Dodaj do ulubionych

Niebezpieczna gra Tuska

10.01.22, 13:09

wyborcza.pl/7,75968,27984308,lewica-pod-progiem-czyli-niebezpieczna-gra-tuska.html#S.main_topic_2-K.C-B.3-L.1.glowka
Obserwuj wątek
    • oby.watel Re: Niebezpieczna gra Tuska 10.01.22, 20:35
      Zandberg, Czarzasty, Biedroń to lewica, bez której Polska zginie? Wolne żarty! Jest sporo rozsądnych polityków lewicowych, nowoczesnych, rozumiejących, że żeby dać trzeba najpierw zarobić. Na neobolszewików popyt minął, bo narodowi socjaliści doskonale odnaleźli się w ich roli.
    • diabollo Re: Niebezpieczna gra Tuska 11.01.22, 07:34
      Miłosz Wiatrowski

      Lewica pod progiem, czyli niebezpieczna gra Tuska

      Wszystkie wypowiedzi Donalda Tuska z ostatnich 6 miesięcy jednoznacznie wskazują, że były premier w ogóle nie bierze pod uwagę scenariusza, w którym KO mogłaby się dogadać w sprawie koalicji rządzącej z Lewicą. I to nawet jeśli bez niej nie miałaby większości sejmowej. Dlatego Tusk gra na to, żeby Lewica w ogóle nie weszła do Sejmu albo wszedł jej substytut koncesjonowany przez KO.

      W ciągu ostatnich 25 lat były tak naprawdę dwa podejścia do tworzenia powyborczego rządu koalicyjnego innego typu niż hegemon połączony z przystawką: porozumienie zawarte przez AWS oraz Unię Wolności w 1997 roku oraz próba zawiązania rządu POPiS pod wodzą "Premiera z Krakowa" w 2005 r.

      Tusk był zaangażowany w oba procesy. Widział, jak trudna i pełna wzajemnych złośliwości była koalicja z lat 1997-2000, jej rozłam wynikający z konfliktu o obsadę warszawskiego ratusza oraz katastrofę wyborczą obu formacji w 2001. Tusk był też świadkiem klęski rozmów koalicyjnych z 2005, mimo że porozumienie obu partii wydawało się absolutnie przesądzone, a obie partie startowały trzy lata wcześniej ze wspólnej listy w wyborach samorządowych.

      Lekcje, które założyciel Platformy Obywatelskiej mógł wysnuć z tych dwóch doświadczeń, nie należą do szczególnie budujących. Po pierwsze, koalicja w której wszyscy chcą być sternikami, jest skazana na wieczne kłótnie i przeciąganie liny, zwłaszcza gdy na rządzenie nakładają się wybory (do samorządu, prezydenckie, do Parlamentu Europejskiego EP), bo rzeczywistość kampanijna wymuszająca rywalizację o głosy wyborców dodatkowo nakręca napięcia. Po drugie, gdy w czasie kampanii do Sejmu dwie partie idą łeb w łeb w sondażach, to szanse na porozumienie jeszcze bardziej maleją. Leninowskie pytanie "co robić?" przeradza się w drugi polityczny dylemat lidera Bolszewików - "kto kogo?".

      Już samo ewentualne dogadanie się z Polską 2050 byłoby trudne, pomimo niewątpliwych podobieństw ideologicznych. Formacja Szymona Hołowni nie jest PSL-em - partią o zdefiniowanym suficie poparcia, bez ambicji do pełnienia roli największej siły politycznej kraju. Widzi siebie raczej jako siłę, która ma szansę w przyszłości zastąpić KO na stanowisku centroprawicowego hegemona. Jeszcze pół roku temu sondaże dawały KO i Polsce 2050 niemal identyczne poparcie. Powrót do takiego stanu rzeczy to dla Tuska powrót do najgorszych demonów z 2005 roku i niezwykle trudne rozmowy koalicyjne.

      Jeśli do tego doszłaby jeszcze konieczność pomieszczenia w rozmowach Lewicy, to głównych aktorów czekałby niewyobrażalny ból głowy, negocjacje niemające precedensu co najmniej od czasu powołania rządu Hanny Suchockiej. Lewica w końcu w ramach koalicji rządzącej musiałaby zrealizować choć część swojego programu. Scenariusz, w którym stanowiłaby tylko kwiatek do kożucha, byłby równoznaczny z podpisaniem własnego aktu zgonu politycznego. A KO, zwłaszcza po jednoznacznym usadowieniu się w pozycjach konserwatywnych w następstwie powrotu Tuska, na wprowadzaniu lewicowych postulatów nie ma nic do wygrania. Nawet jeśli byłyby popularne, to zyski sondażowe najpewniej płynęłyby do Lewicy.

      Osłabiać, kwestionować
      Tusk realizuje zatem plan, który ma pomóc mu uniknięcia negocjacyjnego bólu głowy.

      Po pierwsze, osłabiać Lewicę za pomocą manipulacji dotyczącej jej rzekomych ciągot koalicyjnych wobec PiS-u (absurdalność tych oskarżeń bezlitośnie wypunktował na łamach "Wyborczej" Jacek Żakowski). Czarzastego, Biedronia i Razem wrzucić pod próg, jednocześnie szukając potencjalnych uciekinierów, którzy mogliby wzmocnić koncesjonowane "lewe" skrzydło Koalicji Obywatelskiej.

      Po drugie, stosować dobrze sprawdzony już z Lewicą zabieg także wobec Polski 2050 - kwestionować antypisizm Hołowni, stosować klasyczny szantaż spod znaku "albo koalicja z (czyli w domyśle wchłonięcie przez) KO, albo jesteście zdrajcami demokracji". Doprowadzić albo do tego, żeby zmusić PL 2050 do wspólnych list, albo w najgorszym razie maksymalnie zbić jej sondażowe poparcie.

      W takim układzie rozmowy koalicyjne rzeczywiście nie byłyby problemem. Problemy są jednak dwa: przyziemny i fundamentalny.

      Przyziemny jest taki, że to dla Tuska po prostu bardzo ryzykowna gra. Jeśli plan się uda i Polska 2050 będzie balansować na granicy wyniku jednocyfrowego, a Lewica znajdzie się poza Sejmem, to KO (wzmocniona PSL-em) musiałaby albo pokonać bezpośrednio PiS, albo przynajmniej zbliżyć się do granicy 35 procent. Inaczej przyszły rząd wybierze ciesząca się stabilnym, około 10-procentowym poparciem Konfederacja.

      Druga strona medalu nie jest dużo lepsza. Jeśli PL 2050 i Lewica przetrwają ataki KO i uzyskają lepsze wyniki niż obecne sondażowe, to ewentualne negocjacje koalicyjne będą toczyć się w atmosferze resentymentu, nieufności i złej woli. Po jednej stronie sfrustrowane słabszym niż zamierzony wynikiem KO, z drugiej wściekli na Tuska Hołownia i przedstawiciele Lewicy. O porozumienie byłoby w takim układzie niezwykle trudno, o ile były premier nie byłby gotowy na hojne gesty mające wynagrodzić potencjalnym koalicjantom wcześniejsze ataki. A takie zagranie ze strony lidera KO bardzo źle zagrałoby wśród polityków jego formacji i jej elektoratu.

      CDN...
      • diabollo Re: Niebezpieczna gra Tuska 11.01.22, 07:35
        Zyskuje Konfederacja
        Fundamentalny problem polega na tym, że zdolność tworzenia koalicji to jeden z najważniejszych wyznaczników zdrowej demokracji parlamentarnej i test dojrzałości klasy politycznej. W czasie gdy głównym hasłem obozu Tuska jest potrzeba uratowania demokracji przed autorytaryzmem Kaczyńskiego i jego kliki, szczególnie ważne dla wyborców mogłoby być pokazanie, że opozycja jest zdolna do współpracy. Gotowa do wzniesienia się ponad tanie ataki dyktowane partyjnymi interesami. To, że Polska nie ma wykształconej tradycji budowania trudnych koalicji, nie jest tu żadną wymówką.

        Jako przewodniczący Rady Europejskiej Tusk pokazał się jako zdolny negocjator, umiejący wyciszać konflikty i szukać kompromisów. Zamiast jego europejskiej odmiany dostaliśmy jednak chyba jego poprzednią wersję, Tuska 1.0 - bezwzględnego politycznego killera kopiującego w relacji z resztą opozycji swoje jednowładcze praktyki z czasów konsolidacji władzy w PO.

        Rezultat może być taki, że kolejne wybory będą wyścigiem nie o to, który elektorat jest bardziej zmobilizowany, a zdemobilizowany - czy więcej w domu zostanie rozczarowanych inflacją wyborców PiS, czy zwolenników opozycji odstręczanych trawiącymi je bez przerwy wojenkami.

        I tu znowu najwięcej do zyskania ma Konfederacja, która ze swoimi antysystemowymi hasłami nie będzie miała żadnego problemu z mobilizacją i rozszerzaniem swojego elektoratu.

        Tusk może zatem mówić, że „wybory teraz to nie byłby dobry termin dla opozycji", bo opozycyjna stajnia Augiasza jeszcze nie poddała się całkowicie jego porządkom. Trudno nie mieć jednak wątpliwości, czy efekt końcowy jego herkulesowych prac przybliży opozycję do wygrania z PiS-em.

        W ciągu sześciu miesięcy od momentu powrotu do polityki Donalda Tuska jedyna stała, strukturalna zmiana to wzmocnienie sondaży KO kosztem PL 2050, ale to w walce z PiS-em nic nie daje. Pod względem sondażowego rozkładu mandatów sytuacja demokratycznej opozycji nie jest lepsza od tej czerwcowej.

        Opozycja musi zdobywać nowe głosy, a nie tylko je sobie nawzajem odbijać. Chciałbym zrozumieć, w jaki sposób ciągłe wzywanie Polski 2050 i Lewicy do tablicy przez Donalda Tuska ma przekonać wyborców niezdecydowanych, a tym bardziej elektorat PiS-u lub Konfederacji, do zmiany preferencji wyborczych. Bo chyba o to koniec końców chodzi?

        wyborcza.pl/7,75968,27984308,lewica-pod-progiem-czyli-niebezpieczna-gra-tuska.html#S.main_topic_2-K.C-B.3-L.1.glowka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka