lellapolella
17.05.14, 22:53
mam takie miejsce, z którym walczę już od dłuższego czasu. Wilgotny półcień o specyficznym mikroklimacie, bo nad rzeką Główna aktorka to róża Marguerite Hilling, przed nią żurawki i niskie białe marcinki, za różą paproć Dryopteris erythrosora. Problem jest taki, że wiosną ten kawałek to szał- cały porasta zdziczałym śniedkiem i rozmaitym paskudztwem, którego się nie da definitywnie wydłubać, bo pod spodem jest gruz. I tak: To, co tam rośnie, widać cały czas, bo nie znika na zimę i jakoś to odnajduję przed plewieniem. Ale mam tam jeszcze łyse placki i, na boga, czy pozostanie mi obsadzić je żurawkami, za którymi wcale nie przepadam?! Jakieś propozycje?