diabollo
07.09.16, 07:41
Magdalena Środa, filozof, etyk
Ksenofobia ma co najmniej dwie twarze: tę, którą pokazujemy innym, i tę, którą inni pokazują nam.
Nienawiść do obcych z powodu ich religii, narodowości, kultury, orientacji seksualnej, przekonań politycznych, a nawet sympatii piłkarskich nigdy nie ma charakteru indywidualnego, zawsze grupowy. To nienawiść plemienna.
My jesteśmy lepsi, inni - gorsi, nie dlatego, że gorsi, ale dlatego, że inni. Jak pisał Goffman - "inny nie jest dla nas w pełni człowiekiem". Stąd przemoc, która wybucha z byle powodów, bo innym stać się może każdy. Inni i my. Wróg rzeczywisty czy wymyślony konsoliduje grupę. Dzięki wrogom wiemy, kim naprawdę jesteśmy, wokół czego się zorganizować, na kim wyładować.
Mimo setek lat cywilizacji: mimo greckiego nawoływania do gościnności i humanitaryzmu, chrześcijańskiego do pokoju i miłości bliźniego, oświeceniowego do tolerancji i uznania, mimo nowożytnej nauki o powszechnych prawach człowieka - mentalność plemienna nie wygasa. Jest jak wulkan, zawsze gotowa do erupcji. Przy odpowiednich działaniach politycznych przeradza się w ideologię naszyzmu. Plemię nie jest narodem, choć zawsze przywłaszcza sobie narodową symbolikę, traktując jako wrogów wszystkich, którzy myślą inaczej. Również współobywateli, a może przede wszystkim współobywateli. W obliczu rosnącego w siłę plemienia obywatelstwo okazuje się kategorią bardzo kruchą. Tak jak naród, który łatwo zawłaszczyć, a jego historię zastąpić "polityką naszystowską".
Mam wrażenie, że naszyzm odnawia się w Europie. I nie chodzi tu o rewitalizację siły państw narodowych, tylko partii i ugrupowań politycznych, które wykorzystują plemienną mentalność, by przejmować lub wzmacniać swoją władzę. Widać to niemal wszędzie. W Niemczech, Austrii, Francji, w Polsce. Retoryka naszyzmu pomału zwycięża, bo choć to stara broń polityczna i po wielekroć używana, to zawsze łatwa w zastosowaniu i skuteczna. Jak maczeta.
Ostatnia wizyta ministra Błaszczaka w Wielkiej Brytanii, który po tragicznych wydarzeniach w Harlow osobiście chciał zganić tamtejsze władze za nieprawidłowości w wykrywaniu sprawców chuligańskiego napadu na Polaków, wyglądała więcej niż kuriozalnie. Minister kraju, który zamyka się szczelnie przed wszelkimi imigrantami, w którym bezkarnie wygłasza się ksenofobiczne opinie i akceptuje mowę nienawiści (również w kościołach), gdzie było wiele przypadków pobić "obcych" z powodu ich koloru skóry czy narodowości, jedzie do najbardziej otwartego kraju w Europie, który przyjmuje wielu imigrantów, by zganić władze, że źle traktują naszych, i zasugerować, że powinny gorzej traktować innych, bo nasi lepsi.
Ministra Błaszczaka przemoc nie interesuje, nie walczy z nią. Minister Błaszczak pojechał za granicę, by zademonstrować naszyzm. Ten sam naszyzm demonstruje w Polsce jego partia, bagatelizując akty przemocy wobec obywateli, którzy naszyzm odrzucają. Podobnie, choć nie na taką skalę i nie w tak spektakularny (czasem kabaretowy) sposób, dzieje się w innych krajach. Naszyzm wkracza do historii.
wyborcza.pl/1,75968,20653732,naszyzm.html