diabollo 20.12.13, 14:05 m.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20131219/graff-gender-i-polityka-ale-ta-prawdziwa Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
diabollo Gender biskupa Michalika 21.12.13, 08:47 Joanna Bator W wyniku kopulacji Hell-O-Kitty i diabełka Gendera narodzi się potwór. Polska Godzilla, na którą czekam od lat. Zaryczy, tupnie nogą i rozpirzy tę całą głupotę w drobny czarny polski mak Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja GazetaPrzyjrzyjmy się nowemu potworkowi narodzonemu z wody święconej i błota ku chwale naszej ojczyzny. To diabełek Gender. Jest gejem, feministką i uwziął się na polską rodzinę. *** Pozwólcie, że wytłumaczę. Gender to kategoria badawcza, która rozpowszechniła się w humanistyce, naukach społecznych i seksuologii w latach 70. ubiegłego wieku. Jej narodziny wiążą się z rozwojem antropologii kultury w pierwszej połowie XX wieku. W razie gdyby biskup Michalik i jego zwolennicy nie rozumieli również tego trudnego słowa, wyjaśnię najprościej, jak potrafię. Antropologia to dyscyplina naukowa powstała na przełomie wieku XIX i XX z ludzkiej ciekawości świata. Jej przedstawiciele badają kulturę zarówno dalekich ludów, jak i bliskich. Kultura w ramach współczesnej antropologii rozumiana jest opisowo, a nie wartościująco: to po prostu sposób życia ludzi w danym miejscu i czasie. Zakres badań antropologicznych obejmuje praktyki kulturowe, czyli to, co i jak ludzie robią w danej kulturze, i reprezentacje, a więc to, jak przedstawiają świat symbolicznie, czyli jak o nim myślą. Badania terenowe antropologów takich jak Margaret Mead, Bronisław Malinowski czy Ruth Benedict przyniosły wiedzę o fascynujących swoją odmiennością sposobach życia ludzi. Szczególne zainteresowanie wzbudziło to, że praktyki związane z kobiecością i męskością oraz sposoby symbolicznego przedstawiania kobiet i mężczyzn różnią się w zależności od kultury. Okazało się, że angielskie słowo ''sex'' oznaczające płeć biologiczną nie wystarcza do opisu antropologicznego. Ludzie wszędzie dzielą się na biologiczne kobiety i biologicznych mężczyzn (plus niewielki procent osobników interseksualnych zwanych niegdyś hermafrodytami), ale każda kultura inaczej definiuje kobiecość i męskość. Aby opisać i zrozumieć tę odmienność, stworzona została kategoria gender, co znaczy po prostu ''rodzaj''. Kobiecość i męskość występują w różnych odmianach, czyli rodzajach. A te są zmienne kulturowo i historycznie. Rodzaj w kulturach pierwotnych badanych przez antropologów w pierwszej połowie XX wieku był bardziej homogeniczny, czyli kobiety były bardziej podobne w swoim sposobie życia, tak jak mężczyźni w swoim. W kulturach współczesnych gender się różnicuje, czyli kobiety różnią się między sobą sposobami życia tak bardzo, jak bardzo różnią się między sobą mężczyźni. Każdy z nas ma gender, czyli własny rodzaj kobiecości lub męskości, a wpływ na jego formę związany jest z naszym miejscem w skomplikowanej konstelacji kulturowych oddziaływań. Nasz rodzaj kobiecości lub męskości zależy od wieku, statusu społecznego, wykształcenia, wyznawanego światopoglądu, seksualności. Ewoluuje świadomie i nieświadomie przez całe życie. Jest częścią tożsamości człowieka jako istoty biologicznej i kulturowej. Jedną z pierwszych prac, w których tytule znalazło się słowo niedawno dopiero odkryte przez polskich obrońców rodziny i heteronormy, jest ''Sex and Gender'' Roberta Stollera z 1968 roku. CDN... Odpowiedz Link
diabollo Re: Gender biskupa Michalika 21.12.13, 08:49 Każdy ma rodzaj. Swój gender miał nawet Michael Jackson, ma go biskup Michalik. Rodzaj męskości osoby duchownej kształtowany jest w dominujący sposób przez wyznawany światopogląd religijny. Ksiądz powinien żyć w celibacie i starać się nie ulegać pragnieniom seksualnym, które rozumiane są jako zgubna pokusa, grzech. Niebezpieczeństwa czają się na każdym kroku. Biskup obawia się na przykład, że słudzy pańscy mogą ulec demonicznemu dziecku z rozbitej rodziny, w najgorszym razie gejowskiej albo feministycznej. Dlaczego uważa dziecko za istotę kuszącą dla dorosłego mężczyzny, jest wysoce niepokojące dla kogoś, kto tak jak ja od biedy może sobie wyobrazić skuteczne uwiedzenie przez księdza, a nawet zakonnicę, ale nigdy przez dziecko. Bliższe poznanie gender biskupa wymagałoby antropologicznego studium przypadku. Ciekawy byłby to temat pracy semestralnej na gender studies. Ksiądz Bortkiewicz z kolei tak się obawia gender, że na jego wykład przyniesiono paralizatory. Może na koniec przerwanego wykładu gender miał być zabity i zjedzony. Kto wie, może wkrótce pojawią się w sprzedaży gender-paralizatory dla dzieci w zestawie z rózgą pod choinkę. Tymczasem gender ma się dobrze. Kategoria gender używana jest we wszystkich dziedzinach humanistyki, we wspomnianej antropologii, historii, psychologii, literaturoznawstwie, socjologii, historii sztuki, naukach politycznych, nawet w filozofii, choć nie wszyscy badacze ją lubią. Na pograniczu tych dyscyplin powstały gender studies. To interdyscyplinarna dziedzina nauki zajmująca się przede wszystkim studiami nad kobiecością i męskością w kulturze. Istnieją zresztą również kultury, w których wyróżnia się trzeci rodzaj, czyli trzeci gender - grupę ludzi niedefiniowanych ani jako mężczyźni, ani jako kobiety, jak wśród Indian. Nie chcę jednak nikogo nadmiernie przerażać przed świętami. Gender studies funkcjonują od kilkudziesięciu lat, na polskich uczelniach od lat 90. ubiegłego wieku. Na ogół po polsku gender tłumaczy się jako płeć kulturową, potocznie i środowiskowo - spolszczony gender odmieniamy według deklinacji. Mnie zawsze bardziej podobało się słowo ''rodzaj''. Może gdybyśmy używali tego przekładu, gender kojarzyłby się inaczej - nie z diabłem, lecz z Księgą Rodzaju? Feministki oczywiście używają kategorii gender. Warto dodać jednak, że w ramach feminizmu istnieje wiele różnych koncepcji kobiecości i męskości. Nawet w ramach poststrukturalistycznego konstruktywizmu spod znaku Judith Butler, guru lat 90. i prekursorki queer studies, nie uważa się jednak, że gender jest kostiumem, który można zmieniać w zależności od kaprysu. Wiele osób lepiej piszących niż Butler mogłoby z pewnością bardziej się narazić tym, którzy wymyślili diabła w postaci ''ideologii gender''. Na przykład wielki francuski antropolog Claude Lévi-Strauss. Miał nazwisko brzmiące obco jak gender i do tego był Żydem. A to on powiedział, że ''rodzina nie jest faktem naturalnym''. Niestety, nie można go porazić paralizatorem, bo już umarł. Lektura jego ''Antropologii strukturalnej'' albo ''Struktur pokrewieństwa'' mogłaby jednak jakoś zająć te wszystkie osoby targane seksualnymi obsesjami związanymi z homoseksualizmem, gender, feminizmem. To jednak książki wymagające wysiłku intelektualnego i trzeba spróbować przenieść wzrok z krocza własnego i cudzego wyżej, ku światłu. CDN... Odpowiedz Link
diabollo Re: Gender biskupa Michalika 21.12.13, 08:50 W ramach feminizmu kategoria gender używana jest w sposób opisowy i krytyczny. Wynika to z tego, że w każdej kulturze trwa walka między różnymi koncepcjami kobiecości i męskości. Każda kultura jest walką o władzę. Ci, którzy mają władzę, ustalają, co jest normą, mówią, jaka powinna być normalna kobieta, normalny mężczyzna, co im wolno, a czego nie. Feministki nie zgadzają się na te koncepcje gender, które głoszą podporządkowanie kobiet. Nie zgadzają się na przykład na to, żeby kobietom wycinano łechtaczkę, bo w wielu krajach tak rozumiana jest norma składająca się na kobiecy rodzaj, czyli gender. Nie zgadzają się na to, by kobiety zmuszano do aborcji, jak w Chinach, lub do rodzenia dzieci, jak w Polsce. Mówią: nie dzielimy kobiet na lepsze i gorsze, prawdziwsze i mniej prawdziwe, nie dyskwalifikujemy ich wyborów, nawet jeśli same nigdy byśmy ich nie podjęły. Nie potępiamy kobiet, które uważają, że ich jedynym powołaniem jest macierzyństwo i zajmowanie się domem, które piorą, prasują i gotują z ochotą (lub bez ochoty), nie stosują antykoncepcji innej niż watykańska ruletka, rezygnują z in vitro. Proszę bardzo. Tak długo, jak długo nie wkładacie nosa pod nasze kołdry i nie narzucacie nam swojego światopoglądu. Feministki starają się także zrozumieć kobiety, które zostają z pijakami, oszustami, gwałcicielami i sadystami, wierząc, że słowa ''póki śmierć nas nie rozłączy'' są ważniejsze od własnej godności i szczęścia. Nie chcą nikogo uszczęśliwiać ani uwalniać na siłę, choć gotowe są do stanowczej obrony swojej wersji życia. Dlatego feministki mówią też: chcemy, by każda kobieta miała wolny wybór bycia takim człowiekiem, jakim być pragnie, by miała w zasięgu jak najwięcej możliwości realizowania swojego potencjału i by miała dokąd udać się po pomoc, kiedy jej potrzebuje. Wierzą, jak i ja wierzę, że dobre państwo powinno tak działać, by jej to zapewnić. Sytuacja, w której kobiety zwracają się do papieża, by bronił je przed głupotą polskiego kleru, jest dla mnie przerażająca. Oznacza, że zawiodły je wszystkie instytucje i mechanizmy demokratycznego państwa. Gender pod choinką: ''Co na prezent? Mop dla dziewczynki, miecz dla chłopca'' Właściwie wolałabym wierzyć, że ten żałosny cyrk wokół gender jest wynikiem perfidnie zaplanowanej akcji poszukiwania nowego wroga, by odwrócić uwagę od tych wszystkich uwodzicielskich dzieci, którym udało się skłonić księży do grzechu. Miałoby to jakiś rozmach, świadczyło o wyobraźni i inteligencji, jaką mieli starożytni kapłani, którzy też wciskali ludowi ciemnotę, ale przynajmniej umieli przepowiedzieć zaćmienie. Niestety, podejrzewam, że z ziarna głupoty, bezradności i przerażenia ludzi Kościoła, którzy wyskoczyli nagle z ''ideologią gender'' jak z przaśnym polskim diabełkiem, wyrósł barszcz Sosnowskiego toksyczny dla wszystkich. Rycerze krucjaty przeciw gender przypominają młodzieńców, którzy 11 listopada rzucili się w Warszawie na drzewo, żeby je zgwałcić, znieważyć, opluć, rozszarpać. Może ktoś im powiedział, że to drzewo ma gender? Takie drzewo może uwieść chłopca gałązką, zepsuć dziewczynkę, zdewastować rodzinę, zmienić płeć krowie. Strzeżcie się! Na gender-drzewie gniazduje Hell-O-Kitty. Słuchajcie księdza Marka Bałwasa, on poznał straszną prawdę. Hell-O-Kitty przysłał szatan z samiuśkiej Japonii. Już wiemy po co. Hell-O-Kitty przyniosła polskim dzieciom (i drzewom) gender. Pociągnijmy dalej tę radosną neopogańską mitologię. W wyniku wyuzdanej lesbijsko-feministyczno-gejowskiej kopulacji Hell-O-Kitty i diabełka Gendera narodzi się potwór. Polska Godzilla, na którą czekam od lat. W końcu pojawi się ucieleśniony symptom naszej traumy. Zaryczy, tupnie nogą i rozpirzy tę całą głupotę w drobny czarny polski mak. Wesołego Gendera! *Joanna Bator - pisarka, publicystka i felietonistka, laureatka Nike 2013. Z wykształcenia kulturoznawczyni, napisała doktorat z relacji pomiędzy feminizmem, psychoanalizą i postmodernizmem. Stypendystka m.in. New School for Social Research w Nowym Jorku oraz Japan Foundation. Autorka m.in. ''Japońskiego wachlarza'', ''Piaskowej Góry'', ''Chmurdalii'' i ''Ciemno, prawie noc'' wyborcza.pl/magazyn/1,134734,15134648,Gender_biskupa_Michalika.html#TRrelSST Odpowiedz Link
diabollo Moim zdaniem... 21.12.13, 09:34 ...pani Graff ma dużo racji: nie ma się co nabijać z katolickiego zabobonu w Polsce. A już napewno nie z jego szefów. Rzeczywiście mamy taką pokusę. Tylko nie powinniśmy zapominać o pewnych faktach. Mianowicie takich, że to katolicka barbaria rządzi Polską, a nie nasza liberalna cywilizacja śmierci. A skoro tak, skoro to biskupi robią nas w chuja, a nie na odwórt, to musi pojawić się hipoteza, że to jednak biskupi są od nas... jeżeli nie mądrzejsi to napewno dużo cwańsi, przebiegli, bezwzględni Nie ma sensu im tłumaczyć co to gender studies, bo oni doskonale o tym wiedzą. Kato-biskupi zupełnie cynicznie i świadomie okłamują "ciemny lud" o "ideologii gender". Świadoma i cyniczna manipulacja społeczna to ich specjalność. Sztuka kłamstwa to podstawowe narzędzie Zabobonu. Kłaniam się nisko. Odpowiedz Link
diabollo Adres do cara 22.12.13, 13:26 Kinga Dunin Oczywiście, że zgadzam się z Agnieszką Graff – cała ta awantura o gender to polityka. Bo niby co to miałoby być? Religia? Zresztą z religią, jak się okazuje, dość u nas krucho. Nawet Fronda jęczy, że naprawdę wierzących katolików jest może ze trzydzieści procent. Spora mniejszość, ale trzeba przyznać, że nieźle się panoszy. Religia od przedszkola, poświęcony kropidłem każdy warzywniak. I co? Klops. Klops w sferze sacrum, za to spore sukcesy, jeśli chodzi o profanum. Niestety, w tej walce politycznej od lat przegrywamy. I naprawdę nie chodzi o to, że może przegralibyśmy referendum, „czy jesteś za gender?” (pewno wygrałaby niska frekwencja.) Ani nawet o to, że mogą dojść do władzy źli panowie z nacjonalistyczno-katolickiej prawicy. Przede wszystkim przegrywamy walkę o centrum. O niewierzących, choć praktykujących konformistów, ludzi zbyt zajętych własnym życiem, by głowić się nad gender-nie-gender. Przerywamy też walkę o sensowną edukację. O prawa reprodukcyjne. O symbole. Agnieszka uważa, że należy temu związanemu z Kościołem ludowi podać rękę, a nie szydzić. A cóż innego dzieje się tutaj od prawie ćwierćwiecza? Aborcja? Tak, aborcja jest wielkim złem, przecież zgadzamy się z wami, tylko chcemy z nią walczyć innymi metodami. Jak wiadomo Kościół w Polsce miał ogromne zasługi dla odzyskania niepodległości – czy ktoś ośmieli się zaprzeczyć? I czy powstałaby „Solidarność”, gdyby nie JPII? A na moralność najlepszy jest dekalog. Wierzyliśmy w to czy nie, ten „adres do cara” był wszechobecny. Polska nieprawica wciąż modliła się do wymyślonego przez siebie Kościoła otwartego. Ale gdzie on jest? Do dobrych, mądrych księży. Co się z nimi stało? Wszystkie święta obchodzi po bożemu, z opłatkiem, i na krzyż w sejmie gotowa jest machnąć ręką, bo co to komu przeszkadza. Adam Michnik pisał o ptaszkach, które śpiewają papieżowi po polsku, GW podbijała nakład jakimiś żywotami świętych i broszurkami o cudach. I wciąż ta wiara, że car to dobry batiuszka, tylko nie wie, co wyprawiają jego urzędnicy. Dobry był Wojtyła, a teraz, doprawdy, aż trudno w to uwierzyć, jeszcze lepszy jest Franciszek. Jakby nie był szefem tej instytucji z filią w Polsce, którą znamy. Nie będę płakała po księdzu Lemańskim, bo może zostanie kolejnym fajnym ex-księdzem. W Polsce to całkiem niezła fucha, zawsze trochę splendoru zostaje. Pewno ktoś zaraz powie, że polskie społeczeństwo jest konserwatywne, więc tak być musi. I nawet jeśli komuś to nie pasuje, chcąc uprawiać tutaj politykę, musi się dostosować – to jedyna sensowna strategia Może. Ale relacja między instytucjami, władzą a społeczeństwem, jednak jest dwustronna. Dość liberalne pod tym względem społeczeństwo wychowano do prolajferstwa. Czy nie można było wychować do czegoś innego? Są kraje, gdzie władze są bardziej liberalne od społeczeństwa, w każdym razie od sporej jego części. Rząd francuski nie przejmuje się marszami przeciwko małżeństwom homoseksualnym. W Polsce jest odwrotnie, prawo jest bardziej konserwatywne niż poglądy sporej części obywateli. Przemiany obyczajowe jednak następują, choć deklaracje i uregulowania prawne pozostają konserwatywne. A my będziemy bronić kompromisu aborcyjnego i pisać listy do cara, bo obawiamy się, że każde inne zachowanie postawi nas poza granicami polskiej normy. Tak kręcimy się w błędnym kole, które sami napędzamy. W ten sposób nieustannie dokonuje się legitymizacja roli Kościoła i „naszych polskich tradycji”. Wydaje mi się, że większości ludzi nie obchodzi ani gender, ani to, czy dwie lesbijki zawrą związek partnerski. Przyzwoity rząd, który umiałby rozwiązać najważniejsze problemy społeczne i ekonomiczne, mógłby spokojnie zliberalizować prawo i nie upadłby mimo marszów dla heteroseksualnego życia. www.krytykapolityczna.pl/felietony/20131221/adres-do-cara Odpowiedz Link
gaika A na imię jej było (znów) Beata 05.01.14, 23:18 Kuriozalny pomysł posłanki Kempy Zespół na gender Nie ma takiej rzeczy, której nie zrobi się w polskiej polityce w roku wyborczym. Beata Kempa zapowiada powołanie sejmowego zespołu do spraw „ideologii geneder”. Jest to naturalnie jej poselskie prawo. Nie wiem, czy w tym wypadku dobre, raczej nadużyte, bo zamiar pani poseł całkowicie ignoruje wszystkie argumenty drugiej strony sporu o równość praw kobiet i mężczyzn oraz metody walki ze stereotypami kulturowymi prowadzącym do społecznego wykluczania Innego niż my. Kempa może być szczerą rycerką w tej kulturowej wojnie wszczętej u nas niedawno przez Kościół. Kościelną twarzą tej wojny jest ks. Dariusz Oko. Pani poseł Kempa chce być, jak się zdaje, jej twarzą w polskiej polityce na prawicy. Ma tu poważnego konkurenta, posła Gowina, lecz kto pierwszy, ten lepszy. Jeśli zespół „stop dżenderowi!” powstanie, a najpewniej powstanie, to Gowin będzie w pozycji petenta w stosunku do jego inicjatorki. Poseł Kempa wie dobrze, jak nikłe szanse polityczne ma jej Solidarna Polska. Pomysł z zespołem w jej intencji ma zapewne przynieść SP trochę głosów wyborców przerażonych dżenderowym czarnym ludem. Liczyć może też – z mniejszym prawdopodobieństwem porażki – na to, że Kościół antydżenderowy jej pobłogosławi, a może nawet powie z ambony ciepłe słowo o SP. Ale na więcej niech raczej nie liczy. Mężczyźni chodzący w czymś w rodzaju sukni, nieuprawiający seksu (oficjalnie), niemający własnych rodzin, patrzą na kobiety w polityce (i poza nią) krzywo. Nie przepadają za ich aktywnością publiczną, nawet w słusznej według nich sprawie. W końcu, jak walka z dżender, to totalna, bez wyjątków. Biedna poseł Kempa. Zrobi swoje i będzie musiała odejść tam, gdzie w Polsce jest miejsce Polek katoliczek. www.polityka.pl/kraj/opinie/1566339,1,kuriozalny-pomysl-poslanki-kempy.read#ixzz2pZ5uayyA Odpowiedz Link
gaika Re: A na imię jej było (znów) Beata 11.01.14, 19:06 Ostatnim przejawem czystej hipokryzji, było założenie przez Beatę Kempę, zespołu sejmowego ds. walki z gender. Posłanka ta twierdzi, że nie należy podważać ustanowionej przez tradycję roli kobiety, czyli zajmowanie się domem i dzieckiem, podczas gdy sama wykonuje zawód, który od wieków jest zarezerwowany praktycznie tylko dla mężczyzn, czyli jest politykiem. Przecież gdyby nie to gender i podważenie rzekomej naturalności siedzenia w domu kobiet, nie mogłaby robić tego co robi. Przypomina to sytuację gdy o ideale nadczłowieka, czyli umięśnionym blondynie o niebieskich oczach, mówił ciemnowłosy kurdupel ze śmiesznym wąsikiem i fryzurze być może nadludzkiej, ale tylko w znaczeniu ironicznym. Przeszło to chyba tylko dlatego, że wierzono iż wódz ocenie w ogóle nie podlega, więc jest nad nadczłowiekiem, ale u Kempy nie wiem jak to wyjaśnić. To kompletny absurd. Początek tu sokolowski.na.liberte.pl/szczyty-hipokryzji/ Odpowiedz Link
diabollo Gender to nie zagłada cywilizacji 07.01.14, 07:45 Rozmawiają dwie konserwatystki (a my, cywilizacja śmierci, cieszymy się jakby cokolwiek z tej gadki-smaki wynikało). ******* Dominika Wielowieyska - Nie rozumiem histerii związanej z wprowadzaniem programu równościowego. Gender to równouprawnienie, a nie program przerabiania chłopców na dziewczynki - mówi minister Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania. DOMINIKA WIELOWIEYSKA: Od posłów PiS i konserwatywnych katolików wciąż słyszymy, że w przedszkolach z programem gender chłopcy są zmuszeni zakładać sukienki. Szukałam takiego konkretnego przedszkola i nie znalazłam. A pani? AGNIESZKA KOZŁOWSKA-RAJEWICZ: Też szukałam, ale bezskutecznie. To prawdopodobnie zostało zmyślone. Może gdzieś wychowawcy prowadzili zajęcia polegające na tym, że dzieci przebierają się w różne teatralne stroje. W przedszkolu w Rybniku wychowawczyni prowadziła zabawę, w której dzieci ubierały misie w stroje różnych kultur, m.in. szkocki kilt. To ilustracja tego, jak męskość może wyrażać się w stroju zależnie od kultury, edukacja w temacie różnorodności, a nie "przebieranie chłopców w różowe sukienki". Promowanie równouprawnienia w przedszkolu najczęściej polega na tym, że dziewczynki też mogą się bawić zabawkami chłopców, że nie ma segregacji w zabawie - chłopcy w ratowanie świata, dziewczynki w gotowanie i sprzątanie. Nie rozumiem histerii związanej z wprowadzaniem programu równościowego, który jest przytaczany jako ilustracja ideologii gender. Gender to studia nad równością płci, w polityce - to równouprawnienie, a nie program zrównania płci w ich biologicznych cechach, przerabiania chłopców na dziewczynki. Ten atak antygenderystów z wymyśloną historią o przebieraniu to kompletne nieporozumienie. Może wielu się obawia, że usiłuje się wcisnąć kobiety w gorset męski, a mężczyzn - w kobiecy. Że nagle ta wajcha pójdzie w drugą stronę, przekraczając granice zdrowego rozsądku. A przecież nie ma nic złego w tym, że dziewczynki bawią się lalkami, a chłopcy samochodami. - Ani nic złego w tym, że dziewczynka sięgnie po samochodzik i polubi kolor inny niż różowy. A przekraczanie granic nam nie grozi - jesteśmy od takich praktyk bardzo daleko, mamy swoje prawo i kulturę, i bardzo krótki staż w polityce równościowej. Kraje z długim doświadczeniem polityk równościowych zajmują się niuansami, które nam wydają się absurdalne, np. że za nierówne traktowanie uznaje się przepuszczanie kobiet w drzwiach lub całowanie w rękę. My mamy problem, jak ułatwić kobietom godzenie obowiązków rodzinnych z pracą zawodową, aby mogły być samodzielne finansowo, bo to daje gwarancje nie tylko rozwoju osobistego, niezależności, ale chroni też przed przemocą i jest sprawiedliwe. Chodzi też o to, aby mężczyźni mieli większy udział w opiece nad dziećmi, by przejmowali obowiązki domowe na zasadach partnerskich. I tu chodzi także o prawa mężczyzn, którzy dziś stereotypowo uważani są za niezdolnych do odpowiedzialnej opieki nad dzieckiem i przegrywają sprawy o opiekę w sądach rodzinnych. Ważne jest, żeby bardziej sprawiedliwie podejść do opieki nad osobami starszymi, bo w rodzinach te obowiązki przeważnie spadają na kobiety. Często uniemożliwia to im pracę zawodową, a tym samym nie odkładają na emeryturę, która z tego powodu będzie niższa albo nie będzie jej wcale. Wśród kobiet w wieku 55-64 lat tylko 23 proc. pracuje zawodowo, podczas gdy w Skandynawii - 85 proc. Kobiety w Polsce odbierają najniższe emerytury, spędzają jesień życia w biedzie i samotności. Istotą polityki równościowej jest przeciwdziałanie takiej nierówności, to sprawy zasadnicze, dotyczące codziennego życia polskich rodzin. CDN... Odpowiedz Link
diabollo Re: Gender to nie zagłada cywilizacji 07.01.14, 07:46 Ale środowiska katolickie domagają się, żeby kobiety w rodzinach wielodzietnych dostały status zawodowy. - Ja się z tym zgadzam i powoli to realizujemy. Rozszerzyliśmy prawo do urlopu wychowawczego praktycznie na wszystkich, którzy są rodzicami - państwo płaci wtedy składki emerytalne za rodzica, który zostaje w domu z dziećmi, a w przypadku osób ubogich jeszcze dodatkowe świadczenia. Wydłużyliśmy urlop macierzyński i wprowadziliśmy rodzicielski i ojcowski, razem to rok urlopu płatnego średnio 80 proc. pensji. Staramy się zapewnić tanią opiekę żłobkową i przedszkolną, aby dać możliwość łączenia rodzicielstwa z pracą. Chciałabym, aby polityka równościowa była stawiana coraz wyżej na agendzie politycznej, bo to służy rodzinie, a tymczasem ta pseudoafera genderowa sprawiła, że równouprawnienie uznano za zgniliznę gorszą od nazizmu, podkład pod pedofilię. Tak powiedział ks. Oko - że "programy gender piszą pedofile". Oto fragment pierwszej wersji listu pasterskiego biskupów: "Standardy Światowej Organizacji Zdrowia w odniesieniu do edukacji seksualnej prowadzą do głębokiej deprawacji dzieci i młodzieży. Promują one m.in. masturbację dzieci w wieku przedszkolnym oraz odkrywanie przez nie radości i przyjemności, jakie płyną z dotykania zarówno własnego ciała, jak i ciała rówieśników. Elementy tych tzw. standardów są aktualnie wdrażane - powtórzmy: najczęściej bez wiedzy i zgody rodziców - np. w projekcie Równościowe przedszkole współfinansowanym przez Unię Europejską". - Jeśli WHO napisała dokument, bazując na doświadczeniu międzynarodowych ekspertów, to nie po to, aby "promować masturbację", tylko opisać zjawiska, które istnieją. Masturbacja wśród dzieci, nawet w wieku przedszkolnym, się zdarza. Jest to jakiś problem. Istnieją zjawiska związane z poznawaniem swojego ciała i lepiej o tym z dziećmi rozmawiać, niż udawać, że nic się nie dzieje, zostawiać je z tym problemem sam na sam. W dokumencie WHO zawarto odważny program edukacji seksualnej, fragmentami dyskusyjny, ale nieprzekraczający dopuszczalnych norm. To tylko propozycja, i państwa mogą z niej skorzystać, ale nie muszą. Czy w programach unijnych są wykorzystywane te standardy? - Nie słyszałam o tym. Nawet nie byłam na konferencji WHO, ale mimo to zostałam oskarżona przez fundację Mama i Tata, że chcę promować w przedszkolach jakieś seksboksy. Na konferencji omawiano projekty edukacji seksualnej w różnych krajach. Udane i nieudane. W Szwajcarii chciano wykorzystać pluszowe zabawki z narządami płciowymi. Rodzice zaprotestowali, więc z tego projektu się wycofano. Ale ks. Oko uparcie twierdził, że rząd wprowadza to w Polsce. Absurd. Trudno walczyć z tak nieuczciwym postawieniem sprawy, szczególnie przez osobę duchowną. Czy pani jest zwolenniczką tego, aby dzieci i młodzież miały przedmiot pod nazwą "edukacja seksualna"? - Wiedza o życiu seksualnym człowieka jest takim samym obszarem nauki jak każdy inny. To zbiór faktów. Szkoła powinna dostarczać fakty, a rodzice - budować system wartości u dzieci. Ale czy to musi się dziać już w przedszkolu? Ja bym wolała sama o tym z dziećmi rozmawiać. - Nie istnieje dziś żaden program edukacji seksualnej w przedszkolach. Ale jeśli dziecko w przedszkolu pyta, skąd się wzięło, to odpowiedź, która brzmi: dlatego, że mamusia z tatusiem się kochali, nie jest niczym złym. Można dyskutować o formie i wychowawcy powinni to ustalić z rodzicami. Brak takiej wiedzy naraża w większym stopniu na przemoc seksualną, bo dzieci nie wiedzą, na co dorosły może sobie pozwolić w stosunku do nich, ulegają autorytetowi dorosłego, bo nie wiedzą, że są przekraczane granice obyczajowe i prawne. W edukacji seksualnej nie chodzi o promowanie seksu, tylko o edukację dotyczącą godności ludzkiej. Gdyby dzieciom uświadomić, na czym polega godność, szacunek, prywatność, byłoby mniej przemocy seksualnej w gimnazjach. Dzieci wiedziałyby, że pewne kawały, fajne dla jednego, są wielką krzywdą dla drugiego dziecka, co może prowadzić nawet do samobójstwa. Takie przypadki się zdarzały. Np. w gimnazjum przed WF dziewczynę, która się przebiera, półnagą wypychają na korytarz i robią zdjęcia telefonami komórkowymi, a następnie wrzucają do sieci. Młodym ludziom trzeba tłumaczyć, że sfera seksualna jest sferą prywatną, intymną, a jej naruszanie bez zgody drugiej osoby jest złem. Traktowanie edukacji seksualnej jako potencjalnego źródła zła i nieprawości jest niebezpieczne. To działanie na szkodę dzieci. Sam premier Donald Tusk mówił, że on w sprawie edukacji seksualnej jest bardzo ostrożny, bo brytyjski przykład pokazuje, iż mimo wprowadzenia jej do szkół i ustawienia automatów z prezerwatywami liczba ciąż nastolatek wzrosła, więc można wysnuć wniosek, że ta edukacja nie tyle nauczyła młodzież antykoncepcji, ile zachęciła do wczesnej inicjacji seksualnej. - W Wielkiej Brytanii prowadzi się politykę ograniczania szkód, jest powszechny dostęp do antykoncepcji, ale przecież to nie jest istotą edukacji seksualnej. Mnie nie podoba się polityka brytyjska, ja bym wolała edukację seksualną opartą na wartościach, które są ważne w Polsce. Każdy naród jest inny, więc i program edukacji seksualnej musi być dostosowany do polskiej mentalności, zgodny z życzeniami rodziców. Uważam jednak, że podchodzimy do tego zbyt ostrożnie, a czasami wręcz histerycznie. Zgadza się pani z minister edukacji Joanną Kluzik-Rostkowską, żeby wprowadzić edukację seksualną opcjonalnie, dla jednych taką, dla drugich inną, w zależności od światopoglądu? - Tak. Nie jesteśmy mentalnie przygotowani na to, by wprowadzać w szkole obowiązkowy program edukacji seksualnej. To wywoła protesty. A i nauczyciele nie są dostatecznie przygotowani. Jesteśmy na początku debaty o tym, jak powinna wyglądać w szczegółach ta edukacja. Najpierw musimy z tego przedmiotu zdjąć odium zła, moralnego zepsucia. CDN... Odpowiedz Link
diabollo Re: Gender to nie zagłada cywilizacji 07.01.14, 07:47 Konserwatyści mówią: dziś Polacy tego nie akceptują, ale najpierw uchwali się związki partnerskie, a potem przyjdzie kolej na adopcję dzieci przez pary homoseksualne. Bo taka jest tendencja w Europie. - Każda decyzja wymaga zgody większości. Być może za 10 lat nasze społeczeństwo będzie jeszcze bardziej konserwatywne niż dziś. A może odwrotnie. Także na Zachodzie może przyjść fala krytycyzmu wobec tych najbardziej radykalnych lewicowych rozwiązań. Zgadzam się z ojcem Pawłem Gużyńskim, że możemy obserwować kraje, które prowadzą politykę równościową od lat, aby uniknąć różnych mielizn i błędów, które im się przytrafiają. Biskupi boją się, że polityka równościowa doprowadzi do zmian, w wyniku których kobieta nie będzie chciała rodzić dzieci, będzie nastawiona tylko na karierę zawodową. A dzieci całymi dniami będą siedzieć w żłobkach, przedszkolach i szkole. Więzi rodzinne zostaną podkopane, dzieci pozostawione same sobie. - Przecież wprowadziliśmy urlop rodzicielski, domowe formy opieki żłobkowej. Dlaczego z faktu, że kobieta chce pracować, wyprowadza się przekonanie, że nie chce mieć dzieci? Przecież z faktu, że mężczyzna chce pracować, nie wynika jego niechęć do rodziny. Kobiety chcą i pracy, i rodziny. Jeśli oboje rodzice nie znajdują czasu dla dziecka, dlaczego tylko ona jest krytykowana? To, co można zrobić, to promować odpowiedzialne rodzicielstwo. I dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Chodzi o równowagę między życiem rodzinnym a zawodowym, bo przecież trzeba pracować, zarabiać, wymyślić, co zrobić, żeby dało się pracę pogodzić z rodziną, rodzeniem dzieci. O tym są projekty równościowe, to są podstawowe postulaty środowisk kobiecych - godzenie ról, równa płaca za pracę tej samej wartości - możemy dyskutować z Kościołem o tym i o edukacji seksualnej. Istotą równości nie jest przymus pracy i rozwoju zawodowego kobiet, tylko możliwość wyboru, prawo do tego, aby kobiety mogły być niezależne i samodzielne ekonomicznie, jeśli chcą. To nie jest zagłada cywilizacji. Świat się zmienił już dawno. Jeśli chcemy, aby ludzie tworzyli trwałe związki, trzeba promować równouprawnienie. Bo kobieta nie udźwignie tych wszystkich obowiązków i zawodowych, i rodzinnych bez udziału męża. Jeśli nie są w stanie się dogadać, to kończy się to rozwodem. I Kościół powinien tu być naszym sojusznikiem, bo chodzi o dobro rodziny. wyborcza.pl/1,75478,15230442,Kozlowska_Rajewicz__Gender_to_nie_zaglada_cywilizacji.html Odpowiedz Link
diabollo Re: Gender to nie zagłada cywilizacji 07.01.14, 08:24 > Jeśli chcemy, aby ludzie tworzyli trwałe związki, trzeba promować równouprawni > enie. Bo kobieta nie udźwignie tych wszystkich obowiązków i zawodowych, i rodzi > nnych bez udziału męża. Jeśli nie są w stanie się dogadać, to kończy się to roz > wodem. I Kościół powinien tu być naszym sojusznikiem, bo chodzi o dobro rodziny Cytowany pan Jasiecki zarysowa w sumie banalnie oczywistą myśl, choć w Polsce to Eureka, (równouprawnienie jest oczywiście ważne): Polacy nie będą się rozmażać dopóty, dopóki nie osiągną pewnego poziomu bezpieczeństwa socjalnego to znaczy: a. możliwości pracy, b. płacy z tej pracy umożliwiającej utrzymanie rodziny, mieszkania, etc. Turbokapitalizm jednak działa w nieco odwrotnym kierunku - dąży do ograniczenia kosztów i maksymalizacji zysków tłustych szuj. Nasz dziki turbokapitalizm bliskich peryferiów cywilizacji w Polsce pozwala sobie na dużo więcej niż w centrach, no i mamy różne tego skutki. Tak oto za spadek dzietności w polskim społeczeństwie nie odpowiada "Dżender", jak Was okłamuje ideologia katolickiego zabobonu, lecz turbokapitalizm. Kłaniam się nisko. Odpowiedz Link
diabollo Re: Gender i polityka 08.01.14, 23:41 wyborcza.pl/1,75478,15242025,Nowicka_pisze_do_NIK__by_sprawdzil__jak_Kosciol_dostawal.html Odpowiedz Link
grzespelc A więc wojna 12.01.14, 21:38 Państwo polskie łamie konkordat! śmie kontrolować kościół! Precz! Odpowiedz Link
diabollo Prawactwo i katolictwo kłamie 09.01.14, 08:02 wyborcza.pl/1,75248,15242819,Jak_Kempa_walczy_z_gender__Sprawdzamy_co_jest_prawda_.html Odpowiedz Link
stanislawa100 Re: Gender i polityka 09.01.14, 18:03 Liga Obrony Suwerenności: W sprawie szkodliwości tzw. ideologii gender www.ekutno.pl/wiadomosci,22285-liga-obrony-suwerenno-ci-w-sprawie-szkodliwo-ci-tzw-ideologii-gender, Odpowiedz Link
diabollo Katolictwo kłamie 30.01.14, 08:22 W związku z wydaną przez Zespół Edukacji Elementarnej pod patronatem Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN opinii o programie „Równościowe przedszkole. Jak uczynić wychowanie przedszkolne wrażliwym na płeć” autorstwa Anny Dzierzgowskiej, Joanny Piotrowskiej oraz Ewy Rutkowskiej, zwracamy się do Pana o odniesienie do następujących kwestii. 1. Z jakich powodów opinia ekspertów/ekspertek Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN w recenzji publikacji „Równościowe przedszkole” posługuje się kryteriami oceny programu wychowania przedszkolnego, mimo że jednocześnie stwierdza, zgodnie z faktami i deklaracjami autorek, że recenzowany materiał nie jest programem wychowania przedszkolnego? Zwracamy uwagę, że jest to zabieg manipulacyjny i nieuczciwy. Recenzja Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, obecnie szeroko przytaczana w mediach, dyskredytuje materiał skierowany do osób dorosłych za pomocą kryteriów oceny ustalonych dla materiałów skierowanych do dzieci w wieku przedszkolnym. Przyjęta metodologia recenzowania jest nierzetelna i w konsekwencji prowadzi do nieuprawnionych wniosków. Całość: www.krytykapolityczna.pl/artykuly/kraj/20140129/rownosciowe-przedszkole-musi-zostac-list-otwarty Odpowiedz Link
diabollo Re: Gender i polityka 30.01.14, 19:20 Światopoglądowe konflikty wygrywa ta strona, która jest agresywniejsza. Tomasz Stawiszyński: Jak pani reaguje na ostrzeżenia przed „ideologią gender”, które padają z ambon i przychylnych Kościołowi pism? Dorota Obidniak: Jestem wściekła. Niepokoi mnie tempo, w jakim rosną w siłę przeciwnicy demokracji, laickiego państwa, otwartości na innych. Jestem zawstydzona postawą wielu nauczycieli, jestem rozczarowana brakiem reakcji ze strony władz oświatowych – przede wszystkim Ministerstwa Edukacji. Kiedy sprawa wybuchła, myślałam, że to incydent, że w wyniku nieporozumienia, które zostało sprytnie wykorzystane przez kościelnych i partyjnych czynowników oraz cyniczne media, powstało chwilowe zamieszanie, że wystarczy wyjaśnić parę pojęć, a emocje ucichną. Przez dwa popołudnia w radiu wyjaśniałyśmy z Joanną Piotrowską, co oznacza słowo gender i dlaczego wychowanie równościowe jest ważne. Tymczasem im więcej osób podejmowało podobne próby, tym agresywniejsi stawali się ich adwersarze. Działania antyrównościowe zaczęły przybierać na sile. „Dzięki” stronie internetowej Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” trafiłam na polecany przez działaczy tego związku majowy numer miesięcznika nauczycieli i wychowawców katolickich, bezpłatny, do ściągnięcia od zaraz. „To idzie gender”, taki tytuł nosi ów numer w całości poświęcony inkryminowanej „ideologii”. Podkreślam – wydany w maju, a więc na długo przed wydarzeniami, które stały się impulsem do wywołania antygenderowej histerii. Nie zabrakło w nim artykułu ks. Oko: Non possumus. Kościół wobec homoideologii. Dziś sądzę więc, że problem jest znacznie poważniejszy, że to, co obserwujemy, jest świadectwem głębszych przemian, które dokonały się w świadomości znacznej części naszego społeczeństwa, a metody, których się chwytamy, żeby zmienić nastawienie do kwestii gender, są w tej sytuacji zupełnie nieskuteczne. Miały one bowiem służyć objaśnieniu zjawiska w sytuacji, kiedy zakłada się, że ktoś po prostu nie zrozumiał, o co chodzi, albo coś, bez złej woli, błędnie zinterpretował. Taki naiwny optymizm jest notabene dość charakterystyczny dla pedagogów. Przeglądając „Wychowawcę”, zdałam sobie sprawę, że racjonalne argumenty przestały mieć znaczenie. I prawdę mówiąc – nie wiem, czym można by je było zastąpić, żeby nastawienie do gender zmienić. A raczej wiem, czym mogłoby się skończyć sięgnięcie po tę samą broń, jaką posługują się uczestnicy antygenderowej krucjaty. Podobny scenariusz jest więc dla mnie nie do przyjęcia. Całość: www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20140130/obidniak-czy-znajdzie-sie-obronca-rownosci-plci-w-szkole Odpowiedz Link
oby.watel Beata 'Gender' Kępa 31.01.14, 01:04 Zasada równości szans kobiet i mężczyzn Zasada równości kobiet i mężczyzn jest jedną z zasad horyzontalnych polityk Unii Europejskiej zgodnie z zapisami Traktatu Amsterdamskiego art. 2 i 3. Zobowiązanie państw członkowskich do eliminowania wszelkich nierówności oraz promowania równości pomiędzy kobietami a mężczyznami wyraża się także w programach realizowanych z udziałem funduszy strukturalnych. Zapisy rozporządzeń na lata 2007–2013, zarówno rozporządzenia ogólnego (rozporządzenie nr 1083/2006/WE), jak i rozporządzenia w sprawie Europejskiego Funduszu Społecznego (rozporządzenie nr 1081/2006/WE) zobowiązują państwa członkowskie do przestrzegania zasady równości szans kobiet i mężczyzn oraz włączania tej zasady w główny nurt polityk. W ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki zasada gender mainstreaming będzie wdrażana na każdym etapie realizacji programu. Na etapie programowania pod uwagę wzięta została odmienna sytuacja kobiet i mężczyzn na rynku pracy. W związku z powyższym kluczowego znaczenia dla interwencji EFS w kontekście równości szans kobiet i mężczyzn w ramach PO KL nabierają: - konieczność zwiększania zatrudnienia kobiet i mężczyzn, w tym zwłaszcza kobiet, jako tej grupy, która jest w szczególnej sytuacji na rynku pracy; - podnoszenie kwalifikacji zawodowych kobiet i mężczyzn, w tym w szczególności wsparcia osób o niskich i zdezaktualizowanych kwalifikacjach, np. kobiet powracających na rynek pracy po urlopach macierzyńskich i wychowawczych; - rozwijanie aktywności ekonomicznej kobiet i mężczyzn jako odpowiedzi na wyzwania rynkowe, pobudzanie postaw przedsiębiorczych; - godzenie życia zawodowego i prywatnego poprzez zwiększanie dostępu do usług opiekuńczych nad dziećmi i osobami zależnymi co umożliwi pełne uczestnictwo w kształceniu i rynku pracy oraz promowanie nowych form organizacji pracy. Zgodnie z przyjętą strategią programowania zdecydowano się na traktowanie zasady równości szans kobiet i mężczyzn jako zasady horyzontalnej, przekrojowej dla wszystkich Priorytetów w ramach PO Kapitał Ludzki. Co to jest? Ano to jest Program Operacyjny KAPITAŁ LUDZKI Narodowe Strategiczne Ramy Odniesienia 2007–2013. Przygotowane przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, na którego czele stała Grażyna Gęsicka. Dla przypomnienia: ministrem sprawiedliwości był wtedy Zbigniew Ziobro, jego zastępczynią Beata Kempa a szefem kancelarii Mariuszem Błaszczakiem. Wygląda więc na yo, że — zgodnie z nomenklaturą partyjno-rządową — pisiory przystąpiły do walki z tym, co same wdrażały. Oczywiscie przypadkiem jest, że gdy władzę objęła PO linki do materiałów stały się nieaktualne. Na szczęście nie wszystko rządowi udało się ukryć lub wymazać, więc Program można znaleźć np. tu (pdf). Odpowiedz Link