Dodaj do ulubionych

Bullshit de luxe

08.08.22, 11:02
wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,28760699,orlinski-bullshit-de-luxe-czyli-patologia-poznego-kapitalizmu.html
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Bullshit de luxe 10.08.22, 09:16
      Orliński: Szczytem jego kariery było generowanie raportów w Excelu i udawanie, że zespół wszystko ogarnia
      DUŻY FORMAT
      08.08.2022, 05:56
      Wojciech Orliński

      Nie wątpię, że państwo macie wyłącznie prace sensowne. Ale fenomen "bullshit jobs" was też dotyka.
      Z dzieciństwa pamiętamy wiersz Juliana Tuwima „Wszyscy dla wszystkich", dydaktycznie chwalący podział pracy w nowoczesnym społeczeństwie: „Murarz domy buduje, krawiec szyje ubrania, ale gdzieżby co uszył, gdyby nie miał mieszkania? (...) Piekarz musi mieć buty, więc do szewca iść trzeba. No, a gdyby nie piekarz, toby szewc nie miał chleba".

      Wszystko cacy, ale jaki właściwie wkład w społeczeństwo ma senior account manager specjalizujący się w sektorze HORECA? Compliance officer w sektorze BPO? Scrum master w agile management?

      Czy da się dziecku wyjaśnić, czym oni się właściwie zajmują? Czy o ich pracy Tuwim też umiałby napisać taki wierszyk?

      Nie dowiemy się, ale te zawody pojawiły się razem z późnym kapitalizmem, więc najlepiej je opisywać przy pomocy medium właściwego tej epoce – czyli memów na Facebooku. Od dawna patologie korporacyjnego życia wykpiwa obrazkowy fanpejdż „Wiesławiec Deluxe", którego autor wydał właśnie książkę „Każda praca hańbi".

      Książka to jego zawodowa autobiografia. Zdarzało mu się wykładać socjologię i soki w supermarkecie. Sprzedawał kredyty w banku i okulary przeciwsłoneczne w centrum handlowym. Pracował jako sprzedawca ds. sprzedaży korporacyjnej w fabryce zakrętek oraz jako junior AML/KYC Analyst w dużym banku.

      Szczytem jego kariery (kończącym książkę) było „generowanie cyklicznych raportów w Excelu i udawanie, że zespół wszystko ogarnia". To było już podczas pandemii, więc mógł udawać w zaciszu domowym, co zawsze jest łatwiejsze – zwłaszcza jeśli system informatyczny pracodawcy codziennie zalicza jakąś awarię z powodu przenosin do Indii (dla oszczędności). W tej ostatniej pracy wreszcie przebił barierę 10 tysięcy złotych miesięcznie.

      Im lepiej zarabiał, tym bardziej jego praca nie miała sensu. O ile soki rzeczywiście ktoś musi ustawić na sklepowej półce, to już bankowego analityka można zastąpić botem generującym przypadkowe liczby i decyzje.

      Autor nawiązuje tu do monumentalnego dzieła antropologa Davida Graebera „Bullshit Jobs" (polski tytuł: „Praca bez sensu"). Graeber dużo uwagi poświęca różnicy między „shit job" („praca gówniana") a „bullshit job" (dosł. „praca bzdurna"). Ta pierwsza jest wykonywana w kiepskich warunkach za małe pieniądze, ale przynajmniej ma jakąś społeczną użyteczność. Z „bullshit job" jest odwrotnie.

      Autor książki zaczynał od „shit" (praca w sklepie), a skończył na „bullshit" (praca w banku). Graeber wyróżnia pięć rodzajów bezsensownych prac, z których dwa widzimy w karierze Wiesławca.

      Jeden rodzaj to „łatacz z taśmą". To zawód wynikający z tego, że cała organizacja ma jakiś błąd strukturalny i ktoś musi prowizorycznie naprawiać usterki metaforyczną taśmą izolacyjną.

      Drugi to „odhaczacz" – zawód stworzony przez jakiś przepis, który wymaga jego istnienia. Stanowisko analityka AML istnieje za sprawą przepisów o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy („anti-money laundering").

      Uzasadnienie tych stanowisk jest pozorne. Analityk AML niczemu nie jest w stanie „zapobiec". Odhacza procedury, to wszystko – przecież nawet jeśli osobiście spotka gangstera, który znalazł sposób na pranie pieniędzy w zgodzie z przepisami, nie wolno mu nic z tym zrobić. Dla banku gangster to klient jak każdy inny, byle się trzymał procedur.

      „Naprawiacz z taśmą" też niczego tak naprawdę nie naprawia. Usterka załatana w jednym miejscu jutro pojawi się w innym, bo źródłem problemu jest błędna decyzja o „przenosinach dla oszczędności" (za którą odpowiedni menedżer oczywiście wypłacił sobie premię).

      CDN...
      • diabollo Re: Bullshit de luxe 10.08.22, 09:17
        Nie wątpię, że państwo macie wyłącznie prace sensowne. Ale fenomen „bullshit jobs" was też dotyka, o ile musicie w tej pracy wypełniać jakieś idiotyczne sprawozdania, uczestniczyć w bezwartościowych szkoleniach czy też co gorsza w tzw. rozmowach rozwojowych.

        Do tej fikcji przymusza was jakiś „human resources managing director" albo „senior compliance officer". To jest najbardziej szkodliwa kategoria „bezsensownych zawodów" według Graebera, czyli „nadzorcy" – niepotrzebni zwierzchnicy. Potrafią swoją działalnością doprowadzić szewca do szewskiej pasji, a murarza do rzucenia kielnią.

        Myślę, że ci z państwa, którzy są z grubsza w moim wieku, zgodzicie się z pewną intuicją: tej fikcji jest coraz więcej. 20 lat temu lekarz mógł spokojnie leczyć, nauczyciel uczyć, piekarz piec, a murarz murować bez dzisiejszego obłożenia biurokracją (szkoleń, pieczątek, sprawozdań itd.).

        Dlaczego tak się dzieje? W książce „Każda praca hańbi" znajdziemy wyjaśnienie. Nim autor porzucił karierę akademicką, specjalizował się w filozofii tzw. szkoły frankfurckiej zajmującej się właśnie tym: patologiami późnego kapitalizmu.

        Na kartach swej książki wykłada to świetnie. Zazdroszczę jego dawnym studentom! Ale ponieważ ja tego i tak bym nie umiał równie dobrze zrobić, pozostaje mi tylko odesłać państwa do lektury...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka