Dodaj do ulubionych

zwolnieni z zycia c.d.

06.03.04, 10:15
Kusi mnie, zeby pociagnac jeszcze watek o uciekaniu w chorobe, bo tamten
przerodzil sie w prywatne dyskusje, a ja ciekawa jestem jak to z Wami jest.
Przyszlo mi do lba, ze duzo latwiej i w pewnym sensie przyjemniej jest
zwolnic sie z zycia, obowiazkow i robienia tego, czego sie nie lubi.
Duzo milej jest wiecej pospac, otoczyc sie dobrym jedzonkiem, prostymi
serialami telewizyjnymi. Duzo latwiej zaszyc sie w domu, bo latwiej sie
nazrec, niz stworzyc zwiazek z mezczyzna czy wyjsc do ludzi.
A jedzenie, telewizja, sen to dla mnie BEZPIECZENSTWO.

Moze bredze, ale napiszcie, prosze, co myslicie.

p.s. na imprezie bylam :) bylo bardzo milo :) i prawie nikt nie zauwazyl, ze
sie zmienilam :)
Obserwuj wątek
    • kakofonia Re: zwolnieni z zycia c.d. 06.03.04, 10:59
      Zaczynam dochodzić do wniosku, że w uciekaniu w chorobę nie ma nic złego.
      Powiedzmy, że chcę się zwolnić z życia. No i co z tego? A co niby w tym życiu
      jest takiego fantastycznego, żeby się z niego nie chcieć zwalniać? Jakiś to mój
      obowiązek (nie daj B. moralny), żeby żyć?
      Ale i tak żyję. I ciągnę ten wózek cholerny. I przed obowiązkami nie uciekam,
      wprost przeciwnie - uciekam w nie przed depresją. Sama już nie wiem, dlaczego.
      Ale kiedyś zabraknie mi sił i się zwolnię. I będzie po sprawie.
      A takie ględzenie o uciekaniu, jak mojego nieszczęsnego terapeuty (dałam sobie
      notabene spokój z terapią, przynajmniej chwilowo), w niczym nie pomaga. Wprost
      przeciwnie - bo nie powiedziano mi, co mam z tym zrobić, albo - dlaczego w
      ogóle miałabym coś z tym zrobić, a jedynie wpędzono mnie dodatkowo w poczucie
      winy. Nie po to przez parę miesięcy usiłowałam się przekonać, że depresja jest
      chorobą i to jej się mam pozbyć, a nie siebie, żeby teraz wysłuchiwać, że to
      jednak jest moja wina, bo tak naprawdę to chodzi mi tylko o to, żeby uciec
      przed życiem.
      Ups... Jakoś się rozpisałam :-/
      Pzdr.
    • kakofonia Re: zwolnieni z zycia c.d. 06.03.04, 11:24
      Dodam jeszcze, że nie kupuję teorii, wedle której w depresji jest "łatwiej".
      Tak, zwolniłam się z życia totalnie zeszłej zimy - leżałam w łózku i wyłam z
      bólu, którego nie potrafiłam nawet umiejscowić czy nazwać. To było piekło, a
      nie ułatwienie sobie czegokolwiek. Żyć z czymś takim, z tym lękiem, paniką,
      nienawiścią do siebie, w stanie kompletnego bezwładu... Taa... sama radocha.
    • mskaiq zwolnieni z zycia 06.03.04, 12:11
      Uciekanie w telewizje nie wiele pomoze bo po paru tygodniach nie bedziesz mogla
      jej ogladac bo przestanie Cie ciekawic. Telewizja jest dobra od czasu do czasu
      ale nie nie wypelnisz nia zycia.
      Jedzenie, wpadniesz w bulymie. Poczytaj sobie forum anoreksja jak trudno sie
      tego pozbyc i jakie jest to niszczace.
      Jesli chodzi o sen to mozesz to rozregulowac i bedziesz spala caly czas albo
      nie spala wcale. Moze to byc wiecej niz trudne do zniesienia.
      Po co probujesz rozwiazywac Swoj problem poprzez dodawanie nastepnych problemow
      do istniejacych. Czy nie lepiej rozwiazac problem ktory masz i wrocic do zycia,
      cieszyc sie nim.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • dekadentysta Re: zwolnieni z zycia 06.03.04, 12:27
        Gdy ktoś mi rzuca taki tekst, mam ochotę go zabić! Co, niby to takie fajne i
        bezpieczne zwolnić się z życia i wytłumaczyć to jakąś wydumaną depresyjką? Ja
        przez tą z...aną chorobę zwolniłem się z dziewczyny, w której byłem zakochany
        do szaleństwa, ze studiów, które były moimi wymarzonymi, z kapeli, w której
        zawsze chciałem grać, z przyjaciół, na których mi zależało, ale nie mogli już
        znieść mojego spadku nastroju, zwolniłem się z seksu, bo przez depresję
        zacząłem mieć ED i spadek libido, zwolniłem się ze wszystkich swoich
        zainteresowa... Zwolniłem się z wszystkiego, co było dla mnie w życiu ważne i
        na czym mi zależało. Leżę w łóżku i wszystko mnie boli, jestem jak otępiały,
        pieść zaciska mi się w brzuchu - jestem wolny? bezpieczny? o to chodziło? A
        może jak sobie strzelę w głowę to to będzie dopiero prawdziwe zwolnienie z
        życia? Nie chciałem się nigdy z niczego zwalniać, to mnie zwolniono!!!
    • dekadentysta Re: zwolnieni z zycia c.d. 06.03.04, 12:30
      To miało być tutaj a nie tam:

      Gdy ktoś mi rzuca taki tekst, mam ochotę go zabić! Co, niby to takie fajne i
      bezpieczne zwolnić się z życia i wytłumaczyć to jakąś wydumaną depresyjką? Ja
      przez tą z...aną chorobę zwolniłem się z dziewczyny, w której byłem zakochany
      do szaleństwa, ze studiów, które były moimi wymarzonymi, z kapeli, w której
      zawsze chciałem grać, z przyjaciół, na których mi zależało, ale nie mogli już
      znieść mojego spadku nastroju, zwolniłem się z seksu, bo przez depresję
      zacząłem mieć ED i spadek libido, zwolniłem się ze wszystkich swoich
      zainteresowa... Zwolniłem się z wszystkiego, co było dla mnie w życiu ważne i
      na czym mi zależało. Leżę w łóżku i wszystko mnie boli, jestem jak otępiały,
      pieść zaciska mi się w brzuchu - jestem wolny? bezpieczny? o to chodziło? A
      może jak sobie strzelę w głowę to to będzie dopiero prawdziwe zwolnienie z
      życia? Nie chciałem się nigdy z niczego zwalniać, to mnie zwolniono!!!
    • awanturka Re: zwolnieni z zycia c.d. 06.03.04, 14:54
      planasana napisała:

      > Kusi mnie, zeby pociagnac jeszcze watek o uciekaniu w chorobe, bo tamten
      > przerodzil sie w prywatne dyskusje, a ja ciekawa jestem jak to z Wami jest.
      > Przyszlo mi do lba, ze duzo latwiej i w pewnym sensie przyjemniej jest
      > zwolnic sie z zycia, obowiazkow i robienia tego, czego sie nie lubi.

      I bardzo dobrze,że "Cię kusi". Myślę, że temat nie został wyczerpany.
      I ja mam zamiar w tym watku dorzucic swoje.

      > Przyszlo mi do łba, ze duzo latwiej i w pewnym sensie przyjemniej jest
      > zwolnic sie z zycia, obowiazkow i robienia tego, czego sie nie lubi.

      Bardzo dobrze rozumiem o czym piszesz.
      Mnie też do łba to czasem przychodzi (chociaż ostatnio coraz rzadziej)Częstoto słyszę też od otoczenia (szczególnie od mojej siostry, która traktuje życie jak jedno wielkie wyzwanie), że własnie pod pretekstem choroby z życia się zwalniam.("Ty to sie wygodnie w życiu urzadzasz" - cytat.)


      > Duzo milej jest wiecej pospac, otoczyc sie dobrym jedzonkiem, prostymi
      > serialami telewizyjnymi. Duzo latwiej zaszyc sie w domu, bo latwiej sie
      > nazrec, niz stworzyc zwiazek z mezczyzna czy wyjsc do ludzi.
      > A jedzenie, telewizja, sen to dla mnie BEZPIECZENSTWO.

      Przyznaj otwarcie? Naprawde milej?
      To jest to co chciałabyś w życiu robic?
      Przecież tak nie jest!
      Poprost z powodu Twojej choroby chwilowo nie potrafisz inaczej. Takie zachowania to widocznie jedyny sposób poradzenia sobie z brakiem poczucia bezpieczenstwa. Gdybyś znała lepsze sposoby na pewno byś z nich korzystała, prawda?
      I dużo byś dała za to, aby móc się w ten sposób z życia nie zwalniac!

      abdon napisał: (w pierwszej części watku)

      > Nasze szanse są inne, aniżeli tych "zdrowych". Jak wyjdziesz ze szpitala,
      > rozważysz na co Cię stać. I dostosujesz swoje życie do swoich szans.My musimy
      > się pogodzić z tym, że musimy życ inaczej, aniżeli tamci.To jest bolesne, bo
      > musimy rezygnować z tego co osiągają inni.

      Popieram Abdona!

      Teraz staram sie myślec własnie w ten sposób.
      Nauczona doświdczeniami (wieloletnimi) zwiazanymi z choroba wiem, że muszę bardzo dbac o swoje samopoczucie psychiczne. Inaczej to sie poprostu źle konczy.

      Więc odsuwam od siebie sytuacje i problemy z którymi łaczy się stres kiedy to tylko jest możliwe. Zycie i tak samo troszczy się o stwarzanie mi sytuacji prowadzacych do stresu, których poprostu uniknac się nie da. A tego co nieuniknione i tak, nie raz, okazuje sie byc dla mnie dużo za dużo...

      W oczach otoczenia jestem zwykłym leniem:

      - ograniczyłam do minimum prace zawodowa i bardzo mało zarabiam
      - nie ubiegam sie w pracy o awans (i nie awansuję)
      - w mieszkaniu utrzymuję porzadek na takim poziomie by poprostu dało się życ
      - ułatwiam sobie gotowanie jak mogę gotujac proste posiłki (a i to nie zawsze)
      - nia mam dzieci (to budzi najwieksze "zgorszenie" otoczenia)
      - nie podtrzymuję bardziej zobowiazujacych kontaktów towarzyskich...

      Jednym słowem, no właśnie "wygodnie się urzadziłam".

      Tylko ja wiem, ile bym dala za to żeby nie byc "zwolniona" z tego wszystkiego!!
      Bardzo bym chciała życ jak żyja inni....Bardzo...

      Niestety choroba nakładana mnie takie ograniczenia.

      Nic na to nie poradzę. Zycie "na siłę" i próbę dotrzymania innym kroku "przerabiałam" juz w swoim życiu wiele razy i zawsze z opłakanym skutkiem.

      Nie będeę na siłę starała się życ tak intensywnie jak żyja inni.

      A od czasu kiedy przestałam miec wyrzuty sumienia, że "zwalniam się z życia" jestem w lepszej formie i, paradoksalnie, więcej w tym życiu uczestniczę.


      To tyle mojej prywatnej refleksji.

      Nie narzucam Ci mojego punktu widzenia. Byc może Ty z tym będziesz radziła sobie inaczej. Ale chyba wiedziec jak mysla inni zawsze warto. Dlatego napisałłam to co napisałam.

      Pozdrowienia!
      -awanturka
      • planasana glownie do AWANTURKI 06.03.04, 16:13
        Dziekuje awanturce, bo jako jedyna zrozumiala co mialam na mysli piszac o
        BEZPIECZENSTWIE.
        Czekam na dalsze wpisy, piszcie, co myslicie.

        Awanturko, ja ciagle nie moge sie pogodzic, nie przyjmuje do wiadomosci ze
        jestem chora. Ciagle mysle, ze to fanaberia i lenistwo.
        Nawet lekarstwa, ktore musze brac - podejrzewam lekarzy, ze zapisuja mi
        placebo :).

        co do tych ograniczen przez chorobe - smutne jak tak sobie pomysle, ze trzeba
        bedzie obnizyc poprzeczke. Czy to nie pojscie na latwizne ?

        Zal mi tych czasow, kiedy zylam na full, szybowalam bardzo wysoko i zylam
        intensywniej niz inni. Jednak zaplacilam za swoj brak pokory spadkiem z duzej
        wysokosci.
        Chcialabym potrafic, tak jak Ty, pogodzic sie z tym "mniej" i zaakceptowac
        zycie z choroba (ale nie poddanie sie jej).

        Awanturko, kapitalnie formulujesz mysli, bardzo spojnie, logicznie, dobrze sie
        czyta. Do tego nie oceniasz, a dzielisz sie swoim doswiadczeniem i masz tyle
        empatii. Trudno Cie nie lubic. :)
        Bardzo Cie pozdrawiam

        neurotyczna planasa


        • pia.ed Re: zmeczenie 06.03.04, 16:40
          Czytam posty od miesiaca i NIGDZIE nie znalazlam choroby, na ktora dostalam
          dlugoterminowe zwolnienie od lekarza.
          Diagnoza brzmiala "Chroniczny stan zmeczenia". Nie nadazalam z praca, nie
          nadazalam z domem, nie nadazalam z kolezankami.

          Moja mama miala prawdopodobnie to co ja teraz mam, ale jej siostra
          (niesamowicie zywotna, pracowita jak mrowka)) kwitowala to
          stwierdzeniem: "Maryla jest leniem, robic sie jej nie chce!"

          Teraz rozumiem stan mojej mamy, bo ja juz po umyciu jednego okna musze sie
          polozyc. Odkurzanie odkurzaczem rozkladam na pare razy. W efekcie nie zapraszam
          nikogo do siebie, bo doprowadzenie mieszkania do porzadku przed wizyta zajmuje
          mi tydzien.
          Gdyby nie to ze mam diagnoze czarno na bialym, to nikt by mi nie uwierzyl,
          zreszta moze i tak nie wierza...
          U mnie nie jest to uciekanie od zycia, bo ten stan moje zycie pogorsza.
          Przechodze meki patrzac na moje brudne okna, zaniedbane mieszkanie, walajace
          sie wszedzie gazety ktorych nie dalam rady doczytac do konca.
          A zawsze bylam pedantka.

          Jestem wg badan najzdrowszym czlowiekim na swiecie, wiec to zmeczenie lezy
          gdzies w psychice a nie w ciele, choc to cialo jest zmeczone.
          • awanturka Re: zmeczenie 06.03.04, 19:33
            Czytałam o tej chorobie. Przyczeny nie sa znane. Jest na ten temat wiele teorii.

            Oto niektóre z nich :
            - mononukleoza (zarażenie wirusem Epteina-Barra)
            - drożdżca (namnazanie się w organiźmie grzyba candida albicans)
            - poronna postac depresji (depresja niepełnoobjawowa)

            U częsci chorych rzeczywiście wykryto mononukleozę czy zakażenie grzybem, u
            części skuteczne okazywały się leki antydepresyjne...

            Sama podejrzewałam się kiedyś o tę chorobę bo ładnych kilka lat czułam sie
            właśnie tak jak opisujesz, z minimalmymi tylko objawami obniżenia nastroje (jak
            przy ciagłym zmęczeniu miec dobry nastrój?).

            Ksiażka o której piszę pochodziła z lat 80-tych i była poradnikiem dla osób
            cierpiacych na chroniczny stan zmęczenia. W przedmowie napisano, że w polskich
            standartach diagnozowania taka jednostka chorobowa nie istnieje, że jako
            pierwsi wprowadzili ja amerykanie. Ale od tego czasu mogło się w tym względzie
            coś zmienic.

            awanturka


            • pia.ed Re: zmeczenie 06.03.04, 21:13
              Awanturka, masz calkowita racje.
              Nie mieszkam w Polsce i tu te diagnoze sie uznaje. Fakt ze moja choroba jest
              spowodowana lekka depresja tez sie zgadza, bo przy kazdej wizycie kiedy
              skarzylam sie na ogolna "niemoc" mowiono mi ze to objaw depresji, z ktora to
              diagnoza nigdy sie nie godzilam.
              Mialam racje, bo zawsze, nawet we wczesnej mlodosci bylam troche
              przygaszona, nigdy nie lubilam duzego towarzystwa, nie potrafilam sie
              zasmiewac do rozpuku. Taka juz bylam... melancholijna...
              Nigdy nie tryskalam zapalem, ale nikt mi nie wmowi ze cale zycie mialam
              depresje. Po prostu jestem takim typem czlowieka.
              Taki zreszta byl moj ojciec i taki jest moj syn.
              Kiedy mysle o sobie to czesto przychodzi mi na mysl Wesele Wyspianskiego, tak
              wlasnie niemoznosc, ´bezsilnosc.
              Mimo to funkcjonowalam normalnie acz z coraz wiekszym wysilkiem.
              Teraz czesto mysle o tym, ze zamiast zamartwiac sie zapuszczonym mieszkaniem,
              to powinnam sobie wziac kogos do pomocy od czasu do czasu.
              Tylko nie moge sobie pomyslec zeby obca osoba miala sprzatac moje "brudy",
              choc moze juz powinnam sie zaczac do tej mysli przyzwyczajac, bo latka leca...

        • awanturka Re: glownie do AWANTURKI 06.03.04, 20:52
          :)

          Mnie poczucie bezpieczeństwa zapewnia nie pościecielone łóżko i świadomośc
          tego, że w kazdej chwili mogę w nim schowac przed światem. Kiedyś z tym bardzo
          walczyłam, aż moja psychoterapeutka wytłumaczyła mi, że mój obecny stan jest
          taki, że tego właśnie potrzebuję. I nie powinnam z tego rezygnowac. Że może
          kiedyś, kiedy odzyskam poczucie bezpieczenstwa ten nawyk zostawiania w
          dzien "rozgrzebanego łóżka" poprostu sam zniknie. I rzeczywiście, gdy choroba
          jest w "odwrocie" ścielę rano łożko nawet się nad tym nie zastanawiajac.

          -awanturka
          • pia.ed Re: glownie do AWANTURKI 06.03.04, 21:49
            Ja sie do lozka nie chowam, ale coraz czesciej sobie pozwalam na nic-nie-
            robienie. Czuje sie spiaca to spie, mimo ze zaplanowalam pojechanie na zakupy
            czy cos rownie "waznego". Po tygodniu takiego absolutnego lenistwa czuje sie
            swieza i wypoczeta. Niestety sprzatanie po nic- nie-robieniu powoduje, ze po
            paru godzinach swiezosc mija i znow mam ochote na polozenie sie, bo jestem
            zmeczona......... Bledne kolo.
            • awanturka Re: glownie do AWANTURKI 06.03.04, 22:47
              I tak nie jest źle, są w Twoim życiu momenty w których czujesz się wypoczęta!

              Może trzeba właczyc "hamulce", nie rozpędzac się gdy jest lepiej tak badzo (bo
              po takim okresie "przestoju" człowiekowi wydaje sie, że już i natychmist musi
              nadrobic wszystkie zaległosci). Może wtedy tego "wypoczęcia" starczy nadłużej.
      • empeka Re: zwolnieni z zycia c.d. 06.03.04, 22:17
        awanturka napisała:
        > Poprost z powodu Twojej choroby chwilowo nie potrafisz inaczej. Takie zachowania
        > to widocznie jedyny sposób poradzenia sobie z brakiem poczucia bezpieczenstwa.
        > Gdybyś znała lepsze sposoby na pewno byś z nich korzystała, prawda?
        > I dużo byś dała za to, aby móc się w ten sposób z życia nie zwalniac!

        Też doszłam do tego, żeby obniżając wymagania wobec siebie ustrzec się od poczucia winy.
        Zajęło mi to wiele lat. Mam co prawda rodzinę (czyli coś "normalnego" ;-)), ale już z pracą gorzej
        mi idzie, przynajmniej okresowo.
        Uważam że życie dzieje się w głowie, często mylę to co czytam z prawdziwym życiem. Bo gdzie
        jest powiedziane, że prawdziwe jest pieczenie ciasta i wycieczka na Majorkę, lub przynajmniej
        dyskoteka i piesza wyprawa w Bieszczady?
        Czytuję rzeczy ciekawe, ostatnio eseje Kundery, "Zdradzone testamenty" (polecam), duże
        przebywam w świecie wirtualnym, mimo to żyję realnie :-)

        Myślę, że akurat nie jestem w złym stanie zdrowia, dlatego zwolnienie się z pewnego zakresu
        życia traktuję dość pobłażliwie dla siebie.Te osoby, ktore piszą tu o potwornych
        dolegliwościach, cierpieniu duszy mają dużo trudniejszą sytuację.

        Myślę, że Awanturka ma rację - kluczowa jest kwestia poczucia bezpieczeństwa. Ono maleje
        wraz z wymaganiami jakie się nam stawia, lub sami sobie stawiamy.

        Mam nadziję, że obserwując innych, ktorzy się wygrzebali z najgorszego można przetrwać
        kryzys.
        Tego Wam życzę
        Marta
        • awanturka Re: zwolnieni z zycia c.d. 07.03.04, 07:24
          empeka napisała:

          > Bo gdzie
          > jest powiedziane, że prawdziwe jest pieczenie ciasta i wycieczka na Majorkę,
          > lub przynajmniej
          > dyskoteka i piesza wyprawa w Bieszczady?


          I tutaj poruszasz bardzo ważna moim zdaniem sprawę. Mamy głowy nabite
          wyobrażeniamij jak powinno wygladac życie. Wydaje się nam,że te wyobrażenia to
          nasz własny "produkt", przewaznie tak nie jest - bezkrytycznie przyjmujemy
          tutaj sposób otoczenia w którym żyjemy.

          Jak już przeżyje sie żal, że w zwiazku z choroba z pewnych rzeczy trzeba
          zrezygnowac okazuje się, że z chorobą też daje się prowadzic PRAWDZIWE ŻYCIe,
          może nawet prawdziwsze, bo swoje własne.

          Przestaje się myślec stereotypami, a zaczyna odnajdywac swoje własne, głębokie
          potrzeby. I to jest pozytywna strona tych ograniczen, które narzuca choroba.

          Na to jednak trzeba czasu (przynajmniej tak było w moim przypadku). Ja znajduję
          się dopiero na poczatku tej drogi i czasem jeszcze wraca żal za tym co
          straciłam.

          Nie wspominałam o tym piszac do plasany (a moze powinnam) bo wydawało mi się,
          że przeżywa własnie "etap żałoby" po tym co traci i jest to przedwczesne.

          Teraz myślę jednak, że dobrze sie stało, że poruszony zastał przez Ciebie tutaj
          ten aspekt sprawy.

          - awanturka

          Ps.

          Empeko! Pozwole sobie wyrazic tutaj swoje prywatne zdanie i napisaco tym co
          myślę o Tobie, A myślę, że jesteś madrym człowiekiem.

          Moje zdanie w tej kwestii pewnie nie ma dla Ciebie wiekszego znaczenia, ale
          musiałam sobie jakoś ulżyć tym wyznaniem wyznaniem.
          • planasana Re: zwolnieni z zycia c.d. 07.03.04, 09:58
            awanturko, empeko, pia.ed, wszyscy, wszyscy,

            czytam Was i chyle czola. Macie w sobie tyle rozsadku, pokory do tej piekielnej
            choroby. Dobrze sie Was czyta.

            Boje sie tylko, ze nie pogodze sie z tymi ograniczeniami, ze nie wybacze sobie,
            ze nie znajde swojego optimum, miejsca w zyciu, ktorego nie bede oplacala
            balansowaniem miedzy skrajnymi stanami umyslu.

            Mecza mnie te mysli wszystkie, jakos zle mi sie sklada zdania.
            Mam 25 lat i nie wiem o co mi chodzi.
            Brakuje punktu zaczepienia.

            Chcialabym przestac skupiac sie tyle na tych objawach choroby, analizowac,
            jęczec na ich temat. Pogubilam sie.

            pozdrawiam serdecznie

            planasa
            • awanturka Re: zwolnieni z zycia c.d. 07.03.04, 10:30
              Plasano!

              Twoje 25 lat to bardzo mało. Pewnie myślisz, że jesteś już stara i wiele nie
              wykorzystanych szans już za Toba. Ja właśnie w wieku 25 lat ograniczenia
              narzucone przez chorobę przeżywałam najbardziej burzliwie. I wtedy, wręcz
              obsesyjnie, moje życie porównywałam z życiem innych (domyślasz się jak
              wypadało to porównanie!)

              Bardzo dużo przed Toba. To depresyjne myślenie podpowiada Ci, że już nic się
              nie zdarzy. Trzeba byc tego świadomym i miec do tego dystans.

              Jak się dokładnie przyjrzysz jak funkcjonuje Twoja psychika zaczniesz
              dostrzegac te "pułapki myślowe" będace wytworem tej podstępnej choroby.

              Pozwól, że zacytuję z innego watku:

              amorican napisał:

              "...Bo w depresji tak jest ,że oprócz beznadziejnych objawów ,nasze umysły
              jeszcze "napędzają " coraz to gorsze myśli...
              To tak ,jakby w mojej głowie siedział mój wróg i pilnował ,żeby czasem za
              dobrze nie było..."


              Na to wszystko o czym piszemy (pogodzenie się z ograsniczeniami, znalezienie
              swojego sposobu na życie, przełamanie myślenia stereotypami, nie przejmowanie
              sie tym co inni myśla i mówia o naszym sposobie życia, nie porównywanie swojego
              życia z zyciem innych....) potrzeba czasu, to nie staje się w jednej chwili.

              Tego potrzebnego czasu masz bardzo dużo przed sobą!

              - awanturka
              • planasana Re: zwolnieni z zycia c.d. 07.03.04, 11:14
                Dziekuje awanturko Kochana za slowa otuchy.
                Zachowuje sie jak zniecierpliwione dziecko, ktore chcialoby za wszelka cene
                dostac JUZ swoja upragniona zabawke. Nie umiem czekac, zawsze bylam
                niecierpliwa i impulsywna.
                Moze za bardzo oczekuje, ze ktos powie mi JAK, tak technicznie, sie pogodzic z
                choroba, ograniczeniami, ze juz tylko bedzie dobrze, ze powroci euforia.

                Czasem podczytujac babskie gazety, czytywalam wywiady z kobietami, ktore
                odwazyly sie zyc pod prad, nagle odmienily swoje zycie i zamiast, dajmy na to
                chapac w dobrze prosperujacych firmach na wysokich stanowiskach - wyjechaly na
                wies i realizuja sie wyplatajac koszyczki z wikliny i hodujac kozy ;).
                I tak sobie wtedy mysle - moze przyjdzie taki dzien, ze i ja dokonam jakiejs
                zmiany kierunku (niekoniecznie wypasajac kozy)i bede taka, jak chce byc.
                I poczuje sie jakbym zmartwychwstala.

                Poki co - mam metlik w glowie, za duzo od siebie wymagam albo wrecz przeciwnie -
                za malo. Zachowuje sie neurotycznie, niedojrzale i mam rozpierdzielnik w
                glowie.

                pozdrawiam bardzo i przepraszam, ze tyle pisze o sobie

                planasana w siebie zapatrzona
          • empeka Re: zwolnieni z zycia c.d. 07.03.04, 12:44
            Awanturko, Twoje zdanie o mnie głęboko mnie wzruszyło. Dlaczego sądzisz, że Twoje ono w tej
            kwestii nie ma dla mnie wiekszego znaczenia? Czy obie musimy mieć kompleksy? Ja nie chcę
            :-)))

            Serdeczności
            Marta

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka