To my buldogi

26.07.17, 23:35


wo.blox.pl/2017/07/To-my-buldogi.html
    • podjadek57 Re: To my buldogi 27.07.17, 13:32
      Parę takich radoch już mam za sobą. M.in kiedy pan Jarosław wywalał z partii pana Zbigniewa, albo kiedy pan Jacek (Kurski) dostał srogie lanie w wyborach do Europarlamentu. Wrócili jak Mańki wstańki.
      Więc jak kiedyś radził pan Piesiewicz obserwujmy, nie wyciągajmy zbyt pochopnych wniosków, róbmy swoje.

      Pan Orliński: "I znów przed prawicowym zamordyzmem uratuje nas indolencja prawicy, bo na opozycję tradycyjnie nie ma co liczyć."

      Obserwuję te liczne opinie po ostatnich protestach. Przede wszystkim "łapanka" liderki czy lidera zjednoczonej opozycji. Pan Władysław Frasyniuk coś powiedział już okrzyki "Władek na lidera!", pani Kamila Gasiuk-Pihowicz dobrze zagadała już "Kamila na liderkę!"
      Na marginesie pani Kamila Gasiuk-Pihowicz jest, na moje oko, jedną z najlepszych parlamentarzystek tego rozdania.
      Podobnie stało się ze wskazywaniem młodych liderów spośród "gniazdowych" ostatnich demo.
      Przestałem już rozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Czy jednak uznajemy się za naród wybrany i oczekujemy naszego Mojżesza?
      Politycy mają kiepską opinię, sami sobie nagrabili ale były też opinie, że do polityki idą ci, którzy nic nie potrafią, że w biznesie się nie nadają.
      Teraz mamy sytuację "apolityczności" oporu przeciw PiS. Pytanie się rodzi co dalej. Bo jednak ma być chyba demokracja parlamentarna, więc bez polityczek i polityków nie da rady.
      "Sytuacja była boleśnie prosta. Póki działała, protestowała i pikietowała na rzecz praw kobiet tylko pod swoim nazwiskiem, wszystko było w porządku. W momencie gdy zapisała się do partii, dotychczasowe koleżanki z akcji, marszów i organizacji pozarządowych nagle zaczęły się od niej odsuwać. Już nie było jak dawniej. Jej wszystkie wartości, przekonania i sukcesy przekreśliła partyjna legitymacja. „Bo ty jesteś polityczką” – machały lekceważąco ręką, gdy proponowała wspólne działanie na rzecz równych praw. Trafiła do strefy wiecznej podejrzliwości.
      Kolejna aktywistka – i członkini innej postępowej partii – już nawet tego nie zauważa. Denerwuje ją antypartyjne cwaniactwo. Ten moment, gdy przychodzą do siedziby partii z prośbą o sprzęt i ludzi, by zrobić coś fajnego, a potem, za pięć dwunasta, okazuje się, że w nagrodę działaczki i działacze mają schować swoje banery, zakryć logo i najlepiej w ogóle nie wypowiadać nazwy swojej organizacji. Milczeć o swojej tożsamości w sytuacji, gdy walczą o polityczne postulaty. Wspierać, ale dyskretnie – na granicy niewidzialności. Dzielić się sprzętem i doświadczeniem, ale ukrywać przynależność. „Bo partie źle się kojarzą”.
      Jest w tym sporo racji. Partie naprawdę źle się kojarzą. W rankingu społecznego zaufania politycy rok po roku szorują o dno. To też poziom reprezentowany przez zbyt wielu wybrańców narodu, gotowych kłamać, oszukiwać i kraść, gdy tylko nadarzy się okazja. Ale to jedna strona medalu. Z drugiej strony są osoby, którym naprawdę zależy na wolności i równości, dla których władza polityczna jest środkiem do realizacji celów, a nie celem samym w sobie. One i oni naprawdę istnieją – wystarczy się rozejrzeć.
      Spójrzmy prawdzie w oczy. Rzeczywistość jest taka, że za wszystkimi tymi pięknymi ideami i konkretnymi rozwiązaniami rękę podnieść muszą posłowie i posłanki. Politycy. Członkinie i członkowie partii. Być może za kilkaset lat będzie inaczej, ale tu i teraz tak jest. Partie realizują postulaty społeczne, o ile dostają od ludzi poparcie. To naprawdę proste. Jeśli (centro)lewica nie zrozumie, że również w tym przypadku działa zasada coś za coś, to będziemy skazane na wieczne nawracanie konserwatystów."

      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,22076501,cos-za-cos-dryjanska.html
      • podjadek57 #TęczaDlaDemokracji… większości 29.07.17, 10:21
        queer.pl/artykul/199847/tecza-dla-demokracji-wiekszosci-hubert-sobecki
        • oby.watel Re: #TęczaDlaDemokracji… większości 29.07.17, 12:31
          Ma facet rację. Ludzie przyszli protestować przeciw zawłaszczaniu państwa, nie chcą polityków i flag partyjnych, ale tęczowe muszą. Wygląda na to, że osobom LGBT chodzi wyłącznie o prawo do ekshibicjonizmu? Kobiety wyzwolone do każdego rzeczownika doklejają zniewieściałą końcówkę, żeby ktoś broń boże nie pomyślał, że premier Szydło to chłop. LGBT muszą zademonstrować swoja odmienność, bo jak są traktowani normalnie, jak ludzie, to źle się z tym czują. I nie obchodzi ich, na co Jacek Dehnel zwracał uwagę, że ich wygląd, zachowanie, może u wielu budzić obrzydzenie.

          Ale jest też i pozytywny dla PiS-u aspekt. Ta nieziemska dobroć, tolerancja, poprawność zabije ten ruch szybciej, niż się narodził. Z początku przyznałem rację p. Dehnelowi. Ale gdy wgryzłem się głębiej w jego wywody widzę, że on postuluje dokładnie to samo co PiS, tylko z innego punktu widzenia. Więcej takich jak on i nikt manifestować nie przyjdzie, bo cokolwiek powie czy krzyknie może być użyte przeciwko niemu. To, co dawniej zwało się komplementem dziś jest seksistowskim, podłym, instrumentalnym traktowaniem jako obiektu seksualnego. A białe róże są symbolem nienawiści i głupoty.
        • grzespelc Re: #TęczaDlaDemokracji… większości 30.07.17, 19:33
          Zgadzam się z artykułem.
          Natomiast z tego, co słyszałem, a źródła mam bardzo wiarygodne, to w Katowicach owszem narzekano, ale, że tęczowych było za mało.
          I generalnie w odniesieniu do Katowic odrzucam z góry wszelakie sugestie o negatywnym stosunku do jakichkolwiek mniejszości.
          Może jesteśmy wyjątkiem.
          Ale spokojnie, pewnych procesów nie da się zatrzymać.
    • oby.watel Re: To my buldogi 27.07.17, 16:19
      Po pierwsze pan Adrian nie obudził się jako obrońca praworządności. Bo gdyby pan Adrian obudził się jako obrońca praworządności, to pan Adrian zawetował by 3 ustawy, a nie 2.

      Po drugie ktoś, kto nie jest w stanie podać poprawnej nazwy portali, które komentuje jest obszczymurkiem dokładnie takim samym jak ci, których krytykuje, a którzy Gazetę Wyborczą określają mianem Koszerna, czy Wybiórcza jak to swego czasu miał w zwyczaju ją nazywać niejaki oby.watel. Tyle, że dojrzał i doszedł do wniosku, że polemika nie polega na obrażaniu, ale na argumentowaniu. Inwektywy świadczą jedynie o bezradności i braku argumentów.

