diabollo
01.06.17, 07:30
Pod Gdynią zaatakowano dom, w którym mieszkają Ukraińcy. Sprawcy krzyczeli: "Spierd... na Ukrainę!", "Polska dla Polaków!"
Maciej Dzwonnik, Gdańsk
Pod Trójmiastem Polacy zaatakowali dom zamieszkiwany przez Ukraińców. Bili, rzucali butelkami, krzyczeli: "Spierd... na Ukrainę!", "Polska dla Polaków!". Właściciel firmy stanął w obronie pracowników. Został pobity. - Ktoś z rządu powinien tu przyjechać i powiedzieć "stop!" - mówi prof. Cezary Obracht-Prondzyński.
Noc z soboty na niedzielę, po północy. Ireneusz Nadolski, właściciel firmy Lilan z Chwaszczyna, odbiera telefon. – Panie Irku, naokoło domu Polacy, dużo ich. Krzyczą na naszych, rzucają butelkami i każą wypier... na Ukrainę. Co robić?!
Dzwoni Jurij, 26-latek z Tarnopola. Pracuje u Nadolskiego już trzy lata, 1,5 roku temu ściągnął do Polski żonę i dziecko. Teraz boi się o ich bezpieczeństwo, nie wie, jak daleko posuną się napastnicy. Nadolski nie zastanawia się długo, natychmiast wyrusza na miejsce.
„Do domu, kur..y!” – krzyczeli
Chwaszczyno to kaszubska wieś na przedmieściach Trójmiasta. Dominuje zabudowa podmiejska, rolników jest niewielu, działa sporo firm. Lilan jest jedną z nich, zajmuje się kasacją pojazdów i handlem złomem. Nadolski zatrudnia ok. 60 pracowników, z czego 24 osoby to Ukraińcy. Wszyscy pracują legalnie. Zarabiają mniej niż Polacy, ale mają zapewnione posiłki i mieszkanie. W domu, który wynajmuje im Nadolski, mieszka dziesięciu pracowników, dwie kobiety i dwoje dzieci.
Tego wieczoru na posesji obok odbywał się wieczór kawalerski. To stamtąd przyszli napastnicy. Podeszli pod dom Ukraińców, zaczęli krzyczeć o zabieraniu pracy i rzucać kamieniami. Gdy napastnicy zobaczyli samochód (jechał nim Nadolski), wycofali się, a przed domem zostali tylko wystraszeni Ukraińcy. Kobiety płakały. Nadolski wysłuchał ich relacji i przeszedł na drugą stronę ulicy, gdzie uciekli atakujący Polacy. Wtedy wyskoczyła na niego grupa kilkunastu osób. Mieli w rękach „tulipany” z rozbitych butelek, sztachety, kij bejsbolowy. Zaczęli bić. Kilku Ukraińców ruszyło szefowi na ratunek. Oni też zostali pobici. Gdy udało im się wycofać, znów poleciały w ich stronę kamienie i butelki. „Spierd... na Ukrainę!”, „Zabieracie Polakom pracę!”, „Polska dla Polaków!”, „Do domu, kur..y!” – krzyczeli Polacy.
Chwilę później Nadolski, z rozbitą głową, stłuczonym uchem i nerkami, dzwonił już na policję.
Żaden nie przyznał się do winy
Pierwszy radiowóz przyjechał szybko, ale policjanci nie podjęli interwencji. Czekali kilkadziesiąt minut, aż przyjadą posiłki. Dopiero wtedy policjanci zdecydowali się wyprowadzić na zewnątrz wszystkich uczestników wieczoru kawalerskiego. Wcześniej – zdaniem świadków – część imprezowiczów uciekła.
Łącznie zatrzymano siedmiu mężczyzn w wieku od 23 do 38 lat. Oprócz jednego wszyscy byli pijani. Są mieszkańcami Gdyni, okolic Wejherowa i Chwaszczyna. U jednego z podejrzanych znaleziono niewielką ilość kokainy. Policjanci zebrali też z ulicy „tulipany”. Planują zebrać z nich odciski palców.
Nie chcemy uchodźców, nawet za cenę utraty funduszy z UE
– Mężczyznom przedstawiono zarzuty znieważenia i kierowania gróźb pozbawienia życia wobec pokrzywdzonych z powodu ich przynależności narodowej – mówi Tatiana Paszkiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. – Drugi zarzut dotyczy pobicia dwóch pokrzywdzonych: Polaka, u którego pracowali obcokrajowcy, i obywatela Ukrainy. Sprawę prowadzi Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Śródmieście. Trafiają tam sprawy, których podłożem są przestępstwa na tle nienawiści etnicznej i rasowej.
Żaden z mężczyzn nie przyznał się do winy. Zastosowano wobec nich „wolnościowe środki zapobiegawcze”, czyli dozór policji, poręczenie majątkowe (1 tys. zł), zakaz zbliżania się do pokrzywdzonych i zakaz przebywania w odległości nie mniejszej niż 100 m od zaatakowanego domu.
CDN...