Dodaj do ulubionych

Tajniacy, jak białoruski OMON

19.11.20, 12:30
Wojciech Karpieszuk

Tajniacy, jak białoruski OMON, tłukli ludzi na oślep. Muszą za to odpowiedzieć karnie

Porażająca jest różnica w reakcji policji na pokojowy marsz Strajku Kobiet w porównaniu z niedawnym Marszem Niepodległości. Policjanci prowokowali i dążyli do konfrontacji z protestującymi. Jak w najgorszych dyktaturach tajniacy, wpuszczeni w tłum, bili ludzi.

Chcesz dostawać mailem najważniejsze informacje z Warszawy? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter

W środę jako dziennikarz relacjonowałem protest Strajku Kobiet. Tydzień temu w środę – 11 listopada – jako dziennikarz relacjonowałem Marsz Niepodległości. Oba te wydarzenia obserwowałem od początku do końca. I poraża mnie to, jak policjanci potraktowali pokojowo demonstrujących sprzeciw wobec wyroku Trybunału Julii Przyłębskiej, który zakazuje w Polsce aborcji w powodu nieodwracalnych wad płodu.

Nigdy wcześniej nie widziałem takiej taktyki policji: funkcjonariusze z premedytacją dążyli do konfrontacji, prowokowali zajścia, wielokrotnie użyli siły fizycznej przeciwko uczestnikom demonstracji w sytuacjach, kiedy nic tego nie uzasadniało.

Czytaj także: Tajniacy policji z pałkami w tłumie protestujących podczas Strajku Kobiet. "Wczoraj w Warszawie było strasznie"
W policjantów nie leciały kamienie, butelki, petardy, jak to się działo od pierwszych minut Marszu Niepodległości. Wczoraj nikt ich nie atakował. Mimo to funkcjonariusze od początku podsycali emocje. Zaczęło się od masowego legitymowania zbierających się na pl. Trzech Krzyży. Ewidentnie chodziło o zastraszenie protestujących, pokazanie siły. Zwłaszcza że ten protest nie był tak liczny jak poprzednie.

Od samego początku policjanci blokowali demonstrację. Stawali na drodze marszu, napierali na tłum. Do pierwszej szarpaniny doszło na rondzie de Gaulle’a, kiedy policyjny kordon stanął wzdłuż Al. Jerozolimskich. Z każdą minutą napięcie rosło. W końcu ludzie przedostali się wąziutką Warecką na pl. Powstańców Warszawy.

Tam nastąpiła eskalacja działań policji. Na miejsce sprowadzono wielkie siły, funkcjonariuszy w pełnym rynsztunku, z tarczami, w kaskach, z pojemnikami gazu na plecach.

Widziałem policjantów używających tego gazu. Ludzie próbowali się rozejść, było ok. 22. Cały plac był szczelnie okrążony przez policję. Stałem na schodach od ul. Boduena i widziałem szeroki strumień gazu wypuszczony przez funkcjonariuszy w stronę tłumu. Nic tego nie uzasadniało. Podkreślam: na placu było spokojnie. I wtedy do akcji wkroczyła policja.

Czytaj także: Rzecznik policji o przemocy podczas strajku kobiet: Użyliśmy siły i gazu i będziemy ich używać
Strajk Kobiet. Agresywni tajniacy wchodzą w tłum
Nigdy wcześniej nie widziałem takiej liczby tajniaków wpuszczonych w tłum. Zakapturzonych, zamaskowanych mężczyzn. Nie kryli się, w grupach demonstracyjnie chodzili między przestraszonymi ludźmi. Wyglądali jak naziole.

Czułem, że coś się szykuje. Dziś rano zdałem sobie sprawę z tego, do czego byli potrzebni tajniacy. Obejrzałem kilka nagrań, na których widać ich agresję. Jeden z nich psiknął gazem z odległości jednego metra w interweniującą posłankę Magdalenę Biejat (Partia Razem), kiedy posłanka pokazywała mu legitymację.


Na innym nagraniu widać tajniaka okładającego demonstranta czymś, co przypomina pałkę teleskopową.


Na pl. Powstańców policja zatrzymała kilka osób. Kiedy wieść o tym się rozeszła wśród demonstrantów, część z nich ruszyła przed komendę przy Wilczej na solidarnościową pikietę. Zebrało się tam kilkadziesiąt osób. Było pokojowo. Skandowano hasła, nic nie wskazywało, że ludzie zamierzają np. wedrzeć się do komendy. Za rogiem czekało kilkudziesięciu policjantów w pełnym rynsztunku. Nagle ruszyli do akcji. Doszło do szarpaniny. Ludzie w panice rzucili się do ucieczki. Tych, których złapano, policjanci wynosili za nogi na komendę.

To, co widziałem w środę, niczym nie różni się od akcji OMON-u na Białorusi. Ta sama agresja, ten sam bezczelny pokaz siły, ta sama taktyka – napakowani tajniacy okładają na oślep niewinnych ludzi.
Nie wiem, dlaczego policja zdecydowała się na taką akcję. Być może nadzorujący ją minister Mariusz Kamiński chciał przypodobać się rozjuszonemu wicepremierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu. Wiem jedno: ci, którzy wydawali w środę rozkazy, oraz ich posłuszni wykonawcy powinni ponieść karną odpowiedzialność za tę agresję. Nie ma dla nich miejsca w policji demokratycznego państwa.


warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,26527016,atak-policji-na-pokojowa-demonstracje-tajniacy-jak-bialoruski.html?_ga=2.1564401.171048276.1605337013-240873953.1469871756#S.DT-K.C-B.2-L.1.duzy
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka