaków przed skrajnymi ruchami nacjonalistycznymi

- To wielka zasługa Jarosława Kaczyńskiego dla polskiej prawicy, że potrafił wybudować wartości prawicowe, omijając różnego rodzaju nurty, które mogłyby być dla polskiej demokracji niebezpieczne. Mówię o wątkach antysemickich i innych, które są dziś dla Polski szkodliwe. Wielką zasługą Lecha i Jarosława Kaczyńskich jest to, że te wątki się na prawicy tylko marginalnie przejawiają - tak Adam Hofman, rzecznik PiS, skomentował sobotni kongres Ruchu Narodowego w "Siódmym dniu tygodnia" w Radiu ZET. Nie jest jednak tak, jak głosi Adam Hofman i inni politycy PiS.

Ruch Narodowy stał się niewygodny dla PiS dopiero w ubiegłym roku, gdy 11 listopada na zakończenie Marszu Niepodległości liderzy ogłosili jego powstanie.

W 2010 r. w komitecie honorowym Marszu Niepodległości byli trzej parlamentarzyści PiS: Artur Górski, Stanisław Pięta i Ryszard Bender. Ten ostatni jest nawet w grupie doradców RN.

Rok później marsz narodowców wsparła Krystyna Pawłowicz z PiS, poparły "Gazeta Polska" (medialne zaplecze partii Kaczyńskiego) i Solidarni 2010 (lud smoleński). Sam Jarosław Kaczyński mówił o nich ciepło: "To jest jeden z nurtów myślenia patriotycznego".

Gdy w 2011 r. na ulicach Warszawy płonęły wozy transmisyjne TVN, a na placu Konstytucji wybuchły zamieszki i w ruch poszły kamienie, lider PiS oskarżył o to środowiska lewicowe, rzekomo związane z "Gazetą Wyborczą", w tym grupę niemieckich antyfaszystów.

Jego wypowiedź tak bardzo spodobała się narodowcom, że jeden z jej liderów Artur Zawisza osobiście mu za nią podziękował.

Przed rokiem posłowie PiS zażądali od policji wyjaśnień tuż po tym, jak prawicowe portale doniosły, że ich zdaniem to służby sprowokowały uczestników marszu. Małgorzata Gosiewska nie miała wtedy wątpliwości: "Sytuacja wyglądała tak, że zależało pewnym ośrodkom, aby pokazać burdę uliczną, a nie marsz".

W tym roku b. kandydat na premiera rządu technicznego prof. Piotr Gliński podpisał się pod listem otwartym "w sprawie ograniczania wolności słowa na Uniwersytecie Warszawskim", gdy władze uczelni odmówiły Ruchowi Narodowemu agitacyjnego spotkania ze studentami.

Jarosław Kaczyński zawsze miał kłopot z potępieniem skrajności, bo wie, że to jego najwierniejsi wyborcy. Nie potrafił zbesztać o. Tadeusza Rydzyka za obrzydliwe słowa o Marii Kaczyńskiej. Nadal posłem PiS jest Artur Górski, który w wyborze Baracka Obamy na prezydenta USA widział "koniec cywilizacji białego człowieka". To PiS jak żadna inna partia obłaskawia kiboli, a jej posłowie są ich nieformalnymi rzecznikami. To posłowie PiS bez zażenowania pojechali do Urugwaju na zjazd kierowanej przez Jana Kobylańskiego Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej. I słuchali, jak Kazimierz Świtoń mówi, że prezydent Kaczyński zginął, bo podpisał traktat lizboński, oraz że rząd światowy zdecydował, że Polaków ma być 15 mln - i to "zdrowych parobków żydowskich". Dziś Kobylański wspiera Ruch Narodowy ideowo i finansowo.

Maszerujący po ulicach Warszawy młodzi narodowcy stanowili naturalnych sojuszników PiS, ale wchodząc na scenę polityczną ze swoim Ruchem Narodowym, stają się zagrożeniem. I wymuszają wyścig: kto jest większym patriotą, lepszym katolikiem, większym eurosceptykiem. Jeśli PiS chce jedną nogą stać w centrum, a drugą wykopać narodowców spod prawej ściany, to tego szpagatu partia Jarosława Kaczyńskiego może nie wytrzymać.

Nawet jeśli narodowcy nie przekroczą 5-proc. progu wyborczego, to i tak mogą zabrać PiS kilka procent cennego poparcia i zniweczyć budowę wielkiego obozu wokółpisowskiego.

wyborcza.pl/1,75968,14069848,Bolesny_szpagat_PiS.html
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka