diabollo 20.12.15, 18:36 m.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20151218/leder-pustka-po-lewicy Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
podjadek57 Re: LEDER: PUSTKA PO LEWICY 21.12.15, 22:17 wyborcza.pl/1,75478,19376842,wazne-sa-i-chleb-i-wolnosc.html Odpowiedz Link
gaika Re: LEDER: PUSTKA PO LEWICY 22.12.15, 23:12 Niestety, mam szlaban i tylko to tych fragmentów mogę się odnieść. Tak, PiS łamie państwo prawa. Ale nie kupujemy bajki, że przez 25 lat demokracja miała się świetnie, aż przyszedł PiS i ją zepsuł - mówi Maciej Konieczny, współzałożyciel Partii Razem Jako żywo, takiej bajki nie słyszałam. Gdzie ją usłyszał Konieczny? Mieliśmy manipulacje partyjno-polityczne, olewkę mniejszości, bezradność jednostki wobec machiny władzy i przepisów oraz konserwatywny TK. Nikt nie trąbił, że demokracja ma się świetnie(wręcz przeciwnie), ale teraz odbywa się masakra jej podstaw-i znów, żeby miała się świetnie, to na czymś tę świetność trzeba budować. SEBASTIAN KLAUZIŃSKI: Czym jest dla was Komitet Obrony Demokracji? MACIEJ KONIECZNY*: Dziś to pospolite ruszenie wielkomiejskiej inteligencji i klasy średniej. Trudno powiedzieć, czym będzie w przyszłości. Ale do protestów KOD-u 12 i 19 grudnia Razem się nie przyłączyło. 19 politycy się nie promowali, a duża część pospolitego ruszenia sympatyzuje z Razem. Łatwo wylać dziecko z kąpielą. - Ostatnia rzecz, której potrzebujemy, to selfie ze skompromitowanymi politykami PO. Nie damy się wepchnąć w koalicję "wszyscy przeciwko PiS", bo kryzys demokracji to konsekwencja poprzednich rządów liberałów wykluczających znaczną część społeczeństwa, które zbudowały zaplecze dla zamordystów i skrajnej prawicy. Do świata sprzed 25 października nie ma powrotu. Po kolejnych rządach biznesowo-politycznej kasty, czy to pod sztandarem PO czy Nowoczesnej, powróci nowy, jeszcze gorszy PiS, a najpewniej po prostu faszyści... Z uczestników marszów 'wszyscy przeciwko PiS' niejeden głosował na Razem i afiliacje polityczne miały trzeciorzędne znaczenie. Szkoda, że nie doceniają zrywu klasy średniej, jakby się sami wzięli skądinąd Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu. Odpowiedz Link
diabollo Re: LEDER: PUSTKA PO LEWICY 23.12.15, 10:08 Tutaj się zupełnie zgadzam z czcigodną Gaiką: KOD jest zjawiskiem godnym najwyższego szacunku i poparcia. I Razem robi błąd nie przyłączając się do tego Komitetu. Bo oddaje go walkowerem właśnie Nowoczesnej. Kłaniam się nisko. Odpowiedz Link
grzespelc Re: LEDER: PUSTKA PO LEWICY 23.12.15, 20:05 Głosowałem na nich, ale źle się czuję z ludźmi o tak mało przenikliwych umysłach... Odpowiedz Link
gaika Re: LEDER: PUSTKA PO LEWICY 05.01.16, 21:46 grzespelc napisał: > Głosowałem na nich, ale źle się czuję z ludźmi o tak mało przenikliwych umysłac > h... > Razem z cicha coś nadaje z boku jednocześnie się odcinając co do zasady i kompletnie ignorując, że w grupie zaKODowanych jest cały przekrój. Zamiast ten przekrój jeszcze poszerzyć, mamy już u podstaw dzielenie na niewspólny interes, w miejsce wkładania wysiłku w interesu uwspólnianie. Dodatkowo, do innych atrakcji dołączyło odwrócenie reformy edukacji i szlaban dla sześciolatków (i pięciolatków). To jest akcja tak stricte polityczna(zemsta na poprzedniej ekipie), że nikt się tam nie liczy ani z dziećmi, ani z rodzicami, ani z wydanymi pieniędzmi. I tu Razem powinno trąbić na alarm, bo znów w efekcie tego odwrotu najwyższą cenę zapłacą najubożsi, mieszkańcy małych miejscowości i wsi. Warszawa sobie poradzi, a dzieci z zaniedbanych środowiskowo rodzin jeszcze raz zostaną pociągnięte w dół. Gdzie Razem z prostownikiem wyjaśniającym przypadkowemu społeczeństwu, że jest robione w ciula? Odpowiedz Link
podjadek57 Re: LEDER: PUSTKA PO LEWICY 05.01.16, 23:10 Łoj tam pustka już się wypełnia, więc zamiast lać krokodyle łzy, należy przyłączyć się do milijona pod przewodnictwem, jak zawsze przewodniej PO: Zdaniem Schetyny to Platforma powinna mobilizować ludzi do protestów i wyprowadzać ich na ulicę. - Jeżeli zrobić następną taką rzecz, to musi być nie na pięćdziesiąt tylko na dwieście tysięcy (ludzi – red). Nikt tego nie zrobi, jeśli my tego nie zorganizujemy. I to zrobimy – zapowiedział. – Trzeba być gotowym, że będzie 500 tys. ludzi. Przywieziemy z kraju milion, jak będzie trzeba. Trzeba być gotowym na wszystko, nawet na takie twarde warianty. polska.newsweek.pl/demonstracje-przeciw-pis,artykuly,376662,1.html Pieśń ma była już w grobie, już chłodna, - Krew poczuła - spod ziemi wygląda - I jak upiór powstaje krwi głodna: I krwi żąda, krwi żąda, krwi żąda. Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga, Z Bogiem i choćby mimo Boga! Wszystko to, szanowni, dziady a w zasadzie dziadostwo. Odpowiedz Link
gaika Re: LEDER: PUSTKA PO LEWICY 06.01.16, 11:59 podjadek57 napisał: > Łoj tam pustka już się wypełnia, więc zamiast lać krokodyle łzy, należy przyłą > czyć się do milijona pod przewodnictwem, jak zawsze przewodniej PO: PO ma wciąż stosunkowo duże poparcie w sondażach i deklaruje, że wali się w pierś (jest nadzieja, że we własną). To byłby spory sprawdzian na moc/niemoc PO i wsparcie/brak wsparcia u elektoratu. Odpowiedz Link
diabollo Re: LEDER: PUSTKA PO LEWICY 23.12.15, 10:24 No, to wkleję całość: Tak, PiS łamie państwo prawa. Ale nie kupujemy bajki, że przez 25 lat demokracja miała się świetnie, aż przyszedł PiS i ją zepsuł - mówi Maciej Konieczny, współzałożyciel Partii Razem SEBASTIAN KLAUZIŃSKI: Czym jest dla was Komitet Obrony Demokracji? MACIEJ KONIECZNY*: Dziś to pospolite ruszenie wielkomiejskiej inteligencji i klasy średniej. Trudno powiedzieć, czym będzie w przyszłości. Ale do protestów KOD-u 12 i 19 grudnia Razem się nie przyłączyło. - Ostatnia rzecz, której potrzebujemy, to selfie ze skompromitowanymi politykami PO. Nie damy się wepchnąć w koalicję "wszyscy przeciwko PiS", bo kryzys demokracji to konsekwencja poprzednich rządów liberałów wykluczających znaczną część społeczeństwa, które zbudowały zaplecze dla zamordystów i skrajnej prawicy. Do świata sprzed 25 października nie ma powrotu. Po kolejnych rządach biznesowo-politycznej kasty, czy to pod sztandarem PO czy Nowoczesnej, powróci nowy, jeszcze gorszy PiS, a najpewniej po prostu faszyści. Oczywiście, doceniamy skalę społecznych protestów. Oprócz polityków w obronie demokracji protestowały tysiące zwykłych obywateli, to ogromna wartość. Wśród nich było sporo osób z Razem, ale prywatnie. A protestujecie jako partia? - Tak. Przeciwko łamaniu konstytucji przez PiS i prezydenta protestujemy od tygodni. Demonstrowaliśmy pod Pałacem Prezydenckim i w wielu miastach poza Warszawą. Rozdawaliśmy ulotki i rozklejaliśmy plakaty z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w całym kraju. Równolegle na co dzień bronimy tych artykułów konstytucji, o których liberałowie zdają się zapominać jak prawo do zrzeszania się w związki zawodowe. Protestowaliśmy przeciwko łamaniu praw pracowniczych i represjom za działalność związkową w Polskim Busie, Biedronce i Amazonie. Bronimy konstytucyjnych praw na co dzień, także tam, gdzie nie ma kamer. Sytuacja wokół Trybunału Konstytucyjnego to na razie za mało, żeby stanąć ramię w ramię z liberałami? - To, co robi PiS, to łamanie zasad państwa prawa. Ale my nie kupujemy bajki, że przez ostatnie 25 lat nasza demokracja miała się świetnie, aż przyszedł PiS i ją zepsuł. Kryzys demokracji nie zaczął się wczoraj. Ludzie, niestety, się z państwem nie utożsamiają, bo państwo zostawiło wiele grup społecznych za burtą. Ich prawa, także te zapisane w konstytucji, np. prawa pracownicze, nie były przestrzegane na co dzień. Państwo umywało ręce. Kiedy wyrzucano ludzi z pracy za założenie związku zawodowego albo wbrew prawu eksmitowano na bruk, mało kto krzyczał, że konstytucja jest łamana. A może trzeba zrobić jak Ryszard Petru, który swoje główne hasło: "Gospodarka jest najważniejsza", zamienił na "Demokracja jest najważniejsza", bo chwila jest wyjątkowa? - To tak nie działa. Wolność pracownika określa to, czy ma stabilne zatrudnienie, czy nie pracuje po naście godzin dziennie, czy ma prawo do urlopu. O wolności większości z nas w większym stopniu decyduje kilkaset złotych więcej w portfelu czy prawdziwa umowa o pracę, a nie zawirowania wokół TK. Demokracja jest martwa w środku, jeśli ludzie nie mogą w niej uczestniczyć - bo ich na to nie stać, bo boją się, że ich zwolnią za działalność, bo po kilkunastu godzinach pracy nie mają na nic siły. Taka demokracja to atrapa i wystarczy byle zamordysta z ambicjami, żeby ją przewrócić. Demokracja to coś więcej niż instytucje. Dla ludzi, którzy mówią: "TK jest najważniejszy, a wasze prawa pracownicze to już niekoniecznie, może później", mamy złą informację - w ten sposób nie obroni się na dłuższą metę ani Trybunału, ani państwa prawa i demokracji. Czyli PiS może przejmować instytucje, byleby dawał 500 zł na dziecko? - Ja w socjalną twarz PiS nie wierzę. Kaczyński już raz szedł do władzy z podobnymi hasłami w 2005 i skończyło się Zytą Gilowską. Myślę, że teraz będzie podobnie. Dziś płacimy rachunek za to, że przez lata państwo nie działało w interesie społeczeństwa, tylko biznesowo-politycznej kasty. Na dłuższą metę nie będzie wolności bez chleba dla wszystkich. "W Polsce powstał jeden z najbardziej niesprawiedliwych ustrojów społeczno-ekonomicznych w Europie drugiej połowy XX w.". To wasze słowa, żywcem wyjęte z książek nieżyjącego już prof. Tadeusza Kowalika, ekonomisty o socjalistycznych poglądach. Jego, bardzo krytyczna, ocena polskiej transformacji to jest wasza opowieść? - Pamiętam, że w dzień pogrzebu prof. Kowalika przy drodze konduktu pogrzebowego na cmentarz zaklejaliśmy z grupą znajomych billboardy tym właśnie cytatem. Dla wielu z nas prof. Kowalik, doradca "Solidarności" w 1980 r. i ostry krytyk Leszka Balcerowicza, to bardzo bliska postać. Głosił swoje poglądy w czasach, kiedy krytyka neoliberalizmu była skrajnie niepopularna. Wtedy, kiedy nawet Jacek Kuroń zawiesił swoje lewicowe poglądy, bo dał się przekonać, że moment jest nadzwyczajny i budowę lewicy trzeba odłożyć na później. Pod koniec życia bardzo tego zresztą żałował. To ważna nauka, szczególnie w tym momencie. Teraz, w obliczu PiS-owskiego zamordyzmu, też wywiera się na Razem presję, by zagnać nas do jednego szeregu z neoliberałami, a nasze postulaty odłożyć na później, bo "chwila jest wyjątkowa". To powtórka z lat 90. Lekcja Kowalika i Kuronia mówi, jak to się skończyło. Oczywiście, gdyby sytuacja uległa znacznemu zaostrzeniu, jeśli PiS dokona zamachu na wolność słowa, sumienia, organizowania się, protestu - wtedy będziemy protestować wspólnie. CDN... Odpowiedz Link
diabollo Re: LEDER: PUSTKA PO LEWICY 23.12.15, 10:26 To teraz o partii. Rozmawiamy w waszej siedzibie. Jest godz. 11, ale jesteśmy tutaj sami. - Bo reszta jest w pracy. Pełno robi się tu po południu i wieczorem. W Razem praktycznie wszyscy pracujemy społecznie, po normalnej pracy zawodowej. Pan nie ma etatu? - Miałem przed wyborami, byłem pełnomocnikiem wyborczym. Po wyborach moja umowa wygasła. Teraz zatrudniamy jedną osobę. Zajmuje się obsługą biura i administracją. Na razie nie stać nas na więcej. To jak wy w ogóle funkcjonujecie? - Wskoczyliśmy do wielkiej polityki i dziś wszyscy oczekują, że będziemy działać jak wielkie partie. Ale my robimy politykę inaczej. To, że przez najbliższe miesiące nie będziemy mieć funduszy z budżetu, ma też plusy. Ludzie, którzy trafiają do Razem, uczą się, że nie wszystko załatwia się za pieniądze. Zresztą przyzwyczailiśmy się do tego. Tak prowadziliśmy kampanię, zamiast wynajmować firmy do różnych zadań, wykorzystywaliśmy własne siły. Ktoś był informatykiem i zrobił stronę, ktoś inny odmalował naszą siedzibę. Na razie mamy pieniądze ze składek. Dużo? - Wystarcza na biuro, rachunki, pokrycie kosztów przejazdów, wynajęcie sal na spotkania, ulotki. Nie na tyle, żeby otwierać centra społeczne czy zatrudniać ludzi. Ile miesięcznie wpłaca członek Razem? - Składki są progresywne. Wahają się od 1 do 700 zł, średnio to 20 zł. Każdy deklaruje, ile jest w stanie wpłacić. Ale na wiosnę z subwencji dostaniecie ok. 3 mln zł. Na co je wydacie? - To trudne decyzje. Razem działa i będzie działać na podstawie pracy społecznej, ale niektóre funkcje będziemy pewnie musieli profesjonalizować. Jakie i w jakim zakresie - o tym zdecydujemy wspólnie na kongresie na wiosnę. Co jeszcze na nim będzie? - Wybór władz. Na naszym pierwszym kongresie, który wybrał obecny skład zarządu i rady krajowej, było 200 osób. Dziś jest nas więcej w samej Warszawie. Trudno w tej sytuacji mówić o demokratycznym mandacie władz, musimy je wybrać ponownie. Chcemy też zmienić statut. Pisaliśmy go bez doświadczenia sporego ruchu, które mamy teraz. Prawdopodobnie powołamy jakieś mniejsze ciało polityczne, które będzie szybko reagowało na aktualne wydarzenia. Zdecydujemy także, gdzie w Polsce otworzymy nasze centra społeczne. Niech pan opowie o tych centrach. - Od powstania Razem pracowaliśmy w takim tempie, że często nie było czasu na dyskusje, na spotkania. Centrum społeczne to będzie przestrzeń debaty, ale też coś więcej niż partyjna siedziba czy klub dyskusyjny. Chcemy wejść głębiej w lokalną społeczność. Pomoc prawna dla pracowników, lokatorów nielegalnie wyrzucanych z mieszkań, współpraca z lokalnymi związkowcami, reagowanie na działania władz. Ktoś z Razem chce udzielać korepetycji dzieciakom, ktoś - rozkręcać lokalną spółdzielnię, ktoś - organizować warsztaty dla mieszkańców. Chcemy działać trochę jak przedwojenny PPS. Tam polityka mieszała się z działalnością społeczną, edukacją, sportem. Razem ma moce przerobowe, żeby to zrobić? - Ale my już to robimy! Teraz głównie skupiamy się na budowaniu struktur. Cokolwiek by mówić o SLD, to wciąż ponad 20 tys. członków. Ile osób jest w Razem? - Ktoś kiedyś widział te 20 tys.? W Razem jest kilka tysięcy członków i sympatyków. Trudno to do końca policzyć, bo osoby, które się zapisują, muszą przejść miesięczny staż. Myślę, że mamy większe zdolności mobilizacyjne niż SLD. Na początku do Razem zapisywali się młodzi, wykształceni ludzie z wielkich miast. To się zmieniło? - Rzeczywiście wielkomiejskie, inteligenckie środowisko było naszą bazą, ale powoli wychodzimy poza tę grupę. Wystarczy pojechać poza Warszawę. W Rzeszowie, Olsztynie czy w Koninie skład jest zupełnie inny. Ludzie dołączają do Razem z przyczyn ekonomicznych. To pracownicy na śmieciówkach, samotne matki z trudem łączące koniec z końcem, często tacy, których państwo porzuciło. Angażują się, bo brak im poczucia bezpieczeństwa. Jeżeli lewica ma mieć w Polsce jakiekolwiek znaczenie, to musimy zorganizować ludzi, którzy niekoniecznie wiedzą, kim jest Żiżek. Jak chcecie to pogodzić? Przyciągnąć wielkomiejską lewicującą inteligencję i lud pracujący, niekoniecznie postępowy? - To jest trochę mit z tym "nielewicowym ludem". Badania CBOS pokazują, że większość osób w Polsce ma lewicowe poglądy na gospodarkę, nawet jeżeli identyfikują się jako prawica. 83 proc. Polaków uważa, że "państwo powinno zapewnić obywatelom wysoki poziom świadczeń społecznych, opieki zdrowotnej czy szkolnictwa", 64 proc. popiera podatki progresywne, 67 proc. jest przeciwko prywatyzacji. A z drugiej strony 44 proc. osób deklarujących się jako lewicowi sprzeciwia się związkom homoseksualnym. Ci sami ludzie, bardziej niż osoby deklarujące się jako prawicowi czy centrowi, uważają, że "z przestępczością należy walczyć twardo, nawet jeśli miałoby to ograniczać prawa i swobody zwykłych obywateli". To pokazuje, jak ogromne mamy pomieszanie pojęć. CDN... Odpowiedz Link
diabollo Re: LEDER: PUSTKA PO LEWICY 23.12.15, 10:27 Pracownicy mają różne poglądy. Może przyciągniecie ich socjalnymi postulatami, ale w swoim programie piszecie też o aborcji na życzenie czy związkach partnerskich. - Dla nas ważne są i chleb, i wolność. Pewnie, jeśli ktoś ma skrajnie konserwatywny światopogląd i to jest dla niego najważniejsze, to nie odnajdzie się w Razem. Ale moim zdaniem to mniejszość. Kiedy protestowaliśmy w obronie pracowników Polskiego Busa, nie weryfikowaliśmy przecież, jakie mają poglądy na sprawy obyczajowe. Było dla nas oczywiste, że staniemy po ich stronie. Czyli zakładacie, że ważniejsza np. od praw homoseksualistów jest tzw. micha? - Ludzie chcą mieć i chleb, i wolność, ale bez chleba wolność jest iluzoryczna. Zapewniam, przeciętna Kowalska naprawdę nie marzy o prześladowaniu homoseksualistów. Niewiele osób wybierze pracę za grosze zamiast dobrej płacy, byleby tylko gejom było gorzej. Razem po prostu broni słabszych. Prawa pracowników czy prawa człowieka? - to pytanie jest dęte. Dla większości ludzi to zdroworozsądkowe, że państwo nie powinno ludziom przeszkadzać w życiu osobistym. Zarówno konserwatyzm wyżywający się na mniejszościach, jak i ekonomiczny liberalizm, tak naprawdę reprezentują jedno: kult siły. Bronią jednych jest ksenofobia i szczucie na słabszych, drudzy wykorzystują przewagę wynikającą z wypchanych portfeli. Zarówno Balcerowicz, jak i narodowcy wyznają zasadę: śmierć frajerom. My chcemy równości i szacunku dla wszystkich. Jest coś, co wam się podoba w polskiej transformacji? - Prawa polityczne. Przez 10 lat mojej działalności w pozaparlamentarnej lewicy nikt mnie nie pałował, nie zamykał ani szczególnie nie prześladował. To dość luksusowe warunki do uprawiania opozycji. Ta noga demokracji jest - na razie - silna. Niestety ta druga, sprawiedliwość społeczna i ekonomiczna, jest cherlawa. Dlatego naszej demokracji coraz trudniej jest ustać. * Do wyborów parlamentarnych - pełnomocnik wyborczy, teraz - członek zarządu krajowego partii. Przed Razem działał m.in. w Młodych Socjalistach wyborcza.pl/1,75478,19376842,wazne-sa-i-chleb-i-wolnosc.html Odpowiedz Link
podjadek57 Re: LEDER: PUSTKA PO LEWICY 23.12.15, 12:37 Postaram się tu wkrótce wrzucić fragment "Prześnionej..." Leddera o lewicy, temat ciekawy, wart drążenia i moim zdaniem nie spieszmy się z ocenami, kwantyfikatorami Odpowiedz Link
podjadek57 Re: LEDER: PUSTKA PO LEWICY 23.12.15, 15:32 A. Ledder Prześniona rewolucja str. 174-177: LOSY LEWICY To w tej epoce (1956-1989 przyp. mój) uformował się pewnego rodzaju konsensus ideowy nowoczesnej Polski. Najbardziej znacząca wydaje mi się tu książka – i projekt polityczny – Kościół, lewica, dialog 373 . Dzisiaj, z perspektywy kolejnych czterdziestu lat, tytuł ten trzeba by czytać Kościół, liberałowie, dialog . do dzisiaj – a więc już prawie przez półwiecze – konsensus liberalno-konserwatywny. Lewica z tego dialogu po prostu się ulotniła. Ulotniła się, kapitulując w sensie politycznym, ale, co może ważniejsze, kulturowym. Budując ów wielki sojusz polityczny, który miał się stać podstawą potęgi pierwszej „Solidarności”, zrezygnowała ze swoich tradycyjnie wyznaczających horyzont myślenia postulatów, stając się lewicą liberalną. Zapewne w walce z ustrojem autorytarnym był to gest konieczny, ale jednocześnie, z dzisiejszej perspektywy, bardzo kosztowny. Kosztowny tak, że dziś lewica – w sensie ideowym – musi się odbudowywać praktycznie od zera. Co mam na myśli, kiedy piszę o kapitulacji lewicy w sferze kulturowej? Przychodzą mi na myśl trzy zadania, trzy postawy, w których lewica, jak sądzę, powinna głosić swoje non possumus . Po pierwsze, traktowanie ludzi pracujących jako najważniejszego dla siebie podmiotu politycznego. Przesunięcie akcentu w stronę obywatelską i rynkową sprzyja budowaniu demokracji liberalnej, prowadzi jednak do porzucenia tych, którzy są przede wszystkim pracownikami. Obrona etosu obywatelskiego i obrona etosu pracowniczego to nie jest zupełnie to samo; te postawy mogą się uzupełniać, ale akcenty są rozłożone inaczej. Nawet wielka epopeja dziesięciomilionowego związku zawodowego z lat 1980-1981 tego nie zmienia. Ten ruch, powstały jako owoc protestu robotniczego, pracowniczy w swoim zalążku, z czasem przekształcił się w obywatelski i polityczny. Po drugie, wyrzeczenie się lewicowego etosu w sferze szeroko rozumianych spraw światopoglądowych – i mocniej – moralności. Oznaczało to, przede wszystkim, porzucenie „laickiego” wyznania wiary. Z odpowiednią dozą rozumnego antyklerykalizmu. Oczywiście Jacek Kuroń nie zaczął w tej epoce pielgrzymować do sanktuariów, ale spór światopoglądowy z Kościołem i religią został wyciszony. A jest to spór, który w ogromnym stopniu wyznacza pozycję lewicy, bowiem pozwala jej powiedzieć: l u d z k i e s p r a w y m u s i m y r o z w i ą z y w a ć t u i t e r a z, n a z i e m i, b o ż a d n e g o p o c i e s z e n i a „s t a m t ą d” n i e m a i n i e b ę d z i e. B e z t e g o c r e d o l e w i c a n i e w i e, k i m j e s t. Kościół katolicki, zawierając sojusz z liberalizującą się lewicą, po mistrzowsku zneutralizował możliwość głoszenia przez nią socjalistycznej „dobrej nowiny”: człowiek jest sam, zdany tylko na siebie i innych ludzi. Nie dziwi zresztą, że tradycyjny lewicowy antyklerykalizm nie miał wielu głosicieli, skoro ostatnim, który poważnie próbował realizować antyklerykalny program, był Władysław Gomułka. Nie zmienia to faktu, że wyrzeczenie się laickości i antyklerykalizmu otworzyło drogę dla sytuacji, w której quasi monopol na nazywanie dylematów moralnych uzyskała myśl katolicka. Emblematyczne jest, że to właśnie w drugiej połowie lat 70. upowszechnił się dyskurs „obrony życia”, a przede wszystkim moralna i psychologiczna stygmatyzacja aborcji, połączona z przyjęciem jako oczywistego dogmatu o człowieczeństwie zarodka. Głosu lewicy, sięgającego do moralnego fundamentu problemu – takiego, jaki dziś reprezentuje Agnieszka Graff – wówczas w tej sprawie nie było. cdn Odpowiedz Link
podjadek57 Re: LEDER: PUSTKA PO LEWICY 23.12.15, 15:34 Trzecim momentem ideowej „kapitulacji” lewicy było stopniowe łagodzenie krytycznego stosunku wobec własnej wspólnoty narodowej. Sadzę, że jeśli lewica może być patriotyczna – co zresztą wcale nie jest oczywiste – to tylko przez krytykę słabości i zakłamań wspólnoty, w której żyje. Tak rozumiał swój patriotyzm Jan Józef Lipski, który w książce Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy 374 przeciwstawiał ten etos „lukrowaniu” narodu, kompromisem; podstawowy dla lewicy rodzaj lojalności to lojalność wobec wszystkich skrzywdzonych, niezależnie od ich plemiennej przynależności. Mimo że książka Lipskiego była przez opozycję czytana, to nie ona wyznaczyła „kierunek spojrzenia” lat 70. i 80. na wspólnotę narodową. Epoka ta to powrót i apologia romantycznej wersji patriotyzmu. Główny udział w upowszechnieniu tej wrażliwości mieli wielcy twórcy kultury, którzy jeszcze w poprzednim dziesięcioleciu badali krytycznie fundamenty polskiego „paktu patriotycznego”. Jak zwykle papierkiem lakmusowym stosunku do własnej wspólnoty był sposób traktowania „kwestii żydowskiej”, a właściwie śladów obecności unicestwienia Żydów w świadomości polskiego społeczeństwa. Artyści, którzy jak Jerzy Grotowski, Tadeusz Kantor czy Andrzej Wajda w pierwszym powojennym dwudziestoleciu penetrowali dwuznaczności „paktu patriotycznego”, a przede wszystkim trudne ślady doświadczenia świadka albo gapia – jak na polski tłumaczy się termin bystander, ten-który-stoi-obok-Zagłady – w latach 70. „pogodzili się” z narodowym mitem i utrwalali w swoich dziełach wszelkie jego odcienie. O Żydach, a przede wszystkim o swoistej „odmowie współczucia”, która stanowi istotny element powojennego „paktu patriotycznego”, było cicho. Oczywiście w jakimś stopniu jest to zrozumiałe. W walce z reżimem „pokrzepienie serc” wydawało się oczywistością, zaś akcentowanie udziału „żydokomuny” w zniewoleniu Polski znakomicie ułatwiało zapomnienie o zapomnieniu Zagłady. Co więcej, w latach 70. instytucjonalną władzę nad kulturą uzyskali ludzie, których biografia wiodła często właśnie przez awans związany z unicestwieniem polskiego żydostwa. Przez polską prześnioną rewolucję. Ponownie jednak: to, że lewica wyrzekła się wtedy swojego krytycznego stosunku do „patriotycznego paktu”, że nie była gotowa penetrować prawdy o genezie nowoczesnego polskiego społeczeństwa, że w 1980 roku Bronisław Geremek nie chciał konfliktu o żydowskiego trupa z Marianem Jurczykiem, to wszystko odbija się dzisiaj lewicy i całemu polskiemu społeczeństwu czkawką. Stając się w latach 70. opozycją demokratyczną, opozycja wywodząca się z rewizji idei rewolucyjnej – a więc ci, którzy mogli przenieść lewicowe ideały i kulturę polityczną poza „stan wyjątkowy” PRL – wysiadła „na przystanku niepodległość”. I jeszcze: „liberalizm”. Logika tego wyboru w 1989 roku uniemożliwiała poważną dyskusję nad neoliberalnym programem gospodarczym, który wówczas był realizowany. Uniemożliwiała też podjęcie próby chronienia najsłabszych, tych homines sovietici, a choćby chronienie ich godności czy symbolicznej pozycji. Podejmowane w latach 90. działania Jacka Kuronia, wyrwane z kontekstu politycznego i nieosadzone w żadnym politycznym dyskursie, osuwały się w dobroczynność. Odpowiedz Link