      Nie będę się tu rozpisywał, bo więcej na ten tema i tum, i tum napisał.

      Co do lidera, to można działać na dwa sposoby - mianować na stanowisko przywódcy kogoś, kto najbardziej przebiera nogami aby nim zostać, jak to zrobiła partia opozycyjna, albo zjednoczyć się pod wodzą samoistnego lidera, który nie tylko porwie polityków, ale głównie wyborców. Moim zdaniem Gasiuk-Pihowicz ma szanse, ale po pierwsze sama musi chcieć, po drugie musi być przekonana, że podoła, a po trzecie towarzysze muszą ja wspierać, a ni ściągać w dół. Samce alfa może by i na to poszły, bo rasowy przywódca czuje lepszego od siebie i potrafi się usunąć w cień. Ale nie dotyczy to trutniów, którzy a to światełko w tunelu widzą, albo mówią wyraźnie i twardo "ple ple ple".
    • oby.watel To wy ęczowi protestujcie sobie sami 30.07.17, 23:14
      W ostatnim tygodniu w całej Polsce odbyły się dziesiątki demonstracji we wspólnym celu obrony niezależności wymiaru sprawiedliwości od władzy wykonawczej. Pierwszym wydarzeniem, w którym masowo wzięli udział moi rówieśnicy i ludzie młodsi od nas, był „Łańcuch światła” – manifestacja zorganizowana przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”. Manifestacja jakże inna od poprzednich – w ciszy, zadumie, z muzyką Chopina i jednym hasłem: „Wolne sądy!”. To właśnie ta forma protestu rozlała się po Polsce. To w atmosferze skupienia i szacunku, z płonącymi świeczkami spotykali się obywatele i obywatelki pod sądami w miastach i miasteczkach. Czasem – kilkadziesiąt tysięcy, czasem – kilka osób.

      Gromadziliśmy się w jednym, konkretnym celu. Nie pytaliśmy stojących obok o ich przekonania polityczne, społeczne czy religijne. Gromadziliśmy się – co nie ma precedensu w wolnej Polsce – codziennie, przez tydzień, w najróżniejszych zakątkach kraju. Kluczowa okazała się wytrwałość, powszechność i zaangażowanie ludzi mających odwagę stanąć w kilka osób pod sądem rejonowym w swoim mieście. A także to, że zeszłotygodniowe protesty przyciągnęły ludzi dotychczas niezaangażowanych.

      Wiele z tych elementów upodabnia protesty w obronie wolności polskiego sądownictwa do ubiegłorocznego „czarnego protestu”, kiedy to w dziesiątkach miast i miasteczek w całej Polsce kobiety (i nie tylko) protestowały przeciwko zaostrzeniu „ustawy antyaborcyjnej”. Demonstracje nieograniczone tylko do metropolii, ale rozsiane po Polsce łączyły obywatelki i obywateli zaangażowanych w tę jedną, konkretną sprawę.

      Niestety, nie jest to jednak jedyne podobieństwo. W październiku ubiegłego roku osoby, które przyszły protestować przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego, dowiedziały się, że celem zgromadzenia jest także walka o jego liberalizację. Ze sceny pod Sejmem padały okrzyki „wolność, równość, wolna aborcja!”, które dla części uczestników były nie do przyjęcia. Czy osoby, które przyszły, by wyrazić sprzeciw wobec zaostrzenia ustawy, ale popierające obecne zapisy, przyjdą kolejny raz, gdy podobny projekt powróci do Sejmu? Śmiem wątpić.

      Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia we poniedziałek, 24 lipca, pod Pałacem Prezydenckim. Demonstracja zorganizowana przez „warszawiaków, warszawianki, zwykłe Polki i zwykłych Polaków” i odbywająca się pod hasłem „3×Veto pod Pałacem Prezydenckim – bez partyjnych liderów!”, wydawała się kolejnym protestem w obronie niezależności polskiego sądownictwa. Okazało się jednak, że hasło demonstracji to nie tyle „3×Veto!”, ile „3×Veto plus krytyka Kościoła rzymskokatolickiego i jego zaangażowania w polską politykę (lub zaangażowania spóźnionego), walka o dostępność do aborcji, o sprawiedliwość społeczną i jeszcze parę innych rzeczy”. Ci, którzy przyszli w obronie wolnych sądów, dowiedzieli się, że uczestniczą w demonstracji pt. „Veto plus”. Przy czym „plus” nie był im znany wcześniej i mógł być sprzeczny z ich światopoglądem.

      Nie ulega wątpliwości, że postulaty lewicowe powinny być poruszane w debacie publicznej. Lecz demonstracja w obronie wolności sądów, łącząca ludzi o najróżniejszych, zapewne także bardzo konserwatywnych poglądach, to nie to miejsce i czas na takie dyskusje.

      Energii i zaangażowania społecznego ostatniego tygodnia nie można zaprzepaścić. Zgromadzenia ludzi ze świecami pod sądami rejonowymi, okręgowymi, apelacyjnymi i Sądem Najwyższym to dowód na to, że filary ustrojowe demokratycznego państwa prawa nie są nam jako społeczeństwu obojętne.
    • oby.watel Manewr Kremlowski z Nowogrodzkiej 31.07.17, 20:12
      Jolanta Sacewicz: Manewr Kremlowski z Nowogrodzkiej

      Świat nas ostrzega: Duda nie jest przyjacielem opozycji. Zagrywka z wetami jest dobrze znana jako tzw. manewr kremlowski, często stosowany przez Putina.

      Plan akcji wygląda tak:

      1. Przedstawia się mocno przesadzone projekty ustaw. Wzbudza furię tłumów, ostre reakcje zagranicy itp., itd. Przegłosowuje się je, doprowadzając napięcie do szczytu.

      2. Wówczas prezydent wkracza na scenę i wetuje najbardziej złowieszcze ustawy. Opozycja i tłumy w ekstazie. PiS zaskoczony i „zdradzony". Zagranica już mniej naburmuszona. Pustoszeją ulice, choć Paweł Kasprzak zdziera gardło, by stać. Obóz anty-PiS chucha delikatnie w tlącą się nadzieję na konflikt „na górze" i rozłam w PiS. Naiwni i wielkoduszni gotowi są nawet bronić prezydenta przed jego własnym PiS i budować obóz wokół prezydenta. Część PiS, która wstydzi się Kaczyńskiego, przylega ciasno do Dudy. Z Adriana wykluwa się Andrzej.

      3. Duda przedstawia swoje ustawy. W parlamencie PiS je ostro „przyprawia" swoimi poprawkami i przegłosowuje. Są prawie tak samo niszczące dla systemu sprawiedliwości jak te zawetowane, ale to są Dudy projekty i Duda nie będzie SWOICH ustaw blokować.

      4. Duda zostaje wykreowany na wewnętrzną opozycję. „Redaktor" Pereira już okrzyknął Dudę w TVPiS jedyną „merytoryczną opozycją".

      5. Do nowych wyborów stają w przyjaznej rywalizacji i koalicji: okołoprezesowy PiS czerstwo-różańcowy - z Antonim i groźną Betti, oraz okołoprezydencki PiS cool-konserwa - z Ziemkiewiczem i „think tankami".

      PiS czerstwo-różańcowy bierze kiboli, rozwodnione ONR-y, nazioli, Pawłowicz i cały obciach, a PiS cool-konserwa tych, co się prezesa wstydzą, są dumni, że Andrzej mówi po angielsku, i wierzą, że można go odchudzić, by znów wyglądał jak Kwaśniewski w kampanii. Ta koalicja sił socjalistycznej „prawicy" wygrywa wybory, Andrzej bierze drugą kadencję i już!

      Bloomberg opisał to ostatnio jako „zabieg kremlowski", wielokrotnie stosowany przez Putina.

      Putin kilkakrotnie najpierw uśmiercał ostre, kontrowersyjne ustawy (vide o propagandzie LGBTQ), a potem uchwalało się je ponownie w wersji trochę lighter. Tłumy się uspokajają, opozycja rozmiękcza, z autorów odrzuconych ustaw robi się opozycję wewnętrzna, z którą potem maszeruje się dalej ręka w rąsię.

      Pytanie ciśnie się na usta: to skąd po wetach to zaskoczenie w PiS, to oburzenie?

      Odpowiedź jest bardzo prosta. Na "manewr kremlowski" umawia się bardzo wąskie grono. Reszta partii nie musi więc udawać zaskoczenia. Ta reszta jest autentycznie zapowietrzona i wkurzona. Wszystko według planu. Podział jest wkalkulowany w zabieg.

      Artykuł z agencji Bloomberg opisujący, jak się robi „manewr kremlowski" w Moskwie i jak bliźniaczo wygląda to, co się zdarzyło w Polsce: Polands President Is No Friend of the Opposition.

      Jolanta Sacewicz

      PS Z pozdrowieniami i podziękowaniami za ciężką pracę i piękne relacje ze spacerów. Trzymajcie się!
      • oby.watel Ustawka z Nowogrodzkiej 31.07.17, 20:16
        Uważam podobnie. Choć z początku skłaniałem się ku tezie, że to nie jest ustawka. Zbyt wiele przesłanek przeczy tezie, że to nie było ukartowane.
    • grzespelc Re: To my buldogi 09.08.17, 01:41
      kulturaliberalna.pl/2017/08/08/duda-kaczynski-konflikt-sienkiewicz-wywiad/

      Całość wężykiem. Ściany wytapetować i uczyć się na pamięć.
      • gumpel Re: To my buldogi 09.08.17, 12:01
        Rzeczywiście warto było przeczytać. Bardzo mi ten tekst spasował, bo od kilku dni zastanawiałem się po co JK wyciągnął z szafy trupa reparacji wojennych. Spojrzenie okiem Sienkiewicza pozwala zobaczyć tę operację w dość obiecującym świetle ...
        W podzięce linkuję tekst z konkurencyjnej bańki medialnej:
        www.teologiapolityczna.pl/piotr-zaremba-odwet-nie-jest-dobrym-doradca/
        Chyba rzeczywiście coś pękło.
        G.
        • grzespelc Re: To my buldogi 09.08.17, 15:49
          Witam serecznie drogi Gumplu,
          Dawno Cię nie było. A w każdym razie nie pisałeś.
          Tęskniłem. Zastanawiałem sie, co taki rozsądny konserwatysta jak Ty myśli o tej niedawnej zawierusze.
          Test Pana Zaremby dla mnie trudny do strawienia, co wynika z faktu podanego w ostatnim akapicie, bo dosyć stronniczo przedstawia diagnozę. A lekceważenie faszyzmu to mnie po prostu zadziwia. Codziennie ludzie w twarz dostają, a ten tego nie zauważa. Cóż, w "konkurencyjnej bańce" nie piszą, więc może o tym nie wie.
          Natomiast faktycznie część środowisk antyrządowych - mylnie nazywanych przez niego lewicowo-liberalnymi, bo PO to przecież prawica - dość mocno się zradykalizowała, ale sytuacja była taka, jakby ktoś wchodził mi do domu i twierdził, że w nim zamieszka. Nie stary - nie możesz i jak sam nie wyjdziesz, to wyrzucę, chociaż nie lubię się bić.
          Zaufanie do PiS-u mamy zerowe. A manipulacje Kaczyńskiego nie robią na nas wrażenia. Rządzić sobie może, ale w granicach prawa. Ba, nawet już przywykliśmy do łamania neutralności światopoglądowej i ograniczania praw kobiet i mniejszości, bo fundowała je także umiarkowana prawica.
          Natomiast lipiec nauczył chyba wszystkich, że umiarkowane metody są lepsze, to i liczymy na jakiś dialog, tylko pytanie - z kim. Wytrzymanie do wyborów będzie jak końcówka maratonu na pustyni...
          • gumpel Re: To my buldogi 10.08.17, 19:18
            Hej Grzesiu! Dzięki za miłe przywitaniewink
            No cóż, wakacje! Siedzę sobie nad wodą, pełna laba, internet mam własny, więc serfuję sobie po sieci i zaglądam do miejsc, których dawno nie odwiedzałem. A że humor mi dopisuje to się odezwałemwink

            Pytasz co ja, „rozsądny konserwatysta” (he, he), myślę o „niedawnej zawierusze”? Ponieważ czasu mam dużo to najpierw zacznę od tego „konserwatysty”. Kiedyś rzeczywiście lubiłem myśleć o sobie „konserwatywny liberał”, potem zmieniłem na „liberalny konserwatysta”, jednak ostatnio co raz częściej powątpiewam czy takie łatki mają jeszcze sens. Tak sobie myślę, że wszystko zależy od tego z której strony spojrzeć. Patrzysz na mnie z lewej - konserwatysta, patrzysz z prawej - liberał. Czy to jednak tylko chodzi o mnie? Weźmy takich Torysów. Z perspektywy zachodniej - konserwa, a ze wschodniej? Liberały! A Macron? Dla związkowców z CGT - liberał, dla pani Le Pen - lewak. Wszystko zależy od punktu odniesienia, kryteriów oceny, intencji mówiącego. Słowem, jak chcesz wyrazić coś konkretnego przez takie określenie jak konserwatysta to trzeba zrobić dłuuugi przypis wink

            A że, jak pisałem, czasu mi nie brakuje wink to … proszę bardzo!

            Szukając identyfikacji ostatnio określam się zazwyczaj mianem „centrysty”. Jest to określenie o tyle użyteczne, że pozwala mi pokazać z kim mi zdecydowanie nie po drodze, czyli podkreśla, że równie daleko mi do tych, co piszą o sobie „prawica”, jak i tych co nazywają siebie per „lewica”. W aktualnej polskiej rzeczywistości chodzi mi rzecz jasna zwłaszcza o tych pierwszych - żeby mnie kto nie uznał za sympatyka Gowina, albo (teraz) PADa. Brrrryyyy…

            Jeśli myślę o sobie w kategoriach z tym „konserwatywności” to chodzi mi nie tyle o poglądy, co o postawę i ogólny ogląd rzeczywistości. Przymiotnik „konserwatywny” jest mi dzisiaj bliski głównie w tym znaczeniu, że stawia mnie w opozycji do tych, którzy na sztandarach wypisują sobie hasło „zmiana”. Od razu włącza mi się czerwona lampka, gdy słyszę, że ktoś chce „zastępować” to co jest czymś „innym”, „nowym”; „zmieniać” coś co działa źle na jakieś „lepsze”, zwłaszcza, gdy to „zmienianie” ma być „radykalne”, „dogłębne”, „całkowite”, itd. Przy czym nie ma dla mnie w gruncie rzeczy znaczenia, czy ma być to „zmiana” na prawo, czy na lewo. W kontraście do powyższego ja preferuję „ostrożność” i „umiarkowanie”. Jeśli coś działa wadliwie, zaczyna wywoływać negatywne skutki, itd. -a ciągle tak się wszak zdarza w rzeczywistości społecznej- to wolę „modyfikowanie”, czy „dostosowywanie”. Moja idea to poruszanie się małymi kroczkami, dokręcania lub poluzowywania tylko tyle ile potrzeba, wymienianie tylko tej części, która faktycznie się popsuła, itd. I natychmiast ocena skutków! Żeby nie okazało się, że „modyfikacja” przynosi więcej złego niż pożytku.To chyba efekt mojego bardzo daleko posuniętego sceptycyzmu w stosunku do inżynierii społecznej. Uważam, że nie da się przewidzieć faktycznych skutków planowanych zmian i rozsądek podpowiada by w trakcie reformowania czegokolwiek cały czas „dmuchać na zimno” - sprawdzać, kontrolować i na bieżąco korygować. No cóż, to się chyba fachowo nazywa konserwatyzm sytuacyjny … a zatem może pasowało by do mnie określenie „konserwatywny centrysta”?

            Jest jednak jeden szkopuł. Jeśli chodzi o poglądy to byłem i pozostaję liberałem. Kluczową wartością społeczną jest dla mnie wolność jednostki. Państwo uważam bardziej za zagrożenie niż sojusznik - powinno być małe, ograniczone i pod ścisłą kontrolą. Dobre jest o tyle o ile jest użyteczne - głównie jako funkcjonalna płaszczyzna uzgadniania konkurencyjnych interesów społecznych. Jeśli do tego dodać moje poglądy gospodarcze -„niewidzialna ręka rynku”, itd., itp.- to cóż ze mnie za konserwatysta? Jeśli nazywając mnie tak miałeś na myśli moje poglądy na temat roli rodziny, religii, w tym KK, i tym podobne, to to -jak zawsze podkreślałem- bardziej taktyka niż przekonania. Ot, uznałem lewicowe ideolopomysły za znacznie większe grożenie dla wolnego świata niż mocno już wyłysiałe prawicowe „-zimy”, więc cieszyłem się, że ktoś, i coś, stawia tym pierwszym tamę. I choć uważam, że powyższa ocena generalnie i na dłuższą metę pozostaje słuszna, to teraz, i w tym kraju, większe zagrożenie stwarza oczywiście prawica.

            No, to teraz, gdy przypomniałem moje poglądy, mogę wreszcie przejść do odpowiedzi na Twoje właściwe pytanie o „niedawną zawieruchę”. Chętnie to zrobię … jutro znowu mam mnóstwo wolnego czasuwink

            Z serdecznymi pozdrowieniami

            G.
            • grzespelc Re: To my buldogi 11.08.17, 04:31
              Masz rację. I nie masz.
              Z tym konserwatyzmem to jest tak, że ostatnio lubi się podkreślać, że konserwatyzm to dbanie o ciągłość instytucji i rozsądek przy zmianach. No ale wiesz - to ja też będę konserwatystą, bo za utrzymanie Sądu Najwyższego byłem gotów dać się spałować i aresztować smile A jednocześnie przecież chcę głębokich zmian smile Istnieje sobie obecnie taka dziwna hybryda, jak konserwatyzm liberalny, która dla mnie pamiętającego z podręczników, że 200 lat temu jedno i drugie to była opozycja - jest może taką heglowską syntezą, ale trochę oksymoronem... No ale niech będzie, przyjmuję, że jesteś konserwatystą liberalnym, choć pamiętam, jak lata temu sprawiało mi problem, że narzekałeś na brak lustracji i chwaliłeś powieść Wildsteina zawierającą wizję działających w kraju byłych ubeków...
              W dodatku z tą niewidzialną ręką rynku i małym państwem jest w tej chwili tak, że po 2007 r. czasy się zmieniły i jest to pogląd dosyć archaiczny już, więc w tym kontekście jesteś już konserwatystą. Może być że - w warunkach polskich - centrowym. smile
              Ale wiesz - etykietki muszą być, bo inaczej zamiast w jednym zdaniu, musiałbym Twoje poglądy określać całym akapitem, a to trochę nieporęczne. smile
              • gumpel Re: To my buldogi 19.08.17, 11:22
                Już jestem, a raczej dopiero jestem wink Trzy ciekawe wątki, które poruszyłeś w odpowiedzi do mnie:

                1. Piszesz: „No ale wiesz - to ja też będę konserwatystą, bo za utrzymanie Sądu Najwyższego byłem gotów dać się spałować i aresztować A jednocześnie przecież chcę głębokich zmian ”.
                No cóż, pytanie brzmi, czy wyszedłbyś protestować również przeciwko zamachowi z drugiej strony; gdyby do władzy doszła jakaś lewicowa partia, która naruszałaby obowiązującą konstytucję w imię realizacji jakiejś lewicowej wartości. Powiedzmy, przygotowałby ustawę, że w SN ma być jakiś parytet płci i po to by go wprowadzić wygaszamy kadencję aktualnego składu. A, przy okazji, pojawiłaby się okazja, żeby panią Gersdorf zastąpić, powiedzmy, panią Płatek, a tu, akurat, na wokandzie, np. przemoc w rodzinie, wyrzucanie na bruk lokatorów i prawa konkubentów homoseksualnych i można by dzięki wątpliwym etycznie zmianom personalnym wprowadzić niewątpliwie pozytywne zmiany merytoryczne. Słowem, myśl jak PIS: po wielu latach lewicy udaje się przerwać supremację prawicy, katolicyzmu, wstecznictwa, itd., nie wiadomo na jak długo pojawia się szansa na wyprostowanie niektórych spraw, na przynajmniej częściowe wyprowadzenie kraju na tory „normalności”, a tu na drodze staje jakaś konstytucja i państwo prawa. No i co mówi Grześpelc kolegom z lewicy? 1. Nie! Praworządność jest ważniejsza od lewicowych ideałów. Lepiej żyć w państwie prawa o konserwatywnej treści niż wprowadzać sprawiedliwe rozwiązania z naruszeniem reguł konstytucyjnych. 2. Skoro nadarzyła się okazja to trzeba ją wykorzystać, bo po następnych wyborach, za parę lat, utracimy władzę, do rządu dojdzie PIS, który nie będzie się przejmować konstytucją. I wtedy będziemy sobie pluć w brodę, że nie wykorzystaliśmy szansy na taką przebudowę zasad funkcjonowania społeczeństwa, która … itd., itp. Jeśli wybierasz opcję 1 to rzeczywiście jesteś „konserwatystą” w znaczeniu o którym napisałem. Jeśli jednak kusi Cię opcja 2 to jesteś „rewolucjonista” (raz jeszcze podkreślę, nie chodzi mi o poglądy, tylko o postawę).

                2. Teraz co do lustracji i Wildsteina, bo to też ciekawa kwestia i interesuje mnie Twoja ocena. Nie pamiętam już wprawdzie kontekstu do którego odnosiła się moja wypowiedź w tej sprawie, ale napiszę, że dzisiaj, z perspektywy czasu, uważam, rozwiązanie problemu lustracji, jaki został przyjęty w Polsce, jest bardzo dobry. I to tak jeśli chodzi o treść, jak i o sposób zachowania podmiotów uczestniczących (dojście do kompromisu). Chylę czoła przed ówczesnym TK (2006?), który bardzo umiejętnie powycinał PISowską ustawę odnajdując rozsądne reguły w dość mocno zideologizowanym pomyśle PIS. Dobrze, że wtedy lustracji całkowicie nie zablokowano. Szkoda tylko, że stało się to wszystko tak późno - myślę, że żylibyśmy teraz w lepszym kraju, gdyby w latach 90. uporano się z problemem zaszłości po PRL. I nie jestem tu żadnym radykałem; ideał dla mnie to lustracja w wersji przyjętej przez TK + komisja prawdy i pojednania na wzór tej z RPA. Rzecz jasna mogę się mylić, ale uważam, że gdyby takie rozliczenie nastąpiło w latach 90. to dziś Kaczyński by nie rządził. Ale to oczywiście czyste spekulacje. Ciekawi mnie natomiast co masz (jeśli masz) przeciwko lustracji w wersji, która u nas obowiązuje.

                3. No i jeszcze o „niewidzialnej ręki rynku”. Tu, jak to zawsze lewicowiec z liberałem, rozmawiamy jak „wół z prosięciem”, czyli mówiąc o tym mamy na myśli kompletnie co innego. Dla Ciebie, jak się domyślam, „niewidzialna ręka rynku” jest symbolem liberalnej ideologii ekonomicznej, którą za pomocą rozwiązań prawnych liberałowie „wprowadzają” do gospodarki. W tym sensie uznajesz ją za rozwiązanie złe społecznie i szkodliwe ekonomicznie i uważasz, że można ją zastąpić innym, lepszym. Dla mnie „niewidzialna ręka rynku” jest prawem ekonomicznym, które działa zawsze i wszędzie (nie da się jej wyeliminować; działała w USA w XIX w. i działa dzisiaj w najlepsze w Korei Płn.). Kryzys ekonomiczny 2008 jest jednym z naczelnych dowodów na to, że istnieje i … ma się świetniewink. Ot, w pewnym momencie, w samym środku napędzanej kredytami hossy, ktoś na tablicy nowojorskiej giełdy z cenami akcji firm napisał „sprawdzam”. Kto? No to była właśnie „niewidzialna ręka rynku” wink, która przywróciła realne ceny, czyli tzw. Równowagę cenową. Dla mnie liberalizm polega właśnie na tym, że szanujemy prawa ekonomii, takie jaka równowaga cenowa. Popsuć ją może każde naruszenie reguł gry rynkowej - w aspekcie podmiotowym: wszyscy „gracze” (nie tylko państwo, ale też korporacje, banki, itd.). Kryzys 2008, jak każdy kryzys, był spowodowany właśnie przez naruszeniem równowagi cenowej. Gdy, jako liberał, bronię wolnego rynku, to chodzi mi o dbanie o szanowanie takich praw ekonomii jak równowaga cenowa. Ja nie chcę wprowadzać „niewidzialnej ręki rynku”, ja przestrzegam, że to ona ostatecznie wystawi cenzurkę przyjętym rozwiązaniom ekonomicznym, napisze na tablicy z cenami „sprawdzam”.

                Ufff ... rozpisałem się. Odpowiedź na drugi post za jakiś czas (tu też parę ciekawych refleksji mi się nasuwa.
                G.

                P.S. Co do etykietek masz rację - jeśli używa się ich rozsądnie to ułatwiają komunikację. Niestety, częściej stanowią metodę ustawiania przeciwnika w pozycji do bicia. Wszystko zależy od kultury rozmowy.
                • podjadek57 Re: To my buldogi 19.08.17, 12:15
                  Idę po popcorn i zgrzewkę piwa.
                  ps.
                  Ani słowa o interalizacji vs. externalizacji kosztów? tak, mikroekonomia może mieć to w dupie smile
                  BTW, teraz klimat Ziemi mówi tej głupiej rodzinie człowieczej: SPRAWDZAM!!!
                • grzespelc Re: To my buldogi 19.08.17, 15:08
                  1. Oczywiście jedynka. Zasad należy przestrzegać. Natomiast chyba nie byłoby trzeba wychodzić na ullice, bo niezależny TK załatwiłby sprawę.
                  Wiesz, ja się wychowałem prawniczo na takich wartościach jak praworządnośc, państwo prawa itp., o których pierwszy raz usłyszałem w tv od prof. Łętowskiej, kiedy była jeszcze rzecznikiem, a tak szerzej to przeczytałem w wywiadzie z prof. Hauserem w czasopismie pt/ "państwo i prawo", które kupowali mi dziadkoiwe i czytałem je jako licealista. Mam nadzieję, że spłaciłem jakoś swój dług prof. Haserowi protestując w obronie jego nominacji do TK...
                  Sam kiedyś pisałeś w konteklście zaprowadzania władzy przez islamistów w Somalii, że zawsze lepiej, jak są jakieś zasady, niż jak ich nie ma, nawet jeżeli nie zawsze są dla wszystkich sprawiedliwe i na pewno lepiej będę sie czuł w państwie umiarkowanie konserwatywnym, które jest praworządne, niż lewicowej dyktaturze, zresztą każda dyktatura przeradza się szybko w karykaturę swojej idei, więc nigdy nie zaufam nikomu, kto powie, że kapitalizm trzeba obalić...
                  Btw. ciekawe przykłady podałeś: idea parytetu w SN jest intelektualnie frapująca, może nawet dałoby się ją legalnie wprowadzić, oczywiście bez usuwania kogokolwiek, zresztą zawód sedziowski jest na tyle sfeminizowany, że może do tego dojdzie w sposób naturalny, a jezeli nie dojdzie, to trrzeba się będzie zastanowić, czy nie dochodzi do faktycznej dyskryminacji.
                  Z kolei prawa konkubentów, te które są, zawdzięczamy częściowo Sądowi Najwyższemu, choć jego orzecznictwo jest to wte, to wewte. Codo przemocy w rodzinie to nie wiem jaki problem widzisz, ale przecież dochodząc do władzy, można te sprawy załatwić ustawą bez naruszania konstytucji. Gorzej z aborcja, ale możne przecież grzecznie odczekać, wstawić do Trybunału ludzi o niekonserwatywnych (w obiegowym znaczeniu) poglądach i orzecznictwo się zmieni tongue_out Konstytucję mamy przecież tak naprawdę lewicową, przecież pisali ją politycy SLD razem z umiarkowaną UW. Wykładnia konstytucji amerykańskiej też przecież z czasem ulegała zmianie smile w miarę zmian świadomości społecznej.
                  Krótko mówiąc nie ma takiej opcji, żebysmy równali do PiS-u, tłumaczę to ludziom na forach kodowskich dziesiątki razy.

