Dodaj do ulubionych

Huśtawka nastroju

02.02.04, 02:07
Dawno tu już nie zaglądełem, może było mi troszkę lepiej, ale moja depresja
nie odpuszcza i w dodatku pojawił się nowy "problem".
od dawna nie potrafiłem nawiązywać kontaktów z ludzi, zawsze coś we mnie
siedziało takiego że nie potrafiłem pogadać z kimś przez więcej niż 5 minut
kiedy to kończyły się "uniwersalne tematy", wtedy albo próbowałem coś
wymyśleć na siłe albo stawałem się arogancki i dystansowałem się... to nie
wszytsko... w dodatku pisanie w czasie przeszłym też nie jest odpowiednie,
ponieważ ciągle tak mam.
kilka dni temu miałem pare ataków paniki, czułem jakby za chwile miało
rozsadzić mi głowe, jak zamknołem oczy widziałem szybkie biało-czarne
migotanie, od czasu do czasu zdardzy mi sie tak rozczulić nad sobą że mało
co nie płacze ... wydaje mi sie wtedy że sobie z niczym nie poradze,
wszytsko mnie przeraża, doszukuje sie w sobie jakiejś choroby psychicznej
(ostatnio schizofrenia), ale chyba mam powody: wiem że chorzy na nią są
wewnętrznie rozdarci-tak jak ja niekiedy, w stosunku do każdej rzeczy mam
skrajne uczucia, np. raz wydaje mi się że opinia kolegi z klasy to
najważniejsza rzecz na świecie (w dodatku podświadomie wiem że uważa mnie za
kogoś gorszego), potem znowu myśle że właściwie co to mnie obchodzi. nie
mogę znaleść równowagi, widzę że najgorzej jest rano, jak wstaje z łóżka (o
ile wstane) to mam podły nastrój, wszytsko jest na nie... za to wieczorem
czuje się doskonale... w porównaniu do rana.
Do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz, czuje sie jakby mi ktoś zabrał połowe
inteligencji, mam zaniki pamieci (nie potrafie sobie przypomnieć co
powiedziałem 5 sekund temu), przeczytałem cały rozdział w ksiązce i nic nie
pamiętam, heh czasami nie wiem jaki miał tytuł ten rozdział a nawet sama
ksiązka.
ostatnio, chyba przez to zawaliłem start w bardzo dla mnie ważnym konkursie,
uczyłem się więcej niż rok temu a otrzymałem mniej punktów, kolejny powód do
dołowania się.

więcej wam nie napisze bo nie pamiętam :-)

ale opowiem wam o moim głównym "problemie", poznałem dziewczynę... na
początku standardowe podejście "odwal się" "kolejna idiotka", sama mi to
pózniej powiedziała że czuła jak bym jej robił łaskę że się do niej odzywam.
ale ma niesamowity charakter, po prostu nie można jej nielubić. przez
nastepne kilka dni (nawiase mówiąć wszytsko działo się bardzo szybko)
dołączyła do koleżanek które mnie odwiedzały, chociaż nie wiem po co skoro
wiele razy dawałem im do zrozumienia że conajmniej nie ciesze sie na ich
widok :)
punktem zwrotnym był dzień w którym weszła mi na ambicje, powiedziała mi
kilka przykrych (grzecznie, czego ja nie umiem) słów, jaki to ja jestem
samolub, poprosiła mnie abym pomógł jej z chemi, za kilka godzin zaskoczona
że przyszedłem otworzyła mi drzwi, wytłumaczyłem jej kilka zadań a potem
zaczeliśmy rozmawiać (tzn. ona mówiła bo straszna z niej gaduła:) a myślałem
tylko o tym żeby ją pocałować, byłem w szoku. zaczołem ją odwiedzać, pomagac
w nauce. nie wiem czemu ale opowiedziałem jej o wszytskich moich problemach,
bólach, rozterkach... bardzo mi to pomogło. bardzo się wahałem ale
zaprosiłem ją na studniówke, ciągle myślałem nad tym co pomyślą inni... nie
żałuje, urzekło mnie to jak mi bardzo pomagała, poczułem że wreszcie ktoś o
mnie dba i myśli.
od studniówki jesteśmy razem, ale mam wątpliwości czy nie pomyliłem uczuć,
czuje że ona bardzo się we mnie zakochuje, a ja stopuje ją bo nie wiem co
sam czuje. raz wydaje mi się że bardzo mi na niej zależy, ale kiedy jestem
silniejszy psychicznie to widzę to bardziej jako przyjażń niż ... co innego.
dodam tylko że ona jak nikt inny potrafi mnie ponieść na duchu, wogule i w
szczegule jest super tylko nie ma tej iskry miedzy nami, kiedyś pomyślałem
że chciałbym sie w niej zakochać bez reszty bo jest idealną kandydatką. zna
wszytskie moje problemy ale chyba do końca ich nie rozumie, potrafi
dokładnie odczytać moje najskrytsze myśli ale błednie je interpretuje i
bardzo przez to cierpi, kiedyś powiedziałem jej włąsnie coś takiego i
płakała pół nocy, próbowałem jej to przetłumaczyć, serce mi się krajało :(
jak słyszałem smutek w jej głosie.

wybaczyła mi, ale ja nie chce jej krzywdzić a wiem że im dłużej z nią jestem
tym bardziej sie do mnie przywiązuje, sam już nie wiem co mam myśleć,
powiedziała mi że z nią zrywa się tylko raz, co jeśli sie rozstaniemy na
moje życzenia a okaże się że to była ta jedna????

czy zadużyłem sie w jej czy w jej dobroci???

prosze was o porade bo nie mam się do kogo zwrucić, ta huśtawka dotyczy
(oprócz nastroju) także myślenia o niej, czy depresyjni potrafią kochać???

pozdrawiam

Obserwuj wątek
    • vivaldi4 Re: Huśtawka nastroju 02.02.04, 10:08
      Witaj,
      Ostatnio bardzo często chodze po formum dot. depresji w ziwazku z tym ze sama
      tego doświadczyłam co pewnie teraz doswiadcza twoja dziewczyna. Ja jestem juz
      meżatką od ponad 2 lat. Zachowanie któe opisałeś jest niemal identyczne z
      zachowaniem mojego męża. Ja też jego zachwoanie rozumiałam opatrznie. Uwazaąłm
      ze mnie ignoruje starasie odepchnąć. Pierwsze co dziewczyna mysli w takiej
      chqwili to zdrada. I rzeczywiscie mysląc w ten sposób nidługo po ślubie
      odeszłam od niego starajac sobie ułożyc życie. Jednak jestem osobą głeboko
      wierzącą i życie z kims innym stało sie dla mnie większą udreką niz życie z
      mężem który mnie odpycha jest arogancki i sam nie wie czego chce. Wróciłam do
      meża po iwelkich trudnach rozmyslaniach. Oboje uznaliśmy że będzie nam trudno
      i nie wiemy czy nam się uda uratować to co było miedzy nami bo minęło kilka
      długich miesiecy rozłąki. Mieszkamy ze sobą od kilku miesięcy Sytuacja z
      przesżłosci sie powtórzyła, tym razem jednak nie odeszłam bo zachowanie jego
      wydało mi sie conajmniej dziwne. Jak mozna kogos kochać i niekochać z kimś
      chciec byc a za chwilę nie chcieć być.Zaczełąm czytać duzo książek
      psychologicznych. W końcu opierajac sie na wiedzy z książki uznaąłm żemój mąz
      ma depresję połączona ze schizofremią. Powiedziałam mu o tym i poprosiłam by
      poszedł do lekarza. Zrobił to pewnie dla spr. czy nie bredzę ale pani dr sama
      mu powiwdziała ze to jest to. Zaczełam sama też szukać porad u psychologa.
      Pyutałam czy z takimi ludźmi mozna zyc zadałam to samo pytanie które ty
      zadałes sobie: czy tacy ludzie ptorafią prawdziwie kochać? Pan idr.
      powiedziaął ze tak tylko muszą się leczyc. Ciagle to powtarzała ze tylk otak
      uchronią siebie od samo zagłady a innych od cierpienia. Powiediząła tez ze
      tacy kudzie jak ty czy mój mąż nie magą zostawac sami, pomimo że wydaje im się
      ze tak jest dla nich najlepiej. Samotnosć w tej sytuacji będzie cie niszczyc
      podświadomie. Penwie uznasz jak mój mąż że jak juz rozstaniesz sie to będziesz
      szczesliwy i nikogo nie będziesz ranił to nie prpawda. Zobaczysz ze jak
      zostawisz tą osobę wcale nie będize ci dobrze, za chwilę uznasz ze teraz to
      pewnie denerwuje cie rodzina też ja zostawisz za chwilę uznasz ze to praca
      jest powodem twych rozterek. Aż w końcu nie zostanie ci nic. Ta choroba
      pdoobno tak działa wszystko co masz starasz sieodsunac od siebie kochajacych
      ludzi - bo uwazasz zę ich zranisz; prace - bo uznasz ze sie nie sprawdzasz lub
      że ciemeczy itd.
      Wiesz ja przesżłam przez 3 psychologów i wiem że doswiadcozny psycholog to
      jest to nie zadna młoda lekarka tu trzeba osoby z dłuuuugim dośiwadczeniem.
      Znajacej życie która będzie korzystać z doswiadczenia a nie uczyć sie na
      tobie.
      Tak z ciekawostek dot. powstawania tej wstretnej choroby chciaałby mcie
      zapytać przez kogo byłes wychowywany jak byłeś malutki: rodzice, babcia ciocia?
      Bo od tego tez zależy jak możesz leczyc to co cie spotkało i nie poddawaj się.
      Życ samemu dla siebie nie mozna. Trzeba sie pozbyc tego cholerstwa i cieszyc
      sie życiem.
      Ja nie tracę nadziei. WIerzę ze mój maż będize chodził do lekarza i że nasze
      małzęństwo będzie szcześliwe.
      • konii Re: Huśtawka nastroju 03.02.04, 00:53
        podziwiam Cie, tak samo jak podziwiam moją dziewczyne za to jak znosi moje
        humory, huśtawki nastrojów i nietakt w wielu sprawach :( i dalej mnie chcę
        to chyba ona daje mi siłe aby sie zmieniać :)

        moja sytłacja jest identyczna więc nie będę sie za natto rozpisywał bo i tak
        się rozumiemy, tylko jedno mnie martwi ... ta schizofrenia - gdybym sie
        dowiedział że to mam chyba najrozsądniej byłoby strzelić sobie w łeb

        > Tak z ciekawostek dot. powstawania tej wstretnej choroby chciaałby mcie
        > zapytać przez kogo byłes wychowywany jak byłeś malutki: rodzice, babcia
        ciocia?
        moja rodzina: bardzo ciepła babcia, apodyktyczny ojciec i uległa matka
        zajmowała sie mną babcia, ale ja wiem że od wczesnego dzieciństwa byłem bardzo
        zamknięty więc leczenie mnie nie bedzie łatwe bo ja nawet nie pamietam jak to
        jest "normalnie"

        powiecie coś na temat schizofrenii, jestem jeszcze młody ale wiem że pierwsze
        epizody są już w tym wieku widoczne... to chyba nie da mi spokoju :(

        pozdrawiam i dzieki za ten post ... to naprawde daje nadzieje :) w końcu nie
        jestem sam z takimi problemami ... ale mam teraz takie uczucie jak bym był
        odporny na wszelkie emocje... sam nie wiem co mam o tym myśleć



    • niutka Re: Huśtawka nastroju 03.02.04, 19:53
      Hej.
      Zaineresowal mnie ten fragment o zanikach pamieci. Ja tez cos podobnego
      przechodze. Ogladam np. serial w TV , parze na aktorow w nim grajacych i ich po
      prostu nie poznaje. Nie pamietam ich twarzy chociaz znam ich nazwiska. Poza
      tym czesto zdarza mi sie, ze nie pamietam co powiedzialam zaledwie kilka minut
      temu. Nie wiem, moze to efekt uboczny lekow. Czy ktos mniel jeszcze cos takiego?

      Pozdrawiam
      Niutka
      • an_a1 Re: Huśtawka nastroju 03.02.04, 20:09
        niutka napisała:

        > Hej.
        > Zaineresowal mnie ten fragment o zanikach pamieci. Ja tez cos podobnego
        > przechodze. Ogladam np. serial w TV , parze na aktorow w nim grajacych i ich
        po
        >
        > prostu nie poznaje. Nie pamietam ich twarzy chociaz znam ich nazwiska. Poza
        > tym czesto zdarza mi sie, ze nie pamietam co powiedzialam zaledwie kilka
        minut
        > temu. Nie wiem, moze to efekt uboczny lekow. Czy ktos mniel jeszcze cos
        takiego
        > ?
        >
        > Pozdrawiam
        > Niutka

        Też to mam. Jest to nieprzeciętnie upierdliwe. Występuje falami po silnym
        wzburzeniu emocjonalnym. Ustępuje samo, gdy opadną emocje, rozluźnię się,
        odpocznę. A może tak mi się tylko wydaje? Sama nie wiem.
        Pozdrawiam
        Ana
    • an_a1 Re: Huśtawka nastroju 03.02.04, 20:33
      Mój syn miał kiedyś podobne wątpliwości. Widziałam, że dziewczyna się coraz
      bardziej angażuje, a on nie wie, czy jest zakochany, czy ją tylko lubi.
      Wytłumaczyłam mu, że nie wolno krzywdzić panienki i jeśli nie ma do niej
      pełnego przekonania jako do kobiety, nie kumpla, powinnien się z nią rozstać,
      nie tworzyć jej złudzeń. Tak jest po prostu uczciwie. Drugi człowiek nie jest
      zabawką. Obowiązuje odpowiedzialność za jego życie. To ważniejsze niż własne,
      doraźne i pozorne korzyści. Lepsza jest samotność niż zaplątać się w związek
      oparty...no właśnie...na czym? To musi być wzajemna miłość.
      Syn poszedł za moją radą. Dziś on i ona dobrze funkcjonują w dwóch odrębnych
      związkach. Wzięłam odpowiedzialność za to, co mogło nastąpić. Zapobiegłam.
      Tłumaczyłam, że będąc samemu jest się wolnym, podawałam przykłady związków,w
      których też się ludziom pomyliło, co jest czym, a czym być powinno. Wyniknęła z
      tego niejedna tragedia. Twardo obstawałam przy swoim.
      Zrobiłam słusznie. Mam jeszcze młodszą córkę. Nauczę ją dokładnie tego samego:
      nie odbieraj komuś szansy, bo zabierzesz ją także sobie. Jednym cięciem...
      mniej boli i...nieodwracalnie. Tak postępują dojrzali ludzie.
      Pozdrawiam
      Ana
    • abdon Re: Huśtawka nastroju 03.02.04, 21:10
      W depresji może dojść do takiego osłabienia pamięci, że chociaż rozumie się
      każde słowo w zdaniu, to nie łapie się sensu całego zdania, ponieważ czytając
      następne słowo, nie pamięta się już jakie było słowo poprzednie. Przeżyłem to.W
      lżejszej depresji czyta się ze zrozumieniem, ale nie zapamiętuje się nawet
      głownych tez np. przeczytanego artykułu. Od niedawna przypuszcza się, że
      depresja niszczy hipokamp odpowiedzialny w mózgu za pamięć. Uważa się, że
      działanie leków antydepresyjnych polega właśnie na odbudowywaniu hipokampu.Mam
      nadzieję, że Więcej wyjaśni Pani dr Iwona Grobel
      • konii Re: Huśtawka nastroju 04.02.04, 01:08
        z tą dziewczyną to chyba jednak to :-)

        przynajmniej tak mi się teraz wydaje, jak myśle o tym na spokojnie ... ale ta
        huśtawka starsznie ją boli bo nie może być pewna kiedy mówie prawde a kiedy
        przemawia przezemnie chorubsko :[ ... wiem jedno dla niej mam ochotę i siłę z
        tym walczyć!!!

        co do tych zaników pamięci to mam tak cały czas, np. nie pamiętam o czym z nią
        rozmawiałem wczoraj, dosłownie nic nie pamiętam. Czasami gdy oglądam jakiś
        film i przełącze bo sa reklamy to za nic w świecie nie mogę sobie przypomnieć
        o czym on był :(
        zawaliłem przez to bardzo ważny sprawdzian, ale chyba już o tym
        pisałem ...kurde nie pamiętam ;)
        przedemną matura, nie wiem czy jest sens się uczyć jak i tak wszytsko uleci
        zaraz.... z wielkim żalem wspominam czasy (podstawówka) kiedy po przeczytaniu
        lektury znałem każdy szczegół, wydaje mi się że depresja zabiera też sporo IQ
        ale niech lepiej Pani Doktor się wypowie.

        pozdrawiam

        • niutka Re: Huśtawka nastroju 04.02.04, 10:42
          Piszesz, ze te zaniki pamieci masz ciagle. A u mnie pojawily sie dopiero wtedy
          jak zaczelam sie leczyc. Wiec to raczej nie to samo. Zatanawiam sie, czy to
          moje leki (Amitryptylina) to powoduja.

          Niutka
    • wredny_krabik Re: Huśtawka nastroju 04.02.04, 04:34
      prosze was o porade bo nie mam się do kogo zwrucić, ta huśtawka dotyczy
      > (oprócz nastroju) także myślenia o niej, czy depresyjni potrafią kochać???
      >
      > pozdrawiam
      >

      Czy depresyjni potrafią kochać ... - tak,ale czy "normalni" potrafią kochać
      depresyjnych ?
      Co do twoich problemów - mam to samo,nawet się do tego przezwyczaiłem,czasami
      jest to nawet zabawne (bardzo czarny humor)

      To wspaniałe że dane ci jest poznac kogoś takiego kto będzie chciał cię
      zrozumieć i wysłuchac twoich problemów,najczęściej ludzie postrzegają (nas!?)
      jako "innych" - gorszych,a najgorsze byłoby współczucie i litość ... wole już
      nienawiść

      Chociaż ... jest chyba tak że większość z "nas" skutecznie się kamufluje w
      życiu,wyalienowani lecz tak znakomicie opanowali sztuke "maskowania" że już
      sami nie wiemy kim naprawde jesteśmy ... bo tak naprawde nie ma "normalnych"
      są tylko ci któży lepiej lub gorzej się maskują :)
      ahh bym zapomniał :) te ataki paniki&strachu = samotność i brak chęci ciągłego
      udawania kogoś kim chciałbyś(bym) być

      ps. nie mogę ci pomóc .. bo nie ma chyba "lekarstwa" na TO czymkolwiek i
      jakkolwiek by ktokolwiek :) TO nazwał :D

      ps2 - najwazniejsze ! jest to abyś nie dał sobie wmówić że jesteś "gorszy"
      a co do psychicznej huśtawki - jestem pewien że każdy ją ma,nawet jeśli wydaje
      mu się że jest normalny,a jeśli ktoś mówi że całe jego życie jest wolne od
      depresji i "zjazdów" to po prostu kłamie...

      Pozdrawiam !
    • eraserhead Re: Huśtawka nastroju 05.02.04, 15:21
      z powodu hustawki, czasami mam wrazenie, ze nabawie sie rozdwojenia jazni...
      raz mysle tak, a raz zupelnie odwrotnie. i za kazdym razem jest to tak realne,
      ze nie chce mi sie wierzyc, ze sie ten stan zmieni... oczywiscie jak jest
      lepiej, to sceptycznie i pesymistycznie sobie mysle.. ze pojade na dol..
      natomiast gdy jest zle, to z przerazeniem stwierdzam, ze lepiej na pewno juz
      tym razem nie bedzie... - niby normalna sprawa...

      ale dlaczego o tym pisze akurat tutaj ? bo mam ludzaco podobny problem do
      Twojego. mozliwe, ze z tego powodu stalem sie pacjentem psychiatry i
      psychologa, mozliwe ze z tego powodu biore teraz psychotropy. jednak gdy
      hustawka pojedzie do gory, to dochodze do wniosku, ze czas odkad jestesmy razem
      to najpiekniejszy okres mojego zycia i rozklejam sie na mysl, ze przeszkadza mi
      ta cholerna kloda, ktora mam w glowie.
      • elkapol Re: Huśtawka nastroju 06.02.04, 18:14
        To bardzo trudny temat ...czy psychotropowe leki pomogaja na dluzsza mete?
        Trzeba dac sobie szanse.Wydaje mi sie ,ze nalezy zaczac od glebokiej
        psychoanalizy...oczywiscie przy wspoludziale specjalisty i to
        dobrego...psychotropy to ostatecznosc.Wazne
        jest postanowienie checi zmiany sytuacji i dyscyplina,aby rzeczywiscie to
        realizowac.Wszystko moze pomoc...madry psychoanalityk,"rozmowy" na
        Forum,rozmowy z przyjaciolmi,modlitwa,yoga,taj-czi,lektury.
        Zaczelam od akceptacji siebie jaka jestem,polubienia siebie...moja gonitwa
        mysli i niezadowolenie wynikalo z gleboko zakorzenionych kompleksow,obciazen
        losowych,ciaglego obwiniania siebie,widzenia wszystkiego w czarnych kolorach/po
        co zaczynac i tak znajac siebie nie zreakizuje tego do konca,gorace
        postanowienia spelznal na niczym...brak dyscypliny i wiary w powodzenie/.
        Wazna jest akcja...dojrzalosc postanowienia...i jeszcze raz dyscyplina.Dzieki
        temu osiagniemy powodzenie na kazdym forum...w przyjazni,pracy...
        W pewnym momencie stracilam respekt do siebie.
        Najwazniejsze jest jak myslimy...wszystko projektujemy w myslach i tak
        dokladnie sie stanie w zaleznosci od przewidywanych osiagniec.Wiara w sukces i
        wiara w siebie to najwazniejsze.Sposob na depresje to nauka pozytywnego
        myslenia...Czyli walka z uzaleznieniem do czarnych mysli.
        Na poczatku nie jest wazna motywacja...to przyjdzie z czasem.Najwazniejsze
        zaczac /akcja/...motywacja przyjdzie z czasem...pozytywnie zmieni kazda
        dziedzine zycia...
        W momencie gdy nauczylam sie jak obchodzic sie z poczuciem winy,walczyc z
        adykcja,jak poprawiac samopoczucie poprzez dzialanie,walczyc z byciem za bardzo
        krytyczna wobec siebie i innych...,agresja...poczulam,ze zaczelam inaczej
        myslec myslec,zaczelam byc spokojniejsz.
        To ciagla praca.Nie zawsze jest perfekt...i nie musi byc.To tez zaakceptowalam.
        • eraserhead Re: Huśtawka nastroju 07.02.04, 00:37
          taki juz moj charakter. dylematy mam podobne co inicjator tego watku... i mam
          goraca nadzieje... cala moja nadzieja jest w tym, ze moje problemy nie biora
          sie z tad ze "sie nie zakochalem" tylko z tad, ze to moje uzalaznienie od
          negatywnego myslenia, a jestem pewien, ze jest ono olbrzymie.

          tak na prawde wogole nie zaluje tego, ze sie posypalem. czasami jestem
          wdzieczny losowi, ze pod oslonka posiadania problemow ona postarala sie mnie
          zrozumiec i spedzilismy dzieki temu wiecej czasu razem.

          a czasami hustawka pojedzie na dol i wtedy caly ten misternie klejony zameczek
          okazuje sie byc z piasku... i tak w kolko

          "And so castles made of sand fall in the sea"... jak to Jimi spiewal :|
    • atalaryk Re: Huśtawka nastroju 08.02.04, 20:56
      Z tego co piszesz powinieneś zwyczajnie udać się do lekarza i ten po pierwsze
      powie Ci czy masz depresję po drugie jak sobie w Twoim przypadku najlepiej
      poradzić (niekiedy wystarczy sama farmakoterapia, czasami niezbędna oprócz
      leków okazuje się jeszcze psychoterapia). Sam pod koniec ogólniaka miałem
      trudny okres, na pół roku przed maturą przemęczenie i stres wzięły górę i
      organizm odmówił posłuszeństwa. Ostatecznie egzamin dojrzałości przeżyłem na
      lekach uspokajających. Wtedy to jednak był wynik przemęczenia i podejrzewam
      zmian związanych z dorastaniem.
      W parę lat później jednak splot różnych okoliczności sprawił, że znalazłem się
      najpierw u psychologa, potem u psychiatry, który stwiedził depresję.
      Ponadroczna terapia pozwoliła mi poznać przyczyny, które do takie stanu mnie
      doprowadziły a jednocześnie nauczyły odróżniać "doła", którego każdy z nas
      miewa od faktycznie choroby zwanej depresją. Tą ostatnią jak każde inne
      schorzenie da się opanować i normalnie żyć.
      • konii Re: Huśtawka nastroju 09.02.04, 01:35
        chyba za długo z tym czekałem, ide wreszcie do psychologa... zbyt wiele
        wątpliwości, pytań, niepewności i wreszcie wielki strach przed schizofrenią...
        po prostu muszę wiedzieć, nie mogę tak dalek żyć... w ciągłym lęku, depresji,
        przeświadczeniu że jestem gorszy no i bez przyjaciół!

        Ale czy jutro będe miał w sobie jeszcze tyle energi?

        P.S.
        wlazłem na stronkę o schizofreni (www.schizofrenia.info) przeczytałem dział
        OBJAWY no i ... zajebiście się teraz boje, z drugiej strony bardzo łatwo te
        objawy przyczepić do siebie... komentarz:"po przeczytaniu tej stronki zapewne
        85% ludzi wydaje sie że ma schizofrenie"
        wniosek że granica miedzy zdrowiem a chorobą jest bardzo cienka, i
        diagnozowanie samego siebie nie ma sensu, to tylko strata czasu!

        pozdrawiam
        • atalaryk Re: Huśtawka nastroju 13.02.04, 20:45
          Zdecydowanie przesadzasz. A wybrać się po poradę w takiej kwestii, to
          powinieneś do psychiatry, nie psychologa. Ten ostatni i tak Cię do pierszego
          skieruje. Psychiatra zaś wcele taki straszny nie jest. Tch, których znam (w tym
          kilku na stopie towarzyskiej) to niezwykle ciekawi i oryginalni ludzie.
          A samemu stawianie diagnozy odradzam - to niezdrowe
          Trzymaj się dzielnie
          • abdon Re: Huśtawka nastroju 13.02.04, 23:48
            Atalaryk!

            Tak jak lubię: zwięźle, a co ważniejsze - trafnie. Najpierw psychiatra, potem
            psycholog i w żadnym razie nie taki od psychoanalizy. Psychoanalityk pogrzebie
            tylko paluchami w dzieciństwie i powie, że to wszystko przez to, ze pacjent
            jako 2-letnie dziecko dostał od mamy w pupę.

            abdon
            • abdon Re: Huśtawka nastroju 14.02.04, 00:01
              Jeszcze o psychoanalizie.

              Przypomniałem sobie, jak pewien profesor-psychiatra, zwolennik
              psychoanalizy, "leczył" rozmowami swojego krewnego, który miał depresję w
              przebiegu psychozy afektywnej dwubiegunowej. Skończyło się tym, że pacjent
              pewnego dnia włożył głowę w piekarnik gazowy (to nie był wtedy jeszcze gaz
              ziemny) i otworzyl zawór od gazu.

              abdon
    • nonloso Re: Huśtawka nastroju 14.02.04, 14:41
      a nie jest trochę tak, że wydaje Ci się, że ona jest "za dobra" dla Ciebie? Że
      ona się angażuje, a Ty nie potrafisz jej kochać tak mocno jak ona Ciebie?
      Pamiętaj,że każdy jest panem swojego losu i dokonuje pewnych wyborów. Może
      odpowiadasz jej taki jak jesteś, bo nie lubi być osaczana uczuciem. Ja
      uciekałam zawsze od facetów, którzy twierdzili, że jestem ich całym życiem. a
      zakochałam się gościu, który właśnie zachowuje sie podobnie do Ciebie.
      Powodzenia, daj jej szansę i nie myśl egoistycznie.
      • konii Re: Huśtawka nastroju 15.02.04, 15:07

        a nie jest trochę tak, że wydaje Ci się, że ona jest "za dobra" dla Ciebie? Że
        ona się angażuje, a Ty nie potrafisz jej kochać tak mocno jak ona Ciebie?

        dokładnie :)


        Ona napewno bardzo by chciała żebym odwzajemniał jej uczucie, choć szczerze
        powiedziawszy to rozmawiałem z nią na temat jej byłych facetów i chyba się
        zgadza z tym co mówisz :), powiedziała nawet (choć w innym kontekście) że nie
        może się oprzeć ludziom którzy zachowują sie wobec niej nie miło, arogancko.

        Wczoraj były Walentynki i byłem u niej cały dzień i pół nocy, miałem strasznego
        doła, nie wiem skąd się on wzioł ale ciągle myślałem że to się wszystko żle
        skończy, nie mogę się pozbyć myśli że mam początki schizofreni, a ona mi
        powiedziała że nawet gdybym miał to zostanie przy mnie... no i mało się nie
        poryczałem :) ... po kilku godzinach troszkę się rozlużniłem i było całkiem
        fajnie ale ciągle mam wrażenie że mam w głowię jakąś holerną kłodę, ciągle
        wydaje mi się że jestem tam nie potrzebny, nie doceniam tak jak powinienem
        szczęścia które posiadam, prawie się nie uśmiecham, nie potrafię zażartować, a
        już z jej siostrą to wogulę nie potrafię nawiązać kontaktu i wydaję mi się że
        ona sobie mysli że jestem jakimś debilem. Ona mówi nie myśl tyle nad tym - ale
        ja nie potrafię.

        najlepiej mi jest jak jestem sam (ew. z nią ale też na osobności) - wydaje mi
        się że ludzie wywołuja we mnie te lęki.

        I niech ktoś mi wytłumaczy czemu po kilku godzinach snu czuję się jak normalny
        człowiek, coś z chemią w głowcę nie tak???

        Pozdrawiam
        • eraserhead Re: Huśtawka nastroju 15.02.04, 17:30
          heh.. zainteresowal mnie ten watek... zreszta juz o tym wspominalem, ze mam
          ludzaco podobne problemy..

          i co do walentynek, to samo. poszedlem do niej, ale czulem ze mam zjazd. ze
          bedzie zle.. mialem problemy, zeby sie usmiechnac, zeby czuc sie dobrze -
          zreszta ona to wyczula... dopiero po paru godzinach sie rozkrecilem i bylo ok...

          moze sie powtorze, ale czas z nia spedzony to najpiekniejszy okres mojego
          zycia, lecz ja niestety mam jakas klode w glowie... napawa mnie nadzieja, to ze
          jakby sie coraz bardziej z tym oswajam... ale caly czas mam zjazdy...

          hmm... i tez ten sam symptomik mam... lubie jak spedzamy czas sami... ew. w
          miejscach takich jak kino, teatr... do jakichs spotkan z jej, badz moimi
          znajomymi zawsze musze sie podbudowywac, ze nie bedzie tak zle... ciagle sie
          czegos boje, ze bede mial zjazd moze, ze cos zschrzanie... bo placzliwy jestem
          ostatnio na potege :(
          • konii Re: Huśtawka nastroju 15.02.04, 21:10
            a byłeś z tym u psychologa/psychiatry???

            ja się rozkręciłem dopiero gdy jej siostra gdzieś pojechała, ale wcześniej sam
            fakt że ona mogła wejść na kilka chwil mnie dobijał, zaprosiła nas abyśmy
            pojechali z nią: Ona chyba bardzo by chciała ale ja zaraz szybko odmówiłem,
            widziałem spojrzenie siostry ... długo musiała mi tłumaczyć że to nie tak.
            Kurwa, poczułem sie jak kula u nogi, wiem że tak długo być nie może, w końcu
            kiedyś będe sie musiał przełamać i żyć jak normalny człowiek a nie jak
            pustelnik (aż nie chcę mi się myśleć ile drwin z tego powodu krąży, ale i tak
            najgorszę jest że one mogą dotknąć mojej dziewczyny) ... bo Ona odejdzie i znów
            zostanę całkiem sam, teraz przynajmniej mam dla kogo żyć, chyba niektórzy
            wiedzą jak dobijająca jest ta pustka.

            powiedz mi jeszczę jak Ci się układa w życiu, tzn. przyjaciele, rodzina,
            znajomi... mi, szkoda gadać :(

            do jakichs spotkan z jej, badz moimi
            > znajomymi zawsze musze sie podbudowywac, ze nie bedzie tak zle... ciagle sie
            > czegos boje, ze bede mial zjazd moze, ze cos zschrzanie... bo placzliwy
            jestem
            > ostatnio na potege :(

            mam dokładnie tak samo!


            CO NAM DOLEGA??????????????????????????????????
            • konii Re: Huśtawka nastroju 15.02.04, 21:14
              teraz dopiero przeczytałem że byłeś z tym u specjalisty... jaka diagnoza??? jak
              działają psychotropy???

              jeśli nie chcesz tu to napisz na priva.

              Pozdrawiam
              • atalaryk Re: Huśtawka nastroju 19.02.04, 22:08
                Przyznaję, że ten wątek jest coraz ciekawszy. Dlaczego, dowiaduję się jak ludzi
                mogą reagować na podobne problemy, które były/są/będą? mym udziałem.
                Koni jedna jednak rzecz, którą pownieneś sobie uświadomić i to bardzo szybko.
                Jeśli uważasz, że coś jest nie halo z Tobą to najpierw idź do dobrego
                psychiatry. Dopytując sie innyc ludzi co im jest, jaka diagnoza i jak działają
                leki - dowiesz sie tylko czegoś o nich, nie o sobie. W psychiatria jest dość
                trudną dziedziną medycy - te same objawy wcale nie muszą oznaczać tej samej
                choroby. Również leki nie działają tak samo na dwóch różnych ludzi. Dodatkowo
                wcale nie jest powiedziane, że Twój przypadek wymaga psychotropów, może np
                antydepresantów (a jest ich przynajmniej kilka rodzajów). Dla własnego spokoju
                i dobra Twojej dziewczyny idź jednak do lekarza - to nie jest wcale takie
                straszne
                • konii Re: Huśtawka nastroju 20.02.04, 22:11
                  Ciekawe że o niektórych rzeczach które nami kierują dowiadujemy/uświadamiamy
                  sobie od/dzięki innych... ja nawet się nie zastanawiałem nad tym że ciągle
                  wypytuję a brak we mnie siły aby zmierzyć się ze swoim przypadkiem... to też
                  chyba jeden z efektów deprechy, trzeba się wreszcie udać po rade do
                  specialisty, ale jakoś wewnętrznie to odwlekam, nie wiem czemu

                  dziś Ona powiedziała że chciała by usłyszeć odemnie że jestem przy niej
                  szcześliwy.... hehe wiecie że ja dopiero w tym momencie świadomiłem sobie że
                  nie czułem niczego co moznaby tak nazwać już od kilku lat, ciągle tylko chodzę
                  przybity, nie wiem już jak to jest się uśmiechać :[
                  do tego jeszcze za nic sie nie moge wziąść, nie daje rady nic doprowadzić do
                  końca... ciągle brak mi sił, pare dni temu robiłem jej prace z anglika (sam nie
                  uczyłem się z tego przedmiotu od dobrych kilku lat:) i przypomniało mi się jak
                  ja kiedyś lubiłem się uczyć. maturka się zbliża a ja nawet nie tknołem książek,
                  to i tak nie ma sensu - zaraz wszystko zapominam.

                  Dobranoc

    • abdon Re: Huśtawka nastroju 20.02.04, 22:38
      Konii napisał:
      Kurwa

      Wypraszam sobie używanie takich słów na tym forum.

      abdon
    • kadka Re: Huśtawka nastroju 20.02.04, 22:48
      ja tez sie tak czuje. Lubie byc sama. Mowi sie ze powinno sie wyjsc do ludzi i
      sie czlowiek poczuje lepiej, a to bzdura, ja sie czuje duuuzo gorzej. TEz nie
      potrafie sie usmiechac i byc mila. NO i mam caly czas to poczucie winy, ze inni
      sa mili, a ja nie potrafie. I to poglebia moj problem, bo boje sie ze ludzie
      odczytaja z mojego zachowania(oczu itd) ze ich nie lubie. Nie potrafie maski
      nalozyc. I czuje sie niedobra, taka zla.
      • konii Re: Huśtawka nastroju 21.02.04, 22:35
        witam

        na wstępie przepraszam.

        mnie chyba właśnie ludzie tak dołują, nie potrafię z nimi dobrze żyć... dziś po
        całym dniu prawie samotności czuję się zaskakująco dobrze... dziwne.

        pozdrawiam

        • kadka Re: Huśtawka nastroju 22.02.04, 09:19
          czemu przepraszaasz?
          Mi juz wiele osob powiedzialo ze daje wibracje typu: "nie podchodz do mnie"
          I wlasnie to mnie doluje. Czuje ze moze przeze mnie ludzie sie zle czuja.
          Gdy to widze, to osobom blizszym wyjasniam, ze moja mina czy zachowanie to nie
          symptom nielubienia ich, tylko mojego nastroju, na ktory nie mam wplywu.
          • konii Re: Huśtawka nastroju 22.02.04, 13:56
            przepraszam ponieważ abdon zwrócił mi uwagę że wymskneło mi sie gdzieś wulgarne
            słówko, ale juz nawet nie wiem kiedy ... ruina zemnie.

            mam bardzo podobnie do Ciebie, z tym że mi nie ma kto powiedzieć czegokolwiek o
            mnie samym... ja chyba po prostu mam takie nastawienie do ludzi/świata -
            nieufne, niemalże wrogie... czym spowodowane - chyba jakąś własną słabościa
            którą ukrywam w aroganckiej masce.

            pozdro
    • kaska274 Re: Huśtawka nastroju 08.03.04, 19:54
      Hej Konii!!! Odezwij się !! Byłeś u lekarza??? Napisz !!!
      • konii Re: Huśtawka nastroju 12.03.04, 23:58
        witam

        miło widzieć że ktos pamięta:)

        do lekarza jakoś cięzko mi sie wybrać, dzięki mojej dziewczynie czuję sie coraz
        lepiej (nie zapeszać) choć daleko mi jeszcze do normalności-bardzo łatwo wpadam
        w zły nastrój a wtedy jestem naprawdę niemozliwy dla otoczenia,czuje w sobie
        ten lęk kiedy rozmawiam z drugą osobą, ciągłe zmęczenie, trudności w
        koncentracji itd. itp.. ale ogólnie jest lepiej, czasami nawet potrafię się
        śmiać i cieszyć kiedy jestem z nią :)

        gdy bede miał okazję to napewno odwiedzę specjaliste, ale narazie jestem
        strasznie zabiegany, i dobrze mi z tym bo nie mam czasu mysleć o tych przykrych
        sprawach.

        zaglądam tu co jakiś czas więc jak kogos to interesuje będe pisał co u mnie
        słychać.

        pozdrawiam



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka