diabollo 06.04.25, 10:23 wyborcza.pl/magazyn/7,124059,31814246,prof-jan-wolenski-biskupi-sa-w-takiej-sytuacji-co-komunistyczne.html#S.index-K.C-B.1-L.9.duzy Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
diabollo Re: Gaśnie kolejny Breżniew Watykanu. 07.04.25, 19:41 Prof. Jan Woleński: Biskupi są w takiej sytuacji jak komunistyczne elity w latach 80. Artur Nowak Polski Kościół się nie reformuje, bo Episkopat znajduje oparcie w państwie, niezależnie od tego, jaka opcja rządzi po 1989 roku Wszyscy śledzimy, nawet jeśli nie mamy ochoty, chorobę i – nie ma co udawać - odchodzenie Franciszka. Dręczyły mnie niejasne skojarzenia i w końcu złapałem – ZSRR albo Chiny! Zmiana szefa wygląda tak samo w Kościele katolickim i w partii komunistycznej. Gdy umiera papież, to jakby odchodził pierwszy sekretarz komitetu centralnego. I kolegium kardynalskie, i członkowie KC to ludzie namaszczeni przez umierającego, ale czy wybiorą następcę po jego myśli? Jan Woleński: Różnica jest. W historii partii komunistycznych rzadko zdarzały się jakieś niespodzianki. Wszystko było zazwyczaj ustalone, jeszcze zanim pierwszy sekretarz dokonał żywota, politycznie lub fizycznie. W przypadku konklawe jednak to się zdarzało. Weźmy Jana Pawła II, którego wybór był olbrzymim zaskoczeniem. Konklawe jest jednak mniej sterowalne niż struktury partyjne. Ale też, by pozostać przy przykładzie papieża Polaka, Jan Paweł II nie pojawił się jako poważny kandydat. On wygrał, bo dwa kardynalskie stronnictwa włoskie zwalczały się do tego stopnia, że nie były w stanie uzyskać większości dwóch trzecich głosów. I w Watykanie, i w Moskwie mamy hierarchię. To nie są jakieś zebrania ludzi, którzy jako wierzący albo członkowie partii mogą sobie wybrać, kogo chcą. - Wybierają reprezentanci. Kościół sam siebie nazywa „wspólnotą wiernych", ale to nie oznacza, że ta wspólnota rządzi. Z partią podobnie - rządził nią nie cały aktyw czy jej „wspólnota wiernych", czyli robotnicy i chłopi, ale wybrańcy. Papież może wszystko – to kolejna analogia. Pozostali to tło, do którego Kościół się odwołuje, gdy mu tak wygodnie. Więc w obydwu przypadkach mamy systemy autorytarne. Oczywiście zdarzały się wyjątki potwierdzające regułę, kiedy jakaś szersza grupa zdobywała decydujący głos. Tak było na XX Zjeździe KPZR w Związku Radzieckim, pierwszym po śmierci Stalina, w którym aktyw odciął się od genseka i jego zbrodni. Albo kiedy zwołano II Sobór Watykański i w Kościele doszło do jakichś zmian, które wyznaczył nie sam papież, ale szersza reprezentacja ojców soborowych. Ale w ostatecznych rozrachunku władzę sprawowali niepodzielnie papież oraz pierwszy sekretarz. Nawet jeśli pod koniec ich życia tak naprawdę rządziły kuria czy komitet centralny i różne koterie, to podtrzymywano tę fikcję. - Ta niepodzielność i w Kościele, i w partii była przedmiotem konfrontacji. W późnym średniowieczu trwał ostry spór między koncyliarystami, czyli zwolennikami wyższości soboru nad papieżem, a kurialistami uznającymi prymat papieża. W komunizmie radzieckim – ale w innych demoludach, czyli demokracjach ludowych, też się zdarzały - mieliśmy konfrontacje wodza, genseka czy pierwszego sekretarza i plenum partyjnego. Trudno przypuścić, że Lenin, który zbudował model biurokratycznej, scentralizowanej partii komunistycznej, wzorował się na Kościele. A jednocześnie podobieństwa tych struktur i mechanizmów są czasami wręcz zbieżne. Może po prostu wszystkie organizmy autorytarne – skojarzenia z PiS same się cisną - z natury rzeczy są podobne? Obie instytucje zawsze z czymś walczą i cały czas są okopane w jakiejś twierdzy. Partia straszyła wrogami ludu, obszarnikami, klerem, burżuazją, jankesami, rewizjonistami, trockistami i tak dalej, Kościół – wrogami Pana Boga, Żydami, mahometanami, komunistami, genderem, gejami, lesbijkami... Wróg to wręcz centralna postać tych systemów. Bez wroga nie istnieją: wróg ludu i diabeł – muszą być. - Ale wrogiem partii i Kościoła jest – i to wyróżnia te organizacje - ktoś jeszcze: dysydent i heretyk. To wróg najgroźniejszy, bo wewnętrzny. Dysydent kwestionuje ten czy inny kurs partii, ale pozostaje oddanym marksistą, heretyk kwestionuje tę czy inną doktrynę i podważa hierarchię, ale uważa się – i tak postrzegają go zwolennicy – za szczerze prawowiernego. Ale – i to kolejne podobieństwo – to nie ty definiujesz się jako odszczepieniec, wewnętrzny dysydent. To góra ustala granice, decyduje, czy wciąż jesteś prawowierny, czy twoje skrzywienie jest jeszcze dopuszczalne. I czasem była wydawana koncesja, jeśli heretyk mógł być pożyteczny. Tak jak dla partii zwolennicy „socjalizmu z ludzka twarzą", a dla biskupów Kościół otwarty. Można było powiedzieć (tu odwołam się do polskich przykładów): "Zobaczcie, my się reformujemy, mamy takiego młodego działacza, który rozmawia ze studentami, z prywaciarzami". A teraz można powiedzieć: "Ale przecież mamy takiego księdza, który kręci fajne filmiki na YouTubie i prowadzi duszpasterstwo dla gejów". - Tak. Zagrożeniem jest sytuacja, kiedy dysydent działa poza strukturą. Przy czym dysydenci konserwatyści byli i są uznawani za mniej groźnych niż dysydenci reformatorzy. Władysław Gomułka w 1957 r. ganił dogmatyzm, ale odrzucił jakikolwiek rewizjonizm, a więc reformy, demokratyzację oraz odnowę partii. Jego zdaniem dogmatyzm był dla partii grypą, ale rewizjonizm – gruźlicą. Recz jasna zawsze rewizjonizm dotyczył działań niezgodnych z aktualną linią polityczną. CDN... Odpowiedz Link
diabollo Re: Gaśnie kolejny Breżniew Watykanu. 07.04.25, 19:43 W Kościele podobnie. Bractwo Piusa X Kościół niby potępiał, niby próbował okiełznać, ale z biskupem Lefebvre’em rozmawiał - bo ten francuski hierarcha stwarzał ryzyko schizmy jako atrakcyjny, gdyż pryncypialny i surowy dogmatyzm mógł być dla wiernych atrakcyjny, ale jednak konserwatysta. Marcin Luter, który chciał przebudować system, hierarchię, wskazywał hipokryzję kleru i stawał po stronie wiernych, nigdy nie został zaproszony do stołu rozmów. Gdy przaśnego, pryncypialnego Gomułkę zastępował bardziej światowy, pozujący na liberała Gierek, przyjechał na spotkanie z naszą organizacją partyjną Franciszek Szlachcic, człowiek odpowiedzialny za organizację puczu, który doprowadził do zmian w wierchuszce partyjnej. Wskazał nam jasno: są cztery rzeczy, których nie można kwestionować: sojusz ze Związkiem Radzieckim, kierownicza rola partii, sojusz robotniczo-chłopski i pozycja pierwszego sekretarza. Czyli jest parę dogmatów, choć ich zakres jest zmienny i, cóż, musicie, towarzysze, to na bieżąco wyczuwać, a o reszcie spraw to możecie dyskutować, ile chcecie, byle nie kwestionować przywództwa. Skoro jesteśmy przy Polsce Ludowej, Gomułce i Gierku, to znów mam analogię: może Franciszek tylko inaczej rozkłada akcenty, ale na tyle mocno, że zachodzi realna zmiana. Pytania o sens celibatu, komunie dla rozwodników - to, co dla Jana Pawła II było niedyskutowalne, nagle stało się przedmiotem debaty. - Na tym to polega. Zmiany mają następować pod kontrolą góry. Są związane z wizją aktualnych potrzeb Kościoła czy partii, ale o tej wizji decyduje lider. Kościół akceptuje ateistów, a partia burżujów, bo oni są niegroźni. Zagrażają heretycy i dysydenci, bo oni wdają się w dyskusje z liderem i jego linią. To dobrze widać w tym, kto zostawał pierwszym sekretarzem i papieżem. Ciągłość i sukcesja, a nie zerwanie czy przebudowa. Następcy pielęgnują ciągłość z marksistowskim rdzeniem albo sukcesję apostolską. Franciszek wydaje się rewolucjonistą za sprawą gestów i drobnych ustępstw w rodzaju dopuszczenia do udziału w Kościele osób LGBT, ale jeśli idzie o rzeczy naprawdę podstawowe, jak pozycja kobiet czy współudział wiernych w wyborze biskupów, jest wierny doktrynie. Co zresztą doskonale rozumiem, bo gdyby papieże poszli na całość i reformowali system na serio, Kościoła by już było. Tak jak nie ma ZSRR po Gorbaczowie. - Właśnie. Gorbaczow wcale nie chciał rozmontowywać Związku Radzieckiego, przeciwnie, luzował gorset po to, żeby doktryna odzyskała atrakcyjność. I nie odcinał się od poprzedników. Wyjątkiem, który potwierdza regułę ciągłości, był Stalin, trzy lata po śmierci bezwzględnie wyrzucony z dziedzictwa marksistowskiego. Franciszek podobnie - też wyraźnie nakreślił granice, których krytyka i reforma systemu nie może przekroczyć, o czym świadczy jego stosunek do drogi synodalnej, czyli postulatu niemieckich biskupów, by świeccy wierni uczestniczyli w zarządzaniu Kościołem. I też, podobnie jak inny papież przełomu Jan XXIII, nie odciął się ani nie krytykował pontyfikatów poprzedników: Jana Pawła II i Benedykta XVI. Kult jednostki to też coś, co łączy partie komunistyczne i Kościół. I tu, i tu oprawa wieców czy nabożeństw wywyższa nieomylnego lidera. W urzędach, redakcjach partyjnych gazet i komitetach wiszą portrety aktualnego genseka, w kościołach i kancelariach parafialnych – aktualnego papieża. - To kolejna cecha instytucji autorytarnych opartych na bezwzględnym autorytecie. A co do nieomylności, to również charakterystyczne, że kwestie, w których jest nieomylny, są zwykle obojętne dla przeciętnego człowieka. Jak dogmat o niepokalanym poczęciu czy materializm dialektyczny. W dwóch bytach, które definiują nasze życie – w demokracjach i w korporacjach - mamy test kompetencji. Zdarza się, że twarzą kraju czy firmy zostaje ktoś mierny, ale jednak zwykle na lidera wybiera się nie byle kogo. Ten ktoś niekoniecznie musi się okazać kompetentny, może podejmować złe decyzje, ale - na dobre lub na złe - się wyróżnia. A gdy patrzę na biskupów, to widzę zunifikowane, obłe produkty z tej samej taśmy produkcyjnej. Osowiali starsi panowie bez poglądów, z takimi samymi minami, na pytania dziennikarzy odpowiadający takimi samymi biurokratyczno-świętoszkowatymi formułkami. - Czasem struktura, żeby przetrwać, kreuje i promuje pewien rodzaj kompetencji. W Polsce sytuacja polityczna powodowała, że biskupami i kardynałami zostawali ludzie nieciekawi. Kolejna analogia: szanująca się partia komunistyczna zawsze eksportowała rewolucję. Leninowi marzył się pochód Armii Czerwonej na Zachód, Stalin – wiadomo, ale nawet gdy partia straciła zapał mesjanistyczny i zmieniła w mieszczańską biurokrację, ZSRR wspierał ruchy wyzwoleńcze i rewolucyjne. A Kościół wszędzie i zawsze ewangelizuje. Jeśli nie bezpośrednio, to instalując związanych z nim ludzi, gdzie się da, zwłaszcza w polityce. Oraz wspierając ruchy i organizacje konserwatywne, zwalczające postęp, wrogie nowoczesności. - Akurat w tym nie ma nic specyficznego, co łączyłoby Watykan i Moskwę czy Pekin. Każda religia ma potrzebę nawracania innych, katolicyzm nie jest wyjątkiem. CDN... Odpowiedz Link
diabollo Re: Gaśnie kolejny Breżniew Watykanu. 07.04.25, 19:45 Natomiast jest podobieństwo w aksjologicznym uzasadnianiu członkostwa, tego, że trzeba się zapisać do partii albo należeć do Kościoła. Gdy za PRL pracowałem na wydziale prawa, to nikt mi nie groził, że jak nie zapiszę się do PZPR, to będę miał jakieś kłopoty, że nie przedłużą mi umowy, zamkną drogi awansu. Nie. Słyszałem, że partia będzie lepsza, jeśli ludzie tacy jak ja w niej będą. Takie branie pod włos. W Kościele to działa tak samo. Czasem dostaję listy od znajomych księży, że dobrze, żebym powrócił do Kościoła, bo tak będzie lepiej nie tylko dla mnie, ale i dla instytucji. Dziś już nikt nie straszy, że po apostazji zostaniesz potępiony w życiu wiecznym, stracisz szansę na zbawienie. Nie – musisz być w Kościele dla jego dobra, jeżeli coś ci wadzi, boli, widzisz wady i ich nie akceptujesz, i chcesz wystąpić z Kościoła, to przecież – argumentują – lepiej zmieniać instytucję od środka, niż pozbawiać się wpływu. Kiedy patrzę na takie twory jak Polska Rada Chrześcijan i Żydów, to przypomina mi się Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego działający w stanie wojennym. Oto partyjni i bezpartyjni są razem i może ta partia nie jest taka zła, skoro tacy ludzie jak pisarz Jan Dobraczyński, mądry katolik, z nią współpracują. Ale koniec końców chodziło o to, żeby firmować partyjne cele i przekaz. Podobnie rady ekumeniczne i fora kościelnego dialogu są po to, żeby niekatoliccy członkowie reprezentowali i uwiarygodniali katolicki punkt widzenia. Obydwa programy – kościelny i partyjny komunistyczny – podkreślają posługę, jaką pełnią członkowie. Głoszą skromność, służebną rolę liderów. Tymczasem to są ludzie wyniośli i dobrze materialnie uposażeni. - I w partii, i w Kościele widać przewrażliwienie na punkcie tytulatury, formy, a w Kościele dodatkowo strojów. Choć kiedyś partia też traktowała je jako ważny element identyfikacji – niby-robotnicze bluzy komisarzy, skórzane kurtki czynowników i czekistów, maoistowskie kaftany… W zależności od miejsca w hierarchii oczekuje się specjalnego traktowania, zgodnego ze sztywną etykietą i ceremoniałem. To było obecne w obejściu sekretarzy, wciąż jest w sposobie bycia biskupów i sprzyja kształtowaniu się osobowości wyniosłej, niezdolnej do dialogu. Zachód z tym powoli zrywa. Księża i biskupi noszą się po cywilnemu, a tamtejszy Kościół synodalizuje się, dopuszcza wiernych do głosu i współzarządzania parafiami. W Polsce biskupi ani myślą dzielić się władzą. I na zachodzie Europy nie do pomyślenia są już takie przywileje kleru jak u nas. - Polska po prostu nie uczestniczyła w budowie nowoczesnego społeczeństwa. Niemal cały XIX wiek był przełomem w Europie. Zbudowano świeckie podwaliny świadomości społecznej opartej już nie na dogmatach, normach i obyczajach religijnych, tylko na samostanowieniu jednostki, na racjonalizmie, nauce, technice i zasadach prawa. To doprowadziło do rozdziału Kościoła od państwa. A patrzeć inaczej na państwo i religię zaczęto na Zachodzie już wcześniej. Jean-Jacques Rousseau, Monteskiusz, Diderot, John Locke, a następnie podstawowa zdobycz rewolucji francuskiej, czyli deklaracja praw człowieka i obywatela z 1789 r. Ten pakiet poglądów i praw, od wolności słowa, przez liberalizm, po socjalizm, Pius IX potępił w Syllabusie, czyli katalogu błędów, z którymi Kościół nie może się pogodzić, w 1864 r. Ta data pokazuje, jak długo Rzym próbował zatrzymać postęp. Ale pojawiały się związki zawodowe, ruchy emancypacyjne, sufrażystki, w USA zniesiono niewolnictwo, jednostka zyskała ochronę prawną niezależnie od statusu społecznego. I Kościół przegrał tę konfrontację. W Polsce od lat 80. nastąpił nie jeden, ale kilka przełomów: zaczęło się od kryzysu instytucji, gospodarki i całego aparatu Polski Ludowej, nastąpił rok 1989 i transformacja polityczna, upadek realnego socjalizmu i nastanie demokracji, rok 1990 i transformacja wolnorynkowa, potem europeizacja i mentalne otwieranie się na Zachód, na swobody obyczajowe, wreszcie fala sekularyzacji w ostatnich latach. A Kościół ciągle ten sam, z tym samym przekazem o grzechach, które nawet dla wiernych dawno nimi przestały być, choćby homoseksualizmu, chociaż kryzys instytucji się pogłębia. Dziennikarze katoliccy na siłę szukają w Episkopacie opozycji, której nie ma. Może trzeba zabrać im kasę po prostu? - Kościół jest ten sam, bo Episkopat znajduje oparcie w państwie, niezależnie od tego, jaka opcja rządzi po 1989 r. Okrągły Stół, półwolne wybory czerwcowe i pierwszy niekomunistyczny rząd były cezurą również, jeśli idzie o rolę Kościoła. Ludzie „Solidarności" przyznali Kościołowi za jego – prawdziwe, ale też rzekome – zasługi w obaleniu komunizmu rolę istotnego architekta w tworzeniu nowej rzeczywistości. Władze zgodziły się na konkordat, religię w szkołach, zakaz aborcji, symbole religijne w Sejmie i tak dalej. Jan Paweł II chciał zrobić z Polski, Węgier i Czech nowe przedmurze chrześcijaństwa. Gdyby wprowadzić rzeczywisty rozdział państwa i Kościoła oraz wypowiedzieć konkordat, sytuacja zmieniłaby się dość szybko, i to bez odbierania kasy. A opozycji w Episkopacie nie ma, ponieważ purpuraci są zadowoleni ze status quo. Mogą być mniej lub bardziej konserwatywni w rozmaitych kwestiach, ale nie ma powodu, aby totalnie kontestowali rzeczywistość. Żeby trzymać się analogii z państwem – hierarchowie są w sytuacji nie jak PRL w latach 80., czyli uwiądu, niemal zapaści, tylko jak elity partyjne w okresie małej stabilizacji. Czyli może na dole jest biednie i przaśnie – bo wiele parafii ubożeje, szeregowi księża są obojętni, a wierni sfrustrowani – ale na górze panują komfort i przywileje. CDN... Odpowiedz Link
diabollo Re: Gaśnie kolejny Breżniew Watykanu. 07.04.25, 19:45 Nie sądzę więc, żeby nowy papież coś zmienił, jeśli ktoś taki jak Franciszek spróbował raz, drugi i dał za wygraną. Niby Kościół i komuniści to naturalni rywale, stąd w PRL sekowanie duchowieństwa, różne utrudnienia, na przykład z pozwoleniami na budowę kościołów. A jednocześnie na prowincji, w mniejszych miastach i miasteczkach, były dwa ośrodki władzy – komitet partii i kuria. Sekretarz i biskup czy proboszcz wspólnie dbali o ład i porządek. - Bo sekretarze i biskupi byli do siebie podobni. Tak samo postrzegali społeczeństwo. Gdyby komunizm nie był antyreligijny, wręcz cieszyłby się poparciem Kościoła. Może nie ten rewolucyjny, kilku pierwszych lat po rewolucji 1917 r., ale późniejszy, konserwatywno-mieszczański - porządek, dyscyplina, hierarchia, żadnych ekscesów obyczajowych czy kulturowych, tradycyjne wychowanie, podporządkowanie jednostki zbiorowości i państwu… Ale gdy patrzę na dzisiejszy Kościół, nie ten polski, ale globalny, i w bliską przyszłość, tę podczas i po konklawe, to analogie się rozmywają. Bo nie bardzo jest co zestawiać z partią, gdyż już nie ma chyba jednego Kościoła. Są niebywale konserwatywni biskupi z Afryki, przy których Jędraszewski to prawie Che Guevara, są postępowi, demokratyczni, niektórzy wręcz feministyczni z Niemiec, no i jest Ameryka. Tamtejszy Kościół, którego reprezentantem jest J.D. Vance, to wojownicza sekta, kontrreformacja i inkwizycja w jednym. Ale nowy papież wciąż będzie miał status pierwszego sekretarza. Tylko jakiego? Czy aby powstrzymać rozpad Kościoła, kardynałowie postawią na model chiński, na kogoś takiego jak Xi? - Myślę, że zostanie wybrany człowiek środka. Właśnie ze względu na te wszystkie tendencje odśrodkowe w Kościele. Jan Woleński – ur. w 1940 r., filozof. Emerytowany profesor UJ, profesor Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, członek PAN i Polskiej Akademii Umiejętności. W 2013 r. laureat Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Zajmuje się historią filozofii, filozofią nauk, logiką i filozofią prawa. Artur Nowak - ur. w 1974 r., adwokat reprezentujący ofiary pedofilii w Kościele, pisarz, publicysta. Autor książki reporterskiej "Plebania", współautor – z prof. Stanisławem Obirkiem – bestsellerowych reportaży „Babilon. Kryminalna historia Kościoła", „Gomora. Władza, strach i pieniądze w polskim Kościele" oraz „Skandaliści w sutannach. Od kardynała Wyszyńskiego do arcybiskupa Jędraszewskiego" (dostępne również w formie e-booka na Publio.pl), a także - z Ireneuszem Ziemińskim - książki historyczno-socjologicznej „Chrześcijaństwo. Amoralna religia". Współautor podcastu „Kryminalna historia Kościoła". Właśnie ukazała się jego nowa książka reporterska „Zakrystia". Odpowiedz Link