                  2. Twoja teza o tym, że gdyby była lustracja wcześniej, to Kaczyński by nie rządził jest przede wszystkim niesprawdzalna. A po drugie wątpliwa, bo zrobili tę lustrację 10 lat temu i Kaczyński znów rządzi, i to przy pomocy kilku osób, których lustracja powinna wyeliminować. Więc może nie rządziłby 10 lat temu. W kampanii 2015 nie słyszałem chyba nic o lustracji.
                  A sama lustracja nie wiem, czy byla do przeprpowadzenia tak od razu. Po pierwsze komuniści nigdy nie oddaliby władzy środowisku, które chciałoby ich rozliczać. Więc tak naprawdę można było zacząć o tym myśleć po 1991 r., kiedy nie mieli już władzy ani wplywów, a ZSRR się rozpadł.
                  Tyle tylko, że lustracja to tak naprawdę u nas nigdy nie miała byc uczciwym rozliczeniem, tylko opium dla mas. Już pierwsza próba miała być tylko pretekstem do zamachu stanu. Druga byla tak naprawdę wymierzona w lewice i Wałęsę.
                  W dodatku lustracja nie kończy się nigdy, jak widać po tym, co robi totalnie zideologizowany IPN, i przekształaca się w swoją karykaturę.
                  A przede wszystkim ja jako nastolatek miałem gdzieś, kto co robił w czasach mojego głębokiego dzieciństwa albo jeszcze wcześniej. Od polityków oczekiwałem zapewnienia mi lepszej przyszłości. W moim domu nie przybywało ani piędzi chleba od tego, czy kogoś rozliczono, czy nie.
                  I teraz też uważam, że nie było to ważne. To była ideologia wciskana frustratom, żeby mieli na co zrzucić prawdziwe problemy i służąca do maskowania nieumiejętności zmierzenia się z rzeczywistymi problemami.
                  Być może gdyby przeprowadzić to rozsądnie na wzór RPA, to byłoby jak mówisz, nie wiem tego. Ale intuicja mi mówi, że jak nie to, to znalazłoby się co innego. Włączenie ludzi starego systemu było raczej elementem sukcesu naszych przemian. W Iraku wyrzucili wszystkich z wojska i po paru latach ci ludzie trafili do ISIS.
                  Stąd też mysle, że ludzi PiS też trzeba będzie potraktować łagodnie, jak już odejdą, oby jak najwcześniej.

                  3. Niewidzialna ręka - jeżeli posługujesz się pojęciami, które rozumiesz inaczcej niż w obiegowym znaczeniu to trudno żenby ktoś rozumiał, co masz do przekazania. Ok, tak jak opisałeś to chya nie mam zastrzezen, ale poozostaje jeszcze drugi element, który połączyłem - małe państwo. Małe państwo taką niewidzlaną ręką dostaje w ryj, a potem leży w kałuży faszyzmu, tak jak my. Niemożliwe, że tego nie dostrzegasz.
                  Podstawą rządów Kaczyńskiego nie był brak lustracji czy innego opium, tylko frustracja. Frustracja społęczna pojawia się na ogół w rozwarstwionym społęczeństwie, gdzie ludzie zapieprzający po naście godzin widza, że nic z tego nie mają, kiedy jednocześnie inni mają o wiele więcej. Jeżeli państwo jest małe i nic z tym nie robi, a małe nie robi, bo nie ma zasobów, to tak się to kończy.
                  Przecież wrogość wobec tzw. establiszmętu, nie bierze się z niczego. W sumie to nawet dosyć celnie PiS kieruje tę frustrację (straszak uchodźców jest bardziej dla klasy średniej, aleto inny temat). Dzięki temu mogą rozpieprzać wszystko, a ciemny lud się cieszy, bo nie wie, że to się przeciwko niemu kiedyś obróci.
          • gumpel Re: To my buldogi 11.08.17, 00:05
            Polacy dzisiaj nie startowali, żona poszła spać, więc … kontynuuję: szybciej niż myślałem-)

            Zacznę nieco anegdotycznie. W zeszłe wakacje (2016) przeczytałem powieść Michała Houellebecqa „Cząstki elementarne”. Autor ten posługuje się pojęciem, które mnie urzekło - „mutacja metafizyczna”. To taka kompletnie nieracjonalna ( w sensie: nie dająca się przewidzieć i nie dająca się wyjaśnić) przemiana wizji świata. Ot, bez wyraźnego powodu, ludzkość zmienia w pewnym momencie swoje sądy moralne, ekonomiczne, estetyczne, itd., co pociąga za sobą konsekwencje w postaci zmiany postaw w dziedzinie społecznej i politycznej. To co dotychczas było ważne traci na znaczeniu, tymczasem wartości dotychczas drugorzędne stają się kluczowe. I co istote - kompletnie nie wiadomo dlaczego tak się dzieje. Ot, przychodzi fala, która zmywa dotychczasowy „świat”, a że życie nie znosi próżni, to na jego miejscu pojawia się coś kompletnie innego. Taka wizja literacka. Zapewne WIELCY filozofowie już wcześniej o tym pisali, ale mnie „ukąsił” tym pomysłem właśnie Houellebecq. Nie internety, telewizja, albo inne środki masowego oddziaływania tylko stara, poczciwa literatura. To pocieszające.

            Myśl Houellebecqa była o tyle istotna, że według niej poukładałem sobie wydarzenia lat 2015/16. A miałem z nimi cholerny kłopot. Zauważ: rządy Platformy, jak wszystkie rządy, to naprzemienne pasma sukcesów i porażek. Z jednej strony zajebisty dla Polski budżet unijny, „zielona wyspa”, „ciepła woda w kranie”, z drugiej afery: „hazardowa”, „Sowa i przyjaciele”, zegarki Nowaka, itd. Przez wiele lat te drugie wydawały się małymi pryszczami w obliczu tych pierwszych. „Naród”, niby to racjonalnie, doceniał prawdziwe sukcesy, lekceważąc wypadki przy pracy. A PIS i Kaczyński? Śmiechu warte: brzoza na wysięgniku i beka z premiera z tabletka. I nagle na przełomie 2015/16 coś pękło - fala się odwróciła - kompletnie bez powodu wahadło odbiło w drugą stronę. Bez żadnej racjonalnej przyczyny (przynajmniej ja takiej nie widzę) to co nieważne stało się ważne, a to co ważne straciło znaczenie. Jak patrzę z dzisiejszej perspektywy -wtedy nie zwróciłem na to uwagi- to pierwszym sygnałem zmiany była chyba afera „madrycka”. PISowi nie spadło, choć powinno. A potem wszystko zaczęło się odwracać - „ośmiorniczki” zaczęły uwierać jak kolec w bucie, Komorowski z Prezydenta zmienił się w papę-smerfa od czekoladowego orła, a PiS stał się „poważną alternatywą”. Najbardziej zajebiste jest to, że badania opinii publicznej zaczęły traktować „zamach smoleński” jako „możliwą ewentualność”. I jeszcze Kukiz na dokładkę. No po prostu „naród” odleciał!

            Teraz myślę Houellebecqiem - straciłem wiarę w racjonalność polityki. Czekam na kolejną falę. Nie wierzę w społeczeństwo, w jego zdrowy rozsądek - nie pozostało mi nic innego jak wierzyć, że wahadło historii znowu odbije i wrócimy do normalności - czyli, po mojemu, na Zachód.

            No właśnie, tu muszę napisać o mojej największej intelektualnej rozterce, gdy myślę o POLSCE (dużymi literami - taka emfaza). Czy my jesteśmy Zachodem, który, na skutek pewnego zrządzenia losu, został zagarnięty na pewien czas przez Wschód, czy też odwrotnie - jesteśmy częścią Wschodu, która, szczęśliwym zbiegiem okoliczności, od czasu do czasu, wydostaje się, na chwilę, na Zachód? Czy bliżej nam do Rzymu i Paryża, czy raczej do Moskwy i Pekinu? Jeszcze w 2015 byłem pewien, że to pierwsze, nadal w to wierzę, może lepiej: chcę w to wierzyć, ale, cholera, zaczynam mieć wątpliwości…

            Jeśli przez „niedawną zawieruchę” rozumiesz dojście do władzy PISu to myślę, że odpowiedziałem na Twoje pytanie. Jeśli jednak myślisz o wystąpieniach lipcowych w związku z ustawami o sądach to jeszcze jedna refleksja. Znowu zacznę ogólnie: jest dla mnie nieodgadnioną tajemnicą dlaczego udało się stworzyć PO. Świetnie pamiętam czasy jej powstania - jak się pewnie domyślasz kibicowałem „trzem tenorom” z wszystkich sił. Jednak, gdy spojżeć „racjonalnie”, liberalno-konserwatywna partia w tym kraju to kosmos. SLD (etatystyczna lewica) jak najbardziej; PIS (etatystyczna prawica) też jest OK. Ale liberałowie? - niepodobieństwo!!!! A jednak, kompletnie nie wiedzieć czemu, udało się! - choć było kilka innych, bardzo podobnych inicjatyw, o których mało kto już dzisiaj pamięta - UW, AWS, SKL, UD, że wymienię tylko najważniejsze. Od PO różniły je co najwyżej akcenty (liderzy byli w większości ci sami). A jednak sukces odniosła PO. Cieszę się z tego, choć kompletnie nie potrafię sobie tego wytłumaczyć. To potwierdza mój wniosek o zasadniczej nieracjonalności i nieprzewidywalności polityki. Wracam do Houellebecqa - jest czas, gdy zastany „régime” trzyma się mocno i mnóstwo sensownych inicjatyw spala na panewce. A potem nagle przychodzi houellebecqowska fala i coś co wydawało się trwałe i ważne przestaje mieć znaczenie, a coś kompletnie z boku wypływa do głównego nurtu i zaczyna rządzić. W takim właśnie świetle widzę antypisowską opozycję. KOD nie sprawdził się? Bzdura - po prostu pojawił się za wcześnie. „Czarny protest”? Po mojemu to samo. „Wystąpienia lipcowe”? Zobaczymy, choć fala chyba jeszcze nie nadeszła. Wierzę, głęboko wierzę, że coś w końcu wypali i … parafrazując Księcia Poetów … runie imperium. Jednak kto je obali to będzie moim zdaniem kwestia czystego przypadku. Absolutnie nie da się tego przewidzieć. Choć politolodzy, rzecz jasna, wyjaśnią post factum, niezbicie: skąd, po co i dlaczegosmile


            Raz jeszcze serdeczności

            G
            • grzespelc Re: To my buldogi 11.08.17, 05:42
              Dziękuję za wypowiedź.
              To ciekawe, bo czytałem "Cząstki", ale już 10 lat temu. Dostałem je od poznanego wtedy Francuza i nie zwróciłem uwagi na ten aspekt, a raczej na obraz Francji, o wiele bardziej różnej od Polski, niż myślałem, a trochę tam byłem, no i ogólną pesymistyczną wymowę w kontekście kondycji ludzkiej.
              Co do PO to nigdy nie wróżyłem powodzenia prawicy, chociaż wtedy to były z mojej strony życzenia, a nie przewidywania, więc i mnie ten sukces jakoś zaskoczył. Jedną uwagę mam. Nie porównywałbym PO do UD, w której była m.in. pani Labuda i gdzie akcentowano wielość światopoglądów.
              Ale do ad remu. Jedno podzielam. Też straciłem wiarę w racjonalność. No może nie do końca, bo jednak lipcowe protesty dają nadzieję, ale przecież protestowało tylko nieco ponad pół miliona ludzi, co na ogół przekłada się na poparcie tylko 10 razy większe.
              Ale przede wszystkim do niedawna wierzyłem, że ludzie się przekonają do tej wizji, którą mam od lat, teraz już nie wierzę w ogóle w sens prób jej wprowadzania, bo akceptacji do tego chyba jednak za bardzo nie będzie i chociaż pewnie dałoby się ją wprowadzić, bo zawsze jest tak, że aktywne 10% może przeprowadzić jakąś zmianę przy względnej bierności innych, ale ona nie będzie trwała, bo każdy system powoduje jakieś napięcia, które wykorzystują przeciwnicy.
              W historii było już trochę okresów sporej wolności przeplatanych z zamordyzmem i mam taką teorie, nie wiem, na ile słuszną, że wolność splatała się dość mocno z okresami dobrobytu, a w chwilach kryzysów przykręcano śrubę. W każdym razie o końcu historii nie ma co gadać, wiec zabraliśmy się do roboty i tu się nie zgadzam, że KOD powstał w złym momencie, bo skoro zainteresowało się nim ok. 100 tys. ludzi, to znaczy, że to był dobry moment. Podobnie z ruchem kobiecym. Tyle, że akurat nie był to moment do obalenia władzy, ale grunt pod to jest, choć może tego nie widać, tak jak weta wobec RIO nikt nie zauważył, a to jednak był sygnał, że w pałacu coś się zmienia. Myślę jednak, że zmiana się stanie po prostu w wyniku wyborów. Na razie pałac kopie się z PIS-em, co już zapowiada dwóch kandydatów tego obozu w wyborach prezydenckich, a to już duża szansa na sukces strony przeciwnej. Może i w parlamentarnych wystartują odrębnie, a to by było bardzo dobre.
              A z końcówką zgadzam się w pełni. Za 3 lata się okaże, że to, co zdarzyło się w 2018/19 było przecież oczywiste smile
              • gumpel Re: To my buldogi 20.08.17, 19:52
                1. Co do Houellebecqa i „Cząstek elementarnych” to muszę napisać, że moje „fale” są jedynie inspirowane tamtejszymi mutacjami metafizycznymi. Nic więc dziwnego, że ich z powieści nie pamiętasz. W ujęciu Houellebecqa w historii ludzkości były tylko 2 mutacje przez 2 tys. lat, za to wymiatają wszystko co zastały kompletnie. „Fale” o których ja piszę pojawiają się co parę, paręnaście lat i ograniczają się do zmiany klimatu politycznego wink

                2. Jeśli chodzi o relacje PO - UD i ocenę znaczenia KODu, czy czarnego protestu to kwestia jest na tyle błaha, że nie ma co kruszyć o nią kopii. Różnice w naszych ocenach sprowadzają się do innego rozłożenia akcentów.

                3. To co mnie najbardziej zaintrygowało w Twojej wypowiedzi to Twoja utracona wiara w siłę oddziaływania i przyszłość lewicy w Polsce.

