28.12.15, 16:52
niepierdol:

Wywiad z Jackiem Żakowskim, publicystą tygodnika Polityka, dla Super Expressu
"Super Express": - Czy twarzą Komitetu Obrony Demokracji wzywającą do przestrzegania prawa i zasad powinien być Mateusz Kijowski? Wiemy, że ma kłopoty z wywiązywaniem się z alimentów na trójkę dzieci?

Jacek Żakowski: - A ile pan zarabia?
- Powiedzmy, że kilka tysięcy.
- Zarabia pan nieźle. I gdyby panu zasądzono 3 tysiące zł alimentów, to nie miałby pan problemów z wywiązywaniem się z nich co miesiąc?
- Zapewne miałbym. I będąc w takiej sytuacji, nie rzucałbym dobrze płatnej pracy w PZPN po to, żeby zaangażować się w działalność społeczną i żyć na utrzymaniu innej kobiety. Pan Kijowski sam przyznał, że tak zrobił. Wybrał darmowe zaangażowanie w KOD. Pozostając w pracy, mógłby nadal płacić alimenty na dzieci...
- Rozumiem, że jak KOD się zarejestruje, to jako lider wielkiego ruchu społecznego będzie tam miał pensję, która pozwoli mu płacić alimenty i działać. To by było normalne. Powiem jednak brutalnie: w Polsce od pokoleń mężczyźni zostawiają kobiety z dziećmi i idą na wojnę. Są takie sytuacje, jak Wałęsy...
- To porównanie to gruba przesada!
- Dlaczego przesada? To jest złe, ale nie ma ratunku. Jak jest sytuacja, którą oceniamy jako wyższą konieczność, np. obrony demokracji albo wolności, to rodzina cierpi! I jeżeli człowiek decyduje się zapłacić tak ogromną cenę, by zrobić coś dla kraju jak pan Kijowski, to tym bardziej należy mu się szacunek i uznanie!
- Ale jaką cenę?! Mógł pozostać w dobrze płatnej pracy i płacić alimenty na swoje dzieci. Wybrał jednak bycie na utrzymaniu innej kobiety i wolontariat po to, by być liderem ruchu społecznego. On nie płaci żadnej ceny! Cenę płacą jego dzieci i była żona, która musi się tą trójką zająć pomimo pracy zawodowej...
- Wie pan co? Cmentarze wojenne pełne są grobów bohaterów, których dzieci zapłaciły cenę. Więc dla mnie te ckliwe kawałeczki o dzieciach, które pan teraz sprzedaje, są kompletnie nieprzekonujące. Jak moje pokolenie za Solidarności siedziało w więzieniach albo pokolenie powstańców tracących życie, to dzieci też płaciły cenę.
- Panie redaktorze, przecież to są właśnie ckliwe kawałeczki! Porównanie dzisiejszego zaangażowania w KOD z czasami opozycji PRL, a tym bardziej wojny lub powstania! Wtedy było realne zagrożenie, a dziś? Co to za zagrożenie?!
- A pan co robi, siedząc w niedzielę w robocie zamiast z dziećmi?! Pana dzieci nie płacą?
- Litości, ja nie siedzę w robocie z opornikiem w swetrze, rżnąc bohatera walki o wolność słowa. Nie porównuję się z opozycjonistami czy powstańcami!
- Dzieci zawsze płacą za zobowiązania rodziców. Czasami to są zobowiązania wobec kraju. Płacą dzieci opozycjonistów, premierów, ministrów, ale też działaczy. Także takich, którzy angażują się w ruch, który walczy, żeby ich kraj nie wyglądał jak Białoruś. Walczą o ich lepszą przyszłość, by kraj, w którym będą dorosłe, był lepszy.
- Pamięta pan tekst Małgorzaty Kolińskiej w "Wyborczej", że "niepłacenie alimentów to przemoc"?
- I ja się z tym zgadzam. Sprawa obecnego zaangażowania pana Kijowskiego w KOD jest tu mało istotna. Poważna jest sprawa zaległych alimentów, a to już kwestia systemowa. Polska ma z tym problem. System nie uwzględnia elastyczności zmian na rynku pracy. Tego, że duża część Polaków ma pewne dochody, ale może je stracić. I to był przypadek pana Kijowskiego. Płacił mniej, niż zasądzono, gdyż nie mógł się wywiązać.
- Owszem, ale system jednak zmniejszył mu alimenty z 3 do 2 tysięcy zł. Czyli był jakoś elastyczny.
- Ale po jakim czasie? Kijowski wpadł w taką pułapkę, w którą każdy z nas mógłby wpaść. Nikomu tego nie życzę. On zresztą tę sytuację opisywał przez lata na blogu.
- Część działaczy KOD nie wiedziała, że nie płaci alimentów.
- I to świadczy o tym, jak mało ludzie interesują się problemami społecznymi. Problem walki ojców i matek o ich prawa po rozwodzie nie jest nowy. Wiemy, ile Polacy zarabiają. Wiemy, że choć nawet te 3 tysiące to na potrzeby dzieci nie jest wiele, ale na możliwości pracujących to jest sporo.
www.se.pl/wiadomosci/opinie/jacek-zakowski-dzieci-musza-cierpiec-gdy-mezczyzni-ida-na-wojne_755860.html
Jakby się komuś nie chciało czytać całości:
aszdziennik.pl/116075,jacek-zakowski-w-aszdzienniku-jego-tlumaczenia-lidera-kod-to-instant-hit-internetu-8-cytatow
Obserwuj wątek
    • oby.watel Weź, zastąp Kijowskiego 28.12.15, 17:59
      Słusznie. Lepiej postawić na Zanberga. Albo Błaszczaka. Oni niczego nie rzucą. Bierze dotację i nie przeszkadza władzy w pracy.

      Nie rozumiem jednego. Jakim cudem Kijowski mając dobrze płatną pracę zalega na kwotę 100.000 zł? Przecież KOD powstał ledwie klika tygodni temu. Przez te kilka tygodni narosło aż tyle zaległości?!

      Okazuje się, że Kijowski nie rzucił pracy, żeby nie płacąc alimentów działać w KOD-zie, lecz ma kłopoty od 12 lat, odkąd rozstał się z pierwszą żoną. Jak wyjaśnia Super Express po rozstaniu nie płacił alimentów na swoje dzieci. Sprawa szybko trafiła do komornika sądowego w Pruszkowie. Obecnie dług urósł do kwoty 83,3 tys. zł. Do tego dochodzą jeszcze odsetki i opłaty egzekucyjne. W sumie Kijowski ma już do spłaty grubo ponad 100 tys. zł.

      - Nie jest jednak tak, że mam kłopoty z płaceniem. Po prostu płacę tyle, ile mogę. Mam zasądzone bardzo wysokie alimenty, w wysokości 60 proc. wynagrodzenia, na trójkę dzieci. Płaciłem regularnie, nawet wtedy, kiedy byłem bezrobotny. Po prostu więcej nie byłem w stanie płacić. Nie będę tego ukrywał, bo takie są fakty - tłumaczy Kijowski.
    • podjadek57 Re: Weź 29.12.15, 13:17
      Od siebie dodam. Nie mnie sądzić, czy pan Mateusz Kijowski kombinuje z niepłaceniem alimentów czy nie. Problem jest szeroki i dość powszechny. Pozostaje mi wierzyć, że pan Kijowski równie kocha swoje dzieci jak demokrację.
      Zadziwiła mnie (a po pewnym czasie już nie) wypowiedź pana Żakowskiego, która jest odwołaniem do XIX wiecznego modelu patriotyzmu. Szlacheckość pełną gebą, w której ON patriota walczy za ojczyznę, baba niańczy dzieci, daje mu pewnej części ciała, karmi oraz pierze jego obsrane kalesony a na końcu chodzi po nim w żałobie.
      Zosia i jagody
      Coraz częściej dochodzę do wniosku, że te 25 lat III RP poszły w pizdu (przepraszam za zwrot) - w obszarze "nadbudowy".
      Pojawienie się Razem, partii która ma szansę zostać prawdziwie lewicową bo lewicowej jako żywo za moich dawnych i współczesnych czasach nie było jest kompletnie co dla poniektórych nie do ogarnięcia tak jakby zobaczyli nie wiem co - reptalianina?
      A nie potrzeba nawet ruszać szlachetnego tyłeczka aby sprawdzić...
      Nie, już jest ustalone - ponieważ nie przyłączyli się do KODu mają wyjebane (znowu przepraszam).
      Najpierw trzeba rozwalić PiS a potem porozmawiamy o sprawiedliwości społecznej, nierównościach, wykluczeniach, alimentach, potem...
      Potem to ... śmierdzą.
      To jest efekt wolności 25 lecia, wolności rozumu od rozumu.
      • podjadek57 Obrońcy wzajemnej adoracji 29.12.15, 14:06
        Jerzy Domański
        Obrońcy wzajemnej adoracji
        Demokracji trzeba bronić. To oczywiste. Kolejnych powodów dostarcza w szybkim tempie nowa władza. Ale u nas jest niestety gorzej. Demokracji trzeba bronić także przed częścią jej dzisiejszych obrońców. Co rusz widzę kogoś, kto przez osiem lat nosił koszulkę z napisem „władza”, a teraz odwrócił ją na drugą stronę i co tam ma? Piękny napis: „Demokracja – chodźcie z nami”. Widzę ludzi, którzy świetnie sobie radzili za czasów PO i PSL. Niezwykłych farciarzy, bo jakoś fortuna ich niezwykle pokochała. Ciągle wygrywali konkursy na dobrze płatne stanowiska, co lepsze przetargi były ich, najlepsi byli też w staraniach o dotacje unijne, a ich krewni i znajomi obsadzali rady nadzorcze w spółkach skarbu państwa. Prawie wszystko było zgodne z prawem. Naginanie przepisów i mistrzowskie ustawianie kadr pozwalało na wiele. A i na dużo więcej.

        Rachunki za takie rządy wyborcy wystawili w maju i październiku.

        I z deszczu wpadliśmy pod rynnę. Władzę przejęli ludzie, którzy uważają, że skoro wygrali wielką wojnę, to teraz całe państwo jest ich. I po wielkim poście mogą dzielić łupy. Łupem zaś jest wszystko, co tylko wpadnie im w oko. Taki mamy klimat, czyli stan rzeczy w państwie na grudzień. Będzie więc i o czym pisać, i przeciwko czemu protestować.
        Ale jeśli na czele protestów i walki o demokrację staną ci, którzy tę demokrację psuli poprzez zawłaszczenie większości instytucji dla swoich środowisk, będzie to tylko karykatura protestu. Co gorsza, także karykatura demokracji. Ludzie, którzy psuli, są ostatni w kolejce do naprawiania. I w błędzie są ci, którym się wydaje, że narodowi czy ludowi – jak kto woli – wielką różnicę robi to, czy jest okradany przez ekipę w jedwabnych rękawiczkach, czy taką, której z nogawek wystają kije bejsbolowe.

        Wiarygodność wielu obrońców demokracji, tych którzy zawsze chcą być na czele, jest bardzo wątpliwa. I nie zmieni tego wspieranie ich przez towarzystwo wzajemnej adoracji z części mediów, które całym sercem przytuliło się do minionej władzy.

        Demokracji muszą bronić zwykli ludzie, a nie ci, którzy z niej żyją.


        www.tygodnikprzeglad.pl/obroncy-wzajemnej-adoracji/
        • oby.watel Re: Obrońcy wzajemnej adoracji 29.12.15, 15:17
          Czy to oznacza pośrednie potwierdzenie tego, o czym mówiłem od dawna, że mniejsze zło było takim samym złem jak większe, tyle, że gustownie opakowanym i z uśmiechem serwowanym?
      • gaika Re: Weź 29.12.15, 15:00
        podjadek57 napisał:

        > Od siebie dodam. Nie mnie sądzić, czy pan Mateusz Kijowski kombinuje z niepłace
        > niem alimentów czy nie. Problem jest szeroki i dość powszechny. (...)

        To tu się nieco rozmijamy Turbinowy Podjadku. Nie w sprawie alimentów, które niezależnie, czy chłop czy baba należy na dzieci płacić, ani nawet w kwestii Żakowskiego, który miewa teksty (od schyłku PO począwszy), które zdają mi się odjechane, ale w sprawie Razem. To nie o to chodzi, że Razem ma się wyzbyć tego, co ma na sztandarach, tylko trudno zrozumieć, dlaczego to, co mają na sztandarach stoi w sprzeczności z tym, o co teraz idzie walka (w skrócie mówiąc, żeby tych z dużymi błędami, ale wydrapanych 25 lat nie zaprzepaścić i żeby Razem miała warunki na to, co na sztandarach).

        I z drugiej strony brak lewicy w przestrzeni życiowej ostatnich dekad była dojmująca i kontynuacja tego trendu przez Razem wydaje się samobójstwem. Skąd przypadkowe społeczeństwo ma się dowiedzieć, że to jest ta 'prawdziwa' lewica? Skąd wiadomo, że ma szanse się nią stać? Programy, jak wiemy, to daleko za mało.

        Trudno rozmawiać o sprawiedliwościach społecznych, jeśli nie ma struktur (choćby wadliwych), które co do zasady mają stać na straży wartości tzw. demokratycznych. I naprawdę nie trzeba się zapisywać do KODu, żeby tworzyć swoją obecność i klarowny przekaz o zasadniczej wadze tychże struktur.

        Może Razem ma intuicje, których nie wyczuwam i może nawet stać mnie na cierpliwość, żeby poczekać, czy mieli rację, ale pewna kwestia, o której już w innym wątku pisałam, jest trudna do przełknięcia-subiektywne dzielenie praw tzw. demokratycznych na te ważniejsze i mniej ważne. A to jest pakiet i dużym błędem jest niedostrzeganie powiązań w tym pakiecie (taki sam błąd popełniał kiedyś Marcin Król w swoich wywodach). Bo nie jest tak, że polityka mieszkaniowa odbiera człowiekowi podmiotowość, a polityka rozrodcza już mniej.

        • podjadek57 Re: Weź 29.12.15, 16:23
          gaika napisała:

          > Skąd przypadkowe społeczeństwo ma się dowiedzieć, że to jest ta 'prawdziwa' lewica? Skąd
          > wiadomo, że ma szanse się nią stać? Programy, jak wiemy, to daleko za mało.
          No własnie mamy przypadkowe społeczeństwo smile

          Nieprzypadkowe może skorzystać z internetów, coś przeczytać w papierze.
          www.tygodnikprzeglad.pl/jak-wydac-14-milionow/
          albo:
          "29 grudnia przedstawiciele kierownictw Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych i Razem spotkali się, aby omówić współpracę i wspólne działania w obronie praw pracowniczych.
          - Uzgodniliśmy, że regionalne struktury OPZZ i RAZEM będą współpracować przy organizacji demonstracji i pikiet w obronie praw pracowniczych – powiedział przewodniczący OPZZ, Jan Guz. Przedstawiciele OPZZ i Razem rozmawiali także o organizacji regionalnych spotkań...
          (...)
          Prawo i Sprawiedliwość chce dać służbom zbyt łatwy dostęp do danych telekomunikacyjnych obywateli. Policja będzie mogła z nich korzystać nie tylko w walce z poważną przestępczością, ale także w przypadku spraw błahych. To wszystko przy minimalnej, dokonywanej dopiero po fakcie kontroli ze strony sądów.
          etc.


          partiarazem.pl/
          Wiesz, nie do końca jestem przekonany, że jest to moja opcja ale nie podoba mi się jej próba upupienia, wykluczenia.
          Oni usiłują właśnie stworzyć tę przestrzeń życiową, widać że jeszcze się docierają.
          Rozumiem ich niechęć do pana Petru i jego partii, nie chcą z nimi kolaborować bo to też by im wytknięto.
          Jest jeszcze, coś takiego jak "wrażliwość lewicowa" osobnicza, no nie ma dowodów na to, że pani Nowacka i inni również szlachetni ludzie ją posiadają.
          Moim skromnym zdaniem, właśnie Razem łączy powiązania, o których piszesz a Nowoczesna, PO, ZLew wyłącza całą sferę praw obywatelskich koncentrując się tylko na wybranych.
          Czy ktoś widział kogoś z w/w partii na protestach, w których bierze udział Razem? Czy ich dotychczasowa działalność wskazuje, że podejmowali lub podejmą zaniechane przez 25 lat problemy?
          Weź jeszcze pod uwagę, że ktoś kogo wywalają z roboty, albo na świeże powietrze z mieszkania bardziej potrzebuje pana Ikonowicza i Razem niż w/w partii razem.
          Widziałem na pewnym oddziale szpitalnym bój starszych ludzi między sobą w kolejce do operacji zaćmy, a w innym do wizyty u kardiologa, gdyby tam pojawił się minister zdrowia, doszłoby pewnie do samosądu.
          Demagogia to co piszę? Pewnie tak.
          We mnie ten dawny model się wyczerpał, nie znajduję nic we wszystkich partiach sejmowych z PiSem na czele.
          Mam tego najzwyczajniej dosyć. Na proteście KODowym byłem raz, na kolejne się nie wybieram, jest mnóstwo innych sposobów aby obecnie miłościwie rządzącym pokazać wała (sposobów biernych i czynnych).
          Pan Domański, którego wpis wrzuciłem poniżej ma rację:
          Demokracji muszą bronić zwykli ludzie, a nie ci, którzy z niej żyją.
          • grzespelc Re: Weź 29.12.15, 16:50
            Fakt, stary model się wyczerpał, ale żeby móc zbudować nowy, trzeba najpierw obalić dzisiejszy. Udawanie, że się nie bierze w tej walce udziału to taktyczny wielbłąd. Przecież bez problemu ktoś z Razem mógł tego 12-go wyjść i powiedzieć: walczymy o demokrację, ale nie ma powrotu do tego, co było. Słuchałoby tego mnóstwo ludzi i pewnie część dałoby się przekonać. Niestety po dyskusjach z niektórymi członkami Razem mam wrażenie, że tam panuje straszne sekciarstwo. KOD dla nich to przybudówka PO lub .N (sami nie wiedzą, której), a oni się nie będą. Cóż, skoro się nie będą, to potem się nie będą w żadnym sejmie i żadnego nowego modelu nie będzie.
            • podjadek57 Re: Weź 29.12.15, 17:09
              Jasne, po wypowiedziach pana Petru powinni powiedzieć to co mówią, już widzę ten aplauz publiki.
              Z Razem jeszcze nie rozmawiałem. Natomiast po paru rozmowach z kolesiami tzw. ruchów miejskich zdałem sobie sprawę jaka jest niechęć do tych, którzy są lub byli w polityce. Ich przykład wskazuje też na dużą ostrożność przed "farbowanymi lisami".
              Dorzuć jeszcze do tego wpisaną niemal w polskie geny nieufność, niski potencjał społeczny, to jest również spuścizna 25 lecia.
              Nasz, tutejszy czcigodny 9tka napisał o odpuszczeniu PO bo pora na walkę z PiS, ja nie mam takiej potrzeby. Niech idą swoją drogą, może znajdą chwilkę w tym marszu ku demokracji i obejrzą dokument o powstaniu PO w hali Oliwii (jest taki) i potem popatrzą w lustro i sami na siebie.
              • oby.watel Re: Weź 29.12.15, 18:54
                Do wyboru jest to, co jest. Kto by nie wypłynął natychmiast usłużni znajdo na niego haki. Bo właśnie o to chodzi, o zdyskredytowanie. metoda stara jak świat. Warto pamiętać nadawana w I Programie Polskiego Radia rozmowę Wałęsy z bratem, która stanowiła dowód na to, że to nie przywódca lecz przy wódce. Im nie pomogło, PiSowi dyskredytowanie organizatorów protestów może pomóc. A potem nam już nic nie pomoże.

                Pozwolę sobie przypomnieć, że od lat powtarzałem, że PO prowadzi Polskę w kierunku totalitaryzmu. Że PO i PiS jest jak dobry i zły glina - cel ten sam, inne sposoby dojścia do niego. Skąd dziś mamy brać niezależnych liderów, skoro zgodziliśmy się na zminimalizowanie, a w zasadzie wyeliminowanie systemu partyjnego? Reszty dokonała ordynacja wyborcza. Stuprocentowe poparcie dowodzi, że wreszcie cel został osiągnięty.
              • gaika Re: Weź 29.12.15, 19:41
                podjadek57 napisał:

                > Nasz, tutejszy czcigodny 9tka napisał o odpuszczeniu PO bo pora na walkę z PiS,
                > ja nie mam takiej potrzeby. Niech idą swoją drogą, może znajdą chwilkę w tym
                > marszu ku demokracji i obejrzą dokument o powstaniu PO w hali Oliwii (jest taki
                > ) i potem popatrzą w lustro i sami na siebie.

                Jeszcze raz należy przypomnieć, że PO była partią prawicową, liberalną gospodarczo, proeuropejską, ale z dużymi zastrzeżeniami w kwestiach społecznych, o obliczu w miarę cywilizowanym. Kiedy była u władzy tośmy się jej czepiali jak rzep psiego ogona, ale przepraszam uprzejmie, to nie program PO był lewicowy, to farbowana lewica udawała lewicę, a nikt się nie mógł zebrać, żeby zbudować lewicę realną. Oczywiście, kolejne rządy zawiodły na wielu frontach, ale to nie PO jest odpowiedzialna za braki we wrażliwości lewicowej, ale 'pustka po lewicy'.

                Natomiast twierdzenia, które padają gdzieniegdzie, że gdyby nie działania PO, PiS zachowywałoby się inaczej, jest piramidalną, kuriozalną bzdurą.

                I omawialiśmy także ten motyw, że z całą pewnością polityka dziewicą nie jest-warto o tym pamiętać przy każdej wrażliwości.
                • oby.watel Weź! 30.12.15, 15:11
                  > Natomiast twierdzenia, które padają gdzieniegdzie, że gdyby nie działania PO,
                  > PiS zachowywałoby się inaczej, jest piramidalną, kuriozalną bzdurą.

                  Jeszcze większą bzdurą jest twierdzenie, że PiS zachowywałoby się tak samo niezależnie od tego, jak zachowywała się PO. Warto pamiętać, że Trybunał Konstytucyjny nie widział nic nagannego w vacatio legis trwającym... jeden dzień. Ale nie było to naganne w okresie rządów koalicji PO-PSL, bo teraz już jest. Oczywiście miara spraw jest zupełnie inna, ale psucie prawa to psucie prawa bez względu na miarę.

                  Jeśli twierdzenie, że gdyby nie działania PO, PiS zachowywałoby się inaczej, jest piramidalną, kuriozalną bzdurą, to twierdzenie podobne, że złodziej zachowywałby się tak samo w obliczu zamkniętego i otwartego mieszkania. Zwłaszcza jeśli sobie uświadomić, że to był złodziej, któremu nawet kary nie próbowano wymierzyć za wcześniejsze dokonania.

                  Przez osiem lat słyszeliśmy, że musi być PO, bo jak będzie PiS, to będzie tak samo, tylko bardziej. I jest. Z tym, że gdyby PO nie psuła demokracji, gdyby zrobiła to, co obiecała lata temu, chociażby wprowadziła JOW-y, a jeśli nawet nie JOW-y, to system liczenia głosów obowiązujący obecnie, to do nieszczęścia na taką skalę by nie doszło.

                  Jakim trzeba być bezmózgiem, żeby strasząc PiS-em wierzyć, że jak się swoich wepcha do jakiejś instytucji to PiS ich stamtąd nie wywali? Jakim trzeba być bezmózgiem, żeby zamiast wzmacniać fundament demokracji, jakim jest chociażby Trybunał Konstytucyjny, osłabiać go forsując swoich choćby i z tytułami? Nawiasem mówiąc jakie kwalifikacje miał chociażby sędzia TK Stanisław Rymar, kandydat Platformy Obywatelskiej, poza tym, że skończył tę samą prestiżową uczelnię co wybitny prawnik i konstytucjonalista dr Andrzej Duda?

                  To, że PiS MOŻE robić to, co robi to efekt wieloletnich zaniedbań i zaniechań. Ale krytykować byłej przewodniej siły, apelować by się opamiętała nie wolno było, bo to "wzmacniało PiS"...
                  • oby.watel Uzupełnienie 30.12.15, 15:47
                    Nieważne kto zadaje pytanie. Nieważne kto o problemie mówi. Ważne czy pytania są zasadne i czy mówi prawdę. Jeśli przestępca skazany prawomocnymi wyrokami zatrudnia syneczka premiera, a premier i podległe mu służby nie reagują, to to dowodzi, że PiS i tak robiłby swoje? Kaczyński nie ma dzieci. A córka, zięć, szef kancelarii... Też nie robili niczego nagannego....

                    Tekst linka
              • grzespelc Re: Weź 31.12.15, 16:57
                A jednak:
                "Na kolejnej demonstracji KOD pod Sejmem Tomasz Lis mówił o nierównościach społecznych. Cytował najnowszy raport NBP, z którego wynika, że polska demokracja ma z tym gigantyczny kłopot. Krzysztof Materna, przebrany jak przed laty za siostrę Irenę, dowcipnie komentował zapaść publicznej służby zdrowia i tłumaczył, że nieufność ludzi do państwa wzięła się między innymi stąd. Marek Kondrat zadeklarował, że chociaż związany jest z dużym bankiem, to podatek bankowy w jakiejś rozsądnej formie uważa za konieczny. "Żeby było z czego dorzucić Krzyśkowi na te szpitale" - zakończył. Roman Giertych gromił swoich kolegów z kancelarii prawnych, którzy odzyskują na lewe papiery warszawskie kamienice. "Zabieranie dzieciakom boisk szkolnych, wykurzanie ludzi na bruk, to takie skandale doprowadziły Kaczyńskiego do władzy, a nie tylko ośmiorniczki" - wołał. I obiecał w imieniu swojej kancelarii bezpłatną pomoc prawną dla ofiar dzikiej reprywatyzacji. Na koniec emocjonalne przemówienie wygłosił Władysław Frasyniuk. Powiedział, że aby zabrać paliwo Kaczyńskiemu, polski biznes musi coś zrobić ze śmieciówkami: "Nie wiem, jak dokładnie ten problem rozwiązać, bo elastyczność też jest ważna, ale będę apelował do kolegów, żebyśmy zwołali okrągły stół w tej sprawie i coś zaproponowali. Ludzie są zdesperowani jak za pierwszej Solidarności ".
                Wszyscy mówią to, co Razem, a Razem milczy... Taki to paradoks.
          • gaika Re: Weź 29.12.15, 19:26
            podjadek57 napisał:

            > gaika napisała:

            > No własnie mamy przypadkowe społeczeństwo smile
            >
            > Nieprzypadkowe może skorzystać z internetów, coś przeczytać w papierze.

            Ale do kogo Razem ma trafiać z przekazem?

            > Wiesz, nie do końca jestem przekonany, że jest to moja opcja ale nie podoba mi
            > się jej próba upupienia, wykluczenia.

            Ja mam poczucie, że to Razem wyklucza. A z kolei w nich są pokładane duże nadzieje i oczekiwania. Może za duże i stąd krytyka?

            Zgadzam się z Grzesiem, że popełniają błąd taktyczny (jeśli się mylimy, tym lepiej dla Razem, jeśli się nie mylimy słabo dla Polski). Polityka polega także w dużej mierze na umiejętności zawierania sojuszy i negocjowania. Odcinając się od rzeczywistości będą mieć mały na nią wpływ, choćby mieli najszlachetniejsze intencje. Słowo kolaboracja ma pejoratywną konotację, czyli z klucza skreśloną współpracę, choć nawet nie wiadomo, czy pole do takowej nie znalazłoby się w tym układzie (nie mówiąc o tym, że Nowoczesna to nie jest partia z wieloletniego nadania). Pogarda i chęć zemsty są słabym fundamentem.

            Co do 'wrażliwości lewicowej', to bywa ona różna tak na zachodzie jaki i na wschodzie i raczej warto ją mierzyć skutecznością działania, umiejętnością trafiania z przekazem do odbiorcy. Lewicy, jak już ustaliliśmy niet, a na taki przykład super- wrażliwy-Ikonowicz ma polityczną skuteczność bliską zera.

            > Pan Domański, którego wpis wrzuciłem poniżej ma rację:
            > Demokracji muszą bronić zwykli ludzie, a nie ci, którzy z niej żyją.

            To jest niestety nieporozumienie i kolejny raz postawa, że Polska jest dla jednych, ale już nie dla drugich. To nasz niekończący się problem=niezrozumienie, że demokracja ma służyć wszystkim, bo w tych ramach dla wszystkich jest miejsce. A tu też- jedna grupka chce wywalić poza nawias inną grupkę i tak się będziemy wozić po wsze czasy.

            Każdy zwykły człowiek 'żyje z demokracji', a demokracja nie jest dana raz na zawsze w jednym i niezmiennym kształcie.
            • podjadek57 Re: Weź 30.12.15, 13:50
              Gaiko, Grzesiu i inni Szanowni tegoż forum - szanując Wasze zdanie pozwolę sobie mieć odrębne stanowisko. A jak będzie dalej, się zobaczy.
              • oby.watel Re: Weź 30.12.15, 15:35
                To dokładnie tak jak PiS. Też szanuje, ale pozwala sobie. I też uważa, że nie ma potrzeby ani tłumaczyć, ani tym bardziej rozmawiać. Bo niby z kim? Z gorszym sortem?
              • gaika Re: Weź 31.12.15, 12:11
                podjadek57 napisał:

                > Gaiko, Grzesiu i inni Szanowni tegoż forum - szanując Wasze zdanie pozwolę sobi
                > e mieć odrębne stanowisko. A jak będzie dalej, się zobaczy.

                Oczywista oczywistość (nawet w TK można sformułować zdanie odrębne, nie wypada nam tutaj uniemożliwić wink

                Mam, mimo wszystko, nadzieję, że się na którejś demonstracji spotkamy.
    • gaika Pogarda 07.01.16, 23:11
      W najbliższym numerze pisma Autoportret ukaże się mój tekst, w którym staram się pomyśleć radykalnie inkluzywną wspólnotę miejską. Z tekstu jestem zadowolony, wydaje mi się, że doprecyzowuję kilka wątków, które rozwijałem przez ostatnie miesiące na tym blogu. Jest jednak jedna kwestia, która nie daje mi spokoju - rozpoczynam swój tekst od stwierdzenia, że w Polsce można wyróżnić dwa wielkie obozy polityczne - jeden odwołujący się do interesów jednostek, a drugi do (różnie definiowanego) pojęcia wspólnoty. Na pierwszy rzut oka brzmi dobrze - PO/.Nowoczesna to indywidualiści, PiS/PSL czy narodowcy to 'wspólnotowcy'. Problem w tym, że już w następnym paragrafie sam sobie przeczę (i w tym zaprzeczeniu trwam do końca artykułu) porównując program gospodarczy .Nowoczesnej i Ruchu Narodowego, wskazując, że na poziomie fundamentu antropologicznego więcej jest między nimi podobieństw niż różnic - w jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z różnymi odcieniami thatcheryzmu ("there's no such thing as society..."). Różnice zaczynają się na etapie radzenia sobie ze zdemolowanym przez indywidualistyczny kapitalizm społeczeństwem - liberałowie wierzą (czy rzeczywiście? w każdym razie tak twierdzą...) w dobrowolną samoorganizację oraz w to, że sumą egoistycznych interesów jest dobrobyt wszystkich; narodowcy nie mają takich złudzeń - wiedzą, że grupa jednostek potrzebuje Lewiatana, który złapałby te wszystkie egoistyczne interesy w jakąś spajającą je strukturę - i proponują autorytarne państwo narodowe. Narodowcy - czy to z RN czy z PiS bynajmniej więc nie budują wspólnoty na poziomie tworzenia relacji społecznych, lecz narzucają opresyjną ramę - katolicko narodową ideologię - na rozbitą i poszatkowaną tkankę społeczną. Powiedzmy to wyraźnie jeszcze raz - żadna partia polityczna znajdująca się w polskim parlamencie nie opiera swojego programu na budowaniu tego co wspólne, PiS czy narodowcy z entuzjazmem niszczą wszelkie mechanizmy współ-pracy oraz współ-życia po to, by móc łatwiej zarządzać tłumem wyalienowanych jednostek.
      Może jednak przeceniam 'diabelski geniusz' Kaczyńskiego i w działaniach PiS nie ma wyrafinowanej strategii lecz rozpacz i bezradność.
      Jak pisałem w tekście dla Praktyki Teoretycznej, struktura polskiego społeczeństwa w ostatnich stu latach została kilkakrotnie dramatycznie przeorana. Najpierw odzyskanie niepodległości w 1918 wprowadziło nowe, piłsudczykowskie elity na salony, ale również - częściowo dzięki pracy endecji i ruchu ludowego - zaczęło powoli i fragmentarycznie rosnąć znaczenie i świadomość chłopstwa, potem wojna fizycznie wyeliminowała wielkie grupy społeczne (przede wszystkim Żydów, ale również elity polskiej inteligencji) a po jej zakończeniu, ustalenia mocarstw przesunęły Polskę w granicach ('przy okazji' dokonując masowych relokacji ludności). PRL dokonał kolejnych przetasowań, deklasując jednych, a umożliwiając społeczny awans innym. Odwołując się do doświadczeń mojej rodziny - ze strony ojca: przedwojenna niemiecka/śląska burżuazja+chłopstwo, po wojnie robotnicy (górnictwo, zakłady przetwórstwa mięsnego), usługi (praca w sklepach), zdeklasowane chłopstwo (5ha) oraz inteligencja techniczna (architekt). Ze strony mamy: przedwojenna inteligencja szlacheckiego pochodzenia (sędzia Sądu Najwyższego, oficerowie wojska, weteran powstania styczniowego) plus małomiasteczkowa drobna inteligencja (prawnik, urzędnicy) oraz rzemiosło (kowal), a po wojnie inteligencja techniczna, drobni urzędnicy oraz robotnicy.
      Podejrzewam, że moja rodzinna historia klasowych przemieszczeń nie jest jakaś wyjątkowa - macie pewnie podobnie. Jak wobec takich przetasowań można budować jakąkolwiek klasową tożsamość? Czy w tym kontekście rzeczywiście tak dziwnym jest, że większość Polaków uważa się za potomków husarii oraz tymczasowych nie-milionerów?
      Zagubienie, alienacja, atrofia więzi społecznych (również wbrew pozorom rodzinnych) skutkują polską nie-wspólnotą, która nie daje oparcia, nie daje poczucia bezpieczeństwa ani przynależności. Przy słabości i obojętności państwa na los swoich obywateli pojawia więc rozpaczliwa potrzeba odbudowania jakichkolwiek więzi, jakiejkolwiek struktury społecznej. Jedyną mocną instytucją społeczną we współczesnej Polsce jest kościół katolicki (oraz organizacje przestępcze, ale one mają wciąż lokalny charakter) - ma pieniądze, wpływy, ideologię oraz tradycję, do której może się odwoływać. Nie powinno więc nikogo dziwić, że inteligent z Żoliborza, ostrzegający przed laty przed ZChNem jako siłą mogącą doprowadzić do 'dechrystianizacji Polski', stoi dziś na czele partii ultra-katolickiej.
      Jeśli jednak w okresie 'karnawału Solidarności' ów katolicyzm łączył się z socjalizmem - wszak narodził się w fabrykach, które produkowały relacje społeczne oparte na współpracy i współdziałaniu - to dziś, gdy zabrakło mechanizmów budowania solidarności i współ-życia na poziomie zakładów pracy czy wspólnot lokalnych, katolicyzm łączy się z darwinizmem społecznym. Nie łagodzi go jednak, lecz z nim rezonuje i go wzmacnia.
      W jaki sposób zatomizowane jednostki próbują radzić sobie z tą sytuacją? Poprzez rozpaczliwe próby odbudowania hierarchii społecznych. I tu dochodzimy do kluczowej tezy mojej dzisiejszej (mało świątecznej, przyznaję) notki - podstawowym mechanizmem odbudowującym hierarchię społeczną jest pogarda. To, że pogarda jest w Polsce emocją niemal powszechną nie jest chyba zbyt ryzykowną tezą. Nieprzyjemną i z tego powodu budzącą sprzeciw, ale jeśli będziecie ze sobą uczciwi, myślę, że przyznacie mi rację. Owa pogarda nie jest wcale przynależna jedynie jednej - 'nie naszej' - stronie politycznego i ideologicznego sporu. Pamiętacie hasło 'zabierz babci dowód'? Pamiętacie śmiechy ze starszych pań tańczących na Krakowskim Przedmieściu? Bo że pamiętacie pogardę z jaką mówiono o 'wykształciuchach' czy lemingach to jestem pewien. Pogarda jest w Polsce wszędzie i w większym lub mniejszym stopniu możemy ją znaleźć w niemal każdym tekście, w dyskusjach w sieci i w autobusie. Czym jest pogarda? Jest próbą odbudowania hierarchii - pogarda jest albo próbą potwierdzenia, że jesteśmy w hierarchii społecznej wyżej, niż osoby, którymi pogardzamy; albo też próbą zakwestionowania tej hierarchii wyrażonej w statucie materialnym czy w relacji zależności. Przedsiębiorcy więc pogardzają swoimi pracownikami, pracownicy pogardzają przedsiębiorcami; Petru krzyczy do Pawłowicz by ta się 'nie waliła w łeb', poseł Pięta wyzywa przeciwników politycznych od kretynów i zdrajców. Przykłady można mnożyć bez specjalnego wysiłku.
      Pogarda daje jednak jedynie złudzenie odbudowy struktury społecznej, w rzeczywistości rozwala tkankę społeczną jeszcze bardziej - być może przekroczyliśmy już punkt, poza którym jakakolwiek odbudowa Polaków jako wspólnoty jest niemożliwa. I obawiam się, że wzywanie do opamiętania, do tego by ten proces zatrzymać, jest już po prostu nieskuteczne.
      • gaika Re: Pogarda c.d. 07.01.16, 23:12
        We wspomnianym tekście dla Praktyki Teoretycznej pisałem, że lewicowa polityka (czy raczej zmierzająca do budowy tego co wspólne) nie powinna szukać podmiotu politycznego, 'wokół którego' miałaby się obudować (kiedyś proletariat, dziś prekariat), lecz powinna szukać mechanizmów i budować instytucje pozwalających budować relacje społeczne oparte na współ-pracy i współ-działaniu. Ignorując tożsamości i narosłe wokół nich konflikty, powinna próbować tworzyć więzi społeczne - na każdym możliwym poziomie, w każdym możliwym miejscu. Stąd .Nowoczesna nie powinna być widziana jako 'wróg absolutny', choćby z powodu działających w niej (byłych?) aktywistów miejskich. Gdzieś tam głęboko w (niemal) każdym z nas, tkwi dobry człowiek - niewielu (mam nadzieję) jest wśród nas psychopatów, którzy chcą krzywdzić drugiego człowieka, choć tacy oczywiście się zdarzają i szczególnie w obecnym parlamencie jest ich chyba nadreprezentacja. To odwołanie się do etycznego fundamentu 'dobra', szacunku i miłości bliźniego (bez znaczenia czy inspirowane religijnie czy nie) jest być może ostatnim bastionem chroniącym nas przed absolutnym chaosem i barbarzyństwem.
        Chciałbym myśleć, że jeszcze nie jest za późno...


        www.plugincitizen.com/blog/801-pogarda-przeciw-nie-wspolnocie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka