waria4
02.02.04, 23:53
ja: kobieta 40-kilku letnia, przeciętna
mąż: był ale się zbył, jestem po rozwodzie
dzieci: nie potrzebują mojej pomocy
rodzice: są, pomagają skromnie, jak na swoje możliwości,
oparcia psychicznego brak
facet: jest, a może był, jestem jego kochanką, dał mi dużo, nawet powiem,
bardzo dużo, chyba jest mną znudzony i szuka swojej nowej "muzy"
przyjaciele: mam, ale oni tez mają swoje problemy, rodziny
praca: do 29 lutego bede chodzic, a co bedzie po 1 marca? zarobki
na pozomie zasiłku dla bezrobotnych, brak szacunku, w biurze czuję
sie jak intruz, pomomo tego ze mam wiedzę i doświadczenie nie jestem
doceniana, młodzi mają większy szacunek niż starzy pracownicy
koledzy: chyba mnie lubią i doceniają, chętnie pomagam innym
Nie widzę sensu dalej tego ciągnąć.Nie mam perspektyw na przyszłośc. Nie chce
dalej tak życ , po prostu nie mam ochoty dalej sie staczać w "nicość".
Nawet nie wiem po co to pisze, przeciez i tak nikt tego nie przeczyta,
chociaz nie, moze sprawi mi to ulge, bo nie mam z kim na ten temat
porozmawiac.
Często obserwuję bezdomnych, brudnych, w łachmanach, grzebiących po
śmietnikach, tak duzo nam nie brakuje, zeby robic to samo co oni. Moze mnie
tez taki los spotka. Dlatego wlaśnie nie chce tego doświadczyc, czy nie
lepiej odejsc..............
Ja nie widze sensu dalszej egzystencji i dlatego nie raz zadaje sobie pytanie
....i po co życ?