                A jest tak dlatego, że mnie też od dawna nurtuje kwestia niemożności odbicia się lewicy od dna i powrotu do władzy po porażce SLD w 2005. To już 22 lata. Długo. Moje przemyślenia „w tym temacie” są następujące.
                Po pierwsze, doszedłem do wniosku, że SLD nie była tak naprawdę lewicowa. To co napędzało jej popularność i dało jej władzę to nostalgia za spokojem czasów PRL. Lewicowa to ona była co najwyżej w sensie socjalnym, bo PRL ludzi równał w dół. W gruncie rzeczy była jednak partią konserwatywną (w znaczeniu, o którym rozmawialiśmy wyżej, czyli postaw wobec zastanej rzeczywistości). Przekonywał mnie na tym forum do tego swego czasu Diabollo i po latach przyznaję mu rację. Gdy Miller próbował to zmienić i partię zaczął westernizować to ją wykończył - elektorat odpłynął. I nie ma tu moim zdaniem znaczenia, że poszedł w kierunku Schroedera i Blaira, bo takie były akurat trędy. Gdyby poszedł w stronę Zapatero i Trudeau to myślę, że efekt byłby taki sam, jeśli nie gorszy. Najlepszy dowód to to, że dzisiaj były twardy elektorat SLD bardziej wspiera PiS niż Razem. Powyższe oznacza, że lewica (ta „kulturowa”) nigdy w Polsce nie rządziła. Czyli pytanie o to dlaczego nie potrafi się odrodzić jest źle postawione. Właściwe pytanie brzmi: dlaczego nigdy się nie pojawiła?

                I tu moja druga refleksja „w temacie”. Mam taką oto hipotezę, która dotyczy nie tylko Polski, ale Europy wschodniej w ogóle. W Europie zachodniej lewica odniosła sukces dzięki taktyce salami, którą z powodzeniem stosowała przez dziesięciolecia. U nas nie może się przebić, gdyż ta taktyka jest już spalona. Spalona, dzięki, czy przez, sukces w Europie zachodniej właśnie. My już doskonale wiemy co do czego prowadzi. Dla przykładu, jak pada postulat: wprowadźmy związki partnerskie dla ułatwienia życia homoseksualistom to my już wiemy, że nie skończy się na wspólnym opodatkowaniu tylko na żądaniu małżeństw z prawem do adopcji dzieci (a może i delegalizacją katolickich sierocińców, które nie będą chciały oddać dzieci homoseksualistom). Jak ktoś wspomni o multi-kulki i przyjęciu kilkuset uchodźców z Syrii to ludziom stają przed oczyma no-go zones na przedmieściach Malmoe i Marsylii. A jak ktoś powie o zdjęciu krzyża w Sejmie to łatwo wyciągnąć argument o tym, że we Francji laicyzacja sfery publicznej skończyła się zakazem noszenia krzyżyka na szyi w szkole. Efekt: u nas lewica kulturowa musi wykonać znacznie trudniejszą pracę niż musiała na zachodzie - po pierwsze, musi przekonać od razu do maksymalistycznej wersji swojej koncepcji, po drugie, musi wziąć na swe barki wypaczenia którym ta koncepcja uległa na zachodzie i patologie do których doprowadziła.

                To wymaga zakasania rękawów i odwalenia pracy u podstaw. Czasochłonnej pracy, inteligentnej. No i przydałby się charyzmatyczny przywódca … Ciekawe pytanie jakie nasuwa się w tym miejscu to to czy rządy PIS mogą lewicy kulturowej pomóc, czy wręcz odwrotnie. Argumenty na TAK są takie, że z ruchów protestu mogą wyłonić się struktury w terenie i przywódcy. Argument na NIE jest taki, że po prawicowym ideologicznym szaleństwie ludzie zatęsknią raczej do polityki ciepłej wody w kranie niż do wojny o krzyże i macice. No cóż, zobaczymy.


                4. I jeszcze coś na kanwie tej Twojej tezy: „W historii było już trochę okresów sporej wolności przeplatanych z zamordyzmem i mam taką teorie, nie wiem, na ile słuszną, że wolność splatała się dość mocno z okresami dobrobytu, a w chwilach kryzysów przykręcano śrubę”.

                Teza o związku między wolnością a dobrobytem jest intrygująca, bo zmusza do zastanowienia się nad tym jakiego typu jest to związek, czyli czy mamy tu do czynienia ze związkiem przyczynowo-skutkowym, a jeśli tak to co warunkuje co. No, ale to muszę sobie najpierw gruntownie przemyśleć. Dzięki za inspiracjęsmile

                G.
        • podjadek57 Re: To my buldogi 09.08.17, 19:29
          Konserwatyści, którzy akceptują tę sejmową i senatową hucpę to fałszywki
          • gumpel Re: To my buldogi 10.08.17, 19:32
            Gdy myślę o obozie "dobrej zmiany" to słowo "konserwatyzm" jakoś nie chce mi przejść przez gardło. Populizm, radykalizm, autorytaryzm, etatyzm, centralizm, klientelizm, tradycjonalizm - o, to bym wymienił. Konserwatyzm jakoś mi nie pasuje do tego zestawu. Może dlatego, że, jak pisałem odpowiadając Grzesiowi, jestem do Tego określenia nieco przywiązanywink
      • oby.watel Re: To my buldogi 09.08.17, 13:57
        Jakim wężykiem! Wężem! Grubą kreską! Na kolana i wielbić zbawcę! Bo powstrzymał pewien projekt, który w finale, jesienią, doprowadziłby do sytuacji, w której nie mielibyśmy ani demokracji, ani wolności. A dzięki niemu jesienią demokracja będzie kwitła, bo sądy powszechne będą podlegać Ziobrze. I niech ktoś wtedy powie, że to niedobrze.

        Gdyby Kaczyński był mądrzejszy, to sam by bez żadnego trybu zażądał odrzucenia obu ustaw, a grzespelc z wdzięczności opuściłby szeregi KOD-u i zasilił szeregi PiS-u.
      • podjadek57 Re: To my buldogi 09.08.17, 19:26
        Czyli te gadki o odpowiedzialności konstytucyjnej PADa za to co już zrobił, to takie gadki szmatki dla takiego głupiego ludu jak ja?
        To, że Szyszkodnik demoluie i PAD ani słowa to furda?
        Teraz PAD strzelił focha z nominacjami generałów bo mu na ambit weszli, to już może laur na skronie?
        Jakiś czas temu była zapowiedź PADa nowych ustaw sądowych w 2 miesiące, jak rozumiem praca wre.
        A z młodymi to nic jeszcze nie wiadomo były ACTA i co z tego zostało?
        • oby.watel Re: To my buldogi 09.08.17, 23:53
          To wstyd zgadzać się ze mną prawda? Lepiej udawać, że Tyś jeden jest jedyny?
        • podjadek57 Re: To my buldogi 10.08.17, 10:33
          Ciekawe czy PAD wszystkich Polaków zawetuje:
          oko.press/brak-jakiejkolwiek-ochrony-bezdomnoscia-rpo-apeluje-dudy-o-weto-ustawy-eksmisja-bruk/
          ???
          • podjadek57 Re: To my buldogi 10.08.17, 16:04
            PAD właśnie podpisał
            Edytor nie ma funkcji "wężykiem" więc inaczej uwypukliłem.
            Tak wygląda PAD, PiS i szemrane towarzycho ala Sienkiewicz.
            • oby.watel Re: To my buldogi 10.08.17, 17:07
              Nie jestem prawnikiem, więc niech mi ktoś wyjaśni o co ten krzyk? Przecież umowę, która umożliwia eksmisję na bruk może podpisać tylko przedsiębiorca. Skąd taka nagła troska o krwiopijców? Dlaczego przedsiębiorcy, który nie wywiązuje się z umowy należy gwarantować lokal zastępczy?
Pełna wersja